nanan1
24.07.03, 10:45
mówię o wojnie w Iraku.
Z Europy wygląda to mniej więcej tak: mimo, że w Chinach broń masowego
rażenia jest na pewno i permanentnie łamane są prawa człowieka, Stany boją
się "pomóc" zbrojnie. Podobnie jest z Koreą Pł. i Tybetem, którego rządy
głośno proszą o pomoc. Nie dostają jej.
Wojska Amerykańskie wysyłane są do Iraku, państwa stosunkowo słabego
gospodarczo, ze to z dużym potencjałem (ropa).
Czyli chodzi o pieniądze. Niech i chodzi, ale po co ta szopka! Czemu to się
dzieje w imieniu prawa i pokoju? Skąd ta arogancja?
Dochodzi do tego łamanie traktatów międzynarodowych, nie udowodnienie
posiadania broni biologicznej, różne afery propagandowe (fałszywe
sprawozdanie z "bohaterskich akcji", fałszowanie ekspertyz itd.). No i
samobójstwo niedoszłego noblisty.
Temat jest ciężki, ale mnie nie tyle chodzi o wzbudzenie dyskusji (choć
oczywiście chętnie posłucham waszego zdania) . Chciałabym wiedzieć, czy
Amerykanie widzą tą sprawę podobnie jak Europejczycy. Nie twierdzę przy tym,
że jest to zdanie wszystkich Europejczyków. Po prostu taki mi się wyłania
obraz, z prasy, z telewizji, debat. A tymczasem Bush urasta w swoim kraju do
roli bohatera.
Skąd te różnice? Czy faktycznie są one tak duże? Czy może to tylko
propaganda? Może rozmawiałyście na ten temat z Amerykanami? Mieszkam w
Polsce, a temat ten szalenie mnie interesuje
Pozdrawiam
z Warszawy