Dodaj do ulubionych

tabletki, koszyki i inne

27.10.04, 10:30
Postanowilam odwazyc sie zalozyc nowy watek o tym "jak oszukac kota".

Ja z tabletkami robe tak: Siadam na podlodze (z podgietymi pod siebie nogami)
tak, ze kota mam miedzy udami z jego glowa zwrocona na zewnatrz. Sciskam go
lekko zeby sie na boki nie wyrwal (do tylu wycofac sie nie moze bo nie ma
gdzie), pochylam sie lekko zeby mi do gory nie wyskoczyl. Kot siedzi jak
trusia. Chwytam wtedy gorna szczeke i otwieram szybko i szybko klade tabletke
dosc gleboko (tyl jezyka zeby mi jej nie mogl przetransportowac do przodu i
wypluc). Dla pewnosci przytrzymuje pysk zacisniety zeby kot tabletke
polknal.

Co do koszyka to mialam duze problemy z zaladowaniem kotow do srodka ale od
kiedy wsadzam kota najpierw zadem to nie ma zadnych problemow. Kuper
najpierw i potem "wpycham" reszte i zamykam kratke.
smile
Obserwuj wątek
    • aniabe13 Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 10:44
      Tabletki rozgniatam na pył mieszam ze śmietaną i kota rąbie aż miło. Z
      jogurcikiem też może być.
      Ale żeby wepchnąć kotę do transportera potrzebne są dwie osoby i kordon
      poszukujących.
      To jest tak: cichutko wyciągam transporter, ale kota i tak słyszy, i znika
      natychmiast. Tu wkraczają poszukujący. Po półgodzinie kot przeważnie jest
      zlokalizowany, teraz trzeba wyciągnąć kota. Po krotkiej dyskusji z użyciem
      zębów i pazurów, ostatni który przeżył trzyma kota. To są te dwie osoby: jedna
      trzyma pyskującego kota druga leci z transporterem. I ta cholernica z urażoną
      miną SAMA włazi do transportera.
      Oszukiwanie kota rzadko mi się udaje. Chętnie poczytam jak to robicie.
      • deadeasy polowanie z nagonka 27.10.04, 10:47
        hi-hi-hi
        Juz sobie to wyobrazam! Nosicie kamuflaze czy przebieracie za meble? smile
        • aniabe13 Re: polowanie z nagonka 27.10.04, 10:59
          Raczej wczołgujemy w różne zakamary, przeprowadzamy dedukcję gdzie na pewno kot
          się nie zmieści lub nie zdoła wleżć i lecimy tam sprawdzić.
          • miziek a u mnie raj ;) 27.10.04, 12:16
            Toffiś jest strasznym łakomczuchem i myśli, że tabletka to jakiś smakołyk.
            Wczoraj dostałam antybiotyki dla niego, dziś rano mu podałam. Zjadł niemalże z
            moim palcem. Niesamowity jest smile
    • weekenda Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 12:33
      Mam inną sprawdzoną metodę na podanie tabletki Kociom opornym i nie dającym się
      oszukać.
      Trzeba zaopatrzyć się w strzykawkę raczej mniejszą niż większą. Uciąć nożem
      część z dziubkiem, na który nakłada się igłę. Uciąć tak dużo aby po wciśnięciu
      tłoczka do końca (którego już nie ma) tłoczek wystawał poza strzykawkę.
      Najłatwiej rozgnieść tabletkę i rozbełtać ją w małej ilości wody albo oliwki z
      np. oliwek - tę którą kociak lubi albo na ten przykład w mleku (UWAGA!!!
      sprawdzić jaki "rozpuszczalnik" toleruje dany lek). Odciągnąć tłoczek, wlać
      miksturę do strzykawki, przytrzymać kota, otworzyć pyszczek, wsadzić strzykawkę
      w miarę głęboko do gardła i wstrzyknąć lek.

      Do przytrzymania kociaka idealną metodę opisała wyżej Deadeasy. Aby Kocię sie
      nie zakrztusiło, najlepiej jest naciągnąć skórę na karku za uszkami - sam
      otworzy pyszczek i nie zakrztusi się.

      Wszystko należy rzecz jasna zrobić w miarę sprawnie, zdecydowanie i szybko - im
      mniejszy stres tym lepiej.

