szprota Especially 4 Rednacz:) 02.12.03, 14:26 Cheer up, Brian. You know what they say. Some things in life are bad, They can really make you mad. Other things just make you swear and curse. When you're chewing on life's gristle, Don't grumble, give a wistle! And this'll help things turn out for the best... And... (the music fades into the song) ...always look on the bright side of life! (whistle) Always look on the bright side of life... If life seems jolly rotten, There's something you've forgotten! And that's to laugh and smile and dance and sing, When you're feeling in the dumps, Don't be silly chumps, Just purse your lips and whistle Odpowiedz Link
aard "To nie jest dobra restauracja" 04.12.03, 10:59 GLOS LEKTORA : A teraz srednia przerwa. (PRZERWA) GLOS LEKTORA : To na zakaske, a teraz cos bardziej pikantnego. (MAZ Z ZONA WCHODZA DO HALLU RESTAURACJI. PO CHWILI PODCHODZI DO NICH KELNER) ZONA : To mi sie nie podoba. Tamtego nie lubie, to jest do bani, paskudna tapeta, skisla musztarda, czy to odpowiednie miejsce? To nie jest dobra restauracja, jesli nie daja miseczek do mycia rak. On mi sie nie podoba, za kilka lat bede miala dziecko. MAZ : Prosze wybaczyc mojej zonie, wyglada na zlosliwa, ale ma laminowane serce. (Chwila milczenia) Przepraszam. KELNER : Wszystko w porzadku, prosze pana, rozni tu przychodza. Kierownik sali zaraz przyjdzie panstwa opieprzyc, a ja za pozwoleniem, pojde teraz popelnic samobojstwo. (Chwila milczenia) Tak sobie, nic powaznego sie nie stalo. (ODCHODZI, PO CHWILI SLYCHAC STRZAL I KRZYK) ZONA : Zdecydowanie nie lubie samobojcow i jestem im przeciwna. Jestem prosta kobieta i jestem z tego dumna. Moja matka byla sola tej ziemi. Nie uzywam globulek, bo to wstretne. (PODCHODZI DO NICH KIEROWNIK SALI) MAZ : Prosze wybaczyc mojej zonie, moze nie jest piekna, ani bogata, ani zbytnio utalentowana, wlasciwie jest nudna, ale... (Dluga chwila milczenia) Przykro mi, nic nie przychodzi mi do glowy. KIEROWNIK SALI : W porzadku, jestem kierownikiem sali. To restauracja ekologiczna, nie podajemy zadnego miesa. Jestesmy z tego nie tylko dumni, ale takze nadeci. Jezeli wiec przyszli tu panstwo domagac sie rozprucia bezbronnego kurczecia by zuc jego skore i wyzrec jego wnetrznosci, musze panstwa wyprosic. (EKSCYTUJE SIE, MoWI CORAZ SZYBCIEJ) To samo tyczy sie krajania krowy na plasterki i serwowania jej z kawaleczkami jej watroby, albo wykrwawiania swini przed obcieciem jej nogi, przyrzadzania na zywo owczych podrobow przyozdobionych swiezym mozdzkiem, wnetrznosciami i sledziona malutkiego kroliczka. Nie zrobimy nic takiego! (Chwila milczenia) W kazdym razie nie w celu kulinarnym... ZONA : Zdecydowanie nie lubie ludzi dajacych upust gadatliwosci pod postacia mowy - trawy bez zwiazku. (MAZ NA NIA DZIWNIE SPOGLADA) Nie lubie tego! MAZ : Shelly, czasami mysle, ze jestes prawie istota ludzka. KIEROWNIK SALI : A ja wciaz siusiam do lozka... MAZ : (DO SIEBIE, PATETYCZNIE) Kiedys poslubilem istote piekna, mloda, wesola i wolna. Co sie z nia stalo? ZONA : Rozwiodles sie z nia i ozeniles ze mna. (KRoTKIE, URWANE OKLASKI) KIEROWNIK SALI : Druga zone poznalem na drugiej prywatce z wymiana partnerow. Nalezy sie spozniac. (WCHODZI KIEROWNIK) KIEROWNIK : Zawsze sie spozniales, Thompson. KIEROWNIK SALI : Witam, panie kierowniku. Co pan tu robi? KIEROWNIK : Doskonale, swietnie, dziekuje. Wystarczy tej Sherry, przeciez wiesz. Internat Warnera pokonal internat Budgera. Niesamowite. Musielismy polozyc do lozek prawie wszystkich z drugiej klasy. Ksiadz nie przyszedl. Fatalnie. Zaczeli sie nieprzyzwoicie zabawiac. Nie widziales tu gdzies mojej zony? KIEROWNIK SALI : Nie. KIEROWNIK : Dzieki Bogu. (WYCHODZI) ZONA : Nie podobal mi sie. Wiesz co mam na mysli? To znaczy czy wiesz co znaczy to co mam na mysli? To znaczy to co znaczy to co mam na mysli. Wszyscy mezczyzni sa tacy sami. (WCHODZI DRUID, STARSZY CZLOWIEK Z DLUGA, SIWA BRODA, W BIALEJ SZACIE) DRUID : Nie wyobrazajcie sobie, ze w tych czterech scianach znajduje sie potezny, tebanski puchacz, bo moi panstwo, tuz przy nim przycupnelo piekno... co znaczy... KIEROWNIK SALI : Wcale nie! DRUID : Przepraszam. (WYCHODZI) KIEROWNIK SALI : Swietnie. Moze szklaneczke krwi? O rany, zdradzilem sie! ZONA : Chcemy zobaczyc karte. To nie jest dobra restauracja jesli nie ma przyzwoitej karty poza tym i tak moge zajsc w ciaze. Masz ochote na drinka? Odkad mnie poslubiles traktujesz mnie jak albatrosa. (KOBIETA POPYCHA WoZEK Z "DANIEM SPECJALNYM" - NAGI CZLOWIEK POKRYTY WODOROSTAMI, Z JABLKIEM W USTACH. GDY PODJEDZIE, WYCIAGA JABLKO) DANIE : Dobry wieczor. Mam nadzieje, ze bede smakowal, jestem daniem specjalnym. Sprobuj mnie z ryzem. MAZ : Slucham? DANIE : Hopkins, wedlug przepisu szefa kuchni. Bardzo mi milo. (WYCIAGA REKE DO MEZA, TEN CHCE SIE PRZYWITAC, "DANIE" ZABIERA REKE) Jedzenie nie sluzy do zabawy! (SMIEJE SIE) ZONA : To jest brudne. Poza tym danie nie moze byc dobre bez puddingu Moj maz jest architektem. DANIE : Mala przestroga, prosze pana. Prosze nie jesc tego wikarego, jest tu juz dwa tygodnie i nikt go nie ruszyl. (POKAZANY WIKARY STOJACY W BECZCE) Starczy? MAZ : Tak, dziekuje. DANIE : Czas na mnie, bo sie zepsuje. Janet, do kuchni! (ODJEZDZA PRZY PATETYCZNEJ MUZYCE, WBIEGA CHLOPIEC) CHLOPIEC : W szatni jest martwy biskup, prosze pana. KIEROWNIK SALI : (ZREZYGNOWANY) Kto ich tam znosi? ZONA : To mi sie nie podoba. To glupie. Co to za skecz bez pointy, to znaczy ja sie na niczym nie znam, jestem glupia, nikogo nie obchodzi co mysle, zawsze ja musze wszystko robic, nikt o mnie nie dba, skoro mam rodzic te cholerne dzieci to okazcie mi troche zainteresowania, rzygac sie chce od tej telewizji, tylko gledza a on ja calkiem zrujnuje. GLOS LEKTORA : A teraz przeogromna przerwa, podczas ktorej bedziemy sprzedawac male lody w wielkich skrzyniach. KONIEC Odpowiedz Link
aard Kandydat na kurs menedżerski 05.12.03, 09:25 URZEDNIK : (do kamery) Naprawde lubie przeprowadzac rozmowy wstepne z kandydatami na kurs menadzerski. Slychac pukanie do drzwi URZEDNIK : Prosze. Wchodzi Aspirant URZEDNIK : Niech pan siada. Aspirant siada, urzednik spoglada na niego, zapisuje cos na kartce. URZEDNIK : Moglby pan na chwilke wstac? (Aspirant wstaje) Niech pan siada. ASPIRANT : Slucham? URZEDNIK : Siadaj pan. Siada, troche zdezorientowany. URZEDNIK : Ah... (westchniecie z dezaprobata, zapisuje cos na kartce) Dzien dobry! ASPIRANT : Dzien dobry. URZEDNIK : Dzien dobry (akcentuje silnie pierwszy wyraz) ASPIRANT : (zdezorientowany) Dzien dobry... Urzednik z wyrazna dezaprobata spoglada na Aspiranta i znowu cos zapisuje. Aspirant usiluje zagladnac na kartke, lecz Urzednik zaslania ja reka. URZEDNIK : Dlaczego powiedzial pan dzien dobry skoro jest juz popoludnie? ASPIRANT : Pan powiedzial dzien dobry. URZEDNIK : (kreci glowa) Milego Popoludnia. ASPIRANT : Ah! (odzyskal pewnosc siebie) Milego popoludnia. URZEDNIK : O rany! (znowu cos zapisuje) URZEDNIK : Dobry Wieczor. ASPIRANT : (rozpaczliwie, silac sie na zart) Do widzenia? URZEDNIK : Ahahahahhahahah. Nie. (zapisuje) Urzednik podnosi dzwonek ze stolu i dzwoni nim. Po chwili stawia go z powrotem na stol i patrzy wyczekujaco na Aspiranta URZEDNIK : Nie zapyta mnie pan czemu zadzwonilem? ASPIRANT : Czemu pan zadzwonil? URZEDNIK : A jak pan mysli? 5-4-3-2-1-0! (odlicza bardzo szybko i glosno) ASPIRANT : Aah (usiluje cos powiedziec) URZEDNIK : Za pozno. (notuje cos na kartce) Urzednik podnosi dzwonek ze stolu i znowu nim dzwoni URZEDNIK : Dobranoc... dzyn dzyn dzyn. ASPIRANT : (bardzo zdezorientowany) Czy to zapisy na kurs menadzerow? URZEDNIK : (przerywa dzwonienie) Tak. URZEDNIK : (znowu dzwoni) Dobranoc... dzyn dzyn. ASPIRANT : Rany, chyba nie najlepiej mi idzie... URZEDNIK : Niby dlaczego? ASPIRANT : No nie wiem. URZEDNIK : Mowi pan tak bo pan nie wie? ASPIRANT : Nie wiem. URZEDNIK : (krzyczy, szybko odlicza) 5-4-3-2-1-0! Zapisuje cos na kartce URZEDNIK : Dobra. Podnosi otwarte dlonie do uszu (wnetrze dloni na zewnatrz) i ryczy jak los ASPIRANT : Przykro mi ale nic nie kapuje. URZEDNIK : Jak pan mysli czemu to zrobilem? ASPIRANT : ...Nie wiem. URZEDNIK : Ciekaw pan? ASPIRANT : Tak. URZEDNIK : To prosze spytac... (szybko) Nazwisko? Aspirant patrzy zdezorientowany na Urzednika URZEDNIK : Panskie nazwisko. ASPIRANT : David. URZEDNIK : Na pewno? ASPIRANT : Tak. URZEDNIK : (zapisuje) David Napewno... ASPIRANT : Nie, Thomas! URZEDNIK : Thomas Napewno? ASPIRANT : Nie! David Thomas. Urzednik patrzy zdegustowany i z dezaprobata na Aspiranta. Bierze znowu dzwonek i dzwoni URZEDNIK : Dobranoc dzyn dzyn. ASPIRANT : O rany, znowu... URZEDNIK : Dobranoc dzyn dzyn ASPIRANT : Nie wiem jak zareagowac! URZEDNIK : Zrob pan coc, dobranoc dzyn dzyn... 5-4-3-2-1... Aspirant robi takiego losia jak wczesniej Urzednik URZEDNIK : Dobrze! ASPIRANT : Dobrze? URZEDNIK : Doskonale, jeszcze raz! Aspirant powtarza losia URZEDNIK : Rzeczywiscie doskonale... wysmienicie... URZEDNIK : (w strone drzwi) Jestesmy gotowi. Wchodza cztery osoby w syberyjskich futrach. URZEDNIK : Dobra, jeszcze raz. Dobranoc dzyn dzyn dzyn... Aspirant patrzy najpierw zdezorientowany, ale po chwili robi losia. Osoby podnosza kartki z ocenami : 6.7, 7.8, 8.9, 8.7 . Urzednik patrzy na noty, sumuje i zapisuje ASPIRANT : Co tu jest grane? URZEDNIK : Dostal pan swietne oceny. ASPIRANT : (unosi sie, wstaje) Niewazne! Chce wiedziec co tu jest grane, pan mnie z premedytacja upokarza, teraz stad wyjde i powiem policji co pan tu wyprawia z ludzmi i dopilnuje zeby tego panu zakazano. I co pan na to eeeh! co pan na to eeeh!? Cztery osoby podnosza znowu oceny : 7.9, 9.9, 9.8, 9.7 URZEDNIK : (zapisuje) Bardzo dobre oceny! ASPIRANT : Zostalem przyjety? URZEDNIK : (smiejac sie) Niestety nie, wolnych miejsc nie ma juz od kilku tygodni! Wszyscy wybuchaja smiechem, oczywiscie oprocz Aspiranta KONIEC Odpowiedz Link
aard Scenarzyści 09.12.03, 14:17 PRODUCENT : Czolem chlopaki! WSZYSCY : Dzien dobry panie Saltzberg! PRODUCENT : Siadac, siadac! Chlopaki, moim zdaniem jestescie najlepszymi scenarzystami na swiecie. Mam pomysl na film, ktory chce wyprodukowac, a wy napiszecie scenariusz. WSZYSCY : Dziekujemy! (Rzucaja sie na niego, sciskajac go.) PRODUCENT : Siadac, siadac. Potem bedzie na to czas. Oto moj pomysl. SCENARZYSTA 3 : Jest genialny! PRODUCENT : Podoba ci sie? WSZYSCY : Tak! Fantastyczny! PRODUCENT : (Do nieco bardziej cichego od innych SCENARZYSTY 1) Tobie tez sie podoba? SCENARZYSTA 1 : Tak! PRODUCENT : Co ci sie najbardziej podoba? MSCENARZYSTA 1 : Jeszcze nic nam pan nie powiedzial. PRODUCENT : Co? SCENARZYSTA 1 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.) PRODUCENT : A tobie? SCENARZYSTA 2 : To, co jemu! (Pokazuje na kolege obok.) SCENARZYSTA 3 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.) SCENARZYSTA 4 : Podoba mi sie... to co jemu! (Pokazuje na kolege obok.) SCENARZYSTA 5 : Wprost za tym szaleje! PRODUCENT : Co ci sie podoba? SCENARZYSTA 6 : Zgadzam sie z nimi. PRODUCENT : No, to nareszcie cos mamy. (Wszyscy oddychaja z ulga.) Oto poczatek filmu. Widze... snieg! (Wszyscy bija brawo.) Bialy snieg. SCENARZYSTA 4 : Dbalosc o kolory! PRODUCENT : Na tle sniegu widze... drzewo! (Brawo.) Zaraz, zaraz, jeszcze nie skonczylem. SCENARZYSTA 3 : Bedzie cos jeszcze? PRODUCENT : Przy drzewie widze... psa! WSZYSCY : Hurra! PRODUCENT : Piesek przychodzi do drzewa i... obsikuje je! WSZYSCY : Alleluja! Ale kino! Jak zywe! To zupelnie nowe kino! Niebywale! SCENARZYSTA 1 : (Wyrwany z zamyslenia.) Podoba mi sie! PRODUCENT : Czyzby? SCENARZYSTA 1 : Daje slowo! SCENARZYSTA 5 : Nie wiem jak to powiedziec, ale powiem wprost. Jestem gleboko przekonany, ze to najwspanialsza opowiesc w historii kina! PRODUCENT : Won! Nienawidze tych, co wszystkiemu przytakuja, wynocha! Mozesz sie pozegnac z tym zawodem! A co ty powiesz? (Do ostatniego w rzedzie.) Moj pomysl wcale nie musi byc genialny, moze byc do bani. SCENARZYSTA 6 : Moze? PRODUCENT : Jasne! Co o nim sadzisz? SCENARZYSTA 6 : Jest do bani. PRODUCENT : No prosze! Powiedzial, co wiedzial. Moj pomysl jest do bani. A poniewaz nie jest, wynos sie stad, ty kapusciany lbie! Ty! (Do SCENARZYSTY 4.) SCENARZYSTA 4 : (Podskakuje w fotelu.) Moim zdaniem, to swietny pomysl. PRODUCENT : Lubisz przytakiwac? SCENARZYSTA 4 : Skad! Moga byc pewne przeciwwskazania... PRODUCENT : A wiec jest do bani? SCENARZYSTA 4 : Nie! Musze sie zastanowic... PRODUCENT : Nie umiesz sie zdecydowac? SCENARZYSTA 4 : Nie! Tak. Byc moze... (Sam ucieka.) PRODUCENT : Wy chyba potraficie sie zdecydowac? (Pozostala trojka chowa sie pod stol.) Co robicie pod stolem?! WSZYSCY : Dlugopisy nam spadly! PRODUCENT : Gubicie dlugopisy? WSZYSCY : Nie, nie! PRODUCENT : Chce znac wasza opinie. Ty! (Pokazuje na SCENARZYSTE 1, ktory natychmiast slabnie.) Atak serca? Nienawidze ludzi, ktorzy dostaja atakow serca! SCENARZYSTA 1 : (Gwaltownie wstaje.) Juz mi lepiej! PRODUCENT : Slucham. SCENARZYSTA 1 : Nie mnie pan pytal, tylko jego! (Pokazuje na SCENARZYSTE 2, ktory pokazuje na SCENARZYSTE 3 i wszyscy pokazuja na siebie nawzajem.) PRODUCENT : Rozmyslilem sie. Odpowiadaj ty, posrodku! SCENARZYSTA 2 : (Przerazony.) Posrodku? PRODUCENT : Tak jest! (Dzwoni telefon. Wszyscy chca usiasc na zewnatrz.) Co robicie!? SCENARZYSTA 2 : Ja mysle! PRODUCENT : Wracac na swoje miejsca! (Odklada sluchawke.) Ty w srodku, mow! SCENARZYSTA 2 : (Nic, tylko przerazenie.) PRODUCENT : Szybciej! SCENARZYSTA 2 : ...Klancyk! PRODUCENT : Powiedzial "Klancyk"? Co to ma znaczyc? SCENARZYSTA 2 : Ze to rewelacyjny pomysl, a moze nie, a ja nie jestem niezdecydowany! PRODUCENT : Doskonale! Co ty na to? SCENARZYSTA 3 : Eee... Klancyk! SCENARZYSTA 1 : Ja tez! PRODUCENT : Czyli wszyscy trzej mowicie "Klancyk"? WSZYSCY : Tak! PRODUCENT : Nareszcie cos mamy... Nie, czekajcie! Mam nowy pomysl (Brawo.) Na tle sniegu zamiast drzewa jest Rock Hudson, (Brawo.) a zamiast psa... Dorice Dale! Panowie... Dorice Dale podchodzi do Rocka Hudsona i... caluje go! Film o milosci, stosunek po wlosku, David Hammings jako zhipisialy oficer Gestapo, golizna, kino familijne, komedia! A gdy Dorice Dale pocaluje Rocka Hudsona,... powie cos zabawnego, na przyklad... (Zwraca sie do zaskoczonego SCENARZYSTY 3.) SCENARZYSTA 3 : Dobry wieczor? PRODUCENT : Dorice Dale, to aktorka komediowa, a nie spiker dziennika! Won! (SCENARZYSTA 3 ucieka.) Powie cos zabawnego, na przyklad... (Pokazuje na SCENARZYSTE 2.) SCENARZYSTA 2 : Ee... Klancyk? PRODUCENT : Co za debilny pomysl! Precz stad! (SCENARZYSTA 2 ucieka.) Dorice- piesek caluje Rocka-drzewko i mowi... (Pozostal juz tylko SCENARZYSTA 1.) SCENARZYSTA 1 : Dluzej juz tego nie zniose! (Ucieka.) PRODUCENT : To mi sie podoba! "Dluzej tego nie zniose"! Rock Hudson odpowie: "Jestem bogatym producentem i musze sie poddac lobotomii", na to Dorice Dale: "Jestes przystojny, wiec sie rozbiore", po czym zamieni sie w tybetanskiego jaka i wpadnie na Davida Lemminga w lazience... KONIEC Odpowiedz Link
aard Sklep mięsny 10.12.03, 09:20 KLIENT : Dzien dobry. Poprosze kurczaczka. SPRZEDAWCA : Co mi tu szklisz ty sieroto obrzygana! KLIENT : Co prosze? SPRZEDAWCA : Oto kurczaczek dla Pana. KLIENT : Dziekuje, ile place za kilogram, dobry czlowieku? SPRZEDAWCA : Za kilogram mieczaku zasliniony, cioto pedalska! KLIENT : Slucham? SPRZEDAWCA : Pol funta za kilogram. Prosze, jaki sliczny kurczaczek! KLIENT : Chcialbym tez troche nadzienia... SPRZEDAWCA : Sam sie nadziej ty larwo poroniona! KLIENT : Co? SPRZEDAWCA : Prosze oto nadzienie. KLIENT : Dziekuje! SPRZEDAWCA : "Dziekuje" powiedziala stara ciota dlubiac w nosie. KLIENT : Co prosze? SPRZEDAWCA : Jest Pan tu zawsze mile widziany! KLIENT : Przepraszam.... SPRZEDAWCA : Co znowu fiutku poderzniety! KLIENT : Odnosze wrazenie, ze raz mnie Pan obraza, a raz jest dla mnie mily SPRZEDAWCA : Przykro mi to slyszec! KLIENT : Nie ma sprawy! SPRZEDAWCA : Lepiej bys nie podskakiwal zasyfiony dupku zoledny! KONIEC Odpowiedz Link
Gość: kibel Niemiecki kompozytor- jak on sie nazywal? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 23:05 Czy zna ktos dokladne naziwsko tego kompozytora Johana von.... itd? Odpowiedz Link
zamek Re: Niemiecki kompozytor- jak on sie nazywal? 14.05.19, 17:32 Johanna Gambolputty de von Ausfern-schplenden-schlitter-crasscrenbon-fried-digger-dangle-dungle-burstein-von-knacker-thrasher-apple-banger-horowitz-ticolensic-grander-knotty-spelltinkle-grandlich-grumblemeyer-spelterwasser-kürstlich-himbleeisen-bahnwagen-gutenabend-bitte-eine-nürnburger-bratwustle-gerspurten-mit-zweimache-luber-hundsfut-gumberaber-schönendanker-kalbsfleisch-mittler-raucher von Hautkopft z Ulm. Odpowiedz Link
aard Program Spectrum 11.12.03, 09:10 PROWADZACY : Dobry wieczor. Zajmiemy sie dzis jednym z problemow wspolczesnego swiata - odpowiedzia na pytanie "Co jest grane?". Czy mozna jeszcze rozwiazac jakos te zagadke, czy jest juz za pozno? Jakie sa liczby, fakty? Co ludzie mysla, gdy o czyms mowia. Aleksander Haardock z biura spraw ekonomicznych: HAARDOCK : (Stoi przed plansza zawierajaca dane statystyczne.) Ta kolumna symbolizuje 23% spoleczenstwa, ta 28% spoleczenstwa, a ta 43% spoleczenstwa. PROWADZACY : Te liczby wiele mowia. Co jednak znacza dla ciebie, dla mnie, dla czlowieka z ulicy? Jest dzis ze mna w studiu profesor Tiddles z Uniwersytetu w Litz. Wiele lat spedzil pan na badaniach. Co pan o tym sadzi? PROFESOR : Za wczesnie o tym mowic. PROWADZACY : Za wczesnie mowic, za wczesnie powiedziec. Oba slowa znacza to samo, choc roznia sie pisownia. Tak samo jak w przypadku slow "statek" i "okret", ale inaczej w przypadku "moze" i "morze", ktore roznia sie pisownia i znaczeniem, ale brzmia identycznie. A wiec pytanie wciaz pozostaje. Czy istnieje odpowiedz? A jesli tak, to jaka? Co mowie? Czemu tu siedze? Co robie w telewizji i co teraz powiem? Odpowie zawodowy gracz w krykieta: GRACZ : W tej chwili nie umiem nic powiedziec. PROWADZACY : Zle. Profesorze? PROFESOR : Czesc! PROWADZACY : A wiec na czym stoimy? Na czym siedzimy Skad przychodzimy? Dokad idziemy? Co robimy, mowimy, jemy, pijemy, myslimy i robimy? HAARDOCK : Gdy przemawiam jako kandydat partii konserwatywnej, truje i truje nie dopuszczajac innych do slowa, az piana zaczyna leciec mi z ust (Zaczyna leciec mu piana z ust.) i padam na wznak (Pada na wznak.) PROWADZACY : Piana na ustach i upadek na wznak. Czy toczy piane, zeby upasc, czy pada, zeby toczyc piane? Dzis w programie SPECTRUM omawiac bedziemy kwestie pienienia i padania, kichania i wolania, wrzeszczenia i ryczenia, stawiania i murowania, zadrapania i skaleczenia, nudzenia i wleczenia, tralowania i kesonowania. Czy jest takie slowo "kesonowac"? Co znaczy, jesli jest? Co znaczy, jesli go nie ma? A moze jedno i drugie? A moze zadne? Co znaczy slowo "znaczy"? Co znaczy slowo "slowo"? Co mam na mysli i czego nie mam na mysli? Co znaczy, gdy to robie i co robie marnujac wasz czas na te brednie? Dobranoc. PROWADZACY : Co znaczy "nie", co znaczy "tak"? Co ma znaczyc "nie, nie, nie"? Dzis SPECTRUM zajmie sie znaczeniem slowa "nie". (Spada na niego 16-tonowy ciezar.) KONIEC Odpowiedz Link
szprota MZtka jako specjalistka od piosenek 12.12.03, 15:20 Dziś nieco poważniej, bo tak: The Meaning of Life Why are we here? What's life all about? Is God really real, or is there some doubt? Well, tonight, we're going to sort it all out, For, tonight, it's 'The Meaning of Life'. What's the point of all this hoax? Is it the chicken and the egg time? Are we just yolks? Or, perhaps, we're just one of God's little jokes. Well, ça c'est le 'Meaning of Life'. Is life just a game where we make up the rules While we're searching for something to say, Or are we just simply spiralling coils Of self-replicating DNA. Nay, nay, nay, nay, nay, nay. In this 'life', what is our fate? Is there Heaven and Hell? Do we reincarnate? Is mankind evolving, or is it too late? Well, tonight, here's 'The Meaning of Life'. For millions, this 'life' is a sad vale of tears, Sitting 'round with rien nothing to say While the scientists say we're just simply spiralling coils Of self-replicating DNA. Nay, nay, nay, nay, nay, nay. So, just why Odpowiedz Link
szprota I jeszcze jedna, bo RedNacz, pamiętam, że chciał 12.12.03, 15:29 Penis Song Isn't it awfully nice to have a penis? Isn't it frightfully good to have a dong? It's swell to have a stiffy. It's divine to own a dick, From the tiniest little tadger To the world's biggest prick. So, three cheers for your Willy or John Thomas. Hooray for your one-eyed trouser snake, Your piece of pork, your wife's best friend, Your Percy, or your cock. You can wrap it up in ribbons. You can slip it in your sock, But don't take it out in public, Or they will stick you in the dock, And you won't come back. Odpowiedz Link
aard W kopalni (najlepsze: "prezenter jako prezenter") 15.12.03, 09:57 NARRATOR : Walijscy gornicy od dawna slyna ze szczegolnie trudnego zycia w podziemnym, bezkompromisowym piekle, z ktorego wydobywaja czarne zloto. Oto opowiesc o tych ludziach dzielnie zmagajacych sie z zalewami, tapnieciami, angielskim prawem karnym, skrytobojczym tlenkiem wegla i nieustanna grozba nabawienia sie pylicy - typowej choroby wszystkich gornikow. (Akcja tymczasem przenosi sie do samej kopalni.) GoRNIK 1 : (Uderza Gornika 2 lopata w glowe.) Nie do mnie w ten sposob ty klamliwy gnoju! GoRNIK 2 : Ty cholerna swinio! Nie zaslugujesz na to, zeby pracowac w kopalni! GoRNIK 1 : Znalazl sie cholerny madrala! (Zaczynaja sie bic.) GoRNIK 3 : Znowu sie bijecie? Dosc tego, albo dam wam w leb kilofem! O co wam poszlo? GoRNIK 1 : On zaczal! GoRNIK 2 : Sam zaczales ty swinska swinio! GoRNIK 3 : Nie wazne kto zaczal do ciezkiej cholery! O co poszlo? GoRNIK 2 : Powiedzial, ze ten pieprzony Pokoj Lutrechcki byl w 1713! GoRNIK 1 : Bo tak bylo psiakrew! GoRNIK 2 : Gowno prawda! Ratyfikowano go w lutym 1714! GoRNIK 1 : Blefuje! Postradales zmysly Jenkins! Pleciesz jak polamany! GoRNIK 3 : Ma racje, Jenkins. Ratyfikowano go we wrzesniu 1713, caly przodek o tym wie! Zajrzyj do Trebeliana na strone 468. GoRNIK 4 : Mial na mysli cholerny Pokoj Westwalski! GoRNIK 2 : (Podbiega do Gornika 4 chwytajac go za gardlo.) Twierdzisz, ze nie widze roznicy miedzy pieprzona Wojna Hiszpanska, a pieprzona Wojna Trzydziestoletnia? GoRNIK 4 : Ty nie widzisz roznicy miedzy Bitwa Pod Borowina, a dupa tygrysa! GoRNIK 3 : Dosc tego! Przerwac to! Mam juz dosc tych bojek! Wam nie chodzi o Pokoj Lutrechcki, ale o cholerny dwumian Newtona! Nie jestesmy na sali wykladowej, ale w kopalni wegla! Inny gornik: (Do Gornika 3) Szefie, moglby pan cos wyjasnic? Morgan twierdzi, ze abakus znajduje sie miedzy tryglifami we fryzowej czesci belkowania w klasycznej greckiej swiatyni doryckiej. GoRNIK 3 : Glupis Morgan! To metopa. Abakus znajduje sie miedzy architrawem i echinusem w kapitelu! GoRNIK 5 : Ty wredny lgarzu! (Wszyscy zaczynaja sie bic, za chwile Gornik 3 dzwoni wielkim dzwonem, po czym wjezdza lektyka w ktorej siedzi Wladca. Wszyscy klekaja.) GoRNIK 3 : O najpotezniejszy i milosciwy panie, wladco wszechswiata, ostojo lagodnych duchem, w ktorego nosie nie godnismy dlubac, w ktorego odchodach plawimy sie z czysta rozkosza, ktorego pawie bzykaja sie glosno po nocach nie dajac nam zmruzyc oka, my cie blagamy, powiedz slugom swym pokornym jak zwie sie odcinek miedzy tryglifami we fryzowej czesci klasycznego doryckiego belkowania? WLADCA : Nie mam pojecia! Przykro mi. GoRNIK 3 : Dobra, wynocha wszyscy! PREZENTER : (Jako prezenter wiadomosci.) Trwa spor w kopalni wegla w Landarock. Gornicy nie wroca do pracy, poki zarzad kopalni nie zdefiniuje pojecia "metopy". Tymczasem nieoficjalny komitet strajkowy w zakladach Forda w Dougenan zwiekszyl rzadania do podania 13 powodow dlaczego Henryk III byl zlym krolem. KONIEC Odpowiedz Link
eyemakk Ostatnia wieczerza. 17.12.03, 09:19 OSTATNIA WIECZERZA THE MICHEAL ANGELO SKETCH — Dobry wieczór, Wasza Świątobliwość. — Dobry wieczór, Michale Aniele. Chciałbym z tobą pogadać o tym twoim nowym obrazie Ostatnia Wieczerza. Nie jestem nim zachwycony. — O rany, kosztował mnie tyle pracy. — Wcale nie jestem nim zachwycony. — Nie podoba ci się galaretka. Dodaje trochę koloru. Aha, chodzi o kangura? — Jakiego kangura? — Żaden problem, zamaluję go. — Nie widziałem tam żadnego kangura. — Jest z tyłu. Nie ma sprawy, zamaluję go, zrobię z niego apostoła. Zgoda? — Właśnie w tym problem. — Jaki? — Apostołowie. — Są za bardzo żydowscy? Judasza robiłem najbardziej żydowskiego. — Nie o to chodzi. Jest ich tam dwudziestu ośmiu. — No to jeszcze jeden nie zaszkodzi, zrobię go z kangura. — Nie w tym rzecz. — No to zamaluję kangura. Mówiąc szczerze, nie byłem z niego zadowolony. — Nie o to chodzi. Tam jest dwudziestu ośmiu apostołów! — Za wielu? — No jasne, że zbyt wielu! — Chciałem oddać nastrój prawdziwej ostatniej wieczerzy, nie jakiejś tam ostatniej kolacyjki, ostatniego posiłku czy finałowej przekąski. Chciałem, żeby to było, kurcze, z wykopem... — Tylko dwunastu apostołów uczestniczyło w ostatniej wieczerzy. — Może niektórzy przyszli z... — Tylko dwunastu w sumie. — Może wpadli ich przyjaciele? — Posłuchaj. Tylko dwunastu apostołów i Pan uczestniczyło w Ostatniej Wieczerzy. W Biblii wyraźnie jest to napisane. — Żadnych przyjaciół? — Żadnych. — Kelnerzy? — Nie. — Kabaret! — Nie! — Lubię sceny z dużym rozmachem. Mogę kilku zamalować, ale... — Było tylko dwunastu apostołów. — Mam! Mam. Nazwiemy obraz Przedostatnia Wieczerza. — Co? — Musiała być i taka. Skoro była ostatnia, musiała być i przedostatnia. Tak więc to będzie ta przednajwiększa wieczerza. Biblia chyba nic nie mówi, ilu ludzi tam było, prawda? — Nie, ale... — Właśnie! — Słuchaj, Ostatnia Wieczerza to ważne wydarzenie w historii naszego Pana, a przednajwiększa taka nie była. Nawet jeśli był na niej zaklinacz węży i zespół rockandrollowy. Zamówiłem u ciebie Ostatnią Wieczerzę. Z dwunastoma apostołami i jednym Chrystusem. — Jednym??? — Tak. Jednym. Co cię opętało, że namalowałeś tam aż trzech Chrystusów? — Robi wrażenie, koleś. — Wrażenie? — Jasne! Wspaniale wygląda! Jeden gruby idealnie równoważy dwóch szczupłych. — Był tylko jeden Odkupiciel! — Wiem o tym. Wszyscy wiemy, ale co z moją licencją artysty? — Chcę jednego Mesjasza! — Powiem ci, czego ty chcesz, koleś. Chcesz jakiegoś cholernego fotografa, ot co! Ja jestem artystą, do ciężkiej cholery! — Zaraz ci powiem, czego chcę. Chcę Ostatniej Wieczerzy z jednym Chrystusem, dwunastoma apostołami, bez kangurów, bez numerów na trampolinie, do południa w czwartek, albo ci nie zapłacę! — Cholerny faszysta! — Jestem cholernym papieżem. I może nie znam się na sztuce, ale wiem co lubię! Odpowiedz Link
aard Teleturniej o Łup w łeb 19.12.03, 08:53 PROWADZACY : Prosimy nastepna uczestniczke. (Wchodzi Uczestniczka) Dobry wieczor, pani sie nazywa? UCZESTNICZKA : Tak, tak... PROWADZACY : Pani nazwisko? UCZESTNICZKA : Regularnie chodze do kosciola. PROWADZACY : Cudownie! O jaka nagrode chce pani dzis walczyc? UCZESTNICZKA : O lup w leb. PROWADZACY : Lup w leb? UCZESTNICZKA : Tutaj. (Pokazuje czubek glowy.) PROWADZACY : Cudownie. Oto pierwsze pytanie o lup w leb. Jaki wielki przeciwnik dualizmu kartezjanskiego sprzeciwial sie redukcji zjawisk psychologicznych do stanow fizycznych? UCZESTNICZKA : Tego nie wiem! PROWADZACY : Niech pani zgaduje. UCZESTNICZKA : Henri Bergson? PROWADZACY : Dobrze! UCZESTNICZKA : To byl fart, nigdy o nim nie slyszalam. PROWADZACY : Cudownie! UCZESTNICZKA : Nie lubie czarnuchow! PROWADZACY : A kto lubi? Drugie pytanie o lup w leb. Co jest glownym pokarmem pingwinow? UCZESTNICZKA : Wieprzowina. PROWADZACY : Nie. UCZESTNICZKA : Mielonka? PROWADZACY : Nie. Co jedza pingwiny? UCZESTNICZKA : Pingwiny? Nie znosze pingwinow! Same sie zjadaja? PROWADZACY : Nie! Co jedza pingwiny? UCZESTNICZKA : Fotele! PROWADZACY : Co pingwiny JEDZA? UCZESTNICZKA : Acha! Pingwiny! Pierogi, (Prowadzacy coraz energiczniej zaprzecza.) lazanki, kraby, eskalopki de vault a la estragon z serem... PROWADZACY : Nie. Dam pani wskazowke. (Udaje plywanie zabka.) UCZESTNICZKA : Brian Close! Brian Englise, Brian Johnson, Brian Forbes, Nanneth Newmann... PROWADZACY : Nie! (Chwyta ja za szyje.) Co plywa w morzu i wpada w sieci? UCZESTNICZKA : Henri Bergson. Kozly, podwodne kozly z pletwami, bizon w skafandrze nurka, Reginald Modling! PROWADZACY : Cieplej. Uznaje te odpowiedz! A teraz pani Gnido, wygrala pani. Wciaz zyczy sobie pani dostac po glowie? UCZESTNICZKA : Tak, tak! PROWADZACY : Proponuje palec w oko! UCZESTNICZKA : Nie, chce lup w leb. PROWADZACY : Fange w grdyke? UCZESTNICZKA : Nie. PROWADZACY : A kopa w rzepke? UCZESTNICZKA : Nie. PROWADZACY : Pani Gnido, a co pani powie na buta w zeby i sztylet w nery? UCZESTNICZKA : (Zastanawia sie.) PUBLICZNOSC : Lup w leb! Lup w leb! UCZESTNICZKA : Nie. Chce oberwac po glowie. PROWADZACY : Jak pani sobie zyczy. Wygrala dzis pani glowna nagrode - lup leb! (Uderza ja wielkim mlotkiem.) KONIEC Odpowiedz Link
aard Teść 12.02.04, 10:32 Akcja dzieje sie w sypialni pewnej mlodej pary CAROL : Robercie, powiedz, ze jestem piekna! ROBERT : Jestes taka piekna... CAROL : Mowisz powaznie? ROBERT : Oczywiscie! CAROL : Powiedziales tak tylko dlatego, ze cie poprosilam? ROBERT : Oczywiscie, ze nie! CAROL : Robercie! Robercie! Czy ty aby mnie nie oszukujesz? ROBERT : Skad ci to przyszlo do glowy? CAROL : Moj ojciec chce zamieszkac z nami. Czy masz cos przeciwko? ROBERT : Nie, oczywiscie, ze nie mam... CAROL : ... ale on nie bedzie tylko z nami mieszkal! ROBERT : Co masz na mysli? CAROL : Zawsze mial klopoty z zasypianiem samemu. Dlatego powiedzialam mu, ze moze spac z nami. ROBERT : Czyzby chcial wstawic lozko do naszej sypialni? CAROL : Nie. Oczywiscie, ze nie. ROBERT : ... a juz myslalem... CAROL : Nasze lozko starczy dla trzech. ROBERT : Co?! CAROL : On zasypia zaraz po wejsciu na lozko. ROBERT : W porzadku, ale... CAROL : Oh Robercie, myslalam, ze mnie kochasz! ROBERT : Kocham, ale... CAROL : Nie bedzie patrzal... ROBERT : Na pewno? CAROL : Nie bedzie na pewno! ROBERT : Nie, nie, nie! (Nastepna scena. W lozku lezy ich troje. Robert jest w srodku.) TESC : Nie zwracajcie na mnie uwagi... Nie przeszkadzajcie sobie. CAROL : Oh tato, wcale nam nie przeszkadzasz... ROBERT : Wcale nie... CAROL : Ide spac. TESC : Jestes tego pewna? ROBERT : Tak. Jestem bardzo zmeczona po naszym slubie. TESC : Robert, a ty? ROBERT : Tez usypiam. TESC : W porzadku. W takim razie zgasze swiatlo. CAROL : (do Robeta) Dobranoc kochanie. ROBERT : Dobranoc. TESC : Dobranoc. (Gasi swiatlo. Cisza. Slychac dziwne odglosy.) CAROL : Tato, co robisz? TESC : Sklejam lodz. CAROL : Co? TESC : To model: "Cutty Sark". Kleje go po nocach juz od kilku lat. CAROL : A nie mozesz go sklejac w dzien? TESC : Robie go tylko w nocy przy zgaszonym swietle, na tym to polega. (Wlacza swiatlo. Jest wyraznie zawiedziony. W rekach ma kawalki drewna.) Myslalem, ze wyglada troche inaczej... ROBERT : To ma byc "Cutty Sark"? TESC : Jeszcze go nie dokonczylem.... Moze bedzie wygladal inaczej nad ranem, przy zaslonietych zaslonkach....Dobranoc. KONIEC Odpowiedz Link
aard Umoralnianie roku 13.02.04, 09:02 PROWADZACY : Dobry wieczor. Naszym gosciem jest dzisiaj czlowiek, ktory zawsze podchodzi do tematu w bardzo okrezny sposob. Prawda panie Wodolejek? GOSC 1 : Tak. PROWADZACY : Zawsze wyrazal sie pan w taki... okrezny sposob? GOSC 1 : Tak. PROWADZACY : Musze stwierdzic, ze jak na czlowieka, ktory twierdzi, ze wyraza sie w okrezny sposob, ostatnich dwu odpowiedzi udzielil pan bardzo konkretnie. GOSC 1 : Nie mam dzis nastroju do gadania. To reakcja obronna na wzmozony zalew pytan. Mialem z tym powazne klopoty, gdy bylem chlopcem. Gdy mowie "powazny", to znaczy... pamieta pan te mode na male pudle? PROWADZACY : Nareszcie zaczal pan mowic okreznie! GOSC 1 : Przepraszam. PROWADZACY : Prosze kontynuowac! Przeciez po to zaprosilismy pana do studia! GOSC 1 : A ja myslalem, ze zainteresowalem was jako czlowiek! (Wychodzi.) PROWADZACY : Nasz nastepny gosc nie tylko mieszka w Essex, ale takze mowi wylacznie koncowki slow. Pan Ohn Ith, dobry wieczor. GOSC 2 : Bry czor! PROWADZACY : Milo, ze pan wpadl. GOSC 2 : Noscia i Nie. PROWADZACY : Nie ma pan sporych klopotow z porozumiewaniem sie? GOSC 2 : Mam wielkie klopoty. PROWADZACY : Chwileczke! Pan jest oszustem! GOSC 2 : Co trzecie i czwarte zdanie umiem wymowic calkiem normalnie. PROWADZACY : Rozumiem. A wiec panska nastepna odpowiedz znow bedzie sie skladala z koncowek? GOSC 2 : Ak Est. PROWADZACY : Nasz nastepny gosc wymawia tylko poczatki slow. To pan J Sm. Dobry wieczor. GOSC 3 : Do wie. PROWADZACY : Panowie sie znaja? GOSC 3 : N. GOSC 2 : Ie. PROWADZACY : To niezwykla okazja, bo jest dzis z nami pan O I, ktory wymawia tylko srodkowe czesci wyrazow. Dobry wieczor. GOSC 4 : Br cz. PROWADZACY : Skad pan pochodzi? GOSC 4 : U w o. PROWADZACY : Ach, Douthenline w Szkocji, przedstawie panow. Oto pan On Ith, pan J Sm... chwileczke, moze razem powiecie "dobry wieczor"? GOSC 3 : Do. GOSC 4 : B. GOSC 2 : Ry. GOSC 3 : Wie. GOSC 4 : Cz. GOSC 2 : or. KONIEC Odpowiedz Link
aard USC 16.02.04, 14:35 (Akcja skeczu rozgrywa sie w urzedzie stanu cywilnego) FACET : Dzien dobry. Jest pan urzednikiem stanu cywilnego? URZEDNIK : Zgadza sie. FACET : Bylem tu w sobote i ozenil mnie pan z blondynka, chcialem dokonac wymiany na te oto brunetke. URZEDNIK : Jak to? FACET : Tamta byla kiepska. Prosze mi ja wymienic na ta tutaj. Zaplacilem w sobote, oto pokwitowanie. URZEDNIK : To dowod zawarcia zwiazku malzenskiego. FACET : Tak, ale z niewlasciwa dziewczyna. Kolor wlosow mi nie odpowiada. Chce miec te, wiec prosze dokonac zmiany w papierach, a ja zabiore ja do domu. URZEDNIK : Nie moge! FACET : Ulatwie to panu. Zaplace raz jeszcze. URZEDNIK : Tak nie wolno!!!! FACET : Chce tylko, zeby wymienil mi pan zone. Pan powie swoje, ja wroce do domu i po krzyku. URZEDNIK : Przykro mi, ale nie dokonujemy wymian! FACET : U Haroldsa wszystko wymieniaja! URZEDNIK : To nie mozliwe! FACET : Mozliwe, bezproblemowo wymienilem u nich gramofon. URZEDNIK : To co innego! FACET : Wymienilem takze tresowanego weza i krawat! URZEDNIK : Ale zon sie nie wymienia do cholery!!!! FACET : Dobra, wypozycze ja sobie na weekend! URZEDNIK : Nie wolno!!!! FACET : To nie... Chcialem sobie tylko... SEDZIA PILKARSKI : Przerwac to!!!! Jaki masz numer? (przekreca faceta, okazalo sie, ze z tylu marynarki ma numer 8) Dobra! Nazwisko? KONIEC Odpowiedz Link
aard A propos wczoraj 16.02.04, 14:38 Wiem, że to już (kiedyś) tutaj było, ale ten fragment "Dezorientacji kota" jest szczególnie smakowity. Przedstawiono to w formie napisów końcowych. Firma oferuje rowniez inne specjalnosci: - "Zadziwianie Norek" - "Otumanianie Gronostajow" - "Zabijanie Klina Pumom" - "Straszenie Gazeli" - "Oszalamianie Bestii" - "Rozpraszanie Pszczol" Odpowiedz Link
Gość: Jestem tu sam. ŁUBIN IP: *.pai.net.pl / *.pai.net.pl 16.02.04, 15:05 Dennis Moore, Dennis Moore, przed siebie wyrywa. Dennis Moore, Dennis Moore, nikt mu nie przygrywa. By bogatych wspierac - biednych ludzi lupi. Palant glupi. -- Jestem tu sam. W takim razie jego podanie trafi do kosza. Odpowiedz Link
aard Chrupiąca żabka 17.02.04, 11:57 Gabinet. Za stolem siedzi Pan Hilton. Otwieraja sie drzwi. Wkraczaja Inspektor i Konstabl. INSPEKTOR : Pan Hilton? Czy pan jest dyrektorem i wlascicielem wytworni czekolady Whizzo? HILTON : Tak jest. INSPEKTOR : Konstabl i ja jestesmy z Wydzialu Higienicznego i chcemy porozmawiac z panem na temat bombonierki "Wyrob ze znakiem jakosci Whizzo". HILTON : Slucham . INSPEKTOR : Pozwoli pan, ze zaczniemy od poczatku. Najpierw mamy Wisniowy Przysmak. Jest wyjatkowo paskudny, ale za to nie mozemy pana skazac. HILTON : Zgoda. INSPEKTOR : Potem mamy numer czwarty, Chrupiaca Zabka. HILTON : Tak. INSPEKTOR : Czy mam racje uwazajac, ze jest tam prawdziwa zaba? HILTON : Owszem, taka malutka. INSPEKTOR : Jaka to zaba? HILTON : Martwa. INSPEKTOR : Ugotowana? HILTON : Nie. INSPEKTOR : Co? Surowa zaba? HILTON : Stosujemy tylko najlepsze male zabiatka, schwytane o swicie i dostarczone samolotem z Iraku, przemyte w najczystszej wodzie zrodlanej, bezkonfliktowo zabite, polane wspaniala szwedzka mleczna czekolada i zamrozone w glukozie. INSPEKTOR : Pieknie, ale mimo wszystko to zaba! HILTON : A cozby innego? INSPEKTOR : Nie wyjmujecie nawet kosci? HILTON : Gdybysmy wyjeli kosci, nie bylaby chrupiaca, prawda? INSPEKTOR : Konstabl Papuga zjadl taka jedna. PAPUGA : Przepraszam na chwile. Wychodzi z reka na ustach. HILTON : Przeciez tam jest wyraznie napisane: Chrupiaca Zabka. INSPEKTOR : Nadinspektor sadzil, ze to migdal. Ludzie nie spodziewaja sie zastac zaby w czekoladce! Pomysla, ze to atrapa zaby. HILTON : Atrapa?! Nie stosujemy zadnych sztucznych skladnikow!! INSPEKTOR : Mimo to ostrzegam pana, ze napis "Chrupiaca Zabka" bedzie pan musial zastapic innym, brzmiacym "Chrupiaca, surowa, nie obrana z kosci, prawdziwa martwa zaba", jesli chce pan uniknac oskarzenia. HILTON : A co z naszymi obrotami? INSPEKTOR : Mam to w nosie, musze chronic konsumenta. Zobaczmy, co jeszcze tu mamy. (Powraca konstabl, wyraznie blady) To byl numer piaty, prawda? (konstabl przytakuje) Numer piaty, bombka Barani Pecherz. (konstabl ponownie wybiega) Co to ma byc za smakolyk? HILTON : Bierzemy najsoczystsze plasterki swiezego baraniego pecherza, wyprozniamy go, dusimy nad para, posypujemy sezamkami i przybieramy wymiotami skowronka. INSPEKTOR : Wymiotami skowronka?! HILTON : Tak jest. INSPEKTOR : Tam nie ma ani slowa o wymiotach skowronka! HILTON : Owszem, wsrod skladnikow wymienione jest ptasie mleczko. INSPEKTOR : To za malo! Na bombonierce powinien znajdowac sie wielki, czerwony napis: Uwaga, wymioty skowronka! HILTON : Nasze obroty spadlyby na leb na szyje. INSPEKTOR : Dlaczego wiec nie zajmie sie pan wyrobem bardziej tradycyjnych konfekcji, jak pralinki czy kremowki, o ile wiem, sa bardzo popularne. A coz to ma byc? Masa karalusza? (wraca konstabl) Wrzodowa galaretka? (konstabl zdejmuje z glowy policyjny helm i wymiotuje do niego) Albo to - Sprezysta Niespodzianka? HILTON : To nasza specjalnosc powleczona ciemna mleczna czekolada. Gdy ja wlozyc do ust, wyskakuja sprezynujace bolce i przekluwaja policzki na wylot. INSPEKTOR : I to ma byc smakolyk? Wkladajac czekoladke do ust nikt nie oczekuje przeklucia policzkow! Opis bombonierki jest niewlasciwy, a wiec musze zabrac pana z soba na posterunek. (Inspektor spoglada piorunujacym wzrokiem na konstabla, ktory z rozpacza w oczach wklada helm ponownie na glowe) HILTON : (zwraca sie do kamery ) Calkiem slusznie. INSPEKTOR : I prosze nie gadac do publicznosci! PAPUGA : Gdyby ludzie patrzyli, co kupuja w cukierni, czlowiek nie tracilby tyle czasu w sluzbie narodu, a klienci nie musieliby poddawac sie plukaniu zolsdkow, ani nie przesiadywaliby tyle w publicznych toaletach. KONIEC Odpowiedz Link
aard Zakład pogrzebowy - to jest jednak masakra :-) 18.02.04, 12:58 Mam wrażenie, ze to gdzieś już było. Wybaczcie, jeśli powtórzyłem. Smacznego. aa Rd Facet wchodzi do zakladu pogrzebowego. FACET : Dzien dobry. TRUMNIARZ : Czym moge sluzyc? FACET : Moglby mi pan pomoc? Moja matka wlasnie umarla. TRUMNIARZ : Oczywiscie, przeciez zajmujemy sie sztywniakami. FACET : Co? TRUMNIARZ : Mozemy zrobic trzy rzeczy: spalic ja, pogrzebac albo wyrzucic. FACET : Wyrzucic? TRUMNIARZ : Do Tamizy. FACET : Co? TRUMNIARZ : Lubil ja pan? FACET : Tak. TRUMNIARZ : W takim razie jej nie wyrzucimy. Co pan woli - pogrzebac ja czy spalic? FACET : A co pan poleca? TRUMNIARZ : Oba sposoby sa paskudne. Jesli ja spalimy, ogarna ja plomienie i zacznie skwierczec, co moze ja troche przerazic, jesli nie jest calkiem martwa. Ale to szybki sposob. Dostanie pan garsc popiolu i bedzie udawal, ze to jej prochy. A jesli ja pogrzebiemy, zaczna ja zjadac paskudne robaki. I jak powiedzialem, moze ja to przerazic, jesli nie jest calkiem martwa. FACET : Rozumiem. Ale ona ma pewno nie zyje. TRUMNIARZ : Gdzie ja pan ma? FACET : W worku. TRUMNIARZ : Moge zerknac? (zaglada) Mlodo wyglada. FACET : Tak, umarla mlodo. TRUMNIARZ : (do pomocnika) Fred! FRED : Tak? TRUMNIARZ : Chyba mamy cos do zarcia! FACET : Co takiego? Proponuje pan zjesc moja matke? TRUMNIARZ : Tak. Ale nie na surowo. FACET : Co? TRUMNIARZ : Zrobimy z niej pieczen z frytkami, brokulami i sosem chrzanowym. FACET : Wlasciwie to jestem troche glodny. TRUMNIARZ : Swietnie! FACET : Z pasternakiem? TRUMNIARZ : Fred, skocz po pasternak! FACET : Wie pan, mam jednak opory. TRUMNIARZ : Cos panu powiem. Zjemy ja, a jesli pan potem bedzie mial poczucie winy, wykopiemy grob, a pan do niego zwymiotuje. KONIEC Odpowiedz Link
aard Last but not least: Zebranie rządu 19.02.04, 10:33 No właśnie, bardzo dobry skecz, jeden z moich ulubionych, ale niestety... ostatni w mojej kolekcji. Jesli nie pojawi się jakiś innych Święty Mikołąj z workiem nowych skeczy, to niniejszy wątek zacznę uważać za przebrzmiały. Ale może się pojawi? A póki co, Zebranie rządu. -- JOHN CLEESE : Panowie, po poludniu dowiedzialem sie, ze przed poludniem nasz premier zalatwil transport LSD z poludnia, o czym powiadomi nas jutro przed poludniem lub po poludniu, choc w poludnie wyjezdza do Afryki Poludniowej, wiec popoludnie mamy z glowy. Kopsnij szluga. Dalej. Deficyt fiskalny w odniesieniu do rownowagi walutowej (w tym roku nie wliczamy w to eksportu niewidzialnego), ale sprzezony, rzecz jasna, z okresowymi wahaniami i wzrastajacymi danymi statystycznymi z urzedow skarbowych. Planowanie budzetu na rok biezacy konczy sie w kwietniu. GRAHAM CHAPMAN : (Szeptem do kolegow.) Chyba mowi o podatkach? JOHN CLEESE : Brawo Hatch! Jestes genialny! Rzeczywiscie, podatki, to sedno calej sprawy. Panowie, musimy cos nowego opodatkowac! ERIC IDLE : Zrozumialem to! TERRY JONES : Jesli moge wsadzic leb pod topor dla panskiej uciechy... Prawie wszystkie przyjemnosci zostaly juz opodatkowane... poza jedna. JOHN CLEESE : To znaczy? TERRY JONES : Palenie opodatkowalismy. Picie takze. Ale nie... walenie. JOHN CLEESE : (Siada z wrazenia.) Wielki Boze! Sugeruje pan, zebysmy opodatkowali... walenie? GRAHAM CHAPMAN : Kupki? TERRY JONES : Nie! GRAHAM CHAPMAN : Bogu dzieki! Przepraszam na chwile. TERRY JONES : Chodzi mi o... walenie. ERIC IDLE : Konia? TERRY JONES : Nie! Walenie! JOHN CLEESE : Walenie? ERIC IDLE : Ach TO walenie! No coz, praca w ksiegowosci nabierze kolorow! Pan Patafian stojacy w wodzie : Obciazylbym podatkiem wszystkich ludzi, ktorzy stoja w wodzie. (Po dlugiej chwili orientuje sie w swoim polozeniu.) TERRY JONES : Dla rozwoju brytyjskiej ekonomii obciazylbym podatkiem wszystkich cudzoziemcow zyjacych za granica. KONIEC Odpowiedz Link
aard A teraz coś z zupełnie innej beczki 23.09.14, 11:22 kobieta (też człowiek) o trzech piersiach deser.pl/deser/1,111858,16689415,Jasmine_kazala_zrobic_sobie_trzecia_piers___Chce_byc.html#BoxSlotIMT pbs.twimg.com/media/BxmaT8vIcAA1-oQ.jpg Odpowiedz Link