glabusek 27.09.09, 19:24 Novae Res. Czy ktoś może wie coś o tym wydawnictwie?: Czy są w porządku i uczciwi? Działają na rynku krótko. Gdzie można kupić ich książki? Nigdzie nie spotkałem. Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
pisam Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 27.09.09, 22:51 Po zapoznaniu się z ich stroną, odradzam. Właściwie to są zainteresowani sprzedażą e-booków i proponuję 25% od ceny sprzedaży - inni tacy wydawca obiecują powyżej 40%. Co ciekawe oferują także wydania książkowe, wtedy dają 12,50 % od ceny sprzedaży, więc znając życie od ceny hurtowej która będzie o połowę mniejsza niż cena detaliczna. Po dokonaniu obliczeń matematycznych, wyjdzie na to, że dostaniesz 6% od ceny detalicznej, a książka będzie wystawiona wyłącznie na witrynie internetowej, bez reklamy i bez żadnych szans na sukces. Sorry, ale każda książka ma 0.001 % szansy że będzie bestsellerem, więc mogę się liczyć. Do tego wydawnictwo chcę pełne prawa do książki.. dla mnie kolejny cwaniak i osobiście odradzam, a ty zrobisz jak uznasz za stosowne, bo bardzo możliwe, że moje wyliczenia i prognozy są nic nie warte, ale może warto je przemyśleć. Odpowiedz Link
autumna Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 08:40 Najlepsze jest to, że w 2007 dostali jakąś nagrodę za niby to superinnowacyjny projekt: www.univ.gda.pl/pl/info_dla_med/biuro/?tpl=prasowe_wyd&id_wyd=1673 A przecież Złote Myśli i My Book wydają ebooki + robią "druk na żądanie" wersji papierowych już chyba z 5-6 lat. Novae Res więc się zbytnio nie przemęczyło opracowując "swój" pomysł. Odpowiedz Link
skajstop Podpisuję się pod tymi twierdzeniami 28.09.09, 12:44 Rozdzieliłbym jedynie na: - zupełnie pozbawioną szans beletrystykę - otoczoną cieniem nadziei literaturę pomocową. I w ogóle, podobnie jak w przypadku Astrum, jeśli ktoś na starcie chce pełnię praw, to we mnie,m jak i Pisama, budzi się podejrzenie o cwaniactwo. Takie czasy. Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 10:53 Co do formy wynagrodzenia, dodam jeszcze, że gdy podpiszesz umowę ze współfinansowaniem, to zachowujesz prawa autorskie, a wynagrodzenie wówczas kształtuje się tak: -25% ceny netto sprzedaży egzemplarza w wersji elektronicznej (e- book), -20% ceny netto sprzedaży egzemplarza w wersji drukowanej, -20% ceny netto sprzedaży egzemplarza w pozostałych wersjach. Pozdrawiam:) Odpowiedz Link
glabusek Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:07 Najgorsze chyba to, to, że nigdzie nie widzę ich książek. Twierdzą, że prowadzą energiczną promocją sprzedarzy swoich wydań. Co Wy na to? Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:10 Powiem Ci więcej w grudniu i w następnych miesiącach, kiedy ukaże się moja ksiązka, właśnie w tym wydawnictwie. :) Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:38 No cóż, witamy w świecie reklamy, brrr... :) Powiedzieć możesz już jutro. Wystarczy, że zadasz proste pytania: - z którym dystrybutorem książek papierowych współpracuje wydawnictwo? - jaki jest pierwszy nakład wydrukowanej papierowej książki? Jeśli na pierwsze pytanie będzie odpowiedź: z żadnym, albo opowieści o księgarniach, w których czytelnik może sobie książkę zamówić, to wszystko wiadomo. Jeśli do tego nakład papierowy będzie rzędu 10-100 egz, a nie np. 1000-2000, czyli nie trafi do papierowego obiegu, to tym bardziej wiadomo :-) Życie jest okrutne, bramki są dwie, naiwnych nie sieją, a słodkie bajki kupuje się chętnie. Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 13:56 Dzięki za postawienie mnie na ziemi:) Nakład papierowy faktycznie nie jest duży, na początek 200 egzemplarzy, reszta to dodruk na żądanie. Nie wygląda to obiecująco, wiem o tym, ale cóż, pisanie to moje hobby, a nie sposób na przeżycie. To wydawnictwo daje szansę debiutantom, a ja się do takich zaliczam. Wcześniej publikowałam w necie i tym samym zdobyłam małą rzeszę czytelników, którzy z niecierpliwością czekają na ukazanie się tej książki. A ja...cóż na sukces komercyjny nie liczę, cieszę się tym co jest i tym co będzie. I zawsze patrzę na wszystko optymistycznie:) Co by się nie działo... Pozdrawiam:) Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 14:04 No i widzisz, tym sposobem wiemy, że NR jest tylko małym kroczkiem ku papierowi, ale... jeśli jest tych 200 egz, to gdzieś w księgarni będzie można je kupić. To lepiej niż w przypadku typowych internetowych wydawnictw, gdzie papierzaków jest kilkanaście albo 30. Hobby nie hobby, idzie o to, aby - jak w tym żydowskim kawale -dać sobie szansę. Innym też :) Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 14:59 Jasne, że chodzi o to, żeby dać sobie szansę. I żeby ktoś dał mi szansę, a z tym nie jest łatwo. I jeszcze, w tym wszystkim, nie dać się zwariować. Generalnie czasami "pióra" opadają i się odechciewa. Ale potem, głęboki wdech, głowa w górę i autokop w d...ę I jazda z paczkami na pocztę i wysyłka do kolejnej masy wydawnictw. :) Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 28.09.09, 16:01 Też jestem za cierpliwym startowaniem do sprawdzonych już na rynku wydawców (i to bez znaczenia, czy książka ma być papierem, e-bookiem czy np. audio). I po co biegać z paczkami na pocztę?! A Internet to pies? Wysyłaj tam, gdzie przyjmują drogą elektroniczną (w przeważającej większości przyjmują) - zawsze to mniej stresu, kosztów i problemu ;-) Odpowiedz Link
glabusek Re:do Agi 28.09.09, 20:14 A można wiedzieć jakie ci zaproponowali honorarium? I czy coś współfinansujesz? Sorry. Jak nie chcesz to nie odpowiadaj. Bo oni podobno zabierają prawko do dzieła, chyba, że się współfinansuje. Tak tu już kiedyś ktoś pisał. Ciekawe ile biorą choćby za 200 w papierze.To zawsze coś! Mojego e-booka chcieli darmo i jeszcse prawko chcą zabrać. Uf!Sam nie wiem co robić. Odpowiedz Link
glabusek Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 09:30 Czy ktoś zwrócił uwage na dopuszczalne u nich formy płatnośći? Wyłącznie przez komputer, albo trzeba potuptać do banku, wystać się w kolejce i zrobić przelew.To jakis koszmar. Przecież wszędzie gdzie indziej, można zamówic za opłatą przy odbiorze, nie ruszając się z domu. E- booki to rozumiem, ale dla papieru.... to ŚMIERĆ POWUIEŚCI Ja nie mam konta internetowego i nie płace przez komputer kartą. Moze jestem ograniczony, ale chyba są prostrze sposoby na sprzedaż książeki przez komputer? Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień, dwa? Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę. Potem może być wielkie rozczarowanie. Pozdrawiam. Na szęście mam też inną propozycję.Nie wiem tylko czy jest w porzo. Odpowiedz Link
skajstop Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 10:09 > Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na > sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije > sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę. Bingo. Cały czas twierdzę, że wydawnictwa tego typu zarabiają pieniądze za "zrobienie" książki, sprzedaż jest im obojętna, nie liczą na nią, stąd zresztą zwykle wyniki w przedziałach statystycznie nieistotnych :( Przynajmniej w odniesieniu do beletrystyki. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 15:29 glabusek napisała: > Czy ktoś zwrócił uwage na dopuszczalne u nich formy płatnośći? > Wyłącznie przez komputer, albo trzeba potuptać do banku, wystać się > w kolejce i zrobić przelew.To jakis koszmar. Przecież wszędzie gdzie > indziej, można zamówic za opłatą przy odbiorze, nie ruszając się z > domu. E- booki to rozumiem, ale dla papieru.... to ŚMIERĆ POWUIEŚCI > Ja nie mam konta internetowego i nie płace przez komputer kartą. > Moze jestem ograniczony, ale chyba są prostrze sposoby na sprzedaż > książeki przez komputer? Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień, > dwa? Chyba mam już odpowiedź na moje wątpliwości. Nie zależy im na > sprzedarzy. Warto na to zwrócic uwagę, bo mało kto się interesije > sposobem dystrybucji zanim wyda ksiażkę. Potem może być wielkie > rozczarowanie. No, niekoniecznie - ja np. już ładnych parę lat temu zrezygnowałam z klubów książki właśnie dlatego, że nie można tam było zapłacić kartą czy choćby przelewem przy zamówieniu ze strony internetowej, tylko i wyłącznie za zaliczeniem pocztowym ;-) Od dawna nie trzymam gotówki w domu! A ile się czeka? Tyle samo, co normalnie. Zależy od zamówienia (poczta, kurier) średnio 2-3 dni... Odpowiedz Link
