Dodaj do ulubionych

Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać

29.10.04, 19:26
Jennifer Loewenstein
Palestyna pod terrorem izraelskim (I)




W ostatnich latach amerykańska Żydówka Jennifer Loewenstein z Uniwersytetu
Wisconsin pracowała jako dziennikarka i współpracowała z organizacjami
obrońców praw człowieka w Palestynie i Libanie. Przebywała w Dżeninie, Ram
Allah i Wschodniej Jerozolimie, gdy armia izraelska przeprowadzała w kwietniu
ub.r. operację Tarcza Obronna, a 22 lipca ub.r. była świadkiem izraelskiego
bombardowania Gazy. Jest współautorką książki pt. „Nowa intifada”. O tym, co
widziała, a widziała rzeczy wstrząsające, opowiedziała Justinowi Podurowi na
łamach amerykańskiego „Z Magazine”.



- Czego byłaś świadkiem w Dżeninie?



- Dotarłam do obozu uchodźców w Dżeninie nazajutrz po wycofaniu się
Izraelczyków i spędziłam tam dwa dni i noc. To było tak, jak wizyta w jednym
z najniższych kręgów piekła Dantego i wiele z tego, co widziałam, nie daje
się opisać. Znikła cała dzielnica i nie można było odróżnić, gdzie
przebiegały ulice, a gdzie stały domy. Chodzi nie tylko o zniszczenie
wielkiej części obozu – gdy odwiedza się jakiekolwiek miasto czy osiedle
palestyńskie, człowiek staje oko w oko z wprost niewiarygodnymi
zniszczeniami. Rafah, Chan Junus, Ram Allah, Betlejem, Hebron, Nablus, miasto
Gaza... Ta lista nie ma końca, toteż gdy oglądam swoje zdjęcia stamtąd,
czasami trudno mi jest przypomnieć sobie, o jakie miejsce chodzi. Po pewnym
czasie rozwalone buldożerami, zbombardowane, pokryte kulami i wysadzone w
powietrze domy i budynki stają się do siebie podobne. Jednak w Dżeninie
zniszczenia osiągnęły poziom bez precedensu. Idziesz po z ziemi i okazuje
się, że ziemia to dach trzypiętrowego domu, którego resztę tak zrównano z
ziemią, że nic nie sugeruje, iż to kiedyś był budynek, dopóki nie zaczynają
się wykopki i w głębokich dziurach nie pokazują się przedmiot życia
codziennego – materace, odzież, rozbite meble, sprzęt kuchenny, książki i
niemożliwe do rozpoznania przedmioty, które stanowiły wyposażenie czyjegoś
salonu. Ilekroć wspominam ten potworny okres, raz po raz wstrząsa mną ogrom
zbrodni, a wtedy bardziej niż kiedykolwiek uświadamiam sobie jeszcze większą
zbrodnię – zbrodnię popełnioną przez Izraelczyków razem z USA i ONZ, która
polega na wykreśleniu z historii tego, co się stało w Dżeninie.

W czerwcu miałam odczyt o Dżeninie w Madison, w stanie Wisconsin. Pokazałam
zdjęcia publiczności, około stu osobom, z których wiele było rozdrażnionych
tym, że moja relacja była sprzeczna z oficjalną wersją. Krzyczeli, że Dżenin
to „gniazdo terrorystów”, że Izrael musiał się bronić. Gdy pokazałam zdjęcie
młodego Palestyńczyka klęczącego nad zwłokami dwóch osób za zrujnowanym
szpitalem obozu uchodźców, pewna kobieta w głębi sali głośno
skomentowała: „To się nie stało.” I kropka.

Właśnie, że się stało. Dżeninu nie obrócono w ruinę, lecz starto go na proch.
Zginęło tam 60 osób, z czego co najmniej 40 było cywilami. Zginęli w potworny
sposób – np. gdy wojska izraelskie wysadzały w powietrze domy wiedząc, że
wewnątrz są ludzie, lub gdy strzelały do tych, którzy wyglądali przez okna
czy z balkonów czy wtedy, gdy pociskami czołgowymi strzelały prosto do
sypialni czy kuchni. Niektórzy zginęli, gdy zawalały się zrujnowane domy. Na
niektórych dokonano egzekucji. Trzy osoby opowiedziały mi tę samą historię o
grupie mężczyzn, którym kazano położyć się na ulicy na brzuchu ze związanymi
z tyłu rękami i których rozjechał buldożer.

Tych ludzi zmasakrowano. Tak, zmasakrowano. W moim słowniku
czasownik „masakrować” znaczy „zabijać na oślep i okrutnie dużą liczbę osób”.
Mówimy o dużej liczbie osób, które zamordowano na oślep i w okrutny sposób. W
dniu, w którym wycofali się Izraelczycy, siedziałam z kamerą na kamiennej
ławce na tyłach szpitala i widziałam, jak grupa mężczyzn odkopuje zwłoki
tych, których Izraelczycy zabili lub zranili podczas oblężenia (wielu ciężko
rannych zmarło, bo armia izraelska uniemożliwiła dostęp ekip medycznych i
karetek pogotowia do obozu i poruszanie się po nim). Szybko ich pogrzebano w
prowizorycznych grobach, aby uniknąć epidemii, a teraz odkopywano, aby
należycie pochować.

Inna ekipa układała na ziemi zwłoki, które przynoszono z obozu uchodźców.
Zabici leżeli obok siebie w białych, poplamionych krwią prześcieradłach,
podczas gdy często histeryzujący z bólu przyjaciele i członkowie rodzin
podchodzili, aby ich zidentyfikować. Były tam także ciała kobiet i dzieci.
Jak już powiedziałam, 40 zabitych było cywilami, a nie bojownikami
uzbrojonymi w karabiny i stawiającymi czoło szóstej najpotężniejszej armii
świata. Niektórzy zabici ciągle leżeli tak głęboko pod ruinami swoich domów,
że jeszcze nie można było ich wydostać. Chodziłam po ponurych ruinach domu,
pod którymi – pod moimi stopami – spoczywały trzy ciała; widać było tylko
zelówkę buta jednej z nich. Wiedziałam, że tam leżą, bo je odkopywano, a
wokół czuło się zapach śmierci. Obserwujące tę scenę dzieci zakrywały sobie
dłońmi usta i nosy. Sanitariusze i członkowie ekip ratunkowych mieli białe
maseczki, aby praca była znośniejsza. Członek Palestyńskiego Czerwonego
Półksiężyca zanotował nazwiska trzech braci poległych w walce z
Izraelczykami. W innej części obozu spotkałam kobietę z twarzą bez wyrazu,
której towarzyszył mężczyzna; przetłumaczył mi, że straciła wszystkich swoich
czterech synów – dwóch ostatnich podczas oblężenia Dżeninu.

Około 20 zabitych było „uzbrojonymi bojownikami”, którzy walczyli z
Izraelczykami. Liczy się, że będziemy uważali, iż Izrael stoczył tam z tymi
bojownikami walkę na śmierć i życie, że chodziło o akt obrony koniecznej.
Zmusza się nas, byśmy wspominali do dużej liczbie żołnierzy izraelskich,
którzy zginęli walcząc z tymi terrorystami. Niektórzy przypominają mi, że
toczy się wojna.

Nie – mamy do czynienia z nielegalnym aktem agresji, dokonanym przez wojujące
mocarstwo okupacyjne na narodzie, który zgodnie z prawem międzynarodowym ma
prawo do oporu wobec oblężenia swoich ognisk domowych. Palestyńczycy mieli i
nadal mają prawo do oporu. Proszę przeczytać rezolucję Zgromadzenia Ogólnego
Narodów Zjednoczonych nr 42/159 z 7 grudnia 1987 r., w której potępia się
terroryzm międzynarodowy, ale rozróżnia się między nim a prawem narodów do
walki z okupacją swoich ziem. „Nic w niniejszej rezolucji nie może w żaden
sposób szkodzić prawu do samostanowienia, wolności i niepodległości,
wynikającemu z Karty Narodów Zjednoczonych, tych narodów, które siłą
pozbawiono owego prawa (...) a w szczególności poddanych reżimom kolonialnym
i rasistowskim i obcej okupacji czy innym formom panowania kolonialnego, ani
(...) prawu wspomnianych narodów do prowadzonej w takim celu walki oraz do
występowania o pomoc i jej uzyskiwania (zgodnie z Kartą i innymi zasadami
prawa międzynarodowego).”

Żadne zniekształcenia, żadne mity ani kłamstwa generowane przez nasz rząd,
przez rząd Izraela i nasze media nie są w stanie przekreślić tego prawa do
oporu.

