Ocieplają nam blok. Obstawili rusztowaniami, obwiesili siatką, zdemolowali balkony - tzn. usunęli barierki balkonowe, zostały same "tarasiki".
Mam na balkonie kwiatki, więc wyszłam podlać. Badyl też wyszedł i skoczył na podest rusztowania - metr od balkonu na tym samym poziomie. Przespacerował się w tą i z powrotem i wrócił na balkon. Zanim zdążyłam go złapać znowu skoczył i zaczął wędrówki wzdłuż bloku. Zaglądał ludziom do okien i spacerował sobie jak po promenadzie. Przywabiłam go przez kuchenne okno smakołykiem.
Przy najbliższej okazji smyrgnął znowu na balkon (zbierałam pranie) i znów na rusztowanie. Trzymał się blisko, ale poza zasięgiem ręki. Jak wchodziłam do mieszkania to wracał na balkon, jak wychodziłam na balkon to wiał na rusztowanie. Eiwdentnie wiedział gdzie mieszka i gdzie ma wrócić, ale chciał sobie połazić.
No i w końcu znikł

Nie pomogły chrupki, saszetki ani przysmaki. Jestem przekonana, że wlazł komuś do mieszkania przez otwarty balkon, a że to łagodne i przyjazne kocisko, więc go nie wywalili na zbity łeb.
Zeskoczyć na ziemię nie miał jak bo rusztowanie jest zabezpieczone siatką.
Wydrukowałam ogłoszenia, idę wieszać. Amurka bardzo tęskni, noc spędziła w szafie i nie che jeść. A ja musze do pracy.
Trzymajcie kciuki.