Dodaj do ulubionych

brak wsparcia

IP: 89.174.106.* 01.10.11, 09:41
Witam,
niedawno po raz drugi poroniłam ciążę. Jest mi z tym bardzo ciężko. Po pierwszym poronieniu podnosiłam się bardzo długo, późnej przez kilka lat nie mogłam zajść w ciążę, ostatnia ciąża była wielkim zaskoczeniem i radością, niestety jej również nie udało się utrzymać.
Przez pierwszych kilka dni po informacji, że serce przestało bić, byłam tak zdruzgotana, że nawet nie miałam siły i chęci wyjść za drzwi własnego domu. Wówczas mąż był przy mnie. Oczywiście jeździł do pracy, załatwiał różne sprawy, ale przynajmniej wieczorem był. Tydzień później wyjechał w kilkudniową delegację, a po powrocie, kiedy go prosiłam, żeby pobył ze mną trochę, że go potrzebuję, bo nie jestem gotowa, by spotykać się z ludźmi, ale po kilku dniach wyłącznie sama ze sobą też już nie daję rady, stwierdził, że przecież był ze mną przez tydzień i teraz musi odetchnąć, więc spędził kolejne wieczory z kolegami. Po tej sytuacji od kilku dni nie rozmawiamy, a ja nawet nie wiem, czy w ogóle jeszcze chcę z nim być. Przy okazji pierwszego poronienia zostawił mnie z tym samą. Było mi strasznie ciężko. Wówczas obcy ludzie okazali mi więcej ciepła niż człowiek, z którym związałam życie. Kiedy się trochę pozbierałam, chciałam odejść. Byłam na to zdecydowana. Zatrzymał mnie. Przepraszał, błagał, obiecywał. Z dużą nieufnością, ale dałam mu szansę. Kiedy mu przypomniałam jego obietnice stwierdził, że przecież teraz jest inaczej, że wspiera mnie. Na pytania, jak mnie wspiera? Zostawiając samą ze sobą i ze swoimi myślami na całe dni i wieczory, twierdzi, że on uważa, że mi pomógł, bo przecież na początku ze mną był. Dla mnie to jakaś paranoja. On lepiej wie, czy mi pomógł niż ja? Czuję się, jakbym żebrała o jego czas, zainteresowanie. Jakbym ja zawsze mogła poczekać. Jak mój mąż coś sobie ubzdura, że chce właśnie tego, to nic nie jest go w stanie powstrzymać. Nie liczy się wówczas ze mną i z moimi potrzebami, nie liczy się z nikim i z niczym, bo on musi. Staje się wtedy wręcz zafiksowany na tym temacie, jakby nie umiał myśleć o czymkolwiek innym, jakby nic innego się nie liczyło. Nie wiem, czy ten związek ma jakikolwiek sens, skoro nie czuję oparcia w najbliższej osobie. Wysłałam go do psychologa, by porozmawiał nt. swojej potrzeby stawiania na swoim bez względu na konsekwencje. Ma wizytę za kilka dni. Nie spodziewam się po tym wiele, bo już chyba w ogóle nie spodziewam się niczego dobrego.
Czy jest jakikolwiek sposób, w jaki mogę wyjaśnić drugiemu człowiekowi, że go potrzebuję i to wyjaśnić tak, by to do niego dotarło?
z góry dziękuję za pomoc
Obserwuj wątek
    • ewa.zeromska Re: brak wsparcia 01.10.11, 10:03
      Witam Alicjo,
      Wysłałaś męża do psychologa, a moim zdaniem powinniście udać się na taką wizytę we dwójkę, bo tobie też potrzebna jest porada, a wręcz terapia.
      Nie sadzę, żeby mąż był przeciw tobie, tyle, że on nie do końca rozumie, co przeżywasz, nie czuje tego. I to nie jest jego wina, po prostu większość facetów nie umie odnaleźć się w takiej sytuacji. Dla niego siedzenie z tobą w domu, to strata czasu, która niczego nie zmieni. Ma siedzieć i co? Co ma robić? On tego nie wie. Zresztą przecież nie chodzi o siedzenie i patrzenie się na siebie, czy wspólne oglądanie telewizji, albo o wałkowanie w kółko tego samego tematu.
      On nie ma pomysłu na to, jak zająć się tobą ( co nie jest wynikiem braku miłości), a ty też nie bardzo wiesz, czego od niego oczekujesz i jak to wsparcie ma konkretnie wyglądać.
      Dlatego też wspólna wizyta u psychologa pozwoliłaby ustawić wszystko na miejscu, we właściwych proporcjach.
      Jeszcze jedno. Nie obwiniaj siebie za te poronienia, to nie jest twoja wina. Natomiast sugeruję ci podjęcie leczenia. Potrzebna jest właściwa diagnostyka, rozsądne prowadzenie ewentualnej następnej ciąży.
      Poszukaj w Internecie właściwej kliniki, poczytaj na forach jak jest oceniana. Myślę,że medyczne wsparcie, właściwa opieka jest ci bardzo potrzebne.
      Tylko nie spiesz się z tym. Decyzja o kolejnej ciązy musi w tobie ( w was) dojrzeć i raczej w twoim przypadku nie zdawałabym się na niekontrolowany przypadek.
      Pozdrawiam
      .

      • Gość: Alicja Re: brak wsparcia IP: 89.174.106.* 01.10.11, 10:19
        Rozumiem, co ma pani na myśli i nie wątpię w to, że mężczyźni odbierają taką sytuację inaczej. Ale mimo wszystko nie jestem w stanie wybaczyć mężowi tego, że ja go proszę by poświęcił mi trochę czasu, nie zostawiał samej, bo nie jestem w stanie być sama, a on i tak wychodzi.
        Byłam w kilku klinikach, długo leczyłam się, oboje przeszliśmy dziesiątki badań. Ostatnia ciąża była zaskoczeniem. Nie wiem, czy zdecyduję się na kolejną próbę.
        Męża wysłałam do terapeuty, ponieważ jego skoncentrowanie na własnych potrzebach nie pojawiło się dopiero teraz. To cecha, którą wykazuje od dawna. To powoduje brak możliwości porozumienia, bo ja w konsekwencji jestem stawiana w sytuacji, w której po prostu muszę się podporządkować. Przez to bardzo oddaliliśmy się od siebie, bo jeszcze kiedyś próbowałam wychodzić mu na przeciw, tak ustawiać swoje życie, by być bardziej dla niego. Od jakiegoś czasu przestałam. Idąc za przykładem męża skoncentrowałam się na swoich potrzebach. Tak naprawdę coraz bardziej przypominamy dwie obce osoby mieszkające pod tym samym dachem. A ja już nie chcę walczyć o ten związek, bo mam wrażenie, że nieustannie robię to sama.
        dziękuję za odpowiedź.
        • ewa.zeromska Re: brak wsparcia 01.10.11, 11:15
          Droga Alicjo, bardzo ci współczuję, że masz takie kłopoty, ale podtrzymuję swoją opinię, że na trapię powinniście pójść oboje.
          Każde z was będzie miało możliwość powiedzenia swojego zdania w obecności terapeuty, który zadziała jak katalizator. Poza tym, jeśli on pójdzie sam, to nie wiesz jak przedstawi problem.
          Jeśli to będzie psycholog z prawdziwego zdarzenia , to i tak zasugeruje mężowi, żeby przyszedł z tobą. Jest problem, który dotyczy dwóch osób, a więc nie można rozmawiać tylko z jedną.
          Pozdrawiam raz jeszcze
    • Gość: 36-latka Re: brak wsparcia IP: *.play-internet.pl 01.10.11, 17:01
      A ja tak czytam Twój post i .... Nie tylko Ty straciłaś dziecko, on również, chociaż odbiera to inaczej. On też jest w trudnej sytuacji i być może te jego ucieczki z domu są sposobem na poradzenie się z emocjami. Czego od niego właściwie teraz oczekujesz? Że będzie cały czas siedział przy Tobie i trzymał Cię za rękę, płakał nad okrutnym losem, współczuł Tobie i sobie? To byłoby wsparcie?... Żeby Ci mówił, że wszystko będzie dobrze i się ułoży? Przecież on tego nie wie, a Ty - jeśli w takim momencie usłyszysz jego słowa - odpowiesz, że nic się nie ułoży i nic już nie będzie dobrze, bo przecież przeżyłaś tragedię. Wiem, że poronienie to trudne doświadczenie (też mam je za sobą), ale siedzenie i mówienie sobie: ojej, jak mi teraz źle, on powinien siedzieć ze mną, bo ja straciłam dziecko, jest bezsensowne. Po co siedzisz sama i rozmyślasz? Nie ma nad czym. Co się stało, to się nie odstanie. Trzeba próbować dalej i wierzyć, że kiedyś się uda dzięki medycynie, jeśli już sama natura nie wystarcza. Co innego, jeśli - jak piszesz - każde z Was ma inne życie - wtedy może nie ma sensu starać się o dziecko i dobrą przyszłość z tym partnerem... Pozdrawiam i życzę przede wszystkim pozytywnego myślenia:)
      • Gość: Alicja Re: brak wsparcia IP: 89.174.106.* 01.10.11, 17:24
        Ale ja nie mam ochoty tłumaczyć swojego męża i zastanawiać się dlaczego robi to, co robi. Stawiać na równi pewnych potrzeb, które w mojej opinii są nie do porównania. Już nie. Nie wydaje mi się też, że normalne jest nie widzieć swojego partnera przez tydzień, w sytuacji, w której wie, że osoba, z którą się związał przechodzi trudne chwile. Czy pisząc to, co napisałaś sugerujesz, że w małżeństwie pomoc nie jest czymś ważnym i powinnam sobie poradzić sama, bo przecież co może zrobić mąż? Za rękę mnie trzymać? Czasami mógłby po prostu być obok, bym miała chociaż do kogo się odezwać, czy przytulić, kiedy dręczą koszmary.
        • Gość: 36-latka Re: brak wsparcia IP: *.play-internet.pl 01.10.11, 18:55
          Oczywiście, że w małżeństwie pomoc nie jest niczym ważnym. Skoro taki wniosek wyciągnęłaś z tego, co napisałam, to już nic nie będę pisać... Powodzenia.
          • Gość: Alicja Re: brak wsparcia IP: 89.174.106.* 01.10.11, 22:20
            Nie chciałam cię w jakikolwiek sposób urazić. Po prostu mam już skrajną awersję do tłumaczenia mojego męża. Wiesz tylko tyle, co przeczytałaś i mogłaś odnieść takie a nie inne wrażenie. Ja wiem nieco więcej i stąd moja oportunistyczna postawa.
            • Gość: anet01 Re: brak wsparcia IP: *.adsl.inetia.pl 23.10.11, 20:09
              Mam wrażenie ze tu przydałaby sie prawdziwa przyjaciółka która wysłucha i potrzyma za rękę.Niestety wiem to z własnego doświadczenia facet nigdy nie zrozumie kobietę tak jak zrozumię ją inna kobieta.Nawet mąż nie musi być idealny,czy ty go zawsze rozumiesz?
              • Gość: Alicja Re: brak wsparcia IP: *.clients.rysnet.com 24.10.11, 08:29
                Pewnie masz rację, ale ze względu na ostatnią przeprowadzkę spowodowaną pracą męża, nie mam przyjaciół tu, gdzie mieszkam. Mam kilkoro znajomych, ale to nie relacje, w których mówi się o poronieniach i tego typu problemach. Nie mamy też rodziny i tak faktycznie zostajemy sobie tylko my sami.

                Od kilku tygodni chodzimy na terapię i dobrze nam robi. Mam wrażenie, że mój mąż po raz pierwszy od dawna słucha, co mam mu do powiedzenia. Inaczej też patrzy na pewne rzeczy, na które zwrócił mu uwagę terapeuta. Zaczynam mieć nadzieję, że może jednak coś się nam uda.
                • Gość: nammkha Re: brak wsparcia IP: 192.166.203.* 25.10.11, 18:04
                  MIło to czytać! Życzę wam powodzenia. A czy nie myśleliście o adopcji? Przeciez tyle jest dzieci, których nikt nie chce kochać.
                  • Gość: Alicja Re: brak wsparcia IP: *.clients.rysnet.com 25.10.11, 18:27
                    Myśleliśmy o adopcji. Ale..., ze względu na to, że mój mąż ma 40+ lat, nie mamy szansy na adoptowanie dziecka młodszego niż czteroletnie. Takie niestety jest prawo w Polsce. Poza tym czas. Ja na dziecko czekam już dobre 5 lat, nie wiem, czy mam siłę czekać kolejnych 5 lat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka