Robocza Mysza została ochrzczona na stałe jako Pixi, funkcjonuje także jako Pikselek i Piszczałka.
Integracja między kocicami postępuje. Pierwsze dni były ciężkie dla Mamby. Warczenie, syki, była ciągle bardzo spięta, chodziła na ugiętych nogach wypatrując czy czasem z jakiegoś kąta nie wychynie ten mały potwór. Wysiadywała pod drzwiami pokoju, gdzie była zamknięta mała. Mamba dostawała jedzenie z misek postawionych na kocyku wyleżanym przez Pixi, żeby jej się zapach dobrze kojarzył. Potem dostawały jedzenie jednocześnie, ale rozdzielone drzwiami, tak że słyszały się nawzajem i widziały cienie. Naprzemiennie były wypuszczane "na salony", zapachy obu kocic się wymieszały. Następny etap to było jednoczesne podawanie miseczek już przy otwartych drzwiach. Mamba z początku jadła jednocześnie warcząc

Stopniowo spędzały coraz więcej czasu w jednym pomieszczeniu, ale zawsze pod nadzorem.
Doszliśmy do etapu, że nie ma już warczenia. Mamba wygląda na pogodzoną z sytuacją, czasem z rzadka syknie, jak jest doprowadzona przez Pixi do ostateczności. Pixi ją zaczepia, goni, skacze jej na plecy, na głowę, paca łapką, zajmuje jej ulubione legowiska. Mamba to wyjątkowo dobrze znosi, jak już ma serdecznie dość, to syczy, zdarza się też że pogoni małą, raz czy dwa podrażniona spuściła jej mały łomot. Jak ludzie są w domu, to koty już nie są izolowane. Nie zostają jeszcze razem jak są same. Wygląda na to, że jak Pixi podrośnie, to Mamba zostanie zdominowana...
A Pixi, żywe srebro, brzuszek to wór bez dna, wszystko pożera, rośnie w oczach. Wszystko w domu nadaje się drapania, wspinania, gryzienia, wskoczenia

Wczoraj aktywnie pomagała przy pieczeniu chleba