      Nauczył mnie tego lekarz moich Kocich i metoda jest super !!! Zaraz po, daję im
      jakiś koci łakoć i nawet się nie obrażają wink)

      Co do koszyka to moja metoda w niczym nie odbiega od opisanej wyżej wink)). Moje
      Kocie też nie dają się oszukać, żadne smakołyki!!! Transporterek twój wróg !!!

      pozdrawiam!
      • oxygen100 Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 14:12
        Hehe,
        ciesze sie ze nie tylko moj dzikus tak ma.
        Tabletke najczesciej przemycam w czyms dobrym dla kota, w szynce albo danonku
        (koniecznie truskawkowym), ale sa takie tabletki, ze gowniara je wyczuje na
        koncu swiata i od razu ucieka pod lozko, bo to azyl. Raz taka "smierdzaca"
        tabletke probowalam wlozyc na sile do pyska, no i... Jeden pazurek przeszedl
        przez skore nadgarstka na wylot, histerii nie bylo konca, ale tabletka juz byla
        w pysku. Przycisnelam to wredne pyszczydlo, zeby polknela. Piana byla wszedzie,
        kot sie wyrywal. W koncu sie uspokoila (gdzies po 5 min) wiec stwierdzilam ze
        tabletka juz polknieta. Acha, gdzietam, jak tylko poluzowalam uscisk kota nie
        bylo, a rozmemlana tabletka wypluta.
        Za to na transporter mam sposob. Jak ja biore na sile to tak rozcapierza lapy
        ze nie ma mozliwosci w pojedynke dokonac cudu, ale ostatnio kupilam kocimietke
        w sprayu i... Kota oszalala, gdzie bym nia nie psiknela kot juz czeka, lize,
        przytula sie do pachnacego miejsca, ociera i mruczy. No to wypsikalam
        transporter i kot byl w srodku, caly przeszczesliwy.
        • weekenda Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 16:51
          smile))
          moje Małpy, że tak powiem w głębokim tyle mają kocimiętkę... Jakby skubane
          wiedziały, że coś chcę kocimietką zdziałać wink))

          Także nie pozostaje mi nic innego jak polować przed zapakowaniem w
          transporterek a potem uprzejmie prosić o wybaczenie wink))))

          Z tabletkami tak samo ! nie ma takiego przysmaku, przez którego nie wyczułyby
          czegokolwiek podejrzanego. I chyba porozumiewają się telepatycznie bo
          wystarczy, że jedno coś wyniucha to drugie za skarby świata nie podejdzie do
          miski ! A i jedno i drugie normalnie i na codzień za żarciem leci z wrzaskiem.

          Jakie będzie to trzecie - jeszcze nie wiadomo... na razie tabletke
          zaaplikowałam mu sposobem ze strzykawką i dzieki temu wiem, że poszło. Nawet
          się nie obraził

          smile))
    • aankaa Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 19:52
      wszelkie lekarstewka - metodą Deadeasy ... tyle, że moja panna nauczyła się, że
      jak się ją spuści z oka zwraca ją prawie nienaruszoną. Co ciekawe, nigdy na
      parkiet, zawsze na dywan ... Próbowałam z pastą na robaki w strzykawce. Szkoda
      opisywać, dałam sobie spokój. Najwyżej zeżrą cholerę od środka wink

      wkładanie do transporterka: ani tyłem, ani przodem. Ale tu znalazłam metodę.
      Łapię kocie nogi w ręce (przydaje się pomoc drugiej osoby), zginam wpół i
      pleckami do dziury. Później już tylko łapki poupychać i domknąć drzwiczki.
      • oxygen100 Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 20:11
        Rzeczywiscie ten sposob z lapaniem za nogi skutkuje, ale kot wyglada wtedy jak
        szykowana na rosol kura.
        • aankaa Re: tabletki, koszyki i inne 27.10.04, 22:03
          nieważny wygląd - tu o efekt chodzi smile)
    • lady68 Re: tabletki, koszyki i inne 28.10.04, 08:00
      a ktos próbował załozyć kotu obroże, to koszmar ręce całe we krwi. Dzieki temu
      w końcu nauczyłam sie obcinac pazury, ale tylko wtedy gdy śpi i wygląda
      jak "zdechł kot"smile.
      • oxygen100 Re: tabletki, koszyki i inne 28.10.04, 09:35
        Ja raz zalozylam koteczce szelki. Ale byla jazda. W czasie zakladania byla w
        miare spokojna, bo jeszcze nie wiedziala co to, ale co wyprawiala pozniej.
        Krzywe spojrzenie, chod bokiem na krotkich lapach. Schowalo sie toto w
        najciemniejszym kacie i po cichutku probowala sie z tego uwolnic, ale nie dalo
        rady.
        Za to po sterylizacji musialam jej zalozyc taki smieszny kaftanik, zeby sie
        gowniara nie lizala, bo robila sobie rany tym ostrym jezorem. No i znowu byly
        cyrki. Wyobrazcie sobie jak musiala byc zdesperowana, bo poradzila sobie z
        ubrankiem i dopiero wtedy byla cala szczesliwa i przestala sie liza. Jakie te
        koty madre?
    • deadeasy Re: tabletki, koszyki i inne 29.10.04, 15:17
      No wiec tak sie przechwalalam moimi "sposobami"....
      Maz bral Sage do weterynarza w poniedzialek na "nauke" jak sie robi zastrzyk.
      No wiec z tego co opowiadal to Sage siedzial sobie od samego rana na kociej
      platformie/wiezy na samym szczycie (gorna platforma siega mi gdzies do
      ramion). Maz wzial nosidelko, Sage nic - patrzy ze stoickim spokojem. Maz za
      kota, a ten ani rusz. Sage sie wczepil w platforme tak, ze o malo z nia u
      weterynarza nie wyladowal. Jak maz spocony zdolal oderwac kota to ten
      spokojnie powedrowal do nosidelka. Cwaniak jeden, nie dziwota, ze sie ze
      stoickim spokojem gapil sie jak maz sie z nosidelkiem skradal. Dobrze, ze
      zatkalismy dolna budke w wiezy bo jakby sie tam Sage wladowal to takby sie
      cwaniak zaklinowal, ze bez pily mechanicznej absolutnie by sie go nie wydobylo.
      • kocianna Re: tabletki, koszyki i inne 01.11.04, 19:48
        Na tabletki nie ma rady, to już wie nawet mój wet, i jak ma możliwość, to
        przepisuje zastrzyki. Szykuje gotowe strzykawki, ja tylko łapię w domu za skórę
        i bzik. Krótko i bezboleśnie.
        Transporterek: jedna osoba znajduje kota i bawi się z nim, po czym bierze go na
        ręce i wynosi z mieszkania. Druga przynosi transporterek i zamyka drzwi. Kota
        chwytamy za skórę na karku, wtedy robi się z niego szmaciany kot, tylnie łapki
        wkładamy delikatnie i potem resztę kota, i szybko zamykamy drzwiczki.
        Problem polega tylko na znalezieniu kota - skąd one wiedzą, że któryś idzie do
        weta - i skąd wiedzą, który??
    • drzazga1 No, ja się sposobem nie pochwalę 02.11.04, 20:26
      BO kota mam niespotykanej łagodności, pozwala robić ze sobą wszystko i mi chyba
      ufasmile. Obcinanie pazurków to pięć minut.
      Ponieważ kotek jest po przejsciach boi się ludzi których dobrze nie zna (na
      razie wg niego dobrze zna dwie osoby - w tym mnie...). Widząc gości chowa się
      za kanapę albo pod szafę i siedzi jak trusia. A ja się uparłam go przekonać, ze
      ludzie nie sa tacy straszni. Moi znajomi mają niezłe przedstawienie, kiedy w
      pozycji wypiętej na czworakach (szafa jest bardzo niska) wyciągam ostrożnie po
      kawałku szarego futerka, łebek, przednie łapki i resztę. Kot nie krzyczy,
      stosuję bierny opór. Wyciągnięty wczepia się we mnie ze wszystkich sił.
      Odczepiam po kolei każdy pazurek z osobna i całość składam na kolana osoby,
      która wyraziła wcześniej chęć bliższego poznania z uparciuchem. Ułożony godzi
      sie z losem, zwija w precelek, a po pewnym czasie zeskakuje, idzie do kąta,
      siada i obserwuje intruzów, bo z natury ciekawskie stworzonko.
      W porównaniu z tym, jak zachowywał się parę miesięcy temu postęp i tak jest
      olbrzymismile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka