Na smutno

07.07.08, 20:30
Od dwóch lat mieliśmy śliczne kocie dwa szczęścia – Moli i Leona. 2 tygodnie
temu wyjeżdżaliśmy na urlop, wiec zawieźliśmy koty do rodziców – maja dom i
duży piękny ogród. Czasami koty tam z nami jeździły. Jeden z sąsiadów rodziców
hoduje gołębie. Ktoś zagryzł mu dwie samice. Podobno to nasze koty, widział
jak się tam kręcą, a że noszą obróżki są dość charakterystyczne. Któregoś dnia
Leon nie wrócił. Rodzice go szukali, pytali - bez skutku. Wróciliśmy wcześniej
z urlopu, pojechaliśmy od razu szukać. Obeszłam wszystkie okoliczne domy, ale
nikt nic nie widział, nikt nic nie wie. Dowiedziałam się tylko, ze ten
gołębiarz to fanatyk, nienawidzi kotów i strzela do nich z wiatrówki.
Rozmawiałam z nim, ale do niczego się nie przyznaje. Od tego czasu minęły już
2 tygodnie. Leon miał na obróżce adresownik z telefonem do nas, wiec gdyby go
ktoś znalazł, pewnie by zadzwonił. Uznaliśmy, ze Leon nie żyje… ale czy na
pewno? Ta niewiadoma to takie zawieszenie – nie daje mi spokoju – a może
gdzieś jest, a może cierpi, a może szuka drogi do domu… Cały nasz dom pogrążył
się w smutku, wszyscy popłakujemy po kątach. Moli – do tej pory płochliwa i
niedostępna zdziczała jeszcze bardziej. Chodzi po domu i ciągle miauczy. Mi
serce pęka… Mój mąż sugeruje, żeby nawet ze względu na nią wziąć małego
kociaka – niech się czymś zajmie, ma towarzystwo. Sama nie wiem… te
przedwczesne kocie śmierci strasznie mnie osłabiają. Powodują, że zaczynam
rozumieć ludzi, którzy nie chcą zwierząt, bo nie chcą się przywiązywać, żeby
potem nie cierpieć. Nie wiem co robić...
    • salimis Re: Na smutno 07.07.08, 20:36
      Mam nadzieję ze koteczek jednak sie znajdzie.Trzymam za to kciuki.
      • mist3 Re: Na smutno 07.07.08, 21:01
        Myślę, że kotka warto wziąć. Jak zguba się znajdze (a wierzę, że tak) to 3 koty
        przecież nie stanowią większego obciążenia niż 2.
        Co do strachu przed utratą bliskiej istoty - na tym właśnie polega życie ludzi,
        którzy mają serce. Ciągle kogoś tracimy - bliskich ludzi i bliskie zwierzęta,
        ale to nie znaczy, że mamy nie kochać. Nasi rodzice też kiedyś umrą - ale czy to
        znaczy, że powinniśmy przestać ich kochać, żeby uniknąć bólu po rozstaniu?
        Na tym polega życie i nasze człowieczeństwo, że kochamy, tęsknimy, ale idziemy
        dalej - aż wszyscy spotkamy się za TM.
    • zofijia Re: Na smutno 07.07.08, 21:04
      gopio,
      weź się proszę w garść i jeszcze powalcz o tego kotka, może się nie udać, ale
      proszę, spróbuj. Przede wszystkim, ludzie niekoniecznie zwracają uwagę na to,
      czy kot ma obróżkę itp. Mam takie doświadczenie, że ktoś z rodziny prawie
      stracił kotka - kocurek po prostu uciekł korzystając kiedy były otwarte drzwi.
      Wszędzie!, gdzie się dało w niedalekiej okolicy, rozlepiliśmy ogłoszenia na
      których było zdjęcie kocura i obietnica nagrody za wskazanie gdzie jest.
      Kotek się znalazł po telefonie zupełnie obcych ludzi, pewnie zachęconych
      nagrodą. A było to sporo ponad miesiąc czasu od zaginięcia.
      Współczuję bardzo straty. Trzymaj się.
      • gopio1 Re: Na smutno 07.07.08, 22:03
        Zofija, poszukiwania cały czas trwają. Przecież wiesz, że nadzieja umiera
        ostatnia... Ale trzeba żyć jakoś dalej, no właśnie, jakoś... Teraz marwtię się o
        Moli, bo nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Nigdy nie zostawała całkiem
        sama. Teraz jak zostaje przez kilka godzin w domu sama, to jak wracam, miauczy
        bezustannie, tak, że aż zaczyna chrypieć. Chodzi, nie może sobie miejsca
        znależć. Patrzy mi tak głęboko w oczy i miauczy. To strasznie smutne. Dla nas
        brak Leona to katastrofa, był naszym ulubieńcem, pupilem, ukochanym
        przytulaskiem. Ale myślę, że dla niej to jeszcze trudniejsze. Oni się naprawdę
        bardzo kochali.
        • orchidka77 Re: Na smutno 08.07.08, 14:11
          Szczerze współczujęsad

          Na Twoim miejscu też bym sie zastanowiła nad drugim kotem. Niekoniecznie jednak małym - lepszy byłby chyba kociolubny kot dorosły, taki, który ma już ukształtowany charakter.
          Na początek jednak chyba zaczęłabym od użycia Feliwaya lub kropli dr Bacha (drbach.pl/index.php/t/zwierzeta), bo zestresowana stratą przyjaciela kotka może wcale nie zaakceptować nowego kociego kolegę.
    • gacusia1 Re: Na smutno 07.07.08, 21:45
      Strasznie mi przykro...
      Wiesz,mysle ze Twoj maz ma racje aby wziac kotka. Waszej kotce
      bedzie razniej-tylko zeby zaakceptowala...
      • muraszka1 Re: Na smutno 07.07.08, 22:05
        chyba bym powiadomila "okoliczny" posterunek policji i opowiedziala
        o tym,ze hodowca golebi prawdopodobnie strzela do kotow
        • gacusia1 Re: Na smutno 08.07.08, 03:37
          Policja nie zajmuje sie takimi sprawami,a nawet gdyby,to szczerze
          watpie,ze potraktowaliby sprawe powaznie. Policja "olewa"
          mordercow,gwalcicieli i rabusiow a co dopiero "niszczycieli" kotow...
        • cleo_1 Re: Na smutno 22.07.08, 16:48

          Poszłabym do hodowcy gołębi, porozmawiala z nim na poważnie, wzięła
          na łzy, na cokolwiek, zaproponowała wysoką nagrodę za informację o
          kocie - jakąkolwiek pewną informację.
          Może jeśli zabił, skuszony wysokością nagrody przyzna, że widział
          kota martwego albo co. Nie wiem, chyba lepsza pewność, nawet jeśli
          nei zyje, niż nękanie się myslami przez wiele miesięcy i lat.
    • annb kuna, nie kot 08.07.08, 07:50
      mój ojciec hoduje gołebie
      ma też koty
      sąsiedzi mająkoty
      nigdy żaden kot nie zadusił mu gołebia
      za to spustoszenie w gołebniku zrobiła kuna

      widac sąsiad twoich rodziców to kretyn odporny na wiedzę
      zdarza się
    • gopio1 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 21:51
      Sprawa wyglądała tak: po miesiącu od zaginięcia Leona wzięliśmy pod swój dach małego Kocurka. Przez 2 miesiące cieszyliśmy się towarzystwem dwóch kotów. Moli zaakceptowała Bruna dość szybko, całkowicie się mu podporządkowując (Moli ma 2,5 roku, Bruno 3 miesiące). Wszystko było dobrze.

      A wczoraj: Wieczorem zadzwoniła do nas jakaś dziewczyna, z ogródków działkowych, że znaleźli rudego kotka i dzwonią pod numer telefonu jaki miał podany w adresówce. To nasz Leon!!!!! Znalazł się po prawie 3 miesiącach! Dziewczyna powiedziała, że kot straszliwie śmierdzi, mój mąż jak po niego pojechał, to powiedział, że jakby padliną, czy czymś takim. Wszystko działo się w godzinach 20-24. Pojechalismy na pogotowie weterynaryjne. Jak zobaczyłam Leona, to mnie zmroziło. Jeszcze nie widziałam tak strasznego... Leona nosił obróżkę i chyba próbował ją ściągnąć, ale zaklinowała mu się tam przednia łapa, aż za łokieć. Chodził tak kilka tygodni. Ranę ma ogromną, wytartą nie tylko sierść, skórę, do żywego mięsa. I rana ta jest dość rozległa (z 10 cm) – największy obszar pod pachą, trochę bok i szyja. Stan zapalny tak posunięty, że aż mu tam to ciało gnije. Stąd tak śmierdzi. Ale lekarz powiedział, że przeżyje, łapki amputować nie trzeba. Miał też dwa kleszcze. No i jest straszliwie wychudzony. Każdy jeden kręg czuję pod palacmi. Skóra na szkielecie... Ale apetyt mu dopisuje, chodzi, łasi się, więc wszystko jest na dobrej drodze. Na razie nie miał kontaktu z Moli i Brunem, izolujemy ich od siebie, dopóki nie odzyska formy. Na razie nie wygląda to dobrze, ale rokowania są pomyślne. Trzy miesiące! Wyobrażacie to sobie?? W nocy w zasadzie prawie nie spaliśmy. Z przejęcia, radości, strachu...

