Dodaj do ulubionych

Wersja polska em kej prodakszyns, tekst...

    • szprota Especially 4 Rednacz:) 02.12.03, 14:26
      Cheer up, Brian. You know what they say.
      Some things in life are bad,
      They can really make you mad.
      Other things just make you swear and curse.
      When you're chewing on life's gristle,
      Don't grumble, give a wistle!
      And this'll help things turn out for the best...
      And...

      (the music fades into the song)

      ...always look on the bright side of life!
      (whistle)

      Always look on the bright side of life...
      If life seems jolly rotten,
      There's something you've forgotten!
      And that's to laugh and smile and dance and sing,

      When you're feeling in the dumps,
      Don't be silly chumps,
      Just purse your lips and whistle
    • aard "To nie jest dobra restauracja" 04.12.03, 10:59
      GLOS LEKTORA : A teraz srednia przerwa.
      (PRZERWA)
      GLOS LEKTORA : To na zakaske, a teraz cos bardziej pikantnego.
      (MAZ Z ZONA WCHODZA DO HALLU RESTAURACJI. PO CHWILI PODCHODZI DO NICH KELNER)
      ZONA : To mi sie nie podoba. Tamtego nie lubie, to jest do bani, paskudna
      tapeta, skisla musztarda, czy to odpowiednie miejsce? To nie jest dobra
      restauracja, jesli nie daja miseczek do mycia rak. On mi sie nie podoba, za
      kilka lat bede miala dziecko.
      MAZ : Prosze wybaczyc mojej zonie, wyglada na zlosliwa, ale ma laminowane
      serce. (Chwila milczenia) Przepraszam.
      KELNER : Wszystko w porzadku, prosze pana, rozni tu przychodza. Kierownik sali
      zaraz przyjdzie panstwa opieprzyc, a ja za pozwoleniem, pojde teraz popelnic
      samobojstwo. (Chwila milczenia) Tak sobie, nic powaznego sie nie stalo.
      (ODCHODZI, PO CHWILI SLYCHAC STRZAL I KRZYK)
      ZONA : Zdecydowanie nie lubie samobojcow i jestem im przeciwna. Jestem prosta
      kobieta i jestem z tego dumna. Moja matka byla sola tej ziemi. Nie uzywam
      globulek, bo to wstretne.
      (PODCHODZI DO NICH KIEROWNIK SALI)
      MAZ : Prosze wybaczyc mojej zonie, moze nie jest piekna, ani bogata, ani
      zbytnio utalentowana, wlasciwie jest nudna, ale... (Dluga chwila milczenia)
      Przykro mi, nic nie przychodzi mi do glowy.
      KIEROWNIK SALI : W porzadku, jestem kierownikiem sali. To restauracja
      ekologiczna, nie podajemy zadnego miesa. Jestesmy z tego nie tylko dumni, ale
      takze nadeci. Jezeli wiec przyszli tu panstwo domagac sie rozprucia bezbronnego
      kurczecia by zuc jego skore i wyzrec jego wnetrznosci, musze panstwa wyprosic.
      (EKSCYTUJE SIE, MoWI CORAZ SZYBCIEJ)
      To samo tyczy sie krajania krowy na plasterki i serwowania jej z kawaleczkami
      jej watroby, albo wykrwawiania swini przed obcieciem jej nogi, przyrzadzania na
      zywo owczych podrobow przyozdobionych swiezym mozdzkiem, wnetrznosciami i
      sledziona malutkiego kroliczka. Nie zrobimy nic takiego! (Chwila milczenia) W
      kazdym razie nie w celu kulinarnym...
      ZONA : Zdecydowanie nie lubie ludzi dajacych upust gadatliwosci pod postacia
      mowy - trawy bez zwiazku.
      (MAZ NA NIA DZIWNIE SPOGLADA)
      Nie lubie tego!
      MAZ : Shelly, czasami mysle, ze jestes prawie istota ludzka.
      KIEROWNIK SALI : A ja wciaz siusiam do lozka...
      MAZ : (DO SIEBIE, PATETYCZNIE) Kiedys poslubilem istote piekna, mloda, wesola i
      wolna. Co sie z nia stalo?
      ZONA : Rozwiodles sie z nia i ozeniles ze mna. (KRoTKIE, URWANE OKLASKI)
      KIEROWNIK SALI : Druga zone poznalem na drugiej prywatce z wymiana partnerow.
      Nalezy sie spozniac.
      (WCHODZI KIEROWNIK)
      KIEROWNIK : Zawsze sie spozniales, Thompson.
      KIEROWNIK SALI : Witam, panie kierowniku. Co pan tu robi?
      KIEROWNIK : Doskonale, swietnie, dziekuje. Wystarczy tej Sherry, przeciez
      wiesz. Internat Warnera pokonal internat Budgera. Niesamowite. Musielismy
      polozyc do lozek prawie wszystkich z drugiej klasy. Ksiadz nie przyszedl.
      Fatalnie. Zaczeli sie nieprzyzwoicie zabawiac. Nie widziales tu gdzies mojej
      zony?
      KIEROWNIK SALI : Nie.
      KIEROWNIK : Dzieki Bogu. (WYCHODZI)
      ZONA : Nie podobal mi sie. Wiesz co mam na mysli? To znaczy czy wiesz co znaczy
      to co mam na mysli? To znaczy to co znaczy to co mam na mysli. Wszyscy
      mezczyzni sa tacy sami.
      (WCHODZI DRUID, STARSZY CZLOWIEK Z DLUGA, SIWA BRODA, W BIALEJ SZACIE)
      DRUID : Nie wyobrazajcie sobie, ze w tych czterech scianach znajduje sie
      potezny, tebanski puchacz, bo moi panstwo, tuz przy nim przycupnelo piekno...
      co znaczy...
      KIEROWNIK SALI : Wcale nie!
      DRUID : Przepraszam. (WYCHODZI)
      KIEROWNIK SALI : Swietnie. Moze szklaneczke krwi? O rany, zdradzilem sie!
      ZONA : Chcemy zobaczyc karte. To nie jest dobra restauracja jesli nie ma
      przyzwoitej karty poza tym i tak moge zajsc w ciaze. Masz ochote na drinka?
      Odkad mnie poslubiles traktujesz mnie jak albatrosa.
      (KOBIETA POPYCHA WoZEK Z "DANIEM SPECJALNYM" - NAGI CZLOWIEK POKRYTY
      WODOROSTAMI, Z JABLKIEM W USTACH. GDY PODJEDZIE, WYCIAGA JABLKO)
      DANIE : Dobry wieczor. Mam nadzieje, ze bede smakowal, jestem daniem
      specjalnym. Sprobuj mnie z ryzem.
      MAZ : Slucham?
      DANIE : Hopkins, wedlug przepisu szefa kuchni. Bardzo mi milo.
      (WYCIAGA REKE DO MEZA, TEN CHCE SIE PRZYWITAC, "DANIE" ZABIERA REKE)
      Jedzenie nie sluzy do zabawy! (SMIEJE SIE)
      ZONA : To jest brudne. Poza tym danie nie moze byc dobre bez puddingu Moj maz
      jest architektem.
      DANIE : Mala przestroga, prosze pana. Prosze nie jesc tego wikarego, jest tu
      juz dwa tygodnie i nikt go nie ruszyl.
      (POKAZANY WIKARY STOJACY W BECZCE)
      Starczy?
      MAZ : Tak, dziekuje.
      DANIE : Czas na mnie, bo sie zepsuje. Janet, do kuchni!
      (ODJEZDZA PRZY PATETYCZNEJ MUZYCE, WBIEGA CHLOPIEC)
      CHLOPIEC : W szatni jest martwy biskup, prosze pana.
      KIEROWNIK SALI : (ZREZYGNOWANY) Kto ich tam znosi?
      ZONA : To mi sie nie podoba. To glupie. Co to za skecz bez pointy, to znaczy ja
      sie na niczym nie znam, jestem glupia, nikogo nie obchodzi co mysle, zawsze ja
      musze wszystko robic, nikt o mnie nie dba, skoro mam rodzic te cholerne dzieci
      to okazcie mi troche zainteresowania, rzygac sie chce od tej telewizji, tylko
      gledza a on ja calkiem zrujnuje.
      GLOS LEKTORA : A teraz przeogromna przerwa, podczas ktorej bedziemy sprzedawac
      male lody w wielkich skrzyniach.

      KONIEC
    • aard Kandydat na kurs menedżerski 05.12.03, 09:25
      URZEDNIK : (do kamery) Naprawde lubie przeprowadzac rozmowy wstepne z
      kandydatami na kurs menadzerski.
      Slychac pukanie do drzwi
      URZEDNIK : Prosze. Wchodzi Aspirant
      URZEDNIK : Niech pan siada.
      Aspirant siada, urzednik spoglada na niego, zapisuje cos na kartce.
      URZEDNIK : Moglby pan na chwilke wstac? (Aspirant wstaje) Niech pan siada.
      ASPIRANT : Slucham?
      URZEDNIK : Siadaj pan.
      Siada, troche zdezorientowany.
      URZEDNIK : Ah... (westchniecie z dezaprobata, zapisuje cos na kartce) Dzien
      dobry!
      ASPIRANT : Dzien dobry.
      URZEDNIK : Dzien dobry (akcentuje silnie pierwszy wyraz)
      ASPIRANT : (zdezorientowany) Dzien dobry...
      Urzednik z wyrazna dezaprobata spoglada na Aspiranta i znowu cos zapisuje.
      Aspirant usiluje zagladnac na kartke, lecz Urzednik zaslania ja reka.
      URZEDNIK : Dlaczego powiedzial pan dzien dobry skoro jest juz popoludnie?
      ASPIRANT : Pan powiedzial dzien dobry.
      URZEDNIK : (kreci glowa) Milego Popoludnia.
      ASPIRANT : Ah! (odzyskal pewnosc siebie) Milego popoludnia.
      URZEDNIK : O rany! (znowu cos zapisuje)
      URZEDNIK : Dobry Wieczor.
      ASPIRANT : (rozpaczliwie, silac sie na zart) Do widzenia?
      URZEDNIK : Ahahahahhahahah. Nie. (zapisuje)
      Urzednik podnosi dzwonek ze stolu i dzwoni nim. Po chwili stawia go z powrotem
      na stol i patrzy wyczekujaco na Aspiranta
      URZEDNIK : Nie zapyta mnie pan czemu zadzwonilem?
      ASPIRANT : Czemu pan zadzwonil?
      URZEDNIK : A jak pan mysli? 5-4-3-2-1-0! (odlicza bardzo szybko i glosno)
      ASPIRANT : Aah (usiluje cos powiedziec)
      URZEDNIK : Za pozno. (notuje cos na kartce)
      Urzednik podnosi dzwonek ze stolu i znowu nim dzwoni
      URZEDNIK : Dobranoc... dzyn dzyn dzyn.
      ASPIRANT : (bardzo zdezorientowany) Czy to zapisy na kurs menadzerow?
      URZEDNIK : (przerywa dzwonienie) Tak.
      URZEDNIK : (znowu dzwoni) Dobranoc... dzyn dzyn.
      ASPIRANT : Rany, chyba nie najlepiej mi idzie...
      URZEDNIK : Niby dlaczego?
      ASPIRANT : No nie wiem.
      URZEDNIK : Mowi pan tak bo pan nie wie?
      ASPIRANT : Nie wiem.
      URZEDNIK : (krzyczy, szybko odlicza) 5-4-3-2-1-0!
      Zapisuje cos na kartce
      URZEDNIK : Dobra.
      Podnosi otwarte dlonie do uszu (wnetrze dloni na zewnatrz) i ryczy jak los
      ASPIRANT : Przykro mi ale nic nie kapuje.
      URZEDNIK : Jak pan mysli czemu to zrobilem?
      ASPIRANT : ...Nie wiem.
      URZEDNIK : Ciekaw pan?
      ASPIRANT : Tak.
      URZEDNIK : To prosze spytac... (szybko) Nazwisko?
      Aspirant patrzy zdezorientowany na Urzednika
      URZEDNIK : Panskie nazwisko.
      ASPIRANT : David.
      URZEDNIK : Na pewno?
      ASPIRANT : Tak.
      URZEDNIK : (zapisuje) David Napewno...
      ASPIRANT : Nie, Thomas!
      URZEDNIK : Thomas Napewno?
      ASPIRANT : Nie! David Thomas.
      Urzednik patrzy zdegustowany i z dezaprobata na Aspiranta. Bierze znowu dzwonek
      i dzwoni
      URZEDNIK : Dobranoc dzyn dzyn.
      ASPIRANT : O rany, znowu...
      URZEDNIK : Dobranoc dzyn dzyn
      ASPIRANT : Nie wiem jak zareagowac!
      URZEDNIK : Zrob pan coc, dobranoc dzyn dzyn... 5-4-3-2-1...
      Aspirant robi takiego losia jak wczesniej Urzednik
      URZEDNIK : Dobrze!
      ASPIRANT : Dobrze?
      URZEDNIK : Doskonale, jeszcze raz!
      Aspirant powtarza losia
      URZEDNIK : Rzeczywiscie doskonale... wysmienicie...
      URZEDNIK : (w strone drzwi) Jestesmy gotowi.
      Wchodza cztery osoby w syberyjskich futrach.
      URZEDNIK : Dobra, jeszcze raz. Dobranoc dzyn dzyn dzyn...
      Aspirant patrzy najpierw zdezorientowany, ale po chwili robi losia. Osoby
      podnosza kartki z ocenami : 6.7, 7.8, 8.9, 8.7 . Urzednik patrzy na noty,
      sumuje i zapisuje
      ASPIRANT : Co tu jest grane?
      URZEDNIK : Dostal pan swietne oceny.
      ASPIRANT : (unosi sie, wstaje) Niewazne! Chce wiedziec co tu jest grane, pan
      mnie z premedytacja upokarza, teraz stad wyjde i powiem policji co pan tu
      wyprawia z ludzmi i dopilnuje zeby tego panu zakazano. I co pan na to eeeh! co
      pan na to eeeh!?
      Cztery osoby podnosza znowu oceny : 7.9, 9.9, 9.8, 9.7
      URZEDNIK : (zapisuje) Bardzo dobre oceny!
      ASPIRANT : Zostalem przyjety?
      URZEDNIK : (smiejac sie) Niestety nie, wolnych miejsc nie ma juz od kilku
      tygodni!
      Wszyscy wybuchaja smiechem, oczywiscie oprocz Aspiranta
      KONIEC
    • aard Scenarzyści 09.12.03, 14:17
      PRODUCENT : Czolem chlopaki!
      WSZYSCY : Dzien dobry panie Saltzberg!
      PRODUCENT : Siadac, siadac! Chlopaki, moim zdaniem jestescie najlepszymi
      scenarzystami na swiecie. Mam pomysl na film, ktory chce wyprodukowac, a wy
      napiszecie scenariusz.
      WSZYSCY : Dziekujemy! (Rzucaja sie na niego, sciskajac go.)
      PRODUCENT : Siadac, siadac. Potem bedzie na to czas. Oto moj pomysl.
      SCENARZYSTA 3 : Jest genialny!
      PRODUCENT : Podoba ci sie?
      WSZYSCY : Tak! Fantastyczny!
      PRODUCENT : (Do nieco bardziej cichego od innych SCENARZYSTY 1) Tobie tez sie
      podoba?
      SCENARZYSTA 1 : Tak!
      PRODUCENT : Co ci sie najbardziej podoba?
      MSCENARZYSTA 1 : Jeszcze nic nam pan nie powiedzial.
      PRODUCENT : Co?
      SCENARZYSTA 1 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.)
      PRODUCENT : A tobie?
      SCENARZYSTA 2 : To, co jemu! (Pokazuje na kolege obok.)
      SCENARZYSTA 3 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.)
      SCENARZYSTA 4 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.)
      SCENARZYSTA 5 : Wprost za tym szaleje!
      PRODUCENT : Co ci sie podoba?
      SCENARZYSTA 6 : Zgadzam sie z nimi.
      PRODUCENT : No, to nareszcie cos mamy. (Wszyscy oddychaja z ulga.) Oto poczatek
      filmu. Widze... snieg! (Wszyscy bija brawo.) Bialy snieg.
      SCENARZYSTA 4 : Dbalosc o kolory!
      PRODUCENT : Na tle sniegu widze... drzewo! (Brawo.) Zaraz, zaraz, jeszcze nie
      skonczylem.
      SCENARZYSTA 3 : Bedzie cos jeszcze?
      PRODUCENT : Przy drzewie widze... psa!
      WSZYSCY : Hurra!
      PRODUCENT : Piesek przychodzi do drzewa i... obsikuje je!
      WSZYSCY : Alleluja! Ale kino! Jak zywe! To zupelnie nowe kino! Niebywale!
      SCENARZYSTA 1 : (Wyrwany z zamyslenia.) Podoba mi sie!
      PRODUCENT : Czyzby?
      SCENARZYSTA 1 : Daje slowo!
      SCENARZYSTA 5 : Nie wiem jak to powiedziec, ale powiem wprost. Jestem gleboko
      przekonany, ze to najwspanialsza opowiesc w historii kina!
      PRODUCENT : Won! Nienawidze tych, co wszystkiemu przytakuja, wynocha! Mozesz
      sie pozegnac z tym zawodem! A co ty powiesz? (Do ostatniego w rzedzie.) Moj
      pomysl wcale nie musi byc genialny, moze byc do bani.
      SCENARZYSTA 6 : Moze?
      PRODUCENT : Jasne! Co o nim sadzisz?
      SCENARZYSTA 6 : Jest do bani.
      PRODUCENT : No prosze! Powiedzial, co wiedzial. Moj pomysl jest do bani. A
      poniewaz nie jest, wynos sie stad, ty kapusciany lbie! Ty! (Do SCENARZYSTY 4.)
      SCENARZYSTA 4 : (Podskakuje w fotelu.) Moim zdaniem, to swietny pomysl.
      PRODUCENT : Lubisz przytakiwac?
      SCENARZYSTA 4 : Skad! Moga byc pewne przeciwwskazania...
      PRODUCENT : A wiec jest do bani?
      SCENARZYSTA 4 : Nie! Musze sie zastanowic...
      PRODUCENT : Nie umiesz sie zdecydowac?
      SCENARZYSTA 4 : Nie! Tak. Byc moze... (Sam ucieka.)
      PRODUCENT : Wy chyba potraficie sie zdecydowac? (Pozostala trojka chowa sie pod
      stol.) Co robicie pod stolem?!
      WSZYSCY : Dlugopisy nam spadly!
      PRODUCENT : Gubicie dlugopisy?
      WSZYSCY : Nie, nie!
      PRODUCENT : Chce znac wasza opinie. Ty! (Pokazuje na SCENARZYSTE 1, ktory
      natychmiast slabnie.) Atak serca? Nienawidze ludzi, ktorzy dostaja atakow serca!
      SCENARZYSTA 1 : (Gwaltownie wstaje.) Juz mi lepiej!
      PRODUCENT : Slucham.
      SCENARZYSTA 1 : Nie mnie pan pytal, tylko jego! (Pokazuje na SCENARZYSTE 2,
      ktory pokazuje na SCENARZYSTE 3 i wszyscy pokazuja na siebie nawzajem.)
      PRODUCENT : Rozmyslilem sie. Odpowiadaj ty, posrodku!
      SCENARZYSTA 2 : (Przerazony.) Posrodku?
      PRODUCENT : Tak jest! (Dzwoni telefon. Wszyscy chca usiasc na zewnatrz.) Co
      robicie!?
      SCENARZYSTA 2 : Ja mysle!
      PRODUCENT : Wracac na swoje miejsca! (Odklada sluchawke.) Ty w srodku, mow!
      SCENARZYSTA 2 : (Nic, tylko przerazenie.)
      PRODUCENT : Szybciej!
      SCENARZYSTA 2 : ...Klancyk!
      PRODUCENT : Powiedzial "Klancyk"? Co to ma znaczyc?
      SCENARZYSTA 2 : Ze to rewelacyjny pomysl, a moze nie, a ja nie jestem
      niezdecydowany!
      PRODUCENT : Doskonale! Co ty na to?
      SCENARZYSTA 3 : Eee... Klancyk!
      SCENARZYSTA 1 : Ja tez!
      PRODUCENT : Czyli wszyscy trzej mowicie "Klancyk"?
      WSZYSCY : Tak!
      PRODUCENT : Nareszcie cos mamy... Nie, czekajcie! Mam nowy pomysl (Brawo.) Na
      tle sniegu zamiast drzewa jest Rock Hudson, (Brawo.) a zamiast psa... Dorice
      Dale! Panowie... Dorice Dale podchodzi do Rocka Hudsona i... caluje go! Film o
      milosci, stosunek po wlosku, David Hammings jako zhipisialy oficer Gestapo,
      golizna, kino familijne, komedia! A gdy Dorice Dale pocaluje Rocka Hudsona,...
      powie cos zabawnego, na przyklad... (Zwraca sie do zaskoczonego SCENARZYSTY 3.)
      SCENARZYSTA 3 : Dobry wieczor?
      PRODUCENT : Dorice Dale, to aktorka komediowa, a nie spiker dziennika! Won!
      (SCENARZYSTA 3 ucieka.) Powie cos zabawnego, na przyklad... (Pokazuje na
      SCENARZYSTE 2.)
      SCENARZYSTA 2 : Ee... Klancyk?
      PRODUCENT : Co za debilny pomysl! Precz stad! (SCENARZYSTA 2 ucieka.) Dorice-
      piesek caluje Rocka-drzewko i mowi... (Pozostal juz tylko SCENARZYSTA 1.)
      SCENARZYSTA 1 : Dluzej juz tego nie zniose! (Ucieka.)
      PRODUCENT : To mi sie podoba! "Dluzej tego nie zniose"! Rock Hudson
      odpowie: "Jestem bogatym producentem i musze sie poddac lobotomii", na to
      Dorice Dale: "Jestes przystojny, wiec sie rozbiore", po czym zamieni sie w
      tybetanskiego jaka i wpadnie na Davida Lemminga w lazience...
      KONIEC
    • aard Sklep mięsny 10.12.03, 09:20
      KLIENT : Dzien dobry. Poprosze kurczaczka.
      SPRZEDAWCA : Co mi tu szklisz ty sieroto obrzygana!
      KLIENT : Co prosze?
      SPRZEDAWCA : Oto kurczaczek dla Pana.
      KLIENT : Dziekuje, ile place za kilogram, dobry czlowieku?
      SPRZEDAWCA : Za kilogram mieczaku zasliniony, cioto pedalska!
      KLIENT : Slucham?
      SPRZEDAWCA : Pol funta za kilogram. Prosze, jaki sliczny kurczaczek!
      KLIENT : Chcialbym tez troche nadzienia...
      SPRZEDAWCA : Sam sie nadziej ty larwo poroniona!
      KLIENT : Co?
      SPRZEDAWCA : Prosze oto nadzienie.
      KLIENT : Dziekuje!
      SPRZEDAWCA : "Dziekuje" powiedziala stara ciota dlubiac w nosie.
      KLIENT : Co prosze?
      SPRZEDAWCA : Jest Pan tu zawsze mile widziany!
      KLIENT : Przepraszam....
      SPRZEDAWCA : Co znowu fiutku poderzniety!
      KLIENT : Odnosze wrazenie, ze raz mnie Pan obraza, a raz jest dla mnie mily
      SPRZEDAWCA : Przykro mi to slyszec!
      KLIENT : Nie ma sprawy!
      SPRZEDAWCA : Lepiej bys nie podskakiwal zasyfiony dupku zoledny!
      KONIEC
      • Gość: kibel Niemiecki kompozytor- jak on sie nazywal? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 23:05
        Czy zna ktos dokladne naziwsko tego kompozytora Johana von.... itd?
        • zamek Re: Niemiecki kompozytor- jak on sie nazywal? 14.05.19, 17:32
          Johanna Gambolputty de von Ausfern-schplenden-schlitter-crasscrenbon-fried-digger-dangle-dungle-burstein-von-knacker-thrasher-apple-banger-horowitz-ticolensic-grander-knotty-spelltinkle-grandlich-grumblemeyer-spelterwasser-kürstlich-himbleeisen-bahnwagen-gutenabend-bitte-eine-nürnburger-bratwustle-gerspurten-mit-zweimache-luber-hundsfut-gumberaber-schönendanker-kalbsfleisch-mittler-raucher von Hautkopft z Ulm.
    • aard Program Spectrum 11.12.03, 09:10
      PROWADZACY : Dobry wieczor. Zajmiemy sie dzis jednym z problemow wspolczesnego
      swiata - odpowiedzia na pytanie "Co jest grane?". Czy mozna jeszcze rozwiazac
      jakos te zagadke, czy jest juz za pozno? Jakie sa liczby, fakty? Co ludzie
      mysla, gdy o czyms mowia. Aleksander Haardock z biura spraw ekonomicznych:
      HAARDOCK : (Stoi przed plansza zawierajaca dane statystyczne.) Ta kolumna
      symbolizuje 23% spoleczenstwa, ta 28% spoleczenstwa, a ta 43% spoleczenstwa.
      PROWADZACY : Te liczby wiele mowia. Co jednak znacza dla ciebie, dla mnie, dla
      czlowieka z ulicy? Jest dzis ze mna w studiu profesor Tiddles z Uniwersytetu w
      Litz. Wiele lat spedzil pan na badaniach. Co pan o tym sadzi?
      PROFESOR : Za wczesnie o tym mowic.
      PROWADZACY : Za wczesnie mowic, za wczesnie powiedziec. Oba slowa znacza to
      samo, choc roznia sie pisownia. Tak samo jak w przypadku slow "statek"
      i "okret", ale inaczej w przypadku "moze" i "morze", ktore roznia sie pisownia
      i znaczeniem, ale brzmia identycznie. A wiec pytanie wciaz pozostaje. Czy
      istnieje odpowiedz? A jesli tak, to jaka? Co mowie? Czemu tu siedze? Co robie w
      telewizji i co teraz powiem? Odpowie zawodowy gracz w krykieta:
      GRACZ : W tej chwili nie umiem nic powiedziec.
      PROWADZACY : Zle. Profesorze?
      PROFESOR : Czesc!
      PROWADZACY : A wiec na czym stoimy? Na czym siedzimy Skad przychodzimy? Dokad
      idziemy? Co robimy, mowimy, jemy, pijemy, myslimy i robimy?

      HAARDOCK : Gdy przemawiam jako kandydat partii konserwatywnej, truje i truje
      nie dopuszczajac innych do slowa, az piana zaczyna leciec mi z ust (Zaczyna
      leciec mu piana z ust.) i padam na wznak (Pada na wznak.)
      PROWADZACY : Piana na ustach i upadek na wznak. Czy toczy piane, zeby upasc,
      czy pada, zeby toczyc piane? Dzis w programie SPECTRUM omawiac bedziemy kwestie
      pienienia i padania, kichania i wolania, wrzeszczenia i ryczenia, stawiania i
      murowania, zadrapania i skaleczenia, nudzenia i wleczenia, tralowania i
      kesonowania. Czy jest takie slowo "kesonowac"? Co znaczy, jesli jest? Co
      znaczy, jesli go nie ma? A moze jedno i drugie? A moze zadne? Co znaczy
      slowo "znaczy"? Co znaczy slowo "slowo"? Co mam na mysli i czego nie mam na
      mysli? Co znaczy, gdy to robie i co robie marnujac wasz czas na te brednie?
      Dobranoc.

      PROWADZACY : Co znaczy "nie", co znaczy "tak"? Co ma znaczyc "nie, nie, nie"?
      Dzis SPECTRUM zajmie sie znaczeniem slowa "nie". (Spada na niego 16-tonowy
      ciezar.)
      KONIEC
    • szprota MZtka jako specjalistka od piosenek 12.12.03, 15:20
      Dziś nieco poważniej, bo tak:
      The Meaning of Life
      Why are we here? What's life all about?
      Is God really real, or is there some doubt?
      Well, tonight, we're going to sort it all out,
      For, tonight, it's 'The Meaning of Life'.
      What's the point of all this hoax?
      Is it the chicken and the egg time? Are we just yolks?
      Or, perhaps, we're just one of God's little jokes.
      Well, ça c'est le 'Meaning of Life'.

      Is life just a game where we make up the rules
      While we're searching for something to say,
      Or are we just simply spiralling coils
      Of self-replicating DNA. Nay, nay, nay, nay, nay, nay.

      In this 'life', what is our fate?
      Is there Heaven and Hell? Do we reincarnate?
      Is mankind evolving, or is it too late?
      Well, tonight, here's 'The Meaning of Life'.

      For millions, this 'life' is a sad vale of tears,
      Sitting 'round with rien nothing to say
      While the scientists say we're just simply spiralling coils
      Of self-replicating DNA. Nay, nay, nay, nay, nay, nay.

      So, just why
      • szprota I jeszcze jedna, bo RedNacz, pamiętam, że chciał 12.12.03, 15:29
        Penis Song
        Isn't it awfully nice to have a penis?
        Isn't it frightfully good to have a dong?
        It's swell to have a stiffy.
        It's divine to own a dick,
        From the tiniest little tadger
        To the world's biggest prick.
        So, three cheers for your Willy or John Thomas.
        Hooray for your one-eyed trouser snake,
        Your piece of pork, your wife's best friend,
        Your Percy, or your cock.
        You can wrap it up in ribbons.
        You can slip it in your sock,
        But don't take it out in public,
        Or they will stick you in the dock,
        And you won't come back.
    • aard W kopalni (najlepsze: "prezenter jako prezenter") 15.12.03, 09:57
      NARRATOR : Walijscy gornicy od dawna slyna ze szczegolnie trudnego zycia w
      podziemnym, bezkompromisowym piekle, z ktorego wydobywaja czarne zloto. Oto
      opowiesc o tych ludziach dzielnie zmagajacych sie z zalewami, tapnieciami,
      angielskim prawem karnym, skrytobojczym tlenkiem wegla i nieustanna grozba
      nabawienia sie pylicy - typowej choroby wszystkich gornikow.
      (Akcja tymczasem przenosi sie do samej kopalni.)
      GoRNIK 1 : (Uderza Gornika 2 lopata w glowe.) Nie do mnie w ten sposob ty
      klamliwy gnoju!
      GoRNIK 2 : Ty cholerna swinio! Nie zaslugujesz na to, zeby pracowac w kopalni!
      GoRNIK 1 : Znalazl sie cholerny madrala! (Zaczynaja sie bic.)
      GoRNIK 3 : Znowu sie bijecie? Dosc tego, albo dam wam w leb kilofem! O co wam
      poszlo?
      GoRNIK 1 : On zaczal!
      GoRNIK 2 : Sam zaczales ty swinska swinio!
      GoRNIK 3 : Nie wazne kto zaczal do ciezkiej cholery! O co poszlo?
      GoRNIK 2 : Powiedzial, ze ten pieprzony Pokoj Lutrechcki byl w 1713!
      GoRNIK 1 : Bo tak bylo psiakrew!
      GoRNIK 2 : Gowno prawda! Ratyfikowano go w lutym 1714!
      GoRNIK 1 : Blefuje! Postradales zmysly Jenkins! Pleciesz jak polamany!
      GoRNIK 3 : Ma racje, Jenkins. Ratyfikowano go we wrzesniu 1713, caly przodek o
      tym wie! Zajrzyj do Trebeliana na strone 468.
      GoRNIK 4 : Mial na mysli cholerny Pokoj Westwalski!
      GoRNIK 2 : (Podbiega do Gornika 4 chwytajac go za gardlo.) Twierdzisz, ze nie
      widze roznicy miedzy pieprzona Wojna Hiszpanska, a pieprzona Wojna
      Trzydziestoletnia?
      GoRNIK 4 : Ty nie widzisz roznicy miedzy Bitwa Pod Borowina, a dupa tygrysa!
      GoRNIK 3 : Dosc tego! Przerwac to! Mam juz dosc tych bojek! Wam nie chodzi o
      Pokoj Lutrechcki, ale o cholerny dwumian Newtona! Nie jestesmy na sali
      wykladowej, ale w kopalni wegla!
      Inny gornik: (Do Gornika 3) Szefie, moglby pan cos wyjasnic? Morgan twierdzi,
      ze abakus znajduje sie miedzy tryglifami we fryzowej czesci belkowania w
      klasycznej greckiej swiatyni doryckiej.
      GoRNIK 3 : Glupis Morgan! To metopa. Abakus znajduje sie miedzy architrawem i
      echinusem w kapitelu!
      GoRNIK 5 : Ty wredny lgarzu! (Wszyscy zaczynaja sie bic, za chwile Gornik 3
      dzwoni wielkim dzwonem, po czym wjezdza lektyka w ktorej siedzi Wladca. Wszyscy
      klekaja.)
      GoRNIK 3 : O najpotezniejszy i milosciwy panie, wladco wszechswiata, ostojo
      lagodnych duchem, w ktorego nosie nie godnismy dlubac, w ktorego odchodach
      plawimy sie z czysta rozkosza, ktorego pawie bzykaja sie glosno po nocach nie
      dajac nam zmruzyc oka, my cie blagamy, powiedz slugom swym pokornym jak zwie
      sie odcinek miedzy tryglifami we fryzowej czesci klasycznego doryckiego
      belkowania?
      WLADCA : Nie mam pojecia! Przykro mi.
      GoRNIK 3 : Dobra, wynocha wszyscy!

      PREZENTER : (Jako prezenter wiadomosci.) Trwa spor w kopalni wegla w Landarock.
      Gornicy nie wroca do pracy, poki zarzad kopalni nie zdefiniuje
      pojecia "metopy". Tymczasem nieoficjalny komitet strajkowy w zakladach Forda w
      Dougenan zwiekszyl rzadania do podania 13 powodow dlaczego Henryk III byl zlym
      krolem.
      KONIEC
    • eyemakk Ostatnia wieczerza. 17.12.03, 09:19
      OSTATNIA WIECZERZA
      THE MICHEAL ANGELO SKETCH


      — Dobry wieczór, Wasza Świątobliwość.
      — Dobry wieczór, Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym twoim nowym
      obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem nim zachwycony.
      — O rany, kosztował mnie tyle pracy.
      — Wcale nie jestem nim zachwycony.
      — Nie podoba ci się galaretka. Dodaje trochę koloru. Aha, chodzi o kangura?
      — Jakiego kangura?
      — Żaden problem, zamaluję go.
      — Nie widziałem tam żadnego kangura.
      — Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego apostoła. Zgoda?
      — Właśnie w tym problem.
      — Jaki?
      — Apostołowie.
      — Są za bardzo żydowscy? Judasza robiłem najbardziej żydowskiego.
      — Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu.
      — No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura.
      — Nie w tym rzecz.
      — No to zamaluję kangura. Mówiąc szczerze, nie byłem z niego zadowolony.
      — Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów!
      — Za wielu?
      — No jasne, że zbyt wielu!
      — Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie jakiejś tam
      ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy finałowej przekąski. Chciałem, żeby
      to było, kurcze, z wykopem...
      — Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy.
      — Może niektórzy przyszli z...
      — Tylko dwunastu w sumie.
      — Może wpadli ich przyjaciele?
      — Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej
      Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane.
      — Żadnych przyjaciół?
      — Żadnych.
      — Kelnerzy?
      — Nie.
      — Kabaret!
      — Nie!
      — Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale...
      — Było tylko dwunastu apostołów.
      — Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza.
      — Co?
      — Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i przedostatnia. Tak
      więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nic nie mówi, ilu
      ludzi tam było, prawda?
      — Nie, ale...
      — Właśnie!
      — Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w historii naszego Pana, a
      przednajwiększa taka nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół
      rockandrollowy. Zamówiłem u ciebie Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami
      i jednym Chrystusem.
      — Jednym???
      — Tak. Jednym. Co cię opętało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusów?
      — Robi wrażenie, koleś.
      — Wrażenie?
      — Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch szczupłych.
      — Był tylko jeden Odkupiciel!
      — Wiem o tym. Wszyscy wiemy, ale co z moją licencją artysty?
      — Chcę jednego Mesjasza!
      — Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego fotografa, ot
      co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery!
      — Zaraz ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym Chrystusem,
      dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do południa w
      czwartek, albo ci nie zapłacę!
      — Cholerny faszysta!
      — Jestem cholernym papieżem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem co lubię!
      • aard Hehe, tego nie znałem :-) 19.12.03, 09:03
        No pyszniutkie. Masz więcej? :-)
    • aard Teleturniej o Łup w łeb 19.12.03, 08:53
      PROWADZACY : Prosimy nastepna uczestniczke. (Wchodzi Uczestniczka) Dobry
      wieczor, pani sie nazywa?
      UCZESTNICZKA : Tak, tak...
      PROWADZACY : Pani nazwisko?
      UCZESTNICZKA : Regularnie chodze do kosciola.
      PROWADZACY : Cudownie! O jaka nagrode chce pani dzis walczyc?
      UCZESTNICZKA : O lup w leb.
      PROWADZACY : Lup w leb?
      UCZESTNICZKA : Tutaj. (Pokazuje czubek glowy.)
      PROWADZACY : Cudownie. Oto pierwsze pytanie o lup w leb. Jaki wielki przeciwnik
      dualizmu kartezjanskiego sprzeciwial sie redukcji zjawisk psychologicznych do
      stanow fizycznych?
      UCZESTNICZKA : Tego nie wiem!
      PROWADZACY : Niech pani zgaduje.
      UCZESTNICZKA : Henri Bergson?
      PROWADZACY : Dobrze!
      UCZESTNICZKA : To byl fart, nigdy o nim nie slyszalam.
      PROWADZACY : Cudownie!
      UCZESTNICZKA : Nie lubie czarnuchow!
      PROWADZACY : A kto lubi? Drugie pytanie o lup w leb. Co jest glownym pokarmem
      pingwinow?
      UCZESTNICZKA : Wieprzowina.
      PROWADZACY : Nie.
      UCZESTNICZKA : Mielonka?
      PROWADZACY : Nie. Co jedza pingwiny?
      UCZESTNICZKA : Pingwiny? Nie znosze pingwinow! Same sie zjadaja?
      PROWADZACY : Nie! Co jedza pingwiny?
      UCZESTNICZKA : Fotele!
      PROWADZACY : Co pingwiny JEDZA?
      UCZESTNICZKA : Acha! Pingwiny! Pierogi, (Prowadzacy coraz energiczniej
      zaprzecza.) lazanki, kraby, eskalopki de vault a la estragon z serem...
      PROWADZACY : Nie. Dam pani wskazowke. (Udaje plywanie zabka.)
      UCZESTNICZKA : Brian Close! Brian Englise, Brian Johnson, Brian Forbes, Nanneth
      Newmann...
      PROWADZACY : Nie! (Chwyta ja za szyje.) Co plywa w morzu i wpada w sieci?
      UCZESTNICZKA : Henri Bergson. Kozly, podwodne kozly z pletwami, bizon w
      skafandrze nurka, Reginald Modling!
      PROWADZACY : Cieplej. Uznaje te odpowiedz! A teraz pani Gnido, wygrala pani.
      Wciaz zyczy sobie pani dostac po glowie?
      UCZESTNICZKA : Tak, tak!
      PROWADZACY : Proponuje palec w oko!
      UCZESTNICZKA : Nie, chce lup w leb.
      PROWADZACY : Fange w grdyke?
      UCZESTNICZKA : Nie.
      PROWADZACY : A kopa w rzepke?
      UCZESTNICZKA : Nie.
      PROWADZACY : Pani Gnido, a co pani powie na buta w zeby i sztylet w nery?
      UCZESTNICZKA : (Zastanawia sie.)
      PUBLICZNOSC : Lup w leb! Lup w leb!
      UCZESTNICZKA : Nie. Chce oberwac po glowie.
      PROWADZACY : Jak pani sobie zyczy. Wygrala dzis pani glowna nagrode - lup leb!
      (Uderza ja wielkim mlotkiem.)
      KONIEC
    • aard Teść 12.02.04, 10:32
      Akcja dzieje sie w sypialni pewnej mlodej pary
      CAROL : Robercie, powiedz, ze jestem piekna!
      ROBERT : Jestes taka piekna...
      CAROL : Mowisz powaznie?
      ROBERT : Oczywiscie!
      CAROL : Powiedziales tak tylko dlatego, ze cie poprosilam?
      ROBERT : Oczywiscie, ze nie!
      CAROL : Robercie! Robercie! Czy ty aby mnie nie oszukujesz?
      ROBERT : Skad ci to przyszlo do glowy?
      CAROL : Moj ojciec chce zamieszkac z nami. Czy masz cos przeciwko?
      ROBERT : Nie, oczywiscie, ze nie mam...
      CAROL : ... ale on nie bedzie tylko z nami mieszkal!
      ROBERT : Co masz na mysli?
      CAROL : Zawsze mial klopoty z zasypianiem samemu. Dlatego powiedzialam mu, ze
      moze spac z nami.
      ROBERT : Czyzby chcial wstawic lozko do naszej sypialni?
      CAROL : Nie. Oczywiscie, ze nie.
      ROBERT : ... a juz myslalem...
      CAROL : Nasze lozko starczy dla trzech.
      ROBERT : Co?!
      CAROL : On zasypia zaraz po wejsciu na lozko.
      ROBERT : W porzadku, ale...
      CAROL : Oh Robercie, myslalam, ze mnie kochasz!
      ROBERT : Kocham, ale...
      CAROL : Nie bedzie patrzal...
      ROBERT : Na pewno?
      CAROL : Nie bedzie na pewno!
      ROBERT : Nie, nie, nie!
      (Nastepna scena. W lozku lezy ich troje. Robert jest w srodku.)
      TESC : Nie zwracajcie na mnie uwagi... Nie przeszkadzajcie sobie.
      CAROL : Oh tato, wcale nam nie przeszkadzasz...
      ROBERT : Wcale nie...
      CAROL : Ide spac.
      TESC : Jestes tego pewna?
      ROBERT : Tak. Jestem bardzo zmeczona po naszym slubie.
      TESC : Robert, a ty?
      ROBERT : Tez usypiam.
      TESC : W porzadku. W takim razie zgasze swiatlo.
      CAROL : (do Robeta) Dobranoc kochanie.
      ROBERT : Dobranoc.
      TESC : Dobranoc. (Gasi swiatlo. Cisza. Slychac dziwne odglosy.)
      CAROL : Tato, co robisz?
      TESC : Sklejam lodz.
      CAROL : Co?
      TESC : To model: "Cutty Sark". Kleje go po nocach juz od kilku lat.
      CAROL : A nie mozesz go sklejac w dzien?
      TESC : Robie go tylko w nocy przy zgaszonym swietle, na tym to polega. (Wlacza
      swiatlo. Jest wyraznie zawiedziony. W rekach ma kawalki drewna.) Myslalem, ze
      wyglada troche inaczej...
      ROBERT : To ma byc "Cutty Sark"?
      TESC : Jeszcze go nie dokonczylem.... Moze bedzie wygladal inaczej nad ranem,
      przy zaslonietych zaslonkach....Dobranoc.
      KONIEC
    • aard Umoralnianie roku 13.02.04, 09:02
      PROWADZACY : Dobry wieczor. Naszym gosciem jest dzisiaj czlowiek, ktory zawsze
      podchodzi do tematu w bardzo okrezny sposob. Prawda panie Wodolejek?
      GOSC 1 : Tak.
      PROWADZACY : Zawsze wyrazal sie pan w taki... okrezny sposob?
      GOSC 1 : Tak.
      PROWADZACY : Musze stwierdzic, ze jak na czlowieka, ktory twierdzi, ze wyraza
      sie w okrezny sposob, ostatnich dwu odpowiedzi udzielil pan bardzo konkretnie.
      GOSC 1 : Nie mam dzis nastroju do gadania. To reakcja obronna na wzmozony zalew
      pytan. Mialem z tym powazne klopoty, gdy bylem chlopcem. Gdy mowie "powazny",
      to znaczy... pamieta pan te mode na male pudle?
      PROWADZACY : Nareszcie zaczal pan mowic okreznie!
      GOSC 1 : Przepraszam.
      PROWADZACY : Prosze kontynuowac! Przeciez po to zaprosilismy pana do studia!
      GOSC 1 : A ja myslalem, ze zainteresowalem was jako czlowiek!
      (Wychodzi.)
      PROWADZACY : Nasz nastepny gosc nie tylko mieszka w Essex, ale takze mowi
      wylacznie koncowki slow. Pan Ohn Ith, dobry wieczor.
      GOSC 2 : Bry czor!
      PROWADZACY : Milo, ze pan wpadl.
      GOSC 2 : Noscia i Nie.
      PROWADZACY : Nie ma pan sporych klopotow z porozumiewaniem sie?
      GOSC 2 : Mam wielkie klopoty.
      PROWADZACY : Chwileczke! Pan jest oszustem!
      GOSC 2 : Co trzecie i czwarte zdanie umiem wymowic calkiem normalnie.
      PROWADZACY : Rozumiem. A wiec panska nastepna odpowiedz znow bedzie sie
      skladala z koncowek?
      GOSC 2 : Ak Est.
      PROWADZACY : Nasz nastepny gosc wymawia tylko poczatki slow. To pan J Sm. Dobry
      wieczor.
      GOSC 3 : Do wie.
      PROWADZACY : Panowie sie znaja?
      GOSC 3 : N.
      GOSC 2 : Ie.
      PROWADZACY : To niezwykla okazja, bo jest dzis z nami pan O I, ktory wymawia
      tylko srodkowe czesci wyrazow. Dobry wieczor.
      GOSC 4 : Br cz.
      PROWADZACY : Skad pan pochodzi?
      GOSC 4 : U w o.
      PROWADZACY : Ach, Douthenline w Szkocji, przedstawie panow. Oto pan On Ith, pan
      J Sm... chwileczke, moze razem powiecie "dobry wieczor"?
      GOSC 3 : Do.
      GOSC 4 : B.
      GOSC 2 : Ry.
      GOSC 3 : Wie.
      GOSC 4 : Cz.
      GOSC 2 : or.
      KONIEC
    • aard USC 16.02.04, 14:35
      (Akcja skeczu rozgrywa sie w urzedzie stanu cywilnego)
      FACET : Dzien dobry. Jest pan urzednikiem stanu cywilnego?
      URZEDNIK : Zgadza sie.
      FACET : Bylem tu w sobote i ozenil mnie pan z blondynka, chcialem dokonac
      wymiany na te oto brunetke.
      URZEDNIK : Jak to?
      FACET : Tamta byla kiepska. Prosze mi ja wymienic na ta tutaj. Zaplacilem w
      sobote, oto pokwitowanie.
      URZEDNIK : To dowod zawarcia zwiazku malzenskiego.
      FACET : Tak, ale z niewlasciwa dziewczyna. Kolor wlosow mi nie odpowiada. Chce
      miec te, wiec prosze dokonac zmiany w papierach, a ja zabiore ja do domu.
      URZEDNIK : Nie moge!
      FACET : Ulatwie to panu. Zaplace raz jeszcze.
      URZEDNIK : Tak nie wolno!!!!
      FACET : Chce tylko, zeby wymienil mi pan zone. Pan powie swoje, ja wroce do
      domu i po krzyku.
      URZEDNIK : Przykro mi, ale nie dokonujemy wymian!
      FACET : U Haroldsa wszystko wymieniaja!
      URZEDNIK : To nie mozliwe!
      FACET : Mozliwe, bezproblemowo wymienilem u nich gramofon.
      URZEDNIK : To co innego!
      FACET : Wymienilem takze tresowanego weza i krawat!
      URZEDNIK : Ale zon sie nie wymienia do cholery!!!!
      FACET : Dobra, wypozycze ja sobie na weekend!
      URZEDNIK : Nie wolno!!!!
      FACET : To nie... Chcialem sobie tylko...
      SEDZIA PILKARSKI : Przerwac to!!!! Jaki masz numer? (przekreca faceta, okazalo
      sie, ze z tylu marynarki ma numer 8) Dobra! Nazwisko?
      KONIEC
    • aard A propos wczoraj 16.02.04, 14:38
      Wiem, że to już (kiedyś) tutaj było, ale ten fragment "Dezorientacji kota" jest
      szczególnie smakowity. Przedstawiono to w formie napisów końcowych.

      Firma oferuje rowniez inne specjalnosci:
      - "Zadziwianie Norek"
      - "Otumanianie Gronostajow"
      - "Zabijanie Klina Pumom"
      - "Straszenie Gazeli"
      - "Oszalamianie Bestii"
      - "Rozpraszanie Pszczol"
    • Gość: Jestem tu sam. ŁUBIN IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 16.02.04, 15:05
      Dennis Moore, Dennis Moore, przed siebie wyrywa.
      Dennis Moore, Dennis Moore, nikt mu nie przygrywa.
      By bogatych wspierac - biednych ludzi lupi.
      Palant glupi.

      --
      Jestem tu sam.
      W takim razie jego podanie trafi do kosza.
    • aard Chrupiąca żabka 17.02.04, 11:57
      Gabinet. Za stolem siedzi Pan Hilton. Otwieraja sie drzwi. Wkraczaja Inspektor
      i Konstabl.
      INSPEKTOR : Pan Hilton? Czy pan jest dyrektorem i wlascicielem wytworni
      czekolady Whizzo?
      HILTON : Tak jest.
      INSPEKTOR : Konstabl i ja jestesmy z Wydzialu Higienicznego i chcemy
      porozmawiac z panem na temat bombonierki "Wyrob ze znakiem jakosci Whizzo".
      HILTON : Slucham .
      INSPEKTOR : Pozwoli pan, ze zaczniemy od poczatku. Najpierw mamy Wisniowy
      Przysmak. Jest wyjatkowo paskudny, ale za to nie mozemy pana skazac.
      HILTON : Zgoda.
      INSPEKTOR : Potem mamy numer czwarty, Chrupiaca Zabka.
      HILTON : Tak.
      INSPEKTOR : Czy mam racje uwazajac, ze jest tam prawdziwa zaba?
      HILTON : Owszem, taka malutka.
      INSPEKTOR : Jaka to zaba?
      HILTON : Martwa.
      INSPEKTOR : Ugotowana?
      HILTON : Nie.
      INSPEKTOR : Co? Surowa zaba?
      HILTON : Stosujemy tylko najlepsze male zabiatka, schwytane o swicie i
      dostarczone samolotem z Iraku, przemyte w najczystszej wodzie zrodlanej,
      bezkonfliktowo zabite, polane wspaniala szwedzka mleczna czekolada i zamrozone
      w glukozie.
      INSPEKTOR : Pieknie, ale mimo wszystko to zaba!
      HILTON : A cozby innego?
      INSPEKTOR : Nie wyjmujecie nawet kosci?
      HILTON : Gdybysmy wyjeli kosci, nie bylaby chrupiaca, prawda?
      INSPEKTOR : Konstabl Papuga zjadl taka jedna.
      PAPUGA : Przepraszam na chwile.
      Wychodzi z reka na ustach.
      HILTON : Przeciez tam jest wyraznie napisane: Chrupiaca Zabka.
      INSPEKTOR : Nadinspektor sadzil, ze to migdal. Ludzie nie spodziewaja sie
      zastac zaby w czekoladce! Pomysla, ze to atrapa zaby.
      HILTON : Atrapa?! Nie stosujemy zadnych sztucznych skladnikow!!
      INSPEKTOR : Mimo to ostrzegam pana, ze napis "Chrupiaca Zabka" bedzie pan
      musial zastapic innym, brzmiacym "Chrupiaca, surowa, nie obrana z kosci,
      prawdziwa martwa zaba", jesli chce pan uniknac oskarzenia.
      HILTON : A co z naszymi obrotami?
      INSPEKTOR : Mam to w nosie, musze chronic konsumenta. Zobaczmy, co jeszcze tu
      mamy.
      (Powraca konstabl, wyraznie blady) To byl numer piaty, prawda? (konstabl
      przytakuje) Numer piaty, bombka Barani Pecherz. (konstabl ponownie wybiega) Co
      to ma byc za smakolyk?
      HILTON : Bierzemy najsoczystsze plasterki swiezego baraniego pecherza,
      wyprozniamy go, dusimy nad para, posypujemy sezamkami i przybieramy wymiotami
      skowronka.
      INSPEKTOR : Wymiotami skowronka?!
      HILTON : Tak jest.
      INSPEKTOR : Tam nie ma ani slowa o wymiotach skowronka!
      HILTON : Owszem, wsrod skladnikow wymienione jest ptasie mleczko.
      INSPEKTOR : To za malo! Na bombonierce powinien znajdowac sie wielki, czerwony
      napis: Uwaga, wymioty skowronka!
      HILTON : Nasze obroty spadlyby na leb na szyje.
      INSPEKTOR : Dlaczego wiec nie zajmie sie pan wyrobem bardziej tradycyjnych
      konfekcji, jak pralinki czy kremowki, o ile wiem, sa bardzo popularne. A coz to
      ma byc? Masa karalusza? (wraca konstabl) Wrzodowa galaretka? (konstabl zdejmuje
      z glowy policyjny helm i wymiotuje do niego) Albo to - Sprezysta Niespodzianka?
      HILTON : To nasza specjalnosc powleczona ciemna mleczna czekolada. Gdy ja
      wlozyc do ust, wyskakuja sprezynujace bolce i przekluwaja policzki na wylot.
      INSPEKTOR : I to ma byc smakolyk? Wkladajac czekoladke do ust nikt nie oczekuje
      przeklucia policzkow! Opis bombonierki jest niewlasciwy, a wiec musze zabrac
      pana z soba na posterunek. (Inspektor spoglada piorunujacym wzrokiem na
      konstabla, ktory z rozpacza w oczach wklada helm ponownie na glowe)
      HILTON : (zwraca sie do kamery ) Calkiem slusznie.
      INSPEKTOR : I prosze nie gadac do publicznosci!
      PAPUGA : Gdyby ludzie patrzyli, co kupuja w cukierni, czlowiek nie tracilby
      tyle czasu w sluzbie narodu, a klienci nie musieliby poddawac sie plukaniu
      zolsdkow, ani nie przesiadywaliby tyle w publicznych toaletach.
      KONIEC
    • aard Zakład pogrzebowy - to jest jednak masakra :-) 18.02.04, 12:58
      Mam wrażenie, ze to gdzieś już było. Wybaczcie, jeśli powtórzyłem. Smacznego.
      aa
      Rd

      Facet wchodzi do zakladu pogrzebowego.
      FACET : Dzien dobry.
      TRUMNIARZ : Czym moge sluzyc?
      FACET : Moglby mi pan pomoc? Moja matka wlasnie umarla.
      TRUMNIARZ : Oczywiscie, przeciez zajmujemy sie sztywniakami.
      FACET : Co?
      TRUMNIARZ : Mozemy zrobic trzy rzeczy: spalic ja, pogrzebac albo wyrzucic.
      FACET : Wyrzucic?
      TRUMNIARZ : Do Tamizy.
      FACET : Co?
      TRUMNIARZ : Lubil ja pan?
      FACET : Tak.
      TRUMNIARZ : W takim razie jej nie wyrzucimy. Co pan woli - pogrzebac ja czy
      spalic?
      FACET : A co pan poleca?
      TRUMNIARZ : Oba sposoby sa paskudne. Jesli ja spalimy, ogarna ja plomienie i
      zacznie skwierczec, co moze ja troche przerazic, jesli nie jest calkiem martwa.
      Ale to szybki sposob. Dostanie pan garsc popiolu i bedzie udawal, ze to jej
      prochy. A jesli ja pogrzebiemy, zaczna ja zjadac paskudne robaki. I jak
      powiedzialem, moze ja to przerazic, jesli nie jest calkiem martwa.
      FACET : Rozumiem. Ale ona ma pewno nie zyje.
      TRUMNIARZ : Gdzie ja pan ma?
      FACET : W worku.
      TRUMNIARZ : Moge zerknac? (zaglada) Mlodo wyglada.
      FACET : Tak, umarla mlodo.
      TRUMNIARZ : (do pomocnika) Fred!
      FRED : Tak?
      TRUMNIARZ : Chyba mamy cos do zarcia!
      FACET : Co takiego? Proponuje pan zjesc moja matke?
      TRUMNIARZ : Tak. Ale nie na surowo.
      FACET : Co?
      TRUMNIARZ : Zrobimy z niej pieczen z frytkami, brokulami i sosem chrzanowym.
      FACET : Wlasciwie to jestem troche glodny.
      TRUMNIARZ : Swietnie!
      FACET : Z pasternakiem?
      TRUMNIARZ : Fred, skocz po pasternak!
      FACET : Wie pan, mam jednak opory.
      TRUMNIARZ : Cos panu powiem. Zjemy ja, a jesli pan potem bedzie mial poczucie
      winy, wykopiemy grob, a pan do niego zwymiotuje.
      KONIEC
    • aard Last but not least: Zebranie rządu 19.02.04, 10:33
      No właśnie, bardzo dobry skecz, jeden z moich ulubionych, ale niestety...
      ostatni w mojej kolekcji. Jesli nie pojawi się jakiś innych Święty Mikołąj z
      workiem nowych skeczy, to niniejszy wątek zacznę uważać za przebrzmiały. Ale
      może się pojawi?

      A póki co, Zebranie rządu.
      --

      JOHN CLEESE : Panowie, po poludniu dowiedzialem sie, ze przed poludniem nasz
      premier zalatwil transport LSD z poludnia, o czym powiadomi nas jutro przed
      poludniem lub po poludniu, choc w poludnie wyjezdza do Afryki Poludniowej, wiec
      popoludnie mamy z glowy. Kopsnij szluga. Dalej. Deficyt fiskalny w odniesieniu
      do rownowagi walutowej (w tym roku nie wliczamy w to eksportu niewidzialnego),
      ale sprzezony, rzecz jasna, z okresowymi wahaniami i wzrastajacymi danymi
      statystycznymi z urzedow skarbowych. Planowanie budzetu na rok biezacy konczy
      sie w kwietniu.
      GRAHAM CHAPMAN : (Szeptem do kolegow.) Chyba mowi o podatkach?
      JOHN CLEESE : Brawo Hatch! Jestes genialny! Rzeczywiscie, podatki, to sedno
      calej sprawy. Panowie, musimy cos nowego opodatkowac!
      ERIC IDLE : Zrozumialem to!
      TERRY JONES : Jesli moge wsadzic leb pod topor dla panskiej uciechy... Prawie
      wszystkie przyjemnosci zostaly juz opodatkowane... poza jedna.
      JOHN CLEESE : To znaczy?
      TERRY JONES : Palenie opodatkowalismy. Picie takze. Ale nie... walenie.
      JOHN CLEESE : (Siada z wrazenia.) Wielki Boze! Sugeruje pan, zebysmy
      opodatkowali... walenie?
      GRAHAM CHAPMAN : Kupki?
      TERRY JONES : Nie!
      GRAHAM CHAPMAN : Bogu dzieki! Przepraszam na chwile.
      TERRY JONES : Chodzi mi o... walenie.
      ERIC IDLE : Konia?
      TERRY JONES : Nie! Walenie!
      JOHN CLEESE : Walenie?
      ERIC IDLE : Ach TO walenie! No coz, praca w ksiegowosci nabierze kolorow!

      Pan Patafian stojacy w wodzie : Obciazylbym podatkiem wszystkich ludzi, ktorzy
      stoja w wodzie. (Po dlugiej chwili orientuje sie w swoim polozeniu.)

      TERRY JONES : Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii obciazylbym podatkiem wszystkich
      cudzoziemcow zyjacych za granica.
      KONIEC
    • aard A teraz coś z zupełnie innej beczki 23.09.14, 11:22
      kobieta (też człowiek) o trzech piersiach
      deser.pl/deser/1,111858,16689415,Jasmine_kazala_zrobic_sobie_trzecia_piers___Chce_byc.html#BoxSlotIMT
      pbs.twimg.com/media/BxmaT8vIcAA1-oQ.jpg
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka