Dodaj do ulubionych

Omar Sharif otrzymał Cezara

22.02.04, 22:22
Podczas odbywającej się w teatrze Chatelet w Paryżu 29. dorocznej ceremonii
wręczania francuskich nagród filmowych, Cezara za osiągnięcia aktorskie
otrzymał Omar Sharif za pierwszoplanową rolę w "Monsieur Ibrahim"
Obserwuj wątek
    • beduinka Wybrana filmografia 22.02.04, 22:25
      Wybrana filmografia

      • Hidalgo - Ocean ognia (Hidalgo) - 2003
      • Parole Officer, The - 2001 ..... Victor,
      • 13 Wojownik (13th Warrior, The) - 1999 ..... Melchisidek,
      • Tajemnice Egiptu (Mysteries of Egypt) - 1998 ..... Dziadek
      • Biesy (Possedes, Les) - 1988 ..... Stiepan Wierchowienski,
      • Ściśle tajne (Top Secret!) - 1984 ..... Cedric,
      • Zabawna dama (Funny Lady) - 1975 ..... Nicky Arnstein
      • Złoto MacKenny (MacKenna's Gold) - 1969 ..... Colorado
      • Zabawna dziewczyna (Funny Girl) - 1968 ..... Nick Arnstein
      • Doktor Żywago (Doctor Zhivago) - 1965 ..... Jurij Żywago
      • Lawrence z Arabii (Lawrence of Arabia) - 1962 ..... Ali,
    • beduinka Gwiazda pobiła policjanta 22.02.04, 22:27
      Gwiazda pobiła policjanta

      Egipski aktor Omar Sharif został skazany przez francuski wymiar sprawiedliwości
      na miesiąc więzienia w zawieszeniu i 1500 euro grzywny za "strzelenie z byka"
      policjanta pracującego we francuskim kasynie.

      Trybunał z Pontoise skazał również 70-letniego gwiazdora na zapłatę 300 euro
      odszkodowania swej ofierze, oficerowi policji pilnującego porządku w lokalu w
      miasteczku Enghien w regionie paryskim.

      W nocy z 5 na 6 lipca, Sharif, stały bywalec podparyskiego kasyna, który już
      wcześniej dał się tu poznać z napadów wściekłości, przegrywał właśnie sumę
      około 30 tys. euro i swą narastającą złość począł wyładowywać na krupierze.

      Gdy w obronie pracownika interweniował policjant, Sharif obrzucił
      funkcjonariusza wyzwiskami, a potem wymierzył mu potężny cios głową, w wyniku
      którego stróż prawa dostał dwudniowe zwolnienie z pracy.

      Podczas rozprawy, aktor oświadczył, że niczego sobie nie przypomina. Niewiele
      mu to jednak pomogło, bo umieszczone w lokalu kamery sfilmowały całe zajście.

      źródło (onet, AFP, Gal/8 sierpnia 2003 06:53)
    • beduinka Omar Sharif samotny z wyboru 22.02.04, 22:29
      Omar Sharif samotny z wyboru

      Znany z filmu "Doktor Żywago" aktor, Omar Sharif zrezygnował z kobiet i żyje
      samotnie w jednym z paryskich hoteli.

      69-letni Sharif rozstał się ze swoją żoną Faten Hanama ponad 30 lat temu i
      twierdzi, że jego reputacja kobieciarza jest mocno przesadzona, ponieważ od
      dziesięcioleci nie miał kochanki.

      Omar wyjaśnia: "Oczywiście, że wychodziłam na kolacje z wieloma kobietami i
      ludzie od razu myśleli, że mamy romans. Tymczasem byłem aktorem i nie miałem
      korzeni. Byłem sam, często zatrzymywałem się w hotelach, gdzie nikogo nie
      znałem. Musiałem jeść, więc dlaczego nie zasiąść do stołu z atrakcyjną
      kobietą?".

      Aktor zrezygnował także ze swojej ulubionej gry - brydża, w której był kiedyś
      światowej sławy graczem, przestał uprawiać hazard oraz rzucił palenie
      (wcześniej palił ponad 100 papierosów dziennie).

      źródło: onet.pl, wenn, NN/20 grudnia 2001 13:38
    • beduinka Romantyczny cudzoziemiec 22.02.04, 22:31
      Romantyczny cudzoziemiec

      Z Omarem Sharifem
      rozmawiała Małgorzata Brączyk

      W każdym języku mówię z akcentem. Jestem obcy w każdym filmie

      Omar Sharif, prawdziwe nazwisko Michael Shalhoub, urodził się 10 kwietnia 1932
      r. w Aleksandrii. Ojciec, zamożny Egipcjanin, właściciel dobrze prosperującego
      przedsiębiorstwa drzewnego, był muzułmaninem, zaś pochodząca z Libanu matka
      była chrześcijanką. Omar studiował matematykę i fizykę w Victory College w
      Kairze. Jako aktor zadebiutował w 1953 r. w filmie francusko-tunezyjskim. Po
      tym filmie z dnia na dzień stał się najpopularniejszym aktorem w Egipcie. Na
      planie poznał również swoją przyszłą żonę, Faten Hamamę, która już wówczas była
      gwiazdą egipskiego kina. Razem w latach 1954-1961 nakręcili 22 filmy. Światową
      karierę Sharif rozpoczął w 1962 r. rolą bogatego szejka w filmie Davida
      Leana "Lawrence z Arabii", za którą otrzymał Oscara. Trzy lata później zagrał
      tytułową rolę w filmie "Doktor Żywago" Davida Leana. Inne znane filmy
      to: "Funny girl" (1968) i "Złoto McKenny" (1969). Omar Sharif zagrał łącznie w
      ponad 80 filmach. Jako wytrawny gracz reprezentował również Egipt w
      międzynarodowych zawodach brydżowych.

      - Zagrał pan w ponad 80 filmach, ale dla wielu Omar Sharif to przede wszystkim
      doktor Żywago - niezapomniana rola w filmie Davida Leana. Jak pan wspomina ten
      film?
      - Problemem w tym filmie było to, w jaki sposób pokazać, że człowiek jest
      poetą. Pianista, wiadomo, gra na pianinie, ale przecież poeta nie musi
      recytować wierszy. Reżyser powiedział mi: "Muszę cię poprosić o rzecz trudną,
      masz nic nie robić, ja kręcę film z twojego punktu widzenia, będziesz w każdej
      scenie, ale będzie to zawsze scena innego aktora, nigdy twoja". Dla mnie była
      to trudna rola, uważam, że nie zagrałem jej dobrze.

      - Chyba jest pan za surowy. To był bardzo piękny film. Aż nie chce się wierzyć,
      że pierwsza wersja właściwie przeszła bez echa. Czy to prawda, że reżyser
      zdecydował się na powtórny montaż?
      - Lean zmontował ten film w wielkim pośpiechu, żeby zdążyć przed Oscarami, bo
      tak chciał producent. Niestety, to był błąd. Recenzje były bardzo marne.
      Dobrze, że zdecydował się na przemontowanie i powtórnie rozesłał kopie do kin,
      dopiero wtedy film zaczął przyciągać tłumy widzów, stał się prawdziwym hitem.

      Z college'u do filmu

      -"Doktor Żywago" został nakręcony w 1965 r., a sławę zdobył pan trzy lata
      wcześniej w filmie "Lawrence z Arabii". Zagrał pan bogatego szejka. Skromna
      rola - mogła przejść bez echa - a jednak to pan w tym filmie hipnotyzuje
      widownię. I nie tylko, bo przecież to właśnie za tę rolę dostał pan Oscara.
      - Byli w tym filmie wielcy aktorzy: Anthony Quinn, Alec Guinness, którzy
      wystąpili w drugoplanowych rolach. Ja skupiałem uwagę może dlatego, że reżyser
      zaproponował moją postać w sposób wyjątkowy, niezapomniana scena wejścia...
      Poza tym jestem Arabem i zagrałem Araba, byłem prawdziwy. Pamiętam film, w
      którym Marlon Brando zagrał Japończyka, był naprawdę świetny, ale kiedy w
      pobliżu zjawiał się prawdziwy Japończyk, Brando stawał się śmieszny.