      O rety rety, mamy teraz trzy koty... smile
      • annb Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 22:00
        dobrze ze ta dziwczyna zadzwonila
        dobrze ze nie byla obojetna
      • muraszka1 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 22:06
        tak sie ciesze,ze Leon sie znalazlsmile
        • mist3 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 22:09
          Dzięki Bogu, że się znalazł bidulek.
          No i teraz klops - czy polecać obróżki dla kotów wychodzących (bo w końcu kotek
          dzięki niej się odnalazł), czy przestrzegać przed nimi bo aż mnie zgroza bierze
          na myśl jak on bidulek musiał cierpieć z tą zaklinowaną łapką, jak on jedzenie
          zdobywał i w jakich męczarniach umarł gdyby się nie odnalazł.
          Leonku kochany trzymaj się i nie uciekaj więcej sad(((
          • gopio1 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 22:26
            Muraszka1 - nawet nie wiesz jak my się cieszymy. A dzieci! smile

            Mist3 - no właśnie, tez się zastanawaim. Pierwsze co mi przyszło do gowy to -
            cholerna obroza. Potem pomyślałam, że gdyby nie obroża, to by go z nami nie
            było. Ale sprawdzałam na Moli i Brunie - to naprawdę wygląda na niemozliwe, żeby
            ot tak sobie kot włożył tam łapę. Musiała mu się mocno poluzować.

            Wet dziś powiedział, że JUŻ jest lepiej. A to dopiero doba od interwencji. Dzis
            jest po drugim zastrzyku-antybiotyku. Będzie dobrze. Musi być! Dzięki za ciepłe
            słowa smile
          • uli Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 16:05
            Jakimś rozwiązaniem jest czipowanie kotów i centralny rejestr czipów. Tak to
            jest rozwiązane we Francji. Minus jest taki, że czytniki czipów mają tylko
            schroniska, weterynarze, chycle, chyba też policja i organizacje zajmujące się
            zaginionymi zwierzakami.
            Ale czip łatwo wyczuc pod skórą, bo jest w standardowych miejscach - na uchu czy
            na szyi. Wtedy można po prostu zajrzeć z kociakiem do pobliskiego weta i
            sprawdzić. No i kastrowanie - wykastrowany kot nie ucieknie tak daleko (no i też
            nie zafunduje światu kolejnych bezdomnych kotków) - łatwiej go odnaleźć.

            Jak zgubiliśmy kota to doszlismy do wniosku, że najlepsza byłaby radiolokacja,
            taka jak mają np owce...Mały nadajniczek na zwierzaku i radioodbiornik z antenką
            u własciciela. Ale ten nadajniczek musiałby być chyba przyczepiany (obroża i
            wszystkie jej minusy), bo byłby za duzy zeby go wszepiać pod skórę.
            • uli Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 16:08
              Jejku, przeczytałam co napisałam i pewnie sobie o mnie pomyślicie, że jestem
              jakaś wariatką, że chciałabym przyczepić kotu nadajnik smile Ale to nie tak, myśmy
              się bardzo przejęli naszym zgubionym kotem i stąd te pomysły...
            • siliana1 radiolokacja 12.09.08, 20:32
              uli, a to droga impreza?
              • uli Re: radiolokacja 12.09.08, 21:56
                Nie wiem, to pionierski pomysł...Nikt tego jeszcze nie wymyślił. Jeśli macie
                ochotę na taki biznes - to proszę, pomysł jest do wzięcia smile
                • siliana1 Re: radiolokacja 12.09.08, 22:06
                  ja to z tych strachliwych, co taka radiolokacje dalabym kotom
                  wygrzewajacym sie na balkoniesmile
        • barba50 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 22:17
          Też się cieszę, ale targają mną mieszane uczucia. Nie znalazłby się gdyby nie
          miał obróżki, ale może jakoś żyłby i nie cierpiał.
          Wybacz, że to piszę. Ale to któryś z kolei przypadek, że kot cierpi przez
          obróżkę /pamiętacie kota, który zawisł na obroży i walczył o wyswobodzenie
          raniąc się, tam też ciało mu gniło/. Sama mam koty wychodzące i jestem
          zdeklarowaną przeciwniczką obróżek, nawet tych z definicji bezpiecznych,
          rozpinających się.
          • korhana Re: 2,5 miesiąca później - wieści 11.09.08, 23:04
            No coz i tak zle i tak nie dobrze ..... nie mozna jednoznacznie
            stwierdzic ,jak to sie stalo ,ze kotu zaczepila sie lapka ... a moze
            ktos mu w tym pomogl ? Moze ktos Go lapal za ta obrozke a kociak w
            obronie szarpal sie i lapka mu tam utknela ? W calym tym
            nieszczesciu najwazniejsze to ,ze sie odnalazl smile
        • juliette_77 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 13.09.08, 20:55
          muraszka1 napisała:

