beduinka
29.10.04, 19:26
Jennifer Loewenstein
Palestyna pod terrorem izraelskim (I)
W ostatnich latach amerykańska Żydówka Jennifer Loewenstein z Uniwersytetu
Wisconsin pracowała jako dziennikarka i współpracowała z organizacjami
obrońców praw człowieka w Palestynie i Libanie. Przebywała w Dżeninie, Ram
Allah i Wschodniej Jerozolimie, gdy armia izraelska przeprowadzała w kwietniu
ub.r. operację Tarcza Obronna, a 22 lipca ub.r. była świadkiem izraelskiego
bombardowania Gazy. Jest współautorką książki pt. „Nowa intifada”. O tym, co
widziała, a widziała rzeczy wstrząsające, opowiedziała Justinowi Podurowi na
łamach amerykańskiego „Z Magazine”.
- Czego byłaś świadkiem w Dżeninie?
- Dotarłam do obozu uchodźców w Dżeninie nazajutrz po wycofaniu się
Izraelczyków i spędziłam tam dwa dni i noc. To było tak, jak wizyta w jednym
z najniższych kręgów piekła Dantego i wiele z tego, co widziałam, nie daje
się opisać. Znikła cała dzielnica i nie można było odróżnić, gdzie
przebiegały ulice, a gdzie stały domy. Chodzi nie tylko o zniszczenie
wielkiej części obozu – gdy odwiedza się jakiekolwiek miasto czy osiedle
palestyńskie, człowiek staje oko w oko z wprost niewiarygodnymi
zniszczeniami. Rafah, Chan Junus, Ram Allah, Betlejem, Hebron, Nablus, miasto
Gaza... Ta lista nie ma końca, toteż gdy oglądam swoje zdjęcia stamtąd,
czasami trudno mi jest przypomnieć sobie, o jakie miejsce chodzi. Po pewnym
czasie rozwalone buldożerami, zbombardowane, pokryte kulami i wysadzone w
powietrze domy i budynki stają się do siebie podobne. Jednak w Dżeninie
zniszczenia osiągnęły poziom bez precedensu. Idziesz po z ziemi i okazuje
się, że ziemia to dach trzypiętrowego domu, którego resztę tak zrównano z
ziemią, że nic nie sugeruje, iż to kiedyś był budynek, dopóki nie zaczynają
się wykopki i w głębokich dziurach nie pokazują się przedmiot życia
codziennego – materace, odzież, rozbite meble, sprzęt kuchenny, książki i
niemożliwe do rozpoznania przedmioty, które stanowiły wyposażenie czyjegoś
salonu. Ilekroć wspominam ten potworny okres, raz po raz wstrząsa mną ogrom
zbrodni, a wtedy bardziej niż kiedykolwiek uświadamiam sobie jeszcze większą
zbrodnię – zbrodnię popełnioną przez Izraelczyków razem z USA i ONZ, która
polega na wykreśleniu z historii tego, co się stało w Dżeninie.
W czerwcu miałam odczyt o Dżeninie w Madison, w stanie Wisconsin. Pokazałam
zdjęcia publiczności, około stu osobom, z których wiele było rozdrażnionych
tym, że moja relacja była sprzeczna z oficjalną wersją. Krzyczeli, że Dżenin
to „gniazdo terrorystów”, że Izrael musiał się bronić. Gdy pokazałam zdjęcie
młodego Palestyńczyka klęczącego nad zwłokami dwóch osób za zrujnowanym
szpitalem obozu uchodźców, pewna kobieta w głębi sali głośno
skomentowała: „To się nie stało.” I kropka.
Właśnie, że się stało. Dżeninu nie obrócono w ruinę, lecz starto go na proch.
Zginęło tam 60 osób, z czego co najmniej 40 było cywilami. Zginęli w potworny
sposób – np. gdy wojska izraelskie wysadzały w powietrze domy wiedząc, że
wewnątrz są ludzie, lub gdy strzelały do tych, którzy wyglądali przez okna
czy z balkonów czy wtedy, gdy pociskami czołgowymi strzelały prosto do
sypialni czy kuchni. Niektórzy zginęli, gdy zawalały się zrujnowane domy. Na
niektórych dokonano egzekucji. Trzy osoby opowiedziały mi tę samą historię o
grupie mężczyzn, którym kazano położyć się na ulicy na brzuchu ze związanymi
z tyłu rękami i których rozjechał buldożer.
Tych ludzi zmasakrowano. Tak, zmasakrowano. W moim słowniku
czasownik „masakrować” znaczy „zabijać na oślep i okrutnie dużą liczbę osób”.
Mówimy o dużej liczbie osób, które zamordowano na oślep i w okrutny sposób. W
dniu, w którym wycofali się Izraelczycy, siedziałam z kamerą na kamiennej
ławce na tyłach szpitala i widziałam, jak grupa mężczyzn odkopuje zwłoki
tych, których Izraelczycy zabili lub zranili podczas oblężenia (wielu ciężko
rannych zmarło, bo armia izraelska uniemożliwiła dostęp ekip medycznych i
karetek pogotowia do obozu i poruszanie się po nim). Szybko ich pogrzebano w
prowizorycznych grobach, aby uniknąć epidemii, a teraz odkopywano, aby
należycie pochować.
Inna ekipa układała na ziemi zwłoki, które przynoszono z obozu uchodźców.
Zabici leżeli obok siebie w białych, poplamionych krwią prześcieradłach,
podczas gdy często histeryzujący z bólu przyjaciele i członkowie rodzin
podchodzili, aby ich zidentyfikować. Były tam także ciała kobiet i dzieci.
Jak już powiedziałam, 40 zabitych było cywilami, a nie bojownikami
uzbrojonymi w karabiny i stawiającymi czoło szóstej najpotężniejszej armii
świata. Niektórzy zabici ciągle leżeli tak głęboko pod ruinami swoich domów,
że jeszcze nie można było ich wydostać. Chodziłam po ponurych ruinach domu,
pod którymi – pod moimi stopami – spoczywały trzy ciała; widać było tylko
zelówkę buta jednej z nich. Wiedziałam, że tam leżą, bo je odkopywano, a
wokół czuło się zapach śmierci. Obserwujące tę scenę dzieci zakrywały sobie
dłońmi usta i nosy. Sanitariusze i członkowie ekip ratunkowych mieli białe
maseczki, aby praca była znośniejsza. Członek Palestyńskiego Czerwonego
Półksiężyca zanotował nazwiska trzech braci poległych w walce z
Izraelczykami. W innej części obozu spotkałam kobietę z twarzą bez wyrazu,
której towarzyszył mężczyzna; przetłumaczył mi, że straciła wszystkich swoich
czterech synów – dwóch ostatnich podczas oblężenia Dżeninu.
Około 20 zabitych było „uzbrojonymi bojownikami”, którzy walczyli z
Izraelczykami. Liczy się, że będziemy uważali, iż Izrael stoczył tam z tymi
bojownikami walkę na śmierć i życie, że chodziło o akt obrony koniecznej.
Zmusza się nas, byśmy wspominali do dużej liczbie żołnierzy izraelskich,
którzy zginęli walcząc z tymi terrorystami. Niektórzy przypominają mi, że
toczy się wojna.
Nie – mamy do czynienia z nielegalnym aktem agresji, dokonanym przez wojujące
mocarstwo okupacyjne na narodzie, który zgodnie z prawem międzynarodowym ma
prawo do oporu wobec oblężenia swoich ognisk domowych. Palestyńczycy mieli i
nadal mają prawo do oporu. Proszę przeczytać rezolucję Zgromadzenia Ogólnego
Narodów Zjednoczonych nr 42/159 z 7 grudnia 1987 r., w której potępia się
terroryzm międzynarodowy, ale rozróżnia się między nim a prawem narodów do
walki z okupacją swoich ziem. „Nic w niniejszej rezolucji nie może w żaden
sposób szkodzić prawu do samostanowienia, wolności i niepodległości,
wynikającemu z Karty Narodów Zjednoczonych, tych narodów, które siłą
pozbawiono owego prawa (...) a w szczególności poddanych reżimom kolonialnym
i rasistowskim i obcej okupacji czy innym formom panowania kolonialnego, ani
(...) prawu wspomnianych narodów do prowadzonej w takim celu walki oraz do
występowania o pomoc i jej uzyskiwania (zgodnie z Kartą i innymi zasadami
prawa międzynarodowego).”
Żadne zniekształcenia, żadne mity ani kłamstwa generowane przez nasz rząd,
przez rząd Izraela i nasze media nie są w stanie przekreślić tego prawa do
oporu.
Kto postanowił, że walka jest słuszna tylko wtedy, gdy jedna ze stron jest
bezbronna? Jakież to absurdalne rozumowanie może dać takim tyrańskim
państwom, jak nasze czy jak Izrael, dysponującym olbrzymimi arsenałami
środków zniszczenia, prawo do wymagania od słabszych narodów, aby złożyły
broń, otworzyły swoje drzwi przed „inspekcjami” i zrezygnowały ze swojego
znikomego handlu bronią, gdy supermocarstwa zbroją się na skalę bez
precedensu, która do niedawna wydawała się niemożliwa, i proklamują swoje
prawo do zabijania nawet wtedy, gdy się ich nie prowokuje?
Po to, by mówić o pokoju, nie można zaczynać od żądania rozbrojenia się
słabszego, lecz od rozbrojenia się silniejszego. Bierny opór jest
bezskuteczny, gdy tych,