szybki.numerek
01.11.10, 17:54
Witam. Podzielę się moim problemem i proszę o poradę.
Od kilku lat nie mogę zaangażować się w żaden dłuższy związek miłosny. Jeden sam zakończyłem, dziewczyna mnie nie pociągała a jednocześnie miała sporo problemów podobnych do moich. Inny związek zakończył się na trzecim spotkaniu, dostałem też kosza niezliczoną ilość razy (tj. po pierwszym spotkaniu w świecie realnym dziewczyna mówiła papa). Jestem osobą niezbyt śmiałą, więc znajomości nawiązuję głównie przez internet, co ma swoje plusy i minusy.
Jednak każda nowa znajomość wywołuje u mnie coś w rodzaju miłosnej choroby. Zależy mi bardzo na utrzymaniu związku, więc zamartwiam się z powodu każdego SMSa bez odpowiedzi, nieodebranego telefonu, czy dłuższego braku kontaktu. Jak najbardziej jest to choroba bo mam wtedy bóle głowy albo problemy z trawieniem.
Co ciekawe nic mi nie brakuje, jestem dość atrakcyjnym facetem, pracuję, myślę że potencjalnej kandydatce do serca mego mógłbym wiele zaoferować.
Trochę o dzieciństwie. Rodzice (raczej w 90% mama) mnie nie wychowywali tylko tresowali. Byłem traktowany jak nieudacznik, nie znalazłem u nich ani trochę współczucia czy zrozumienia. Wpędziło mnie to w kompleksy i bardzo obniżyło samoocenę. Nad zmianą siebie pracuję od kilku lat, ale strasznie ciężko przestawić mi się po 30 latach ustawicznej tresury.