Kto postanowił, że walka jest słuszna tylko wtedy, gdy jedna ze stron jest
bezbronna? Jakież to absurdalne rozumowanie może dać takim tyrańskim
państwom, jak nasze czy jak Izrael, dysponującym olbrzymimi arsenałami
środków zniszczenia, prawo do wymagania od słabszych narodów, aby złożyły
broń, otworzyły swoje drzwi przed „inspekcjami” i zrezygnowały ze swojego
znikomego handlu bronią, gdy supermocarstwa zbroją się na skalę bez
precedensu, która do niedawna wydawała się niemożliwa, i proklamują swoje
prawo do zabijania nawet wtedy, gdy się ich nie prowokuje?

Po to, by mówić o pokoju, nie można zaczynać od żądania rozbrojenia się
słabszego, lecz od rozbrojenia się silniejszego. Bierny opór jest
bezskuteczny, gdy tych,
Obserwuj wątek
    • beduinka 2 Żydówka o Palestyńczykach 29.10.04, 19:27
      Po to, by mówić o pokoju, nie można zaczynać od żądania rozbrojenia się
      słabszego, lecz od rozbrojenia się silniejszego. Bierny opór jest bezskuteczny,
      gdy tych, którzy go stawiają, zgniata się jak źdźbła zboża. To, co zdarzyło się
      w Dżeninie, nie było częścią szerszej wojny między dwoma narodami – było
      częścią permanentnej masakry słabszego i w większości nieuzbrojonego narodu,
      który jest nieustannie oblegany. Jeśli chcemy skończyć z przestępstwami
      terroryzmu, trzeba związać ręce głównym terrorystom – tym, którzy są u steru
      państwa. Jeśli chcemy, aby ustały samobójcze zamachy bombowe, trzeba skończyć z
      warunkami, które popychają ludzi do tak mściwych czynów. Już dawno Izrael
      powinien był wynieść się z Palestyny. A przecież to dopiero początek. Dżenin
      jest tylko symbolem całego tego konfliktu i świadczy, dokąd on doprowadzi,
      jeśli nie dojdzie do protestów międzynarodowych, które właśnie zaczynają się
      tu, w Stanach Zjednoczonych.



      - Izrael hołubi się jako „jedyną demokrację na Bliskim Wschodzie”.
      Niektórzy „mędrcy” na Zachodzie odrzucają (już i tak prawie przez wszystkich
      zarzuconą) sugestię, że w Izraelu/Palestynie powinno powstać jedno dwunarodowe
      państwo demokratyczne, bo twierdzą, że ani jedno państwo arabskie nie jest
      demokracją. Jest w tym zawarta niemal rasistowska insynuacja, że Arabowie nie
      są zdolni do zaprowadzenia demokracji. Co o tym myślisz?



      - Gdy słyszę, że Izrael jest „jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie”,
      podziwiam po raz kolejny potęgą mitologii i dezinformacji. W naszej własnej
      kulturze w niewielkim stopniu rozumie się, co to jest demokracja (czego skutki
      widać dziś na całym świecie) i jak słusznie powiedziałeś, jest coś nieodłącznie
      rasistowskiego w sugestii, że tylko białe narody pochodzenia europejskiego są
      zdolne do przedsięwzięć „demokratycznych”. Zakrawa to na wręcz przerażającą
      ironię – dowodzi, jak niewiele wie się tutaj o historii demokracji w Europie.
      Nasze bratnie kraje, Anglia i Francja, mają krwawą, występną i (aż do dziś)
      kruchą historię demokracji, co dowodzi, że utrzymanie instytucji
      demokratycznych wymaga długiej i trudnej walki – faktycznie to walka bez końca.
      Moim zdaniem natura państwa nowoczesnego sprawia, że ta walka staje się coraz
      trudniejsza, ale to temat innej rozmowy.

      Na mocy definicji Izrael jest państwem żydowskim. Jako taki, nie może być
      jednocześnie demokratyczny. Nie jest państwem „rządzonym przez lud”, bo jedna
      piąta jego ludności nie jest żydowska i dlatego prawo odmawia jej pełnoprawnego
      obywatelstwa. Dodatkowo Izrael rządzi ponad 4 mln Palestyńczyków na Zachodnim
      Brzegu Jordanu, w strefie Gazy i w zaanektowanej Wschodniej Jerozolimie. Nie
      można zaprzeczyć, że tej ludności odmówiono nawet najbardziej powierzchownych
      atrybutów rządów demokratycznych.

      Jest wiele konkretnych przykładów antydemokratycznej natury ustawodawstwa
      izraelskiego, jak np. zakaz posiadania ziemi przez nie-Żydów czy wystawiania
      kandydatów w wyborach, gdy broni się pewnych poglądów – takich np., zgodnie z
      którymi Izrael powinien stać się prawdziwie demokratycznym państwem wszystkich
      swoich obywateli. Niesłychane, a mało znane jest to, że w samym Izraelu (nie na
      terytoriach okupowanych) rząd nie uznaje istnienia 700 osad arabskich, wskutek
      czego ich mieszkańcy nie korzystają ze służb municypalnych, nie są objęci
      spisem powszechnym i – co ma kluczowe znaczenie – nie mają prawa głosu. Muszą
      jednak płacić podatki. Z łatwością można się domyślić, że okolice, w których
      znajdują się te osady, należą do najuboższych i najbardziej zacofanych, o czym
      świadczy stopy analfabetyzmu, śmiertelności niemowląt itd.

      Dyskryminacja Arabów jest bardzo rozpowszechniona i istnieje we wszystkich
      zawodach i we wszystkich sferach życia społecznego. Arabowie są obecni poniżej
      swojego ciężaru demograficznego na uniwersytetach, w świecie lekarskim,
      adwokaturze, polityce, działalności gospodarczej. Arabowie izraelscy stanowią
      najuboższą ludność kraju. Odmawia im się takich podstawowych świadczeń, jak
      odpowiednik emerytury, bo nie odbywają służby wojskowej – faktycznie zaś nie są
      do niej dopuszczani.

      Dyskryminacja społeczno-gospodarcza jest, oczywiście, antydemokratyczna, ale
      pod pewnym względem jest to najmniejszy problem. Z naszej własnej historii
      wiemy, jak w naszym społeczeństwie traktowano (i w wielu przypadkach traktuje
      się nadal) czarnych Amerykanów, nie mówiąc już o innych grupach etnicznych,
      religijnych i politycznych. Faktycznie jednak istniały i istnieją mechanizmy
      zmiany wewnętrznej. Do pewnego stopnia w Izraelu możliwe jest nieposłuszeństwo
      obywatelskie. Dla Arabów izraelskich istnieje tam program w rodzaju „akcji
      afirmatywnej”, ale dopóki państwo będzie żydowskie, osiągnięcia takiego
      programu zawsze będą ograniczone. Co się stanie, gdy (co sugeruje obecna
      tendencja demograficzna) ludność arabska w Izraelu i na terytoriach okupowanych
      zacznie przewyższać liczebnie ludność żydowską? Jeśli utrzyma się panująca w
      Izraelu ideologia, skutki takiej naturalnej zmiany dla Arabów izraelskich i
      Palestyńczyków mogą być katastrofalne. Niektórzy pewnie powiedzą, że ten
      komentarz jest alarmistyczny. Ci jednak, którzy znają bieżącą i długofalową
      politykę zarówno na terytoriach okupowanych, jak i w Izraelu, bardzo dobrze
      wiedzą, że takie programy, jak „przesiedlenie”, które przewidują, że ludność
      arabska zostanie siłą wypędzona z regionu, nie są wcale uważane za skrajne ani
      nie są niemożliwe do wdrożenia.

      Pomysł utworzenia jednolitego, dwunarodowego państwa demokratycznego został,
      jak powiedziałeś, zarzucony praktycznie przez wszystkich. Częściowo wynika to z
      braku woli akceptacji prawdziwie demokratycznego państwa, a po części z braku
      woli akceptacji państwa niewyznaniowego. Jak już powiedzieliśmy, Izrael jest
      państwem żydowskim. Dla niektórych Żydzi to przynajmniej częściowo termin
      religijny. Dla większości jest to jednak termin etniczny i ideologiczny, który
      wyklucza zgodę na współistnienie z kulturą palestyńską, a co ważniejsze, zgodę
      na wspólną suwerenność arabsko-żydowską. Uważam, że „świecki” i „demokratyczny”
      to praktycznie synonimy, choć wiem, że są tacy, którzy by się ze mną w tej
      sprawie nie zgodzili.

      Rezygnacja z rozwiązania polegającego na utworzeniu jednego państwa to
      częściowo również rezultat rasistowskiej wiary w niezdolność Arabów do
      zaprowadzenia demokracji. „Udowadnianie” słuszności takiego poglądu poprzez
      wskazywanie palcem na mapie świata arabskiego kolejnych państw mających
      skorumpowane, autorytarne i brutalne reżimy jeszcze raz świadczy jedynie o
      nieznajomości najnowszej historii Bliskiego Wschodu. Nasi eksperci mają również
      skłonność do mówienia o „świecie arabskim” jako o czyś, co stanowi zwartą,
      jednolitą całość. Wystarczy choćby krótko pobyć na Bliskim Wschodzie, by
      zrewidować taki pogląd. Są tacy, którzy twierdzą, że znają się na sprawach tego
      regionu, a nawet powierzchownie nie zdają sobie sprawy z ogromnych różnic
      między realiami społeczno-gospodarczymi takich krajów – wymienię tylko
      niektóre – jak Arabia Saudyjska i Syria czy Algiera i Kuwejt. To coś
      zdumiewającego i deprymującego.

      Jednak wielu Arabów, w tym Arabów palestyńskich, również zrezygnowało z pomysłu
      utworzenia jednego państwa jako rozwiązania problemu lub od razu go odrzuciło
      (niektórzy, w tym Chomsky, uważają, że nigdy nie brano go na serio). Wraz z
      ekspansją islamu politycznego i narastającą siłą „fundamentalistycznych” ruchów
      islamskich w Iranie, Arabii Saudyjskiej, Libanie, Palestynie, Egipcie, Sudanie,
      Turcji i innych krajach, rezygnuje się z wartości demokratycznych i zastępuje
      się je wartościami „islamskimi” (w cudzy
      • beduinka 3 Żydówka o Palestyńczykach 29.10.04, 19:28
        Jednak wielu Arabów, w tym Arabów palestyńskich, również zrezygnowało z pomysłu
        utworzenia jednego państwa jako rozwiązania problemu lub od razu go odrzuciło
        (niektórzy, w tym Chomsky, uważają, że nigdy nie brano go na serio). Wraz z
        ekspansją islamu politycznego i narastającą siłą „fundamentalistycznych” ruchów
        islamskich w Iranie, Arabii Saudyjskiej, Libanie, Palestynie, Egipcie, Sudanie,
        Turcji i innych krajach, rezygnuje się z wartości demokratycznych i zastępuje
        się je wartościami „islamskimi” (w cudzysłowie, ponieważ wielu ludzi stwierdza,
        że „islamizm” jako siła polityczna ma bardzo niewiele wspólnego z islamem jako
        wiarą).

        Przebywając w Bejrucie, w strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, byłam świadkiem
        nieufności wobec instytucji demokratycznych i pogardy do nich. Na terytoriach
        okupowanych członkowie Hamasu (Islamskiego Ruchu Oporu) i Dżihadu Islamskiego
        otwarcie potępiają i odrzucają instytucje „zachodnie”. Inni wskazują na totalne
        bankructwo takich instytucji, jak ONZ, Trybunał Międzynarodowy (i jego
        poprzednicy), Unia Europejska itd., dowodząc nieskuteczności tych instytucji
        wobec prowadzonej przez USA tyrańskiej polityki supermocarstwowej i ich
        przewagi wojskowej i technologicznej. Dogłębnie antydemokratyczne zachowanie
        USA w polityce zagranicznej bardziej odstraszyło tych, którzy mogli nawrócić
        się na ideę świeckiego społeczeństwa demokratycznego, niż jakakolwiek ideologia
        antydemokratyczna. Dobrze byłoby, gdyby Amerykanie zdali sobie z tego sprawę,
        ale mam wrażenie, że jesteśmy od tego dalej niż kiedykolwiek – zwłaszcza teraz,
        gdy przygotowujemy naszą przodującą machinę wojenną do kolejnej ogromnej rzezi
        Irakijczyków.

        Wygląda na to, że zupełnie nie potrafimy zdać sobie sprawy, iż „przeciętny”
        Palestyńczyk, Libańczyk, Syryjczyk czy Egipcjanin jest absolutnie świadomy
        motywów i stymulatorów amerykańskiej polityki zagranicznej. Chyba nie jesteśmy
        świadomi skutków naszej kampanii przeciwko „terroryzmowi” wśród narodów świata
        arabskiego i muzułmańskiego – a przecież one widzą, co kryje się za retoryką i
        apologetyką naszej najnowszej wojny imperialnej. Nie pamiętam już ile razy w
        obozach uchodźców w Bejrucie, Gazie i na Zachodnim Brzegu podchodziły do mnie
        dzieci i gdy dowiedziały się, że jestem Amerykanką, krzyczały: „Myślisz, że
        wszyscy jesteśmy terrorystami” czy „Bush chce nas wszystkich zabić”. Nigdy nie
        zapomnę, jako chodziłam po ruinach bloku mieszkalnego, który w lipcu ub.r.
        zbombardowano w Gazie. Celem nalotu był Salah Szehada, jeden z przywódców
        wojskowego skrzydła Hamasu, ale w ataku zginęło również jedenaścioro dzieci i
        pięć osób dorosłych. Cała dzielnica tak ucierpiała, że wiele rodzin musiało
        szukać nowych mieszkań, a na skutek strat spowodowanych przez tysiąckilogramową
        bombę zrzuconą tuz przed północą przez F-16, dziesiątki osób straciły swoje
        interesy i środki utrzymania. Gdy oglądałam ruiny, robiłam zdjęcia i
        wypytywałam ludzi, szła za mną grupa chłopców. Ten, który szedł na ich czele,
        niósł kosz pełen odłamków bomby, którymi wymachiwał, ilekroć się za nim
        oglądałam. „Made in America”, powtarzał.

        Najbardziej deprymujące jest to, jak często to powtarza się na terytoriach
        okupowanych – bombardowania, strzelaniny, niszczenie domów i działalności
        gospodarczej, mordowanie na oślep dzieci i starców, wszechobecne punkty
        kontrolne, które arbitralnie ograniczają wszelkie ruchy, mury „odgradzające”,
        zasieki z elektrycznego drutu kolczastego, nocna wojna pod oknami budynków
        mieszkalnych, całodobowe godziny policyjne, nie kończące się przerwy w dostawie
        prądu, niedobory wody i żywności, narastająca zależność od międzynarodowej
        pomocy żywnościowej, spowodowana przez rozkład gospodarki, podczas gdy stopa
        ubóstwa osiąga 80%, podobnie jak stopa bezrobocia. Zaskakuje mnie rozmach
        przywiązania do ideałów demokratycznych, to, jak czynnie ludzie dążą do ich
        realizacji i jak w obliczu tych wszystkich zbrodni masowo, choć w sposób
        niezorganizowany, stawiają opór.

        - Jak to jest, że utożsamiasz się z tą walką będąc Żydówką?



        - Utożsamiam się z tą walką głównie jako istota ludzka. Brzydzę się podziałami
        religijnymi, etnicznymi i narodowymi, które kaleczą naszą zdolność odczuwania
        cudzego cierpienia. Nie widzę potrzeby trzymania się tych podziałów po to, aby
        mieć poczucie tożsamości. Dla mnie taka tożsamość jest czysto negatywna i może
        być pozytywna tylko wtedy, gdy ludzie rozmaitego pochodzenia potrafią
        przezwyciężyć swoje różnice zamiast się za nimi chować (przy czym te różnice
        częściej są sfabrykowane niż realne).

        Oczywiście, moje żydowskie pochodzenie sprawiło, że zaczęłam głębiej badać
        konflikt arabsko-izraelski. Chciałam zrozumieć, co się dzieje, żeby
        inteligentnie bronić działań Izraela. Jak widzisz, lata badań doprowadziły mnie
        do wniosku, że wymierzone w Palestyńczyków działania Izraela nie dają się
        usprawiedliwić i że ponadto na dłuższą metę są one niesłychanie
        samoniszczycielskie. Choć myślę, że zarówno w łonie amerykańskiej społeczności
        żydowskiej, jak i w ogóle w społeczeństwie amerykańskim pojawiają się budzące
        nadzieję oznaki, uważam, że jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia i że trzeba
        to robić bezzwłocznie.



        - Media kładą nacisk na zbrojne ataki Palestyńczyków, a w szczególności na
        samobójcze zamachy bombowe. Jednak w Palestynie stosuje się również inne formy
        oporu. Co zaobserwowałaś na tym polu?



        - Jest dużo tego, co dla mnie stanowi „bierny opór”, ale nie powiedziałabym, że
        jest on zorganizowany. Chcę przez to powiedzieć, że nie widzi się wielu akcji
        bezpośrednich (strajków siedzących, nieposłuszeństwa obywatelskiego itd.)
        przeciwko Izraelczykom – a to z jednego ważnego powodu: Palestyńczycy cenią
        swoje życie.

        W końcu marca ub.r. wracałam z obozu uchodźców w Rafah do miasta Gaza, dokąd
        zaprosił mnie kolega – miałam spędzić weekend z jego rodziną. Trzeba było
        przejechać przez punkt kontrolny w Dejr al-Balah. To główny punkt kontrolny,
        dzielący strefę Gazy na dwie części i praktycznie uniemożliwia on normalne
        życie każdemu, kto udaje się do szkoły, do pracy czy w odwiedziny do przyjaciół
        i krewnych w innej części strefy. Nigdy nie wiadomo, czy punkt kontrolny będzie
        w danym dniu otwarty. Jeśli jest otwarty, nigdy nie wiadomo, czy będzie otwarty
        przez pół godziny, czy przez osiem godzin. Siedząc w swoim samochodzie czy w
        taksówce możesz czekać 20 minut lub 72 godziny, dopóki władze izraelskie nie
        postanowią, że cię przepuszczą. Dlatego często na punkcie kontrolnym stoją
        setki taksówek, samochodów, ciężarówek i innych pojazdów, a pasażerowie snują
        się wokół, bo jest za gorąco, aby w nich siedzieć, a produkty gniją na słońcu –
        często nawet zdychają zwierzęta. Pewnego dnia 11 godzin czekałam na punkcie
        kontrolnym i widziałam, jak z godziny na godzinę człowiek, który przyjechał
        ciężarówką pełną klatek z kurczętami, najpierw usiłował je „nawadniać”, a
        następnie zaczął pozbywać się tych, które zdechły wskutek upału i odwodnienia,
        wyrzucając je na szosę.

        Warto opowiedzieć o moim pierwszym doświadczeniu na tym punkcie kontrolnym.
        Czekaliśmy już pół godziny, a ja nie rozumiałam, dlaczego stoimy. Poszłam na
        czoło skupiska ludzi i pojazdów i ujrzałam dwa czołgi; na wieżyczce każdego z
        nich siedział uzbrojony żołnierz i trzymał tłum „w ryzach”. Nikt nie potrafił
        wytłumaczyć mi, dlaczego punkt kontrolny nie jest otwarty; gdy pytałam po
        arabsku, często uśmiechano się do mnie przyjaźnie, ale pobłażliwie.
        Uśmiechający się do mnie ludzie zdawali się mówić: „Widać, że nowicjuszka”, a
        gdy odpowiadali, zawsze mówili: „Nigdy nic nie wiadomo” lub „Chcielibyśmy móc
        pani powiedzieć”. Czasami uzyski
        • beduinka 4 Żydówka o Palestyńczykach 29.10.04, 19:29
          Warto opowiedzieć o moim pierwszym doświadczeniu na tym punkcie kontrolnym.
          Czekaliśmy już pół godziny, a ja nie rozumiałam, dlaczego stoimy. Poszłam na
          czoło skupiska ludzi i pojazdów i ujrzałam dwa czołgi; na wieżyczce każdego z
          nich siedział uzbrojony żołnierz i trzymał tłum „w ryzach”. Nikt nie potrafił
          wytłumaczyć mi, dlaczego punkt kontrolny nie jest otwarty; gdy pytałam po
          arabsku, często uśmiechano się do mnie przyjaźnie, ale pobłażliwie.
          Uśmiechający się do mnie ludzie zdawali się mówić: „Widać, że nowicjuszka”, a
          gdy odpowiadali, zawsze mówili: „Nigdy nic nie wiadomo” lub „Chcielibyśmy móc
          pani powiedzieć”. Czasami uzyskiwałam bardziej bezpośrednią odpowiedź w
          rodzaju: „Lubią tak z nami igrać, bo chcą, byśmy zwariowali.”

          Wróciłam do przyjaciela, który czekał na mnie przy taksówce, i wzruszyłam
          ramionami. Na pewno wydałam mu się zabawna. Odwróciłam się na pięcie i starałam
          się dojrzeć, co się dzieje na czele tłumu, ale niewiele było widać. Wtedy
          usłyszałem strzały i ujrzałam, jak wokół mnie setki ludzi rzucają się na
          ziemię. Ja też rzuciłam się twarzą do ziemi; patrzyłam w piach i słuchałam
          wystrzałów. Strzelano do nas z ostrej amunicji. W końcu ogień ustał i ludzie
          powoli się podnieśli. Powtórzyło się to w kilka minut później. Przyjaciel
          postanowił zabrać mnie stamtąd, toteż poszliśmy do położonej w odległości ok.
          800 m osady, aby usiąść i się napić. Mieliśmy telefony komórkowe, więc wkrótce
          dowiedzieliśmy się, że Izraelczycy zranili trzy osoby, że nic nie sprowokowało
          otwarcia ognia i że z najbliższego szpitala wysłano karetkę. Wzięłam aparat i
          poszłam na punkt kontrolny, by zrobić zdjęcia karetek usiłujących zabrać
          rannych. Nie pozwolono im dojechać do punktu kontrolnego i ekipy medyczne z
          noszami musiały pójść pieszo po rannych. Pamiętam, jak straszne wrażenie
          zrobiło na mnie to wszystko i zadzwoniłam do przyjaciela w mieście Gaza
          pracującego dla agencji prasowej Ramattan. Wydawał się zniecierpliwiony, gdy
          krzyczałam przez telefon co się dzieje. „Jennifer”, powiedział, „dziś jestem
          bardzo zajęty i nie mogę rozmawiać.” „Ale...!”, zaczęłam na nowo opowiadać tę
          historię, lecz przerwał mi tak uprzejmie, jak to tylko było możliwe: „Do takich
          incydentów dochodzi codziennie. To nie nius.”

          Teraz opowiadam o tym, aby zilustrować coś, co rozumie niewiele osób, które nie
          odwiedziły punktów kontrolnych – na tych punktach nie potrzeba żadnej
          prowokacji, by stać się obiektem gniewu izraelskiego personelu wojskowego.
          Żołnierze izraelscy strzelają do tłumu tylko po to, by „pokazać, kto tu
          rządzi”, lub tylko dlatego, że są uzbrojeni i znudzeni czy dlatego, że jest
          upał i łatwo się irytują. Nigdy nie ma racjonalnego motywu. W ciągu prawie 5
          miesięcy, które spędziłam w Gazie lub podróżując po Zachodnim Brzegu,
          wielokrotnie działy się rzeczy podobne do tych, o których opowiedziałam.
          Bezwzględnie rewidowali lub rozbierali do naga ludzi, maltretowali i obrzucali
          wyzwiskami, strzelali w powietrze lub prosto w tłum. W nielicznych przypadkach,
          w których na punktach kontrolnych (zazwyczaj na punkcie Kalandia po drodze do
          Ram Allah) rozmawiałam z żołnierzami, byli znudzeni, sarkastyczni i ordynarni.
          Było to tak oczywiste, że gdy jakiś żołnierz zachowywał się uprzejmie, zwracał
          tym uwagę jako na coś wyjątkowego.

          Wielu ludzi pyta mnie, dlaczego Palestyńczycy nie mają zorganizowanego ruchu
          biernego oporu. Faktycznie jest wiele takich pokojowych demonstracji i aktów
          biernego oporu, jak zbiory, choć armia izraelska ich zakazała, odbudowa domów
          bez pozwolenia nawet wtedy, gdy zniszczono je po raz trzeci, wychodzenie
          podczas godziny policyjnej po żywność, choć wokół osady stoją czołgi. Wyobraź
          sobie jednak grupę Palestyńczyków, która, nie bacząc na rozkazy, idzie
          spokojnie w stronę, powiedzmy, punktu kontrolnego w Dejr al.-Balah. Co, twoim
          zdaniem, stałoby się, gdyby okazało się, że mają zamiar przejść przez punkt
          kontrolny bez względu na to, czy będą mieli pozwolenie, czy nie? Żołnierze
          otworzyliby do nich bezlitośnie ogień i urządziliby masakrę. Nie mam co do tego
          najmniejszej wątpliwości. Po to, aby prawdziwe nieposłuszeństwo obywatelskie
          było skuteczne, musimy mieć takiego antagonistę, który w pewnej chwili nie jest
          gotów przekroczyć pewnej linii – np. w odpowiedzi na akty nieposłuszeństwa nie
          jest gotów zabijać bez wahania. Armia izraelska nie jest takim antagonistą, o
          czym świadczy jej zachowanie w ciągu długich lat. To częściowo tłumaczy
          nieobecność zorganizowanego biernego oporu.

          Trzeba jednak zdać sobie sprawę z tego, do jakiego stopnia indywidualne
          zachowania rzucają wyzwanie reżimowi okupacyjnemu na Zachodnim Brzegu i w
          Gazie – z tego, że po pięciu dekadach brutalności i kolejnych prób czystki
          etnicznej na wielką skalę, ludzie nadal chodzą do pracy, do szkoły czy na
          uczelnię, protestują, wypowiadają się, piszą, budują domy i gospodarstwa rolne,
          przekazują dzieciom swoje dziedzictwo, żyją i odmawiają porzucenia swojej
          ziemi. To ten aspekt walki Palestyńczyków, który napawa mnie nadzieją nawet
          wtedy, gdy po powrocie do domu dzień po dniu czytam deprymujące wiadomości.



          - Jaka jest w Palestynie dynamika stosunków między płciami? Czy między płciami
          istnieje nierówność?



          - Istnieje i nie ma sensu jej usprawiedliwiać ani minimalizować. W strefie
          Gazy, ale również na Zachodnim Brzegu, tradycyjne modele zachowań mężczyzn i
          kobiet są oczywiste i nie chciałabym być kobietą palestyńską i zawsze tam żyć.
          Dla mnie jako cudzoziemki wszystko było dużo łatwiejsze. Jednak zarówno
          przyjaciele, jak i przyjaciółki często sugerowały mi uprzejmie, że powinnam
          zakrywać głowę. (Próbowałam dwukrotnie i było mi tak gorąco w chustce na
          głowie, że myślałam, iż umrę. Potem odmawiałam i tylko musiałam znosić
          spojrzenia i uwodzenie. Szczerze mówiąc, nie miałam prawie żadnych kłopotów z
          powodu odkrytej głowy i chodzenia w spodniach. Z bardzo, bardzo nielicznymi
          wyjątkami traktowano mnie uprzejmie i wspaniałomyślnie.)

          W mieście Gaza kobiety muzułmańskie nie muszą nosić tradycyjnej abaja (togi
          zasłaniającej ubranie). Niektóre chodzą bez zasłon, ale to jeszcze rzadkość. W
          jakiejkolwiek innej części strefy Gazy dwudziestokilkuletnia nie osłonięta i
          niezamężna kobieta z trojgiem czy czworgiem dzieci to nieznane zjawisko.
          Pewnego razu zapytałam kolegę, dlaczego więcej kobiet nie protestuje przeciwko
          swojej drugorzędnej roli. Opowiedział mi, jak kilka lat temu niektóre kobiety z
          uniwersytetu Al-Azhar w mieście Gaza postanowiły zaprotestować przeciwko
          zasłanianiu twarzy. Wychodziły bez zasłony, dopóki miejscowe kierownictwo
          Islamskiego Ruchu Oporu (Hamasu) nie napiętnowało ich jako kobiet nikczemnych i
          prostytutek i nie poradziło ludziom, by przestali zadawać się z nimi i ich
          rodzinami. W regionie, w którym komórką społeczeństwa jest rozszerzona rodzina,
          było nie do pomyślenia, by te kobiety nadal zachowywały się tak wyzywająco. Tak
          to wygląda.

          Jednocześnie coraz więcej zamężnych i samotnych kobiet pracuje (gdy to możliwe,
          bo bezrobocie osiąga w Gazie 75%) i studiuje. Wykształcenie bardzo się ceni,
          zarówno w przypadku mężczyzn, jak i kobiet, i zachęca się kobiety, aby
          studiowały, jeśli mają takie możliwości materialne. Zaobserwowałam, że
          najbardziej tradycyjne modele zachowań występują głównie wśród ludzi
          najbiedniejszych i najbardziej religijnych.

          Tam, gdzie pracowałam (Ośrodek Mezan na rzecz Praw Człowieka) pracowało jeszcze
          pięć innych kobiet. Jedna z nich była na wyższym stanowisku, tzn. nie pracowała
          jako sekretarka. Była niezamężna i bezdzietna, choć miała 30 lat. Była na
          wyższym od przeciętnego poziomie kulturalnym, co może wyjaśniać takie różnice.
          Mieszkała oczywiście z rodzicami i rodzina wywierała na nią presję, aby wyszła
          • beduinka 5 Żydówka o Palestyńczykach 29.10.04, 19:30
            Tam, gdzie pracowałam (Ośrodek Mezan na rzecz Praw Człowieka) pracowało jeszcze
            pięć innych kobiet. Jedna z nich była na wyższym stanowisku, tzn. nie pracowała
            jako sekretarka. Była niezamężna i bezdzietna, choć miała 30 lat. Była na
            wyższym od przeciętnego poziomie kulturalnym, co może wyjaśniać takie różnice.
            Mieszkała oczywiście z rodzicami i rodzina wywierała na nią presję, aby wyszła
            za mąż.

            Ogólnie odniosłam wrażenie, że kobiety pracujące są coraz bardziej akceptowane
            jako część społeczeństwa Gazy. Na Zachodnim Brzegu wiele kobiet, zarówno
            muzułmanek, jak i chrześcijanek, pracuje i prowadzi bardzo „zachodni” tryb
            życia – mają chłopaków, studiują, działają, są względnie
            niezależne, „nowocześnie” się ubierają itd. Na wsi i w najuboższych
            społecznościach jest to rzadsze.



            - W Libanie mieszka dużo uchodźców palestyńskich. Spędziłaś sporo czasu w
            Libanie i w okupowanej Palestynie. Jak widzisz sytuację Palestyńczyków w
            Libanie w porównaniu z ich sytuacją na terytoriach okupowanych?



            - Pisałam o tym w eseju pt. „Wygnanie: Uchodźcy palestyńscy w Libanie”,
            opublikowanym w książce pod redakcją Roane Careya pt. „Nowa Intifada”, która
            ukazała się we wrześniu 2001 r. nakładem Verso. Nadal koresponduję z niektórymi
            uczniami z obozu uchodźców w Burdż al-Baradżna na południu Bejrutu i latem mam
            zamiar tam wrócić. Listy, jakie od nich otrzymuję, są pełne ogromnej trwogi.
            Warunki w obozach uchodźców są fatalne – mieszkania bez wentylacji, w których
            roi się od szczurów i karaluchów, chaty z falistej blachy, woda pełna bakterii,
            służby komunalne nie wywożą stamtąd śmieci ani nie oczyszczają ścieków,
            niebezpiecznie zwisające druty elektryczne, budynki zbombardowane podczas wojny
            domowej, brak zieleni i placów zabaw, zatłoczone izby lekcyjne (czasami po
            dwóch uczniów przy jednoosobowym stoliku szkolnym – o ile w ogóle są takie
            stoliki) z ubogim materiałem dydaktycznym, nieprzygotowani i źle opłacani
            nauczyciele – lista jest nieskończona.

            Poczucie beznadziejności, jakie widziałam w obozach uchodźców w Libanie, często
            przewyższało poczucie beznadziejności, jakie widziałam w Palestynie. Uważam, że
            to dlatego, iż Palestyńczycy w Libanie bezpośrednio nie biorą udziału w
            intifadzie, a więc nie dodaje im nawet otuchy walka. Dla rządu libańskiego nie
            są nawet obywatelami drugiej kategorii. Są bezpaństwowcami bez paszportów. W
            wielu częściach kraju nie są dobrze widziani i poza obozami nie mogą znaleźć
            pracy, chyba że jako niewykwalifikowani pracownicy budowlani lub drogowi.
            Zakazuje im się wykonywania co najmniej 70 zawodów, toteż np. lekarz
            palestyński może pracować jedynie w nędznych szpitalach na terenie obozów
            uchodźców, a szpitale te dysponują bardzo ograniczonymi zasobami i pensja w
            wysokości 200 dolarów miesięcznie to normalka. Latem 2000 r. uczyłam
            angielskiego lekarzy szpitala Hajfa w Burdż al-Baradżna i mogę tylko
            powiedzieć, że panujące w takich szpitalach warunki są przerażające. Jest w
            nich niewiele technologii, w obozie i w szpitalach ciągle gaśnie światło, pod
            względem wyżywienia i odzieży pacjenci zależą od krewnych, w małych salach
            człowiek dusi się od upału, nie ma poczekalni ani recepcji. Połowa pacjentów,
            którzy zgłaszają się codziennie, nie może zapłacić za leczenie. Przy tym
            warunki medyczne i inne w Burdż al-Baradżna są dużo lepsze niż w wielu innych
            obozach, takich jak na południu Ejn al-Hilwa z 70 tys. mieszkańców ściśniętych
            na przestrzeni 2 km˛ czy pobliska Szatila.

            Życie w tych obozach jest przygnębiające i często beznadziejne, chyba, że ma
            się niezwykły fart. Prawie każdy, kto ma pieniądze, opuszcza je, gdy tylko
            nadarzy się okazja, często rezygnując z prawa powrotu do obozu nawet jako gość.
            W uchwalonej latem 2001 r. ustawie zakazano Palestyńczykom kupowania domów poza
            obozami, a tym, którzy mieli kiedyś szczęście i wynieśli się z obozów,
            przekazywania dzieciom w spadku swoich domów, mieszkań i gruntów. Wielu spośród
            setek tysięcy uchodźców nigdy nie wychodziło poza obozy, bo (całkiem słusznie)
            czują się niechciani w głównym nurcie życia społeczeństwa libańskiego. Można
            sobie tylko wyobrazić, jaka izolacja i opresja cechuje ich życie w obozach i do
            jakiego stopnia, z powodu swojego faktycznego uwięzienia, wielu uchodźców nie
            potrafi zintegrować się ze społeczeństwem zewnętrznym.

            Podobnie jak we wszystkich kulturach, są od tego wyjątki. Niektórym
            Palestyńczykom udało się zintegrować ze społeczeństwem libańskim (kobieta
            palestyńska, która wychodzi za mąż za Libańczyka, wyzwala się z obozowych okow;
            kobieta libańska, która wychodzi za Palestyńczyka, traci wiele ze swoich
            przywilejów, a jej dzieci uważa się za Palestyńczyków). Ogólnie rzecz biorąc,
            kwestia uchodźców palestyńskich, zwłaszcza w Libanie, wymaga od nas dużo
            większej uwagi. Niewielu ludzi jest świadomych okrutnych i rozpaczliwych
            warunków panujących w obozach uchodźców.

            Tłum. Zbigniew Marcin Kowalewski

            źródło: free.ngo.pl/stowarzyszenie_wolnomyslicieli/
    • kaka_da_parada A gdzie solidarność arabska? 29.10.04, 20:18
      W dniu ogłoszenia przez Izrael niepodległości 14 maja 1948 roku państwo to
      zostało zaatakowane przez armie czterech arabskich sąsiadów i Iraku. Agresja
      zakończyła się klęską agresorów, a Izrael poszerzył swoje granice. Z terytorium
      nowego Izraela uciekło lub zostało wypędzonych ok. 730 tys. ludzi, których
      państwa arabskie traktują, jak najgorzej.

      Gdyby nie było tej wojny Palestyna byłaby teraz państwem wolnym i miała
      terytorium o wiele większe niż Zachodni Brzeg i Gaza.

      Z drugiej strony Izrael przyjął ok. 600 tys. Żydów wypędzonych z państw
      arabskich i uczynił zadaniem narodowym integrację tych ludzi.

      Nie będzie pokoju bez rozstrzygnięcia, które zapewni godziwe życie
      Palestyńczykom. Takiego rozwiązania jednak nie będzie bez udziału państw
      arabskich, szczególnie tych które są za to odpowiedzialne i zaatakowały wtedy
      Izrael. One jednak się na Palestyńczyków wypinają i traktują ich gorzej niż
      chyba nawet Izrael.
    • beduinka Żyd o Palestyńczykach - warto przeczytać 22.09.05, 01:26
      Israel Shamir
      Historia Żydów niczego nie uczy

      W październiku 2000 izraelska policja otworzyła ogień w kierunku demonstracji
      arabskich Izraelczyków z Nazaretu manifestujących solidarność z Palestyńczykami
      z terytoriów okupowanych: kilkudziesięciu rannych, trzynastu zabitych. We
      wrześniu 2005 izraelski wymiar sprawiedliwości postanowił ostatecznie, że żaden
      policjant nie będzie oskarżony w tej sprawie.

      Zagubiony w kolorowym, rozbawionym tłumie ulicy Allenby, wśród pełnych
      restauracji tej upojnej nocy w Tel Avivie, miałem widzenie: anioła w wojskowym
      mundurze piszącego wielkimi literami trzy słowa na murze: „Mane, Tekel, Fares”.
      Mój słownik anielsko-angielski on-line zaproponował następujące
      tłumaczenie: „Wypróbowaliśmy was: ponieśliście porażkę”.

      Przeżywamy najciemniejsze dni w historii ludu Izraela. Są szczególnie smutne bo
      okazuje się, że płacz i skargi nasze i naszych przodków - są prawdziwe jak
      trzydolarowy banknot.

      W 1968 jako młody rosyjski Żyd pisałem na murach mego rodzinnego miasta „Łapy
      precz od Czechosłowacji”. Podniósł się wtedy piękny i głęboki głos żydowskiego
      poety rosyjskiego Aleksandra Galicza „Obywatele , nasza matka-ojczyzna jest w
      niebezpieczeństwie, nasze czołgi są na obcej ziemi!” . Niektórzy rosyjscy
      Żydzi, którzy na Placu Czerwonym manifestowali przeciwko inwazji, zostali
      pobici przez milicję.

      Jako rosyjscy obywatele, którzy stawiali honor wyżej niż źle rozumianą
      lojalność a humanizm wyżej niż więzy krwi, protestowaliśmy przeciwko
      interwencji rosyjskich czołgów w Budapeszcie, Pradze i Kabulu. W tym samym
      momencie młodzi amerykańscy Żydzi manifestowali przeciwko interwencji ich kraju
      w Wietnamie, a żydowscy chłopcy i dziewczęta walczyli przeciwko rasizmowi w
      Europie.

      Minęły lata i teraz to nasze żydowskie czołgi stoją na obcej ziemi. Nasza
      żydowska armia zabija cywilów, burzy domy i okupuje palestyńskie wioski. Nasze
      zbrodnie są gorsze niż rosyjskie w Czeczenii i Afganistanie, gorsze od tego co
      zrobili Amerykanie w Wietnamie i gorsze od serbskich zbrodni w Bośni.
      Oczywiście powinni znaleźć się izraelscy intelektualiści, którzy będą
      manifestować na naszym odpowiedniku Pennsylvania Avenue czy Trafalgar Square…
      Żydzi amerykańscy powinni potępić morderców Palestyńczyków wyekwipowanych w
      broń wyprodukowaną przez USA, a Żydzi z Rosji powinni bronić praw zniewolonych
      gojów Ziemi Świętej.

      Ale nic... nasi intelektualiści chwalą odwagę żydowskich żołnierzy, podziwiają
      pewną rękę naszych żydowskich snajperów i gloryfikują niezmierzoną
      humanitarność narodu żydowskiego, który mógłby co prawda jednym ruchem pozbyć
      się wszystkich gojów Palestyny, ale się powstrzymuje, by pozostać przy
      kilkudziesięciu rannych i trwale okaleczonych dziennie.

      Mój dziadek w książce „Obozowy płot” protestował przeciwko obostrzeniom
      nałożonym na wolność podróży Żydów w carskiej Rosji, a Żyd naszego pokolenia
      Anatolij Szczarański** stał się symbolem walki o prawa człowieka.

      Tymczasem w naszym własnym kraju goje są zamknięci w rezerwatach i obozach
      koncentracyjnych, przy których obóz mojego dziadka wypada bardzo blado.
      Palestyńczyk nie może udać się do wioski obok bez ausweissu w żydowskiej
      wersji, jest zapisany do końca życia na naszych listach kontrolnych. Może
      najwyżej pomarzyć o morzu, które faluje u brzegów jego odwiecznej ziemi: nie
      pozwalamy Palestyńczykom zabrudzić żydowskiej czystości plaż.

      Żydzi przez lata protestowali przeciwko dyskryminacji w zatrudnieniu i
      edukacji.

      W naszym własnym państwie stworzyliśmy Doskonały System Dyskryminacji
      Narodowościowej. W naszej krajowej energetyce na 13 tysięcy zatrudnionych
      pracuje sześciu gojów: 0,0004%. Goje stanowią 40 procent populacji regionu
      rozciągającego się między morzem a Jordanem, ale tylko co czwarty ma prawo
      głosować. Nie ma ani jednego goja w Sądzie Najwyższym, żadnego w rządzie,
      żadnego w lotnictwie i żadnego w służbach specjalnych. Nie ma ani jednego goja
      wśród personelu głównego izraelskiego dziennika liberalnego Ha’aretz.

      Dlatego na wszystkie protesty Żydów w czasach Diaspory trzeba spojrzeć w
      świetle ostatnich wydarzeń. Nie biliśmy się o prawa człowieka, tylko o prawa
      Żydów. Byliśmy za wolnością przemieszczania się i wolnością wyboru, ale tylko
      dla Żydów. Nie mamy nic przeciwko inwazji i okupacji, jeśli to my podbijamy i
      my okupujemy.

      Widok dziecka podnoszącego ramiona przed brutalem z karabinem poraża nas pod
      warunkiem, że chodzi o dziecko żydowskie. Dziecko goja może być spokojnie
      zabite. Kiedy Bialik pisał „nawet diabeł nie mógłby wymyślić wystarczającej
      kary dla zabójcy dziecka” chciał w rzeczywistości powiedzieć „dla zabójcy
      żydowskiego dziecka”. Kiedy był przerażony scenami pogromów najbardziej
      uderzyło go, że ofiarami tej przemocy są Żydzi. Inaczej mówiąc nie miał nic do
      powiedzenia o pogromie jako takim.

      Żydzi dokonali właśnie pogromu gojów z Nazaretu, ale żaden z uczestników nie
      stanął przed sądem***. Policja nawet im pomogła mordując kilka ofiar pogromu.
      Pogromy w Ramalli i Beit Dżala są jeszcze gorsze, bo dokonane czołgami i
      karabinami maszynowymi z helikopterów.

      Rosja - „ziemia pogromów” – była przeklęta przez naszych przodków, ale to oni
      zwyciężyli. Zresztą, co to ma za znaczenie? Wieki antyżydowskich pogromów
      spowodowały mniej ofiar niż to, do czego jesteśmy zdolni w jeden tydzień.
      Najstraszniejszy pogrom, kiszyniowski, to 45 zabitych i ok. 600 rannych. Po tym
      wydarzeniu niemal wszyscy pisarze i intelektualiści carskiej Rosji potępili
      katów. W państwie żydowskim manifestacja potępiająca pogromy ledwo zebrała
      kilkadziesiąt osób, a Związek Pisarzy Żydowskich właściwie poparł antygojowski
      pogrom.

      W 1991 roku większość rosyjskich Żydów sprzeciwiała się komunizmowi i
      opowiedziała się za własnością prywatną. Jednak to, co mieli na myśli, to
      żydowska własność prywatna. W Izraelu bez problemu, z charakterystyczną
      łatwością konfiskujemy własność prywatną gojów.

      Przejdźcie się do pięknych dzielnic Jerozolimy - Talbieh, Stary Katamon,
      Kolonii Greckiej i Niemieckiej - i spójrzcie na te cudowne pałace. Należały do
      gojów: Niemców, Ormian, Greków, Anglików, Rosjan i Palestyńczyków – chrześcijan
      i muzułmanów. Wszystkie te wspaniałe budowle zostały skonfiskowane i rozdane
      Żydom. W ciągu ostatnich tygodni skonfiskowano setki gojowskich hektarów,
      zajęto bądź zburzono setki domów.

      Na krótko przed aresztowaniem pan Gusinski – rosyjski Żyd, miliarder i magnat
      prasowy - przyjechał do nas by wyrazić Izraelowi swoje nieograniczone poparcie.
      Skorzystał z okazji by zwrócić się do wszystkich o pomoc w jego walce z rządem
      rosyjskim, który próbuje wyrwać telewizję z jego rąk. Jego poparcie dla Izraela
      wskazuje, że akceptuje on konfiskaty z powodów etnicznych. Jest on jedynie
      przeciwko konfiskatom mienia żydowskiego, tak jak jest przeciwko aresztowaniu
      Żydów. I tylko Żydów: goje mogą iść do paki do końca życia, co się dzieje w
      państwie żydowskim. Udało nam się zmarnować zdobycze ciężkiej walki Żydów o
      demokrację, prawa człowieka i równość wobec prawa w czasie krótszym niż
      potrzeba na przeczytanie tego zdania.

      Co nas właściwie denerwowało w postępowaniu niemieckich nazistów? Ich rasizm?
      Nasz rasizm nie jest mniej rozpowszechniony ani mniej śmiercionośny.
      Rosyjskojęzyczny, publikowany w Jerozolimie dziennik „Wprost” zwrócił się do
      setek rosyjskich Żydów by wybadać ich odczucia względem Palestyńczyków.
      Najbardziej charakterystyczne odpowiedzi: „chciałbym zabić wszystkich
      Arabów”, „należy wyrzucić Arabów”, bądź „wyeliminować”.

      Nie dałbym sobie ręki uciąć czy w Niemczech roku 1938 otrzymalibyśmy lepsze
      rezultaty. Do roku 1941 nawet naziści nie mieli zamiaru zgładzić wszystkich.

      Nie ma co owijać
      • beduinka 2 Żyd o Palestyńczykach - warto przeczytać 22.09.05, 01:27
        Nie ma co owijać w bawełnę: byliśmy przeciwko rasizmowi, ale tylko gdy chodziło
        o cudzy rasizm. Sprzeciwialiśmy się batalionom śmierci i Sonderkommando, ale
        tylko dlatego, że były skierowane przeciwko nam.

        Nasi mordercy, nasze własne żydowskie Sonderkommando są obiektem naszej czułej
        atencji. Nasze państwo żydowskie, jako jedyne na świecie, ma oficjalne
        bataliony śmierci, które realizują politykę planowanych zabójstw i praktykują
        tortury na średniowieczną skalę. Jednak nie martwicie się drodzy żydowscy
        czytelnicy: oczywiście mordujemy i torturujemy, ale tylko gojów.

        Byliśmy przeciwko gettom, ale tylko wtedy, gdy sami zostaliśmy w nie
        wepchnięci. Teraz najbardziej liberalny żydowski plan proponuje stworzenie
        szeregu gett dla gojów, ogrodzonych drutem kolczastym, otoczonych przez
        żydowskie czołgi, z żydowskimi fabrykami u wejścia. W nich Arbeit uczyni gojów
        Frei. Oczywiście damy temu gettu pełną niepodległość, odcinając mu najpierw
        wszelkie źródła zarobku i utrzymania.

        Izraelczycy są poddani praniu mózgów już od najmłodszych lat. Wmawia się im, że
        należą do Narodu Wybranego, że jesteśmy Uber Alles. Tłumaczy się im, że goje
        nie są w pełni ludźmi, więc w konsekwencji można ich zabijać lub wywłaszczać
        kiedy się nam zechce. Właściwie Izraelowi udało się wprowadzić w życie jedyną z
        oenzetowskich rezolucji: tę, która nazywa syjonizm odmianą rasizmu. Najbardziej
        w tym rozbrajające, że nawet internacjonalistyczna edukacja Związku Sowieckiego
        nie dała rady truciźnie syjonistycznej propagandy, czyli tezie o żydowskiej
        wyższości. Mogę tylko wyrazić żal z upadku moralnego społeczności rosyjskiej w
        Ziemi Świętej.

        I teraz, gdy anioł napisał swe ogniste słowa niczym prorok wzywający lud do
        żalu za grzechy, stoimy przed wyborem. Możemy wybrać drogę Niniwy, przyznać się
        do winy i oddać skradzioną własność, zapewnić gojom równość praw, zaprzestać
        dyskryminacji i morderstw i pokładać nadzieję, że Bóg nam wybaczy. Jeśli nie
        będzie mógł nam wybaczyć, to może przynajmniej wybaczy naszym psom i kotom?
        Możemy również robić to, co dotychczas i niczym dawny lud Sodomy czekać aż
        płonące obłoki i kipiąca siarka spadną nam na głowy z gniewnego nieba
        Palestyny.

        Israel Shamir
        Tel Aviv Jaffa

        tłum: j.s.a

        26 styczeń 2001

        * izraelski tłumacz literatury klasycznej, pisarz, publicysta polityczny; jego
        reakcja na tamte wydarzenia stała się obiektem dyskusji w Izraelu i za granicą

        ** dziś członek władz izraelskich A. Sharansky

        *** rząd Ehuda Baraka wszczął śledztwo dopiero po gwałtownej reakcji Amnesty
        International; we wrześniu 2005 prokuratorzy z ministerstwa sprawiedliwości
        zdecydowali ostatecznie, że nie oskarżą podejrzanych, którzy byli wówczas na
        służbie; stwierdzili jednocześnie, że „nie było sytuacji, która
        usprawiedliwiałaby strzelanie”. W związku ze sprawą oskarżono dotąd dwie osoby:
        Abdel Mun’im Abu Saleh, ojciec jednej z ofiar, podczas czynności śledczych
        kopnął izraelskiego policjanta, który przyznał, że strzelał wtedy do tłumu, a
        Bilal Lawabne, brat zabitego Iyada, ujawnił w izraelskiej telewizji nazwisko
        jednego z podejrzanych policjantów.

        źródło: viva.palestyna.pl/news/felieton.php?news=felietony/000185.info
    • youmou Re: Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać 09.11.05, 09:50
      Polecam "Between the Lines" - o żydowskiej dziennikarce, Amirze Hass.
      W chwili kręcenia filmu mieszkała w Ramallah (jak jedyna Żydówka).
      • youmou Amira Hass 09.11.05, 09:51
        Przepraszam, od razu powinnam zmienić nagłówek
        • absztyfikant Re: Amira Hass 18.11.06, 20:33
          Stosunek Amiry Hass do Izraela mozna latwo ustalic wpisujac slowo 'hass' do
          slownika niemiecko-polskiego. Rzeczywiscie autorytet...
          • blazar Absztyfikant 02.06.07, 01:43
            Twoje judzenie tutaj na tym forum, a przesledzilem bardzo wiele twoich wpisow, jest wlasnie takim
            hasseniem. Twoje poglady byly az nazbyt widoczne na Forum Swiat, gdzie byles poplecznikiem i
            przytakujacym ratlerkiem niejakiej dany33, ktora piszac z iSSraela wyrazala poglady ze arabusow
            nalezy humanitarnie rozstrzeliwac. Ty tez wyrazasz takie poglady, czego dowiodles w swoich wpisach.
            Tu musisz sie nieco tonowac , bo Beduinka wykopalaby cie na zbity pysk. To caly czas z twoimi
            wpisami na forum Swiat robila administratorka kropka. Jestes podlym szowinistycznym, syjonista, na co
            mam dowody. Wasza zydowska grupa, piszaca z isSraela i Polski, na forum swiat caly czas
            deprecjonowala walke Palestynczykow o wolna ojczyzne. Obrazaliscie Allacha, religie poprzez
            wyrazanie syjonistycznych, faszystowskich i rasistowskich pogladow. Ukrywasz sie tu pod plaszczykiem
            niewiniatka, najlepiej wiec byloby , abys tu nie pisywal. Znamy na forum Swiat wasze antypolskie,
            antyarabskie i rasistowskie poglady.
    • beduinka 'My crime was to protest at Israeli assassinations 02.07.07, 20:56
      'My crime was to protest at Israeli assassinations'

      In her first interview, Tali Fahima talks of life in jail
      · Activist says she refused to work for secret service

      Conal Urquhart in Tel Aviv
      Friday January 5, 2007
      The Guardian

      They said they wanted to teach her to be a "good Jew" as she sat with her arms
      handcuffed to the legs of her chair for 16 hours a day.
      But if Tali Fahima was not prepared to be a good Jew then Shin Bet, the Israeli
      secret service, was determined to put her in jail for as long as possible
      regardless of what she did.

      Ms Fahima, 30, was released from jail on Wednesday after serving almost 30
      months in jail for travelling to the West Bank, meeting an enemy agent and
      translating a simple army document.

      "My first crime was that I refused to work with Shin Bet, the second was that I
      insisted on going to see the Palestinians and the third was that I protested
      against the Israeli policy of assassination," Ms Fahima told the Guardian in
      her first interview since her release.
      For nine months of her incarceration she was kept in isolation, without access
      to any distractions such as books or television. "I used to lie on my bed and
      think about Jenin, the people I met and wonder how things were going there. I
      never get bored on my own," she said.

      Eventually, Ms Fahima was persuaded by her lawyer to agree to a plea bargain
      which would mean her serving only 10 months more than the 19 she had already
      served. It could take as long as a year to be found innocent, she was advised.

      She is unbowed by her experience. "I learnt about the nature of Shin Bet, how
      they terrorise us, both the Israelis and Palestinians. I learnt about the
      nature of the government, how they do not want us to see what is going on in
      our name," she said.

      Ms Fahima had been an apathetic legal secretary who voted for the rightwing
      Likud party and carried Israeli prejudices about Palestinians until in 2003 she
      decided she wanted to understand why the Palestinians were attacking Israel.

      She began making regular visits to Jenin, which had been devastated in an
      Israeli raid earlier that year. She talked to hundreds of people including
      Palestinian militants and for the first time heard the Palestinian view of the
      intifada and the difficulty of life under Israeli occupation.

      Her meetings with one militant, Zakaria Zubeidi, stood out. Zubeidi was the
      leader of the al-Aqsa Martyrs Brigade in Jenin whose mother and brother had
      been killed by the Israelis that year. In countless interviews with
      journalists, including Israelis, he described how he and his mother had been
      involved in an Israeli-Palestinian theatre project which was the basis of an
      internationally-acclaimed Israeli documentary, Arna's Children.

      A week before Ms Fahima was arrested in August 2004 she received a phone call
      from a Shin Bet agent who inquired how she was finding life without work before
      inviting her to a meeting at her local police station in Kiryat Gat in the
      south of Israel. She decided not to go. In the month-long interrogation that
      followed her arrest she was questioned about the people she had met and asked
      for information which Ms Fahima said she did not have. During this period Shin
      Bet agents briefed Israeli journalists she had been having an affair with
      Zubeidi, who was well known to Israelis from newspaper interviews.

      "It was a Shin Bet tactic to make me and him seem bad and to delegitimise us
      both," she said, adding that while it was obvious to some that it was
      malicious, many, including friends, believed it.

      When she was finally charged she was accused of translating an army document
      which apparently detailed an arrest operation that was due to take place.

      "In the wake of the explanations of the accused," read the charge
      sheet, "Zubeidi later ordered the wanted persons to hide until the conclusion
      of the military operation and the wanted persons, who carried out Zubeidi's
      directive and hid, were not detained."

      The document contains three aerial maps of Jenin, and four photographs of
      wanted men, including Zubeidi, with a short description of each. Zubeidi speaks
      and reads Hebrew after years of work and imprisonment in Israel.

      źródło: www.guardian.co.uk/international/story/0,,1983247,00.html
      • beduinka Leftist lights torch for Al-Aqsa commander 02.07.07, 21:10
        Leftist lights torch for Al-Aqsa commander


        Published: 04.23.07, 21:09 / Israel News



        Lefist Tali Fahima lit a torch in honor of Zakaria Zubeidi, the commander of Al-
        Aqsa Martyrs' Brigades (Fatah's military wing). "I light this for my friend
        Zakaria Zubeidi, with whom I have demolished fortresses. True friendship does
        not fall apart in a storm, she said.


        Fahima, along with some 1,500 other people, was participating in an alternative
        torch-lighting ceremony for Independence Day led by the 'There's a line'
        movement, in front of the prime minister's office in Jerusalem. (Roi Mandel)


        www.ynetnews.com/articles/0,7340,L-3391371,00.html
    • gajasirocco Dziś w GW Palestyńczyk o Zydach i krowach:S.KASZUA 26.04.08, 14:25
      Reportaż P.Smoleńskiego: "Pokaż, Arabie, dokumenty"
      "W POlsce połowa krów wabi się Mućka. W Izraelu-Hawa. A pośród
      izraleskich Arabów ponoć przyjęło się, że co druga owca nazywa się
      Aisza.
      Jeszcze doniedawna nikt by się nie przejmował owczymi imionami. Ale
      sprawy dotknął pisarz Said Kaszua..."

      Zresztą poczytajcie sami w dzisiejszej GW, a teraz wzrucę Wam
      starusieńki link z tańczących Arabów:
      www.gazetawyborcza.pl/1,75517,3093795.html
      • gajasirocco "Pokaż, Arabie, dokumenty" P.Smoleński GW 26-04 28.04.08, 13:48
        www.gazetawyborcza.pl/1,76498,5157277.html
        • yallamark Re: "Pokaż, Arabie, dokumenty" P.Smoleński GW 26- 29.08.08, 10:22
          Włos się jeży jak sie czyta to wszystko. Uczeń przerósł mistrza,
          mozna skwitować jednym zdaniem, wręcz słychac chichot historii,
          jakiego "psikusa" zrobiła.
          Dalej nie pisze nawet, nie mam melisy w domu ............
          • yallamark Re: "Pokaż, Arabie, dokumenty" P.Smoleński GW 26- 29.08.08, 10:24
            To do wcześniejszych postów, artykułu z GW, jeszcze nie przeczytałem
    • aisza5 Re: Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać 29.08.09, 09:31
      up
    • polani Re: Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać 11.01.10, 21:02
      Odwrotnie Zdy pod arabskich terror od 624.r., okupanci wybudowali
      nielegalnie swoj Meczeta na naszych gruzy.
      Ja osobiscie cerpie arabskich Terror od czasu wypedzenia gomulki z
      Polski do Erec Israel.
      Pytanko do Aarbow w polsce w jakim prawie jestecie tutaj? macie 23
      panstw arabskich zostancie tam
    • aisza5 Re: Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać 06.01.11, 21:42

      up
    • aisza5 Re: Żydówka o Palestyńczykach - warto przeczytać 27.05.12, 18:06
      up

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka