marguyu
03.06.09, 02:50
Lubie latac i w samolocie czuje sie bezpiecznie jak w kokonie, z
ktorego moge z gory patrzec na swiat. Swego czasu lecialam ta sama
trasa z Montevideo do Madrytu. Byla noc i przyznac musze, ze byl to
jeden z najnudniejszych lotow mego zycia (pierwszy to Los Angeles -
Tahiti). W lataniu nie przeszkodzily mi zadne inne katastrofy.
Jednak ta katastrofa nie daje mi spokoju. Nie umiem sie z nia
pogodzic. Kiedys na pytanie meza co zrobimy w razie katastrofy,
odpowiedzialam, ze mu powiem "Dziekuje Stef, udalo nam sie razem
przezyc kawal ciekawego zycia".
Gdy dzis przeczytalam o tych dwoch mlodych parach udajacych sie w
podroz poslubna, pierwsze co przeszlo mi przez glowe bylo to, ze oni
nie mieli szansy na dlugie, ciekawe zycie...
Z francuskiej TV dowiedzialam sie, ze zginelo dziesieciu pracownikow
tej samej firmy. Jako nagrode za doskonala prace firma ofiarowala
im, i ich zyciowym partnerom, czterodniowy pobyt w Rio. Oni tez nie
mieli szansy. Ich dzieci takze.
Szkoda.