      - Zostańmy jeszcze przy "Lawrensie z Arabii". To rzeczywiście niezwykły film,
      mógł go zrobić jedynie Lean.
      - Żaden inny reżyser nie znalazłby producenta gotowego wydać kolosalną sumę - a
      to był bardzo drogi film, kosztował wtedy 14 mln dol., czyli jakieś 200 mln
      dzisiaj - na film w gruncie rzeczy o Arabach przemierzających na wielbłądach
      pustynię tam i z powrotem. W filmie właściwie nie ma akcji, brakuje wątku
      miłosnego, żadnych kobiet. Davidowi Leanowi udało się przekonać producenta,
      ponieważ miał za sobą ogromny sukces "Mostu na rzece Kwai". Inna sprawa, że
      Lean był genialnym reżyserem. Moim zdaniem, "Lawrence z Arabii" to jeden z jego
      najlepszych filmów.

      - Nie było chyba łatwo początkującemu aktorowi bez nazwiska dostać rolę w
      superdrogim filmie. A przy okazji - jak to się stało, że został pan aktorem?
      Jako kierunek studiów wybrał pan matematykę, a nawet zaczął pracować w dobrze
      prosperującej firmie drzewnej ojca.
      - Właściwie zostałem aktorem dzięki mojej mamie. Należała do tych okropnych
      matek, które chcą, żeby ich syn był najpiękniejszy, najmądrzejszy, sławny na
      cały świat itp. A ponieważ ja mając 10 lat, zacząłem trochę tyć, wysłała mnie
      do angielskiego college'u, bo myślała, że tam jest bardzo niedobre jedzenie.
      Tym sposobem nauczyłem się angielskiego, co umożliwiło mi późniejszą karierę.
      Poza tym był tam teatr, w którym zacząłem występować, stamtąd trafiłem do
      egipskiego kina, tam też poznałem swoją żonę, tym sposobem mam teraz dwóch
      wnuków. I pomyśleć, co by było, gdybym jako dziesięciolatek nie utył.

      - Dla starych aktorów nie ma dobrych róln Pański ostatni film, "Monsieur
      Ibrahim", opowiada o przyjaźni arabskiego kupca z żydowskim chłopcem. Wcielił
      się pan w główną postać tak doskonale, że właściwie trudno byłoby wyobrazić
      sobie kogoś innego w tej roli.
      - Po prostu zagrałem starego Araba, czyli kogoś, kim jestem naprawdę.

      - Zagrał pan w tym filmie po kilkunastu latach przerwy. Dlaczego zdecydował się
      pan na tak długi "odpoczynek"?
      - Zdecydowałem, że mam dosyć beznadziejnych ról. Przez ileś lat nie zagrałem w
      porządnym filmie, mało tego, nie zagrałem nawet w średnim, przeciętnym filmie.
      Występowałem w głupawych, idiotycznych rolach, z których wyśmiewali się moi
      wnukowie. Pewnego dnia powiedziałem sobie: mam tego dość. Problem polega na
      tym, że dla starych aktorów nie ma dobrych ról. W moim przypadku dochodzi
      kwestia akcentu, w każdym języku mówię z akcentem. Nie mogę zagrać Włocha we
      włoskim filmie, Francuza we francuskim itp. Jestem cudzoziemcem w każdym kinie,
      dlatego pozostają mi role cudzoziemców. Oczywiście, jeśli jest się młodym,
      wziętym aktorem, takim, na którego ludzie chodzą do kina, który robi kasę,
      reżyser, producent przystosuje mu każdą rolę, praktycznie skroi ją na miarę. W
      czasach kiedy moje nazwisko przyciągało ludzi, zagrałem postacie zupełnie do
      mnie nieprzystające, na przykład niemieckiego pułkownika czy rosyjskiego poetę.
      W pozostałych przypadkach jest odwrotnie, szuka się aktora, który dokładnie
      pasuje do roli. Trudno, żebym dostał rolę starego Włocha, skoro jest pod
      dostatkiem doskonałych, starych włoskich aktorów. To samo dotyczy starych
      Francuzów czy Amerykanów. Mnie pozostają role starych Arabów. A ponieważ często
      te właśnie role są karykaturalne - Ali Baba czy coś w tym rodzaju -
      postanowiłem się wycofać, chyba że trafi mi się coś naprawdę godnego.

      - Dlaczego akceptował pan te głupawe role?
      - Dla zarobku. Niestety, mam dość szczególny stosunek do pieniędzy - w momencie
      kiedy je mam, muszę je wydać. Bez względu na sumę. Jestem w stanie wydać
      miliardy, ale kiedy nie mam pieniędzy, wystarczą mi bułka, piwo. Nie potrafię
      mieć pieniędzy na kupce. Teraz na przykład mam 18 koni arabskich, które jedzą
      jak czempiony, ale nie wygrywają, dlatego nie jestem w stanie ich sprzedać i
      tak co miesiąc wydaję bajońskie sumy.

      - Przejdźmy do roli Monsieur Ibrahima. Film porusza niezwykle ważną
      problematykę - pokazuje, że ludzie wyznający różne religie, wywodzący się z
      różnych kultur mogą się zrozumieć, zaprzyjaźnić. To bardzo piękne przesłanie.
      Niestety, dzisiejsza rzeczywistość jest dużo mniej optymistyczna. Wystarczy
      obejrzeć czy przeczytać wiadomości.
      - Pewnie, że mogą się zrozumieć, mogą tworzyć rodzinę, mogą być ojcem i synem.
      Arabowie, Żydzi - jesteśmy wszyscy dziećmi Abrahama. Niestety, w przypadku
      Izraela i Palestyny nie jestem specjalnym optymistą. Sharon i Arafat nie
      doprowadzą do pokoju. Oni za długo i za bardzo się nienawidzą. Nadzieje można
      wiązać dopiero z następną generacją polityków.

      - A co pan jako Arab myśli o sytuacji w Iraku?
      - Nie jestem politykiem, ale znam dobrze Arabów. Arabowie to kultura plemienna.
      Gdy mają problem, idą do przywódcy plemiennego, który decyduje, kto ma rację i
      jak należy rozwiązać problem, nie istnieje sys
      • beduinka Re: Romantyczny cudzoziemiec 22.02.04, 22:39
        - A co pan jako Arab myśli o sytuacji w Iraku?
        - Nie jestem politykiem, ale znam dobrze Arabów. Arabowie to kultura plemienna.
        Gdy mają problem, idą do przywódcy plemiennego, który decyduje, kto ma rację i
        jak należy rozwiązać problem, nie istnieje system sądowniczy z procesami,
        apelacjami itp. Według mnie, wprowadzenie demokracji, o ile w ogóle jest
        możliwe, to nie wcześniej niż za 100-200 lat. Kiedy Amerykanie i siły
        utrzymujące pokój odejdą, wrócą wojny plemienne. Arabowie zawsze prowadzili
        walki pomiędzy sobą. Myślę, że bardziej prawdopodobny jest pokój pomiędzy
        Arabami a Żydami aniżeli między Arabami.

        - Słyszałam, że ma pan dwóch wnuków, jeden jest muzułmaninem, a drugi żydem. W
        pewien sposób przybliżyło to panu postać Monsieur Ibrahima?
        - Rzeczywiście, tak się złożyło, że pierwsza żona mojego syna była polską
        Żydówką z Izraela i mój starszy wnuk jest wyznania żydowskiego, zaś młodszy tak
        jak jego matka, moja obecna synowa, jest muzułmaninem. Mój syn żenił się trzy
        razy, z drugą żoną, nawiasem mówiąc katoliczką, nie miał dzieci, czego
        najbardziej żałowała moja mama, bo jako chrześcijanka nie mogła się doczekać
        prawnuka, którego mogłaby ochrzcić, tak jak kiedyś ochrzciła mnie. Dopiero
        później przeszedłem na islam, bo moja żona była muzułmanką. Wróćmy do pytania -
        czytając scenariusz, w żaden sposób nie identyfikowałem się z postacią, którą
        miałem zagrać. Dopiero oglądając film, zdałem sobie sprawę, że w gruncie rzeczy
        główny bohater jest do mnie podobny. Nie jestem jednak pewien, czy to ja
        wpłynąłem na mojego filmowego bohatera, czy on wywarł wpływ na mnie. Czy ja
        stałem się Ibrahimem, czy Ibrahim stał się Omarem.

        - Zdarzało się już wcześniej, że utożsamiano pana z rolą. Na przykład po
        filmie "Funny girl" prasa arabska potępiła pana za całowanie się na planie (i
        poza) z Barbrą Streisand, Amerykanką wspomagającą finansowo Izrael.
        - Odpowiedziałem wtedy, że jeszcze tego brakowało, żebym miał pytać dziewczynę,
        zanim ją pocałuję: "Przepraszam, jaką religię wyznajesz?". Nigdy ani religia,
        ani narodowość nie miały dla mnie żadnego znaczenia.

        - Niebawem wejdzie na ekrany pana nowy film "Hidalgo". O czym będzie?
        - Jest to film amerykański, z gatunku tych, które nazywam wielkimi, bo ich
        nakręcenie kosztowało ogromne pieniądze. Mówiąc poważnie, to opowieść o słynnym
        wyścigu konnym trwającym cztery miesiące. Na starcie stawało 200-
        -300 jeźdźców, a kończyło dwóch. Rzecz dzieje się w XIX w. i oparta jest na
        autentycznych wydarzeniach. Hidalgo to imię konia. Jednym słowem, jest to film
        przygodowy, gram w nim arabskiego księcia. To rola drugoplanowa - główni
        bohaterowie filmu muszą być młodzi, a ja w kwietniu skończę 72 lata - ale
        bardzo mi się spodobała. Mam nawet dłuższy monolog.

        Nie wiem, co to seksapil

        - Jest pan znany z wielu pasji, jedną z nich jest brydż. Brał pan nawet udział
        w zawodach międzynarodowych.
        - To prawda. Brydż to bardzo fascynująca gra. W tej chwili nie gram, oduczenie
        się zajęło mi kilka lat. Każda pasja zniewala, a ja nie miałem ochoty być
        dłużej niewolnikiem.

        - Mówiąc o namiętnościach, trudno nie zapytać o kobiety. Miał pan zawsze
        ogromne powodzenie.
        - Wcale nie miałem tylu kobiet, ile mi się przypisuje. Właściwie wszyscy moi
        przyjaciele mieli większe powodzenie. To ja miałem najmniej kobiet. Ożeniłem
        się raz i na tym koniec, nigdy nie kochałem innej kobiety. Rozwiodłem się w
        1967 r. i od tego czasu zawsze mieszkałem sam z moim synem. Ponieważ
        rozwiedliśmy się w epoce Nasera, moja żona powierzyła mi naszego ośmioletniego
        syna, aby zapewnić mu lepsze warunki, europejskie wykształcenie. Nie chciałem,
        żeby ktoś obcy kręcił się po domu. Zawsze przerażała mnie bajka o Kopciuszku i
        złej macosze.

        - Czego starał się pan nauczyć syna, co chciał mu pan przekazać?
        - Przede wszystkim uczyłem go tolerancji.

        - Od lat mieszka pan w Paryżu. Dlaczego woli pan Europę niż np. Hollywood?
        - Mieszkałem dwa lata w Hollywood, ale po pierwsze, to jest bardzo daleko, a po
        drugie - nudziłem się, wszyscy rozmawiają wyłącznie o filmach. Wolę normalnych
        ludzi.

        - Omar Sharif - uosobienie męskiego seksapilu - boi się upływającego czasu,
        starości?
        - Wszyscy mówią mi o seksapilu, a ja przysięgam: nie mam pojęcia, co to jest.
        Słyszałem też, że mam jakieś niezwykłe spojrzenie. Według mnie, za bardzo
        sentymentalne. W niektórych filmach w połączeniu z sentymentalną muzyką całość
        jest nie do zniesienia. Osobiście nie lubię sentymentalizmu. Natomiast jestem
        romantyczny. Jeśli chodzi o starość, nie można jej się bać, bo nie przychodzi z
        dnia na dzień. Może w przypadku kobiet istnieje pewna granica w postaci
        menopauzy, mężczyźnie trudniej zdać sobie sprawę, że się starzeje. W tym roku
        nie robię rzeczy, które robiłem w tamtym roku. I to jest zupełnie normalne,
        naturalne. Mając 70 lat, nie można w żaden sposób żałować, że coś się robiło,
        mając 30, 40 lat - wtedy było się kimś zupełnie innym. Teraz większość rzeczy,
        którymi zaprzątywałem sobie głowę jako 30-latek, nie ma dla mnie żadnego
        znaczenia.

        - Ma pan ciągle jakieś marzenia do spełnienia, jakieś plany?
        - Właściwie nie. Jestem bardzo leniwy. Za leniwy, żeby myśleć, planować. Budzę
        się, przeciągam, gdzie mnie boli - aha, tu. Biorę, co przynosi dzień. Piękna
        rola - bardzo dobrze. Nie ma pięknej, w porządku, wezmę i tę brzydką. No może
        nie do tego stopnia. Mam nadzieję. (Cha, cha!) W końcu udało mi się trochę
        oszczędzić. Mam dość pieniędzy, żeby żyć, jak żyję, nic nie robiąc przez trzy
        lata.

        - Jako aktor odniósł pan ogromny sukces, ale rozmawiając z panem, ma się
        wrażenie, że kariera nie była dla pana najważniejsza. Bardziej liczyła się
        rodzina: pański syn, matka, która miała chyba duży wpływ na pana.
        - Aktorstwo to praca, dzięki której zarabia się pieniądze. Miałem szczęście, bo
        zagrałem w trzech wielkich filmach, dzięki którym stałem się sławny.
        Oczywiście, że sprawiło mi to satysfakcję, ale prawdziwą radość dawało mi
        wychowywanie syna, przebywanie z moimi wnukami, z moją mamą. Umarła kilka lat
        temu. Biedna, bardzo cierpiała, ponieważ byłem zawsze przy niej, zauważyłem, że
        ulgę przynosi jej modlitwa. Modliła się do swojego patrona, św. Antoniego z
        Padwy, i do Najświętszej Panienki, którą prosiła, żeby przyszła i ją zabrała.
        Modlitwa przynosiła mojej mamie wielką ulgę. Dało mi to do myślenia. Kiedy
        nadejdzie moja chwila, kogo poproszę, żeby po mnie przyszedł? I wtedy
        pomyślałem, że wezwę moją mamę. Ja nie wierzę i myślę, że nie ma nic poza
        życiem na ziemi, ale gdybym się mylił, mama na pewno wstawi się za mną. Jako
        wzorowa katoliczka ma z pewnością tam, na górze, dobre układy.

        źródło: www.przeglad-tygodnik.pl/htemy/media/media.htm
    • beduinka Biografia 22.02.04, 22:46
      prawdziwe nazwisko: Michael Shalhoub
      zawód: aktor
      data urodzenia: 10 kwietnia 1932
      wiek: 72 lat
      miejsce urodzenia: Aleksandria, Egipt
      znak zodiaku: Baran


      Omar Sharif jest jednym z najpopularniejszych aktorów światowego kina. Sławę i
      uznanie przyniosły mu role w epickich filmach Davida Leana. Za rolę wiernego
      towarzysza Petera O'Toole'a, Ali Ibn Kharisha, w filmie "Lawrence z Arabii"
      otrzymał Złoty Glob i nominację do Oscara. Drugi Złoty Glob przyniosła mu
      tytułowa rola w ekranizacji "Doktora Żywago".
      Inne jego filmy to m.in.: "Zabawna dziewczyna" i "Zabawna pani" z Barbrą
      Streisand, "Upadek cesarstwa rzymskiego", "Marco Polo", "Żółty Rolls-
      Royce", "Dżyngis Chan", kręcona częściowo w Polsce "Noc generałów", "Mayerling"
      z Catherine Deneuve, "Złoto McKenny", "The Appointment", "Che! - opowieść o
      Guevarze", "Jeźdźcy", "The Last Valley", "Britannic w
      niebezpieczeństwie", "Ziarno tamaryszku", "Porwanie", "Bloodline" z Audrey
      Hepburn, "Crime and Passion", "Kula z Baltimore", "Niebiański pies", "Pleasure
      Palace", "Green Ice", "Samotna Channel", "Inchon", "Top Secret!", "Złodziej
      tęczy", "Heaven Before I Die", "Biesy" Andrzeja Wajdy i "Podróże Guliwera" z
      Tedem Dansonem oraz seriale TV "Dalekie pawilony", "Anastazja", "Piotr Wielki"
      i "Katarzyna Wielka".

      Urodził się w Aleksandrii jako Michael Shalhoub, mówi biegle sześcioma
      językami, jest jedynym egipskim aktorem, któremu udało się zrobić
      międzynarodową karierę. Jest zapalonym brydżystą, hoduje także konie wyścigowe.

      źródło: stopklatka.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka