Dodaj do ulubionych

Czy to jest dobry okres na kupno domu??

13.08.03, 21:06
Wraz z mezem zastanawiamy sie nad kupnem naszego pierwszego domu. Mieszkamy w
NY, wiec ceny sa astronomiczne..Za maly niepozorny dom trzeba zaplacic 400-
500,000 tysiecy. Chcemy kupic dwu-rodzinny aby miec kogos komu mozna byloby
wynajac apartament i takze podobno jest wtedy wieksza ulga podatkowa.
Maz odwleka ta decyzje mowiac ze ceny domow na pewno wkrotce spadna a mi sie
jakos w to nie chce wierzyc..
Co Wy o tym sadzicie??
Obserwuj wątek
    • marta_urszula Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 13.08.03, 21:24
      Bozena:

      mysmy kupili dom jak tylko dostalismy zielona karte. argumentowalismy sie ze
      lepiej skplacac pozyczke "na swoje" niz placic rent. podobno dom sie oplaca
      kupic jesli wiesz ze bedziesz w nim mieszkala co najmniej 5 lat. wtedy podobno
      te wszystkie oplaty zwiazane z transakcja sie jakos balansuje. teraz ceny domow
      sa wyzsze ale tez raty podatkowe sa niskie, i mysle ze w NY lokata kapitalu w
      real estate chyba jest dobra.

      pozdrowienia

      • sondra Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 13.08.03, 22:26
        marta_urszula napisała:

        > Bozena:
        >
        > mysmy kupili dom jak tylko dostalismy zielona karte. argumentowalismy sie ze
        > lepiej skplacac pozyczke "na swoje" niz placic rent. podobno dom sie oplaca
        > kupic jesli wiesz ze bedziesz w nim mieszkala co najmniej 5 lat. wtedy
        podobno
        > te wszystkie oplaty zwiazane z transakcja sie jakos balansuje.

        To ile lat trzeba utrzymac posiadanie domu zeby sie oplacalo, zalezy od wielu
        czynnikow: oplat manipulacyjnych przy pobraniu pozyczki hipotecznej (closing
        cost), wysokosci rat miesiecznych za pozyczke, udzialu procentow i kapitalu w
        tych ratach (procent placisz bankowi, kapital sobie), a takze cen wynajmu w
        twojej okolicy (bo mieszkac gdzies trzeba). Tak wiec ten "crossing point" moze
        wypasc wczesniej niz za piec lat. Jezeli juz zdecydujecie sie na posesje o
        okreslonej wartosci i zorientujecie sie na jakich warunkach mozecie dostac
        pozyczke, wtedy mozna znalezc na Internecie liczne strony z "mortgage
        calculator", gdzie mozesz sobie wyliczyc nie tylko ile wyniesie miesieczna
        rata, ale i po jakim czasie jaka czesc wartosci kapitalu (equity) bedzie do
        Ciebie nalezec. (Jezeli splacasz pozyczke o stalym procencie w stalych
        miesiecznych ratach, to z kazdym miesiacem rosnie udzial kapitalu, a maleje
        udzial procentu w splacanych ratach). Mozecie to porownac z suma jaka
        wydalibyscie na wynajem. Trzeba jeszcze pamietac, ze dochodza inne koszty
        (podatki miejskie, utrata ulgi podatkowej naleznej podnajemcom - tak jest np. w
        Massachusetts). Ale dochodzi olbrzymia ulga podatkowa od fiskusa federalnego -
        praktycznie cala sume wplacanych bankowi procentow odejmujesz sobie od
        wysokosci dochodu.



        > teraz ceny domow
        > sa wyzsze ale tez raty podatkowe sa niskie, i mysle ze w NY lokata kapitalu w
        > real estate chyba jest dobra.
        >

        Chodzi raczej o stope procentowa (interest rates), ktora naliczaja banki, czyli
        o koszt pozyczenia pieniedzy. (Stopa podatkowa od nieruchomosci zalezy od
        lokalizacji i nie sadze, zeby ostatnio byla generalnie niska). Stopy procentowe
        dla pozyczek hipotecznych (mortgage interest rates) wzrosly niestety w ciagu
        ostatnich kilku tygodni, ale i tak ciagle sa na poziomie historycznie bardzo
        niskim: pietnastoletnie pozyczki w zeszlym tygodniu oscylowaly wokol 6.00 -
        6.25%, trzydziestoletnie wokol 6.50 - 6.75%. Z kolei ceny domow w wielkich
        metropoliach sa bardzo wysrubowane i rzeczywiscie sa prognozy, ze zaczna spadac
        kiedy jeszcze podniesie sie stopa procentowa (a podniesie sie na pewno). Tu
        jest wiecej na ten temat (jak w tytule - worst case scenario):

        money.cnn.com/2003/08/07/pf/yourhome/worstcase/index.htm

        Z tych prognoz wynikaloby, ze mozna poczekac - lepiej jest kupowac dom za
        nizsza cene a na wiekszy procent niz odwrotnie - wychodzac z zalozenia, ze gdy
        stopa procentowa znowu spadnie, to mozna ja zmienic (refinancing), a sumy
        pozyczonej zmienic sie nie da. To zalozenie ma niestety jeden problem - jest
        duza szansa, ze stopa procentowa niepredko znowu spadnie do poziomu sprzed
        kilku miesiecy, a nawet do dzisiejszego. Wiec wychodzi na to, ze tak czy siak,
        miesieczne oplaty beda podobne.

        Osobnym zagadnieniem jest prognoza, ze ceny domow w NYC, Kalifornii, Seattle i
        na paru innych "goracych" rynkach sa absurdalnie zawyzone w wyniku boomu
        internetowego z lat dziewiecdziesiatych i ich ceny musza spasc ("real estate
        bubble will burst") NIEZALEZNIE OD ZMIANY OPROCENTOWAN BANKOWYCH. Nikt tu Ci
        nie udzieli dobrej rady, bo najtezsze glowy badaczy rynku, ktorzy doradzaja
        inwestorom czy ladowac kapital w nieruchomosci tez niewiele wiedza. Jest to po
        prostu przewidywanie przyszlosci - tu nikt nie jest czarodziejem.

        Jesli nie chcecie za duzo ryzykowac, to radzilabym moze rozpatrzec kupno
        siedziby tylko dla Waszej rodziny, a nie na wynajem, po uprzedniej kalkulacji
        "mortgage vs. rent" jak pisalam powyzej. Kupno wiekszego domu na wynajem
        oznacza juz inwestycje w nieruchomosc - jest to wieksze ryzyko, ktore moze
        lepiej odlozyc na pozniej, kiedy sytuacja na rynku bedzie latwiejsza do
        przewidzenia. Pamietaj, ze kazdy miesiac bez lokatora (albo z lokatorem, ktory
        placi malo) bedzie oznaczal strate w postaci procentow od pozyczki za ten
        miesiac plus podatku miejskiego od wiekszej nieruchomosci.
        • jack39nyc Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 18.08.03, 20:54
          Tez mieszkam w NYC, i moge tylko dodac (do listu sondry) ze jesli planujecie
          mieszkac w tym domu okolo 7 lat, to napewno wam sie powinno to oplacic.
          Podpowiem wam jeszcze jedna rzecz jesli planujecie kupic dom np na Staten
          Island, i jest to nowy dom to bedziecie mieli tzw Tax abatement jest to przez
          okres do 8 lat, na Brooklynie na okres do 15 lat (tylko nowe budownictwo!).
          Poza tym, wezcie pod uwage ze jesli teraz chcecie mieszkac w niezlym miejscu w
          NYC to za rent trzeba placic straszne ceny.
          Przeliczyc trzeba czy wam to sie oplaci (kazdy jest w innej sytuacji) i wtedy
          zadecydowac, napewno jest to niezly czas na kupowanie domu, ja pare miesiecy
          temu przefinansowalem swoja pozyczke na 20 lat i rates byly swietne ja mam
          5.25%, nieplacilem tez ani origination fee ani zadnych punktow, sprawdzcie
          rates na necie ale tez zadzwoncie do bankow bezposrednio czasami daja troche
          lepsze oferty, polecam Wells Fargo i HSBC.
          no i najwazniejsze... pamietajcie ze wasze rachunki za gas, prad, dojdzie tez
          rachunek za wode, dojdzie podatek (jesli to dom stary),
          w kazdym badz razie musicie liczyc na w zasadzie podwojenie sie waszych
          rachunkow za tzw mieszkanie (wliczajac mortgage).
          Ceny domow rzeczywiscie sa jak z ksiezyca.... ale niestety nie ma co liczyc na
          to ze spadna jakos dramatycznie (jesli wogole) za to oprocentowanie moze
          wzrosnac.
          Polecam tez wynajecie sobie dobrego adwokata i inzyniera (jesli to stary dom),
          bo bez niego mozecie wpedzic sie w niezle klopoty, no i sami uwaznie
          przeczytajcie kazdy papier, aby sie upewnic czy wszystko jest w porzadku, duzo
          ludzi wierzy adwokatowie bezgranicznie i... wlasnie wtedy sa klopoty.

          Jesli kupujecie dom ktory ma wiecej niz 20 lat sprawdzcie system HVAC,
          elektryke i hydraulike, dach oraz piwnice, w niektorych rejonach moga miec
          klopoty w czasie deszczow...
          radze tez przejechac sie wieczorem i w nocy w miejsce w ktorym chcecie kupic
          dom i popatrzec jak tam jest (to jest rada ktora dostalem od znajomego,
          czlowiek o takich rzeczach nie mysli czasami). Zobaczcie czy sa dobre szkoly i
          w jakiej odleglosci (to jesli macie dzieci). oraz czy sa jakies zaklady czy
          nie... a i kluby nocne....bo to znaczy glosne wieczory
          powodzenia


          • ja_gienka Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 05:33
            ta nocna wizyta to bardzo dobry pomysl. Czesto fajna okolica zamienia sie w
            dzungle po 10:00 wieczor.
      • terapolka Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu? Może. 13.08.03, 22:30
        marta_urszula napisała:

        > mysmy kupili dom jak tylko dostalismy zielona karte. argumentowalismy sie ze
        > lepiej skplacac pozyczke "na swoje" niz placic rent.

        Chciałaś powiedzieć "przekonaliśmy się"?
        Tak to argument nr 1 i słusznie.

        > podobno dom sie oplaca
        > kupic jesli wiesz ze bedziesz w nim mieszkala co najmniej 5 lat.
        > wtedy podobno
        > te wszystkie oplaty zwiazane z transakcja sie jakos balansuje.

        chciałaś powiedzieć "wyrównuje".

        > teraz ceny domow
        > sa wyzsze
        przez odtatnie 10 lat gdzieniegdzie wzrosły nawet 3-4 KROTNIE.

        > ale tez raty podatkowe sa niskie,
        chciałas powiedzieć oprocentowanie pożyczki czyli raty spłaty pożyczki?
        Tak, to prawda.
        A podatki nie są niskie. 5000-1000 co roku to nie tak mało z praktycznie
        GWARANCJĄ wzrostu.

        > i mysle ze w NY lokata kapitalu w
        > real estate chyba jest dobra.
        Dużo zależy ile sie tego kapitału ma. Sam fakt kupna (czyli wydania) jeszcze
        nikogo nie wzbogacił.

    • terapolka BARDZO dobre pytanie! 13.08.03, 22:08
      Byłem agentem nieruchomościowym i w temacie domów i remontów
      jestem "obcykany".
      Mógłbym o domach w nieskończoność ale i jest to temat bez końca.

      Kupno domu to jest KONIECZNOŚĆ. Czy teraz jest to dobry okres?
      Nie wiadomo. Ceny są zabójcze a byle buda w dobrej okolicy idzie za STRASZNE
      $$$$ ale i oprocentowania kredytów jest (na razie) niskie. Ostatnio (tzn przez
      ostatni miesiąc) wzrosło o prawie 1% ale i popyt na rynku wyraźnie spadł. Czy
      spadnie niżej? A może zachęcona popytem wzrosła podaż?
      (W tej chwili PSU www.psfcu.com/menu/index.php?&SWlang=pl - poniżej 5%
      za 15 letnią pożyczkę. Nie każdego jednak stać na 15 - letnią).
      Cała sztuka sprowadza się do następującego "podwójnego wspólnego mianownika":

      1. Trzeba kupić w miarę możliwości NAJTAŃSZY DOM we w miarę możliwości
      NAJDROŻSZEJ OKOLICY nawet jeśli oznacza to remontowanie. Remontu wymagają
      często zresztą nawet kompletnie nowe domy. Im więcej potrafi się zrobić
      samemu - tym lepiej. Nie warto oglądać w tym celu 250 domów i przemierzyć 1500
      mil.
      Założenie - a jeśli będę MUSIAŁ/a sprzedać za rok bo dostaniemy SUPER ofertę
      pracy w Arizonie? Posunięcie odwrotne - czyli "piękny dom" w przeciętnej - lub
      gorzej - okolicy - to gwarantowana strata. Przy próbie sprzedaży trzeba będzie
      bankowi DOPŁACIĆ!
      Pamiętaj, że RAZ W ŻYCIU całkowity profit ze sprzedaży można zachować bez
      płacenia od tego podatku.
      2. WARTO mieć 20% + +/-$10-20 tys. tego co dom ma kosztować.
      Warto zaplanować tak żeby rata MIESIĘCZNA rata pożyczki nie przekraczała
      TYGODNIOWEGO DOCHODU NETTO, chyba że w kontrakcie o pracę macie napisane, że
      jak Was zwolnią to dadzą Wam n.p. 100 tys. na otarcie łez. Z powodu zadłużenia
      i presji finansowej rozpadło się juz niejedno małżeństwo. Wspólne działania
      remontowe scaliły niejeden związek.



      • bozena73 Re: BARDZO dobre pytanie! 13.08.03, 22:53
        Dzieki Wam wszystkim za porady..
        Wiem ze to nie jest latwa decyzja ale wiem tez ze wydawanie co miesiac na rent
        wcale nie malych pieniedzy to jest po prostu glupota tym bardziej ze jestesmy
        tu na stale.
        Moi rodzice 3 lata temu kupili 2 rodzinny dom w NY Astorii za 180 tysiecy, tata
        sam zrobil calkowity remont tego domu, w w tym momencie ten dom jest juz wart
        okolo $550K a wiec niezla investycja w przeciagu kilku lat..
        Takze moj znajomy kupuje domy, remontuje je i sprzedaje albo wynajmuje im
        ludziom, wlasnie niedawno przeniesli sie do wielkiego domu w eksluzywnej
        dzielnicy w NY. Tylko ze wiekszosc robot on jest w stanie samodzielnie zrobic
        albo z pomoca rodziny.
        A wiec zdaje sobie sprawe z tego ze co jak co ale iwestycja w real estate sie
        oplacal, oplaca i bedzie sie oplacac.
        Teraz tylko zostaje mi przekonac swoja druga polowe ze wlasnie teraz jest czas
        na ten krok..
        • sondra Re: BARDZO dobre pytanie! 13.08.03, 23:02
          bozena73 napisała:

          > Dzieki Wam wszystkim za porady..
          > Wiem ze to nie jest latwa decyzja ale wiem tez ze wydawanie co miesiac na
          rent
          > wcale nie malych pieniedzy to jest po prostu glupota tym bardziej ze jestesmy
          > tu na stale.
          > Moi rodzice 3 lata temu kupili 2 rodzinny dom w NY Astorii za 180 tysiecy,
          tata
          >
          > sam zrobil calkowity remont tego domu, w w tym momencie ten dom jest juz wart
          > okolo $550K a wiec niezla investycja w przeciagu kilku lat..

          Moje sredniej wielkosci kondominium w ciagu 11 lat wzroslo na wartosci
          trzykrotnie (bez zadnego remontu - odwrotnie, kupilam swiezo wykonczone i nawet
          nie odmalowalam ani razu). Ale to juz sie nie powtorzy... teraz mozna liczyc na
          kilka procent rocznie (jesli nie bedzie spadku).


          > Takze moj znajomy kupuje domy, remontuje je i sprzedaje albo wynajmuje im
          > ludziom, wlasnie niedawno przeniesli sie do wielkiego domu w eksluzywnej
          > dzielnicy w NY. Tylko ze wiekszosc robot on jest w stanie samodzielnie zrobic
          > albo z pomoca rodziny.
          > A wiec zdaje sobie sprawe z tego ze co jak co ale iwestycja w real estate sie
          > oplacal, oplaca i bedzie sie oplacac.

          Real estate developer to zawod jak kazdy inny - przy odpowiednim kapitale,
          umiejetnosciach i koniunkturze moze bardzo dobrze placic. Ale nie mozna byc
          developerem na "part time". Jesli chcesz to wybrac jako sposob zarabiania
          pieniedzy i masz troche kapitalu - to hop! Ale jesli masz inny zawod i chcesz
          po prostu rozsadnie zarzadzac swoimi zasobami - to moze na poczatek nie kupuj
          nic na wyrost, nie zbadawszy przedtem rynku nieruchomosci, rynku wynajmow i
          swoich mozliwosci czasowych i kapitalowych.


          > Teraz tylko zostaje mi przekonac swoja druga polowe ze wlasnie teraz jest
          czas
          > na ten krok..

          Jesli naprawde szybko sie za to wezmiecie, to jeszcze zalapiecie sie na
          zupelnie niskie stopy procentowe. Powodzenia :-)
        • corn_flake Fajnie sie czyta 13.08.03, 23:16
          Bozenko, kupuj bo warto! Jak najszybciej bo tracisz kazdej minutki.


    • martaatlanta Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 13.08.03, 23:57
      Polecam przeczytanie artykulu:
      www.bankrate.com/brm/news/real-estate/20030731a1.asp
      A my wlasnie kupilismy dom, choc planowalismy zakup dopiero w styczniu. Ale
      poziom do ktorego spadlo oprocentowanie byl tak kuszacy ze nie moglismy sie
      oprzec pokusie.

      A swoja droga to po co mieszkacie w takich drogich okolicach - przeniescie sie
      na poludnie - tu piekny dom w dobrej dzielnicy mozna kupic w cenie do $300 tys.
      • terapolka Kasa ma - kasa wyda 14.08.03, 00:28
        Jednorodzinny dom to jest owszem - inwestycja - ale tylko częściowa.
        Dwurodzinny w którym się mieszka jest inewstycją częściowo ale więcej niz
        jednorodzinny.

        Rada: OBLICZCIE na ile (jaki) Was stać. Z sumy gotówki jaką możecie na to
        przeznaczyć odejmijcie powiedzmy 10-15 tys., które trzeba mieć na różne opłaty
        i inne koszty niespodziewane. To co zostanie ma stanowić 20%. Pomnóżcie to
        przez 5 (do 100%) i ZA TYLE możecie się rozglądać za domem.

        Powodzenia.
    • corn_flake Fajne jest to forum 14.08.03, 01:24
      Jest takie 'do good, feel good', I really love that great feeling of
      accomplishment reading your posts...

      Jednak jezyk polski jest chamski bo nie oddaje uczuc na tyle co jezyk angielski.

      "No wiec macie teraz po polsku:
      > Takze moj znajomy kupuje domy, remontuje je i sprzedaje albo wynajmuje im
      > ludziom, wlasnie niedawno przeniesli sie do wielkiego domu w eksluzywnej
      > dzielnicy w NY. Tylko ze wiekszosc robot on jest w stanie samodzielnie zrobic
      > albo z pomoca rodziny.
      > A wiec zdaje sobie sprawe z tego ze co jak co ale iwestycja w real estate sie
      > oplacal, oplaca i bedzie sie oplacac.

      Real estate developer to zawod jak kazdy inny - przy odpowiednim kapitale,
      umiejetnosciach i koniunkturze moze bardzo dobrze placic. Ale nie mozna byc
      developerem na "part time". Jesli chcesz to wybrac jako sposob zarabiania
      pieniedzy i masz troche kapitalu - to hop! Ale jesli masz inny zawod i chcesz
      po prostu rozsadnie zarzadzac swoimi zasobami - to moze na poczatek nie kupuj
      nic na wyrost, nie zbadawszy przedtem rynku nieruchomosci, rynku wynajmow i
      swoich mozliwosci czasowych i kapitalowych.


      > Teraz tylko zostaje mi przekonac swoja druga polowe ze wlasnie teraz jest
      czas
      > na ten krok..

      Jesli naprawde szybko sie za to wezmiecie, to jeszcze zalapiecie sie na
      zupelnie niskie stopy procentowe. Powodzenia :-)"


      Co ta osoba i jej podobne czyta? Jakies Basnie Andersena o real estate? Czy ta
      osoba pufa maryche czy wali w zyle? Czy ta osoba przypadkiem nie pudruje nosa
      za duzo? Czy tez ta osoba wlasnie przeczytala Readers Digest???

      Jezeli to sa prochy to ja bardzo prosze o podanie jakie i z czym mieszac bo ja
      tez chce sie tak fajnie poczuc.
      Pozdrawiam milutko.
      PS Czy znowu kogos 'udupilem'?
      • sondra Re: Fajne jest to forum 14.08.03, 05:53
        corn_flake napisa?:

        >
        > Co ta osoba i jej podobne czyta? Jakies Basnie Andersena o real estate? Czy
        ta
        > osoba pufa maryche czy wali w zyle? Czy ta osoba przypadkiem nie pudruje nosa
        > za duzo? Czy tez ta osoba wlasnie przeczytala Readers Digest???
        >

        ?????

        Nie jestem pewna czy "ta osoba" o ktorej piszesz to mam byc ja czy Bozena73, bo
        cytowales w swoim poscie nas obie. Ten post mial byc chyba w zamysle
        sarkastyczno-ironiczny, ale mimo najwyzszego wysilku nie bardzo moge zrozumiec,
        czego ta ironia ma dotyczyc. Postaram sie jednak dac Ci "the benefit of the
        doubt" i odpowiedziec na serio :-).

        Ten watek mial bardzo konkretne zadanie - wymiane opinii i informacji na temat
        kupna nieruchomosci. Jesli masz cos konkretnego do dodania, to bardzo prosze.
        Ale Twoj ostatni post dowodzi, ze masz tylko ochote wysmiac ton, w jakim ta
        wymiana informacji sie dokonuje. Moge sie tylko domyslac, ze albo bulwersuja
        Cie pytania Bozeny, ktore sugeruja pewna naiwnosc i brak rozeznania w sytuacji
        rynkowej nieruchomosci, albo moje odpowiedzi, ktore byc moze wydaly Ci sie
        nierealistyczne, zbyt w tonie "feel good".

        Jest oczywiscie, ze Bozena dopiero zaczyna sie zastanawiac nad tym posunieciem,
        nie wie dokladnie co robic, ale i nie chce przepuscic okazji rozsadnego
        zainwestowania w swoja przyszlosc. Zadanie takiego pytania na forum jest bardzo
        rozsadne - nawet jesli nie bedzie ufac opiniom przypadkowych osob, to bedzie to
        jakis punkt wyjscia, np. zeby przygotowac liste pytan dla doradcy majatkowego,
        albo dla zaufanego znajomego.

        Twierdzisz, ze osoby biorace udzial w dyskusji nie wiedza na jakim swiecie zyja
        (czy uwazasz, ze typowa "Polka w Stanach" nie powinna miec czasu na mrzonki o
        domach pomiedzy jednym a drugim skrobaniem klozetow u Zydow w Williamsburgu?).
        Ale kupno domu - chociaz to wazna zyciowa decyzja - nie jest przeciez ani
        bardzo trudne do przeprowadzenia, ani zarezerwowane dla ludzi specjalnie
        zamoznych. Odwrotnie - w niektorych okolicach (chociaz akurat NYC nie jest tu
        dobrym przykladem), jesli tylko ma sie troche oszczednosci na przedplate,
        bardziej oplaca sie kupic dom czy kondominium niz wynajmowac i wlasnie zamozni
        ludzie moga sobie bardziej pozwolic na swobode, jaka zapewnia wynajmowanie
        mieszkania (tak jak leasing samochodu jest wygodniejszy, ale i kosztowniejszy
        od kupna). Wsrod moich znajomych-imigrantow wiekszosc kupila pierwsza
        nieruchomosc po ok. pieciu latach pobytu - wlasnie w wyniku ostroznej
        kalkulacji. Ja sama kupilam pierwsze kondominium nie majac nawet zielonej karty
        (udalo sie, bo kupowalam je od banku, ktory jednoczesnie dawal mi pozyczke
        hipoteczna).

        Czasami skoki stopy procentowej (jak w ostatnim miesiacu) sprawiaja, ze
        powstaje troche nerwowa atmosfera i ludzie przyspieszaja ten proces zeby sie
        zalapac na niskie stawki - tak wlasnie jak pisala Martaatlanta. Stad moja
        zacheta dla Bozeny, zeby sie za to szybko zabrala - wszyscy kracza, ze to
        koniec "dolka procentowego". Nie ma w tym zadnej filozofii - po prostu sklada
        sie oferte, wystepuje do banku o pozyczke, nawet jesli nikogo nie znasz, to
        kazda firma posrednictwa da Ci spis adwokatow od nieruchomosci i inspektorow,
        adwokat przygotowuje Purchase & Sale Agreement, placisz zadatek, a po
        miesiacu-dwoch jest closing - i to wszystko.

        Natomiast kupno nieruchomosci na lokate, z nadzieja ze bedzie przynosila zyski
        i "sama na siebie zarobi", jest duzo powazniejszym i bardziej ryzykownym
        przedsiewzieciem, zwlaszcza jesli wiaze sie z koniecznoscia remontow. Tak jak
        pisalam, to jest zajecie "full time" i nie wydaje mi sie realne polaczenie tego
        z regularna praca.

        > Jezeli to sa prochy to ja bardzo prosze o podanie jakie i z czym mieszac bo
        ja
        >
        > tez chce sie tak fajnie poczuc.

        Tutaj Ci niestety nie moge pomoc :-)
        • corn_flake Re: Fajne jest to forum 14.08.03, 15:15
          Proponuje zajac sie dalej analiza przypadku taty Bozenki:

          Tata placi $2000 miesiecznie czyli przez 3 lata wybulil $72,000. W tym czasie
          wydal na remont $50,000 jak nie wiecej. To juz jest $132,000 za trzy lata a
          licznik bije dalej. To ze chalupa warta jest $540,000 to mowi tata a nawet nie
          asesor, ajezeli to daj panie boze mowi pan asesor to proponuje mu sprzedac...

          Tak sie glupio ta matematyka sklada ze $180,000 x 3= $540,000 skad my to znamy?
          Acha, tyle tata mysli ze ten domek jest wart... Ale to tak sie sklada jest
          ilosc forsy ktora tata musi wybulic przez nastepne 30 (czy 27) lat. Przez
          nastepne 4 lata tata bedzie bulil $96,000 czyli razem po 7 latach zaplacil za
          pozyczke $168,000 plus te $50,000 za remontik nie liczac tego ze malo nie umarl
          przy robocie i ile razy spadl z drabiny. Czyli po 7 latach zaplacil $218,000
          tak lekko. Podatki w jego rejonie wynosza tak na oko, nie wiem-zgaduje $5000 na
          rok a wiec po 7 latach wychodzic potrzebuje $35,000. Czyli jego 'inwestycja'
          wychodzi na: $218,000+$35,000=$253,000 it to tylko po 7 latach. Teraz dlaczego
          ja pieprze o 7 latach? Bo to jest tak na oko okres po ktorym ZACZYNASZ placis
          na ten dom, bo DO TEJ pory placilas na PROCENT. Czyli na prosty rozum za
          $253,000 tata JEST WLASCICIELEM pierwszej klamki do drzwi w sypialni. A reszta
          domu nalezy DO BANKU.

          I tak idzie dalej mniej wiecej przez 20 kilka lat...

          Powiedzmy ze ten dom jakis wariat kupil za $450,000 a wiec odejmij $450,000-
          $253,000=$197,000 Teraz nalezaloby z tego zaplacic podatek, kary z aprzedlate,
          oplaty za przedplate i rozne takie, jakis dodatkowy procent ktory sobie
          przypomnieli i tak szacuje ze moze dostalby do reki polowe, czyli $100,000 za 7
          lat (nie mowiac o oplatach eksploatacyjnych posiadania swojego). Czyli ze
          nedzne $14,000 na rok. A to wszystko przy zalozeniu ze znalazl sie wariat ktory
          sie zgodzil z tata.

          Chcialbym zeby ktos powybijal dziury w tym moim idiotycznym poscie. Bardzo
          prosze.
          • sondra oplacalnosc inwestowania w nieruchomosci 14.08.03, 17:06
            Corn_flake chcialby sobie niezobowiazujaco pozartowac, a ja tu ciagle
            przynudzam o meritum sprawy...

            corn_flake napisa?:

            > Proponuje zajac sie dalej analiza przypadku taty Bozenki:
            >
            <deleted>
            >
            > Chcialbym zeby ktos powybijal dziury w tym moim idiotycznym poscie. Bardzo
            > prosze.


            Kornflejku,

            Dziur w twoim rozumowaniu jest tak duzo, ze trzeba uwazac, zeby nie przeleciec
            na druga strone...

            Omawiania "przypadku taty Bozenki" nie uwazam za stosowne, bo po pierwsze nie
            znamy dokladnie szczegolow finansowych transakcji, a po drugie nie chcialabym
            komentowac sensownosci cudzych inwestycji. Robienie osobistych wycieczek na
            sieci uwazam za nieeleganckie :-))).

            Wiec bardziej ogolnie:

            1. Nie bierzesz pod uwage, ze w domu ktos mieszka. Jesli kupuje sie go dla
            siebie, to znaczy ze nie placi sie juz czynszu. Wiec od kosztow posiadania
            wlasnego domu (splaty pozyczki + podatki miejskie + ubezpieczenie) trzeba odjac
            uprzednie koszty wynajmu mieszkania czy domu. Jak juz pisalam, w niektorych
            okolicach wychodzi to nawet na zero.

            2. Nie bierzesz pod uwage pokaznej federalnej ulgi podatkowej.

            3. Dom na wynajem to troche co innego, ale tez od kosztow jego splat i
            utrzymania trzeba odliczyc zysk jaki przynosi. Do znudzenia tu pisze, ze nie
            jest latwo byc "developerem" czy nawet "landlordem", ale wez pod uwage taka
            sytuacje (przyklad autentyczny):
            Para dobrze zarabiajacych profesjonalistow w Bostonie. Szesc lat temu oboje
            dostaja atrakcyjne propozycje pracy w Seattle. W Bostonie maja dwusypialniowe
            kondominium, niedawno kupione, wiec "equity" w nim malutkie. Maja do wyboru: 1.
            szybko sprzedac kondominium i po zaplaceniu prowizji posrednikowi i
            uregulowaniu hipoteki, zabrac marne kilka tysiecy i dolozyc je do przedplaty na
            dom w Seattle; albo 2. wynajac kondominium i dalej splacac pozyczke plus
            wieksze podatki miejskie (przepada "residential exemption") plus "condo fee"
            plus oplata dla firmy administrujacej mieszkaniem. Wybieraja wariant drugi,
            mimo ze trzeba dolozyc do interesu kilkaset dolarow miesiecznie. Dzisiaj to
            kondominium, kupione w 1994 r. za ok. $200 tys., jest warte ponad pol miliona i
            w duzej czesci splacone. Oni przez ostatnie szesc lat wlozyli w nie
            kilkadziesiat tysiecy, dzisiaj na czysto moga odzyskac czterysta. To jest
            oczywiscie bardzo szczesliwy zbieg okolicznosci, poniewaz: 1. nieruchomosci w
            Bostonie wzrosly w ostatnio w cenie jeszcze bardziej niz w Kalifornii czy w
            Nowym Jorku i tak dalej nie bedzie, 2. w tym samym czasie nie bylo problemem
            znalezienie lokatora, 3. chodzi o nowoczesne mieszkanie w profesjonalnie
            zarzadzanym bydynku, gdzie nie trzeba naprawiac dachu itp, dlatego
            administrowanie nim na odleglosc bylo realne.

            4. Oczywiscie nie ma sensu sprzedawanie po trzech latach domu, na ktory wzielo
            sie trzydziestoletnia pozyczke i splacalo tylko wymagane minimum. Lwia czesc
            poczatkowych wplat idzie bowiem na procenty, a tylko mala czesc zasila kapital
            (mala, ale nie zerowa, bo juz od pierwszej raty jest jakis udzial "principal" w
            splatach). Ale duzo ludzi bierze pozyczki pietnastoletnie i/lub przedplaca.
            Jesli ma sie wystarczajaco dyscypliny zeby kazdy ekstra grosz wplacic na konto
            hipoteki zamiast kupic sobie nowy plaski telewizor czy nowa kiecke, to po kilku
            latach widzi sie roznice. Dla takich co nie umieja oszczedzac sa nawet
            specjalne programy pozyczek - zamiast ustalonych 12 wplat miesiecznych mozna
            wybrac opcje 26 wplat co dwa tygodnie, co w ciagu roku daje jedna ekstra
            wplate. Uwierz mi, ze jest calkiem realne splacenie hipoteki po
            dziesieciu-kilkunastu latach. Pomogl tez ostatni boom refinansowania -
            oczywiscie niektorzy zgarna po prostu gotowke i wydadza, ale bardziej
            zapobiegliwi po prostu przyspiesza splate nieruchomosci.

            Zgadzam sie natomiast, ze najwiekszym zagrozeniem dla planow kupna domu dla
            siebie jest mozliwosc utraty pracy. Ale takie zagrozenie istnieje tez jesli sie
            mieszka w wynajetym mieszkaniu - z czego placic czynsz? W obu przypadkach
            trzeba miec jakis plan awaryjny.
            • corn_flake Re: oplacalnosc inwestowania w nieruchomosci 14.08.03, 22:03
              Jak zwykle masz racje. Dziekuje za wspanialy wyklad bo teraz widze jakie
              glupoty pieprzylem.
              • sondra Re: oplacalnosc inwestowania w nieruchomosci 14.08.03, 22:47
                corn_flake napisał:

                > Jak zwykle masz racje. Dziekuje za wspanialy wyklad bo teraz widze jakie
                > glupoty pieprzylem.

                Zmiana taktyki? :-))
                • corn_flake Re: oplacalnosc inwestowania w nieruchomosci 15.08.03, 03:40
                  tak. Lubie cie bo masz wyraznie zalety ktore mi sie podobaja i dobrze ze sie
                  nie znamy bo bym sie zaraz zaczal slinic jak slimak... Nasza rozmowa ma tyle
                  sensu co dwoch rabinow w jednym przedziale kolejowym: kazdy z nich wie swoje :)
                  • sondra Re: oplacalnosc inwestowania w nieruchomosci 15.08.03, 16:07
                    corn_flake napisa?:

                    > Nasza rozmowa ma tyle
                    > sensu co dwoch rabinow w jednym przedziale kolejowym: kazdy z nich wie swoje
                    :)

                    Nie, nie probuj ocalic resztek godnosci. Jak juz masz byc ulegly, to idz na
                    calego - niektorym kobietom to sie bardzo podoba ;-).
    • malexa Swietny watek 14.08.03, 15:18
      Bozenko,
      Swietny watek.
      Wczoraj wydrukowalam sobie te wasze wypowiedzi, sama sie zastanawiam nad kupnem mieszkania,
      bo na dom mnie nie stac...
      Bede sledzila wasze komentarze...
      Pozdrawiam
      Malexa
    • corn_flake tak, tak, watek przeswietny. 14.08.03, 15:41
      Zapomnialem dodac ze tez sobie wydrukowalem. A tutaj jest o przyjaciolach:

      www.superexpress.pl/Iso/dzisiaj/reportaz/teksty/reportaz_1.shtml
      Zyje sie raz a pieniadz robi pieniadz. Poza tym co swoje to swoje i nie ma to
      jak wbic gwozdz we wlasny plot lub wysikac sie w nocy przed drzwiami drzwiami.
      • malexa Re: tak, tak, watek przeswietny. 14.08.03, 16:15
        Zabawny jestes Cornflejk, zawsze sie wlaczasz do dyskusji.. ale Twoje komentarze sa dla mnie zbyt
        gornolotne... jakos nie trafiaja do mnie.
        Psotnik z Ciebie i tyle.
        Malexa
        • terapolka O kupowaniu nie za gotówkę.. 15.08.03, 13:34
          Anatomia pożyczki hipotecznej o stałej stopie procentowej
          Ostatnie dwa komentarze na temat kredytu hipotecznego otwartego, czyli tzw.
          pożyczki hybrydowej, skłoniło wielu czytelników do analizy własnych pożyczek
          hipotecznych. Dostałem sporo telefonów od czytelników zarówno metropolii
          nowojorskiej jak i chicagowskiej, którzy prosili, aby przedstawić różnice
          pomiędzy kredytem hipotecznym otwartym (opisanym dokładnie w
          komentarzu „Kredyt hipoteczny za grosze”), a tradycyjnym kredytem hipotecznym
          o stałym, ustalonym z góry (fixed) harmonogramie spłat rat miesięcznych. W tej
          kategorii pożyczek najbardziej popularne są 30-fixed, a coraz mniej 15-lub
          jeszcze rzadziej 10-year fixed. Zasada działania takich pożyczek jest
          stosunkowo bardzo prosta.

          Mechanizm spłaty pożyczek tradycyjnych,

          Zgodnie z nazwą pożyczki (np. 30-year fixed), zapewnia ona stałe
          oprocentowanie naszego kredytu i stałe miesięczne raty przez cały 30-letni
          okres pożyczki. Jak dowiedzieliśmy się ostatnio, nawet gdybyśmy nadpłacali do
          naszej miesięcznej raty przy pożyczce ze stałym oprocentowaniem, to i tak
          nasza miesięczna rata się nie zmniejszy. Doprowadzimy tylko do skrócenia czasu
          spłaty kredytu np. z 30 lat do 22 lat. Jest to spowodowane amortyzacją naszej
          pożyczki. Każdy bank udzielając nam kredytu martwi się tylko o jedno. Ile i
          kiedy dostanie swoje pieniądze z powrotem. Jeżeli spłacilibyśmy za szybko, to
          bank zarobiłby bardzo mało. Dlatego amortyzacja daje najpierw szansę bankowi
          zarobienia na naszej miesięcznej spłacie (w formie odsetek), a dopiero pod
          koniec terminu spłacamy coraz więcej własnego długu czyli principal.

          Obrazowo można by 30-letnią pożyczkę podzielić na dwie plansze. Pierwsza
          plansza koloru czerwonego, trwająca przez pierwsze 18-20 lat (w zależności od
          wysokości oprocentowania). Reprezentuje ona zysk dla banku, gdyż przez właśnie
          pierwsze 18 czy 20 lat większość (powyżej 50%) naszej spłaty idzie na odsetki
          a nie principal. Druga plansza koloru zielonego, to pozostałe 10 lat, które
          reprezentują nasz zysk, ponieważ po 20. roku trwania pożyczki większość
          (powyżej 50%) spłaty miesięcznej naliczana jest nareszcie na spłatę długu, a
          nie odsetki dla banku. Tak więc po 20. roku możemy otworzyć szampana i
          pogratulować sobie, że teraz już jest „z górki”. Jest tylko jeden problem,
          większość z nas nigdy nie doczeka tego 20 roku.

          Statystycznie posiadacze pożyczek hipotecznych, czyli właściciele
          nieruchomości dokonują co 7 lat przefinansowania swoich dotychczasowych
          pożyczek. W dniu przefinansowania stary bank zostaje spłacony przez nowy na
          podstawie tzw. payoff letter. Równocześnie przepadają wszystkie miesięczne
          wpłaty na odsetki, które do tej pory zapłaciliśmy.

          Identyczna sytuacja jest kiedy sprzedajemy nieruchomość. Wszystkie odsetki,
          które zapłaciliśmy idą w tak zwaną „siną dal”, czyli po prostu nam przepadają.
          Tak więc jeżeli myślimy, że zarobiliśmy na danej nieruchomości np. $100,000,
          to obliczmy równocześcnie, ile zapłaciliśmy naszemu bankowi samych tylko
          odsetek w ciągu minionych lat.

          Przykład:

          Kupiliśmy nasz dom w 1997 roku za niecałe $200,000. Dzisiaj bez wielkiego
          trudu dostalibyśmy za niego około $300,000. Papierowy zysk wynosi na razie
          $100,000. W 1997 roku daliśmy $40,000 wkładu własnego i zaciągnęliśmy 30-
          letnią pożyczkę o procencie stałym 6%. Nasz kredyt ($160,000), „zjadł” nam
          dokładnie $55,305 samych tylko odsetek. Tak więc nasz zysk po sprzedaży nie
          wyniósłby już $100,000 ale $44,695. Duża różnica. Prawda? Jaki popełniliśmy
          zatem błąd? Otóż gdybyśmy wiedzieli, że domy tak pójdą do góry, to powinniśmy
          kupić ich dwa. Wtedy bowiem, przy tych samych wkładach własnych i tych samych
          kredytach, nasz zysk wyniósłby 89,390 (2x $44,695). I nie liczymy
          potencjalnego zysku z czynszów, bo trudno sobie wyobrazić, ze trzymalibyśmy
          jeden dom pusty. Chyba, że położony on jest w górach lub nad oceanem i
          używalibyśmy go tylko do celów rekreacyjnych.

          Jak banki na nas się bogacą:

          Jeżeli mając pożyczkę 30-letnią nie mieszkamy w danym domu dłużej niż 18-20
          lat, to możemy być pewni, że lwią część naszego zarobku pogrzebaliśmy już w
          zapłaconych niestety odsetkach.

          Dlaczego tak się dzieje? Jak już wcześniej wspomi­naliśmy, odpowiedzi należy
          szukać w technice obliczania odsetek od pożyczek hipotecznych zwanej
          amortyzacją. To ona powoduje, że banki bogacą się naszym kosztem.

          Czy słyszał ktoś o banku, którego dyrektorzy narzekaliby, że najmniejsze zyski
          uzyskuje się na udzielaniu i obsłudze 30-letnich kredytów mieszkaniowych.
          Wystarczy tylko przejrzeć anonse prasowe, które nawet w prasie polonijnej
          przesycone są ogłoszeniami naszej kochanej unii kredytowej i innych banków
          hipotecznych. Banki wydają miliony dolarów na reklamę, aby udzielić nam
          kredytu ale nie oszukujmy się, odbiorą one każdy cent i to z sowitą nawiązką z
          odsetek nam naliczanych przez długie 18-20 lat. Zastanówmy się kiedyś nad
          faktem, dlaczego idąc do banku czy unii kredytowej z naszymi oszczędnościami
          dostajemy tylko 2-3% w stosunku rocznym. A kiedy chcemy uzyskać kredyt
          hipoteczny to jego cena od razu na dzień dobry wynosi 5-6% również w stosunku
          rocznym. I to jeszcze żebyśmy mieli możliwość spłaty długu ale tak nie jest.
          Jak dowiedzieliśmy się wyżej, najpierw spłacamy odsetki, a dopiero później
          spłacamy sam dług.

          Niestety takie są prawa kapitalizmu. Kto ma pieniądze ten może bardzo łatwo na
          nich zarobić jeszcze więcej pieniędzy. Po prostu może pożyczyć je komuś innemu
          i zbierać od niego odsetki. A ponieważ banki mają tanie źródło pieniędzy
          (stopa dyskontowa – discount rate – jest obecnie na poziomie 1.25%) to chętnie
          je nam udostępniają. Polsko-Słowiańska Unia Kredytowa i inne polonijne czy
          ukraińskie unie kredytowe również mają tani dostęp do pieniędzy. Są nimi
          wkłady oszczędnościowe członków, którzy dostają jednak za nie niewspółmiernie
          mniej niż unia bierze za ich używanie, a właściwie pożyczanie innym z kolei
          członkom w formie 30-letnich pożyczek. Gdyby unie kredytowe lub banki były
          organizacjami charytatywnymi to oprocentowanie kredytów hipotecznych nie
          wynosiłyby więcej niż 2-3% w stosunku rocznym. Jednak tak nie jest. Odsetki na
          30-letnich pożyczkach są średnio dwa razy wyższe niż odsetki, które dostajemy
          na naszych składach oszczędnościowych a na dodatek zmuszani jesteśmy do spłaty
          potencjalnego ryzyka inflacyjnego w przyszłości.

          Koszt luksusu nie martwienie się o inflację.

          To właśnie dlatego banki i unie kredytowe nali­czają przez 18-20 lat więcej niż
          50% raty miesięcznej na spłatę odsetek a nie długu, aby w ten sposób
          zrekompensować sobie ryzyko, że za 20 lat dolar amerykański będzie mniej
          wartościowy niż obecnie. Gdyby jednak tak nie było i gdyby banki się o to nie
          martwiły, to płacilibyśmy nasze raty właśnie w wysokości 2-3% w sosunku
          rocznym a nie 5-6%. Cały ten proces sprowadza się do jednego pytania. Czy
          koszt nie martwienia sie o inflację za 20 lat wart jest te kilka procent
          więcej kiedy myślimy o kupnie domu i jego dalszej spłacie. Specjaliści mają na
          ten temat podzielone zdania. Szerzej na temat „co lepsze” czytaj porady Davida
          Bacha w magazynie „Smart Money” (strona 38, wydanie z października 2002).
          Według starej zasady panującej na rynku nieruchomości, jeżeli planujemy
          mieszkać w tym samym domu, z tą samą pożyczką (absolutnie bez żadnych planów
          na przefinansowywanie w przyszłości bez względu na okazje jeszcze niższych
          kredytów lub innych nowszych programów pożyczkowych), to należy się poważnie
          zastanowić nad uzyskaniem kredytu o stałym oprocentowaniu na 30 lat. W Japonii
          oprocentowanie systematycznie spada już od prawie 15 lat i jest na poziome
          bliskim zeru. Natomiast w socjalistycznej Polsce jak zapewne wszyscy
          pamiętamy, odsetki zawsze zwyżkowały. W zjednoczonej Europie jak na razie
          t
          • terapolka Re: O kupowaniu nie za gotówkę.. 15.08.03, 13:37
            c.d.
            Koszt luksusu nie martwienie się o inflację.

            To właśnie dlatego banki i unie kredytowe nali­czają przez 18-20 lat więcej niż
            50% raty miesięcznej na spłatę odsetek a nie długu, aby w ten sposób
            zrekompensować sobie ryzyko, że za 20 lat dolar amerykański będzie mniej
            wartościowy niż obecnie. Gdyby jednak tak nie było i gdyby banki się o to nie
            martwiły, to płacilibyśmy nasze raty właśnie w wysokości 2-3% w sosunku
            rocznym a nie 5-6%. Cały ten proces sprowadza się do jednego pytania. Czy
            koszt nie martwienia sie o inflację za 20 lat wart jest te kilka procent
            więcej kiedy myślimy o kupnie domu i jego dalszej spłacie. Specjaliści mają na
            ten temat podzielone zdania. Szerzej na temat „co lepsze” czytaj porady Davida
            Bacha w magazynie „Smart Money” (strona 38, wydanie z października 2002).
            Według starej zasady panującej na rynku nieruchomości, jeżeli planujemy
            mieszkać w tym samym domu, z tą samą pożyczką (absolutnie bez żadnych planów
            na przefinansowywanie w przyszłości bez względu na okazje jeszcze niższych
            kredytów lub innych nowszych programów pożyczkowych), to należy się poważnie
            zastanowić nad uzyskaniem kredytu o stałym oprocentowaniu na 30 lat. W Japonii
            oprocentowanie systematycznie spada już od prawie 15 lat i jest na poziome
            bliskim zeru. Natomiast w socjalistycznej Polsce jak zapewne wszyscy
            pamiętamy, odsetki zawsze zwyżkowały. W zjednoczonej Europie jak na razie
            tendencja jest do obniżania a nie podwyższania odsetek.

            Co robić, gdy wiemy, jak długo będziemy mieszkać?

            Jeżeli z góry wiemy, że nie będziemy posiadać danego domu przez co najmniej 10
            lat lub zakładamy w przyszłości przefinansowanie i wyjęcie gotówki czyli tzw.
            cash out refinance po wzroście wartości nieruchomości, to biorąc stałe
            oprocentowanie wyrzucimy niepotrzebnie do kosza wiele tysięcy dolarów.
            Zapłacimy bowiem za to, aby bank czuł się bezpieczniej, że za 20 lat dolar
            będzie dużo mniej wart. Alternatywą może być pożyczka otwarta. Również
            alternatywą może być pożyczka 15-letnia, gdzie więcej pieniędzy idzie na nasz
            dług w porównaniu z kredytem 30-letnim. Jeżeli natomiast absolutnie chcemy
            wygrać z bankiem i zależy nam, aby zarobił on na nas jak najmniej, to należy
            przyspieszyć spłatę długu. Możemy to osiągnąć poprzez nadpłacenie do naszego
            długu (principal) co dwa tygodnie, co tydzień a nawet i co dni kilka. Obecnie
            udzielane kredyty nie mają wbudowanych kar za wcześniejsze spłacanie kredytu
            (tzw. pre-payment penalties) i dlatego teoretycznie nadpłacać możemy zawsze,
            bez z góry ustanowionych harmonogramów. Zawsze również możemy wypisać czek na
            200 czy 300 tysięcy dolarów i spłacić nasz dług w całości.

            Gdybyśmy jednak płacili za wszystko gotówką to nie potrzebowalibyśmy się uczyć
            jak spłacać pożyczki i dylemat, czy zaciągnąć kredyt o procencie stałym czy
            zmiennym, byłby tylko dyskusją akademicką. Faktem jest natomiast, że większość
            nieruchomości w USA jest kupowana na kredyt (i to w dodatku 30-letni) i
            dlatego mądre korzystanie z pożyczek może zapewnić dostatek nie tylko nam ale
            i naszemu pokoleniu. Najlepszym tego dowodem niech będą właściciele kamienic
            na Greenpoincie, którzy wiele lat temu zaryzykowali, zaciągneli kredyty (na
            dużo wyższy procent niż obecnie) i pokupowali nieruchomości, które są dzisiaj
            kilkakrotnie droższe.

            Nie bójmy się zatem kredytów ani o stałym, ani o zmiennym oprocentowaniu.
            Uważajmy tylko na jakość podejmowanych decyzji, a sukces to tylko kwestia
            czasu. Generalnie inwestowanie w nieruchomości bardzo się opłacało w minionym
            wieku. Miejmy równocześnie nadzieję, że historia powtórzy się również i w XXI
            wieku.

            Dariusz G. Michalski, JD, LL.M.

            www.monitor.com
            • terapolka Zły adres. 15.08.03, 13:40
              No tak, najgorzej kupić dom pod złm adresem...

              www.infolinia.com/default.asp?pid=MONITOR

            • sondra Re: O kupowaniu nie za gotówke˛.. 15.08.03, 16:22
              Artykul pozyteczny, ale mysle, ze jednoczesnie troche zaciemnia sprawe.
              Oczywiscie kredyt mieszkaniowy kosztuje - jak kazdy inny kredyt. Pieniadze
              pomnozone przez czas zawsze maja koszt i wysokosc tego kosztu (rozne formy
              stopy procentowej) jest waznym elementem wszelkich kalkulacji dotyczacych
              inwestowania. Wszyscy tez wiemy, ze banki zarabiaja na pozyczaniu pieniedzy
              (surprize, surprize!) i to tym wiecej im dluzszy czas splaty pozyczki. Wiec
              jesli widzi sie dom za $300 tys. i nie ma sie w kieszeni tyle gotowki, to
              trzeba pamietac, ze bedzie on kosztowal - zaleznie od warunkow kredytu -
              $500-$600 tys, a nawet wiecej. Ale czy to znaczy, ze nie nalezy go kupowac?
              Nota bene, nawet jesli ma sie w kieszeni te $300 tys, to tez pozostaje pytanie
              czy lepiej wydac gotowke na dom, czy zainwestowac ja inaczej, a dom kupic na
              kredyt?

              Jezeli odlozyc na bok rozne ideologie: "American dream", potrzebe mieszkania
              "na swoim" itp. banialuki, to ciagle pozostaje praktyczna kalulacja: mozna
              mieszkac w wynajetym domu/mieszkaniu przez 20 lat za $2000 miesiecznie czynszu.
              Mozna tez kupic dom/mieszkanie i placic miesiecznie te same $2000 jako splate
              kredytu, z czego duza czesc zagarnia bank. (Dochodza jeszcze inne koszty/zyski:
              ubezpieczenie, ulga podatkowa itd, ale przyjmijmy dla uproszczenia ze to sie
              zeruje). W wariancie drugim po dwudziestu latach jestes wlascicielem domu, w
              ktorym mieszkasz, z czysta hipoteka. I tyle.
              • cmok_wawelski Re: O kupowaniu nie za gotówke˛.. 15.08.03, 16:55
                Zaciemnia czy nie, ale UNIWERSALNA prawda jest taka, że diabeł siedzi w
                szczegółach czyli na końcu szpilki i wiedzieć co się dzieje z nami i naszymi
                pieniędzmi ZAWSZE warto.
                Kupując za drogi dom (condominium? co-op? time-share?), za duży, za mały, za
                drogi, wymagajacy zbyt wielu napraw, którym sami nie podołamy, w złym miejscu,
                z NIEODPOWIEDNIĄ pożyczką których jest SETKI róznych a wciskający nam ją agent
                ma na względzie głównie swoją kieszeń itd możemy narazić się na ZNACZNIE
                większe kłopoty niż wynajmując nawet i za $4000.

                Ja nie kraczę. Ja piszę, ŻE LEPIEJ BYĆ MĄDRYM PRZED SZKODĄ!

                Aktualne ceny domów raczej nie spadną bardzo. Mogą spaść trochę, w miare jak
                te nadęte do granic wytrzymałości miesiącami lub latami nie będą chciały się
                sprzedać. Już to zaczyna być widać.
                Ale i nie będzie to dotyczyć domów tanich w drogich okolicach - bo te - nawet
                w najgorszym stanie - pójdą zawsze - i często za wiecej niż cena "wywoławcza".
                Powtarzam: należy kupować najtaniej w najdroższej okolicy i potem równać "w
                górę".

                Konserwatywne (zdrowe) podejście: nie kupować za więcej niż temu podołamy -
                jest zawsze dobre. Utrata jednej pensji jest zawsze możliwa. KAŻDY ŻYWY lotnik
                zawsze ma przed sobą mapę z zawsze zaznaczonymi lotniskami awaryjnymi i
                zawsze, t.j. W KAŻDYM MOMENCIE jest psychicznie gotowy na utratę jednego z
                dwóch silników.

                Wysokich lotów.
                • sondra Re: O kupowaniu nie za gotówke˛.. 16.08.03, 16:37
                  Bardzo madrze napisales. Suze Orman lepiej by tego nie ujela :-)

                  (Ja juz nie moge - odbieram trzy kanaly telewizji publicznej i w tym tygodniu
                  jak tylko wlacze ktorys, to baba sie pojawia. Ma takie paralizujace spojrzenie
                  jak kobra hipnotyzujaca ofiare. Troche sie jej boje)
                  • cmok_wawelski Suzie O 16.08.03, 18:09
                    Ja jej też nie lubię.
                    Ale jej pojawianie się jak meteor co wieczór - prócz oczywiście dobrej roboty
                    jej agenta - sygnalizuje pewne zjawisko o którym oboje doskonale wiemy:
                    AMERYKANIE SĄ ZADŁUŻENI WYŻEJ NIŻ PO USZY. Niestety kupowanie domu - prócz
                    całej ekscytującej seksuologii, którą niejaka Suzie przedstawia jak zmęczona
                    położna efekty seksu - jest to niestety kolejny i to b. poważny dług a
                    wierzyciel ma lont cierpliwości długości ok. jednego miesiąca i zaraz potem
                    zaczynają się takie schody, że mózg staje o seksie już nawet nie wspominając.

                    Podstawowy problem to w/g mnie (byłego agenta) zadłużanie się powyżej uszu.
                    Oba auta na kredyt, 4 karty kredytowe i teraz dom dwa razy droższy niż
                    powinien być.
                    U$ofA to nie Europa tylko kraj w którym pracę w której spędziliśmy n.p. 10
                    ostatnich tracimy BEZ POWODU I NASZEJ WINY dzisiaj i od jutra jesteśmy
                    BEZROBOTNI a wczoraj nie byliśmy nijak w stanie tej sytuacji przewidzieć i
                    wtedy nasz dumny i piękny 4 sypialniowy dom z podwójnym garażem za
                    $3000/miesiąc nagle zaczyna ciążyć jak kamień u szyi przy pływaniu. Przy
                    obecnych oprocentowaniach (jeśli się na nie załapaliśmy) $2300/miesiąc to
                    jakieś 350 tys. kredytu, (a więc w okolicach NYC - typowy dom) pozostałe $700
                    to podatek, który jak wiadomo TEŻ NIE MOŻE POCZEKAĆ AŻ NAM SIĘ POLEPSZY.
                    Zasiłek który trwa 6-9 miesięcy będzie wynosił $450, będzie oczywiście
                    opodatkowany i NIE BĘDZIEMY MOGLI LEGALNIE do niego dorobić. A potem albo zero
                    albo znajdziemy pracę. Dwa etaty przy kasie w sklepie nie wystarczą. To są
                    dokładnie sytuacje kiedy widzimy, że sprzedającym jest bank. Do tego rozwody,
                    bankructwa na skutek choroby, zaskarżenia itp.
                    Horror.

                    Zamiast Suzie O. polecam www.richdad.com/IndexPostFlashSniffer.asp?
                    • sondra Cmoku 17.08.03, 05:23
                      cmok_wawelski napisa?a:

                      > U$ofA to nie Europa tylko kraj w którym prace˛ w której spe˛dzilis´my n.p. 10
                      > ostatnich tracimy BEZ POWODU I NASZEJ WINY dzisiaj i od jutra jestes´my
                      > BEZROBOTNI a wczoraj nie bylis´my nijak w stanie tej sytuacji przewidziec´ i
                      > wtedy nasz dumny i pie˛kny 4 sypialniowy dom z podwójnym garaz˙em za
                      > $3000/miesia˛c nagle zaczyna cia˛z˙yc´ jak kamien´ u szyi przy p?ywaniu. Przy
                      > obecnych oprocentowaniach (jes´li sie˛ na nie za?apalis´my) $2300/miesia˛c to
                      > jakies´ 350 tys. kredytu, (a wie˛c w okolicach NYC - typowy dom) pozosta?e
                      $700
                      > to podatek, który jak wiadomo TEZ˙ NIE MOZ˙E POCZEKAC´ AZ˙ NAM SIE˛ POLEPSZY.
                      > Zasi?ek który trwa 6-9 miesie˛cy be˛dzie wynosi? $450, be˛dzie oczywis´cie
                      > opodatkowany i NIE BE˛DZIEMY MOGLI LEGALNIE do niego dorobic´. A potem albo
                      zero
                      > albo znajdziemy prace˛. Dwa etaty przy kasie w sklepie nie wystarcza˛. To sa˛
                      > dok?adnie sytuacje kiedy widzimy, z˙e sprzedaja˛cym jest bank. Do tego
                      rozwody,
                      > bankructwa na skutek choroby, zaskarz˙enia itp.
                      > Horror.
                      >

                      Wszystko co piszesz to niby prawda i mysle, ze mamy podobne poglady
                      "spoleczno-polityczne", ale rzeczywistosc jest jaka jest i ja nauczylam sie
                      patrzec na nia nie tylko z czarnej strony. Tu jest po prostu drapiezny
                      kapitalizm i to wcale nie taki z polowy XIX wieku, tylko zdominowany przez
                      molochy - monopole, tak powiazane z elitami rzadzacymi, ze rozplatac tego nie
                      sposob. Ale jednoczesnie to jest kraj naprawde duzych mozliwosci, ktory ciagle
                      nagradza pracowitosc i inicjatywe (chociaz zgodze sie, ze nie zawsze), ktoremu
                      jestem wdzieczna, ze dal mi mozliwosc rozwiniecia sie w moim zawodzie i ciagle
                      oferuje wielu ludziom taka szanse.
                      Czy natknales sie na ksiazke "The Brand You 50"? Utrzymana w radosnym tonie
                      self-help, jest wlasciwie dosc przygnebiajaca, bo traktuje o zmianie stosunku
                      pracownika i pracodawcy. Stawia teze, ze tradycyjna pozycja pracownika -
                      lojalnego wobec firmy i otrzymujacego od niej sporo w zamian, to teraz juz
                      utopia nalezaca do przeszlosci (my utozsamiamy taka sytuacje z przezarta
                      socjalizmem Europa, ale jeszcze 20 lat temu w USA sporo bylo takich
                      pracodawcow). Teraz kazdy profesjonalista powinien traktowac siebie samego jako
                      mini-przedsiebiorstwo - powinien byc odpowiedzialny za nieustajacy marketing
                      swoich mozliwosci i traktowac kazda prace jako tymczasowe zlecenie. Zero job
                      security i tak juz ma byc. Paradoksalnie, jesli sie naprawde przyjmie te tezy -
                      to czlowiekowi robi sie lzej i juz utrata pracy (i domu) mu mniej straszna. Bo
                      przeciez tak jest w zyciu, ze choroba, wojna i rozne inne nieszczescia moga Cie
                      dopasc znienacka, ale to nie znaczy ze mamy przestac zyc!

                      A z tym co piszesz o zadluzeniu absolutnie sie zgadzam. Jedna przewaga, ktora
                      niektorzy przybysze z Polski, zwlaszcza z bylego Peerelu, maja nad Amerykanami,
                      to podejrzliwa niechec do zaciagania wszelkich dlugow. Ale kupno domu to jest
                      jedyny kredyt, ktorego niestety nie bardzo mozna uniknac - i przy odrobinie
                      rozsadku mozna z niego wyjsc calo, jesli sie nie skacze wyzej swego ... ogona,
                      czyli dokladnie jak napisales: nie trzeba kupowac czegos, na co nas nie stac,
                      trzeba miec "gry plan" na wypadek utraty pracy itd.
                      • cmok_wawelski Re: Cmoku 17.08.03, 16:51
                        sondra napisała:

                        > Wszystko co piszesz to niby prawda i mysle, ze mamy podobne poglady
                        > "spoleczno-polityczne", ale rzeczywistosc jest jaka jest i ja nauczylam sie
                        > patrzec na nia nie tylko z czarnej strony.

                        Nie, ja nie patrzę z "czarnej strony". Staram się tylko pamiętać jak szybko
                        tutaj potrafi zajść słońce lub widok pięknej pogody zmienić się w osobiste
                        tornado z piorunami walącymi prosto za kołnierz.

                        > Tu jest po prostu drapiezny kapitalizm i to wcale nie taki
                        > z polowy XIX wieku, tylko zdominowany przez
                        > molochy - monopole, tak powiazane z elitami rzadzacymi,
                        > ze rozplatac tego nie sposob.
                        > Ale jednoczesnie to jest kraj naprawde duzych mozliwosci,
                        > ktory ciagle nagradza pracowitosc i inicjatywe
                        > (chociaz zgodze sie, ze nie zawsze),

                        Jakbyś czytała moje myśli! Ogładnąłem Ziemię Obiecaną ostatnio. Różnica
                        pomiędzy tamtym kapitalizmem a tym wydaje się być niewielka.

                        > ..ktoremu jestem wdzieczna, ze dal mi mozliwosc rozwiniecia sie
                        > w moim zawodzie i ciagle oferuje wielu ludziom taka szanse.

                        A ja nie. Durnej turystycznej wizy nawet nie chcieli mi dać do paszportu z
                        harmonijką zapełnionego wizami i stemplami i musiałem się
                        sam "wprosić" i wyrwać co sam uważałem - nie dając się przy tym oczywiście
                        złapać.
                        Trudno mi więc jest być wdzięcznym, że mnie nie złapali bo byłem sprytniejszy
                        niz łapacze. Była to pierwsza i dobra lekcja, że to jest taki kraj że o wiele
                        więcej i skuteczniej można wyrawć kłamstwem i sprytem niż ciężką i uczciwą
                        pracą. A najwięcej i najlepiej stosując obie te metody wymiennie w zależności
                        od okoliczności. KAŻDE rozliczenie podatkowe bogatego Amerykanina na to
                        dowodem. I dlatego tylu tu prawników - darmozjadów.
                        Ale możliwości doceniam jak najbardziej.

                        > Czy natknales sie na ksiazke "The Brand You 50"? Utrzymana w radosnym tonie
                        > self-help, jest wlasciwie dosc przygnebiajaca,
                        > bo traktuje o zmianie stosunku
                        > pracownika i pracodawcy.

                        Nie, ale postaram się natknąć.
                        sohodojo.com/ribs/tom_peters.html

                        > Paradoksalnie, jesli sie naprawde przyjmie te tezy -
                        > to czlowiekowi robi sie lzej i juz utrata pracy (i domu) mu mniej straszna.

                        I tu się zgadzamy ale nie do końca. Lżej? Chyba nie ale pewniej, bo wiesz że
                        gładki asfalt po którym jedziemy szosą W TYM MOMENCIE - e gwarantuje że
                        identycznie miło będzie za zakrętem za 9 sekund od teraz.

                        Z działki: pracobiorca/pracodawca - jeśli ktoś jest traktowany fair to może
                        będzie innych traktował fair ale oczywiście to tylko moja zasada.
                        Sama n.p. wiesz, że śmieszne 10 dni urlopu w U$A powoduje nieustanne
                        kombinacje alpejskie a to "sick day" a to okres a to głowa bolała - jeśli
                        traktują Cię jak członka bandy chołoty - to i wzajemnie.


                        > trzeba miec "gry plan" na wypadek utraty pracy itd.
                        Można nie mieć i 95% nie ma. No ale "niełatwo przyszło - łatwo poszło i na
                        biednego trafiło".

                        Pozdr.

    • maruda78 Pytanie 17.08.03, 18:37
      Widze, ze sa tutaj specjalisci w tym temacie, wiec pozwole sobie spytac o jedna
      rzecz - czy wiecie moze cos o tzw. foreclosures??? Czy sa jakies pulapki w
      kupowaniu tego mieszkania/domu ta droga? No i jakie sa warunki?
      Z gory dziekuje :-)
      • cmok_wawelski Foreclosures. Pułapki? 17.08.03, 20:17
        To zależy KTO SPRZEDAJE. Teoretycznie termin "foreclosure" dotyczy prawa
        pożyczkodawcy, który wprowadza w życie któryśtam punkt umowy o pożyczkę, że
        jak nie dostanie raty to nalicza karę, odsetki a potem przejmuje.
        Jeśli jest to z kolei ogłoszenie z gazety o tzw "Sheriff sale" (tax lien) za
        niezapłacone podatki, (bo jak nie spłacali pożyczki to pewnie nie płacili
        także podatków) to pułapki-niespodzianki mogą być, jako że szeryf za nic nie
        odpowiada i kupujący ma sprawdzić szczegóły PRZED SPRZEDAŻĄ.
        N.p. czy nie ma innych liens (obciążeń) n.p. "mechanic's lien" od n.p. gościa,
        który poprzedniemu właścicielowi położył dach i nie dostał forsy. Szeryf więc
        de facto sprzedaje "prawa do nieruchomości" a nie nieruchomość.
        Diabeł siedzi więc (lub nie) w magicznej formułce "free and clear title"
        czyli "czysty akt własności".
        • sondra Re: Pytanie 17.08.03, 21:04
          Ja wiem niewiele, ale napisze co wiem ;-). Przepisy moga sie tez roznic w
          roznych stanach i najlepiej niech sie wypowiedza prawnicy (moze Doris-ek?).

          Foreclosure to jest ogolnie procedura, kiedy kredytodawca przejmuje
          nieruchomosc niewyplacalnego dluznika. W wielu wypadkach (ale nie wiem czy tego
          wymaga prawo, czy wzgledy praktyczne) odbywa sie to na zasadzie publicznej
          licytacji i czasem cena wywolawcza jest bardzo niska i licytacja moze sie
          skonczyc duzo ponizej ceny rynkowej. Ale nabywca ma duzo mniejsze prawa niz
          przy "normalnym" zakupie i ograniczona mozliwosc sprawdzenia stanu
          nieruchomosci. Mysle, ze jest to bardzo ryzykowna transakcja.

          Ja kupilam kiedys mieszkanie pochodzace z foreclosure, kiedy bank przejal
          niewykonczona nieruchomosc od zbankrutowanego developera. Ale to mieszkanie
          bylo wystawione na sprzedaz za posrednictwem zwyczajnej firmy posredniczacej,
          za cene tylko nieco nizsza niz rynkowa. Procedura sprzedazy odbywala sie wiec
          wedlug obowiazujacych regul rynkowych (a nie jak przy licytacji), tzn. mialam
          okazje dokonac szczegolowej inspekcji, negocjowac rozne przerobki, sprawdzic
          dokumenty kondominium itp. i podpisalam standardowy "Purchase & Sale
          Agreement". W sumie wydaje mi sie, ze dostalam porzadne mieszkanie za
          atrakcyjna cene (i wynegocjowalam bardzo dobre warunki kredytu), ale nie byla
          to jakas super-okazja.

          Jako "trustee" naszego kondominium, bylam tez obecna przy jednej licytacji,
          kiedy jeden z wlascicieli zalegal z pozyczka hipoteczna. W tej licytacji
          sprzedajacym byl teoretycznie zadluzony wlasciciel, chociaz
          "ubezwlasnowolniony" i reprezentowany przez urzednika szeryfa.
          Bank-kredytodawca mial obowiazek licytowac do wysokosci niesplaconego dlugu,
          ktory znacznie przekraczal wartosc mieszkania (bo dochodzily zaleglosci na
          rzecz kondominium, koszty sadowe itp), wiec nie stanowilo to zadnej okazji i
          oczywiscie bank "wygral" licytacje. (Taka procedura stanowi pewna ochrone
          interesow wlasciciela). Dopiero potem bank wystawil mieszkanie na sprzedaz
          przez posrednika za duzo nizsza cene.
          • terapolka Niektóre domy nawet i 500% wzwyż przez ostatni rok 18.08.03, 02:15
            Podobno ze wszystkich amerykańskich miejscowości największy wzrost cen
            nieruchomości zanotowano w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy w... Bagdadzie
            i Basrze.

            Tylko dlaczego nam tu ta benzyna tak drożeje?

            Miała być "Iracka Wolność" i koniec działań militarnych za 1 miliard USD
            miesięczne. Czyżby jakiś Pinokio kłamał?
            www.msnbc.com/news/951994.asp?0cv=CB10
    • monie_pl Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 18.08.03, 02:49
      A sie, panie, naczytalam tych specjalistow! Teraz paruje, ale juz mi sie
      pytanie pojawilo.

      Czy tutaj takze mozna dostac pozyczke z malejacymi ratami? Nie wiem dokladnie
      jak to ejst, ale jakos tak mi wyszlo, ze w Polsce jest to najlepszy kredyt, bo
      splacam i odsetki i kapital, a co w danym miesiacu nadplace to idzie na
      kapital a nie na odsetki dla banku, wiec wydaje sie ze taki kredyt tutaj tez
      powinien sie znalezc. Czy ktos cos wie na ten temat i jak taki kredyt sie
      nazywa?

      Pozdrowionka
      Monia
      • corn_flake Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 18.08.03, 03:30
        I sama widzisz sama Sondra dlaczego zdecydowalem sie z toba niepolemizowac- nie
        ma to sensu. Ty swoje a Terapolka swoje chociaz usilujesz znalezc cos wspolnego
        co przypomina mi powiedzenie o czepianiu sie statku. Dlug to dlug, nie wiadomo
        jak bardzo go bedziesz masowala w papierach. To jest podpisanie swoich wydatkow
        na XXX lat. W imie nagrody w raju czyli 'bo gdzies trzeba mieszkac'.
        Amerykanska filozofia zycia jest taka, jezeli nie wiesz, ze sankcjonuje zycie
        na 'wysokiej stopie' przez 5 lat, chociaz pozniej sie jest nedzarzem. lepiej
        rok przezyc jak krol, niz cale zycie jak zebrak. Sandra, nasluchalas sie
        jakichs ogolnikow i powtarzasz jako swoje opinie i jako swiadectwo dal
        Polakow 'ze tak trzeba zyc bo inni tak tez'. Sa one, powtarzam, oficjalna linia
        partii i tak jak ci kaza-ucza, tak powtarzasz, bp z pracy wywala jak chlapniesz
        jezorek klientowi inaczej. Nonsens i na tym zakoncze moja wycieczke. Pod spodem
        wybralem kilka cytatow twoich i terapolki, z moim komentarzem:

        *Terapolka: genialne
        mozna
        mieszkac w wynajetym domu/mieszkaniu przez 20 lat za $2000 miesiecznie czynszu.
        Mozna tez kupic dom/mieszkanie i placic miesiecznie te same $2000 jako splate
        kredytu, z czego duza czesc zagarnia bank. (Dochodza jeszcze inne koszty/zyski:
        ubezpieczenie, ulga podatkowa itd, ale przyjmijmy dla uproszczenia ze to sie
        zeruje). W wariancie drugim po dwudziestu latach jestes wlascicielem domu, w
        ktorym mieszkasz, z czysta hipoteka. I tyle.

        Podstawowy problem to w/g mnie (byłego agenta) zadłużanie się powyżej uszu.
        Oba auta na kredyt, 4 karty kredytowe i teraz dom dwa razy droższy niż
        powinien być.
        U$ofA to nie Europa tylko kraj w którym pracę w której spędziliśmy n.p. 10
        ostatnich tracimy BEZ POWODU I NASZEJ WINY dzisiaj i od jutra jesteśmy
        BEZROBOTNI a wczoraj nie byliśmy nijak w stanie tej sytuacji przewidzieć i
        wtedy nasz dumny i piękny 4 sypialniowy dom z podwójnym garażem za
        $3000/miesiąc nagle zaczyna ciążyć jak kamień u szyi przy pływaniu. Przy
        obecnych oprocentowaniach (jeśli się na nie załapaliśmy) $2300/miesiąc to
        jakieś 350 tys. kredytu, (a więc w okolicach NYC - typowy dom) pozostałe $700
        to podatek, który jak wiadomo TEŻ NIE MOŻE POCZEKAĆ AŻ NAM SIĘ POLEPSZY.
        Zasiłek który trwa 6-9 miesięcy będzie wynosił $450, będzie oczywiście
        opodatkowany i NIE BĘDZIEMY MOGLI LEGALNIE do niego dorobić. A potem albo zero
        albo znajdziemy pracę. Dwa etaty przy kasie w sklepie nie wystarczą. To są
        dokładnie sytuacje kiedy widzimy, że sprzedającym jest bank. Do tego rozwody,
        bankructwa na skutek choroby, zaskarżenia itp.
        Horror.

        *Tu Sondra zaczyna puszczac wodze fantazji, nie mowiac o tym ze zmienia fron,
        czyli mieknie jej rura: ktory ciagle
        nagradza pracowitosc i inicjatywe


        A z tym co piszesz o zadluzeniu absolutnie sie zgadzam. Jedna przewaga, ktora
        niektorzy przybysze z Polski, zwlaszcza z bylego Peerelu, maja nad Amerykanami,
        to podejrzliwa niechec do zaciagania wszelkich dlugow. Ale kupno domu to jest
        jedyny kredyt, ktorego niestety nie bardzo mozna uniknac - i przy odrobinie
        rozsadku mozna z niego wyjsc calo, jesli sie nie skacze wyzej swego ... ogona,
        czyli dokladnie jak napisales: nie trzeba kupowac czegos, na co nas nie stac,
        trzeba miec "gry plan" na wypadek utraty pracy itd.

        *Wiele innych narodow ma awersje do procentow. Nie tylko 'Polacy z PRLu' Tak
        piszesz jakby Polak z PRLu byl innym Polakiem z nie-PRLu. Co najwyzej wiecej
        widzial. Plan gry na wypadek wyrzucenia z pracy: takich jaj to juz dlugo nie
        slyszalem. Co sie przygotujesz, jak masz rodzine, niepracujacego malzonka i
        dwoje dzieci? Ze masz odlozone 'ustawowe' 6 miesiecy oszczednosci? To juz
        lepiej na wioslo do armii zbawienia...

        *Terapolka: oczywiscie genialne. Ja jeszcze dodadam ze jak poprzednio byl
        asfalt to przed nami tez musi byc asfalt, nie?

        I tu się zgadzamy ale nie do końca. Lżej? Chyba nie ale pewniej, bo wiesz że
        gładki asfalt po którym jedziemy szosą W TYM MOMENCIE - e gwarantuje że
        identycznie miło będzie za zakrętem za 9 sekund od teraz.

        Z działki: pracobiorca/pracodawca - jeśli ktoś jest traktowany fair to może
        będzie innych traktował fair ale oczywiście to tylko moja zasada.
        Sama n.p. wiesz, że śmieszne 10 dni urlopu w U$A powoduje nieustanne
        kombinacje alpejskie a to "sick day" a to okres a to głowa bolała - jeśli
        traktują Cię jak członka bandy chołoty - to i wzajemnie.
        *Bedziesz sluzyc panu wiernie to ci za to pierdnie... Tak bylo w Polsce
        szlacheckiej, hehehe...

        > trzeba miec "gry plan" na wypadek utraty pracy itd.
        Można nie mieć i 95% nie ma. No ale "niełatwo przyszło - łatwo poszło i na
        biednego trafiło".

        *Sondra, nie zebym sie nad toba znecal, ale twoj sposob pisania, tudziez
        nadmierne grafomanstwo naprawde kwalifikuja cie na autorke do Readers Digest.

        Jako od profesjonalistki zajmujacej sie, niewatpliwie, real estate,
        oczekiwalbym na tym anonimowym forum Polonia, ze bylabys bardziej otwarta w
        naswietlaniu niebezpieczenstw wynikajacych z nadmiernego zadluzenia. Dziewczyny
        ktore to czytaja zaraz leca i kaza mezowi kupowac dom! To jest wysoce
        niemoralne co ty robisz, Sondra. Chyba ze naprawde widzisz tylko swietlana
        przyszlosc. Wystarczy poczytac posty dziewczyn powyzej: tu ktos zarobil cwierc
        miliona w 3 lata...Przeciez to jest k. nonsens matematyczny!



        • jack39nyc Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 14:05
          no tak... jak do tego doliczyc deszcz meteorow, mozliwosc trzesienia ziemi,
          tornadna, nawet mozliwosc wypadniecia ziemi z orbity (tez taka isntnieje
          zapewniam) to w zasadzie nic tylko usiasc i czekac na smierc no bo po co zyc, a
          ojcow i matki ktore decyduja sie na sprowadzenie nowego zycia na ten swiat
          karac od razu za morderstwa, no bo dzieci przeciez i tak umra no nie?....

          kazdy powinien sam sobie zrobic rachunek sumienia i sam odpowiedziec na pytanie
          czy podolam temu wszystkiemu, i wtedy albo poszukac korn-flaka i usiasc z nim
          na poboczu drogi czekajac na wydarzenia i smierc albo zyc.... a zyjac no coz
          kazdy dzien przynosi male ryzyko, a utrata pracy to realia w normalnym swiecie
          ale jesli tak bedziemy myslec to nikt nic nie osiagnie... i nadal bylibysmy bez
          kolka....
          powodzenia
          • sexpert Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 17:19
            powiedz prosto: wkopales sie i nie ma juz wyjscia, a zyc trzeba.
            • jack39nyc Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 21:20
              sexpercie....
              no nie wkopalem sie uwazam ze zrobilem niezly interes, dom nowy (dwa lata) nie
              musze nic robic nadal nie place podatkow (tax abatement) w sumie splacone mam
              polowe pozyczki, male oprocentowanie (5.25% na 20 lat), splacic moge druga
              polowe bardzo szybko... aha i jeszcze jedno, ceny domow w moim rejonie wzrosly
              szalenie (trudno wyczuc dlaczego) a wiec z prawie 300k wskoczylo to teraz na
              grubo ponad 400k mowimy o tylko dwoch latach... no to powiedz mi czy sie
              wkopalem, to tylko finansowe uciechy.....
              dodac do tego nalezy pare innch uciech.... nikt nade mna nikt pode mna... garaz
              dla zabawki, cisza spokoj, blisko plaza, no i ta pieprzona trawa ktora trzeba
              scinac ale to raz na jakis czas staje sie powoli przyjemnoscia...
              ja nie narzekam.....
              • corn_flake Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 21:58
                czy sie wkopales? Odpowiem ci, to zalezy od ciebie jak myslisz. Wedlug mnie
                zalozyles sob ie niezly kaganiec. Pierwsze to jestes sprzataczem za wlasne
                pieniadze, musisz odsnierzac, szczynac trawku, co raz cignie cie do Home Depot
                a tam akurat TO CZEGO CI BRAKUJE DO PELNI SZCZESCIA, czyli kolejne stowy
                odplywaja w sina dal (hej, podwyzszam wartosc domu, nie?). Najgorsze ze jak
                jutro przyjdzie lepsza praca, to musisz powiedziec NIE, bo w dzisiejszych
                czasach juz nie chca przenosic. A jak stracisz prace to zona wysyla do
                pobliskiego sklepu pakowac torby.


                Nie wspominam o takich drobnostkach jak miec sasiada ktory JEST SOCJOPATA
                (ktory nie jest?), czy ze zaparkowal ci na rozach. ALbo jego kot nasral twojemu
                psu do miski pod TWOIMI drzwiami. Nawe masz zdjecie tego autora stawiajacego
                ekskrement ale oczywiscie to ciebie nie satysfakcjonuje...

                Albo sasiad, postawny bladyn o tajemniczym spojrzeniu dobiera sie do twojej
                zony a ta uwaza ze to NORMALNE.

                Albo galaz z drzewa tego socjopaty (ACHA!) spadla na twoj dom i szlag trafil
                dach). No ale po co tak zaraz patrzec negatywnie. Zycie jest wszak piekne i
                nagrodzi nasz trud- po smierci.

                PS Postudiuj troche wiary protestanckiej a zrozumiesz dlaczego ich sposob zycia
                nie za bardzo musi odpowiadac innowiercom.


                • jack39nyc Re: Czy to jest dobry okres na kupno domu?? 19.08.03, 22:51
                  no coz nie mam sasiadow z kotami, ani psami, galezie tez nie spadna mi na dom
                  bo nie ma wokolo wielkich drzew.... moj sasiad nie jest urodziwym blondynem i
                  nie poniewaz jestem troche wiekszy chlop niz te moje sasiady... itd...
                  narazie jest to przyjemnosc... mam frajde... dom jest nowy wiec nie musze go
                  naprawiac (za naprawy pewnie zaplacilem w cenie nowego domu), a jak z praca
                  bedzie krucho to wtedy bede myslal co zrobic, pewnie wtedy splace od razu dom
                  wtedy i nie bede mial problemu ze splatami.... poza tym pomysl sobie 2200SF vs.
                  1375SF (poprzednie moje kondo)... wole jednak domek... nawet z sasiadami za
                  ogrodzeniem byle nie na klatce schodowej
                  no coz nie mozna byc takim strasznym pesymista, przeciez nie wali sie wszystko
                  na ziemie....
                  zycze troche wiecej optymizmu
                  to wtedy moze bedzie latwiej zyc
      • sondra Do Monie_pl 18.08.03, 03:47
        monie_pl napisa?a:

        >
        > Czy tutaj takze mozna dostac pozyczke z malejacymi ratami? Nie wiem dokladnie
        > jak to ejst, ale jakos tak mi wyszlo, ze w Polsce jest to najlepszy kredyt,
        bo
        > splacam i odsetki i kapital, a co w danym miesiacu nadplace to idzie na
        > kapital a nie na odsetki dla banku, wiec wydaje sie ze taki kredyt tutaj tez
        > powinien sie znalezc. Czy ktos cos wie na ten temat i jak taki kredyt sie
        > nazywa?

        Nie wiem, czy banki oferuja pozyczki hipoteczne tak "skonstruowane" zeby
        splacac ciagle te sama sume kapitalu i malejacy procent. Ale mozesz sobie sama
        tak ulozyc splaty - tzn. do przewidzianej minimalnej splaty doliczac okreslona
        przez Ciebie sume (jesli chcesz - malejaca), ktora wlasnie bedzie zaliczana na
        konto kapitalu. Nie musza to zreszta byc regularne doplaty - mozesz wplacic
        wieksza sume kiedy tylko dysponujesz ekstra gotowka. Wiekszosc obecnych
        pozyczek nie przewiduje zadnych kar za przedplaty, wiec w ten sposob splacasz
        dom szybciej niz przewidziano w umowie. Stopa procentowa pozostaje ta sama jak
        w wyjsciowej umowie (jesli to kredyt o stalym oprocentowaniu), ale nalezne
        odsetki bank Ci przeliczy wg rzeczywistego okresu czasu przez ktory trzymalas
        kapital (jesli chcesz wiedziec ile im jestes naprawde w danym momencie winna,
        prosisz o tzw. payoff balance).
        • terapolka Nimo co kumbinować! 18.08.03, 05:41
          Przy aktualnie jeszcze dostępnym oprocentowaniu (~6%) nie należy wymyslać
          wynalazków p.t. słoniowe procenty, balonowe pożyczki i inne stopy zmienne.
          PROSTE 30 lat (lub 15 jak nas stać), bez punktów i cudów.
          I albo/i spłacać ociupinkę częściej i/lub ociupinkę więcej - w miarę
          możliwości. Każde $50 ekstra ROBI!
          I kombinować trzeba tak, że nawet jeślibyśmy zostali z jedną pensją to będzie
          cienko ale MUSI starczyć.
          A więc nie lećmy w tę podróż takim samolotem, który do prostego lotu musi mieć
          oba motory na pełnych obrotach - bo źle się to w 100 lecie lotnictwa skończy!

          Rynek zmiękł ostatnio nieco (wreszcie!) i okazje są możliwe, ale załatwmy
          pożyczkę przedwstępnie (z "rate lock?") NAJPIERW zanim pojedziemy oglądać domy
          i pałace, żebyśmy nie wyszli/wyszły na/za Paca...

          • ja_gienka Re: Nimo co kumbinować! 18.08.03, 16:14
            Terapolko, to nie jest zupelnie tak jak piszesz. Zaraz po przyjezdzie
            (przywiezlismy $50,000 ze soba) jeszcze nie majac pracy a juz kupilismy dom. To
            bylo wiele lat temu. Powoli dostalismy prace i ten dom utrzymalismy (pracy nie
            mozna stracic jak sie jej nie ma, nie?) Kupilismy dom za $150,000 a ten dom
            jest teraz wart ok $240,000 i na pewno ni9e byloby problemu ze sprzedaza bo
            przeciez ludzie gdzies musza mieszkac a ziemi wiecej nie robia. Pozdrawiam
            goraco.
            • terapolka Re: Nimo co kumbinować! 18.08.03, 18:09
              ja_gienka napisał:

              > Terapolko, to nie jest zupelnie tak jak piszesz. Zaraz po przyjezdzie
              > (przywiezlismy $50,000 ze soba) jeszcze nie majac pracy a juz kupilismy dom.
              To
              >
              > bylo wiele lat temu. Powoli dostalismy prace i ten dom utrzymalismy (pracy
              nie
              > mozna stracic jak sie jej nie ma, nie?) Kupilismy dom za $150,000 a ten dom
              > jest teraz wart ok $240,000 i na pewno ni9e byloby problemu ze sprzedaza bo
              > przeciez ludzie gdzies musza mieszkac a ziemi wiecej nie robia. Pozdrawiam
              > goraco.

              Pozdrowienie przyjęte, ale to chyba Ty coś nie tak piszesz.
              Jeśli było to wtedy kiedy za $50 tys. można było kupić dom to znaczy, że było
              to dosyć dawno temu albo na pardon - zadupiu. N.p. w Kansas albo Alabamie czy
              bagnach Florydy.
              Sama piszesz: dzisiaj trzebaby dać $250 tys.
              Pokaż mi kto z PL przyjeżdża z 250 tys. gotówki w staniku w celu kupienia domu
              w moment po przyjeździe do nowego kraju, bez pracy, bez kontaktów i znajomosci
              realiów? Ja nie piszę, że zmyślasz. Tak mogło i może być. Ja piszę, że to się
              kupy nie trzyma.
              Tak czy owak gratuluję NIEBYWAŁEGO optymizmu i poczucia humoru.
              A tak nawiasem mówiąc to gdybym ja miał luźne 250 tys. to rozkręciłbym nimi
              biznes a nie kupował dom w czasach kiedy pożyczki dają na 6%. Na dzisiaj z
              każdego włożonego w firmę dolara wyciągam na czysto 50 centów. Czy jakbym
              włożył 50 tys. to wyjąłbym 75? Może tak a może nie ale oddychałbym głębiej,
              lepiej. To czy możesz czy nie możesz dostać za Twój dom $250 tys. jest bez
              znaczenia. Co ma znaczenie to czy dostaniesz tzn. CO POTEM? Wyjedziesz do
              Polski i słuch zaginie czy kupisz kolejny dom za $50 tys. a za różnicę kolie z
              brylantami? Sama piszesz: trzeba gdzieś mieszkać!

              Tak więc podsumowując: Twoją radę, żeby przywieźć z PL 50 tys. USD gotówką i
              kupić w U$A dom uważam za DO BANI albo kupę pustego śmiechu. No ale to nie
              moja forsa, choć moja farsa i moge sobie faszerować...
              • terapolka 50, 150 czy 500 - jeden kit. 18.08.03, 18:14
                OK, nie doczytałem. Dom był za 150 tys.
                Tak czy owak imigrantów z PL z 50 tys. USD w kieszeniach - nie ma zbyt wielu.
                A nawet gdyby, to za $50 tys. NA PEWNO da się w U$A rozkręcić firmę (taki
                piękny kraj!) a nie da kupić domu bez znacznego poza tym zadłużania się. Nawet
                mając 500 tys. gotówki warto wziąść kredyt na 6%, bo $500 tys. jest w stanie
                zarobić więcej - lub jesteśmy głąby i nie należy nam się $500 tys.
                • ja_gienka Re: 50, 150 czy 500 - jeden kit. 19.08.03, 05:30
                  To przeciez nic straconego: moge sprzedac dom za $250,000 i uruchomic lepszy
                  biznes niz za $50,000, nie? Tylko jaki to jest biznes w ktory wklada sie
                  $250,000 a wyciaga $375,000, po roku oczywiscie, a potem co rok to prorok czyli
                  tyle samo. Czy o tym piszesz? Sluchaj, jakby tak bylo jak piszesz, ze wkladasz
                  i wyciagasz 5-% to przeciez lokalni by to juz dawno zrobili a tu im nie za
                  bardzo idzie: gotuja zupe na zapleczu i modla sie o $25,000 zeby wyszly w ciagu
                  roku i to przy zatrudnienie tak 3 czy 4 osob. Nie jest tak slicznie jak
                  piszesz, Terapolko. Te twoje 50% co wkladasz w twojinteres to podejrzewam jest
                  jakis lepszy program czy tez jakis lekki marketing.

                  PS Slicznie ze zauwazylas, bo mysmy przywiezli 50 ale dopozyczylismy reszte i 4
                  osoby, dwa malzenstwa dobrze sie nacharowaly zeby te cholerna chalupe utrzymac.
                  Teraz jak juz czesc pomarla to mam mozliwosc sprzedania.
                  • terapolka 25 tys.$? 19.08.03, 13:41
                    ...no to ładne perspektywy roztaczasz przed Aniutkiem, która właśnie całe
                    serce wkłada w otwarcie knajpy i już modrymi oczmi wyobraźni kombinuje jaką
                    zupcię mieszać... nie ma co.

                    Na knajpach się nie znam. A moje 50% jest na niższym poziomie niż 250 tys.
                    Gdyby to było 250 tys. to i koszty wzrosłyby znacznie. Nie nie jest to
                    żaden "plan piramidalny". Ot - sprzedaż detaliczno-hurtowa technicznego
                    półproduktu - nic sexy.

                    A tak swoją drogą to co powiesz na plan działań stary jak świat: kupić chałupę
                    parorodzinną korzystając z niskich oprocentowań i najpierw samemu mieszkając -
                    wyremontować do akceptowalnego poziomu, wynająć i potem następną?
                    Kokosów nie ma, zamieszania też trochę jest, ale znam wiele miejsc gdzie
                    całkiem w miarę można kupić za 60-100 tys. a ceny mieszkań do wynajęcia są 800
                    za jednosypialniowe. Gdybym nie miał się czego czepić - tak właśnie bym
                    zrobił.
                    Oczywiście zawsze wchodzi w grę ryzyko ale... itd.
                    • terapolka dobry okres? 19.08.03, 17:41
                      jack39nyc napisał:

                      > Tez mieszkam w NYC, i moge tylko dodac (do listu sondry) ze jesli planujecie
                      > mieszkac w tym domu okolo 7 lat, to napewno wam sie powinno to oplacic.
                      > Podpowiem wam jeszcze jedna rzecz jesli planujecie kupic dom np na Staten
                      > Island, i jest to nowy dom to bedziecie mieli tzw Tax abatement jest to
                      przez
                      > okres do 8 lat, na Brooklynie na okres do 15 lat (tylko nowe budownictwo!).
                      > Poza tym, wezcie pod uwage ze jesli teraz chcecie mieszkac w niezlym miejscu
                      w
                      > NYC to za rent trzeba placic straszne ceny.
                      > Przeliczyc trzeba czy wam to sie oplaci (kazdy jest w innej sytuacji) i
                      wtedy
                      > zadecydowac, napewno jest to niezly czas na kupowanie domu, ja pare miesiecy
                      > temu przefinansowalem swoja pozyczke na 20 lat i rates byly swietne ja mam
                      > 5.25%, nieplacilem tez ani origination fee ani zadnych punktow, sprawdzcie
                      > rates na necie ale tez zadzwoncie do bankow bezposrednio czasami daja troche
                      > lepsze oferty, polecam Wells Fargo i HSBC.
                      > no i najwazniejsze... pamietajcie ze wasze rachunki za gas, prad, dojdzie
                      tez
                      > rachunek za wode, dojdzie podatek (jesli to dom stary),
                      > w kazdym badz razie musicie liczyc na w zasadzie podwojenie sie waszych
                      > rachunkow za tzw mieszkanie (wliczajac mortgage).
                      > Ceny domow rzeczywiscie sa jak z ksiezyca.... ale niestety nie ma co liczyc
                      na
                      > to ze spadna jakos dramatycznie (jesli wogole) za to oprocentowanie moze
                      > wzrosnac.
                      > Polecam tez wynajecie sobie dobrego adwokata i inzyniera (jesli to stary
                      dom),
                      > bo bez niego mozecie wpedzic sie w niezle klopoty, no i sami uwaznie
                      > przeczytajcie kazdy papier, aby sie upewnic czy wszystko jest w porzadku,
                      duzo
                      > ludzi wierzy adwokatowie bezgranicznie i... wlasnie wtedy sa klopoty.
                      >
                      > Jesli kupujecie dom ktory ma wiecej niz 20 lat sprawdzcie system HVAC,
                      > elektryke i hydraulike, dach oraz piwnice, w niektorych rejonach moga miec
                      > klopoty w czasie deszczow...
                      > radze tez przejechac sie wieczorem i w nocy w miejsce w ktorym chcecie kupic
                      > dom i popatrzec jak tam jest (to jest rada ktora dostalem od znajomego,
                      > czlowiek o takich rzeczach nie mysli czasami).
                      > Zobaczcie czy sa dobre szkoly i
                      > w jakiej odleglosci (to jesli macie dzieci). oraz czy sa jakies zaklady czy
                      > nie... a i kluby nocne....bo to znaczy glosne wieczory
                      > powodzenia

                      No tak, powodzenie jest potrzebne, problem z tym że nie przyjdzie samo.
                      A sprawdzić oczywiście trzeba wszystko, choć niekoniecznie płacąc i wierząc
                      adwokatowi. Mój dom ma 150 lat co samo w sobie brzmi jak ryzyka jak diabli i
                      cały czas coś robimy - aktualnie ogrzewania podłogowe (POLECAM GORĄCO!) i
                      podgrzewane chodniki przy okazji. Posadziliśmy też mnóstwo roślin (samych
                      choinek 20 i Bogu Dzięki za mokre lato!) i jak patrzymy na fotografiie sprzed
                      roku to aż się wierzyć nie chce, że to ten sam dom.

                      Jeśli za dwu-trzy-sypialniowe mieszkanie mamy dać $1000-1200/miesiąc
                      wynajmując vs. miesięczna spłata rzędu $1300 + 200 na inne opłaty to czas na
                      kupowanie jest zawsze - aby tylko nie przegiąć zapozyczając się po uszy.
                      Nie wiem co jeszcze mądrego możnaby dodać.

                      • jack39nyc Re: dobry okres? 19.08.03, 21:26
                        terapolka... no coz przewaznie nas (tych ktorzy kupili) krytyuja ci ktorzy nie
                        kupili, albo cos odwalili po drodze w kupowaniu domu, teraz jest taki okres
                        gdzie ci ktorzy kiedys mnie krytykowali za to co robie (kupowanie domu, mialem
                        kiedys kondo) ale ci wszyscy teraz kupuja domy, no i ja przypominam im to co
                        oni przedtem do mnie mowili....
                        fakt jest faktem niczego nie ma za darmo ale jesli kogos stac na dom to napewno
                        nie ma sie co ogladac, a i jaka ulga przy rozliczeniach... nie wspomne....
                        • jaga_nj Re: dobry okres? 19.08.03, 21:45
                          Dla mnie kupno domu jest najbardziej oplacalna inwestycja jakiej mozna w zyciu
                          dokonac.Teraz mamy drugi dom, nowszy, ladniejszy ,wiekszy ale dalej wymaga
                          nakladu naszej pracy na co musza byc przygotowani wszyscy chetni do zakupu.W
                          moim przypadku jest to dom dwurodzinny i wiekszego nie chce, bo nie lubie
                          lokatorow tzn. w duzej ilosci.W przyszlosci planuje zamiane lub dokupienie:)
                          jednorodzinnego...coz tak juz mam ze lubie totalny spokoj. A do czego daze?
                          Mianowicie, ze nigdy nie ma zlego okresu na kupno domu, trzeba wiedziec czego
                          sie chce, zacisnac pasa i wziasc sie do roboty a efekty na pewno beda
                          widoczne. Nie mowiac o swobodzie bycia na swoim, nie ma nic wspanialszego i w
                          zyciu nie chcialabym wrocic na "rent".Jesli chodzi o ceny domow to raczej nie
                          ida w dol tylko odwrotnie, ewentualnie stoja w miejscu przez kilka lat. Takie
                          sa moje obserwacje, a obserwuje caly czas...bo a nuz trafi sie jakas okazja.
                          Wszystkim poszukujacym zycze powodzenia i goraco polecam:))))
                        • corn_flake Re: dobry okres? 19.08.03, 21:47
                          wiesz co Jack? To jest truizm ze nic nie ma za darmo. Powtarzasz to zeby dodac
                          sobie animuszu ze dobrze robisz. Jezeli uwazasz ze dobrze robisz to znaczy ze
                          wszystko jest ok, nie? Ja wlasnie nauczylem sie jak te procenty sa naliczane,
                          jak banki operuje na wlasnych doswiadczeniach. Jest dosyc szokujace gdy pytasz
                          bank w poniedzialek ile wynosi ostateczna splata pozyczki a oni za dwa tygodnie
                          jeszcze zadaja $700 no bo przeciez do momentu gdy dostali czek (skasowali,
                          nie?) to uplynelo kilka dni. Za kilka dni...closing...insurance...taxes...
                          lower interest rate? Back to the beginning. Jak ktos ma niski pulap mozgu to
                          wszystko wydaje sie piwnica.


                          Jest duzo rzeczy za darmo :) i na kazdy temat tylko trzeba miec ciut szczescia
                          i wiedziec gdzie sie tego szuka. To jest stara szkola ktora mowila ze po szkole
                          (podstawowej?) idz do pracy na kolei i kup dom... Wiele sie zmienilo od tamtej
                          pory, jest wiele wariantow posrednich i nie tak oczywistych jak 'pan Tom kupuje
                          dom'. Dom nie jest rozwiazaniem dla kazdego a juz na pewno nie dla dziewusi
                          ktora wisi na jakichs pol lewych papierach i maz chce ja wyslac spowrotem do
                          Chelma. Stary dom to jak stara zona.

                          PS Wiem ze jestem chamem.
                          • jack39nyc Re: dobry okres? 19.08.03, 22:55
                            no coz.... nie kupuj domu Ty... ale inni... no coz... powiem wam ze to niezly
                            pomysl z domem, poniewaz nie lubie lokatorow wiec mam jedno rodzinny... no coz
                            teraz czekam na deszcze meteorow...
                            • cmok_wawelski Dyskusje z babami 20.08.03, 17:53
                              Na temat
                              www.usatoday.com/money/perfi/housing/2003-08-19-prices_x.htm
                              Nie na temat
                              finance.ninemsn.com.au/money/Property/stories/education_193.asp
                            • corn_flake Re: dobry okres? 26.08.03, 15:56
                              koles czepiasz sie mnie na tym forum jak pijany plotu. Czy ja mam dom czy nie i
                              ile za ile, to przeciez i tak nie wiesz i nie bedziesz wiedzial. Polecam za to
                              fajna lekturke tych ktorzy na pewno maja (lub mieli):

                              Kupilem dom. Tanio dawali, to co mialem nie kupic. Poniewaz jednak polonijne
                              redakcje nie placa astronomicznych honorariow (ja sie nie skarze, Panie
                              Redaktorze, ale sam Pan rozumie...), kupilem go w stanie nadajacym sie do
                              remontu. To znaczy - dom nadawal sie do remontu; bo ja to juz calkiem inna
                              sprawa...
                              No to remontowali my. Jeden fachowiec zrobil podlogi na elegancko, inny z
                              kolegami wyniosl sterte szmelcu z piwnicy, by zastapic ja nowym - wybaczy Pan,
                              Panie Redaktorze - drajlolem, jeszcze inni... Ano wlasnie. Zanim jednak przejde
                              do sprawy owych dwoch fachowcow, musze poczynic wyznanie natury ideowej. Remont
                              robilem patriotycznie. To znaczy - jak juz mialem zatrudniac fachowcow do
                              czegokolwiek, dzwonilem po firmach polonijnych, lub zapraszalem do wspolpracy
                              panow Jozkow, czy Staszkow. Zadnego w tym wyrachowania - ze to niby bedzie
                              taniej lub lepiej. Po prostu - mam juz komus dac zarobic, czemu nie rodakowi?
                              Tak wiec, w efekcie takiej to wlasnie mojej postawy ideowo-patriotycznej,
                              nad wyglancowaniem kuchni w moim nowym domu zaczeli trudzic sie panowie Zbyszek
                              i Jurek. Podjeli sie wykonac "kastom kiczen" jak sie patrzy. Mieli na to dwa
                              tygodnie.
                              W szesc tygodni pozniej nie wytrzymalem nerwowo i poprosilem "fachowcow", by
                              opuscili zamieszkany juz przeze mnie dom. Wole do konca zycia mieszkac w
                              niewykonczonej kuchni niz chocby jeden jeszcze dzien patrzec, jak im robota
                              parzy paluszki.
                              Takich partaczy jak pan Jurek i pan Zbycho nie widzialem od ponad dwudziestu
                              lat. Mniejsza juz o to, ze nic w "zrobionej" przez nich "kastom kiczen" nie
                              nadaje sie wlasciwie do uzytku - spomiedzy kafelkow wychodzi niewlasciwie
                              polozony kit, szuflady kuchenne nie otwieraja sie, bo "fachowcy" zle przycieli
                              material, okleina z arboriteu odlazi, bo "fachowcy' nie wiedzieli, ze trzeba
                              zostawic jakis luz, to jest za male, tamto za duze, nic do niczego nie pasuje,
                              tu krzywo przycieli, tam zle wkrecili zawias.
                              Oczywiscie - nie zamierzalem tak naprawde w takiej kuchni mieszkac do konca
                              zycia (ani nawet nieco krocej), wiec zawolalem innych fachowcow.
                              Najsympatyczniej bylo ogladac Portugalczyka z kucykiem. Wszedl, rzucil okiem na
                              dzielo "fachowcow" i... zamarl. Doslownie. Szczeka opadla mu nizej kolan.
                              Chodzil po kuchni milczac i przygladal sie. Tu usilowal otworzyc drzwiczki, tam
                              chcial inne wyrownac. Przyjrzal sie szafkom, polkom, blatom. I nic nie mowil. W
                              koncu nie zdzierzyl i zapytal: "Oni sie na tym uczyli fachu?"
                              Portugalczyk nic mi nie pomogl. Oswiadczyl krotko - tego nijak nie oplaca
                              sie naprawiac. Najtaniej bedzie wyrzucic wszystko w czorta i wstawic nowe. U
                              niego taka kuchnia z plyt oklejanych arboritem kosztuje... (i tu rzucil cene o
                              polowe nizsza od tego, co chcieli wziac "fachowcy" pan Zbynio i pan Jurek). A
                              za ich cene on podejmuje sie zainstalowac szafki kuchenne, szuflady i blaty z
                              prawdziwego debu. W jeden weekend.
                              Mniejsza o moja kuchnie. Mniejsza o nazwiska i numery telefonow pana Zbyszka
                              i pana Jurka - polonijnych fachowcow, ktorzy niejednego jeszcze naciagna. Nie
                              mam nawet zamiaru ostrzegac przed korzystaniem z ich "fachowych" uslug. W
                              pewnym sensie - kazdy, kto ich zatrudnia, sam jest sobie winien. Grzech
                              naiwnosci nalezy odkupic poprzez ogladanie spektaklu, jak to jeden "fachowiec"
                              udaje, ze cos robi, a drugi patrzy pierwszemu na rece i komentuje (nigdy nie
                              widzialem, by pan Zbynio i pan Jurek pracowali jednoczesnie!). Nalezy za
                              naiwnosc zaplacic chocby piwem, ktorego fachowcy dopraszaja sie niczym bezdomni
                              z Yongeu dolara "na kawe".
                              Idzie mi - jako polonijnemu komentatorowi zycia w co mniej sympatycznych
                              jego przejawach - raz jeszcze o przejaw patriotyzmu. Z calej tej kuchennej
                              awantury wynika, co nastepuje:
                              1. Jesli pan Zbychu i pan Jureczek pojda kiedys cos robic u jakiegos - dajmy
                              na to - Portugalczyka, to ten (jesli zna niemiecki) skomentuje ich wyczyn
                              okresleniem "Polnische Wirtschaft". Bedzie to oczywiscie ze strony danego
                              Portugalczyka niesprawiedliwe, bedzie przejawem myslenia stereotypami, bedzie
                              dowodem uprzedzenia, bo przeciez Kopernik, Szopen, Wit Stwosz, szwolezerowie i
                              Huta Katowice... Organizacja - dajmy na to - Polonia Przyszlosci calkiem
                              slusznie wytknie torontonskim Portugalczykom ich bledy, ale Portugalczycy beda
                              wiedziec swoje i wyrobia sobie opinie o polskich "fachowcach" (takie jest
                              zycie, prosze Panstwa!) i tylko panu Zbychowi i panu Jureczkowi wlos ze
                              spokojnej glowy nie spadnie.
                              2. Jesli ktos z Polonusow zatrudni oby "fachowcow" do pracy trudniejszej niz
                              wyniesienie smieci, ow szlachetny skadinad czlowiek zaplaci za narodowa
                              lojalnosc spartaczona kuchnia, odpadajacymi kafelkami w lazience,
                              przeciekajacym garazem, wyboista kostka, krzywym stolem, przycieta "pod wlos"
                              trawa albo licho wie czym innym. Niewatpliwie zas - stratami w dolarach i
                              nerwach.
                              3. Tak czy inaczej - kto bedzie mial z owymi "fachowcami" do czynienia, ten
                              zacznie wyciagac wnioski dotyczace Polakow, Portugalczykow,
                              Chinczykow "kanadoli" i czort wie kogo jeszcze.
                              A wszystko to przeciez nie ma zadnego sensu! To po prostu dwaj bezprzykladni
                              partacze, dwaj bezwstydni naciagacze, dwaj lenie, ktorym nie chcialo sie nawet
                              przerobic pierwszej lekcji w zakresie solidnej pracy, dwaj szmaciarze niegodni
                              zaufania...
                              I to wszystko. Nie ma tu kwestii patriotycznej. Jest dwoch lazegow i
                              spartaczona kuchnia, ktora trzeba bedzie wybebeszyc i zrobic od nowa.


                              • corn_flake To bylo do tego Jacka Meoff 26.08.03, 15:58
                                Poradnik dla tych co wybieraja sie do Stanów Zjednoczonych

                                Wstep
                                Wynaleziono tabletki na ból glowy, brzucha, krople na serce itd. Ludzkosc
                                coraz smielej patrzy w gwiazdy i poza nie, ale jak do tej pory nie wynaleziono
                                lekarstwa na chorobe zwana Emigracja i Ameryka. Wiekszosc Polaków na te
                                paskudztwa choruje. Aby im pomóc ulozylem maly poradnik - recepte, który mozna
                                stosowac jako terapie wstrzasowa. Zanim jednak tutaj przyjedziesz chcialbym ci
                                przypomniec, ze do Ameryki przybywali ci, którym w ich wlasnym kraju bylo zle,
                                którzy zostali skazani na Ameryke przez innych. Ziemia palila im sie pod
                                stopami, a nie bylo dla nich miejsca, w którym mogliby schronic sie. Albo ci,
                                których ponosila wyobraznia, ze gdziekolwiek indziej jest lepiej. Albo ci,
                                którzy uciekaja przed soba, którzy nie potrafia sami sobie pomóc w ich wlasnych
                                krajach. Do której kategorii siebie bys zaliczyl? Ameryka jest mitem osnutym na
                                wierze, ze tutaj wszystko mozna. Interpretowanym na tyle sposobów, ile jezyków
                                o niej mówi. Symbolem Ameryki jest dolar. Ameryka jest legenda przekazywana
                                sobie z pokolenia na pokolenie, nie majaca wiele wspólnego z rzeczywistoscia.
                                Jak wiekszosc legend Ameryke latwiej jest opowiedziec niz opisac. Ameryka jest
                                snem wysnionym przez ludzi niespokojnych, którym codziennosc nie wystarczala do
                                zycia. Którzy nie mieli na chleb lub którym chleb nie smakowal w ich kraju.
                                Ameryka jest marzeniem o smaku miodu, o tym, ze gdzies indziej zawsze jest
                                lepiej, piekniej. Marzeniem do którego wszyscy sie usmiechamy na mysl, ze
                                mozemy byc czescia tego marzenia. Ameryka jest wolnoscia dla tych co nie mieli
                                jej w ich krajach, a takze lancuchem niewolniczym dla tych, których tutaj nie
                                stac na nia. Mysl o Ameryce tak jak mysli sie o raju. Moga byc w niej
                                szczesliwi tylko ci, których na nia stac, albo na nia zasluguja. Na wolnosc
                                trzeba zapracowac i zasluzyc sobie. Nic za darmo.
                                1. Przez lata myslales o Ameryce, ale nawet jednego zdania po angielsku nie
                                nauczyles sie, to bardzo dobrze, rodacy pomoga ci wyzbyc sie nadziei juz w
                                pierwszym miesiacu. Bedziesz przywiazany do nich jak wiezien do swojej kuli u
                                nogi. O wszystkim pomyslales tylko nie o tym, ze w Ameryce mówia po angielsku,
                                a ty nie masz nawet slownika.
                                2. W Polsce nauczyli cie, ze mieszkasz w kraju o duzych tradycjach
                                kulturalnych i historycznych, honorze, umilowaniu do wolnosci. Byc Polakiem to
                                brzmi dumnie i pieknie. To moze byc prawda... ale tutaj w Ameryce Polacy slyna
                                z ciezkiej harówki, sprzatania, to nasza amerykansko-polska duma narodowa.
                                zadna praca nie hanbi. Pamietaj o tym. Dlaczego Polacy wykonaja te najgorsza?
                                Bo tak sie zlozylo. Cala Europa Wschodnia sprzata, Ameryka Poludniowa tez,
                                glowa do góry.
                                3. W Polsce rózni zyczliwi ludzie naopowiadali ci róznych rzeczy o Ameryce.
                                Naogladales sie filmów kreconych w Hollywood, naczytales felietonów
                                dziennikarzy trzymanych za szklanymi drzwiami Ameryki – jak jaki glupi.
                                Niestety tutaj nic sie nie sprawdzi. Nikt nie powiedzial ci prawdy, mówil
                                banaly, powolywal sie na autorytety.
                                4. Najwiecej do powiedzienia o Ameryce maja ci co przyjechali tutaj na
                                kilkanascie miesiecy. Nikomu nie ufaj, twoja Ameryka to bezustanna modlitwa do
                                Boga o zdrowie i prace. Dopiero po kilku miesiacach, bedziesz z duma mówil, ze
                                pracujesz. Klaskal w dlonie, dzwonil do kraju i opowiadal o sobie takim tonem
                                jakim Homer pisal o przygodach Odyseusza.
                                5. Pierwsza rzecza, z która sie zetkniesz w swojej amerykanskiej karierze
                                bedzie odkurzacz, szmata na kiju i worek plastikowy na smiecie. Nie przejmuj
                                sie poczatki sa trudne, pokochasz kurz, który bedzie mial dla ciebie wartosc
                                zlota.
                                6. Duzo slyszales w Polsce o Ameryce na pewno i tym, ze w Ameryce jest
                                zdrowe powietrze . Tak to prawda, wielu polskich emerytów bedzacych w kraju na
                                emeryturze od lat, tutaj pracuje ciezko jak konie i jeszcze chwala sobie
                                prace.Tak im Ameryka sluzy.
                                7. Slyszales, ze w Ameryce dolary rosna na drzewach, albo leza na ziemi, tak
                                to prawda, trzeba tylko sie po nie schylac. Dlatego juz w Polsce rób przysiady,
                                tutaj dobra zaprawa fizyczna na pewno ci sie przyda.
                                8. Nikogo tak naprawde nie interesuje czy masz pozwolenie na prace czy tez
                                nie, bedziesz pracowal w charakterze niewolnika w najlepszym przypadku
                                sluzacego. Nikt tez nie bedzie pytal cie o jakiekolwiek dokumenty,
                                wyksztalcenie dlatego swoje dyplomy zostaw w domu. Najlepiej o nich zapomnij,
                                tutaj moga byc ciezarem, a po co ci dodatkowo dzwigac.
                                9. Pociesz sie tym, ze na twoim zmywaku pracowalo pieciu magistrów, trzech
                                docentów a nie jeden profesor w Polsce marzy o tym, aby je zajac. Przecietny
                                zarobek amerykanskiej pomocy kuchennej to w Polsce akademicka fortuna. Pamietaj
                                o tym, dlatego prace trzeba szanowac i cenic. Boss zawsze ma racje nawet gdyby
                                jej nie mial.
                                10. Nie próbuj zaprzyjazniac sie z ludzmi, z którymi pracujesz, ani nigdy
                                nie mów zle o swojej pracy. Moze to byc wykorzystane przeciwko tobie. Pamietaj,
                                ze zawsze jest wiecej chetnych do pracy niz pracy.
                                11. Rodzina czy znajomi, którzy cie do Ameryki zaprosza wyrzadza ci wielka
                                krzywde, ale ty tego jeszcze nie wiesz. Dopiero bedac tutaj o tym sie
                                przekonasz na razie jestes im wdzieczny. Gdy bedziesz tutaj oni beda tobie
                                wdzieczni gdy zapomniesz ich numer telefonu.
                                12. Po pól roku szesciodniowej pracy po 12 godzin stac cie bedzie juz na
                                wynajecie mieszkania na parterze, ale piwnica w której mieszkasz spodoba ci
                                sie, poza tym po co tyle dolarów wyrzucac. Zaoszczedzone dolary w piwnicznej
                                izbie dodadza ci splendoru w Warszawie, ale przyjaciele beda ci ich zazdroscic.
                                One stana sie koscia niezgody pomiedzy toba a nimi.
                                13. Po roku wygasnie ci wiza, pierwsze marzenia o duzych pieniadzach masz
                                juz za soba. Rodacy nauczyli cie milosci do rodziny i ojczyzny. zona w
                                Bialymstoku bedzie najdrozszym skarbem a Polska wspanialym krajem, w którym
                                trudno zyc. Przestaniesz sie dziwic wszystkiemu, staniesz sie wyrozumialszy dla
                                blizniego. Jeszcze nie bedziesz rozumial Ameryki, ale docenisz wartosc swoich
                                rak. Nastapia pierwsze objawy choroby emigracyjnej. Co to takiego jest ?
                                Rozpoznasz ja po trzech latach pobytu za granica.
                                14. Najwyzszy czas pomyslec o sobie, zyciu, rodzinie i wlasciwie po jakiego
                                diabla ja tutaj przyjechalem? Jaki jest sens mojej tutaj wegetacji? Jaka cene
                                musze zaplacic za rozlake? Czy to wszystko sie oplacalo? Dojdziesz do wniosku,
                                ze nie. Lepiej bylo siedziec w domu. Ale teraz jest juz za pózno. Co robic?
                                15. Z czasem panstwo polskie potraktuje cie jak obocokrajowca, zona jako
                                zrodlo dochodów a dzieci jako przetarg i powód do zazdrosci w rozmowach z
                                rówiesnikami. Amerykanska demokracja, o której w Polsce snilo ci sie po nocach
                                wykorzysta cie do maksimum. Twoja bezbronnosc wobec prawa i rodaków to
                                najlepsza lekcja zycia, za która zaplaciles najwyzsza cene, ale niestety
                                niczego sie nie nauczyles.
                                16. Ulozysz sobie osobiste zycie z kobieta, której nawet nie lubisz, coz
                                dopiero mówic o milosci, ale bedziesz szczesliwy. To fenomen emigracji, stac
                                cie bedzie na duzo wiecej niz w Polsce, ale bedziesz potrzebowal duzo mniej.
                                Nie bedziesz mial prawa do zasilku, pomocy spolecznej, bezrobocia,
                                ubezpieczenia medycznego, ani emerytury czy renty, ale bedziesz szczesliwy.
                                17. W listach do rodziny ani slowem nie wspomnisz, ze ciezko, ze tesknisz,
                                ze jest ci zle. Napiszesz: "wracam na wiosne, po Nowym Roku, za niedlugo".
                                Dlatego jeszcze przed wyjazdem z kraju uswiadom sobie, ze tutaj moze i
                                zarobisz, ale sie nie oplaca wyjezdzac. Jak to ci wytlumaczyc? Stracisz rodzine
                                i przyjaciól. Nie wiem, najlepiej szukaj Ameryki w Polsce, ale tak naprawde to
                                ty jestes Ameryka dla siebie i swojej rodziny. Badz wlasnym Kolumbem i odkryj
                                swoja Ameryke dla siebie w sobie. Najlepiej na tym zarobisz. Prosze wierz mi.


                                • virus_forumowy Miałeś pecha. 'Experience is what we get if... 26.08.03, 16:50
                                  ...we don't get what we wanted".
                                  Ale
                                  "Life is 10 % what happen to us and 90% how we take it".

                                  Moje podsumowania Twoich przykrych doświadczeń:
                                  1. "There is a sucker born every minute"
                                  lub
                                  2. Kuchnia jest najdrożym - znacznie przed łazienką "polem do popisu" w całej
                                  chałupie. Nie trzeba aż dwóch tygodni żeby "nic nie działało tak jak miało".

                                  Nie rozumiem tylko jak można dać rżnąć szafki i inne kafelki (+ poniekąd
                                  własny portfel) komuś kogo się wzięło z książki telefonicznej i posiadanie
                                  telefonu przyjąć jako jedyną rękojmię umiejętności.
                                  O byłbym zapomniał polskie pochodzenie "art-fachowców" i Twój "patryiotyzm"!
                                  Jeśli ich cena była DWUKROTNIE wyższa niż gościa, który miał po nich poprawiać
                                  to jakie były inne wyceny?
                                  A może nie było innych wycen i Flip & Flap (Stan & Olie)
                                  www.jk-cinema.com/lalurelhardy.gif
                                  www.ruhr-uni-bochum.de/skf/archiv/Filme%20SS01/laurelhardy.htm byli
                                  jedynymi których ekspertyzę wziąłeś pod uwagę?
                                  No nie, nie uwierzę, że dałeś też wolną rękę w sprawie swoich pieniędzy
                                  gościowi z ogłoszenia "Zarób 150% w 3 miesiące !!"? Radzę sprawdzić czy jego
                                  numer telefonu jeszcze odpowiada.


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka