kocianna
04.12.05, 18:38
Przede wszystkim chciałam baaardzo,baardzo gorąco wszystkim podziękować za
wyrazy współczucia. Figiel był kotem niesamowitym.
W domu, w którym koty są mile widziane, wolna miseczka nie może się marnować.
Postanowiliśmy adoptować jakąś kocią biedę - w azylu okazało się, że upatrzona
koteczka nie chce być nasza, ale wybrał nas sobie Miłek.
Miłek jest biały w czarne łatki, podobny do Leosia, tylko dwa razy mniejszy
(czyli normalnej kociej wielkości).
Wet orzekł, że jest zdrowy (ale to był ten wet z mojej lecznicy, co nie zna
się na kotach - no, ale za badanie nie wziął ani grosza).
Leon na razie jest czujny - na Miłka mówi szaaa, na nas lekko obrażony. Może
nie tyle obrażony, ile nie ma czasu się pieścić, bo musi obserwować intruza.
Miłek zestresowany. Siedzi w kociej budce, zjadł swoje jedzonko i patrzy
wielkimi zielonymi oczami.
Z tego wszystkiego zapomnieliśmy kartki z azylu, na której był mail do pani
Moniki, p. Magdy albo p. Kasi. Nic to, znajdziemy je na Miau.pl
Myślę, że jeśli ktoś nie ma kotka, a chce adoptować, powinen pójść do azylu -
adoptuje od razu dwa. Tam jest strasznie. Nie chcę nawet myśleć, jak wygląda
normalne duże schronisko. Wzięłabym jeszcze Emilkę, ale mąż by mnie z domu
wyrzucił - chyba trzy koty i żywiołowa dziewczynka to rzeczywiście byłaby
przesada.