Gość: seksoholiczka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
17.09.10, 01:05
Podpisuję się "seksoholiczka" ironicznie, a już wyjaśniam o co mi chodzi. Otóż jestem 40-latką, w związku z długim stażem, w którym ta druga osoba ma dorosłe już dzieci. Jedno wyfrunęło z gniazda parę lat temu, drugie jakiś rok. Myślałam sobie: hulaj dusza, teraz wreszcie możemy czuć się w domu całkiem swobodnie, uprawiać seks bez zastanawiania się, czy "dzieci" śpią, itd. Tak się składa, że u mnie naprawdę szczęśliwy orgazm wiąże się z wyładowaniem wokalnym :) dlatego naprawdę swobodnie czuję się dopiero kiedy wiem, że nikt postronny nie będzie świadkiem moich uniesień. Niestety starsze dziecko zdecydowało się nagle wrócić pod rodzinny dach. Oczywiście (?) nie protestowałam - choć tak właściwie zostałam postawiona przed faktem dokonanym, więc nie miałam wiele do powiedzenia w tej sprawie. Zadowolona specjalnie nie jestem, choć dziecię kocham i lubię towarzystwo. Jednak wrócił problem sypialniany, tzn. tego że nie mogę swobodnie myśleć o seksie. Ponieważ najpierw była mowa o tym że dziecko wprowadza się do nas "czasowo", myślałam, że jakoś to przetrzymam (wyglądało na to, że chodzi o najwyżej kilka miesięcy). Później jednak doszło do mnie, że dziecina nie ma w planach wyprowadzki w żadnej przewidywalnej przyszłości. Mam czarne wizje :( Kiedy zwierzyłam się przyjaciółce, mieszkającej w bloku, spojrzała na mnie tak jakbym była jakąś seksoholiczką. (Nawiasem mówiąc nie powiedziałam jej o tym, że podczas orgazmu mogę głośno krzyczeć; takich szczegółów nie omawiam z przyjaciółmi). Co mam robić? Nie czuję się swobodnie we własnej sypialni, moje życie erotyczne ma w tle myśl o tym, że nie można pójść na całość, i tak się nawzajem ograniczamy... :( Na dodatek staje między nami problem "lojalność wobec dziecka a lojalność wobec partnera". Czy naprawdę powinnam czuć się winna tego, że wolałabym by 24-letnie dziecko mieszkało osobno? widzę, że tu chodzi najprawdopodobniej o lenistwo, w domu rodzica nie trzeba martwić się o płacenie za mieszkanie (zresztą żyła przez jakiś czas wyraźnie ponad stan i w ten sposób doszła do wniosku, że życie na własną rękę jest trochę za drogie...) Pracę ma, wystarczyłoby po prostu wynająć coś na co ją stać. W każdym razie również bez konsultacji ze mną córce został przydzielony teraz jako sypialnia pokój nie ten, który zajmowała przed wyprowadzką kilka lat temu, a inny - wprost pod NASZĄ sypialnią! :( Czuję się zlekceważona, odrzucona, i nie wiem co jeszcze. Ale nie zamierzam myśleć o sobie jak o seksoholiczce... Mam 40 lat i lubię czuć się dobrze we własnym ciele, a i tak przez wiele lat związku wcześniej musiałam godzić się z ograniczeniami. Nie wiem jak teraz postępować. Czy próbować rozmów, a jeśli tak to jak?