Dodaj do ulubionych

Miłosna choroba

01.11.10, 17:54
Witam. Podzielę się moim problemem i proszę o poradę.
Od kilku lat nie mogę zaangażować się w żaden dłuższy związek miłosny. Jeden sam zakończyłem, dziewczyna mnie nie pociągała a jednocześnie miała sporo problemów podobnych do moich. Inny związek zakończył się na trzecim spotkaniu, dostałem też kosza niezliczoną ilość razy (tj. po pierwszym spotkaniu w świecie realnym dziewczyna mówiła papa). Jestem osobą niezbyt śmiałą, więc znajomości nawiązuję głównie przez internet, co ma swoje plusy i minusy.
Jednak każda nowa znajomość wywołuje u mnie coś w rodzaju miłosnej choroby. Zależy mi bardzo na utrzymaniu związku, więc zamartwiam się z powodu każdego SMSa bez odpowiedzi, nieodebranego telefonu, czy dłuższego braku kontaktu. Jak najbardziej jest to choroba bo mam wtedy bóle głowy albo problemy z trawieniem.
Co ciekawe nic mi nie brakuje, jestem dość atrakcyjnym facetem, pracuję, myślę że potencjalnej kandydatce do serca mego mógłbym wiele zaoferować.
Trochę o dzieciństwie. Rodzice (raczej w 90% mama) mnie nie wychowywali tylko tresowali. Byłem traktowany jak nieudacznik, nie znalazłem u nich ani trochę współczucia czy zrozumienia. Wpędziło mnie to w kompleksy i bardzo obniżyło samoocenę. Nad zmianą siebie pracuję od kilku lat, ale strasznie ciężko przestawić mi się po 30 latach ustawicznej tresury.
Obserwuj wątek
    • micka5 Re: Miłosna choroba 01.11.10, 18:16
      Im bardziej będziesz lękowo podchodzić do nowych znajomości tym bardziej wypadnie to nerwowo z Twojej strony i koło się zamyka. Wiem że łatwo mi prawić "morały" ale może spróbuj umawiać się bardziej na luzie, nie chodzi naturalnie o olewackie traktowanie ludzi czy coś w tym guście, tylko postaraj się nie stresować ew...walnąć sobie drinka przed takim pierwszym spotkaniem. Pozdrawiam
      • szybki.numerek Re: Miłosna choroba 01.11.10, 19:36
        Uważam, że to bardzo zły pomysł iść na randkę "dziabniętym". Kobieta od razu to wyczuje i jeszcze bardziej ją to zniechęci niż nieśmiały i trochę tajemniczy facet.
        Natomiast warto postawić sobie jakiś cel, żeby nie koncentrować się tylko na randce samej w sobie - np. pójście do kina, wspólne fotografowanie, spacer w parku.
        No tak, odpowiadam sam sobie. Ale są to metody które zastosowałem, natomiast choroba miłosna przychodzi później - jak siedzę w domu i zastanawiam się pokocha/nie pokocha. Czemu się nie odzywa, dlaczego nie odpisała na SMSa... itd. itd.
        • micka5 Re: Miłosna choroba 01.11.10, 19:49
          Fajnie że sobie odpowiadzasz bo o to chodzi abyś się sam z sobą zgodził. Rzecz w tym że po drunku myjemy ząbki, stosujemy perfumki itp, nie chodzi o nabzdryngolenie. Nie spodziewaj się zbyt wiele od pierwszych randek, nie zamartwiaj brakiem odpowiedzi na sms, olej przemyślenia typu "kurczowego utrzymania związku", obie osoby muszą się zgrać chcieć się dalej kontaktować a to pokazują dopiero kolejne randki i nie dla wszystkich jesteśmy my i nie my dla wszystkich. Pozdrawiam
      • kamka2010 Re: Miłosna choroba 02.11.10, 15:39
        Heh, pamiętam jak przed pierwszym spotkaniem wypiłam szklaneczkę malibu z colą, od razu czułam się lżej i mogłam gadać i opowiadać.. hehe. Z natury jestem raczej cicha i wolę słuchac, ale pomyslalam, ze gosc pomysli, ze straszna nudziara ze mnie. Zdecydowanie drink pomaga w relacjach międzyludzkich :P a malibu chociaż tak nie czuć jak wódkę, bo jeszcze by pomyślał, że pijaczka :DDD
    • piataziuta Re: Miłosna choroba 01.11.10, 18:29
      Idź na terapię z tymi swoimi kompleksami i samooceną, podobno pomaga. Sama się oglądam za psychologiem ostatnio, tylko z innego powodu.
      Jestem pewna, że to stres i kompleksy przytłaczają dziewczyny. Jak uwierzysz w siebie, problem zniknie.
      • szybki.numerek Re: Miłosna choroba 01.11.10, 19:38
        Na terapię chodzę, tylko że doszedłem do ściany. Co by terapeuta nie robił, czego by nie powiedział to we mnie nic nie może się zmienić. Terapeuty nie zmienię, bo to naprawdę zaangażowana w pracę osoba i świetnie sobie radzi. Tylko zmiany muszą zajść we mnie, a jak na razie nie mogę znaleźć sposobu sam na siebie.
    • Gość: yzek Re: Miłosna choroba IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.11.10, 21:18
      "po pierwszym spotkaniu w świecie realnym dziewczyna mówiła papa"

      Welcome to the desert of online dating...

      "Inny związek zakończył się na trzecim spotkaniu"

      Hehe, też myślałem że jak już się trzeci raz umawia, to już "związek".

      "Jestem osobą niezbyt śmiałą, więc znajomości nawiązuję głównie przez internet, co ma swoje plusy i minusy."

      Plusy ma takie, że możesz się umawiać również z kobietami na których Ci NIE ZALEŻY (albo zależy mniej). Nie wyszukuj ideału, bo tylko bardziej się nakręcasz. Przez taką "autotresurę" (sorki, sam użyłeś tego słowa) mniej będziesz przeżywał również te bardziej rokujące spotkania.

      > Byłem traktowany jak nieudacznik, nie znalazłem u nich ani trochę współczucia czy zrozumienia.

      Mnie np. w ten sposób traktowali raczej rówieśnicy, bo dla mamy to zawsze byłem ósmy cud świata; a brak kolegów to pewnie dla niej był plus, bo tacy tylko do wódki ciągną. No ale generalna zasada jednak taka: wpływ środowiska, wrodzone predyspozycje i bach: jest rezultat.

      Y.
    • ewa.zeromska Re: Miłosna choroba 02.11.10, 10:42
      Witam cię szybki numerku,
      Ty rzeczywiście jesteś za szybki. Chciałbyś, żeby od razu, od pierwszego kontaktu, było wiadomo, że to jest wielka miłość. Na dodatek każde kolejne spotkanie traktujesz jak egzamin z własnej męskości i atrakcyjności. Dlatego tak przeżywasz te kontakty. Brak odpowiedzi na smsa, czy brak telefonu traktujesz jak osobistą porażkę.
      Moim zdaniem nie powinieneś angażować się w internetowe znajomości. Wydaje ci się, że to jest łatwiejsze, ale sam widzisz, że niesie wiele rozczarowań. Rozglądaj się bliżej i realniej. Jeśli umówisz się z dziewczyną z pracy, ze znajomą znajomych, z dziewczyną poznaną gdziekolwiek (ale w realu), to już na początku masz pewną informację. Jeśli umówi się z tobą, to oznacza, że ją jakoś interesujesz, że ma ochotę wypić z tobą kawę. Jeśli odmówi, to przynajmniej nie będziesz się długo zadręczał.
      Powinieneś też przemyśleć jak zachowywać się na pierwszym spotkaniu. Bynajmniej nie chodzi o scenariusz, bo to zawsze wypada sztucznie. Ale jeśli sam jesteś raczej nieśmiały, to zachęcaj dziewczynę, żeby opowiadała o sobie, staraj się być pogodny, zabawny. Jeśli po spotkaniu dziewczyna powie ci, że fajnie się z tobą gadało, to jest to twoje małe zwycięstwo.
      I jeszcze jedno. Nie spodziewaj się za dużo. Spotkanie, to tylko spotkanie, a nie życiowa deklaracja.
      Powodzenia
      • yzek Re: Miłosna choroba 02.11.10, 12:15
        "Jeśli umówisz się z dziewczyną z pracy, ze znajomą znajomych, z dziewczyną poznaną gdziekolwiek (ale w realu), to już na początku masz pewną informację. Jeśli umówi się z tobą, to oznacza, że ją jakoś interesujesz, że ma ochotę wypić z tobą kawę. Jeśli odmówi, to przynajmniej nie będziesz się długo zadręczał."

        Czym to niby się różni? Umawiając się przez sieć, też mamy informację że ktoś jest zainteresowany, a po odrzuceniu można się długo nie zadręczać... (No chyba że ktoś się umawia w sieci nie wymieniwszy fotek, co jest głupie). Za to znajomą z pracy potem trzeba codziennie oglądać, ba nawet z nią współpracować
        • ewa.zeromska Re: Miłosna choroba 02.11.10, 12:41
          Masz rację i nie masz. Dziewczyna z sieci to opis, więc umawiasz się z opisem i własną wyobraźnią. Dziewczyna "żywa" to ruch, głos, zapach, spojrzenie, jakaś bezpośrednia komunikacja - jednym słowem dużo więcej i prawdziwiej. Mała kawa z koleżanką z pracy, to tylko spotkanie znajomych. Rozmowa, wymiana myśli. Nawet jeśli nie będzie następnej, to nie znaczy, że będziesz się borykał z komentarzami, plotkami, a niby z jakiego powodu. Ludzie chodzą na kawę, na piwo i tyle.
          Twój błąd polega na tym, że do każdego spotkania przykładasz miarkę randki i dalszego uczuciowego ciągu. To cię prowadzi na manowce i wpędza w kompleksy. Traktuj to zwyczajnie. Spotykasz się z dziewczyną sam, albo w większym gronie i czas pokaże, co z tego wyniknie. Nie nastawiaj się zadaniowo. Jeszcze raz ci powtórzę - nie spodziewaj się zbyt dużo, nie zakładaj z góry, że z tego musi coś być - zwycięstwo lub porażka.
          • yzek Re: Miłosna choroba 02.11.10, 12:56
            "Mała kawa z koleżanką z pracy, to tylko spotkanie znajomych."

            Jasssne, jakby tak było, to nie sparzyłbym startując z zaproszeniem na kawę do... mężatki. (Nowa dziewczyna w pracy). Obrączka nie zawsze bardzo się różni od reszty biżuterii...

            Y.
            • ewa.zeromska Re: Miłosna choroba 02.11.10, 13:15
              Z mężatką też można napić się kawy, ale nie trzeba wyskakiwać z planami na przyszłość. Nie poluj, tylko spotykaj się. To różnica !
              • yzek Re: Miłosna choroba 02.11.10, 13:32
                ewa.zeromska napisała:

                > Z mężatką też można napić się kawy, ale nie trzeba wyskakiwać z planami na przy
                > szłość. Nie poluj, tylko spotykaj się. To różnica !

                Myli mnie Pani z autorem wątku? Ja właśnie traktowałem to potencjalne spotkanie tak, jak Pani teraz radzi
                • Gość: . Re: Miłosna choroba IP: *.chello.pl 02.11.10, 14:05
                  Ile pań by spokojnie przyjęły, że ich partner spotyka się po pracy
                  > z koleżanką na kwie i pogawędkach (i wice wersa?), sądzę że niewiele.


                  Pamiętam, jak mojemu nowemu chłopakowi trudno było zaakceptować fakt, że mam kolegów, że się z nimi spotykam - ba, że czasem wpadam do nich na obiady i bywam sam na sam w ich mieszkaniach. Dla niego spotkanie tylko we dwoje w domu równało się seksowi. Trudno, musiał się do tego przyzwyczaić. I przyzwyczaił się, między innymi dlatego, że swoje platoniczne kontakty z innymi mężczyznami ja traktowałam jako coś naturalnego, normalnego i nie dałam sobie wmówić, że jest inaczej - choć on próbował.

                  Jeżeli Twoje intencje są szczere i jeżeli sam jesteś ich pewien, to nietrudno w nie uwierzyć drugiej stronie i mniej ważne jest to, co myśli społeczeństwo i to, że wszyscy koledzy robią inaczej. Gorzej, jak zarzekasz się, że to tylko kawa, choć intencje masz inne - to jest wyczuwalne na kilometr, kobieta wie od razu, że "coś jest na rzeczy", niezależnie od słów, jakie wypowiadasz.

                  Mnóstwo związków, które znam, powstawało z neutralnych kontaktów - rozumiem, że w dobie szybkiego życia stopniowe i "przy okazji" poznawanie się jest mniej popularne czy możliwe. A im człowiek starszy, tym gorzej. Ale "nie poluj, tylko spotykaj się" to według mnie świetna rada. Bo nawet jak spotkanie nie zaowocuje związkiem intymnym, to nie pozostawi niesmaku i zażenowania, a dziewczyna nie będzie musiała się chować się przed facetem po firmowych kiblach.
                  • yzek Re: Miłosna choroba 02.11.10, 14:47
                    > dzy innymi dlatego, że swoje platoniczne kontakty z innymi mężczyznami ja trakt
                    > owałam jako coś naturalnego, normalnego i nie dałam sobie wmówić, że jest inacz
                    > ej - choć on próbował.

                    To, ze uległ nie oznacza że zaakceptował; to tylko świadczy, że ty jesteś stroną dominującą.

                    > Gorzej, jak zarzekasz się, że to tylko kaw
                    > a, choć intencje masz inne - to jest wyczuwalne na kilometr, kobieta wie od raz
                    > u, że "coś jest na rzeczy", niezależnie od słów, jakie wypowiadasz.

                    Bo to strasznie ciężko się domyśleć, trzeba być super domyślnym i przenikliwym albo zaopatrzonym w "kobiecą intuicję".

                    > dziewczyna nie będzie musiała się chować się przed facetem po firmowych
                    > kiblach.

                    Ba, to ja przechodząc przez recepcję zbierałem siły żeby trzymać fason, przywitać sie uprzejmie i z ulgą przejść do swojego działu.

                    Y.
                    • Gość: . Re: Miłosna choroba IP: *.chello.pl 02.11.10, 15:43
                      > To, ze uległ nie oznacza że zaakceptował; to tylko świadczy, że ty jesteś stron
                      > ą dominującą.

                      Zaakceptował. Jak zrozumiał, że to on ma problem z zazdrością i jak nabrał pewności, że nie puszczam się na boki i jako mężczyzna liczy się tylko on. Nie jestem stroną dominującą - w wielu kwestiach ulegałam, ale przyjaźni nie dałam sobie odebrać.

                      > Bo to strasznie ciężko się domyśleć, trzeba być super domyślnym i przenikliwym
                      > albo zaopatrzonym w "kobiecą intuicję".

                      Wiesz co, niektórym ludziom łatwo namącić w głowie sprzecznymi sygnałami. Łatwo zagłuszyć ich intuicję słowami "no co ty, to przecież TYLKO kawa" wypowiedzianymi z odpowiednio świętym oburzeniem. Zwłaszcza ludziom niepewnym siebie i swoich odczuć. Żeby do tego nie dochodziło, nie trzeba być super domyślnym, trzeba natomiast pozwolić sobie na pewność, że jak się czuje, że coś jest nie tak, to znaczy, że coś rzeczywiście jest nie tak.

                      > Ba, to ja przechodząc przez recepcję zbierałem siły żeby trzymać fason, przywit
                      > ać sie uprzejmie i z ulgą przejść do swojego działu.

                      Ale że co? Głupio Ci było, że ona pomyślała sobie Bóg wie co i puściła w głowie film, którego nie było? Czy raczej głupio Ci było, że chciałeś "na kawę" wyrwać mężatkę?

                      Czego w końcu chciałeś - neutralnie się spotkać czy zapolować?
                      • yzek Re: Miłosna choroba 02.11.10, 16:27
                        > Ale że co? Głupio Ci było, że ona pomyślała sobie Bóg wie co i puściła w głowie
                        > film, którego nie było? Czy raczej głupio Ci było, że chciałeś "na kawę" wyrwać mężatkę?

                        Wiesz, wtedy jeszcze był ze mnie miły, dobry chłopak i ciężko mi było zająć postawę "ja jestem w porządku, to jej problem, co ona sobie pomyśli, a nie mój". Musiałem sobie ciągle powtarzać, że przecież się nie pogniewała, że może nawet jej to podłechtało miłość własną.

                        Dziwne, ale dopiero jak się nauczyłem tej obojętności (której tak bardzo brakuje szybkiemu.numerkowi) zaczęły się nieśmiało pojawiać jakieś drobne sukcesiki.

                        > Czego w końcu chciałeś - neutralnie się spotkać czy zapolować?

                        A zależy co by wyszło, że zacytuję naszą gospodynię: "Nie spodziewaj się za dużo. Spotkanie, to tylko spotkanie, a nie życiowa deklaracja."

                        Y.
      • szybki.numerek Re: Odpowiedź zbiorcza 02.11.10, 23:34
        Praca odpada, bo mam żelazną zasadę nie wchodzenia w związki uczuciowe tamże. To duża firma i aż huczy od plotek.
        Umawiając się przez internet wiem, że opis to reklama, ale mam już sporo doświadczenia i wiele potrafię wychwycić. Np. jakiś czas temu pisałem z dziewczyną która zamieściła zdjęcie zrobione trochę z góry na którym pięknie się uśmiechała. Obejrzałem inne, poszukałem i okazało się, że za tym uroczym uśmiechem kryje się całkiem spora nadwaga.
        Co do tego, że jestem za szybki - racja, lubię krótkie i zwięzłe odpowiedzi, konkrety, prawdę. W ponad 90% kobiety kierują się pierwszym wrażeniem i na pierwszym spotkaniu już dobrze wiedzą co dalej, więc milczenie jest najczęściej próbą uniknięcia niewygodnej odpowiedzi.
    • nickznicka Re: Miłosna choroba 04.11.10, 14:50
      Wyglada mi to troche na: i chce i boje sie. Choc z drugiej strony moze byc tak, ze po prostu nie napotkales wlasciwej osoby z ktora bys chcial byc. Tez sie zastanawiam od czego zalezy to, ze niektorzy bardzo szybko wchodza w zwiazki a drudzy sa wiecznie sami. Lęk plus duze wymagania w stosunku do innej osoby i mamy przepis na singla.
    • zielonomorski Re: Miłosna choroba 07.11.10, 08:35
      Nie użalaj sie nad sobą - tylko pracuj.
      Na początek kilka razy - rozdział "Rodzic kontrolujący" z książki "Toksyczni rodzice".
      Kilka razy! Aż do bólu!!! i myśleć o tym, myśleć...
      U mnie tak się zaczęły poważne zmiany na lpesze. Ale pamietajk, że to nie będzie rewolucja... to proces rozłożony na miesiace, jeśli nie lata!
      Musisz sie zmienić - dla własnego dobra... Dopóki sie znie zmienisz, nie będzie Ci dana miłość, bo ją zmarnujesz :P Do miłości trzeba dojrzeć o być na nioą gotowym.
      Do roboty! Miłość sama Cię znajdzie, jak uzna, żeś gotów!!! Bo na razie... żyjesz w świecie fikcji :PPPPPP
      www.youtube.com/watch?v=2Xy6IKtPqOc
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka