estelka1
14.03.13, 15:08
Nareszcie udało mi się uciułać fundusze, bo już mnie serce bolało, że karmię Misieńkę hormonami. Podjechałam dziś do naszego doktorka umówić koteczkę, a tu niespodzianka. Okazało się, że jakiś planowany zabieg "wypadł" i mogę Misianę przywieźć jutro przed południem. Ciężka walka czeka mnie rano, bo Misia jest straszny pasibrzuch i będzie się awanturować o jedzenie. A potem będę musiała mieć oczy naokoło głowy, żeby Mania jej bęcków nie spuściła, w ramach wymierzania sprawiedliwości. Niestety obie kocianki wiecznie rywalizują ze sobą i są o siebie zazdrosne, w związku z czym kocie bijatyki są u mnie na porządku dziennym.