Dodaj do ulubionych

walnięte matki

12.03.12, 08:57
Trafiłam wczoraj przypadkowo na program pt. "Taniec - marzenie mojej mamy". [W programie przyjrzymy się życiu grupy dziewcząt w wieku od 6 do 13 lat, które stawiają pierwsze kroki w karierze tancerki. Bohaterki uczą się w jednej z najlepszych amerykańskich szkół tańca].

Jest to elitarna grupa kilku dziewcząt. Ważną rolę odgrywają tu ambicje mamusiek. Dawno nie widziałam czegoś tak okrutnego. Dziewczynki nie mają w sumie własnego życia, nie mogą okazywać bólu, rozczarowania, niechęci. Za każdy przejaw złości czy płaczu są natychmiast karcone i stawiane "do pionu". Nie mogą się też źle czuć (fizyczni).
W programie sporo zawiści, judzenia. Matki spierają się z szefową szkoły oraz między sobą. Dziewczynki wyglądają jak miniaturki dorosłych kobiet (makijaże, sztuczne rzęsy, wyszukane fryzury).

Byłam w sporym szoku po obejrzeniu. Jest to rodzaj reality show, tylko czy ktoś pomyślał o kosztach, jakie poniosą te dziewczynki i ich rodziny?

www.youtube.com/watch?v=Bz-a0bVC25E
www.teleman.pl/tv/Taniec-Marzenie-Mojej-Mamy-686205
Obserwuj wątek
    • chlodne_dlonie Re: walnięte matki 12.03.12, 09:15
      beata_z_rudy napisała:

      > Byłam w sporym szoku po obejrzeniu. Jest to rodzaj reality show, tylko czy ktoś
      > pomyślał o kosztach, jakie poniosą te dziewczynki i ich rodziny?

      Obawiam się, że nie.
      Liczy się OGLĄDALNOŚĆ a ta, zapewne, będzie satysfakcjonująca.

      Pomysł na program, jak i samo zjawisko, oceniam podobnie jak i Ty..
      • beata_z_rudy Re: walnięte matki 12.03.12, 09:17
        trochę poszperałam i obawiam się, że masz rację. Program ciągnie się już ósmy sezon, więc zapewne ma zagorzałych fanów.
        • nioma Re: walnięte matki 12.03.12, 09:30
          Beata, poruszylas szerszy temat. Tak naprawde, jesli dziecko ma byc w czyms dobre (sport, muzyka itp) to na poczatku musi byc zmuszane do wysilku przez rodzicow. Samo z siebie tego nie zrobi.
          Pytanie: mozna tak?
          Nie wiem... Pamietam, jak mialam siedem lat, poznalam nowa kolezanke, ktora wprowadzila sie do klatki obok. P. miala rodzicow muzykow i uczyla sie gry na skrzypcach. Rodzice wybrali jej instrument, rodzice ustalili ile godzin dziennie ma cwiczyc (poza szkola muzyczna). P. neinawidzila tych skrzypiec, plakala, opowiadala mi jakie to straszne... Pamietam, jak jej tata wyjechal na miesiac na jakie stourne i rozpisal jej plan zajec na miesiac, ona sie obijala, korzystala z wolnosci a przed powrotem ojca poranila sobie ozyczkami brode, zeby wygladalo, ze tak duzo i ciezko cwiczyla.... To byl horror ale po ilus latach P. zaczela skrzypce kochac i czerpac przyjemnosc z gry, skonczyla kolejne szkoly muzyczne, trafila do zespolu.... kocha to co robi.
          Inna historia: zapisalam syna, jak mial jakies 7 lat na pilke nozna. Po kilku zajeciach stwierdzil, ze mu sie nie podoba, nudzi mu sie i nie chce wiecej chodzic. No wiec go zabralam, bo nie bede go przeciez zmuszac. Minelo iles tam lat i ktoregos dnia Młody powiedzial: wiesz, szkoda, ze mnie nie zmusilas do chodzenia na treningi, moglbym zostac pilkarzem, teraz jest za pozno....
          Nie wiem jak jest wlasciwie.
          • beata_z_rudy Re: walnięte matki 12.03.12, 09:48
            Historia koleżanki skrzypaczki pokazuje, że faktycznie do wszystkiego można się przyzwyczaić, natomiast jestem zdania, że nie można dziecka zmuszać. Można próbować przez miesiąc, dwa, ale wyznaję zasadę, że z "niewolnika nie masz pracownika" i tak samo tutaj.

            Nasz syn trafił w wieku 9 lat do zespołu tanecznego (przy jednej z uczelni). Dość szybko trafił do grupy zaawansowanej. Zaczęły się wyjazdy, był w miejscach, w których nigdy nie byliśmy, również egzotycznych. Cieszyłam się wtedy jak dziecko, że dzięki tańcowi pojawiło się okno na świat.
            Były to jednak mordercze treningi, z silnymi przeciążeniami dla nóg. To co podobało się 10-12-latkowi, przestało powoli odpowiadać nastolatkowi, który chciał jeździć na rowerze, biegać z kolegami, a musiał uważać na nogi. No i częste treningi tańca, obowiązkowe wyjazdy itd.

            Czułam, że kończy się jego zapał i to, co dla nas (rodziców) wydawało się super nagrodą za trudy treningów, dla niego nie było aż tak ważne.
            Pamiętam rozmowę z mężem pt. "czy jesteśmy gotowi nie naciskać i patrzeć, jak - być może - marnuje swój talent". Oboje, na szczęście byliśmy za tym, że to jego życie. I ma prawo zrezygonować.

            Minęły dwa lata. Ma inne zainteresowania, może bardziej stateczne (gitara, książki), ale jest mu z tym dobrze, a wg mnie o to ma chodzić.
            Czy kiedyś usłyszę, że mogłam go bardziej zmusić? Być może, w końcu dzieci są od tego, aby narzekać na swoich starych wink
          • piotr_57 Re: walnięte matki 12.03.12, 10:02
            nioma napisała:
            .
            > Nie wiem jak jest wlasciwie.

            To normalne, że nie wiesz. Nie ma jednego, uniwersalnego, dobrego rozwiązania.
            Każde ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne.
            A dziecko zawsze ma pretensje, bez względu na to jak nie postąpisz.
    • 0patyczak Re: walnięte matki 07.07.12, 22:59
      dokładnie walnięte matki właśnie w taki sposób mamy społeczeństwo półgłówków.nauczycielka jest po prostu żałosna....
    • gazeta_mi_placi Re: walnięte matki 08.07.12, 10:16
      Bez pracy nie ma kołaczy.
      Jak w dziecko nie zainwestujesz, nie skłonisz do pracy w dzieciństwie potem może być już po ptokach. Rzadko kiedy zaniedbane pod tym względem dzieci jako osoby dorosłe odnoszą sukcesy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka