imponeross
28.04.10, 11:59
W Tbilisi bardzo naciskal, zeby leciec w zagrozone miejsce bo nie
chcialo im sie jechac kawalka drogi samochodami. Skoro naciskal na
pilotow z tak blahego powodu, to jest niemal pewne, ze naciskal zeby
lądowac w Smolensku - uroczystosci w Katyniu byly dla niego bardzo
wazne, a pojecie ryzyka czy niebezpieczenstwa, jak widac po
incydencie w Tbilisi, dla Kaczysnkiego nie istnialo.
'Po zatankowaniu samolotu, jak byli już wszyscy na pokładzie, wszedł
do kabiny pilotów. Zapytał mnie, czy wiem, kto jest zwierzchnikiem
sił zbrojnych. Odpowiedziałem, że wiem, że to pan prezydent.
Usłyszałem: "W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi".
Prezydent odwrócił się i wyszedł z kabiny. Ja jeszcze raz
przeanalizowałem całą sytuację, czy czegoś nie przeoczyłem.
Upewniłem się, że nie mogę lecieć do Tbilisi. Poprosiłem pana
Krzysztofa Olszowca [szef ochrony Lecha Kaczyńskiego], żeby
przekazał panu prezydentowi, jaka jest sytuacja, i czekałem na
dalsze dyspozycje oprócz tej, która była niewykonalna. Pan prezydent
przekazał mi, że skoro nie można nic zrobić, mamy lecieć do Gandżi.
...
- Wychodząc z samolotu, powiedział do mnie krótkie zdanie: Jeszcze
się policzymy. Wróciliśmy do kraju. Zameldowałem o tej sytuacji
dowódcy sił powietrznych i ministrowi obrony narodowej.'
Więcej...
wyborcza.pl/1,75478,7821881,Incydent_gruzinski_oczami_pierwszego_pilota.html?as=2&startsz=x#ixzz0mO5IGYTO