Dodaj do ulubionych

w oparach absurdu.

04.08.14, 15:53
Nonsensowne wymysły ustawodawców sprawiają, że człowiek wychodzi na lepszego cwaniaka, a w dodatku traci czas. Tak było, gdy córka zapomniała wziąć legitymacji szkolnej do pociągu.

Ale było tak. Konduktorka podchodzi i widząc przerażoną minę córki wybacza. Po paru minutach zawraca jednak i mówi, że w drodze powrotnej musimy dopłacić do biletu, bo inaczej może być kara. Moja radość z faktu, że udało mi się zapłacić za podróż w dwie strony tylko 40 zł (bilet rodzinny) pryska.

Po załatwieniu sprawy w stolicy wchodzimy na dworzec i widzimy nadjeżdżający nasz pociąg. Gdyby nie brak legitymacji byśmy do niego weszły i odjechały. Ale jako uczciwa dupa pytam stojącego przy drzwiach konduktora, czy mogę u niego dopłacić do biletu, bo córka zapomniała legitymacji (ma 14 lat i na oko widać, że jest jeszcze uczennicą). Konduktor przegląda bilet i stwierdza, że to jest inna spółka i u niego dopłacić się nie da. Trzeba iść do kasy.

Pociąg odjechał, a my poszłyśmy na górę Dworca Centralnego. Po wystaniu się w kasie (nigdzie nam się nie spieszyło, bo następny skład był za dwie godziny) pani w okienku powiedziała, że nie wie, co z tym fantem zrobić i odesłała nas piętro wyżej. W kasach IC dostałyśmy numerek do długiej kolejki. Gdy przyszedł nasz czas kobieta wzięła bilet i długo obracała go w dłoniach. Potem postukała w komputerze, a w końcu… zniknęła na 15 minut.

Po pięciu miałam dość, bo córka stwierdziła, że – skandal – nie ma tu wi-fi, nie może wejść na fejsa w komórce i się nudzi. Jakbym to ja zapomniała legitymacji! Po 10 minutach dostała opier…, a po 15, kiedy i mnie szlag trafiał, zrobiłam awanturę. Pani wróciła i zrobiła taki myk: musiałam dopłacić kartą 10 złotych z groszami, a ona zaraz za pośrednictwem tejże karty oddała mi około 9 zł, więc wyszło, że za brak legitymacji musiałam dopłacić złotówkę. Do tego dostałam trzy długaśne wydruki.

Pytam kobietę, czy mogłam dopłacić konduktorowi w pociągu z innej spółki. Mogłam.

Pytam, co byłoby, gdybym pojechała tym pociągiem. Nic by nie było.

– Ustawodawca wymaga, by dziecko miało przy sobie legitymację, bo inaczej bilet jest nieważny, ale konsekwencji już nie przewidział – mówi pani. – Tak naprawdę wszystko zależy od dobrej woli konduktorów, a ci najczęściej wzruszają ramionami.

Bo co mogą zrobić? Policję wezwać? Że uczeń w wakacje legitymacji zapomniał? Przecież każdemu ma prawo się to zdarzyć.

By się tego dowiedzieć straciłam czas i złotówkę. Córka miała za to nauczkę i sądzę, że następnym razem legitymacji nie zapomni. Jedyny pożytek z prawa ustanowionego przez naszych parlamentarzystów. A ja następnym razem pomaluję bilet w fioletowe kwiatki.
nonsensorka70.blog.pl/2014/07/25/kolej-robi-myk-bym-doplacila-zlotowke/
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka