Dodaj do ulubionych

O podawaniu i niepodawaniu dat własnych...

30.10.06, 01:34
Jak sądzicie, dlaczego niektórzy astrologowie podają dla wiadomości
publicznej swój horoskop, a niektórzy nie ? Gdzie ukryta jest przyczyna ?
Przecież przykładowo Panowie - Arroyo, Weres, Prinke, Jóźwiak, Rudhyar, itd.,
albo chociażby z "Forumowego Kręgu" - Neptus ( Pani Neptus wink .. ) - podali
swoje daty. A inni ... nie.

Nie, nie chodzi o przysłowiowe szukanie gwoździa w du..., tylko o powody
niepodawania dat. Na zdrowy rozum jest ich kilkanaście i niektóre nie mają w
sobie spiskowej teorii dziejów, tylko mają czysto pragmatyczne podłoże.

Rzućcie okiem na moje "propozycje", dlaczego astrologowie daty swojej nie
podają ( od razu jednak nasuwa się myśl, że inni jednak wszystkie poniższe
uwagi odrzucili ) :

1) Nie chcą być jak psychoterapeuta, który odkrywa swoje "tajemnice" przed
klientem. Klient może to obrócić przeciwko astrologowi.

2) Nie chcą być powodem publicznych rozważań dotyczących własnego horoskopu.

3) Nie chcą aby ich własne wypowiedzi były "filtrowane" przez interpretację
horoskopu. Np: "Drogi X-ie, od miesiąca gadasz głupoty, bo Ci progresywny
Księżyc wszedł do Ryb, a tranzytujący Uran robi kwadrat do Merkurego w Pannie"

4) Po prostu - to ich prywatna sprawa i nikomu nic do tego.

5) Abstrakcyjne i trochę obsesyjne ( ale ki diabeł wie ? ) - ze wstydu, lęku
przed zaatakowaniem

6) Z energetycznego punktu widzenia - radix jako "laleczka voodoo" która w
niepowołane ręce zaczyna atakować właściciela. To nie jest wcale odosobniony
pogląd.

7) Z astrologiczno/dulskiego punktu widzenia: " phi, a co ja Lew, albo
prostytutka jakaś, aby wszystkim swój horoskop pokazywać? " smile

8) Ot tak po prostu - "po co to komu i na co" ? Wbrew pozorom, argument
żelazny, praktycznie nie do obalenia smile

To oczywiście wątek rzeka, bo można dopisywać jeszcze następne punkty i
zapytać... gdzie w horoskopie można znaleźć wątek "autoprezentacji" radixu.
Co mieli w sobie jedni, a czego nie mieli drudzy, że podali swoje daty. Jak
mam myśleć o kimś, kto nie chce podać godziny ? Czy to intymność, czy jakiś
astrologiczny kod da Vinci ?

[ No i na zakończenie jeszcze punkt. Piszę go, bo to najprostszy trick, by
uciąć moje wywody jednym cięciem ostrza. Ucinaczom mówię stanowcze nie smile i
proszę o dokładne wczytanie się w tekst.
9) A po co Ci te daty potrzebne ? ... ]
Obserwuj wątek
    • anahella Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 01:58
      Jak chcesz, to Ci moge dac.
      • rigel79 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 02:34
        Proszę bardzo smile. Wszystkie podpunkty strącone sześcioma słowami big_grin.

        Pytanie jednak wciąż aktualne - powody niepodawania własnej daty i argumentacja
        tego, oraz mity które wokół tematu narastają.

        Mi to np. mówiąc brzydko, wisi - 14.02.1979; 0.35, Szczecin. Ale czemu dla
        innych jest to śmiertelnie poważna sprawa, chociaż... lubią przecież wystawiać
        na widok publiczny radixy różnych osób... fakt, publicznych, ale jednak... !
    • aarvedui Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 02:14

      czy hipotezą jest próba określenia z astrologicznego punktu widzenia kto podaje
      swoje dane i dlaczego? albo odnalezienie uniwersalnych układów "autoprezentacji"
      ? tongue_out
      hmm... =)
      no comments wink
      • rigel79 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 02:40
        > czy hipotezą jest próba określenia z astrologicznego punktu widzenia kto
        podaje swoje dane i dlaczego? albo odnalezienie uniwersalnych
        układów "autoprezentacji"

        Ależ oczywiście, z tego tematu rzeki i ten wątek można wyłowić... Układy
        na "niepodawanie danych" albo "podawanie". Nie jest to aspekt szczególny
        chyba ? Może tu być jakiś pierwiastek odgrywającej role Wagi, ukrywającego i
        broniącego ewentualnych "ataków" Skorpiona... Nie wiem, nie robiłem "takich"
        badań smile
    • all2 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 02:39
      splutoniały Merkury
      z tego wynikają punkty 1-6
    • cynthia8 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 06:48
      Może mają cos do ukrycia. No, np. dziewczyny wychwaliły "marsa" w raku. A jakas
      osoba ma w "mniejszym' znaku. I co ? Po co sie przyznawać? smile))
      • kasia-asia1 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 30.10.06, 20:36
        Albo ktoś ma nie tyle lat na ile wyglądasmile))))
        • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 31.10.06, 04:52
          Niemozliwe, ludzie tak długo nie żyją. wink

          Ano własnie, dopisz punkty:

          10) Ktoś jest smarkaty, a chce uchodzic za "powaznego astrologa"

          11)Ktoś chce by go miano za młodego, a jest stary

          12)Niektórzy lubią się otaczać aura tajemniczości.

          i jeszcze pechowy 13) A moze ktoś ma ucieche z tego, ze rigel chciałby wiedziec
          i nie wie. ;P
          • rigel79 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 31.10.06, 11:17
            10) Ktoś jest smarkaty, a chce uchodzic za "powaznego astrologa"

            To np ja, hihihi smile. Nawet nie mam jednego obrotu Saturna wink

            11)Ktoś chce by go miano za młodego, a jest stary

            No, w tym fachu to różnie bywa. Czasem długość brody, albo ilość zmarszczek
            może dawać uczucie osoby, która już wszystko przeżyła.

            12)Niektórzy lubią się otaczać aura tajemniczości.

            I ze zwykłego krojenia marchewki do sałatki uczynić inicjację duchową smile

            13) A moze ktoś ma ucieche z tego, ze rigel chciałby wiedziec i nie wie. ;P

            Nie, to zbyt "niskie pobudki" big_grin big_grin
            • iokepine Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 31.10.06, 18:32
              Hehehe, przyuważyłam jednego astrologa, który nie dość że się odmładza, to
              zmienił znak zodialu z Wodnika na Skorpionatongue_out

              Motywacje bywaja różnetongue_outPP
    • queenmaya Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 01:21
      A po co podawać datę, skoro wystarczy, że się człowiek wygada "tę planetę mam
      tu, a tamtą tam" i mądry astrolog już wszystko wie?
      U mnie to są neptusowe punkty 11 i 12 smile
      • janina62 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 09:32
        Astrolog tak jak każdy inny człowiek podlega prawom Kosmosu; dla mnie to że ktoś jest otwarty/ujawnia swoje dane/ lub zamkniety/danych nie ujawnia/ wynika z jego radixu; nie uważam aby te zachowania słuzyły stwarzaniu image astrologa;
        jest to naturalna potrzeba ochrony własnych danych;

        W środowisku speców od grzebania sie w cudzych życiorysAach i spekulowania na czyjś temat, lepiej-osobiście uważam-zachować dyskrecje i nie ujawniać wasnych danych horoskopowych;pzdr N.
        • queenmaya Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 16:41
          janina62 napisała:

          > W środowisku speców od grzebania sie w cudzych życiorysAach i spekulowania na
          > czyjś temat, lepiej-osobiście uważam-zachować dyskrecje i nie ujawniać wasnych
          > danych horoskopowych;pzdr N.

          Postawię kropkę nad i: w środowisku niedouczonych i nie zważających na etykę
          astrologa amatorów (a i paru "profesjonalistów" też możnaby wskazać) takie
          dywagacje mogą okazać się czymś wielce nieprzyjemnym. Kilka lat temu
          doświadczyłam czegoś takiego w moim własnym forum, gdzie pewnien obrażony na
          mnie osobnik odtworzył mój horoskop z jakichś fragmentarycznych informacji, a
          następnie zinterpretował go w prawdziwie czarnomagiczny sposób. Ktoś wrażliwy po
          czymś takim mógłby się pochorować.
          Nie wykluczam też, że dla czarnego maga horoskop może być niezłym rekwizytem do
          szkodzących działań. Piszę to zupełnie serio, nie radzę ryzykować.
          • rigel79 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 18:58
            "Nie wykluczam też, że dla czarnego maga horoskop może być niezłym rekwizytem do
            szkodzących działań. Piszę to zupełnie serio, nie radzę ryzykować"

            Porządny Mag poradzi sobie bez radixu. Wystarczy mu zdjęcie, imię i nazwisko,
            lub kawałek włosa smile.

            "Kilka lat temu doświadczyłam czegoś takiego w moim własnym forum, gdzie
            pewnien obrażony na mnie osobnik odtworzył mój horoskop z jakichś
            fragmentarycznych informacji, a następnie zinterpretował go w prawdziwie
            czarnomagiczny sposób".

            To bardzo nieetyczne i potępiam takie zachowania. Z drugiej strony, gdyby
            horoskop został "ujawniony" wcześniej lub później, nie byłoby zabawy w
            fragmentaryczne docinki, a nić nienawiści mogłaby np. zostać przecięta, albo
            potraktowana z przymrużeniem oka.

            Myślę, że poczucie dystansu do własnej osoby i do swojego radixu, oraz
            umiejętność przekształcania czyichś nienawiści, głupich zaczepek, oraz
            kłujących "mądrości" jest tym, czego astrolog uczy się w trakcie swojej
            praktyki. Czy ktoś się z tym nie zgadza ??

            Albo hermeneutyka podejrzliwości ("Ja" !!!), albo fenomenologia ( opis fenomenu
            przeżyć ). Każdy wybiera bardziej, albo mniej.
            • iokepine Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 19:17
              No cóż, parę lat temu myślałam jak ty. I pewnego pięknego dnia nawet chciałam
              upublicznić swoje dane na pewnej liście dyskusyjnej, razem z tekstem o Lilith.
              Efekt był taki, ze komputer mi się zresetował, mail i tekst o Lilith szlag
              trafił, następnie Tepsa nakręciła coś z modemem i net 2 miesiace nie działał,
              kóry wówczas miałam, potem odcięla jeszcze na następny miesiąc telefon z racji
              prac remontowychtongue_out

              Po tym ciagu wydarzeń jakoś straciłam chęć upubliczniania swojego radixu. Czasem
              umysł swiadomy sobie coś tam wymyśli i uważa, że to takie swietne, natomiast
              niekoniecznie tak jest w praktyce.
          • dori7 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 20:50
            queenmaya napisała:

            > Postawię kropkę nad i: w środowisku niedouczonych i nie zważających na etykę
            > astrologa amatorów (a i paru "profesjonalistów" też możnaby wskazać) takie
            > dywagacje mogą okazać się czymś wielce nieprzyjemnym. Kilka lat temu
            > doświadczyłam czegoś takiego w moim własnym forum, gdzie pewnien obrażony na
            > mnie osobnik odtworzył mój horoskop z jakichś fragmentarycznych informacji, a
            > następnie zinterpretował go w prawdziwie czarnomagiczny sposób.

            Takze doswiadczylam "molestowania astrologicznego". Pewna osoba, znajaca moj
            horoskop, uparla sie, ze wymusi na mnie zrobienie czegos. Poniewaz uznala, ze z
            *takim* horoskopem i *takimi* ukladami synastrycznymi miedzy nami na pewno w
            koncu sie ugne i zgodze na jej zadania (zreszta dala mi to w swoim zadufaniu
            niedwuznacznie do zrozumienia), wytrwale wlazila mi na glowe i pilowala o swoje.
            Do dzis osoba ta czuje sie oszukana i zionie pretensjami, bo rzeczywistosc
            okazala sie inna od jej wyobrazenia na moj temat, powzietego na podstawie
            horoskopu - nie dalam sie odwiesc od swojego "nie", o ktorego zmiane bylam
            mordowana pare tygodni.

            Dodam, ze mnie to jakos bardzo nie zaszkodzilo, nerwy tylko mi nadszarpnelo na
            jakis czas, za to ta osoba bardzo stracila w moich oczach jako astrolog i
            czlowiek, i paru znajomym i nieznajomym juz odradzilam jej uslugi, odsylajac do
            kogos bardziej kompetentnego i otwartego na innych. No coz - to musi byc bardzo
            kiepski astrolog, skoro probujac mna manipulowac na podstawie mojego horoskopu
            nie poczul sie ostrzezony, widzac kilka czynnikow wskazujacych na daleko
            posunieta pamietliwosc big_grinDD
          • anahella Astropolowanie 04.11.06, 14:10
            queenmaya napisała:

            > Kilka lat temu
            > doświadczyłam czegoś takiego w moim własnym forum, gdzie pewnien obrażony na
            > mnie osobnik odtworzył mój horoskop z jakichś fragmentarycznych informacji, a
            > następnie zinterpretował go w prawdziwie czarnomagiczny sposób.

            Ja tez jestem obiektem astropolowaniasuspicious Pewien moj "wielbiciel" zrobil to samo,
            a na swoim forum poswiecil mi i mojemu horoskopowi jeden z pierwszych tematow.
            Przypisal mi cale zlo tego swiata i sam ze soba na ten temat dyskutowal. No
            coz... skoro jakis znudzony uzytkownik internetu nie ma innych tematow do
            astrologicznych rozwazan, to co ja bede go powstrzymywac? W koncu mam Wenus w
            Lwie i mile to lechce moja proznosc tongue_out

            Dostaje czasem korespondencje z roznych nieznanych mi adresow i tam tez sa rozne
            uwagi na temat mojego horoskopu. Zazwyczaj olewalam to i wywalalam do smieci,
            ale ostatnim razem odeslalam maila z odpowiedzia: "ta pani na pewno jest
            bardziej interesujaca ode mnie" i podalam linka do strony gwiazdki porno. Chyba
            korespondencja pochodzila od tej samej osoby, bo juz sie nie powtorzyla.

            Podchodze do tego tak: jesli ktos nie ma co w zyciu robic, to zajmuje sie
            horoskopami osob, ktore im swoich danych nie podaly. Sprawia im wiele radosci
            polowanie na informacje, a potem gdy maja juz kosmogram doszukiwania sie w nim
            strasznych rzeczy. No coz... ja wole spedzic czas inaczej niz na astropolowaniu,
            a jesli mam ochote zobaczyc czyjs horoskop, to po prostu prosze o dane
            wlasciciela, i zazwyczaj je dostaje.
            • neptus Re: Astropolowanie 04.11.06, 17:40
              Moj horoskop jest publiczny, znany i jakos nikt sie do niego nie bierze... wink
              Tylko raz sie z ty spotkałam, ze był analizowany ale pod kądem "dlaczego
              astrolog". A szkoda. Ja bym się świetnie ubawiła, gdyby tak młodzi astrolodzy
              np. zaczeli mi szukac partnera albo mnie oceniali pod kątem przydatnosci w
              łóżku... suspicious
              • rigel79 Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 00:06
                Własna data, traktowana jako "dziewiczy wianek", jako świętość, kusi
                najbardziej. Nie dziwią mnie zatem ataki na tych, którzy swoją "świętość"
                chronią. Dewianci lubią "niewinność", ponieważ wiedzą że to czyjś newralgiczny
                punkt.

                Oczywiście co kto robi ze swoją datą, to jego prywatna sprawa, ale ja nie każę -
                podawajcie, podawajcie !, tylko zapytuję - dlaczego ? Dziwi mnie to bardzo
                szczerze, wybaczcie, szczerze z najgłębszej głębokości. Dlaczego dla jednych
                osób to rzecz naturalna, a dla innych nie.

                Wyprowadźcie mnie też z błędu ( i również lwi2) - dlaczego mam takie ( może
                błędne ) mniemanie, że jeśli ktoś podaje swoją datę, to jest bardziej szczery
                jako nauczyciel, albo duchowy przewodnik ?

                • aarvedui Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 00:41
                  rigel79 napisał:

                  > Wyprowadźcie mnie też z błędu ( i również lwi2) - dlaczego mam takie ( może
                  > błędne ) mniemanie, że jeśli ktoś podaje swoją datę, to jest bardziej szczery
                  > jako nauczyciel, albo duchowy przewodnik ?

                  zapytam sie w ten sposób - czy nauczyciel podajacy swoja datę jest lepszym
                  nauczycielem od tego który daty nie podaje?

                  w ogóle to jest dla mnie tak jakoś dziwnie sformułowane =p
                  i jeszcze ten "wianek" 0_o hmpf...hmmmpfff....(drapie sie po glowie)
                  • am98 Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 00:58
                    aarvedui napisał:

                    zapytam sie w ten sposób - czy nauczyciel podajacy swoja datę jest lepszym
                    nauczycielem od tego który daty nie podaje?

                    Owszem, ponieważ jest bardziej wiarygodny.
                    Astrologia to domena nowoczesnego Urana i sformułowanego Saturna a nie jakiegoś
                    całego w tajemnicach Neptuna czy poplutonionego znachora, tym niemniej - dwóch
                    ostatnich jak najbardziej dotyczy (również).
                    • aarvedui Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 01:49
                      am98 napisała:

                      > aarvedui napisał:
                      >
                      > zapytam sie w ten sposób - czy nauczyciel podajacy swoja datę jest lepszym
                      > nauczycielem od tego który daty nie podaje?
                      >
                      > Owszem, ponieważ jest bardziej wiarygodny.
                      > Astrologia to domena nowoczesnego Urana i sformułowanego Saturna a nie jakiegoś

                      co ma taka wiarygodnosc polegajaca na podawaniu albo nie podawaniu daty do tego
                      czy nauczyciel jest dobrym nauczycielem?

                      czy jak podejdzie do Ciebie ktos mówiąc ze jest lekarzem i pokaze Ci na dowód
                      stetoskop to pewne jak w banku ze to lekarz? albo - dobry lekarz?

                      strasznie powierzchowne podejście moim zdaniem.
                      • rigel79 Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 02:57
                        aaverdui napisał: "Czy jak podejdzie do Ciebie ktos mówiąc ze jest lekarzem i
                        pokaze Ci na dowód stetoskop to pewne jak w banku ze to lekarz? albo - dobry
                        lekarz?"

                        Dobry lekarz ( zwłaszcza w sensie holistycznym ), to ten, którego wiarygodność
                        osadza się na ludzkiej uczciwości i dialogu. Jeżeli tak nie jest, wówczas lubi
                        pokazywać "swą przewagę", tj. jaki on nie jest i np podchodzić do kogoś
                        instrumentalnie. Papierek czy przyrząd to sprawa drugorzędna.

                        Podobnie jest z astrologiem. Tu również się liczy uczciwość i dialog. Podanie
                        daty to jeden z elementów dialogu. Jeśli ktoś się nie zgadza, to szanuję jego
                        prawo, ale zupełnie serio pytam - dlaczego ? To też należy do dialogu. I po to
                        właśnie zadałem pytanie - ze zdziwienia.

                        Ten kto podaje datę, nawiązuje lepszy kontakt z drugą osobą. Najlepsze
                        przykłady tzw. życia podajemy z autopsji. Tu również obowiązują pewne
                        ograniczenia, ale własny przykład daje bardzo dużo do myślenia.

                        Podanie daty - MOŻE, ale nie MUSI, poprawić wiarygodność astrologa. Chciałbym
                        coś wiedzieć o nim więcej, ale nic na siłę.
                        • pani.jazz Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 11:01
                          To moze wystarczy porozmawiac? Zechciec poznac czlowieka blizej, bez dlubania mu w kolku? Bez uprzedzania sie i wyrabiania czesto blednych opinii na podstawie li tylko horoskopu?

                          Astrologowi horoskop potrzebny jest po to, by pomoc drugiemu czlowiekowi. Dla cwiczen mozna gromadzic horoskopow duzo, ale wtedy nie rozmawiamy o nich z ludzmi, ktorych one dotycza, bo rozsadek nam mowi, ze mozemy glupot nagadac i nakrzywdowac.

                          Mistrzowi psychiki leczyl nie bedziesz, chyba, ze Cie o to poprosi. Poki nie poprosi, po prostu nie wypada sie narzucac. Zreszta - po jaka cholere Ci wtedy jego horoskop? Zeby uprawiac psychologiczne podgladactwo?
                          Swoja droga, skad pomysl, ze Mistrza (czy w ogole rozmowce) zainteresuje akurat Twoj horoskop, ktorym tak chetnie szafujesz?

                          Takie moje zdanie.
                          • am98 Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 11:51
                            pani.jazz napisała:

                            To moze wystarczy porozmawiac? Zechciec poznac czlowieka blizej, bez dlubania m
                            u w kolku? Bez uprzedzania sie i wyrabiania czesto blednych opinii na podstawie
                            li tylko horoskopu?

                            Astrologowi horoskop potrzebny jest po to, by pomoc drugiemu czlowiekowi. Dla c
                            wiczen mozna gromadzic horoskopow duzo, ale wtedy nie rozmawiamy o nich z ludzm
                            i, ktorych one dotycza, bo rozsadek nam mowi, ze mozemy glupot nagadac i nakrzy
                            wdowac.

                            Mistrzowi psychiki leczyl nie bedziesz, chyba, ze Cie o to poprosi. Poki nie po
                            prosi, po prostu nie wypada sie narzucac. Zreszta - po jaka cholere Ci wtedy je
                            go horoskop? Zeby uprawiac psychologiczne podgladactwo?
                            Swoja droga, skad pomysl, ze Mistrza (czy w ogole rozmowce) zainteresuje akurat
                            Twoj horoskop, ktorym tak chetnie szafujesz?

                            Takie moje zdanie.

                            Ja przypuszczam, że problemem nie jest wyciąganie danych od astrologa, ale to,
                            że astrolog nie chce swoich danych upubliczniać.
                            Z mojego punktu widzenia, a określę się jako uczeń - nauczyciel, który poda
                            swoje dane jest bardziej wiarygodny od tego, który swoich danych nie poda.
                            Jeżeli poproszę o dane to po to, aby sprawdzić aspekty astrologa (jakie aspekty
                            wskazują na to, że ten człowiek zajmuje się astrologią).
                            W procesie nauki: nauczyciel ocenia ucznia i uczeń ocenia nauczyciela. Jest to
                            nieustanna wymiana, tak jak wymiana między Uranem a Saturnem. Pozwolę sobie
                            zacytować święte słowa ALL2: "ale to Uran zmienia świat, a Saturn później
                            przychodzi i wstawia palmy do gabinetów".
                            W praktyce astrologicznej: weryfikatorem jest klient.

                            Pani Jazz, proszę wybaczyć, ale rozdrażnił mnie ten "Mistrz", kimkolwiek on by
                            nie był. Jeżeli jestem to po to, aby się uczyć, dzielić przemyśleniami,
                            refleksjami, prosić o wskazówkę, ewentualny kierunek, inspirację, tchnienie. W
                            procesie nauki wychodzę poza własne jakiekolwiek ego, niczego nie potrzebuję
                            udowadniać ani sobie ani komukolwiek (i tego samego oczekuję). Moim celem jest
                            wiedza i warsztat.
                            • pani.jazz Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 12:08
                              Mistrz to bardzo piekne slowo, lubie je i dlatego go uzylam. Bron Boze nie w celu draznienia czy uwalniania zlosliwosci.

                              Jesli astrolog nie chce danych upublicznic, to moze trzeba go poprosic osobiscie o ich podanie. A jesli i wtedy nie bedzie chcial ich podac, to jego prawo, nie musi chciec byc na jezykach. Tlumaczenia, ze to tylko po to, zeby zobaczyc, skad zainteresowanie astrologia moga okazac sie malo przekonywajace. Wiarygodnosc nauczciela niewiele ma tu do rzeczy. Nie musisz sie przeciez uczyc na jego horoskopie, mysle, ze byloby to nawet niewskazane. Owszem, przyklad z zycia zawsze mozna podac. Ale analizowac caly horoskop nauczyciela? Mnie by bylo glupio i nawet niezrecznie. To tak, jakby psychoanalityk nagle zaczal opowiadac swojemu pacjentowi o swoich problemach.
                              Trzeba pamietac o tym, ze astrolog to tez czlowiek, zyje emocjami i stara sie zyc godnie. Nie dla kazdego godnosc znaczy to samo. Jednemu uwlaczalaby data urodzin widniejaca na wikipedii, innemu to nie przedzkadza. Horoskop to mapa duszy. Ja nie chcialabym, zeby moja dusze mogl obejrzec kazdy i ktokolwiek. To doprawdy zbyt intymne wiadomosci, by je neglizowac.

                              Podkreslam, ze to moje zdanie, nikogo do niego przekonywac nie potrzebuje.
                • anahella Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 07:23
                  rigel79 napisał:

                  > Własna data, traktowana jako "dziewiczy wianek", jako świętość, kusi
                  > najbardziej. Nie dziwią mnie zatem ataki na tych, którzy swoją "świętość"
                  > chronią.

                  Super, niech wiec sobie na moja astrologiczna cnote moi "wielbiciele" poluja. W
                  koncu zgodnie z mysliwska zasada - ze nie chodzi o to by zajaczka ustrzelic,
                  tylko zeby sobie za nim pobiegac - sledza uwaznie moje wypowiedzi zamiast
                  napisac do mnie na priv prosbe o dane.

                  > Dewianci lubią "niewinność", ponieważ wiedzą że to czyjś newralgiczny
                  > punkt.

                  Zatem sugerujesz, ze ci, ktorzy poskladali sobie moj horoskop z roznych
                  wypowiedzi sa stuknieci? Eeee mysle, ze raczej sie nudza i nie maja w zyciu nic
                  ciekawego do roboty.

                  > tylko zapytuję - dlaczego ? Dziwi mnie to bardzo
                  > szczerze, wybaczcie, szczerze z najgłębszej głębokości. Dlaczego dla jednych
                  > osób to rzecz naturalna, a dla innych nie.

                  Dane podaje sie po cos. Zazwyczaj po to, aby ktos zerknal w ten horoskop. Ja
                  osobiscie nie zbieram dat po to by je miec, tylko zeby sobie w kolko popatrzec.
                  Jesli chce interpretacji, to zwracam sie po nia do konkretnej osoby.

                  Juz raz napisalam: jesli chcesz moje dane - mozesz o nie poprosic. Tylko jesli
                  pokusisz sie o interpretacje, to najpierw spytaj sie czy ja sobie zycze ja
                  uslyszec/przeczytac.

                  > Wyprowadźcie mnie też z błędu ( i również lwi2) - dlaczego mam takie ( może
                  > błędne ) mniemanie, że jeśli ktoś podaje swoją datę, to jest bardziej szczery
                  > jako nauczyciel, albo duchowy przewodnik ?

                  Nie wiem czy to jest bledne mniemanie, ale w innym poscie w tym watku napisalam,
                  ze nauczyciele podawacze i niepodawacze dat nie roznia sie miedzy soba. Dodam
                  wiecej: jesli ktos uwaza, ze pokazanie horoskopu swiadczy o tym, ze nauczyciel
                  nie ma nic do ukrycia, to reaguje salwa smiechu, bo nie ma ludzi, ktorzy nie
                  maja nic do ukrycia.

                  Zastanawiam sie natomiast po co nauczyciele astrologii demonstruja swoje kolka.
                  Zeby uczniowie uczyli sie na jego horoskopie?
                  W sumie to lepiej, zeby mlodziez siedziala nad kolkiem Weresa nizby miala brac
                  narkotykitongue_out
                  Ja uwazam, ze najlepsza nauka jest na sobie i osobach bliskich (bo ich najlepiej
                  znamy) lub na osobach slawnych, zmarlych (bo tu mamy potencjaly wykorzystane do
                  konca).
                  Dlatego na kazdym kursie walkuje sie horoskop Hitlera czy Diany.
                  Osoby slawne zyjace, to kolejny etap, bo tu mozna pokusic sie o prognozy.
                  • lwi2 Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 10:29
                    Astrologia w ogóle pochłania mnóstwo czasu, pamiętam, że jak trafiłam na to
                    forum to nie mogłam się nadziwić, że tu tak tłoczno i wciąż ożywiona rozmowa,
                    miałam nadzieję, że z wiosną, latem, nastąpią "wakacje", a tu nic, wciąż
                    gadają. Trzeba było zrezygnować z gazet, książek, TV, radia, i jakoś wykroić
                    ten czas. Ale, do czego zmierzam, że jak już się w to "bawić" i "marnować
                    czas", to wykorzystywać go "efektywnie" i stale ostrzyć swój zmysł obserwacji.
                    Ciekawi mnie horoskop PP, skąd takie zainteresowanie astrologią mundialną,
                    gdzie ten Pluton. Ciekawi horoskop założycielki forum, na jakich układach
                    zostaje się takim "założycielem". Dlaczego Hattric robi to co robi, dlaczego
                    Suliga (Strzelec?). Itd. Wiem, że taka ciągła stymulacja umysłowa nie jest
                    dobra, ale "powietrzni" tak mają.
                    Lwi
                    (Słońce, Księżyc i Ascendent w żywiole powietrza)
                    • anahella Re: Własna data jako "dziewiczy wianek" 05.11.06, 17:24
                      lwi2 napisała:

                      > Ciekawi horoskop założycielki forum, na jakich układach
                      > zostaje się takim "założycielem".

                      Prosze bardzo - sprawdz poczte. Sa obie daty: moje i forum.
          • mii.krogulska Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 07.11.06, 22:46
            Witam,
            zgadzam się z Queen w pełni, bo też padłam ofiarą tego typu polowań i dywagacji.
            Zaprzyjaźnionym osobom jak najbardziej datę podaję, na prośby typu "bo chciałem
            sobie popatrzeć" reaguję alergicznie.

            Pozdrawiam, Mii
            • queenmaya Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 09.11.06, 22:19
              Problem polega na tym, że na tym świecie jest wielu frustratów. Dopóki jesteś
              anonimową osobą, nie wzbudzasz zainteresowania. Pies z kulawą nogą się tobą nie
              isteresuje, więc żyjesz sobie cicho i spokojnie.
              W momencie, gdy stajesz się osobą publiczną sytuacja ulega radykalnej zmianie.
              Jest mnóstwo osób, które wręcz fizycznie ciepią, gdy widzą kogoś, kto choć
              trochę wystaje nad równy rządek anomimowych łebków. Są ludzie, którzy z
              niepojętej dla mnie potrzeby "duchowej" zajmują się niszczeniem dobrze
              prosperujących firm, opluwaniem znanych ludzi itp.
              Przykład?
              Choćby Jurek Owsiak. Kupił manekiny do nauki ratowania życia i chciał je
              podarować szkołom oraz przeprowadzić w nich kursy udzielania pierwszej pomocy.
              Jednak ktoś orzekł, że Owsiak jest groźniejszy niż sam diabeł i do szkół go nie
              wpuszczono. Niech ludzie nie umieją udzielać pierwszej pomocy, niech zdychają,
              byle tylko tego Owsiaka upokorzyć.
              Ze swojego doświadczenia powiem wam, że kilka razy spotkałam w sieci osoby,
              które udawały przyjaciół, ale tylko po to, żeby zdobyć moje zaufanie. Tak
              naprawdę ci ludzie czekali tylko na to, żebym popełniła jakiś błąd lub na czymś
              się potknęła. Jeśli zauważyli, że np. na kogoś się wkurzyłam i mu nagadałam (a
              jako Skorpion wpadam niekiedy w szewską pasję), natychmiast podnosił się pełen
              dzikiej satysfakcji wrzask: "od razu wiedziałem, że to co piszesz na swojej
              stronie to ściema, bo w rzeczywistości nie dorastasz do poziomu duchowego, który
              tam próbujesz zaprezentować. Dowodem na twoją oszukańczą naturę jest fakt, że
              masz kwadraturę Jowisza i Neptuna, a i tak silny Pluton demaskuje twój w
              rzeczywistości podły i podstępny charakter".
              Chyba nie potrzeba komentarza...
              Mój horoskop jest znany.
              Nie dlatego, że go upubliczniłam, lecz dlatego, że (jak już pisałam) sprawny
              technik astrologiczny może go odtworzyć na podstawie kilku podanych przeze mnie
              informacji. Na tym forum (oraz w moim własnym forum) zrobiło tak kilka osób.
              Niektóre składały mi życzenia urodzinowe lub komentowały moje bieżące tranzyty.
              Po co tym ludziom są potrzebe dane innych?
              Nie wiem, wręcz nie mam pojęcia. Mnie nie podnieca zdobywanie danych innych
              astrologów ani żadnych osób publicznych, bo to naprawdę niczemu nie służy.
              Z horoskopu nie da się odczytać niczyjej szlachetności ani podłości. Podobnie z
              mądrością, wrednością czy innymi cechami, o czym mówiliśmy tu wielokrotnie.
              Jeśli ktoś wierzy, że z horoskopu da się coś odczytać na pewno i jednoznacznie,
              niech skoczy na Tarakę i przeczyta tekst Wojtka Jóźwiaka o astrologicznych
              bliźniętach. To jest tekst, który powinien ściągnąć na ziemię wszystkich
              astrologicznych oszołomów.
              Ale jeśli chce się komuś dowalić, to każdy sposób jest dobry. Horoskop jest
              zupełnie dobrym kijem do przywalenia konkurencji lub osobom, które chce się
              pognębić. Taka "czarna interpretacja" robi wrażenie na maluczkich, którzy
              bezkrytycznie wierzą w nadludzkie możliwości osób czytających w gwiazdach.
              Ja akurat nie lubię czytać bzdur na swój temat, bez względu na to, czy te bzdury
              pisze astrologiczny nieuk, czy ktoś wiedziony zawistną potrzebą oplucia i
              zdeptania mojej osoby. Z tego powodu dobrowolnie nie wystawię się na ostrzał.
              Co innego cel naukowy - mój horoskop był omawiany publicznie w czasie wykładu i
              na to się zgodziłam, więdząc, że wykładowca jest człowiekiem odpowiedzialnym i
              godnym zaufania. Wielka sala wykładowa była pełna po brzegi...
              Mimo to przyznaję, że było to bardzo mocne przeżycie. Do dziś mam ciarki, kiedy
              o tym myślę.
    • dori7 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 20:36
      A czemu mialoby sluzyc wywieszanie swoich danych na forum czy stronie www?

      W przeciwienstwie do wymienionych przez Ciebie osob, nie jestem zadna
      astrologiczna slawa, zeby upowszechniac swoj horoskop. Nie musze tez prosic sie
      publicznie o interpretacje, bo w razie watpliwosci moge zapytac kogos znajomego
      przez gadu, telefon, mejla czy na zywo przy herbatce, a w razie wiekszych
      problemow po po prostu zaplacic za dluzsza konsultacje. Nie widze takze potrzeby
      zaspokajania pustej ciekawosci obcych ludzi. Znajomi moje dane urodzeniowe maja,
      tak samo jak adres i telefon, ktorych rowniez nie podaje na forum i nikogo to
      jakos nie dziwi.
    • jerry.uk Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 22:12
      nie znam takiego przypadku ani sposobu, żeby horoskopu można było używać jak
      laleczki voodoo. Myślę że to bzdury i na dłuższą metę szkodzą astrologii
      (ciekawe ilu potencjalnych klientów się wystraszyło).
      Podajemy daty astrologowi, żeby zinterpretował nam horoskop, prawda? Jeśli ktoś
      nie ma takiej potrzeby, to nie podaje. Ja nie mam potrzeby aby mi ktokolwiek
      interpretował horo, poza tym znam go całkiem dobrze. Wątpię abym mógł się czegoś
      nowego dowiedzieć.
      • romy_sznajder Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 01.11.06, 22:48
        > Podajemy daty astrologowi, żeby zinterpretował nam horoskop, prawda? Jeśli ktoś
        > nie ma takiej potrzeby, to nie podaje.

        I w takim przypadku jest jasna umowa: to klient chce informacji, wiec zgadza sie
        na warunki astrologa. Tymczasem sprytni gazetowi astrologowie interpretuja
        horoskopy znanych ludzi bez godziny urodzenia. I potrafia wypisac takie brednie,
        ze ze wlos sie jezy na glowie....sami nie tylko odmawiaja swoich danych, czesto
        nawet elementarnych: imienia i nazwiska. Czyzby bali sie wzajemnosci?

        Mnie sie zdaje, ze glowna kwestia dotyczy zatajania danych przez te osoby, ktore
        najchetniej uzurpuja sobie prawo do "wtajemniczenia". I to jest postawa nie
        fair, bo skoro problem dotyczy tylko nabytej wiedzy i wlozonej w to pracy, to
        uczciwe postawienie sprawy powinno wygladac tak: jesli na lamach poczytnego
        miesiecznika / tygodnika / witryny robie horoskop osobie publicznej (bez jej na
        ogól zgody), ale moje dane tez upublicznie, zeby bylo sprawiedliwie. Jak ktos
        zechce sie nauczyc, to sobie cos odczyta.
        Tymczasem akurat te osoby swoje dane skrzetnie ukrywaja, potrafia natomiast
        napisac rzeczy zahaczajace o naruszenie dobr osobistych, bo przeciez to sa osoby
        publiczne. Tymczasem nie do konca tak jest:
        wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3653669.html
        ("Artysci nie sa osobami publicznymi" + brak def. osoby publicznej w polskim
        ustawodawstwie).
        Zachowuja sie zupelnie jak jacys paparazzi. Ktorzy oczywiscie maja swoje wazne
        miejsce w naszej obyczajowosci.
        • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 02.11.06, 10:51
          Na tym forum równiez niektore osoby szafuja danymi swoich znajomych i czlonkow
          rodziny, co jest wysoce nieetyczne i nawet moze podlegać karze za ujawnianie
          cudzych danych osobowych.
          Swoje dane podaje publicznie. Kto umie je zinterpretować, ten niczego
          strasznego w nich nie znajdzie. Kto nie umie, zacznie gadać bzdury i sam się
          ośmieszy. Mozna kogoś szkalować, nie znając jego horoskopu, wystarczą plotki.
          Co do voodoo... do tego starczy znać imię i nazwisko, albo nawet nick. Nawet
          zdjęcia nie trzeba mieć. Już ktoś tej zabawy na mnie próbował... Nie wiem, kto
          i nie chcę wiedzieć. Nie interesuje mnie także, jak to zniósł, kiedy do niego
          wróciło. ;-> Tyle samo albo i więcej ryzykuję wychodząc z domu. Moja
          przyjaciołke napadnięto na ulicy w biały dzień. Czy powinnam wstawić kraty w
          oknach i przestać wychodzić z domu?
      • anahella Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 04.11.06, 14:19
        Moim zdaniem jedyna zla rzecz, jaka mozna zrobic czlowiekowi poprzez jego
        horoskop, to zle go zinterpretowac.
        Astrolog namolnemu interpretatorowi powie "spadaj, gadasz bzdury", a klient -
        niestety - najczejsciej wierzy.
        • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 04.11.06, 17:43
          Najlepiej ogłosić "interpretację", kto nie ma wprawdzie nic wspólnego z
          horoskopem ale jest bardzo negatywna. Tylko, ze do tego nie trzeba, a nawet nie
          nalezy znać horoskopu. Jeszcze by ktos zauważył, ze "interpretacja" jest
          błedna... Taki horoskop trzeba wymyslić.
          • lwi2 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 04.11.06, 18:23
            WJ horoskop ujawnia, nawet analizował go na swoim kursie, świetna sprawa,
            naprawdę można się dużo nauczyć w taki sposób.
            Dla "praktyków" gdzie klienci nie znają się na astrologii takie ujawnianie nie
            jest natomiast potrzebne, po co?
            Czytam i tych którzy ujawniają (zagraniczni zwłaszcza), i tych którzy nie
            ujawniają, ale tych pierwszych często czyta mi się lepiej właśnie z powodu tego
            ujawnienia, wiem z kim "mówię".
            Natomiast przyznam, że wiadomość że astrolog ujawnił nieprawdziwe dane zraża
            mnie do astrologa absolutnie.
            Lwi
            • romy_sznajder Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 04.11.06, 19:11

              > Natomiast przyznam, że wiadomość że astrolog ujawnił nieprawdziwe dane zraża
              > mnie do astrologa absolutnie.

              heh, niezle. a kto tak zrobil?
            • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 05.11.06, 02:43
              > Natomiast przyznam, że wiadomość że astrolog ujawnił nieprawdziwe dane zraża
              > mnie do astrologa absolutnie.
              > Lwi

              Ukrywanie danych jest ok. Jak napisała to Janina, jedni ludzie sa skryci, inni
              otwarci. Astrolog tez człowiek. Trudno wymagać upubliczniania danych od silnego
              Skorpiona czy Raka. Lew swoje poda, aby każdy mógł podziwiać jego wspaniałość,
              a Strzelec rozgłosi bo nie umie utrzymać języka za zębami.
              Natomiast podawanie danych fałszywych rzeczywiście każe podchodzić z dużą
              rezerwą do wszystkiego, co ten człowiek wypowiada. W środowisku astrologicznym
              jest to równoznaczne z napisaniem sobie fałszywej autobiografii. Od razu
              pojawia mi sie pytanie "co on chce paskudnego ukryć?" Co innego ochrona własnej
              prywatności, a co innego oszustwo. Jako klient obawiałabym sie manipulacji z
              jego strony.
    • dori7 Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 10.11.06, 10:26
      Temat, jak widac, goracy, wiec dorzuce jeszcze jedna uwage a propos tego, ze
      klient astrologa rzekomo potrzebuje do czegokolwiek jego horoskopu.

      Wszystkie osoby idace do astrologa na konsultacje sa zainteresowane jednym
      jedynym horoskopem: *wlasnym*. Chca lepiej zrozumiec *siebie*, sluchac o
      *swoich* potencjalach, *swoich* talentach i *swoich* problemach, poradzic sie w
      kwestii *swoich* planow, uslyszec dobre slowo o *swojej* przyszlosci itd. Za to
      placa i tego oczekuja.

      Twierdzenie, ze musza do tego znac horoskop astrologa, jest bez sensu - owszem,
      klienci czesto pytaja: "a spod jakiego pani/pan jest znaku?" albo bardzo sie
      ciesza, gdy astrolog wyjawi, ze tak samo ma np. kwadrature Saturn-Slonce czy
      Urana na descendencie. To stwarza poczucie bliskosci, co ulatwia otwarcie sie w
      trakcie sesji i sprzyja jej powodzeniu, a poza tym widok drugiej osoby, ktora z
      takim problematycznym ukladem dobrze sobie radzi i najwyrazniej wlasne zalecenia
      przetestowala skutecznie na sobie, bardzo podnosi na duchu. Ale zawsze dla
      klienta horoskopem, ktory go interesuje, jest wlasny, ew. partnera/partnerki
      badz dziecka - a kazdym razie jest to horoskop, z ktorym on przyszedl do
      astrologa i za analize ktorego zaplacil.

      "Dialog", czyli wymiane horoskopow i wzajemne ich ogladanie, moga prowadzic dwaj
      astrologowie albo studenci astrologii. Uklad astrolog-klient dziala na innych
      zasadach. To astrolog ma analizowac horoskop klienta, a nie odwrotnie. Poza tym
      - rekomendacje znajomych, zebarnie informacji o osobie astrologa i jego
      pogladach oraz wstepna rozmowa telefoniczna w zupelnosci wystarczaja, zeby
      zdecydowac sie na tego, a nie innego specjaliste, bez grzebania sie w jego
      radiksie.

      Poza tym - mam nieodparte wrazenie, ze pod przykrywka teorii o "dialogu" i
      "uczciwosci", wymagajacych ponoc ujawnienia horoskopu astrologa, chodzi tu tak
      naprawde o niezaspokojona ciekaw(sk)osc suspicious
      • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 10.11.06, 20:54
        Doskonale to napisałaś Dori. Klientowi horoskpo astrologa jest potrzebny jak
        rowerzyscie ostrogi. Klient potrzebuje referencji, a widok jakiegolwiek kołka
        nie robi na mim wrazenia, boe sie na tym nie zna i nie potrafi nic z tego
        wyczytac. Chyba, ze sam jest astrologiem, ale wtedy raczej rzadko korzysta z
        takich usług, raczej wymienia sie uwagami o swoich kolkach z kolega czy
        kolezanką po fachu.
    • neptus Re: O podawaniu i niepodawaniu dat własnych... 10.11.06, 20:58
      I jeszcze jedno. Upubliczniam swój horoskop, bo jest fajny. smile Zadaje kłam
      wszystkim czarnowidzom i redułkowcom. Jak sie okazuje, z takim horoskopem mozna
      zyc, a w dodatku bywa czasem bardzo wesoło. big_grin Ot, taka moja uraniczna wredota
      i tyle. tongue_out
    • iokepine Up 18.07.07, 23:10

    • iokepine Wątek pokrewny 18.07.07, 23:11
      Jest tu:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11132&w=66124760
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka