barba50
05.09.12, 10:52
Już jest w domu. Przed niespełna godziną telefon - dzwoni jakiś robotnik pracujący przy wykończaniu domu na skraju osiedla (w zupełnie przeciwnym kierunku niż była widziana i szukana), że wczoraj widział ślepą kotkę. Że dopiero dzisiaj zauważył ogłoszenie przy sklepie. Mąż na rower, ja buty na nogi i prawie biegiem. Mąż pojechał od strony lasu, ja zbliżając się do nru posesji odebrałam telefon, że kotka JEST! Schowana w szopie z gratami i bardzo dobrze, bo na otwartej przestrzeni nie byłoby szans na złapanie jej. Nie reagowała na głos, schowała się pod paletę w glazurą (w pierwszej chwili niewiarygodne wydało mi się, że ona w ogóle może tam się zmieścić). A jednak. Wyciągnęłam, powoli zapakowaliśmy do torby i jak największy skarb zaniosłam do domu. Umieściliśmy w naszej sypialni, tam gdzie spędzała większość czasu, ma jedzenie, picie i kuwetę, ale na razie jest strasznie zdezorientowana. Niech ochłonie. Jest już bezpieczna.
Panowie nie chcieli żadnej nagrody, ale obiecałam im, że skrzynka piwa będzie na nich czekała. Jutro kupię, telefon do jednego z nich mam, to znajdę, nawet gdybym miała jechać na drugi koniec Warszawy.
Ufff... ufff... ufff...