oblomoff
14.05.09, 00:50
Panna Wozniacki, faworytka dziadzia-awanturnika Arthura, robi szczegolna kariere w Madrycie. W pierwszej rundzie zmierzyła sie z Shahar Peer z Israela, swiatowa rakieta nr 54. Peer skreczowala, Caroline przeszla dalej. W 2 rundzie dostala jakas Varvare z drugiej setki WTA, wiec jest już w rundzie 3. Tu zmierzy sie z Alissa Kleybanova. Kleybanova to jest, uzywajac logiki Arthura, mniej niz zero, bo przegrala niedawno z Aravane Rezai, z ktora tylko zero nie wygrywa do zera. Sprawia czasem niespodzianki w pojedynczych meczach, ale tak raz na kwartal, a w tym kwartale swoja porcje niespodzianek dostarczyla juz wczoraj, bijac Venus i tym samym usuwajac czarna mistrzynie z drogi Caroline. Miss Wozniacki powinna wiec wejsc do cwiercfinalu, gdzie juz czeka Vera Dushevina z siodmej dziesiatki. I tak oto Caroline dotrze do polfinalu Mandatory Tournament, majac po drodze wylacznie przeciwniczki spoza Top 50, procz Kleybanovej, ktora jest numerem 26.
Ilez szyderstw i uragan uslyszalaby z tego forum Radwanska, gdyby jej tak się poszczescilo! Tenisista uniewaznilby caly turniej, Maciej lamentowalby, ze tej to zawsze los sprzyja, Arthur pewnie by znow zerem nazwal. Ciekawe swoja droga czy Caroline ma u siebie w Danii do czynienia z podobna koalicja baranow, ktora ja rogami zabodzie pod byle pretekstem?