          > tak sie ciesze,ze Leon sie znalazlsmile


          Ech, a ja się poryczałam smile Dużo zdrowia dla Leona!!!!
      • basia_2804 Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 09:12
        ciesze sie ze sie kotek znalazl, niesamowite.. po tak dlugim
        czasie... niech predziutko wraca do zdrowia...
      • capuccino_days Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 09:51
        witaj w domu Leon smile
        teraz to już cię wykurują i odpieszcząsmile
        • biljana Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 10:31
          wspaniała wiadomośćsmile
          najważniejsze, że się znalazł i że wyzdrowieje. Nie możecie się teraz zadręczać
          tą obróżką. Silny chłopak sobie poradził.
          • basset2 Na wesoło 12.09.08, 10:46
            rany...ale fajne wieści że sie odnalazłsmile)))
            mimo wszystko myślę...dobrze że miał rudzielec obróżkę smile
      • uli Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 15:54
        Jejku, łzy mi w oczach stanęły.
        Ucałowania dla Leona, zuch kot! No i dla tej dziewczyny, która go znalazła.
        • kotapsota Re: 2,5 miesiąca później - wieści 12.09.08, 18:59
          Oj, Leonek! Kuruj się, zdrowiej i już nie łaź na wagary! Nasza
          Pańcia tylko płacze, jak czyta te kotowe historie, a my z Misią nie
          wiemy, co wtedy robić. Bądź grzeczny i się nie wygłupiaj za dużo.
          Potuptaj nad ranem razem ze swoimi dwoma koleżkami o czwartej nad
          ranem koło ucha swojej Pani-niech się cieszy cały czas,że już jesteś
          z Niąsmile))))
          Misia, Misiek i nasza pani
          • gopio1 3 dzień 12.09.08, 19:49
            Dziś, po 3 wizytach u weterynarza jest naprawdę dużo lepiej. Kawałek ciała jest
            jeszcze trochę w stanie gnilnym (Boże, jak to strasznie brzmi...), ale z reszty
            juz zszedł. No i juz tak nie śmierdzi. Pan doktor Leona chwali i dziwi się, ze
            mino bólu taki przylepa, do tego grzeczny i ufny. Wypuściliśmy go na obchód po
            mieszkaniu i wiecie co zrobił - jak gdyby nigdy nic wskoczył na parapet! Aż mnie
            ciarki przeszły... Bruna na razie całkowicie ignoruje. Za to młody chodzi za nim
            jak cień i powarkuje. Bruno to typ lidera (mimo niespełna 4-miesięcy) -
            zdominował całkowicie Moli. Potrafi wskoczyc na jej grzbiet z wysokości i
            przygnieść do podłogi. Wgryza się w nią z lubością, poluje na jej ogon, i męczy,
            meczy, męczy. A Moli, mimo, że jest od niego ze 4 razy większa, zamiast go
            palnąć łapą, albo chociaz uciec, poddaje się, pomiaukując żałośnie. No i jak
            Bruno zobaczył Leona, to widac, że miał ochotę potraktować go tak jak traktuje
            Moli - z całkowitą nadrzędnością. Na razie jeszcze są rodzieleni. Ale jak Leon
            wydobrzeje, to czuję, że oj, będzie się działo... wink
            • mary4 Re: 3 dzień 12.09.08, 20:08
              bardzo się ciesze że z każdą chwila jest lepiej, trzymam kciuki za szybkie
              zdrowienie, strasznie sie cieszę że jesteście razem...
            • siliana1 Re: 3 dzień 12.09.08, 20:34
              cudowne sa takie wiesci!
            • basia_2804 Re: 3 dzień 12.09.08, 20:44
              jak ja lubie takie happy endy smile trzymam kciuki za Leona, da sobie
              rade z takim Opiekunem jakim jestes smile
Inne wątki na temat:
Pełna wersja