Dodaj do ulubionych

Ku dobremu...?

19.02.13, 12:33
rekrutacja.uw.edu.pl/files/pdf/Progi_punktowe_2012-13.pdf
W informacji o progach napisano, że od najblizszej rekrutacji wprowadzono próg minimalny ! Nareszcie. Co prawda śmiesznie niski, ale miejmy nadzieję, że to początek a nie zamknięcie buzi krytykującym system.
Obserwuj wątek
    • menodo Re: Ku dobremu...? 19.02.13, 12:56
      Wielkie mi dobro...No, ale Ok.
      Tylko że dalej nie przekłada się to na wysoki poziom studiów...
      • joa66 Re: Ku dobremu...? 19.02.13, 13:48
        Ale ja mam (naiwną?) nadzieję, że np za 2 lata to będzie 40 pkt rekrutacyjnych, potem może 50 pkt.
        • Gość: menodo Re: Ku dobremu...? IP: *.adsl.inetia.pl 19.02.13, 23:52
          Miałam na myśli nie tyle poziom studentów, co jakość kształcenia...

          Kurcze, gdyby nie doświadczenia mojej córki, która ma do czynienia z dwoma wypasionymi progowo kierunkami, nie wierzyłabym, że np. zdanie egzaminu na UW to kwestia zdobycia pytań do testu z ubiegłego roku ( nie jest to trudne) i wykucia się poprawnych odpowiedzi na pamięć...
          • joa66 Re: Ku dobremu...? 20.02.13, 12:16
            Syn znajomych, po Koperniku, narzeka na niski poziom na SGH.....
            • tinywee Re: Ku dobremu...? 20.02.13, 13:09
              Ditto, że na SGH straszne luzy, że w szkole (IX LO) bylo wiecej pracy.
            • menodo Re: Ku dobremu...? 20.02.13, 14:30
              Od wielu osób słyszałam, że wyższa jakość kształcenia jest na Koźmińskim.
              To znaczy - wymagania rekrutacyjne wobec studentów są niższe, ale kadra bardziej się stara.
              • joa66 Re: Ku dobremu...? 20.02.13, 14:56
                No właśnie. Kolejny problem to wydziały/uczelnie z wysokimi wymaganiami rekrutacyjnymi, gdzie teoretycznie wszyscy, a praktycznie większość studentów reprezentuje przyzwoity poziom intelektualno-akademicki. A kadra (program/system?) się nie sprawdza.

                Przyznam się, że dla mnie to tylko temat do teoretycznej dyskusji, a na własnym podwórku zorientowaliśmy się już w liceum, że sens ma tylko kształcenie "indywidualne" , niejako wbrew systemowi.
    • menodo Re: Ku dobremu...? 20.02.13, 11:10
      W przypadku takich kierunków jak filozofia, filologia klasyczna czy nowogrecka publikacja takiej tabelki to dla nich katastrofa wizerunkowa. Skądinąd wiem, że studiuje tak wielu pasjonatów, także olimpijczyków, którzy swobodnie mogliby dostać się na jakieś tam sinologie czy prawo, ale serce podyktowało im co innego:)
      I niski próg przyjęć nie oznacza w przypadku tych kierunków niskiego poziomu wymagań. Tak samo - myślę - jest w przypadku fizyki.

      Z drugiej strony słyszałam o inicjatywie na SGGW, aby próg zaliczeń na tej uczelni ustalić na poziomie 30 proc. punktów. Argument jest taki, że skoro 30 proc. zalicza maturę, to dlaczego nie egzaminy na studiach? Ciekawe, czy ten pomysł przejdzie :)
      • tinywee Re: Ku dobremu...? 21.02.13, 08:22
        joa,

        to intrygujace stwierdzenie o ksztalceniu 'indywidualnym'. Zechcesz napisac wiecej (jesli masz ochote ofc)? Syn sie uczy po swojemu, w zakresie, w ktorym chce, i olewa szkole (w sensie ocen)?

        I jeszcze jedno pytanie: jak rozumiem syn chodzi do wysokorankingowego liceum (nie chce napisac 'dobrego' bo nie do konca wiem, co to znaczy). Gdzie Twoim zdaniem ono zawodzi? Bo jesli dobrze rozumiem, gdyby nie zawodzilo nie napisalabys tego co wyzej.
        • joa66 Re: Ku dobremu...? 21.02.13, 16:17
          Postaram się wyjaśnić. Aż do zakończenia gimnazjum edukacja syna przebiegała dwutorowo: szkoła i dom. Z tym, że rola domu polegała raczej na robieniu rzeczy, którzy wszyscy lubili, edukacja nie była celem, tylko efektem ubocznym przyjemności (np podróży). Nigdy nie interesowalam się programami szkolnymi, lekcjami – wystarczyło mi, że (a) dziecko lubi szkołę , (b) w czasie codziennych rozmów widziałam, że nauczył się wielu rzeczy, (c) mial dobre wyniki w szkole, która też miała bardzo dobre wyniki. Ogólny efekt byl bardzo dobry i nie mam na mysli tylko egzaminów, ale ogólne „prawdziwe” wykształcenie.

          Od liceum zaczął się etap kiedy syn (a może zawsze tak jest) dostaje pakiet, w którym znajdują się zarówno rzeczy bezwartościowe jak i cenne ( z powodów rekrutacyjnych i „prawdziwie” edukacyjnych). Niestety proporcje są raczej pół na pół. I ta indywidualizacja edukacji nie polega tylko na tym „uczę się tylko tego co potrzebne na maturze/w rekrutacji, a resztę olewam”. To niestety też pogodzenie się z faktem ... straty czasu. Przykład trochę przerysowany, ale dobrze oddający sens: możesz nauczyc się fizyki jeżeli Ci zależy. Jeżeli nie masz ambicji w tej dziedzinie, ale po prostu chciałbyś się czegos ciekawego dowiedzieć ( skoro juz i tak musisz siedziec na lekcji) – małe szanse. Muszę jednak przyznać, że szkoła naprawdę jest przyjazna uczniom (mogłabym rozwinąć ten wątek, ale to chyba nie na ten temat), ale mój syn jest zepsuty przez poprzednie szkoły (gdyby szkoły szyło się na miarę u krawca, to synowi na pewno uszyto by właśnie taką szkołę do jakiej chodzil).

          I tego samego się spodziewamy po edukacji na etapie szkoły wyższej – pakiet , z którego trzeba wybrać rzeczy cenne , odrzucając śmietki. Z tym, że ten pakiet to nie jest tylko to co oferuje konkretny wydział, ale całe szkolnictwo wyższe. Na przykladzie języków: po co zapisywac się na angielski czy niemiecki jeżeli tych języków mozna nauczyć się „na mieście” lepiej niż na uczelni, skoro można żetony na lektorat wykorzystac np na język japoński czy białoruski. Dlaczego nie chodzić na zajęcia z wybranego przedmiotu na innym wydziale jako wolny słuchacz , jeżeli wiedza z niego wyniesiona , pomoże na innym etapie studiów na innej uczelni? I tak dalej.

          Ale zacząc trzeba od pomysłu na siebie.


          jeszcze jedno pytanie: jak rozumiem syn chodzi do wysokorankingowego liceum (
          > nie chce napisac 'dobrego' bo nie do konca wiem, co to znaczy). Gdzie Twoim zda
          > niem ono zawodzi?


          Nie wiem czy można powiedzieć, że zawodzi. Po prostu w tej szkole się studiuje, a nie uczy :) . Moim zdaniem rozczarowaniem jest też sporo uczniów (mój syn jest bardziej tolerancyjny ;) ) i to też wpływa na całokształt)
          • Gość: menodo Re: Ku dobremu...? IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.13, 00:15

            I tego samego się spodziewamy po edukacji na etapie szkoły wyższej – paki
            > et , z którego trzeba wybrać rzeczy cenne , odrzucając śmietki."

            No, ale z tym pakietem cennych rzeczy jest chyba problem. Moja ukochana pani profesor z wypasionego progowo wydziału w rubryce " o mnie" na wydziałowych stronach napisała coś takiego.
            Z tym, że ona jest już na emeryturze:(

            Odczuwam przykrość, gdy słyszę od samych studentów, że większość studiuje bez zaangażowania, bez lektur i głębszych przemyśleń – co nie stanowi przeszkody w uzyskaniu dyplomu. Dlaczego czas studiów nie jest przez tak wielu dobrze wykorzystany? Co lepszego niż dobre wykształcenie uczelnia może oferować młodym ludziom? Co sprawia, że wielu ludzi,nawykłych do solidnej pracy w liceum, poświęca studiom dużo mniej aktywności? Na czym polegają nasze błędy? Czy kiedyś o tym porozmawiamy na forum Wydziału?
      • Gość: learning-to-fly Re: Ku dobremu...? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.02.13, 12:53
        Z tą liczbą pasjonatów na filozofii bym nie przesadzała. W skutek różnych zawirowań osobistych musiałam zrobić przerwę w "moich" studiach, więc "dla własnego rozwoju" poszłam na filozofię z ciekawą specjalnością. Miałam zamiar te studia skończyć jako drugi kierunek, ale tumiwisizm mojej grupy mnie pokonał. Naprawdę, na studiach na których nie powinno być problemów z aktywnością była grobowa cisza. Dno i 10m mułu. Nikt nie miał zdania, nikomu się nie chciało czytać. Po dwóch miesiącach postanowiłam, że rzucę studia zanim ich wszystkich wystrzelam. Nie było to UW, ale inny czołowy uniwerek, który np. na kierunkach z mojej działki trzyma naprawdę dobry poziom.
        • Gość: menodo Re: Ku dobremu...? IP: *.adsl.inetia.pl 21.02.13, 23:44
          Miałam na myśli UW. Znam dwie osoby - z różnych roczników - olimpijczyków, którzy świadomie wybrali filozofię i są bardzo zadowoleni właśnie z tego powodu, że spotkali tam sobie podobnych. Oczywiście zdarzają się osoby przypadkowe, ale one same rezygnują albo są usuwane, zazwyczaj po pierwszym roku.
          • tinywee Re: Ku dobremu...? 22.02.13, 14:05
            joa,

            dzieki. Przyjemnie sie czyta o zadowoleniu syna z gimnazjum - zwlaszcza, ze wydaje sie, ze trafic na fajne gimnazjum to jak wygrac los na loterii.

            Sama mam nieco inne zdanie o liceum: moim zdaniem mlody czlowiek na tym etapie nauki powinien nasiakac roznymi rzeczami. To znaczy np. uczyc sie fizyki, nawet jesli kocha tylko literature. Bo trenuje umysl, cwiczy dyscypline myslenia, rozwija kreatywnosc - imho to wlasnie wszechstronnosc otwiera takie mozliwosci. To samo mozna by powiedziec o maniaku fizyki - zeby czytal literature, poznawal historie itede. W tym wieku umysl jest chyba najbardziej chlonny i im wiecej roznych drzwi sie pootwiera, nawet jesli tylko troszeczke - tym lepiej. W perspektywie calego zycia to nie jest strata czasu.

            'I tego samego się spodziewamy po edukacji na etapie szkoły wyższej – pakiet , z którego trzeba wybrać rzeczy cenne , odrzucając śmietki.'

            No tak - choc to nie musi byc takie oczywiste, bo tez zaklada, ze wiemy juz wszystko czego nam trzeba, teraz i pozniej. (Sama zaluje np. ze sie wiecej do gramatyki historycznej w swoim czasie nie przykladalam - a wowczas wydawala sie to rzecz prawie tak glupia i niepotrzebna jak powiedzmy skladnia generatywna). No i pytanie: czy lepiej liznac bialoruskiego w ramach lektoratu czy szlifowac do bieglosci jezyk juz uczony? Kazdy rzecz jasna odpowiada sobie sam.

            Jesli mialabym powiedziec, co mnie zawodzi w szkole wysokorankingowej, ktora znam, to - za malo pisania. Reszta wporzo (choc to moje zdanie, bo delikwent zbednych indagacji nie lubi), takze to, ze to raczej szkola, niz studia - jak je przynajmniej rozumiem.


            • joa66 Re: Ku dobremu...? 22.02.13, 14:28
              Chyba nie do koca dobrze się wyraziłam. Mój syn bardzo chciałby uczyc się np fizyki. Ale nie ma możliwości. To znaczy możliwośc ma, ale sam musiałby wykazac wiele uporu i poswięcania sporo czasu na samonauczanie i potem ewentualnie na uparte wymaganie w szkole. Tylko nie każdy nastolatek ma na to ochotę - mój nawet próbował, odwiedzał "starą" nauczycielkę, w poczuciu , że zapomina to czego się kiedys nauczył. Ale ile energi mozna na to poświęcić jezeli ma się też wlasne pasje? To jest właśnie słaba strona liceum - kadra nie zawsze jest zainteresowana nauczniem. (a że wielu uczniom to się podoba to inna sprawa)
              • Gość: menodo Re: Ku dobremu...? IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.13, 15:11
                joa66 napisała:

                > Chyba nie do koca dobrze się wyraziłam. Mój syn bardzo chciałby uczyc się np fi
                > zyki. Ale nie ma możliwości. To znaczy możliwośc ma, ale sam musiałby wykazac w
                > iele uporu i poswięcania sporo czasu na samonauczanie i potem ewentualnie na u
                > parte wymaganie w szkole."

                W liceum mojej córki jak najbardziej była możliwość, aby ktoś, kto nie ma rozszerzenia z konkretnego przedmiotu - mógł się rozwijać w danej dziedzinie, niekoniecznie w ramach fakultetów maturalno-olimpijskich.
                Zwłaszcza dla kreatywnych ścisłowców możliwości ekspresji artystyczno-humanistycznej jest bez liku, a maturę z rozszerzonego polskiego zdawała chyba połowa szkoły :D
                Z kolei dla mojej córki, dyskusje z panem od fizyki na temat tego, co się dzieje z pojedynczymi skarpetkami, które giną w tajemniczych okolicznościach ...bezcenne. Czy tam szukanie asteroidów w ramach kółka astronomicznego albo wycieczki do CERN-u...

                No ale liceum mojej córki jest dla niej chyba tym, czym było gimnazjum dla Twojego syna. Rzeczywiście, szyte na miarę...
                • joa66 Re: Ku dobremu...? 22.02.13, 15:26
                  Z kolei dla mojej córki, dyskusje z panem od fizyki na temat tego, co się dzieje z pojedynczymi skarpetkami, które giną w tajemniczych okolicznościach ...bezcenne. Czy tam szukanie asteroidów w ramach kółka astronomicznego albo wycieczki do CERN-u...

                  Zazdroszczę w imieniu wlasnego dziecka ( BTW z CERNem współpracowali przy jednym projekcie w gimnazjum wlasnie).

                  Ale to chyba zależy od tego na kogo się trafi.

                  Podobnie jak potem na uczelni..
                  • Gość: menodo Re: Ku dobremu...? IP: *.adsl.inetia.pl 22.02.13, 15:50
                    > Ale to chyba zależy od tego na kogo się trafi.

                    No akurat u córki tak nie było - taka jest polityka szkoły, tzn. uczeń chce - uczeń ma; naprawdę. Znam przypadek chłopca, który z przyczyn zdrowotnych trafił do liceum zaocznego - ale szkoła umożliwiła mu, aby przychodził na kierunkowe przedmioty...
                    >
                    > Podobnie jak potem na uczelni..,
                    No tak, na uczelni jest tak - zależy na kogo się trafi...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka