Dodaj do ulubionych

moi Rodzice...

22.12.03, 15:10
w piątek będą świętować 34 rocznicę ślubu. Jestem pełna podziwu, bywało
gorzej, niekiedy lepirj, a jednak są razem. Szczerze mówiąc zazdroszczę im,
że przetrwali.
Obserwuj wątek
    • creamy Re: moi Rodzice... 22.12.03, 15:14
      pogratulowac. Moi jeszcze dalej, nie mowiac o dziadkach, ktorzy z okraglych to
      60 doczekali, a potem to juz "smierc rozlaczyla"...

      ale to byly czasy...
      • sloggi Re: moi Rodzice... 22.12.03, 15:21
        Nie pamiętam jak moi byłi małżeństwem, rozeszli się jak miałem 3 miesiące.
        • sloggi Re: moi Rodzice... 08.04.04, 09:39
          A może opowiedzcie coś o swoich rodzicach?
          • reniatoja Re: moi Rodzice... 08.04.04, 09:53
            Moi Rodzice przezyli z soba tez 34 lata. gdyby Mama zyla, to przezyliby
            kolejne, az do smierci. Nie nadawali sie od tego, zeby sie rozejsc oficjalnie,
            wziac rozwod, za duzo zachodu, zalatwiania, wstydu, Bog wie czego. No i
            sentyment do przysiegi malzenskiej, zwlaszcza Mama. Natomiast oceniajac z boku
            (czy dziecko to jest z boku?) stiwerdzam, ze lepiej byloby, gdyby gdizes tak 25
            lat temu sie rozeszli w pokoju. Niestety, kiedy raz odwazylam sie, juz jako
            dorosla kobieta i mezatka, zasugerowac cos takiego Mamie (ojca nigdy nie bylo w
            domu), to prawie po mordzie dostalam. Nie przyjmowala do wiadomosci pewnych
            rzeczy. Nie byli udanym malzenstwem, chociaz sie kochali, o czym mozna bylo sie
            przekonac jedynie w sytuacjach kryzysow zdrowotnych, ktorych bylo kilka.
            Zarowno kiedy Ojciec ciezko chorowal, jak i kiedy Mama, oboje stawali na
            wysokosci zadania jako malzonkowie. Natomiast na codzien lepiej nie mowic....
            Uwielbialam moja Mame. Niemniej bardzo kocham Tate, chociaz jest trudnym,
            bardzo trudnym czlowiekiem. Mam nadzieje, ze chociaz On doczeka spokojnej,
            zdrowej starosci.
            • kris01 Re: moi Rodzice... 08.04.04, 10:16
              U moich rodziców, 32 rocznica małżeństwa minie we wrześniu.Rodzice mają
              zupełnie inne charaktery, ale mówią, że przeciwności się przyciągają. Są na
              prawdę wspaniałymi osobami. Wiem, że zawsze mogę na nich liczyć i co by się nie
              stało i tak będą ze mną i będą mnie wsperać. Od kilku lat nasze wzajemne
              relację zmieniły swoją formę. Dziwne to, ale od czasu, jak nie mieszkam z nimi,
              nasze wzajemne kontakty stały się coraz bliższe. Przekonałem się, że w
              najtrudniejszych sytuacjach mojego życia zawsze wyciągają do mnie pomocną dłoń.
              Co jest bardzo ważne nie robią tego nachalnie, za co jestem i zawsze będę im
              wdzięczny. Po prostu ich bardzo, ale to bardzo kochamsmile
              • reniatoja Re: moi Rodzice... 08.04.04, 10:21
                Moi Rodzice zawsze dawali mi maksymalna wolnosc, nigdy nie kontrolowali, full
                zaufanie. Czy to bylo takie dobre? Nie wiem, dzis oceniam to do pewnego stopnia
                jako wygodnictwo . Kompletnie w nic nie ingerowali. Nie pokierowali mna w zaden
                sposob, wszystko robilam co mi przyszlo do glowy i co sama uznalam za akurat
                potrzebne, sluszne, ciekawe w danej chwili. Z perspektywy czasu mam o to
                pewien zal do Rodzicow.
                • kris01 Re: moi Rodzice... 08.04.04, 10:56
                  Z perspektywy czasu wiem, że kontrolowano mnie, lecz w tak umiejętny sposób, że
                  nigdy nie dano mi tego odczuć. Kontrola jednak polegała na bacznej obserwacji
                  oraz ewentualnych sugestiach dnoszących się do mojego zachowania. Nie było
                  żadnych nakazów, czy przymusów. Zawsze wiedziałem, że mają do mnie pełne
                  zaufanie i to chyba sprawiło, że starałem się postępować tak, aby tego zaufania
                  nie zawieść.
                  • reniatoja Re: moi Rodzice... 08.04.04, 11:06
                    Gdyby moja corka chciala robic pewne rzeczy, ktore ja robilam, miec az tyle
                    swobody, ile ja mialam, stanelabym jednak na glowie, zeby ja od tego odwiesc.
                    Ja nigdy chyba nie zawiodlam zaufania rodzicow, co nie znaczy, ze jako
                    nastolatka bylam madra. To, ze los mi oszczedzil tragedii to raczej kwestia
                    fartu czy opieki bozej, a nie tego, ze zawsze bylam fair wobec rodzicow,
                    chociaz bylam. Nie wiem, czy mnie rozumiesz, ale nie chce tu ze szczegolami
                    pisac, co mam na mysli. Uwazam, ze mialam za duzo swobody i za malo, a wlasciwe
                    wcale, prowadzenia za raczke. To zaufanie moglo sie skonczyc tragicznie, bo
                    mialam kontakty ze wszystkimi mozliwymi srodowiskami, z jakimi nigdy nie
                    chcialabym, zeby moje dziecko sie zetknelo. Czasem sama sie zastanawiam, kto
                    nade mna czuwal, ze udalo mi sie nie zejsc z prostej. Chyba tylko Duch swiety.
                    Naprawde.
                    • kris01 Re: moi Rodzice... 08.04.04, 11:15
                      Najlepiej jest wypośrodkować: mieć zaufanie do dziecka i jednocześnie starać
                      się prowadzić go przez życie. Nie jest to jednak chyba do końca możliwe.
                      Pewnie, że samo zaufanie nie wystarczy, bo różne dziwne pomysły dzieciakowi
                      przychodzą do głowy, ale prowadzenie za rączkę nigdy nie kończy się dobrze.
                      Nie wiem, czy mieszkałaś kiedyś w akademiku,bo ja tak. Od razu można było
                      rozpoznać kto jak był wychowywany. Osoby trzymane "pod kloszem" i jak to mówisz
                      prowadzone za rękę przez rodziców, żucili się w wir życiaa, jak wygłodniałe
                      wilki, bo wtedy już niemieli żadnej kontroli. Niestety nie mieli też w sobie
                      nawyku samokontroli, bo skąd miałby się takowy w nich wziąć.
                • agablues Re: moi Rodzice... 09.04.04, 08:36
                  oj, Renia, mamy troche wspólnego, nie tylko te córki...
                  ja tez mogłam robic, co tylko chciałam, zero dyscypliny czy jakiegos chocby
                  minimalnego ukierunkowania. Czasami dziwie sie jakim cudem udało mi sie wyrosnąc
                  na w miare normalna osobe.
                  Kocham mame, ale za duzo swobody mi dała
                  • reniatoja Re: moi Rodzice... 09.04.04, 15:10
                    JA z kolei jestem nadopiekuncza. Do stycznia odprowadzalam corke do samych
                    drzwi szkoly. Pozniej kazalam jej chodzic samej (200 metrow, w tym zakret, zza
                    ktorego nie widac szkoly i czy doszla, po drodze jest pare sklepow i fast
                    food), a ja szlam za nia tak, ze mnie nie widziala i patrzylam cy wchodzi za
                    brame szkolna, wtedy zawracalam. Pewnego dnia postanowilam, ze sama przejdzie
                    te 200 metrow, a ja nie bede jej sledzic. Otoz do godziny 11 z minutami nie
                    moglam sie na niczym kompletnie skoncentrowac, tylko myslalam, czy ona na pewno
                    doszla do tej szkoly bezpiecznie, w koncu nie wytrzymalam i zadzwonilam do
                    szkoly, zeby sie uspokoic. Wtedy pomyslalam, ze to chyba jakas paranoja,
                    przestalam ja odprowadzac do samej szkoly, przestalam dzwonic. I jakos
                    codziennie trafia tam bezpiecznie. Nie powiem, ze niepokoj calkowicie zniknal
                    (ciagle boje sie jakiegos kidnapingu), ale chyba musze robic takie kroczki w
                    celu odciecia kiedys pepowiny w miare rozsadnie. Dla jej i swojego wlasnego
                    dobra. W wielkim miescie i majac jedynaczke i uczac sie wylacznie na wlasnych
                    bledach trudno jednak o wyczucie tego zlotego srodka zlotego srodka. Chcialoby
                    sie byc dobra i madra matka, a ciagle sa jaies wpadki na tym polu.
          • blanchet moich rodziców połączyła ciąża 09.04.04, 08:47
            to nie byłam ja ale brat
            moi rodzice pracowali przez całe moje dziecinstwo a wychowywała mnie nawiedzona
            babcia i przedszkole
            babcia była nawiedzoną dewotką i prawiła mi dogmaty i opowieści o stwórcy i
            głownie piekle jak i grzechu smiertelnym ( los sprawił mi niespodziankę-
            historia bądź co bądź się powtórzyła) także jako dziecko byłam przerażona-
            przechodziłam czyściec i czułam się piekielnie potępiona- a że byłam prawie że
            autystyczna- nie mówiłam- nie powiedziałam nic o babci- kiedy nie dawno
            powiedziałam o tym matce- tj. o socjalizacji babci- mama powiedziała " nic mi o
            tym nie mówiłaś" " A czy ja wogóle coś mówiłam' " no tak - ty nigdy nie mówiłaś"
    • kasiajulia Re: moi Rodzice... 08.04.04, 10:10
      Moi będą mieli 37 rocznicę, są doskonali dla siebie, z wadami jak każdy, ale
      uwielbiają się, a jak długo któregoś nie ma to czekają z budzikiem w łapce,
      żeby po chwili udawać smaczny sen. Dobra kuchnia polska, przysmaki, wypieki,
      zapach ciasta drożdżowego i szarlotki, dobre pieroki i uszka na wigilie.
      To przepis moich rodziców na udane małżeństwo.
      Wiek słuszny bo 71 i 61.
      Pozdr.K.
    • eaw Re: moi Rodzice... 08.04.04, 15:17
      Moi za dwa lata będą świętować złote wesele (50 lat razem!), a siostra miesiąc
      po nich 25. rocznicę. Między rodzicami różnie bywało, ale myślę, że teraz
      dobrze im ze sobą. Nareszcie odpoczywają po odchowaniu siódemki dzieci
      (najmłodszy w tym roku kończy studia). Też bym tak chciała (no może nie
      siódemkę, ale trójkę co najmniej)...
    • jeremy27 moi Rodzice... 08.04.04, 15:51
      moi rodzice są razem 38 lat, czasem się zastanawiam dlaczego, bo to jest raczej
      wegetacja.
      • sloggi Re: moi Rodzice... 08.04.04, 16:05
        U mnie jest Mamęcja i jest Ojciec.
        Spotkali się w tramwaju, mieszkali na jednej ulicy. On był tym jedynym, Ona
        była kolejną.
        Wychowała mnie Mamęcja z pomocą Babuni, obie kochałem ponad życie. Teraz
        została Mamęcja, jest dzielną kobietą o silnym charakterze, niespotykanej
        charyźmie i niepospolitym usposobieniu. Jest dla mnie Mamą, wspaniałą kumpelą
        i portem do którego zawsze mogę przybić, gdy przerasta mnie ocean życia.
        Ojciec żył gdzieś na linii horyzontu, był gdzieś obok, niczego mu nie
        zawdzięczam, nie miał i nie chciał mieć na mnie wpływu - teraz jestem jego
        jedyną nadzieją. Wytrwam i podam mu szklankę wody, bo jest człowiekiem.
        • reniatoja Re: moi Rodzice... 08.04.04, 21:22
          Sloggi, czy wierzysz w to, ze wybaczenie pomaga zarowno temu, kto wybacza, jak
          i temu, komu sie wybacza?
          • sloggi Re: moi Rodzice... 08.04.04, 23:13
            reniatoja napisała:

            > Sloggi, czy wierzysz w to, ze wybaczenie pomaga zarowno temu, kto wybacza,
            jak i temu, komu sie wybacza?

            Ja wybaczyłem, ale zapomnieć nie sposób. Nie mogę tego wymazać, znikłoby całe
            moje dzieciństwo, żal, wstyd, upokorzenie - nie mogę wymazać 27 lat życia z 30
            wszystkich.
            • reniatoja moj Tata. 08.04.04, 23:31
              Bardzo trudny czlowiek, jak juz pisalam. W mojej ocenie nie powinien zakladac
              rodziny, nie potrzebowal nas do szczescia, z natury samotnik, cale zycie
              najlepiej sie czul w SWOIM garazu, grzebiac przy silniku SWOJEJ ciezarowki.
              Probuje sobie przypomniec jakas glebsza, cieplejsza rozmowe z nim - nie mam
              zadnych takich wspomnien. Nie watpie, ze nas wszystkich na swoj sposob kocha,
              problem w tyM, ze nigdy nie umial, nie czul potrzeby, moze nie wiedzial, ze
              trzeba, to okazac. Przewaznie nie wiedzial do ktorej klasy chodzimy, ani jak
              maja na imie nasi koledzy. Znal tylko jedna moja przyjaciolke, ladna byla,
              wiecznie ja podrywal, sie jej podlizywal, obsypywal komplementami, gdy tylko
              mial okazje. Prawdopodobnie nieraz zdradzil Mame, nigdy nie bylo go w domu,
              wszystko liczyl i wyliczal. Byly okresy, ze go nienawidzilam za to jak
              traktowal Mame. Ostatni raz gdy bylam w Polsce za zycia Mamy, a przed Jej
              choroba, nie moglam sluchac jakim tonem sie do niej zwracal, jakiego slownictwa
              uzywal, ile pogardy mial w sobie. Probowalam z nim o tym rozmwaiac, ze tak nie
              mozna, po prostu nie mozna, ze to jest trucizna, ale nic do niego nie
              docieralo. Mysle, ze bardzo wiele zrozumial, gdy Mama zachorowala i zmarla.
              Mysle, ze dzis bardzo zaluje tak wielu lat, ktore zmarnowal sobie i Jej. Moja
              nienawisc zastapilo wspolczucie, bo wiem, ze on dzis bardzo zaluje, ze tak
              postepowal, ze nie chcial, nie umial inaczej, a teraz nie moze juz niczego
              nadrobic, czy zmienic. Jest czlowiekiem przegranym mimo wielkiej kasy, ktora
              cale zycie gromadzil, ktora ma w bankach i ktora byla dla niego zawsze
              najwazniejszym celem. Dorobek jego ciezkiej harowy calego zycia (pracoholik)
              dzis sie sypie, nikt, lacznie z nim nie korzysta z tego. Jest mi go bardzo zal,
              bo nie umial zyc. Nigdy nie pil, nie pali od 25 lat, ale co z tego. Bardzo
              skrzywdzil moja Mame i nas tez, ale chcialabym, zeby jeszcze nacieszyl sie
              zyciem. Kocham go bardzo. Sek w tym, ze dzis juz jest chyba za pozno na
              cokolwiek dla Niego. Kocham go bardzo i wlasciwie to bardzo mu wspolczuje. A z
              drugiej strony wiem, ze w ogien by za mna poszedl, dziwne to.
              • sloggi Re: moj Tata. 09.04.04, 09:02
                Trudno mi napisać cokolwiek na temat mojego Ojca.
                Lepiej jest chyba nie pisać nic.
                • blanchet o nie!!!! 09.04.04, 09:04
                  teraz musisz już coś o nim napisać i tyle!!!!!!!!
                  powiedż B
                  smile
                  • sloggi Re: o nie!!!! 09.04.04, 15:15
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=18111&w=11449381&v=2&s=0
                    Tam jest wszystko po trochu.
      • reniatoja Re: moi Rodzice... 08.04.04, 21:24
        jeremy27 napisał:

        > moi rodzice są razem 38 lat, czasem się zastanawiam dlaczego, bo to jest
        raczej
        >
        > wegetacja.

        Otoz okazuje sie, ze trzeba miec cuzo sily i odwagi, zeby sie rozstac. Nie
        kazdego na to stac.
    • survey Re: moi Rodzice... 08.04.04, 21:50
      u mnie to już sam nie wiem jak jest. moi rodziciele przechodzili, od kiedy
      pamiętam, trudne chwile - dużo walki, mało rozmów (swoją drogą może dlatego nie
      potrafię rozmawiać z moją żonką). teraz chyba jest lepiej - oboje już nie
      pracują pomimo w miare młodego wieku. chyba lepiej się rozumieją. może też
      dlatego że moja siostra mieszka zaraz obok nich - wiecie dwojw najukochańszych
      wnuków... ja jestem z boku - w wieku 20 lat wyprowadziłem się do akademika do
      krakowa, a teraz mieszkam 200 km od nich. spotykamy sie średnio raz na miesiąc
      na weekend i jest fajnie. ale juz po pierwszej nocy jakoś tak chce mi się
      wracać do siebie.
    • pax_tibi Re: moi Rodzice... 08.04.04, 22:37
      mój ojciec nie żyje od pięciu lat, nie wiem, kóra to byłaby rocznica ślubu
      rodziców, nawet jak żył nigdy jej nie świętowali
      • lodbrok Re: moi Rodzice... 09.04.04, 11:24
        Moja mama pochowała dwóch mężów. Mój ojciec zmarł jak miałem 4 lata więc go w
        zasadzie nie pamiętam. W ubiegłym roku to samo spotkało ojczyma, ktorego przez
        lata nienawidziłem, potem lekceważyłem a w końcu zaakceptowalem takim jakim
        był. Matka zawsze starała sie dla mnie jak najlepiej i nie mam jej nic do
        zarzucenia. Ale wychowywalem sie w gruncie rzeczy sam i tworzyłem swoj wlasny
        swiat w ktorym czułem się w miarę bezpiecznie. Zawsze tez mialem wrażenie jakby
        moj ojciec czuwal nade mną i powstrzymywał w ostaniej chwili przed popełnieniem
        jakiegoś glupstwa albo pomagał losowi wyjśc mi z opresji. To glupie uczucie i
        nie jest związane żadnym przeżyciem religijnym ale tak to czuję. Żal mi mojej
        matki bo po raz kolejny w zyciu została sama ale widac tak musiało być...
        • ulalka Re: moi Rodzice... 09.04.04, 21:26
          w czerwcu bedzie 35 rocznica jak sa razem. wiecie... zazdroszcze im, ze mimo
          roznic charakteru, kochaja sie, widac to i potrafia o wszystkim rozmawiac.
          pochodzili tez z roznych rodzin - mamy bardzo tradycyjna byla i sugerujaca sie
          tym, co wypada, a co nie, taty rozbrykana i artystyczna.
          a mimo to.. tylko raz slyszalam, ze tato krzyczal na mame... i to dlaczego? -
          bo nie miala czasu isc na jakies badania big_grin
          za raczki nie chodza, ale jest miedzy nimi cos, co podziwiam.
          w czerwcu chce to uczcic z nimi, bo zasluguja na to smile
    • adhamah Re: moi Rodzice... 09.04.04, 22:49
      ...są razem prawie 28 lat i są kochani. Na miejscu Mamy z Tatą bym nie
      wytrzymał, ale podobno tak już jest, że chłopak lepiej dogaduje się z Mamą niż
      z Ojcem smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka