Jest takie miejsce na ziemi, gdzie piwo warzy się już w marcu, po to, by
zostało wypite w październiku. Można tam też nosić skórzane, krótkie spodenki
na szelkach, które im starsze i bardziej zatłuszczone, tym większy budzą
szacunek. Najlepiej też, żeby brzuch degustatora wylewał się ze spodenek i
żeby jego właściciel uśmiechał się rubasznie z zachwytu, kiedy rumiane
kelnerki niosą po pięć litrowych kufli w ręce. To miejsce, to oczywiście
największy na świecie festiwal piwa - Octoberfest. Warto wiedzieć, że piwo na
to święto powstaje właśnie teraz!
W dzisiejszych czasach, kiedy bez żadnego problemu można obniżyć temperaturę
fermentacji, marcowe można by było warzyć przez cały rok. Jest jednak coś, co
sprawia, że przywiązanie do marcowej tradycji - która sięga aż 1810 roku -
jest ciągle żywe. To dzięki niej gotowe piwo leżakuje, dojrzewa i cierpliwie
czeka przez pół roku, aby po zakończeniu tego długiego procesu, mogło lać się
szerokim strumieniem ku zadowoleniu wszystkich biesiadników podczas
październikowego święta, gdzie w pełni rozwijać się będzie jego aromat i
słodowy posmak.
-----
Piwa mi sie chce.
A w domu braki