Dodaj do ulubionych

Starość....

08.12.04, 22:24
Czeka nas, no może nie wszystkich.
Dziś jeszcze sie nie boję, jeszcze mam trochę czasu - choć to szybko minie.
Kiedyś martwiło mnie, że nie mam dzieci i mieć nie będę.
To nie rozwiązuje problemu.

Z okien na drugim piętrze znikły firany, pojawiły się okna z PCV. Znikła z
kuchennego okna twarz pani Marii spod 126. Dzwonię i pytam, zmarła?, nie,
córka oddała ją do domu starców, a mieszkanie sprzedała.....

Już mogę spokojnie czekać na starość, a że bez dzieci? może to i lepiej....
Obserwuj wątek
    • herbacianka Re: Starość.... 08.12.04, 22:32
      Starość kojarzy mi się z samotnością... I to niezależnie od tego czy ma się
      dzieci i wnuki czy nie. Najgorzej jak starsza osoba mieszka sama - że całymi
      dniami nie ma do kogo ust otworzyć... Osobiście nie myślę jeszcze o starości -
      ale nie wydaje mi się, żeby to było coś przyjemnego...
      • natla Re: Starość.... 08.12.04, 22:47
        Od wielu kat obserwuję starość. Jest okrutna! A najgorsze to chyba uzaleznienie
        od innych.
        Można sterość złagodzić własnym podejściem i nad tym powinniśmy juz pracować.
        • reniatoja Re: Starość.... 09.12.04, 08:20
          No niby tak, niby starosc jest okrutna i nikt nie chcialby byc na starosc zdany
          na innych, ale jednak kazdy chcialby dozyc starosci. Ludzie, ktorzy zmarli
          zanim zdążyli się zestarzec, nie chcieli umierac, moja Mama bedąc chora nie
          bała się, że może ma raka, że może będzie do końca zycia leżec w łóżku w
          pozycji półsiedzącej, ze bedzie potrzebowała basenu i nigdy normalnie nie
          zaśnie ani nie weźmie głębszego oddechu, co ją niesamowicie męczyło, tylko
          jedyne o co z nadzieja w głosie pytała to "renatka, ale ja chyba nie umrę, co?"
          Tego pytania zadanego mi kilkakrotnie, z tą błagalną nadzieją w głosie, nigdy
          nie zapomnę.

          Tez nie chciałabym być niedołezna, bezradna, uzależniona od innych na starość.
          Ale wiem, ze lepiej dożyć starości, jakiejkolwiek, niż odejsc za wcześnie, nie
          załatwiwszy wszystkich ważnych spraw, bez przygotowania, nagle.

          Chyba.....

          P.S. Sloggi, naprawdę wszedłeś i zapytałeś czy zmarła? Nie nazbyt obcesowo?
          Trzeba było zapytać po prostu co słychac u P. Marii.., że dawno jej nie
          widziałeś, czy coś w tym stylu...
    • chaladia Dom Starców po Nadreńsku... 09.12.04, 10:40
      Mieszkałem kiedyś w mieścince Gleuel pod Kolonią. Niewiele większe to było od
      naszego Nieporętu. W zamku (większość takich miasteczek ma zamek) był
      Alterheim. Starsi mieszkańcy miasteczka przenosili się tam, gdy uznawali, że w
      domu jest im za ciężko. Młodzi ludzie "odrabiali" służbę wojskową pracując w
      Alterheimie. Mieszkali w dobudowanym do starego zamku skrzydle, wyposażonym w
      windy, pochylnie, łazienki dostosowane do kąpania osób nawet całkowicie
      bezwładnych itd itp. A jednocześnie mieszkali "o krok" od swoich domów, gdzie
      często zachodzili do młodszego pokolenia "w gości" albo pogadać z rówieśnikami
      w Stadtparku. Cały podwórzec zamku zastawiony był starymi luksusowymi
      samochodami tych ludzi, aczkolwiek wielu jeździło po miasteczku trzykołowymi
      rowerami. Myślę, że byli szczęśliwi. Mnie tylko denerwowało, że zapewne ponad
      połowa tych dostojnych starców w słomkowych kapelisikach miała hitlerowską
      wojenną przeszłość.
      • zenta1 a duńskie dziadki grały sobie... 09.12.04, 11:07
        w kręgle. Byłem gościem małego, zaledwie kilkutysięcznego miasteczka duńskiego.
        Mój pierwszy wyjazd na Zachód był w pierwszej połowie lat 90.tych i od tamtego
        czasu znacznie lepiej rozumiałem, co starsi ludzie mieli na mysli mówiąc : -a
        przed wojną, panie dzieju, tego...tam... było lepiej... W tym małym miasteczku
        zobaczyłem staruszków, fajnie- jasno ubranych, grających w kręgle...,
        miasteczko zafundowało sobie kręgielnie za kilka milionów dolarów z wszystkimi
        bajerami (elekktronika, sauna, basen, barki, kafejki itd). Przed południem
        bawili sie seniorzy a cała reszta młodzież i pracujacy przychodzili po południ,
        wieczorem..
        Widok staruszków objadajacych się lodami i dietetycznymi ciasteczkami,
        zadowolonych z życia i własnej starości przesladuje mnie do dnia dzisiejszego.


        • natla Re: a duńskie dziadki grały sobie... 09.12.04, 17:58
          Byłam kilka razy w tzw "domu spokojnej starości" u ojca mojej znajomej. I w tym
          momencie przestałam się martwic o swoją starość.
          Staruszki miali wszystko, o czym mogli zamarzyć: przede wszystkim właściwe
          towarzystwo, dobierali się "paczkami", nasz należał do grupy wesołych
          optymistów: mieli wikt, opirunek, pomoc medyczną, obsługę, organizowane bardzo
          różne wycieczki, imprezy. I tylko od ich nastawienia zależało, czy jest im
          dobrze, czy źle. Większość przybyła tam z własnej ochoty, co jest chyba
          najważniejsze.
    • sliwka1977 Re: Starość.... 09.12.04, 11:23
      A ja myslę, że starość wcale nie musi byc smutna. Jeżeli jest się w miarę
      zdrowym, to czemu ma byc smutno? To zależy od nastawienia człowieka, miałam
      babcię, która miała tyle energii w sobie, humoru i pozytywnego myślenia, że
      nawet ja jestem przy niej ponurakiem. A może chodzi tylko o uświadomienie
      sobie, że każdego z nas to czeka i nic nie zrobimy i kiedy uświadomimy sobie to
      w pełni, to może nie bedziemy się tym zamartwiać? smile)
    • glonik Re: Starość.... 10.12.04, 23:10
      Moja koleżanka powiedziała kiedyś: "wszyscy bedziemy starzy, o ile nam się to
      uda". No to ja już młodo nie umrę wink. Potomstwa nie posiadam. Jestem
      jedynaczką, chyba - bo co Ojciec nawyrabiał w młodości, to nie wiem, zatem geny
      zdychają również. Ale dziwnie nie mam żalu, że nie zostaną, choć w części,
      odtworzone.
      Tak naprawdę, to szkoda...przykro...żal...zdjęjć.
      Wyobrażam sobie, że ktoś szuflady opróżnia, wyrzuca zdjęcia, nic dla niego
      nieznaczące...Zupełnie mnie nie obchodzi, co się ze mną po śmierci stanie, ale
      zdjęcia są dla mnie ważne. Zawsze lubiłam i lubię, oglądać fotografie, nawet
      nieznanych mi ludzi, więc jakoś bardziej sentymentalnie, jestem przywiązana do
      nich, niż własnego, pośmiertnego, ciała.
      Genetycznie jestem zaprogramowana na dość długie życie, i jeśli czymś się
      martwię, oprócz zdjęć, to tylko niedołęstwem fizycznym, przy umysłowej
      sprawności. Bo zależność jest paskudna.
    • ewka5 Re: Starość.... 11.12.04, 06:52
      a ja bardzo lubie starych ludzi. Lubie z nimi gadac.
      • tesunia Re: Starość.... 11.12.04, 10:56
        i co dodac?????????????
        glowne aspekty starosci wyczerpane....
        najwazniejsze ?,wlasnie :zdrowie i klarowny umysl,
        wtedy starosc jest piekna,
        choc znam przypadki,gdzie zdrowie szwankuje
        a staruszkowie pelni optymizmu
        nie ulegaja depresjom starosci...staraja sie umilac zycie swym bliskim.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka