• gajasirocco "Who is Who: Hajede" z Arabia.pl 23.08.06, 19:55
      Who is Who: Hajede
      poniedziałek, 2006-08-21 17:50:06
      Hajede przez wielu uważana jest za jedną z największych i najwspanialszych
      irańskich artystek. Urodziła się w 1942 roku w Teheranie zmarła w 1990 w
      Stanach Zjednoczonych.

      Hajede zaczynała swoją karierę od repertuaru klasycznego. Pozostawała pod
      silnym wpływem muzyki i śpiewu Delkash, innej perskiej artystki śpiewającej i
      występującej od połowy lat czterdziestych. Kariera Hajede rozpoczęła się od
      występów w radio w programie Golha-je Rangarang Kolorowe Kwiaty.

      Uważa się, że pierwszym wielkim hitem artystki wydanym w 1968 roku był utwór
      Azadeh, do którego muzykę skomponował znany irański kompozytor Ali Tadżvidi.
      Tadżavidi był tym, który właściwie odkrył Hajede i jej ogromny talent.
      W latach siedemdziesiątych Hajede zaczęła również śpiewać utwory muzyki pop.
      Nagrała ponad 25 albumów. Piosenki Hajede często opowiadają o miłości i
      tęsknocie. Do niektórych utworów Hajede wykorzystywała teksty klasycznej
      perskiej poezji mistycznej. Pracowała z najwybitniejszymi muzykami,
      kompozytorami i autorami tekstów w Iranie i na świecie. Przed rewolucją
      muzułmańską, w 1978 roku wyemigrowała do Wielkiej Brytanii. Sąd rewolucyjny
      oskarżył artystkę o propagowanie „dworskiej muzyki” (artystka występowała na
      dworze Mohammad Rezy Szacha). W 1982 roku Hajede przeniosła się do Stanów
      Zjednoczonych i na stałe osiedliła się w Los Angeles. W pierwszy latach pobytu
      na emigracji w Stanach Zjednoczonych jej nostalgiczne piosenki i patriotyczne
      teksty gromadziły na jej koncertach sporą widownię. Mimo, że muzyka Hajede była
      zakazana w Iranie, jej piosenki przenikały do ojczyzny i zdobywały ogromną
      popularność.

      Hajede zmarła w wieku 47 lat na zawał serca zaraz po koncercie w San Francisco.
      Pod koniec koncertu zaśpiewała utwór zmarłej kilka miesięcy wcześniej Lejli
      Kasra (autorki wielu tekstów Hajede) pt. Chce udać się do domu Boga Man micham
      be chane-je chada beram. Pogrzeb piosenkarki odbył się w Los Angeles i wzięło w
      nim udział wielu Irańczyków zamieszkałych na stałe w Stanach Zjednoczonych.

      Po jej śmierci wydano album pt. Pamięci Hajede [In the Menory of Hayedeh], na
      którym przyjaciele i bliscy artystki wykonali jej utwory. Na płycie znalazły
      się również utwory wykonane przez siostrę Hajede Mahasti, również żyjącą na
      emigracji w Los Angeles.

      Głos Hajede nadal wzbudza w Iranie ogromne poruszenie, a jej piosenki cieszą
      się niezwykłą popularnością.
      www.hayedehmusic.com
    • gajasirocco Władze Iranuzdementowały informacje o ataku-Arabia 24.08.06, 11:34
      Władze Iranu zdementowały informacje o ataku na rumuńską platformę
      IAR
      czwartek, 2006-08-24 10:51:47
      Władze Iranu zdementowały doniesienia o ataku irańskich odziałów na rumuńską
      platformę wiertniczą w Zatoce Perskiej i zarzuciły rumuskiej prasie kłamstwo.


      Ambasador Iranu w Bukareszcie przedstawił rano w Ministerstwie Spraw
      Zagranicznych Rumunii oficjalne stanowisko Iranu w sprawie wtorkowego incydentu
      w Zatoce Perskiej. Według irańskiego ambasadora, nie ma mowy o ataku na
      platformę wiertniczą. Oświadczył, że była to interwencja policyjna w celu
      wykonania wyroku sądowego i zapewnił, że rumuńscy pracownicy nie zostali
      poszkodowani i nie są przetrzymywani siłą. Cała sprawa to według ambasadora
      zwykły spór handlowy.

      Wczorajsza prasa w Rumunii podała, że jedna z rumuńskich platform wiertniczych
      została zaatakowana i zajęta przez irańskie wojsko. Źródłem informacji była
      rumuńska firma naftowa, do której należy platforma.
      • gajasirocco Spór Iranu i Rumunii ma wymiar handlowy-zArabia.pl 24.08.06, 22:30
        Spór Iranu i Rumunii ma wymiar handlowy
        IAR
        czwartek, 2006-08-24 19:58:45
        Prezydenci Rumunii i Iranu zgodzili się, że konflikt o rumuńską platformę
        wiertniczą na Zatoce Perskiej ma tylko wymiar handlowy. Irański przywódca
        zapewnił, że zajęcie platformy nie było aktem agresji skierowanym przeciwko
        Rumunii. Obaj przywódcy rozmawiali telefonicznie wczoraj, jednak komunikat w
        tej sprawie opublikowano dziś.


        Podczas rozmowy prezydenci Basescu i Ahmadineżad uzgodnili, że przedwczorajszy
        incydent nie jest problemem wagi państwowej, a jedynie efektem konfliktu
        pomiędzy dwiema firmami - rumuńską i irańską. Mahmoud Ahmedineżad podkreślił,
        że rzekomy atak na platoformę należącą do rumuńskiej spółki był zgdoną z prawem
        interwencją irańskiej policji.

        Wiadomość o "ataku" irańskich oddziałów na rumuńską platformę pojawiła się w
        mediach po informacji od właściciela platformy - firmy Grup Servicii Petroliere.
    • gajasirocco "Pokolenie Ahmadineżada" Ray Takeyh Dziennik 26-08 26.08.06, 13:00
      Ray Takeyh szkicuje portret prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada oraz
      pokolenia, które wraz z nim doszło do władzy. To pokolenie krwawej wojny z
      Irakiem (1980-1988) przypomina pod pewnymi względami niemieckie pokolenie
      weteranów I wojny światowej. Jest radykalne i nieufne wobec reszty
      społeczeństwa i pragnie powrotu do pierwotnych haseł rewolucji islamskiej...
    • gajasirocco Obciążaniemuzułmanów zazamachy towynik propagandy 27.08.06, 13:29
      Obciążanie muzułmanów za zamachy to wynik propagandy - wywiad z ambasadorem
      Iranu
      Marek Kubicki
      piątek, 2006-08-25 10:48:03
      Poniżej przedstawiamy wywiad z Ambasadorem Islamskiej Republiki Iranu
      Mohammadem Mehdi Pourmohammadi, w którym komentuje on bieżącą sytuację
      polityczną na Bliskim Wschodzie, jak i prezentuje stanowisko swojego kraju w
      sprawie irańskiego programu atomowego. Wywiad został zrealizowany 11 sierpnia
      przez redaktora naczelnego serwisu ARABIA.pl - Marka Kubickiego.
      Marek Kubicki: Jak Pan ocenia ostatnie wydarzenia w Londynie (chodzi o
      niedoszły zamach terrorystyczny z 10 sierpnia – dopisek red.) i co powinien
      zrobić świat, by zapobiec tego typu zamachom?
      Ambasador: Jako muzułmanie i jednocześnie jako obywatele kraju, który jest
      ofiarą terroryzmu zdecydowanie potępiamy ten zamach, a raczej jego próbę.
      Myślę, że świat pamięta o tym, że Iran był jednym z pierwszych krajów, a nasz
      poprzedni prezydent jednym z pierwszych światowych liderów, który potępił
      zamachy z 11 września 2001. Przy tej okazji należy podkreślić, że rozróżniamy
      walkę polegającą na stawianiu oporu agresorom od terroryzmu (prawdopodbnie
      chodzi o podkreślenie różnicy między zamachami terrorystycznymi, takimi jak ten
      z 11 września, a działaniami np. Hezbollahu – dopisek red.). Polacy, będący
      narodem, który doświadczył wielokrotnie okupacji, oczywiście również znają to
      rozróżnienie.
      MK: Świat wini za zamachy muzułmanów, czy to jest uprawnione? Co powinno być
      zrobione, by temu zapobiec?
      Fakt, że ludzie wiążą zamachy terrorystyczne z muzułmanami i obciążają
      muzułmanów winą za ich spowodowanie jest efektem propagandy, gdyż żadna z
      religii objawionych na świecie nie zezwala na działania terrorystyczne. Dużą
      rolę w zapobieganiu terroryzmowi mają duchowni i tą rolę skutecznie spełniają.
      Jednak zamachy, to nie jest kwestia religii, tylko ekstremizmu. Potencjalnie
      występuje on we wszystkich religiach, czy to muzułmańskiej, chrześcijańskiej,
      czy mojżeszowej. To dotyczy pewnego zjawiska występującego w każdym z tych
      kręgów religijno-kulturowych. Przykładowo to co zrobił Izrael w Libanie, te
      barbarzyńskie naloty i niszczenie Libańczyków, to cóż to jest, jak nie
      terroryzm. Natomiast my nie przypisujemy w żadnej mierze tego zjawiska
      (terroryzmu) religii mojżeszowej, albo Żydom, przypisujemy je jedynie
      syjonistom, których uznajemy za terrorystów.
      Jest jeszcze jedna sprawa. Prezydent Bush, który czuje się przywiązany do
      religii chrześcijańskiej, jak również niektórzy przywódcy, którzy również
      deklarują przywiązanie do religii chrześcijańskiej popierali to, co Izrael
      zrobił w Libanie. Popierali chociażby nie dopuszczając przez długi czas do
      zawieszenia broni, co dawało Izraelowi carte blanche, dla jego działalności w
      Libanie. My nie przypisujemy takiej postawy chrześcijanom, chrześcijaństwu, czy
      cywilizacji chrześcijańskiej. Przypisujemy to ekstremistom, czy grupie ludzi,
      których nazywamy ekstremistami, jak np. prezydent Bush, czy niektórzy przywódcy
      europejscy.
      Kolejny przykład – dwa największe zagrożenia terrorystyczne na Bliskim
      Wschodzie, a mianowicie władze Iraku za czasów Saddama Husajna i Talibowie. Te
      dwie grupy cieszyły się poparciem Zachodu i to nie tylko politycznym, czy
      moralnym, ale także w postaci dostaw broni. Występowali oni przeciw własnym
      obywatelom i sąsiednim krajom – vide Irak i jego atak na Iran.
      Największa obecnie grupa terrorystyczna – Mudżahedini Ludowi, działając w Iraku
      pod skrzydłami Saddama Husajna, cieszyła się jego poparciem. W tej chwili
      działa w tymże Iraku ciesząc się poparciem Stanów i działa także, w różnych
      punktach Europy funkcjonując pod różnymi szyldami. Cieszy się tolerancją i
      działa zupełnie swobodnie, mimo, że jest to organizacja znajdująca się na
      liście organizacji terrorystycznych.
      Kwestia utożsamiania terroryzmu z islamem i z muzułmanami, jest to kwestia
      propagandy zmierzająca do tego, żeby obezwładnić i rozbroić ruchy bynajmniej
      nie terrorystyczne, tylko ruchy oporu, które sprzeciwiają się okupacji
      izraelskiej – takie jak Hamas i Hezbollah. Ta propaganda służy temu, żeby dać
      Izraelowi wolną rękę na terenie Palestyny i Libanu.
      I takim najwyraźniejszym przejawem terroryzmu jest terroryzm państwowy państwa
      Izrael. Jest to państwo, które najpierw ogłasza zamiar zlikwidowania
      fizycznego, zabicia przywódców palestyńskich, a później ten zamiar realizuje.
      Co gorsza, duchowni izraelscy ogłaszają, że zabijanie Libańczyków, kobiet,
      dzieci, starców, cywili libańskich jest dozwolone. Poza tym Izrael bombarduje
      obóz ONZ-owski i robi to z całkowitą premedytacją.
      W ciągu 58 lat istnienia Izraela kraj ten stał się przyczyną emigracji i
      rozproszenia się po całym świecie kilku milionów Palestyńczyków, którzy byli
      zmuszeni do opuszczenia swoich domów. A teraz to samo stało się z jednym
      milionem Libańczyków
      Podstawową sprawą, by wprowadzić trwały pokój w regionie, to z jednej strony
      kwestia okupacji izraelskiej i z drugiej uchodźców palestyńskich. O ile te dwie
      sprawy nie zostaną rozwiązane i uwzględniane, to nic się w tej sprawie nie
      ruszy.
      MK: Jak w takim razie powinien być rozwiązany ten konflikt według Iranu?
      Według nas rozwiązanie tego konfliktu jest następujące – wszyscy uchodźcy
      palestyńscy, gdziekolwiek się znajdują mają prawo powrotu do swojej ojczyzny I
      powinno być powszechne głosowanie, w którym wszyscy zadecydują o przyszłości
      tego regionu – chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi zadecydują o przyszłości tego
      regionu i będą żyć w pokoju obok siebie.
      MK: Ponieważ jest to bardzo często podnoszony temat – Czy Iran faktycznie
      odmawia prawa do egzystencji Izraela?
      Skoro padło to pytanie powiem coś tytułem wstępu. Sytuacja wygląda w ten
      sposób. Od samego początku rewolucji islamskiej w Iranie nasz kraj nie uznaje
      podstawy prawnej powstania Izraela i oficjalnie tego państwa nie uznaje. I
      nigdy nie uznamy oficjalnie takiego zjawiska, jakim jest okupacja i to jest
      prawo każdego kraju na świecie. W myśl prawa międzynarodowego, każdy kraj ma
      wybór czy uznać, czy nie uznać istnienia danego państwa. Izrael nie był jedynym
      krajem, którego oficjalnie nie uznawaliśmy. Drugim państwem była Republika
      Południowej Afryki w czasach apartheidu. Ponieważ w myśl islamu byliśmy
      przeciwko wszelkiej dyskryminacji, czyli apartheidowi.
      Obecnie, kiedy RPA jest państwem demokratycznym i pozbawionym cech apartheidu,
      oczywiście z tym krajem mamy bardzo dobre stosunki. Szczerze mówiąc marzymy,
      żeby to samo stało się w tamtym rejonie świata, o którym teraz mówimy. Chcemy
      takiego samego rozwiązania na Bliskim Wschodzie. Chcemy referendum, o którym
      poprzednio wspomniałem, na skutek którego zostanie wyłonione państwo
      demokratyczne. Chcemy rządu demokratycznego, nie rasistowskiego, gdzie będziemy
      widzieli Żydów, chrześcijan i muzułmanów żyjących obok siebie w pokoju.
      Mk: Zmieniając temat. Zgodnie z niektórymi komentarzami działania Hezbollahu
      miały odciągnąć uwagę opinii światowej od irańskiego programu atomowego. Co Pan
      o tym sądzi?
      Tak nie jest, bo są dowody na to, jak zostało to niedawno ujawnione, że
      izraelski atak na Liban był zaplanowany wcześniej i miał wyznaczoną datę
      (rozpoczęcia – dopisek red.), więc jest to realizacja planu Izraela, a nie
      Hezbollahu. Wszystko wskazuje jednak na to, że rachuby Izraela zawiodły.
      Mk: Czy Iran dąży do posiadania broni atomowej?
      Iran podpisał układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Jest także
      członkiem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), więc stosuje się i
      musi się z natury rzeczy stosować do uregulowań prawnych obowiązujących
      sygnotariuszy tych aktów. Program atomowy służy jedynie celom pokojowym – w
      pierwszym rzędzie ma oczywiście służyć produkcji energii, ale planujemy także
      wykorzystywanie tych technologii w rolnictwie, przemyśle, medycynie itd.
      M
    • gajasirocco "Atomowa prowokacja?" Trybuna 28-08 28.08.06, 11:03
      Atomowa prowokacja?
      IRAN * Iran zaprasza Zachód do rozmów

      Iran zaprosił w niedzielę kraje zachodnie do negocjacji na temat swego programu
      nuklearnego. Ofertę złożył rzecznik prasowy ministerstwa spraw zagranicznych
      Hamid Reza Assefi
      więcej w Trybunie
    • gajasirocco "Prezydent Iranu proponuje debatę TV z Bushem"GW 29.08.06, 15:02
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3581255.html
    • gajasirocco "Były prezydent Iranu otrzyma amerykańską wizę"GW 29.08.06, 15:07
      serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3580493.html
      • gajasirocco "Były prezydent Iranu:holocaust to fakt"GW 11-09 11.09.06, 15:37
        serwisy.gazeta.pl/swiat/1,34174,3608171.html
    • gajasirocco Minister spraw wewnętrznych Iranu nieotrzymał wizy 16.09.06, 14:39
      Minister spraw wewnętrznych Iranu nie otrzymał wizy
      KUNA
      sobota, 2006-09-16 08:22:05
      Wczoraj Iran zgłosił protest Sekretarzowi Generalnemu Kofiemu Annanowi
      przeciwko odmówieniu ministrowi spraw wewnętrznych Iranu Mostafie
      Purmohamadiemu uczestniczenia w dwudniowym Dialogu Wysokiego Szczebla Ws.
      Międzynarodowej Migracji i Rozwoju. Purmohamadi napisał, że nie wydanie wizy
      przez Stany Zjednoczone jest sprzeczne z międzynarodowymi zobowiązaniami jakie
      posiada gospodarz ONZ.

      Purmohamadi i inni ministrowie zostali zaproszeni przez przewodniczącego
      Zgromadzenia Ogólnego.

      List protestacyjny od Purmohamadiego dostarczył Annanowi Irański wysłannik
      Javad Zarif, który poprosił go, aby poruszył tę sprawę na zebraniu Komitetu
      Stosunków z Krajem Pełniącym Rolę Gospodarza. Zapytany o problem Purmohamadiego
      wysłannik USA John Bolton powiedział reporterom, że nie zdawał sobie z tego
      sprawy.
    • gajasirocco Ahmedineżad: USA i WB wykorzystują RB ONZ...Arabia 20.09.06, 22:35
      Ahmedineżad: USA i Wielka Brytania wykorzystują RB ONZ do własnych celów
      KUNA
      środa, 2006-09-20 13:54:09
      Irański prezydent Mahmud Ahmedineżad oskarżył Stany Zjednoczone i Wielką
      Brytanię, że wykorzystują Radę Bezpieczeństwa ONZ do zatwierdzania swoich
      programów i karania krajów uważanych przez nie za wrogów.



      Ahmedinedżad zasugerował, że powinno się zreformować i zmienić konfigurację
      Rady. Zaapelował o stałe członkostwo z możliwością veta reprezentacji z Ruchu
      Państw Niezaangażowanych, Organizacji Konferencji Islamskiej oraz kontynentu
      afrykańskiego.


      Irański prezydent potwierdził pokojowy charakter programu nuklearnego Iranu,
      krytykując kraje, które posiadają broń jądrową, a które równocześnie chcą
      odmówić Iranowi prawa do posiadania pokojowej technologii nuklearnej.

      Podkreślił, że jego kraj nie podda się naciskowi międzynarodowemu, żeby
      zawiesił swój program wzbogacania uranu.
    • gajasirocco 54%-taki procent Amerykanów popiera negocjacje z I 23.09.06, 16:15
      54% - dokładnie taki procent Amerykanów popiera negocjacje z Iranem
      Marta Minakowska
      piątek, 2006-09-22 21:10:50
      54% Amerykanów popiera bezpośrednie rozmowy z Teheranem, a 32% jest im
      przeciwna. Wśród tych, którzy twierdzą, że wiele słyszeli o irańskim programie
      nuklearnym odsetek popierających negocjacje jest jeszcze większy i wynosi 64%.
      Obecnie Republikanie odrobinę chętniej popierają rozmowy od Demokratów.

      Aktualnie 26% mieszkańców USA uważa wojnę w Iraku za najpoważniejszy problem
      ich kraju, podczas gdy 11% wskazuje terroryzm (najwyższy odsetek w przeciągu
      ostatnich trzech lat). Nic nie wskazuje jednak na to, by poparcie dla obecnego
      prezydenta USA, Busha, wzrosło w związku z jego ponownym zajęciem się kwestią
      terroryzmu. Sondaże pokazują, iż utrzymuje się ono na poziomie 37% - takim
      samym jak w sierpniu.


      Źródło: pewresearch.org/reports/?ReportID=48
    • gajasirocco "Nie dla agresji na Iran" z Arabia.pl 23.09.06, 16:17
      Nie dla agresji na Iran
      Marta Minakowska
      Przeprowadzone w dniach 26 maja-6 lipca 2006 roku dla BBC World badania,
      obejmujące m.in. USA, Wielką Brytanię i Irak, pokazują, że opinia publiczna nie
      pochwala agresywnych działań w celu zapobieżenia irańskiemu rozwojowi broni
      nuklearnej.

      Tylko co piąty (czyli 17% ankietowanych) obywatel spośród 25 objętych sondą
      krajów uważa, że Iranowi chodzi tylko o zapewnienie sobie energii nuklearnej,
      natomiast 60% jest przekonanych, że Iran chce skupić się na broni nuklearnej.

      Jednocześnie 43% pytanych byłoby bardzo zaniepokojonych, a 29% zaniepokojonych
      na wieść, że Iran zajmuje się bronią nuklearną.

      Pomimo to tylko 11% ankietowanych popiera interwencję militarną w celu
      przerwania działań Iranu, natomiast 39% wierzy w skuteczność środków
      dyplomatycznych. Użycie siły znajduje największe poparcie w trzech krajach:
      Iraku (wśród 34% ankietowanych), Izraelu (30% ankietowanych) i USA (21%
      ankietowanych).

      Nawet podjęcie sankcji ekonomicznych wobec Iranu popiera tylko 30% objętych
      badaniem. 10% jest zdania, że na Iran nie powinno się wywierać żadnej presji, a
      pogląd ten jest najbardziej rozpowszechniony wśród innych krajów muzułmańskich
      (takich jak: Egipt, Indonezja, Turcja).

      Badanie przeprowadzono w następujących krajach: Australia, Brazylia, Kanada,
      Chile, Chiny, Egipt, Francja, Niemcy, Wielka Brytania, Indie, Indonezja, Irak,
      Izrael, Włochy, Kenia, Meksyk, Nigeria, Filipiny, Polska, Rosja, Korea
      Południowa, Hiszpania, Turcja, Ukraina i USA.


      Źródło: www.worldpublicopinion.org/pipa/articles/home_page/247.php?
      nid=&id=&pnt=247&lb=hmpg1
    • gajasirocco USA daje więcej czasu UE na negocjacje ws.programu 23.09.06, 16:36
      USA daje więcej czasu UE na negocjacje ws. programu nuklearnego
      KUNA
      sobota, 2006-09-23 08:38:07
      Deputowany USA John Bolton powiedział wczoraj, że Stany Zjednoczone są gotowe
      dać Unii Europejskiej więcej czasu na negocjacje z Iranem ws. irańskiego
      programu nuklearnego, ale przestrzegł, że czas zależy od stanowiska Iranu.

      W odpowiedzi na pytania Bolton powiedział, że USA stara się dać UE szansę
      wykorzystania planu, który próbowała zrealizować. Dodał również, że czas jest
      ogromnie ważnym czynnikiem, przypominając, że Hassan Rohani, były główny
      negocjator irański ws. broni jądrowej powiedział kiedyś, że Iran „wykorzystał”
      długość trwania negocjacji na rozwój swojego programu nuklearnego.

      Bolton i Sekretarz Stanu Condoleezza Rice jasno stwierdzili w tym tygodniu, że
      są gotowi nałożyć sankcje na Iran, jeśli sprawa nie ruszy do przodu.
    • gajasirocco Teheran gotowy do rozmów-Nasz Dziennik 25-09 25.09.06, 10:26
      Teheran gotowy do rozmów
      Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad oświadczył wczoraj, że jest gotów do
      rozmów "o wszystkim", jeśli USA porzucą zamiar zmiany władz w Teheranie. "Jeśli
      zmienią swoją postawę, jest możliwa rozmowa o wszystkim" - powiedział irański
      prezydent w wypowiedzi dla "Washington Post". Stany Zjednoczone naciskają na
      przyjęcie przez ONZ sankcji przeciwko Iranowi, który zignorował żądania Rady
      Bezpieczeństwa wstrzymania do 31 sierpnia wzbogacania uranu. Teheran twierdzi,
      że jego program nuklearny ma charakter całkowicie pokojowy, natomiast Zachód
      obawia się, że Iran chce wejść w posiadanie bomby atomowej.
      W przyszłym tygodniu w jednej z europejskich stolic ma się odbyć spotkanie
      szefa unijnej dyplomacji Javiera Solany i głównego negocjatora ds. atomowych
      Alego Laridżaniego.
      Rozmowy Solany z Laridżanim są, zdaniem ekspertów, ostatnią szansą Iranu na
      uniknięcie międzynarodowych sankcji. Waszyngton uważa, że stanowisko Teheranu
      to jedynie gra na zwłokę i że Iran ma ambicję zdobycia broni atomowej.
      PS, PAP
    • gajasirocco "Esej Johna Stuarta Milla O wolności" z Arabia.pl 01.10.06, 22:12
      Esej Johna Stuarta Milla O wolności a wybrane współczesne zagadnienia
      irańskie
      Mikołaj Klause
      2006-10-01 16:36:31
      Poniżej prezentujemy przysłany do nas artykuł, który jest w części dyskusją z
      artykułem Magdaleny Zaborowskiej „Demokracja religijna w poglądach irańskiego
      intelektualisty Abdolkarima Sorusza”.


      „Różnica zdań w mojej wspólnocie jest znakiem łaski Boga” Tradycja Proroka(1)
      „Różnorodność poglądów nie jest to zło, lecz dobro” J. S. Mill „O wolności”(2)



      Przypominam sobie jak wracałem kiedyś późnym wieczorem ze spotkania ze
      znajomym, podczas którego toczyła się burzliwa dyskusja na jakiś temat.
      Wracałem niezadowolony i czułem się dotknięty nie tylko tym, że nie udało mi
      się kolegi przekonać do mojego stanowiska, że nie uznał mojej w rozważanej
      kwestii kompetencji i nie przyznał mi racji. Gorsze było to, że w trakcie
      dyskusji kolega przytoczył takie argumenty przeciwko mojemu stanowisku, których
      ja sam wcześniej nie wziąłem pod uwagę, i które, o mały włos a sprawiłyby, że
      ta ja musiałbym mu przyznać rację.

      W chwilę później doszedłem jednak do przekonania, że wystarczy nieznacznie
      zmodyfikować moje stanowisko by argumenty mojego oponenta utraciły swoją wagę.
      Odzyskałem spokój ducha zaś w głowie pojawiła mi się następująca, jakże
      egoistyczna myśl: nie po to się dyskutuje, by obdarzyć kogoś przez nas znaną
      prawdą i przekonać do własnego stanowiska, ale po to, by zapoznać się z
      alternatywnymi czy wręcz przeciwnymi rozwiązaniami w celu modyfikacji czy
      ulepszenia własnych.

      Bardzo się ucieszyłem, gdy w istocie na identyczną myśl natknąłem się czytając
      książkę Johna Stuarta Milla „O wolności”.

      Nie będę tu wyczerpująco prezentował innych argumentów, jakie za swobodą
      dyskusji i wolnością działania przytacza Mill - te można znaleźć przekonywująco
      wyłożone w jego książce. Chciałbym spróbować pokazać tylko, przede wszystkim na
      przykładzie irańskim, jak dla rozumienia stosunków międzyludzkich ważną lekturą
      jest lektura eseju „O wolności”.


      I.

      Wszelkie tłumienie dyskusji jest wyrazem własnej nieomylności.


      Dyskusja może toczy się na wielu płaszczyznach: osobistej, między różnymi
      grupami społecznymi, między rządzącymi i rządzonymi, między różnymi religiami
      czy wreszcie miedzy całymi cywilizacjami. Często jednak, gdy nie ma warunków i
      sposobności dla swobodnego i rzetelnego przedstawienia racji wszystkich stron,
      dyskusja przybiera formy niepożądane, zniekształcone, czasem karykaturalne.
      Może mieć postać odwrócenia się plecami, nie zauważania czy wręcz unikania
      drugiej osoby. „Nie widzę powodu, dla którego miałabym z wami rozmawiać”, „Ja
      też mam zdanie na ten temat, ale z wami dyskutować nie będę” - tak zdaje się
      dziś mówić władza w Iranie studentom, wysyłając przeciwko nim oddziały policji.
      Jak nie powinien wyglądać dialog dotyczący spraw międzynarodowych możemy
      przekonać się, śledząc wypowiedzi konserwatywnych prezydentów Iranu i USA.

      Zastanówmy się, mając w pobliżu esej Milla, jakie mogą być powody tego, że
      dialog między ludźmi, zamiast służyć lepszemu zrozumieniu się i poznaniu,
      często zaognia jedynie konflikt, powodując wzrost niechęci i nieufności.

      Jedną z przyczyn, dla których dyskusja przybierać może niepożądany kształt jest
      wspomniane we wstępie dążenie do narzucenia własnego stanowiska. Jest to
      szczególnie widoczne, z racji istnienia nakazu szerzenia wiary zarówno w
      Chrześcijaństwie jak i w Islamie, w odniesieniu do religii i ma istotny wpływ
      na dialog między religiami. Często w tym miejscu przytaczany jest
      kontrargument, że czymś egoistycznym byłoby zatrzymywanie Prawdy tylko dla
      siebie. Takie podejście zakłada jednak w pewnym stopniu własną nieomylność i
      wyklucza - w dyskusji niezbędną – gotowość, chociażby teoretyczną, do przyjęcia
      poglądu i stanowiska drugiej strony.

      Różnorakie są źródła i przyczyny tak ewidentnej potrzeby głoszenia - z zamiarem
      narzucenia - własnego światopoglądu i zdania, własnej wizji prawdy o Świecie.
      Nie mamy tu tylko do czynienia z czystym altruizmem i poddaniu się wspomnianemu
      przed chwilą nakazowi głoszenia prawdy. W jakimś stopniu chodzi tu też o „rząd
      dusz”, o podporządkowanie drugiej osoby danej idei, by „był grzeczny, nie
      spierał się; ale nade wszystko – okazywał szacunek…”(3)

      Powyższe przypuszczenia mogą się wydać zbyt daleko idące w odniesieniu, na
      przykład, do postawy osób wierzących w Polsce. Nie jest przecież w żadnym
      wypadku widoczna u nas „żarliwość” w nawracaniu osób o innych przekonaniach.
      Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy może być – podążam tu dokładnie za
      Millem – następująca prawidłowość: przekonania, które nie są podważane, i o
      które nie toczy się spór, powoli tracą na żywotności. Zanik rzetelnej dyskusji,
      bądź jej niewłaściwe prowadzenie, przejawiać się może w tym, że wyznawane
      poglądy stają się raczej pustymi hasłami na pokaz niż rzeczywistą siłą
      wpływającą na działania człowieka. Zwróćmy uwagę jak odmienna sytuacja była w
      naszym kraju w dobie kontrreformacji, do jakiej ofensywy na polu publicystyki,
      sztuki i teologii przystąpił Kościół Katolicki, gdy poczuł się zagrożony przez
      wyznania dysydenckie. Słowem: związek pomiędzy zanikiem dyskusji a żywotnością
      dyskutowanych poglądów wart jest naszej uwagi. Opuszczając nasze podwórko
      możemy dostrzec jednak, że w tej sferze sytuacja powoli zaczyna się zmieniać.
      Mające miejsce przebudzenie Islamu - spowodowane konfrontacją z cywilizacją
      zachodnią – połączone ze znaczeniem mniejszości muzułmańskich w Europie,
      powoduje z kolei zwarcie szeregów w kręgach kościołów Chrześcijańskich.

      W pewnym momencie eseju „O wolności” Mill przytacza dziedzinę ludzkiej
      działalności, w której autentyczna i swobodna dyskusja powoduje, że jej
      osiągnięcia są godne odnotowania. To, że teoria Newtona mogła być bezkarnie
      podważana i sprawdzana sprawia, że mamy – jak zauważa Mill - w kwestii jej
      prawdziwości maksymalną pewność(4). Trochę inna sytuacja była przed przewrotem
      kopernikańskim, kiedy to wizja Układu Słonecznego należała do światopoglądu
      uświęconego powagą tradycji i autorytetu Kościoła, i nie mogła być jako taka
      przedmiotem dyskusji
    • gajasirocco Stany nie będą rozmawiać z Iranem-z Arabia.pl 05.10.06, 17:53
      Stany nie będą rozmawiać z Iranem
      KUNA
      2006-10-05 08:43:11
      Amerykańska Sekretarz Stanu Condoleezza Rice powiedziała wczoraj, ze jej kraj
      zakończy otwarte rozmowy międzynarodowej społeczności z Iranem ws. jego
      programu nuklearnego. W oświadczeniu prasowym po spotkaniu z prezydentem
      Autonomii Palestyńskiej Mahmudem Abbasem, Rice skomentowała bezowocne
      negocjacje UE z Iranem. Dodała, że USA skończyła się cierpliwość i jasnym stało
      się, że należy przerwać rozmowy.

      Społeczność międzynarodowa nie ma innego wyjścia jak nałożyć sankcje na Iran,
      jeśli odmówi zawieszenia operacji wzbogacania uranu, dodała Rice.
    • gajasirocco UE zaniepokojona sytuacją prasy w Iranie-Arabia.pl 05.10.06, 20:27
      UE zaniepokojona sytuacją prasy w Iranie
      KUNA
      2006-10-05 18:34:38
      Unia Europejska wyraziła dziś „poważne zaniepokojenie” pogarszającą się
      sytuacją prasy w Iranie. W oświadczeniu prezydencji UE, które otrzymała KUNA,
      napisano, że 11 września Urząd Kontroli Prasy w Iranie ogłosił zamknięcie
      czterech gazet, w tym głównego reformatorskiego dziennika - „Szargh”.

      Niepokojące jest również nieprzerwane naruszanie wolności osobistej
      dziennikarzy w Iranie, jak stwierdzono w oświadczeniu.

      Unia Europejska wezwała władze Iranu do poszanowania wolności prasy i
      pozwolenia irańskim dziennikarzom na pracę bez prześladowań i poniżeń.
      -
      sirocco.turystyka.net
      krajearabskie.prv.pl
    • gajasirocco Ahmedineżad namawia Zachód na dalsze rozmowy 06.10.06, 17:12
      Ahmedineżad namawia Zachód na dalsze rozmowy
      KUNA
      2006-10-06 06:52:40
      Irański prezydent Mahmud Ahmedineżad próbował wczoraj namówić Zachód do
      skorzystania z możliwości dalszych rozmów z Iranem nt. programu nuklearnego.
      Zwracając się do zebranych w Damavandzie na wschód od Teheranu, Ahmedineżad
      wyraził nadzieję, że kraje europejskie skorzystają z możliwości i zrewidują
      swoją złą politykę.

      Konflikt ws. irańskiego programu nuklearnego wybuchł w 2002 r., ponieważ
      członek opozycji irańskiej odkrył istnienie dwóch nieznanych terenów
      nuklearnych, tzn. obiektu wzbogacania uranu w Natanz oraz obiektu z ciężką
      wodą.

      Zachód uważa, że irański program nuklearny ma na celu uzyskanie broni jądrowej,
      podczas gdy Teheran twierdzi, że badania prowadzone są tylko w celach
      pokojowych.
    • gajasirocco Recenzja: Bariery dźwięku-z Arabia.pl 07.10.06, 18:29
      Recenzja: Bariery dźwięku
      Marta Minakowska
      2006-10-07 15:28:03

      Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że kino irańskie nie jest kinem prostym.
      Częstokroć zaangażowane w problemy kulturowe czy polityczne, ograniczone nieraz
      przez społeczne tabu czy cenzurę jest polem do popisu dla reżyserów irańskich,
      którzy stosują niesamowite „figury filmowe”.

      Jeśli obejrzy się parę obrazów irańskich łatwo jest zauważyć, że mają one swoją
      specyfikę, swój niesamowity koloryt. Świadoma tego wszystkiego poszłam do kina
      na „Barierę dźwięku”. I ogarnęła mnie konsternacja. Mimo tego, że film
      oglądałam w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmowego, a więc wśród ludzi
      zazwyczaj ceniących dobre, ambitne kino, naliczyłam kilka osób, które po prostu
      wyszły z projekcji.

      Obok takich osób jak Abbas Kiarostami, Mohsen Makhmalbaf czy Majid Majidi Amir
      Naderi, twórca „Bariery dźwięku” to jeden z najwybitniejszych irańskich
      reżyserów. Z odczytanego przed projekcją listu Naderi’ego zrozumiałam, że jest
      to dla niego film niezwykły, na pewno bardzo ważny w jego dorobku. Opis fabuły
      również zapowiadał coś bardzo ciekawego. Reżyser podjął się nietypowego
      zadania: opowiedzenia pewnej historii przez pryzmat głuchoniemego 11-latka, co
      wiązało się z uczynieniem z dźwięku ważnego środka wyrazu. Przez znaczną część
      filmu dźwięk w ogóle nie istnieje, tak jakbyśmy wczuwali się w rolę głównego
      bohatera. Pozbawiony dźwięku oraz koloru, film stanowi prawdziwe wyzwanie dla
      widza.

      „Bariera dźwięku” składa się właściwie z dwóch scen. W pierwszej głuchoniemy
      Jesse przetrząsa pewien magazyn. Ma tam znaleźć kasetę z nagraną audycją
      radiową jego zmarłej matki, w której mówi ona o przeszłości swego syna.
      Chłopiec ma nadzieję, że wśród nagrań znajdzie ten fragment, który mówi, jak
      stracił słuch. Jedno po drugim pudełku z hukiem ląduje na podłodze, a kasety
      zdają się nie mieć końca... Jesse gorączkowo szuka, szuka, szuka... Część kaset
      ląduje na podłodze... Jesse znowu szuka... Scena ta ciągnie się niemiłosiernie
      długo. Huk zrzucanych opakowań jest nie do zniesienia dla widza. Chłopiec
      oczywiście go nie słyszy, nie musi na niego zwracać uwagi. Scena ta jest
      niesamowicie męcząca. Chyba taki właśnie był jej cel: by zmęczyć widza,
      wprowadzić go w stan, kiedy chce mu się krzyczeć: „no znajdź w końcu tę
      kasetę!”, być może wzbudzić jego zainteresowanie treścią tak intensywnie
      poszukiwanego nagrania. Bo szczerze mówiąc, moim zdaniem niewiele więcej ta
      scena wnosi, zarówno jeśli chodzi o fabułę jak i przeżycia oglądającego. A
      szkoda, bo trwa ona dobre pół filmu.

      W końcu Jesse wyrusza z kasetą w poszukiwaniu kogoś, kto ją odsłucha i ruchem
      warg przekaże mu jej treść. Tu dwie rzeczy wydają mi się nielogiczne. Po
      pierwsze, chłopiec uparcie próbuje odnaleźć pomoc wśród ludzi przemierzających
      ogromną ulicę, pełną samochodów i ciężarówek. Każdy, kto odsłuchuje kasetę, źle
      ją słyszy z powodu nieustannego ruchu. Rozumiem, że nieprzyzwyczajony do
      kwestii hałasu Jesse może nie rozumieć, że pobocze to nie jest idealnym
      miejscem na odsłuchiwanie audycji, ale dlaczego nikt z pomagających mu mężczyzn
      nie wpadł na ten pomysł? Po drugie Jesse usiłuje odczytywać słowa jego matki z
      ruchu warg powtarzających je ludzi. Ponieważ nie jest to takie łatwe,
      parokrotnie cofa nieraz kasetę, każe po wielokroć powtarzać ten sam fragment
      tekstu... Chcąc poznać prawdę jak najszybciej, nerwowo włącza przyciski
      cofania. Tymczasem przez cały film ma przy sobie notes i flamaster, którym
      zapisuje to, co jako niemy chce przekazać słyszącym. A zatem dlaczego nikt nie
      pomyślał o tym, że odsłuchiwany tekst mógłby chłopcu zapisywać w notesie też
      nie rozumiem. Możliwe, że zabiegi te miały na celu stworzenie jeszcze większego
      napięcia, chaosu, ukazanie wszystkich emocji dziecka. Ale jednak na swój sposób
      jest to nielogiczne. Napięcie zaś osiąga w końcu swój zenit, gdy Jesse poznaje
      upragniony kawałek audycji. Jego treść raczej zawiedzie widza swą prostotą i
      fragmentarycznością. Ci, którzy czekają na mocne wrażenia, jakąś intrygę czy
      ostateczną puentę filmu mogą przestać czekać w momencie kilkukrotnego
      powtarzania zdania, którego ogólny sens można sprowadzić do tego, że Jesse
      stracił słuch i mowę na skutek szoku po śmierci ojca i może je odzyskać lub nie
      (tak, tak, naprawdę, niczego więcej już na tej kasecie nie ma). Tu następuje
      zwieńczenie drugiej sceny oraz całego filmu – Jesse krąży po ulicy, nagle
      zszokowany odkrywa, że odzyskał słuch.

      „Bariera dźwięku” byłaby naprawdę doskonała jako 10-minutowy film z kategorii
      tych, które święcą triumfy na festiwalach kina alternatywnego. Rozciągnięta na
      kilkadziesiąt minut jest po prostu męcząca i chyba gdzieś po drodze zatraca się
      chęć do przemyśliwania jej treści. Oglądając ten film czułam się tak, jakbym
      kręciła się w labiryncie tych samych scen, obijała się o jego ściany i nie
      mogła znaleźć upragnionego wyjścia. Labiryncie biegnącym wciąż w koło, niczym,
      by nawiązać do treści filmu, ślimak w uchu. Zapewne ułatwia to zrozumienie, jak
      świat wokół nas odbierają ludzie odgrodzeni od niego, odgrodzeni na różne
      sposoby – np. poprzez zesłane im przez los ułomności. To nietrudno z tego filmu
      wynieść. A poza tym? Cóż, życzę przyszłym widzom „Bariery dźwięku”, by odkryli
      w niej dla siebie jak najwięcej walorów. Mi i moim znajomym przyszło to z
      trudem.


      „Bariera dźwięku”, USA 2005

      reżyseria: Amir Naderi
    • gajasirocco Ahmedineżad: Język siły nie wpłynie na Teheran 09.10.06, 11:26
      Ahmedineżad: Język siły nie wpłynie na Teheran
      KUNA
      2006-10-09 08:46:27
      Irański prezydent Mahmud Ahmedzineżad poinformował, że język siły nie będzie
      miał wpływu na Teheran. Podczas spotkania ministrów Ahmedineżad powiedział, że
      jego kraj zainteresowany jest rozmowami i negocjacjami, a wykorzystanie języka
      siły i gróźb nie przyniesie pożądanego efektu.

      Prezydent dodał również, że pozyskiwanie paliwa jądrowego w celach pokojowych
      nie stanowi zagrożenia dla żadnego państwa.

      Tymczasem, problem irańskiego programu nuklearnego był głównym tematem
      piątkowej dyskusji reprezentantów pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa
      ONZ plus Niemcy, którzy zgodzili się na rozmowę o nałożeniu sankcji na Teheran,
      po tym jak odmówił dostosowania się do nowego terminu zaprzestania wzbogacania
      uranu.
    • gajasirocco "Azyl w Holandii dla irańskich gejów" 21.10.06, 08:52
      www.gazetawyborcza.pl/1,75477,3694631.html?nltxx=1721538&nltdt=2006-10-21-03-05
    • gajasirocco Irański szef dyplomacji apeluje o wznowienierozmów 22.10.06, 12:18
      Irański szef dyplomacji apeluje o wznowienie rozmów-z Arabia.pl
      Minister spraw zagranicznych Iranu Manuchehr Motaki zaapelował wczoraj do
      krajów europejskich o powrót do negocjacji związanych z programem nuklearnym
      Iranu.

      Podczas konferencji prasowej z ministrem spraw zagranicznych Białorusi
      Sergiejem Martynowem, Motaki powiedział, ze Iran chce powrotu do rozmów,
      ponieważ wierzy, że obie strony mogą dojść do porozumienia.

      Teheran poza tym nie widzi powodu zaprzestania operacji wzbogacania uranu,
      jeśli dostosowuje się go do Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej
      (NPT), stwierdził Motaki. Zapytany o możliwe reakcje kraju na sankcje ONZ,
      powiedział, że zajmą się tym w odpowiedni sposób.

      Martynow podkreślił zaś prawo Iranu do posiadania energii jądrowej w celach
      pokojowych oraz zauważył, że według VII sekcji Karty Narodów Zjednoczonych,
      kraj nie może być zagrożony, jeśli nie narusza NPT.
    • gajasirocco Iran chce powrotu do negocjacji-z Arabia.pl 06.11.06, 00:05
      Iran chce powrotu do negocjacji
      Iran zaapelował dziś do pięciu stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ i
      Niemiec o bezwarunkowe wznowienie negocjacji.

      Rzecznik prasowy irańskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Mohammad Ali
      Husseini przestrzegł przez konsekwencjami uchwalenia rezolucji przeciwko
      Iranowi. Zalecił także Stanom Zjednoczonym, by się trzymały z daleka od rozmów
      Teheranu z Europą, dodając, że Waszyngton zawsze dąży do zerwania negocjacji.
    • gajasirocco Ogromne różnice w poglądach na temat programu nukl 08.11.06, 08:55
      Ogromne różnice w poglądach na temat programu nuklearnego Iranu
      Wczoraj wieczorem Rosja i Chiny podkreślały poważne różnice zdań wśród stałych
      członków Rady Bezpieczeństwa ONZ na temat rezolucji nakładającej sankcje
      polityczne i gospodarcze na Iran za nie zaprzestanie wzbogacania uranu.

      Podobne zdanie miał na ten temat zarówno dyplomata chiński Guangya Wang jak i
      rosyjski Witalij Czurkin. Przy czym Czurkin okazał jednak większy optymizm w
      tej sprawie. Dyskusje toczą się nadal i jak na razie stali członkowie RB ONZ
      czyli USA, Wielka Brytania, Francja, Rosja i Chiny nie doszli do konsensusu.
    • beduinka Iranki 26.04.07, 14:28
      Iranki
      Monika Redzisz
      2007-04-23
      źródło: wysokie obcasy

      To, co mnie dręczy i ogranicza, jest tym samym, co dręczy i ogranicza mojego
      męża

      Jeśli masz wewnętrzny spokój, jesteś szczęśliwa

      Co chcecie o mnie wiedzieć? Nazywam się Aqdas Deldar i mam 88 lat - mówi
      łagodnie. Wysiadamy z autobusu na rozpalonej upałem szosie. Kilka schodków w
      dół zaczyna się labirynt wąskich uliczek wioski Bilaqan. Drobna staruszka o
      pięknych kręconych siwych włosach siedzi na werandzie swojego domu w otoczeniu
      córek.

      - Urodziłam się tutaj - zaczyna swoją opowieść. - Mama była dobra i tata też
      był dobry. Tata miał kilka sklepów z baraniną i cztery żony. Nie mieszkał z
      nami. Przychodził na dwie noce w tygodniu. Bawiłam się z innymi jego dziećmi.
      Od dziecka nosiłam czador. Dziewczynki nie mogą się tego doczekać, są ciekawe,
      jak to jest być kobietą.

      Kiedy miałam dziewięć lat, przyszedł Reza Szach i kazał zrzucać czadory. Na
      ulicach strażnicy zdzierali je z kobiet siłą. Kobiety dopiero wieczorami
      wychodziły na zakupy, tak bardzo się wstydziły!

      Kiedy miałam 15 lat, wyszłam za mąż. Zwykle mężczyzna pierwszy raz widzi żonę
      bez czadoru w momencie zaślubin. My całe życie mieszkaliśmy naprzeciwko siebie,
      więc widywaliśmy się z daleka. Pewnego dnia jego matka przyszła do moich
      rodziców na chostegori - oświadczyny. Zaczęły się przygotowania do arusi -
      wesela. Henną pomalowali mi dłonie, surmą - oczy. Ubrali jak piękną lalkę.
      Wesele trwało cztery dni, a potem poszłam do domu mego męża. Pan młody rzucał
      przed moje stopy suszone owoce, żeby umaić mi drogę. Nie rozumiałam wtedy tego
      wszystkiego. Rozum nie pracował jeszcze tak jak dziś. Byłam szczęśliwa, że mnie
      ładnie ubrali, umalowali i pozwolili potańczyć. I tylko tyle.

      Kiedy miałam 16 lat, urodziłam pierwsze dziecko. Po roku drugie, potem trzecie,
      czwarte. Bóg dał nam siedmioro dzieci. Dziękuję Bogu za wszystko. Czułam się
      szczęśliwa. Mąż pracował jako urzędnik. Miał dobry charakter. To ja
      podejmowałam większość decyzji. A on mówił: 'Niech będzie, jak chcesz'. Jestem
      jego jedyną żoną. Dziękuję Bogu, że dał mi w życiu samo dobro.

      Modlę się codziennie, poszczę w czasie ramadanu, chodzę do meczetu, jedną piątą
      swoich pieniędzy oddaję biednym. Przekazałam to moim dzieciom, ale odkąd
      dorosły, robią, co chcą. To już sprawa pomiędzy nimi a Bogiem. Dzisiaj wszystko
      wygląda inaczej. Ja nie umiem czytać ani pisać. Chodziłam tylko do maktaby,
      gdzie nauczyciel czytał nam Koran. Moje córki studiowały na uniwersytecie i
      powyjeżdżały za granicę. Ale tak się chyba dzieje na całym świecie. Moja córka
      wyszła za mąż za Polaka. Dużo się nasłuchałam o cudzoziemcach, ale on na
      szczęście taki nie jest.

      Dla wielu życie po rewolucji bardzo się zmieniło; dla mnie nie zmieniło się
      nic. Żyję tak, jak żyłam. Jeśli człowiek ma swoją drogę, to rewolucja nie ma
      znaczenia. Brakuje mi tylko spokoju, jaki panował dawniej. Teraz pośpiech,
      rywalizacja: 'Popatrz, on ma lepszy dom, lepszy samochód!'. Lepiej cieszyć się
      z tego, co dał ci Bóg. Jeśli masz wewnętrzny spokój, jesteś szczęśliwa.

      Moje życie było piękne. Tak, kocham życie, tak mi się to życie podoba! Wiadomo,
      są lepsze i gorsze czasy, ale to człowiek sam w sobie musi mieć coś, co pozwoli
      mu być szczęśliwym. Bóg daje życie. Jak to wykorzystasz, twoja sprawa. Po to
      masz oczy, żeby widzieć to, co ci się podoba, uszy, żeby słuchać tego, co
      chcesz, usta, żeby mówić to, co piękne - uśmiecha się pogodnie.

      Kiedy wspominamy o zrobieniu zdjęć, nastrój się zmienia:

      - Słyszałam, że można już komputerowo zdjąć czador, czy to prawda? - pyta,
      drżąc ze zdenerwowania. Przez całe życie unikała zdjęć. Nawet w rodzinnym
      albumie trudno odnaleźć jej fotografię. - Jeśli ktoś niepowołany zobaczy moje
      zdjęcie bez czadoru, Bóg wam tego nie wybaczy...

      Laleh Seddiq czyli 'Mały Schumacher'.

      Na uliczce przed murem okalającym posiadłość stoi czerwony peugeot 206. Przez
      szyby widać konstrukcje wzmacniające dach. Jego właścicielka Laleh Seddiq wita
      nas ubrana w sportowy kombinezon i różową chusteczkę na włosach. Rok temu
      zdobyła tytuł najlepszego kierowcy rajdowego w Iranie. Jest jedyną kobietą na
      środkowym Wschodzie uprawiającą ten sport. Ściga się z mężczyznami. Nazywają
      ją 'Mały Schumacher'.

      - Tata po raz pierwszy posadził mnie za kierownicą, kiedy miałam 13 lat.
      Samochód był duży, ja mała, prawie nie widziałam drogi przed sobą - śmieje
      się. - Wcześnie zrobiłam prawo jazdy. Teraz co czwarty kierowca to dziewczyna,
      ale wtedy rzadko widziało się kobiety za kółkiem. Bardzo lubiłam prowadzić,
      docisnąć gaz do dechy, z każdego samochodu wycisnąć tyle, ile się da. Ludzie
      mnie pytali: 'Czemu jeździsz w taki sposób po mieście!? Jak chcesz tak szaleć,
      jedź na zawody!'. Tak zrobiłam.

      Od ośmiu lat startuje w zawodach Formuły 3.

      - Najpiękniejszym momentem w tym sporcie jest chwila, gdy ktoś próbuje mnie
      wyprzedzić; wtedy ja zajeżdżam mu drogę, a on wypada z trasy! - uśmiecha się
      promiennie. - Najszybciej jechałam 260 km na godzinę, ale marzę o włoskim
      bugatti - ten wyciąga 470! Chciałabym dotrzeć do Formuły 2 i pojechać na
      wyścigi do Europy. Właśnie szukam sponsora. To drogi sport. Na peugeota wydaję
      rocznie 200 tys. dolarów, na Proton Team - 70 tys. Na Formułę 2 potrzebuję 700
      tys. dolarów. Państwo nie daje na to pieniędzy. Jeśli ktoś jest dobry, ma
      sponsora. Jeśli nie, wykłada własne pieniądze.

      Niestety, nie mogę trenować na torze wtedy, gdy ćwiczą mężczyźni. To by było
      niemoralne. Jeżdżę więc tylko raz w tygodniu, kiedy tor jest wolny. Mam też
      problem, bo moim pilotem nie może być mężczyzna. A dziewczyny boją się jeździć.
      Na zakrętach piszczą. Ostatnio jedna krzyczała: 'Na Boga, jedź wolniej, ja mam
      dziecko, nie chcę, żeby zostało bez matki!!!'. Nie wiedziałam, co robić -
      ścigać się czy martwić o tę kobietę. Miałam kiedyś dobrą pilotkę, ale wyszła za
      mąż i mąż jej zabronił - wzrusza ramionami.

      W tym sporcie kobiety szybko odpadają. To kwestia strachu. Ja go nie czuję.
      Nigdy. Miałam już urazy głowy, połamane ręce, nogi i żebra, ale nie zraża mnie
      to. Będę jeździć jeszcze cztery lata. Potem chcę założyć rodzinę i mieć dzieci.
      Mój chłopak też jest kierowcą rajdowym.

      Laleh jest na studiach doktoranckich na kierunku industrial production, chce
      się zająć promowaniem irańskich kierowców. Jej ojciec jest potentatem w branży
      wydobywczej i petrochemicznej.

      - Tata zawsze mówi: 'Rób, co chcesz, tylko się nie zabij'. Mama bardzo się o
      mnie boi, zawsze modli się, żeby nic mi się nie stało. Rodzice nigdy mi niczego
      nie zakazywali. Nie mogłabym wyjechać z Iranu na stałe. Za bardzo kocham moją
      rodzinę. Nie mogę bez nich żyć.

      Niedawno irańskie ministerstwo sportu wydało oficjalne
      orzeczenie: 'Niedopuszczalne jest, aby kobiety brały udział w wyścigach, w
      których większość uczestników i kibiców stanowią mężczyźni'. Laleh przedstawiła
      pismo od imama: 'Dopóki zawodniczka nosi pod kaskiem chustkę przykrywającą
      włosy, dopóty nie ma przeciwwskazań do ścigania się z mężczyznami'.
      Ministerstwo nie wie, co z tym fantem zrobić. Korzystając z zamieszania, Laleh
      wciąż bierze udział w zawodach.

      Marziye Borumand : Ojciec wstydził się, że jego córki grają na scenie

      Wiem, o co spytacie! Zagraniczni dziennikarze zawsze pytają, czy kobiety w
      Iranie są uciskane. Zawodowo kobiety są w Iranie traktowane na równi z
      mężczyznami! Albo ktoś się nadaje, albo nie. To nie zależy od płci, tylko od
      charakteru. Żeby być reżyserem, trzeba mieć silną osobowość, ja mam - Marziye
      Borumand potrząsa energicznie głową owiniętą białą chustką.

      Jest niezadowolona, każe aktorom powtarzać scenę. Kręci serial dla irańskiej
      telewizji. Po planie kręcą się aktorki w hedżabach. Tak jak wszystkie Iranki są
      ubrane niemal jednakowo - w manta do kolan i długie spodnie. Na filmie nawet
      podczas snu mają szczelnie zasłonięte włosy. Mogą mówić, krzyczeć, szlochać,
      załamywać ręc
      • beduinka 2 Iranki 26.04.07, 14:30
        Jest niezadowolona, każe aktorom powtarzać scenę. Kręci serial dla irańskiej
        telewizji. Po planie kręcą się aktorki w hedżabach. Tak jak wszystkie Iranki są
        ubrane niemal jednakowo - w manta do kolan i długie spodnie. Na filmie nawet
        podczas snu mają szczelnie zasłonięte włosy. Mogą mówić, krzyczeć, szlochać,
        załamywać ręce, ale nie mogą dotknąć mężczyzny. Ewentualnie - lekko pociągnąć
        go za rękaw. O całowaniu można zapomnieć; nawet matka nie może pocałować w
        policzek syna.

        - Urodziłam się w 1953 roku ery chrześcijańskiej - opowiada reżyserka. -
        Mohammad Reza Szach wprowadzał zachodnie obyczaje. Kobiety mogły nosić
        minispódniczki i pić wino. Mama często zabierała mnie i moje siostry do teatru.
        Nie była wykształcona, ale inteligentna i otwarta. Zachęcała nas do zabawy w
        teatr. Raz zajęłyśmy nawet pierwsze miejsce w kraju wśród teatrów szkolnych.
        Ojciec był człowiekiem religijnym. Wstydził się, że jego córki grają na scenie,
        i ukrywał to przed sąsiadami i rodziną. Zaakceptował to dopiero wtedy, gdy
        zaczęłyśmy odnosić sukcesy.

        Skończyłam aktorstwo na Uniwersytecie Teherańskim. Uczyli nas profesorowie
        wykształceni w Europie i Ameryce. Na roku było tyle samo dziewczyn co chłopców.
        Studiowaliśmy Szekspira, mieliśmy zajęcia z historii teatru, psychologii,
        baletu, scenografii. Do rewolucji pracowałam jako aktorka teatralna, grywałam i
        Czechowa, i autorów perskich.

        Przed rewolucją kino było rozrywką dla mas. Leciały głównie amerykańskie filmy.
        Pełno w nich było seksu, alkoholu i półnagich kobiet. Po rewolucji 1979 roku
        wszystko zostało objęte ścisłą kontrolą. Aktorki zasłoniły włosy chustami.
        Wtedy większość aktorów teatralnych przeszło do filmu, ale mnie ciągnęło do
        reżyserii. Zaczęłam pracę dla telewizji.

        Mój pierwszy kukiełkowy serial telewizyjny dla dzieci odniósł ogromny sukces.
        Kiedy zrobiłam wersję kinową, stałam się sławna. Ludzie gratulowali mi na
        ulicy, a ojciec w końcu zaczął patrzeć na mnie z podziwem - wybucha gromkim
        śmiechem.

        Jedną z głównych ról w serialu, który kręci dziś Marziye, gra jej siostra
        Raziye Borumand. Kiedy spotykamy się wieczorem w jej mieszkaniu, trudno ją
        poznać - w obcisłym czarnym ubraniu, z długimi, rozpuszczonymi włosami i
        papierosem w ustach wygląda o 15 lat młodziej. Jej synowie szykują nam właśnie
        kolację. Leci jazz. Na ścianach fotografie sprzed rewolucji: Raziye na ulicy w
        bluzeczce z dużym dekoltem, Raziye z mężem podczas przedstawienia dla dzieci
        grają dwa króliczki, Raziye z siostrą.

        - Do pracy w telewizji wciągnęła mnie siostra i mój przyszły mąż już na drugim
        roku studiów. Stworzyliśmy grupę artystyczną. Robiliśmy produkcje i dla dzieci,
        i dla dorosłych. Byliśmy z naszymi spektaklami m.in. w Polsce, w Bielsku-
        Białej. Razem pracowaliśmy, mieszkaliśmy, podróżowaliśmy. Nie przerwałam pracy
        nawet wtedy, gdy urodziłam moich chłopców; zajmowała się nimi niania albo
        zabierałam ich ze sobą do studia.

        Rodzina Borumand jest bardzo znana w Iranie. Najstarsza siostra przed rewolucją
        była jedną z najsławniejszych spikerek telewizyjnych, jej mąż i córka są
        reżyserami. Marziye nie wyszła za mąż, nie ma dzieci. Mąż Raziye jest
        reżyserem, aktorem, nauczycielem aktorstwa i producentem. Raziye pisze
        opowiadania dla dzieci, które są czytane w telewizji, i scenariusze, które
        reżyserują siostra lub mąż. Ich starszy syn Kave jest filmowcem, młodszy
        Sohrab - producentem.

        - Popularność jest miła. Taksówkarze nie biorą ode mnie pieniędzy, policjanci
        nie wlepiają mandatów. Ludzie zaczepiają mnie na ulicy. 'Jak się dziś czuje
        mąż? Jak siostra?' - pytają. W sklepach wpuszczają mnie bez kolejki i częstują
        owocami. Jednak państwo nie przywiązuje do filmu wielkiej wagi i finansowo nie
        ma to przyszłości - kręci głową. - Nie chciałabym, żeby kolejni członkowie
        rodziny pracowali w filmie. Już dosyć.

        Muzułmańska pani architekt

        Pojechałam kiedyś do przyjaciółki do Niemiec. Witając mnie na lotnisku,
        krzyknęła: 'Och, co czujesz po zdjęciu chustki!?' - opowiada Mahdocht
        Mochtari. 'Wiesz co - odpowiedziałam - nic, zupełnie nic'. Wy w Europie
        myślicie, że problemem kobiet irańskich jest chustka. Otóż nie, to nie jest
        ważny problem. Ja w tej chustce i w tym fartuchu pracuję, chodzę po budowie,
        wspinam się na rusztowania. Zawsze pracowałam w męskim środowisku i nigdy nie
        czułam się dyskryminowana. Wolność nie polega na chodzeniu w krótkiej spódnicy.
        Myślę, że to, co mnie dręczy, i to, co mnie ogranicza, jest tym samym, co
        dręczy i ogranicza mojego męża.

        Machdocht jest architektem. Pracuje w dużej prywatnej firmie, która zajmuje się
        budownictwem mieszkaniowym.

        - Problem leży w stereotypach, które narzucają sztywne role społeczne zarówno
        kobietom, jak i mężczyznom - tłumaczy. - Jest takie powiedzenie: 'Dziewczyna,
        która nie wyjdzie za mąż, kala ziemię, po której chodzi'. Ale i
        takie: 'Mężczyzna ma zawsze ostatnie słowo. Brzmi ono: » Tak jest, żono! «'. U
        nas kobieta jest wybierana - może się tylko zgodzić lub nie na propozycję
        mężczyzny, ale mężczyzna musi wybrać zgodnie z wolą swej matki. Póki kobieta
        jest młoda, możliwości ma wiele. Jeśli jest starsza, rozwiedziona lub z
        dzieckiem, jej sytuacja jest dramatyczna. Rozwody zdarzają się, ale tylko w
        miastach. Na wsi mąż przyprowadza po prostu drugą żonę do domu. Po rozwodzie
        trudno wyjść ponownie za mąż. Istnieje silny stereotyp: to jej wina, na pewno
        coś przeskrobała.

        Mama była już wdową, kiedy poznała mojego ojca. Zarabiała jako tłumaczka z
        rosyjskiego. Nie lubiła mówić o tamtych czasach. Ja urodziłam się w porcie
        Khoraamshahr na południu Iranu. Rodzice żyli rytmem wyznaczonym przez religię,
        ale nie dlatego, że wymagała tego władza - dzisiaj przyznanie się do tego, że
        nie ma się przekonań religijnych, może mieć bardzo groźne konsekwencje. W
        niektórych rodzinach nie pozwalano dziewczętom kontynuować nauki; ja mogłam iść
        na studia pod warunkiem, że nie zamieszkam w akademiku. Ojciec specjalnie
        przeszedł na wcześniejszą emeryturę i kupił mieszkanie w Teheranie po to, żebym
        podczas studiów mogła mieszkać z nimi. Zaczęłam studia w roku rewolucji.
        Uniwersytet został zamknięty, a ja poszłam do pracy. W firmie poznałam męża.

        Zadawałam sobie wtedy wiele pytań związanych z cielesnością, kobiecością, płcią
        przeciwną. Ale w rodzinach tradycyjnych jest granica, której nie przekracza się
        nawet w rozmowie z matką. O wielu sprawach albo w ogóle się nie mówi, albo
        posługuje się aluzjami. Zwykle są przekazywane poprzez rytm codziennego życia -
        ponieważ nigdy nie widziałam, żeby moja matka nosiła krótką spódniczkę, we mnie
        też nigdy nie powstała taka myśl.

        W tradycyjnych rodzinach irańskich to matka aranżuje małżeństwo syna. My
        postanowiliśmy się pobrać i dopiero wtedy powiedzieliśmy o wszystkim rodzinie.
        Mój ojciec był przeciwny, ale kiedy zobaczył, że nie da się zmienić mojej
        decyzji, poparł mnie. Reakcja rodziny męża była bardziej negatywna. Byli bardzo
        religijni i dobrze sytuowani, a mąż jest najstarszym synem. Być może sądzili,
        że chodzi mi o ich pieniądze. Ani razu przez cztery lata po naszym ślubie nie
        odwiedzili naszego domu. Ja jednak walczyłam o ich przychylność, bo wiedziałam,
        że mąż potrzebuje normalnych stosunków z rodzicami. Szanowałam ich religijność,
        nigdy nie pokazałam się bez chustki i w końcu przekonałam ich do siebie.

        Dziś Machdocht ma 46 lat, mieszka z mężem i dwójką dzieci w Teheranie. Dziesięć
        lat temu skończyła przerwane studia. Często podróżuje. Jej córka właśnie
        wyjeżdża na podyplomowe studia prawnicze do Londynu. Mąż Machdocht mruga do
        nas: 'Czemu nie zrobicie materiału o uciskanych mężczyznach w Iranie?
        Spójrzcie, o wszystkim w tym domu decyduje żona. Moje jest tylko to' - pokazuje
        na małą półeczkę, na której ustawione w równych rządkach stoją sówki - pamiątki
        z podróży.

        Takin Hamzeloo, irańska pisarka

        Pierwszą moją książkę dałam najpierw do przeczy
        • beduinka 3 Iranki 26.04.07, 14:32
          Takin Hamzeloo, irańska pisarka

          Pierwszą moją książkę dałam najpierw do przeczytania mamie. 'Wspaniała' -
          powiedziała. Spodobała się w pierwszym wydawnictwie, do którego poszłam. Mama
          zawsze była moim przewodnikiem. Nawet teraz, kiedy napiszę kolejną powieść,
          chcę najpierw usłyszeć, co ona o niej myśli - mówi Takin Hamzeloo, pisarka.

          - Mama studiowała literaturę perską, zajmowała się tłumaczeniami z
          angielskiego. Tata pracował w banku - opowiada. - Mam trzy siostry: lekarkę,
          księgową i graficzkę. Tata nie był zbyt surowy, choć nie pozwalał nam ubierać
          się zbyt nowocześnie i chodzić z byle kim. Ale mogłyśmy się uczyć. Chodziłam na
          prywatne lekcje malowania miniatur perskich i grałam na dafie.

          Pisać chciałam od zawsze, ale tata powiedział, że powinnam skończyć jakieś
          studia, po których można zarabiać na życie. Poszłam na informatykę. Korepetycji
          z matematyki udzielał mi mój przyszły mąż. Kiedy studiowałam, mieliśmy już
          synka. Jednak informatyka mnie nie interesowała i rzuciłam studia. Na co dzień
          zajmuję się domem i dziećmi. W wolnym czasie siadam do pisania.

          Jesteśmy w kawiarni przy centrum sztuki współczesnej. Co jakiś czas rozmowę
          przerywa nam telefon od męża. Chyba nie mamy zbyt wiele czasu.

          - Niepokoi się o mnie - tłumaczy Takin. - Jest bardzo troskliwy. Kiedy mam
          jakieś spotkanie wieczorem, czeka na mnie na ulicy nawet w nocy.

          Takin wydała dotąd pięć książek. Pierwsza jest o kobiecie, której mąż jest
          chorobliwie podejrzliwy. Sprawa kończy się rozwodem. Druga opowiada historię
          kobiety, która dowiaduje się, że mąż, ojciec jej dzieci, zginął na wojnie.
          Według zwyczaju wychodzi za mąż za brata swego męża i rodzi mu dziecko. Wtedy
          okazuje się, że pierwszy mąż żyje i wraca do domu. Kobieta zostawia obydwu
          mężów i dzieci i zaczyna samotne życie. Trzecia to historia o dziewczynie
          wykorzystywanej seksualnie przez ojca, której matka ukrywa to, żeby nie
          ucierpiał honor rodziny.

          Dwie dotyczą wojny irańsko-irackiej, ale pisane są z perspektywy kobiety.

          - Wszystko, co piszę, oparte jest na faktach. Teraz pracuję nad powieścią o
          kilku żonach tego samego mężczyzny. Chcę pokazać, jak męczą się kobiety w takim
          związku. To zdarza się już rzadko, raczej w małych miastach. Przed małżeństwem
          kobieta może zastrzec w umowie, że nie będzie innej żony. Rzadko którego
          mężczyznę stać na utrzymanie kilku żon. Poza tym dziś małżonkowie bardziej się
          kochają, bo przed ślubem mogą się poznać.

          'Zanan' czyli 'kobieta'

          Jej pierwszą powieść wznawiano dziewięć razy. Czytelniczki przyjeżdżają na
          spotkania autorskie z całego Iranu.

          - Poruszam tematy, o których nikt u nas nie mówi. Piszę o życiu kobiet. Jeśli
          choć kilka z nich dowie się z moich książek o sprawach, o których nigdy nie
          słyszały w telewizji, warto pisać.

          Wydaje mi się, że to, co tworzą dziś kobiety, jest lepsze, głębsze od tego, co
          piszą mężczyźni. Mężczyźni opisują tylko rzeczy 'wielkie i ważne'; kobiety
          piszą o drobnych, codziennych sprawach. Opisują problemy społeczne, ale przez
          pryzmat osobistych przeżyć - mówi Mojdeh Daghighi, redaktorka działu
          literackiego pisma 'Zanan' (czyli 'kobieta').

          - Tradycja literatury perskiej liczy dwa tysiące lat, ale to, co dzieje się
          teraz, to coś nowego. Coraz więcej jest piszących kobiet. Debiutują i 60-latki,
          i dziewczyny zaraz po studiach i wszystkie potrzebują miejsca, żeby publikować,
          trybuny, żeby móc się wyrazić.

          Właśnie wyszedł 133. numer 'Zanan'. Nakład: 20 tys. egzemplarzy. Działy:
          wiadomości, sztuka i kino, literatura, medycyna i ubezpieczenia, listy od
          czytelniczek. Nie ma mody ani porad kulinarnych. Pismo utrzymuje się ze
          sprzedaży i z reklam.

          - Trafiliśmy na podatny grunt - tłumaczy Mojdeh. - Kobiety w Iranie przechodzą
          wielką transformację. Walczą z tradycyjnymi ograniczeniami. Coraz częściej
          wychodzą z domów, coraz więcej jest ich na uniwersytecie, coraz więcej pracuje.
          Nie są już tylko matkami, żonami. Mają ambicje. Dziś na uniwersytecie więcej
          jest kobiet niż mężczyzn. W zeszłym roku 64 proc. osób, które się dostały na
          studia, to były kobiety. My to opisujemy. Na łamach naszego pisma odbywają się
          dyskusje. Ostatnio pisaliśmy o tym, czy kobiety powinny mieć prawo wstępu na
          stadiony piłkarskie. Istnieje oczywiście czerwona linia - do polityki się nie
          mieszamy, nie możemy też otwarcie pisać o sprawach damsko-męskich. Jeśli
          poruszylibyśmy temat tabu, autor stanąłby przed sądem.

          Mojdeh jest też tłumaczką literatury. Jej mąż jest inżynierem, mają dwójkę
          dzieci. Wychowała się tu, w Teheranie.

          - Nawet jak na tamte czasy, kiedy nikt jeszcze nie chodził w chustach, moja
          rodzina była bardzo nowoczesna - opowiada. - Studiowałam nauki polityczne.
          Zdałam na uniwersytet cztery lata przed rewolucją; w polityce tyle się wtedy
          działo, że uznałam, że właśnie tym powinnam się zająć. To były fascynujące
          czasy. Na uniwersytecie wciąż rozbrzmiewały dyskusje polityczne. Jednak nie
          zaangażowałam się w działalność żadnej z politycznych organizacji. Byłam
          obserwatorem. Kiedy wszystko ucichło, zrozumiałam, że tak naprawdę polityka
          mnie nie interesuje. Nie dlatego, że nie mieszkam w państwie demokratycznym.
          Należąc do partii, musi się podzielać idee grupy; nie ma miejsca na
          indywidualne myślenie. O wiele bardziej interesowało mnie życie intelektualne i
          indywidualne. Zajęłam się literaturą.

          Dużo pracuję. Czasem brak mi energii, ale nie myślę o emeryturze. Życie w
          Iranie jest trudne, ale ja kocham swój kraj. Kocham też moją pracę. Czuję, że
          dzięki niej powoli i stopniowo zmieniam ten kraj na lepsze. Staram się nie
          myśleć o tym, czy czasy bez czadorów wrócą, czy nie. Czadory to są rzeczy
          powierzchowne i nieistotne. Ważne jest to, co się dzieje w głębi - że kobiety
          wyszły z domów, że pracują, że studiują na uniwersytetach. Dla mnie to jest
          prawdziwa rewolucja. Iran naprawdę się zmienia.

          Bardzo dziękujemy za pomoc w zrealizowaniu tego materiału Ewelinie Daniel,
          Karolinie Ziębie, Markowi Smurzyńskiemu i Tumadżowi Tahbazowi

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka