sloggi
04.04.04, 22:53
19 lutego 1955 prasa i radio donosiły: " 18 bm. o godzinie 13.40 zmarła w
szpitalu przy ulicy Chocimskiej bohaterska nauczycielka, Ludwika Wawrzyńska.
Odznaczona przez Radę Państwa Krzyżem Oficerskim Orodzenia Polski za
uratowanie z płonącego budynku czwórki dzieci."
Było to rankiem 8 lutego 1955 roku. Z hotelu robotniczego przy ulicy
Włościańskiej ostatni mieszkańcy wychodzili do pracy. Nagłe czerwone jezyki
ognia rozświetliły barak. Pożar! Ludwika gotowa do pracy stała w drzwiach.
Widzi, jak korytarzem uciekają mieszkańcy. Niektórzy w ostatniej chwili
usiłują ratować swój dobytek. W głębi baraku krzyczą dzieci, które matka,
wychodząc do sklepu, zamknęła na kłódkę. Nauczycielka na próżno prosi
mężczyzn o pomoc w ratowaniu dzieci. Została sama. Chwila wahania i Ludwika
wbiega z siekierą w płomienie. Rozbija kłódkę i wynosi dwoje młodszych
dzieci. Zawraca. Oto kolejna dwójka znalazła sie poza zasiegiem zagrożenia.
Na nauczycielce pali się odzież. Ratując dzieci, porzuciła torebkę, w której
znajdowały sie dokumenty, kwity i pieniądze szkolne. Jeszcze raz wraca w
płomienie...
Gdy wychodziła z domu po raz trzeci z tego, co jeszcze niedawno było
barakiem, spadł płonący strop, przygniatając Ludwikę.
Przez 10 dni walczono o jej życie, ale odniesione przez nią obrażenia były
zbyt poważne. Jej postawa stała sie wzorem oddania i poświęcenia dla drugiego
człowieka znajdującego się w potrzebie.
Wisława Szymborska napisała wiersz "Minuta ciszy po Ludwice Wawrzyńskiej"
Poetka stara się zrozumieć postępowanie Wawrzynskiej. Zastanawia się nad jej
niezrealizowanymi bliższymi i dalszymi planami. Heroiczny czym Wawrzyńskiej
skłania Szymborską do refleksji na temat własnego życia. Poetka uważa się za
osobę doświadczoną, oczytaną, wykształconą.
"Słyszę jak trawa rośnie i umiem ją nazwać
odczytałam miliony drukowanych znaków"
Nie wie natomiast jednej rzeczy. Jak ona zachowałaby się w sytuacji, w jakiej
znalazła się Ludwika czy stać by ją było na tak heroiczny czyn. Widać tu
wyraźnie sceptycyzm poetki. Doskonałym podsumowaniem rozważań na temat
własnego charakteru i osobowości są ostatnie wersy :
"Tyle wiemy o sobie
Ile nas sprawdzono
Mówię to wam Ze swego nieznanego serca"
I tak sobie myslę, czy widząc płonący dom starczyłoby nam odwagi aby iść
ratować czyjeś życie, narażając tak bardzo swoje?