rafi.raf
10.06.05, 11:01
Groźna, zakonspirowana sekta przenika do świata polityki i instytucji
finansowych. W powiązanych z nią organizacjach działają znani politycy i
uczeni. Dzięki tym kontaktom do sekty trafiają ogromne pieniądze.
Jak pisze "Rzeczpospolita", działająca od prawie 20 lat tajna organizacja
należy do najbardziej tajemniczych i niebezpiecznych grup pseudoreligijnych w
Polsce.
Przywódczynią sekty jest Małgorzata Pawlisz, w latach 90. wiceprezes
państwowego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, później prominentna urzędniczka
Banku Handlowego, a następnie szefowa jednego z towarzystw emerytalnych. Nie
chciała się spotkać z dziennikarzami, nie odpowiedziała także na przesłane na
piśmie pytania.
Od kilku lat Małgorzata Pawlisz organizuje prestiżowe konferencje z udziałem
kolejnych premierów. Za kilka dni w Warszawie odbędzie się międzynarodowa
konferencja "Dialog między cywilizacjami" pod patronatem m.in. premiera Marka
Belki i Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
Oficjalnie organizuje ją Polska Rada Azji i Pacyfiku, stowarzyszenie, w
którego władzach zasiadają m.in. były minister obrony narodowej Janusz
Onyszkiewicz i były doradca premiera Leszka Millera ds. międzynarodowych
Tadeusz Iwiński. Z ustaleń gazety wynika, że stowarzyszenie jest parawanem, a
za organizację odpowiadają członkowie sekty.
Dzięki kontaktom z politykami do sekty trafiło m.in. 80 tys. zł z
Ministerstwa Gospodarki, oficjalnie przeznaczone na pokrycie kosztów
konferencji "Dialog między cywilizacjami" w 2003 roku.
Starania wsparł poseł SLD Tadeusz Iwiński, wtedy także minister w Kancelarii
Premiera. Poseł zapewnia, że nie wiedział o powiązaniach Małgorzaty Pawlisz.
Mimo prób, dziennikarzom nie udało się porozmawiać na ten temat z Januszem
Onyszkiewiczem.
Z opowieści członków sekty, do których dotarła "Rz", wyłania się ponury obraz
przypominający zaklęty krąg: "uczeń" jest nie tylko psychicznie, ale i
ekonomicznie uzależniony od sekty. Kilkuletnie dzieci są poddawane praniu
mózgu. Nieposłuszeństwo jest traktowane jako przejaw braku wiary i w brutalny
sposób karane.
Członek grupy, którego ogarniają wątpliwości i próbuje uciekać, jest
poddawany praniu mózgu. Dokumenty, do których dotarła "Rzeczpospolita",
opisują takie praktyki, eufemistycznie nazywane w sekcie "próbami".
Idąc tropem pieniędzy i interesów sekty, "Rz" trafiła na szereg firm,
fundacji i stowarzyszeń. Ustaliła też, że korzystając m.in. z pracy i
zarobków "uczniów", przywódcy sekty zgromadzili przez lata pokaźny majątek.
www.interia.pl