autumna Re: Novae Res - uwaga!!! 29.09.09, 16:15 Akurat jeśli chodzi o brak opcji za pobraniem, to nie ma się czym bulwersować. Np. wielu sprzedawców z Allegro w ogóle nie ma tej opcji albo tylko dla osób z określoną liczbą pozytywów. Na stronie jakiegoś sklepu widziałam wręcz osobny komunikat, że przepraszają, ale tej opcji nie ma i nie będzie, bo ludzie zamawiają sobie pobraniówki, a potem ich nie odbierają. Taka podróż kosztuje sklep kilkanaście złotych, bo wtedy płaci się nie tylko za wysłanie, ale i za zwrot. > Ile trzeba czekać na taki zakup? Tydzień, dwa? A niby dlaczego miałby być dłużej niż za pobraniem? Przelewy z banku dochodzą najpóźniej na drugi dzień. Robione przez pocztę trochę wolniej - 2-3 dni. Odpowiedz Link
glabusek Re: Novae Res - uwaga!!! 30.09.09, 19:13 A w takim razie.... Sorry. Nie znam się. Być może, że tak jest lepiej. Rzadko kupuję przez komputer. Nie mam doświadczenia. Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 01.10.09, 15:35 Oj, sorry późno odpisuję, bo pochorowałam się troszeczkę... Jasne, że tam gdzie można wysyłam internetem, ale nie wszystkie wydawnictwa to preferują, więc czasami trzeba potuptać na pocztę. Ktoś tu poniżej pytał o wynagrodzenie, chyba już pisałam, jak to wygląda. Zależy od formy współpracy. I od tego czy przenosisz prawa autorskie czy też nie. :) Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 01.10.09, 21:27 Jak długo czekałaś na swoją ksiażkę w Novae Res od momentu podpisania umowy? Miałaś ją już w ręku? Czy jeszcze nie wiesz jak wygląda? Jestem bardzo ciekawa, jak taki proces wygląda i ile trwa. Czy oni współpracują z księgarniami stacjonarnymi? W internecie nigdzie nie widzialam ich ksiazek, chociaż te na ich stronie wyglądają naprawdę bardzo ładnie. Są zawodowo wydane! Sama jestem zainteresowana. Mam już dość proszenia się o wydanie ksiażki i głupich odpowiedzi, z których nie można się dowiedzieć na ile chcą mnie narżnąć faktycznie. Wydawcy traktuja debiutantów jak debili. To coś, jak fala w wojsku. Pozdrawiam. K. Odpowiedz Link
aga1972 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 04.10.09, 15:52 Hej Moja książka ukaże się w grudniu, cały proces wydawniczy trwa od 3 do 4 miesięcy. Już wiem, jak będzie wyglądała okładka, bo była ze mną konsultowana i generalnie zrobili okładkę wedle moich sugestii. Jeśli chcesz o tym porozmawiać, to możesz pisać na mojego maila gazetowego:) Wiem, że różne opinie panują na temat systemu POD, czyli druk na żądanie, ale cóż...Ludzie wydają tam książki. Ukazała się w NR świtna książka "Papierowy motyl", na którą trafiłam przed wakacjami. I tym tropem trafiłam też na to wydawnictwo. Cóż... CZasami warto przetrzeć nowy szlak :) Pozdrawiam Aga Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 10:56 Miałam kilka propozycji wydania mojej książki, ale warunki były rozbójnicze. Niewiarygodne jak można ludzi traktowć w tej branży. Jeden z wydawców napisał do mnie, że gdyby mnnie choć raz zobaczył w telewizji, to wydałby dla mnie chińskie przysłowia na papierze toaletowym i odniósłby sukcez wydawniczy. Atrakcyjność samej książki to drugorzędna sprawa. To się w głowie nie mieści. Co?.... W.A.B. trzyma mój rękopis od 8 miesiecy. Doradzali jakiś czas temu cierpliwość! Nie otrzymałam dotąd ani odpowiedzi, ani zwrotu książki, choć sami mnie zachęcali do przesłani tekstu. Odpowiedzieć chyba byłoby ładnie? Prosiłam o zwrot- bez odzewu. Też zamierzam wziąć sprawę w swoje ręce. Opinie to będą sie liczyć czytelników, po wydaniu twojej książki. Ja przeczytam pierwsza. A jeszcze jedno..... znane są wielkie nazwiska pisarzy, którzy wydawali się sami.Głowa do góry. Pozdrawiam. Napisz prywatnego e-maila, to sobie pogadamy szerzej. Odpowiedz Link
iwona_czarkowska Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 11:55 To, co jest potrzebne w naszym fachu (oprócz talentu rzecz jasna) to cierpliwość i to dużo cierpliwości. Sama przez to przechodziłam. Kolejne odmowy, brak odpowiedz, zwodzenie itd. W końcu też zaczęło mnie kusić wydanie za własne pieniądze. Moje zapały ostudziła rozmowa z panem, który koniecznie chciał wydać moją książkę za moje pieniądze, ale jak się okazało, nie miał bladego pojęcia, co to za książka, bo nawet nie raczył jej przejrzeć. Poczekałam trochę i się doczekałam! Jeśli zaś chodzi wydawnictwo WAB to jestem zdziwiona. Mnie odpowiedzieli równo po pół roku i zaproponowali zwrot maszynopisu. Odpowiedż była negatywna, ale to mnie akurat kompletnie nie wzruszyło, bo rzeczona książka od dwóch miesięcy już była w księgarniach. A jeśli chodzi o warunki proponowane przez wydawnictwa... Nikt na początek nie dostanie tyle, co autor 5 bestsellerów. Ale chyba lepiej zgodzić się na mniejszą kasę niż topić własne oszczędności w bardzo niepewnym interesie, bez gwarancji, że ktoś naszą książkę zobaczy. Odpowiedz Link
aga1972 Naiwne, być może, pytanie :) 06.10.09, 13:19 Może moje pytanie bedzie postrzegane jak nieco naiwne, ale dopiero zaczynam się "orientować" w tym całym wydawniczym biznesie, od dłuższego czasu Was czytam, a także od niedawna coś nie coś się wypowiadam. Skoro była mowa o podpisaniu umowy z wydawnictwem, wraz z przeniesieniem praw autorskich i ktoś z Was, spytał czy "za darmo" rzeczone wydawnictwo chce te prawa? A czy jest inna opcja, to znaczy, czy autor-debiutant, ma szansę uzyskać jakąkolwiek kwotę za zrzeczenie się na okres 5 lat praw autorskich do swojej książki? Rozumiem w przypadku "starych" autorów, wtedy jest całkiem inna sytuacja. Pytam tylko hipotetycznie, gdyż sama mam podpisaną umowę, bez zrzekania się praw autorskich. Dziękuję i pozdrawiam :) Odpowiedz Link
skajstop Re: Naiwne, być może, pytanie :) 06.10.09, 13:38 Kiedy udzielasz licencji, to zysk najczęściej zależy od wyników sprzedaży. Dostajesz zaliczkę albo i nie, a zapłatą jest umówiony zysk ze sprzedaży każdego egzemplarza, chyba że umowa stanowi inaczej. Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 13:36 Podpisuję się wszystkimi kończynami pod tą wypowiedzią. Cóż za głos rozsądku :) dzięki ci. Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 13:24 No tak. Były tu zastrzeżenia, że mało interesują się dystrybucją swojej oferty wydawniczej. Są jednak na rynku od niedawna. Może trzeba im dać trochę czasu? Nb. kupiałam dwie wydane przez nich pozycje i twierdzę, że są.... starannie wydane. Oprócz trzech, może czterech potentatów wydawniczych z pełną oferta promocyjną, wszystkie pozosatałe wydawnictwa stwarzają identyczne szanse zaistnienia na rynku- bardzo małe. Być może trzeba liczyć na odrobinę szcześcia? Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 13:42 arolina1964 napisała: > No tak. Były tu zastrzeżenia, że mało interesują się dystrybucją > swojej oferty wydawniczej. Są jednak na rynku od niedawna. Może > trzeba im dać trochę czasu? Nadal pozostaje kwestia, że to wydawnictwo niespecjalnie zainteresowane skierowaniem swej oferty do ludzi kupujących książki papierowe. > Oprócz trzech, może czterech potentatów > wydawniczych z pełną oferta promocyjną, wszystkie pozosatałe > wydawnictwa stwarzają identyczne szanse zaistnienia na rynku- bardzo> małe. Jeśli porównujesz ofertę wydawnictw e-bookowych, to nie wiem. Ale jeśli w ogóle, czyli z uwzględnieniem papierowych, to nie masz racji - przynajmniej setka papierowych jest znacząco lepsza. Dla mnie taka zupełnie sztywna granica biegnie na poziomie sprzedania tysiąca egzemplarzy niemal każdego wydanego tytułu - czyli nawet tych, które z punktu widzenia wydawnictwa są niedochodowe. Które z wydawnictw e-bookowych ma taki wynik w beletrystyce? Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 14:38 skajstop napisał: > Które z > wydawnictw e-bookowych ma taki wynik w beletrystyce? Ale czekaj, co to znaczy "wydawnictwo e-bookowe"?! Zazwyczaj e-booki wydają te same wydawnictwa, które wydają i książki papierowe i książki audio, większość poważniejszych wydawców zapewnia teraz pełną ofertę. Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 15:32 Widujesz książki NR w księgarniach? A książki MyBooka? Złotych Myśli? A Zyska, Rebisu czy WAB-u tak. To mam na myśli. Fakt, że te pierwsze wydawnictwa mogą ci sporządzić papierową wersję książki w trybie POD właśnie je odróżnia. I o to mi chodzi. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 16:03 skajstop napisał: > Widujesz książki NR w księgarniach? A książki MyBooka? Złotych Myśli? A Zyska, > Rebisu czy WAB-u tak. To mam na myśli. > Fakt, że te pierwsze wydawnictwa mogą ci sporządzić papierową wersję książki w > trybie POD właśnie je odróżnia. I o to mi chodzi. Rozumiem. Tu pełna racja :-) Ale chyba trochę jest to mylenie pojęć. Druk cyfrowy na żądanie za pieniądze autora a prawdziwy e-book (czyli książka w wersji elektronicznej) to dwie zupełnie różne sprawy. Wiele książek wydawanych jest w obu postaciach przez tego samego wydawcę, lub udostępniana jest jednocześnie dla czytelników wersja online; dla przykładu: virtualo.pl/morderstwo_la_scali/i671/?q=tomasz%20pi%C4%85tek www.lideria.pl/Morderstwo-w-La-Scali-Tomasz-Piatek/sklep/opis?nr=196661 Jeśli wydawca wypuszcza na początek tylko e-book, to zazwyczaj i tak prędzej czy później wydaje książkę także w wersji papierowej (i/lub audio), by wykorzystać prawa majątkowe do utworu. Dlatego również doradzam udanie się z książką - niezależnie w jakiej postaci chcesz ją wydać - do profesjonalnego wydawcy (mimo znanych mankamentów. tzn. czekania, zwodzenia itd) niż do wydawcy, który gotowy jest "wydać" wszystko, ale za nasze pieniądze ;-) I tu się chyba zgadzamy? Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 16:25 > Jeśli wydawca wypuszcza na początek tylko e-book, to zazwyczaj i > tak prędzej czy > później wydaje książkę także w wersji papierowej (i/lub audio), by > wykorzystać > prawa majątkowe do utworu. Dlatego również doradzam udanie się z książką - > niezależnie w jakiej postaci chcesz ją wydać - do profesjonalnego > wydawcy (mimo > znanych mankamentów. tzn. czekania, zwodzenia itd) niż do wydawcy, > który gotowy > jest "wydać" wszystko, ale za nasze pieniądze ;-) > I tu się chyba zgadzamy? Częściowo. Papierowe wydanie, to późniejsze, wydaje mi się rzadkością, ale dopuszczam, że przemawia przeze mnie nieznajomość tematu. Podsuwasz mi ważną myśl. Może by - w ramach wydawnictw elektronicznych - podyskutować, jak to zrobić, aby zabezpieczyć swoje interesy i mieć jakieś szanse na przebicie się w tłumie propozycji? Chodzi mi o kształt umowy, realia, oczekiwania versus realne możliwości... Pomożesz mi założyć taki wątek. Proszę, byłby ważny. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 17:26 skajstop napisał: > > Podsuwasz mi ważną myśl. Może by - w ramach wydawnictw elektronicznych - > podyskutować, jak to zrobić, aby zabezpieczyć swoje interesy i mieć jakieś > szanse na przebicie się w tłumie propozycji? Chodzi mi o kształt umowy, realia, > oczekiwania versus realne możliwości... > Pomożesz mi założyć taki wątek. Proszę, byłby ważny. Jasne, nie ma sprawy. Choć wydaje mi się, że jeśli chodzi o umowy, to zasadniczo warunki są bardzo podobne jak przy wydaniach papierowych, procent od sprzedaży przez określony czas ważności licencji. Wydawca musi zabezpieczyć plik zgodnie z ogólnie przyjętymi standardami. Ale wątek oczywiście zakładaj, wtedy pewnie wyjdą bardziej szczegółowe zagadnienia - ile będę wiedziała, tyle pomogę :-) Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 06.10.09, 21:52 Zaraz, zaraz, Panowie, to nie ten wątek. Załóżcie sobie inny. My tu teraz o Novae Res. Wracajac do tematu. Jaka to w końcu ujma, bo taką dyskretną wymowę niektórych wypowiedzi wyczuwam, żeby wydać swoją powieść za pieniądze ? jeśli książką interesują się różne wydawnictwa, a trudno się dogadać co do szczegółów umowy,dlaczego nie wydać jej za pieniądze sponsorów,którym powieść sie podoba? Co w tym nagannego? W dodoatku można zainkasować niezły procent od sprzedarzy. Panowie!!!!!... rynek wydaniczy to wolny rynek. Uwolnijmy się więc od tendencyjnego myślenia. Własną ksiażkę można promować, pod warunkiem, że jest wydana. Niektórzy z powodzeniem wydają sami i zarabiają, wcale nieżle też sami, na swoich ksiażkach. Nie każdy jednak chce i potrafi. Nie przesadzajmy z tym ,że książka wydana w wydawnictwie, które nas tak czy inaczej wykorzysta, to COŚ lepszego, niż książka wydana i sprzedana samodzielnie, czy w Novae Res ....choćby. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 00:15 karolina1964 napisała: > Zaraz, zaraz, Panowie, to nie ten wątek. > > Nie przesadzajmy z tym ,że książka wydana w wydawnictwie, które nas > tak czy inaczej wykorzysta, to COŚ lepszego, niż książka wydana i > sprzedana samodzielnie, czy w Novae Res ....choćby. Ja akurat nie Pan ;-) Ale nieważne. Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. Jednak... Jeśli w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i doświadczeni wydawcy, to można przyjąć, że nie bez powodu. Zakładając, oczywiście - na zdrowy rozum - że mają lepsze ode mnie rozeznanie w temacie. Zazwyczaj autor nie jest typem handlowca, raczej, powiedzmy, artysty ;-) i na swoim dziele powinien zarabiać, a nie do niego dopłacać. Pisanie to w końcu praca, nie zabawa. A jeśli już ktoś ma ambicje i talenty biznesmena - to lepiej chyba założyć własne autorskie wydawnictwo i wtedy samemu próbować szczęścia. Bo mechanizm działania takich wydawnictw, wydających słabo rokujące dzieła za kasę ich autorów, opisał świetnie już Umbro Eco w "Wahadle Foucaulta" ;-) Pozdrawiam! Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 08:38 Nie każdy chce oddać prawa autorskie swojej ksiązki, a propozycje finansowe dla debiutanów w Polsce są żenujące i "artyzm" tu nie ma nic do rzeczy. Artysta też człowiek i jeść musi. Wiem to akrat najlepiej jako... z zawodu artysta. Megalomanskie pozy na tych , co to jak twierdzą, sztuką i kulturą żyją, to mrzonki.Pozy na mrocznych wieszczów powstania listopadowego, przymierających głodem jak Norwid /z całym szcunkiem dla geniuszu/ to już na szczeście i historia. Nikt nie lubi być wykorzystywany, a o jakosci dzieła nie decyduje wydawca, ale czytelnik. Gdyby bylo inaczej wszystkie " dzieła" wydane przez wydawnictwa odnosiłyby sukces, a przecież tak nie jest. Za pomyłkę płci - przepraszam. Odpowiedz Link
skajstop Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 08:49 No czekaj, ale właśnie o to chodzi. O to, aby realistycznie traktować wydanie. Obojętnie, czy papierowe czy elektroniczne. Pierwsza rzecz: traktowanie wydawców. To mity, że wszędzie debiutantów papierowe wydawnictwa traktują z buta, a elektroniczne pieszczą. Wiesz, co decyduje? Czy się idzie z własnymi pieniędzmi, w każdym razie tak jest często. Nie wierzysz, sprawdź - stawiam tezę, że jeśli wchodzisz z np. 5 tysiącami na wydanie, to czy papierowy, czy elektroniczny wydawca będzie cię lubił :) Prawa - no wiesz, zarówno w sieci, jak i na papierze trzeba wiedzieć, jakie umowy podpisywać. Jak podpiszesz dobrą, nie widzę różnicy. Wreszcie, finanse. Co z tego, że masz wyższy teoretyczny zysk z jednego egzemplarza, skoro sprzedasz ich prawdopodobnie wielokrotnie mniej? To miraż. Chyba, że się mylę - ale jakoś nie słyszę o autorach, którzy sprzedają swoją beletrystykę w postaci elektronicznej lub POD w ilościach rzędu tysiąca egz. Jeśli traktujesz to jako interes, tym lepiej. Policz najpierw wkład własny, a potem zyski. Dla mnie - na tej płaszczyźnie - sprawa jest prosta. Jeśli nic nie wkładam, a sprzedam minimum tysiąc egz. papierowych, mam ze dwa tysiące złotych. A ile musisz sprzedać ebooków albo POD-ów, aby po włożeniu jakiejś kasy wyjść na zero, o tych dwóch tysiącach na plusie nie wspominając? Ja nie mam pogardliwego stosunku do ebooków, uwierz. Ale znam wyniku sprzedaży kilku z nich w największych wydawnictwach typu POD i czysto elektronicznych, najlepszy wynik to 150 egz. dla bardzo aktywnego autora w sieci, drukującego też w pismach, więc znanego wcześniej i tak. Odpowiedz Link
nomina Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 11:09 Z tą sprzedażą to się nie do końca zgadzam. Owszem, jest grono wydawców z układami w dystrybucji (z różnych powodów - mają karty przetargowe, którymi mogą negocjować lepsze warunki: a to nazwisko, a to bestsellery na koncie, a to dużą liczbę tytułów, a to kontrolę nad imprezami, wydawnictwami w danej dziedzinie) i znajomościami w mediach. Przy czym za tym idą ogromne pieniądze w haracze - półkowe w Empiku, wpis do katalogu itd. Cała reszta ma szanse takie sobie i nawet będąc w obrotnej dystrybucji, jest słabo widoczna. Chyba że autor sam jeszcze gdzieś promuje. Nie taki znowu miód. Na pewno w przypadku e-booków i POD jest aspekt inwestycji, która musi się zwrócić. Ale to nie jest tak, że wydanie papierowe zapewnia od razu rynkowe przebicie... Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 15:13 Skaj ma rację - włożysz 2000, a zysku po roku będziesz miała (w najlepszym razie!) max 200 zet. Brutto. Bo więcej to byłby już absolutny cud. Takie są mniej więcej realia. I co z tego, że nie udzielasz nikomu licencji i zachowujesz pełne prawa majątkowe? Nie zarabiasz nawet złotówki! Tracisz. Życzę Ci oczywiście, żeby Twoja książka okazała się bestsellerem i przyniosła majątek, ale... właśnie, do tego trzeba machiny reklamowej. Której takie wydawnictwa raczej nie zapewniają. Nieważne, e-book czy nie e-book. Ja szanuję książki w każdej postaci. Ważne, żeby trafić do czytelnika, a to nie takie proste. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 14:55 Chyba kompletnie się nie zrozumiałyśmy ;-) Odpowiedz Link
autumna Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 10:43 > Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. >Jednak... Jeśli w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i >doświadczeni wydawcy, można przyjąć, że nie bez powodu. No, chyba nie do końca. Weź po uwagę, że tradycyjny wydawca ma budżet i "moce przerobowe" w jakiś sposób ograniczone. Załóżmy, że ma w roku kilkanaście naprawdę dobrych propozycji. Ale musi wybrać ledwie kilka. To, że coś odrzuca, nie znaczy więc, że jest to bezwartościowy chłam. Skądinąd, to właśnie literacko bezwartosciowy chłam odnosi nieraz sukces komercyjny... Odpowiedz Link
isa1001 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 11:09 Przez kilka wątków przewija się tekst o "wydawcach zdziercach" i fatalnych warunkach proponowanych autorom. Czy ktoś mi powie, jakie to są te fatalne warunki? Przecież chyba żadne wydawnictwo nie chce dożywotnio zrzeczenia się na jego rzecz praw autorskich! To co jest w tych umowach gorszego od wykładania własnej kasy, bez wizji zysku a nawet zwrotu zainwestowanej krwawicy? Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 13:41 Zaraz Ci dam przykład. Ktoś Ci proponuje umowę na wypłatę honorarium po sprzedaniu całego nakładu wysokosci 1000 egzemplaży/10%/Termin wypłaty nieokreślony / może wcale nie nastąpić/ to po pierwsze, ale to jeszcze nic. Okazuje się, że w umowie wcale nie zawarł wysokości początkowqego nakładu. /To nie jest druk na życzenie, podkreślam/.Jest gatka, że dodrukije się stopniowo, bo to debiut, duze ryzyko etc. Hipotetycznie, nie widomo czy wogóle zamierza zapłacić i ile wydrukuje. Mało komfortowa sytuacja, czyż nie? Rzadnej pewności co zrobi. Umowa jest korzystna wyłącznie dla niego. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 14:59 autumna napisała: > > Nikt nie twierdzi, że to COŚ lepszego, przynajmniej z założenia. >Jed > nak... Jeśli w książkę uparcie nie chcą zainwestować profesjonalni i >doświ > adczeni wydawcy, można przyjąć, że nie bez powodu. > > No, chyba nie do końca. Weź po uwagę, że tradycyjny wydawca ma budżet i "moce p > rzerobowe" w jakiś sposób ograniczone. Załóżmy, że ma w roku kilkanaście napraw > dę dobrych propozycji. Ale musi wybrać ledwie kilka. To, że coś odrzuca, nie zn > aczy więc, że jest to bezwartościowy chłam. > Skądinąd, to właśnie literacko bezwartosciowy chłam odnosi nieraz sukces komerc > yjny... > Nie chłam, ale coś, co ma słabe szanse na sprzedaż. A o to przecież chodzi. Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 15:35 Jak we wszystkim w życiu, trzeba mieć i tu trochę fartu. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 22:02 karolina1964 napisała: > Jak we wszystkim w życiu, trzeba mieć i tu trochę fartu. Jasne. Tylko fartowi trzeba dopomóc ;-) Nie pomożesz, nabijając komuś kabzę. Pomyśl. Wpłacasz więcej niż wynosi realny koszt wyprodukowania e-booka, więcej niż rzeczywisty koszt druku cyfrowego dla 100-150 egzemplarzy i co najmniej 10 razy więcej niż możesz w ciągu roku na tym zarobić! Pomyśl, kto tu zyskuje, a kto wyłącznie ponosi i ryzyko i koszty. Nie lepiej albo założyć własne wydawnictwo, albo powierzyć swoją książkę sprawdzonemu wydawcy?... Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 07.10.09, 23:14 Zgadzam sie z tobą, ale mam złe doświadczenia z "prawdziwymi" wydawcami. Stanęłam przed dylematem, jak wielu nowicjuszy. Wydawnictwa nie założę, bo mam mnóstwo zajęć w życiu i nie mam czasu. Powstanie książki to nie tylko wydruk. Sporo kosztują praca redakcyjna, korekty, okładka etc. Ale dzięki za radę. Na szczęściew mój zawód pozwala mi na wszystko patrzeć z pewnym dystansem. Na co dzień jestem poddawana ciągłym stresom i ocenom.Jestem więc zahartowana A Ty, też coś wydajesz? Pozdrawiam. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 08.10.09, 01:16 karolina1964 napisała: > > > A Ty, też coś wydajesz? Pozdrawiam. Nie, nie, ja nie jestem wydawcą :-) Też pozdrawiam. Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 08.10.09, 08:37 Ha, ha,ha.... Chodziło mi o to, czy napisałaś coś i też zamierzasz wydać! Pozdrowienia. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 08.10.09, 15:29 karolina1964 napisała: > Ha, ha,ha.... Chodziło mi o to, czy napisałaś coś i też zamierzasz > wydać! > Pozdrowienia. Troszkę ;-) Tzn. troszkę już napisałam i troszkę już wydałam. Generalnie właśnie z tego żyję. I dlatego kiedy słyszę, że autor ma dopłacać do własnych książek, zamiast na nich zarabiać, to coś się we mnie burzy. Odpowiedz Link
karolina1964 Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 08.10.09, 21:26 Ze mną jest inaczej. Realizuję się na kilku polach w swoim zawodzie. Nie myślałam nigdy, prawdę mowiąc, żeby żyć z pisania, choć sprawia mi ono niewypowiedzianą przyjemność. Nie jestem jednak więżniem swojej pasji. To przestrzeń życia w której czuję sie wolna i zniewolić się nie dam. Tym bardziej oszukać. Pozdrawiam. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Wydawnitwo Novae Res- czy ktoś zna??? 08.10.09, 22:00 karolina1964 napisała: > > To przestrzeń życia w której czuję sie wolna i > zniewolić się nie dam. Tym bardziej oszukać. Pozdrawiam. No i słusznie. Ja także nie myślę o swojej pracy w kategoriach narodowowyzwoleńczych ;-) Ale czuję się wolna, póki praca i płaca trwają mniej więcej we wzajemnej równowadze :-) Życzę wytrwałości - i powodzenia. Odpowiedz Link
aga1972 Pytanie na całkiem inny temat :) 10.10.09, 18:36 Piszę tutaj, bo nie chcę zaśmiecać i zakładać nowego wątka. Kończę właśnie pisać thriller. Taki typowy thriller, o seryjnym zabójcy, z wątkiem miłosnym i metafizycznym. Do jakiego wydawnictwa radzicie mi go podesłać? Myślałam o Amberze, ale obawiam się, że oni głównie zagranicznych autorów preferują. Może macie jakieś doświadczenie w tym zakresie? Dziękuję za wszelkie sugestie i wskazówki:) Pozdrawiam A. Odpowiedz Link
glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 10.10.09, 20:30 Masz rację ,to nie ten wątek. Chcesz rady? Jeśli zaczęłaś z Novae Res to się ich trzymaj. Poczekaj, może wyjdzie całkienm dobrze. Moim zdaniem pisarz powienin mieć "swojego" wydawcę stałego. Oni też umieją czytać opinie i słuchać. Bardzo uprzejmie i profesjonalnie, to fakt, prowadzą wszelkie kontakty. Może wyciągną wnioski i zmodernizują swoj profil, na tyle, że nie będzie warto z nich rezygnoważ. Sam to rozpatruję, bo widzisz, znależć wydawcę na poziomie nie jest łatwo. Skoro wydali twoją ksiażkę, to negocjuj z nimi. Lepszą dytrybucję, dodrukowywanie przy końcówce nakładu, a nie na zamówienie, sprzedarz książek za zaliczeniem. Masz na to wpływ. A z drugiej strony, przecież to też ich biznes. Im cześciej tu trafiam tym częściej sie przekonuję, że wydanie książki, czy e-booka, to niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę. Odpowiedz Link
f-ox Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 00:16 glabusek napisała: > wydanie książki, czy e-booka, to > niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale > szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę. Tylko jedna mała uwaga: książka tradycyjna (papierowa), e-book czy audio-book - to wszystko są książki. Książka to jest gotowy plik, który może zostać przez wydawcę: 1. wydrukowany na papierze, 2. wyeksportowany do formatu (np.) pdf (i wtedy będzie to e-book) i/albo 3. odczytany przez aktora i nagrany w formacie dźwiękowym (audio-book). Wydawca może wydać taką książkę w jednej z tych postaci lub we wszystkich trzech. I wciaż jest to ta sama książka! Z tą samą okładką itd. Natomiast co do reszty - wydanie książki to sukces, ale nie sądzę, żeby zależał od jakichś układów. Natomiast to fakt, że jeśli można warto trzymać się sprawdzonego wydawcy. Odpowiedz Link
glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 10:50 Skoro tak ,to może nam wytłumacz obecność na rynku 60% wydań szmiry, np. w postaci książek kucharskich aktoreczek. Książka o Wałęsie, też miała wyłącznie na celu nabić kobzę wydawcy. Skandal wokół wydanego "dzieła" był głównym, a moze i jedynym powodem do pojawienia się na rynku tego czegoś, co wyłącznie kompromituje Polaków i umniejsza ich wielki wkład w historię Europy. Oto motywacja większości wydawców i ich wiekopomny wkład w historię literatury i nie tylko. Nadmienię, że wielu znanych pisarzy weszło na rynek wyłącznie dzięki działalności wydawniczej swoich bliski, albo własnej. Nie generalizujmy, ale dobrze to nie wygląda, kiedy propocja pomiędzy chęcia zysku za wszelką cenę, a dobrym smakiem wydawców, jest tak poważnie zachwiana. Odpowiedz Link
skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 14:34 90 procent wszystkiego jest bez wartości, więc co to za argument? I proszę bez polityki. Odpowiedz Link
skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 14:33 > Im cześciej tu trafiam > tym częściej sie przekonuję, że wydanie książki, czy e-booka, to > niełatwa sprawa. Zawwze możesz mierzyć dużo wyżej i mieć farta, ale > szansa jest jak w totka, bez układów, Tak myślę. Wydanie ebooka jest dużo łatwiejsze, szczególnie kiedy się za to płaci. Podobnie łatwe jest wydanie książki papierowej, jeśli się za to płaci. Nie jest łatwo wydać książkę tak, żeby to tobie zapłacili - ale to mit, że szansa jak w totka. Trzeba mieć trochę szczęścia, ale bardzo też pomaga, gdy tekst jest bardzo dobry. To jest wyścig szczurów, ale kto powiedział, że nie jest? I mam prośbę, skoro tak zachwalasz NR, to może wskażesz ich zalety? Bo ja na razie widzę raczej wady, np. łaskę czynioną autorowi, że jak chce, to jego książki trafią do bibliotek w kraju... Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 15:05 Wszystko jest łatwe, kiedy się za to płaci ;-) Natomiast jeśli chcesz, żeby Tobie płacono, to musisz napisać coś takiego, co inni będą chcieli czytać (jak na przykład rzeczone biografie gwiazd - bo co jest dla kogo "dobre", co już subiektywna ocena, a i wydawcy jak wiadomo bywają omylni). Ja tam bym zalecała cierpliwość. Choć z drugiej strony, skoro ktoś bardzo chce wydać coś za swoje pieniądze i skoro stać go na to, to w zasadzie jego wybór... Odpowiedz Link
skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 15:14 > Choć z drugiej strony, skoro ktoś bardzo chce > wydać coś za swoje pieniądze i skoro stać go na to, to w zasadzie jego wybór... I tak, i nie. Bo przy takiej polityce autora ja nie mogę kupić jego książki. Np. z tego powodu nie kupię wydanej przez MyBook książki "Mogłaś być Anną", a autorka chyba pisze ciekawie. Ale co mi z tego,ja podejmuję decyzję mając książkę w ręku, a nie na podstawie internetowych opinii :( I tak autorka traci trzy sprzedane książki - trzy napisała, a ja szukam takiej oryginalnej obyczajówki, bo lubię. Odpowiedz Link
glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 17:09 Nikogo nie zamirzam bronić. Sam mam dylemat. Wypowiedź wyniknęła z kontekstu i nie pod adresem komkretnego wydawnictwa.Fakt, że zabrnęliśmy daleko poza temat. Ostatniego postu nie rozumiem. Głupi jestem czy co? Odpowiedz Link
skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 11.10.09, 22:19 Czekaj, a czego nie rozumiesz? Bo mnie to się wydaje proste: kiepska dystrybucja wpływa na sprzedaż, a jeśli się trafi na kogoś, kto nie kupuje w ciemno (np. ja), to autor wybierający taką ścieżkę tym bardziej traci. Odpowiedz Link
glabusek Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 10:11 No tak....teraz rozumiem. To mnie jeszcze pognębiłeś. Odpowiedz Link
autumna Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 14:05 >ja podejmuję decyzję mając > książkę w ręku, a nie na podstawie internetowych opinii :( Tak z ciekawości - nigdy nie kupiłeś żadnej książki w ciemno? Mnie się to często zdarza, na ogół w Empiku z odbiorem na miejscu, bo mam w miarę blisko (acz nie na tyle, by chciało mi się tam wybierać "bezproduktywnie"). Głównie dlatego, że interesujących mnie rzeczy (i to nawet tych popularnych, kiedyś np. bezskutecznie szukałam "103 ciast siostry Anastazji") już tyle razy nie było, że straciłam cierpliwość. Nawet włóczki na swoje robótkowe hobby kupuję w pasmanteriach internetowych, kierując się opiniami innych dziergaczek - nie znoszę latania po sklepach. Odpowiedz Link
skajstop Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 14:17 Zdarza mi się kupować tak książki "wiedzowe", gdy to jedyne źródło albo znam autora z innych publikacji. Ale beletrystyki tak nie kupuję. Widzisz, doskonale wiem, jak niereprezentatywny dla całości może być fragment wystawiony na stronie, co do komentarzy - "komentów" :D - zdanie mam wyrobione, a wiem, po prostu wiem, że kilku znanych mi wydawców wręcz je pisze na różnych forach... i tak dalej. Zatem beletrystykę muszę wziąć do ręki i samemu spróbować. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Pytanie na całkiem inny temat :) 12.10.09, 15:09 A to ja akurat często kupuję książki przez Internet, w ciemno, bazując tylko na opisie, gdy mnie tematyka zainteresuje - ryzykuję, zawierzam intuicji, i szczerze mówiąc rzadko mnie zawodzi ;-) Odpowiedz Link
f-ox Jeszcze jedna uwaga - 12.10.09, 17:57 dot. e-booka (tak samo zresztą, jak wszelkich innych postaci książki):co innego e-book wydany przez znane wydawnictwo, np. Dolnośląskie czy inne tej klasy, a co innego taki wydany przez jedno z tych wydawnictw internetowych na koszt autora... Sorry, ale to zasadnicza różnica. Inna ranga. I dotyczy - jak wspomniałem - wszelkich książek. Odpowiedz Link
karolina1964 Re Do Agi 13.11.09, 19:38 Jeśli przeczytasz ten post, daj proszę namiar na priva. Mam do Ciebie ważną sprawę. Będę wdzięczna za kontakt. Odpowiedz Link
sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res 23.11.09, 16:29 Witam Państwa, przypadkowo natrafiłem na wątek dotyczący wydawnictwa, w którym pracuję, tj. Novae Res. Korzystając z okazji chciałbym rozwiać pewne wątpliwości, które pojawiły się w toku dyskusji, a także odnieść się pokrótce do właściwego procesu tworzenia książki, bo odniosłem wrażenie, że wielu z Państwa myli jednak e-book z książką papierową (i to nieważne, w jakiej technice jest ona drukowana, ponieważ Novae Res tworzy książki drukowane zarówno w technice POD - druku cyfrowego na tzw. żądanie (co swoją drogą też jest pewną przenośnią, bo oczywiste jest, że nie drukujemy dopiero, jak ktoś zamówi,bo cena egzemplarza byłaby taka, że nigdy byśmy książki nie sprzedali, chodzi tutaj po prostu o niższe nakłady niż 500 egzemplarzy), jak i standardowe nakłady offsetowe - vide ostatni wydany przez nas thriller "Skutki uboczne" otrzymał nakład początkowy w wysokości 3000 egzemplarzy). Profesjonalne stworzenie e-booka i książki drukowanej rzeczywiście do pewnego momentu wygląda identycznie. Unifikacja ta dotyczy opracowania redakcyjnego tekstu, natomiast na poziomie formy są to dwie zupełnie inne sprawy. Nie chcę się wdawać w szczegóły, odsyłam do opublikowanej przez nas książki (zarówno w wersji drukowanej, jak i elektronicznej) pt. "Estetyka książki elektronicznej", natomiast napiszę, że skład książki jest inny. Żeby stworzyć e-book, czy to w wersji PDF czy e-PUB trzeba książkę inaczej złożyć niż do druku. To, że wydawcy oferują jako e-book wersje przeznaczone do druku, to oznacza tylko, że nie szanują swoich czytelników i sprzedają im odrzuty, efekt końcowy przygotowania książki do druku, ale bez druku. Proszę zauważyć, że te e-książki mają nawet układ stron przygotowany do druku (tzw. strony widzące, które w przypadku wersji elektronicznej nie są w ogóle potrzebne). Novae Res wykonuje oddzielny skład do wersji elektronicznych i do drukowanych, co tak naprawdę wymaga podwójnego nakładu pracy. Jesteśmy jedynym wydawnictwem, które działa w ten sposób, i w tym zakresie jesteśmy innowacyjni. Dlatego też tak mało książek jak dotąd stworzyliśmy w wersji elektronicznej. Wydawnictwo rozwija się bardzo dynamicznie, nie nadążamy każdej książki składać 2 razy, stąd na chwilę obecną gros książek najpierw tworzymy tylko w wersji drukowanej, a wersje elektroniczne wszystkich książek będziemy robić w niedalekiej przyszłości. Jeżeli chodzi o zarzuty pod względem naszej księgarni - ktoś był uprzejmy zauważyć, że nie mamy opcji "za pobraniem" - wiąże się to z jednej strony z pewną nieodpowiedzialnością kupujących, od których otrzymywaliśmy zwroty, natomiast nikt nie zauważył, że brak możliwości zakupu "za pobraniem" staramy się rekompensować tym, że wysyłka jest całkowicie darmowa. Proszę wskazać mi jakąkolwiek inną księgarnię, która wysyła książki, nie pobierając opłaty za wysyłkę, niezależnie od wielkości zamówienia? To jest chyba polityka prosprzedażowa, a nie odwrotnie? Ja osobiście wolę zapłacić za książkę 25 złotych i otrzymać ją w tej cenie do domu niż zapłacić 25 złotych za książkę i 12 złotych za pobranie, czyli za zamówienie łącznie 37 złotych. Ale jeżeli będą silne głosy, że jednak potrzebują Państwo wysyłek za pobraniem, oczywiście rozważymy raz jeszcze możliwość takiej wysyłki, bo najważniejsza, jak chyba dla każdego wydawnictwa, jest dla nas sprzedaż.Następna rzecz - proszę zauważyć, że sprzedaż nie jest uzależniona od nakładu. Oczywiście duże wydawnictwa, przyzwyczajone do offsetowego druku tworzą duże nakłady, bo cena egzemplarza jest wówczas niższa, ale je na to po prostu stać. Podajecie Państwo wydawców takich, jak Rebis czy WAB, ale przecież to potężne i bogate firmy, które drukują rocznie setki książek w tysięcznych nakładach. Ich nie przeraża to, że część z tych tytułów na pewno przyniesie im stratę, bo te tytuły, które odniosą sukces i tak przyniosą końcowy zysk. Natomiast należy mieć też świadomość, że rynek wydawniczy zmienia się. Nie działa już zasada biznesowa „sprzedaj to, co wyprodukowałeś”, tylko „wyprodukuj to, co możesz sprzedać”. Tak naprawdę to dystrybutor i księgarz decydują, ile książek chcą zamówić od wydawcy. Nie ma sensu drukować debiutanta w 1000 czy 2000 sztuk, skoro Empik zażyczy sobie na początek 80 sztuk „na próbę”, a reszta od dystrybutora idzie z propozycją w mailingu do księgarzy detalicznych i powiedzmy hipermarketów. Nasze książki są tak skalkulowane, żebyśmy mogli zrealizować każde zamówienie- czy będzie to 50 czy 5000 książek. Ale nie widzimy sensu zamrażania kapitału w druku, a myśl, że jak ktoś więcej wydrukuje to więcej sprzeda jest już dzisiaj mocno anachroniczna. Dzisiaj raczej liczy się przekaz marketingowy, promocja, i tutaj też nie rozumiem głosów mówiących, że nie widać Novae Res w promocji. Jasne jest, że NR nie ma środków na to, aby wywiesić billboardy w każdym większym mieście, wykupić całostronicową reklamę we Wprost czy zrobić spot telewizyjny, szczególnie że każdy autor chciałby tak naprawdę, aby jego książka otrzymała jakąś promocję Kampanię informacyjną realizujemy głównie za pośrednictwem Internetu. Wystarczy wpisać w Google hasła: „Beynar Skutki uboczne”, „Solanin Ostatni Nefilim”, „Galaktyka języka Internetu”, „Patryk Omen Telefony niechciane”, „Marika Krajniewska Papierowy motyl” czy chociażby samo Novae Res i zerknąć, ile pojawia się informacji na temat wydawnictwa istniejącego na rynku dopiero 2 lata! (a sprzedającego książki od 15 miesięcy). Jeżeli chodzi o kwestię praw autorskich i wynagrodzenia: drodzy Państwo, nie oszukujmy się, nie każdy jest drugim Danem Brownem, chociaż wielu może się tak wydawać. Nie każda książka jest produktem, na którym wydawnictwo może zarobić. Niektóre przychodzące do nas zgłoszenia to perełki, ale cóż z tego, skoro wiele z nich z marketingowego punktu widzenia jest niesprzedawalnych (w opinii dystrybutora)? I odwrotnie, zdarzają się książki w naszej opinii słabsze, które jako produkt, np. ze względu na bardzo ciekawą okładkę i dobry opis, mogą się sprzedawać dobrze. Generalnie rynek książki (chodzi o beletrystykę) zalany jest zagranicznymi autorami, znane i bogate wydawnictwa wolą zapłacić wielkie pieniądze za prawa do licencji książki, która dobrze sprzedaje się na zachodzie i mieć względną pewność rynkowego sukcesu niż zainwestować w polskich debiutantów. My byśmy chcieli dać szansę właśnie debiutantom, ale żeby nie ponosić całego ryzyka finansowego, związanego z takim debiutem proponujemy model współpracy ze współfinansowaniem stworzenia książki przez autora w zamian za niezrzekanie się praw autorskich. Naszym zdaniem jest to uczciwe i przejrzyste. Profesjonalne opublikowanie książki, z zachowaniem wszystkich zasad sztuki typograficznej, a nie wydrukowanie czy stworzenie PDF-a z Worda wiąże się z dużym nakładem finansowym: to redakcja, podwójna korekta, komputerowy skład tekstu, projekt okładki, wydruki próbne, egzemplarze sygnalne, druk, często obróbki graficzne (np.zdjęć) itp. Stąd wydanie tylko części książek możemy finansować w całości. Może na koniec napiszę o dystrybucji – w tym zakresie prowadzimy własną księgarnię zaczytani.pl, współpracujemy z projektem wyczerpane.pl (czyli książkę można zamówić w 500księgarni w Polsce, ale mówiąc szczerze ten system słabo się sprawdza, odpowiedni jest głównie dla książek naukowych i popularnonaukowych, dla beletrystyki nie jest to najlepszy kanał sprzedażowy), współpracujemy z tradycyjnymi firmami dystrybucyjnymi L&L oraz PW Pakt, nasze książki można kupić w chwili obecnej np. w tak ważnym dla autorów miejscu, jak Empik czy w hipermarketach Auchan. Nasze książki sprzedawane są również w katalogu Klub Książki. W ciągu najbliższego tygodnia za pośrednictwem dystrybutora L&L poszerzamy nasz kanał sprzedaży o kolejne księgarnie tradycyjne oraz o internetowe księgarnie Kolportera, Merlina i 600 innych księgarni interne Odpowiedz Link
pisam Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res 23.11.09, 19:51 Przede wszystkim cieszę się, że przedstawiciel wydawnictwa podjął z nami dyskusję. Jak wszyscy wiedzą nikt z nas nie zjadł wszystkich rozumów i taka wymiana poglądów na pewno się przyda, tym bardziej, że w ten sposób zaczynamy jakieś nowum, bo do tej pory wydawcy nie podejmowali żadnych dyskusji uważając, że skoro schowają głowę w piasek i nie zauważą problemu, to jego po prostu nie ma. Jak tylko prześpię się z tekstem, na pewno się do niego ustosunkuję, bo nie wszystko mnie przekonało. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res 24.11.09, 00:12 Muszę przyznać, że wydawnictwo Novae Res bardzo urosło w moich oczach po Pańskiej wypowiedzi. To chyba pierwszy raz się zdarzyło, że przedstawiciel wydawnictwa (ogólnie) podjął tu rzeczową dyskusję z otwartą przyłbicą. Powiew nowej jakości. Godny przykład, wyrazy szacunku :-) Odpowiedz Link
skajstop Uwagi Skaja 24.11.09, 10:22 Niezwykle chwalebną rzecz pan uczynił, podejmując dyskusję, a nie uchylając się od niej. Za to należy się panu nasz szacunek. Niemniej, sporo wątpliwości pozostało. Ustalmy najpierw fakt podstawowy: rozmawiamy o beletrystyce. Widzę potrzebę takiego rozdzielenia, bowiem elektroniczne książki "wiedzowe" mają inny status niż powieści, opowiadania czy wiersze w postaci e-booków. I tylko beletrystyki dotykać będą moje uwagi. Zatem: 1. Niespecjalnie widzę sens w rozważaniu technikaliów typu: skład. To ciekawe dla osób z branży, natomiast główna linia krytyki idzie całkiem innym torem. Rozumiem, że wydawnictwo założone przez osoby pasjonujące się nowymi technologiami posiada inną perspektywę tychże, niemniej produkcja jest aspektem wtórnym wobec tego, o czym tu dyskutowaliśmy, czyli relacji z _czytelnikiem_. Albo jej braku :) 2. Dodatkowo, by zamknąć sprawę technikaliów, wybaczy pan, ale nie ma potrzeby ustawiania dyskusji w kształcie: konserwa - rewolucja. Sam fakt, że wszyscy korzystamy z internetu, by czytać to forum, już coś mówi :) 3. Jednakże nie zaprzeczy pan, że na razie status książek wydawanych wyłącznie w postaci elektronicznej jest tragiczny. W sytuacji, kiedy byle amator może sobie zrobić PDF-a i "wydać książkę", status wszelkich publikacji elektronicznych jest bardzo kiepski. To się zmieni, kiedy pojawią się wydawnictwa prestiżowe, a ich autorzy zostaną docenieni. Tego pana wydawnictwu życzę. Niemniej, na razie taka publikacja nie jest alternatywą dla papierowej edycji, w moim odczuciu. Rzecz jasna, zamiast PDF-a tenże amator może pójść do drukarni cyfrowej i "wydać książkę" w postaci 20 egz. Zdaję sobie z tego doskonale sprawę, zatem wracam do prestiżu. Na czym go budować, aby ominąć ten problem? Nie wiem, ale mam nadzieję, że sprawę owego "prestiżu" pan dostrzega. 4. Kwestia reklamy. Tu powiem ostrzej: mam wrażenie, że odwraca pan kota ogonem. Nie ma pieniędzy na reklamę? To będzie pan sprzedawać mało. Przykro mi, ale internet nie załatwia wszystkiego, to jest mit. Albo inaczej: to działa, ale w małej skali. W ten sposób rzeczywiście sprzeda pan niewiele egzemplarzy - a ponieważ obcina pan koszty, to w porządku, wyjdzie pan na swoje. Natomiast czy to jest sytuacja korzystna dla autora, to już śmiem powątpiewać. I to bardzo. W razie potrzebny rozwinę ten wątek i uzasadnię znanymi mi przykładami :) 5. Nakłady. No cóż. Z pana opisu działania NR jednoznacznie wynika, że raczej będą niskie. Jeśli stawia pan uczciwie sprawę autorom - to ok. Ale przecież pan wie, że sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest inaczej, mnie dziwi. Mam to panu policzyć na palcach? Owszem, jest różnica: inaczej wtedy kalkuluje się koszty. I tu w podtekście widzę jednak coś, o czym nie pisze pan wprost: nastawienie na ludzi zamawiających na odległość, via internet czy przez kluby książki, przeróżne katalogi, etc. Może być, tylko że w polskich realiach na razie - pewno pan wie - ta sprzedaż nie jest wysoka, poza wyjątkami. Polska to nie Ameryka, jesteśmy na razie straszliwymi tradycjonalistami. Przynajmniej jeśli mówimy o beletrystyce i małymi wydawnictwami, które nie mają "prestiżu" Świata Książki et consortes. Np. mój podstawowy wydawca z wielotysięcznych nakładów sprzedawanych, udział tych kupionych na odległość, a nie w księgarni, supermarkecie czy saloniku prasowym szacuje na 2-4 procent. 6. Wreszcie... pewno pan wie, że są konkretne badania, iż jakieś 70 procent sprzedanych książek kupowanych jest pod wpływem impulsu, ot, ktoś wchodzi do księgarni, ogląda książkę, kupuje, jeśli spodobał mu się opis, okładka czy fragment. Często odkłada książkę na półkę i może zamówić taniej przez internet, ale... najpierw musi ją obejrzeć. Znam dziesiątki tak postępujących osób. Stąd uważam, że dopiero połączenie ognia z wodą, dystrybucji papierowej i (silnej) internetowej może dać sensowny wynik. Z punktu widzenia autora, nie zaś wydawcy zafascynowanego technologią ;p 7. Pointa :) otóż jako swój największy sukces wymienia pan książkę, która została wydana na papierze, jest dostępna w księgarni. Nakład ma zupełnie typowy dla pierwszego wydania. Wyszła w dwóch wersjach: papierowej i elektronicznej, ale to przecież żadne novum, tak zaczynają robić tradycyjni polscy wydawcy, przynajmniej niektórzy. Czasem dochodzi jeszcze płyta do słuchania :) Jaki z tego wniosek? :-) Z szacunkiem - Skajstop Odpowiedz Link
nomina Re: Uwagi Skaja 24.11.09, 10:38 Ad. 3. Skaj, ale czym jest ten prestiż? Jeśli wydawca będzie dysponował środkami lub pewnymi, powiedzmy - koneksjami, które pozwolą mu dotrzeć do czytelnika bez reklamy - jaka różnica będzie pomiędzy wydawnictwem Kogucik a np. Światem Książki? Mnie, jako autorce, będzie wszystko jedno, czyje logo widnieje na okładce. Ad. 4. Dotykamy sedna z jeszcze jednego powodu - w czasach, gdy kupuje się wszystko, łącznie z opiniami czytelników, rzeczywiście może się wydawać, że pieniądze na reklamę załatwiają sprzedaż. I w naszych realiach bardzo często (najczęściej?) tak jest. Ale tak naprawdę chodzi o dotarcie do czytelnika i czy dotrzesz, wykupując reklamę za kilkaset tysięcy, czy urządzisz akcję społeczną, którą ludzie chwycą, a która będzie Cię kosztować kilka tysięcy - efekt będzie ten sam. Problem leży nie w budżecie na reklamę (czyt. na wciśnięcie towaru, bo do tego się ta reklama sprowadza), ale na dotarciu do czytelnika. Wiem, że na razie obie te sprawy wydają się tożsame. Jednakowoż... zobacz choćby na zestawienie nakładów Rzepy i na intensywność reklam różnych książek - wychodzi na to, że większość pozycji, w które wydawcy wpompowali mnóstwo pieniędzy, choćby na Empik czy obecność w mediach, sprzedała się w nakładzie poniżej 8.000 egz. I teraz - czy aby na pewno tędy droga: wydać np. 80.000 na podstawową promocję i sprzedać 8.000, co daje 10 zł dodatkowych kosztów na egzemplarzu? Odpowiedz Link
skajstop Re: Uwagi Skaja 24.11.09, 10:43 Prestiż to pozytywna, zbudowana opinia o produktach wytwórcy :)obojętnie, czy internetowego czy papierowego. Nie wykluczam wcale, że NR taką opinię zbuduje. Ale poprzednicy, z niechlubną Fabułą i MyBookiem teraz, jej nie zbudowali, prawda? Co do reklamy: 1. Dlatego nie robi się tego dla pojedynczego produktu, tylko promuje autora, mając umowę na 3 książki. Albo promuje serię. Albo liczy, że ta reklamowana pociągnie inne książki wydawnictwa. Albo... robi się wtopę finansową - masz rację, często. Odpowiedz Link
autumna Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 08:37 > kupionych na odległość, a nie w księgarni, supermarkecie czy saloniku > szacuje na 2-4 procent. Mnie też bardzo zdziwiła ta statystyka, bo tygodnik "Wprost" już parę lat temu podawał informację, że ok. 40% sprzedaży książek to są zakupy przez internet. Odpowiedz Link
skajstop Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 09:06 Primo: pomiędzy "Wprost" a danymi wydawcy jest pewna różnica. W gazetach mogą sobie pisać, co chcą. Jak wydawca dostaje dane z Merlina czy innych księgarni internetowych, to to są twarde liczby, rozumiesz? Patrzysz na to, ile zeszło książki w ogóle, ile w tym zeszło via internet - i już. Secundo: oczywiście, życie nie jest takie proste i istnieje pewna zależność: im bardziej książka niedostępna fizycznie (mniejszy nakład, np. debiutanta), tym w procentach będzie wyglądać to lepiej. Ale uwierz, u mojego wydawcy tak jest, a o ile pamiętam, wiesz, który to, więc nie zaprzeczysz, że on ma kawałek rynku, prawda? Tertio: te cudowne procenty biorą się ze sprzedaży non-fiction. I też są zwyczajnym gadaniem, wystarczy porównać np. wpływy ze sprzedaży wszystkich książek z wpływami największej księgarni internetowej, Merlina. W pierwszym przypadku są to miliardy złotych, w drugim cienkie miliony. To KTO "robi" owe 30 procent, hę? :) Odpowiedz Link
autumna Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 10:16 > o ile pamiętam, wiesz, który to, więc nie zaprzeczysz, że on ma kawałek >rynku, prawda? Nie mam pojęcia, rzadko tu zaglądam (ostatnio w kwestii zamiłowań książki trochę zeszły na plan drugi, a na pierwszy wysunęło się rękodzieło...) i przeoczyłam. Jasne, że wierzę praktykowi, nie mocno uogólnionej statystyce, bo i bez wątpienia na to się nakłada statystyka nr 2, czyli nie ILE książek, ale JAKIE kupujemy przez internet. Nie spodziewałam się jednak że jest to tak duża różnica i że te procenty aż do tego stopnia są nadmuchane przez podręczniki, słowniki itp. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: Uwagi Skaja 25.11.09, 15:43 No nie wiem, statystyk nie znam, ale prawdę mówiąc sama od lat co najmniej pięciu kupuję książki już niemal wyłącznie przez Internet i o ile mi wiadomo, robi tak większość moich znajomych! Nie mam czasu ani cierpliwości biegać po księgarniach. Wieczorem za to przeglądam sobie spokojnie oferty księgarni w necie i zawsze się na coś skuszę, zamawiam regularnie. A do księgarni "stacjonarnej" zaglądam tylko okazjonalnie. Odpowiedz Link
sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 23.11.09, 16:53 internetowych. Drodzy Państwo, pamiętajcie jeszcze, że nie każda książka ma potencjał, aby trafić do dystrybucji tradycyjnej, bo po prostu niektóre z nich nie są atrakcyjnymi produktami z marketingowego punktu widzenia, a koszt takiej dystrybucji jest kolosalny. Niektóre książki lepiej sprzedawać nawet tylko i wyłącznie immanentnymi kanałami wydawnictwa (np. zaczytani.pl) z zyskiem dla Autora i wydawcy, bo wówczas obydwie strony nie ponoszą kosztów dystrybucji. Dodam również uczciwie, że są książki niesprzedawalne w ogóle (np. bardzo niszowe czy osobiste) i jeżeli decydujemy się opublikować taką książkę, przed podpisaniem umowy jasno umawiamy się z Autorem, że w naszej opinii z książki nie będzie zysku. Nie obiecujemy złotych gór tam, gdzie ich nie widzimy, a tam, gdzie widzimy dobre perspektywy handlowe, sami inwestujemy swoje środki, czy to w partycypacji z autorem czy samodzielnie, jednocześnie ponosząc ryzyko. Bo jak jest się małym wydawcą, to ryzyko jest nieuchronne. Mam nadzieję, że udało mi się rozwiać Państwa pewne wątpliwości odnośnie działania wydawnictwa, w którym pracuję. W razie dodatkowych pytań zapraszam do kontaktu. Sebastian Czekalski, Wydawnictwo Novae Res, sebastian.czekalski@novaeres.pl Odpowiedz Link
nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 23.11.09, 20:34 Głos małego wydawcy: kochani, nie nakręcajmy się tą "oficjalną dystrybucją". Jeśli nie jest się autorem, w którego wydawca wpompuje sporo pieniędzy na reklamy (i kupione recenzje ;), to wydanie u kogokolwiek niczego nie gwarantuje. Szukam książek znajomych pisarzy w tzw. czołowych miejscach dystrybucyjnych - owszem, okazjonalnie są, nawet promowane; poza promocją - wykupioną przez wydawcę - ich nie ma albo są gdzieś upchnięte pojedyncze egzemplarze, że trzeba się naszukać. Na palcach jednej ręki mogę policzyć autorów stale dostępnych i widocznych w ofercie. A mówię o osobach, które nie są debiutantami! Oczywiście, każdy ma prawo do własnej oferty, wciąż jednak uważam, że traktowanie za wyznacznik dystrybucji sieci na E czy M to jednak efekt marketingu - to nie są najlepsze miejsca dystrybucji, tylko najbardziej stereotypowe :). Jak doskonale wiecie - z całego serca popieram alternatywne kanały dystrybucji, więc kibicuję szczerze każdemu takiemu projektowi. Tylko do e-booków nie mogę się przekonać (na marginesie: ja też składałam książki osobno do druku, osobno do e-booka, Novae Res nie jest jedynym wydawcą, który wpadł na ten pomysł :). Panie Sebastianie, czy zaczytani.pl to projekt Pana firmy, czy partnerska witryna? Odpowiedz Link
skajstop Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 24.11.09, 10:40 Nomino, masz trochę racji, ale... spróbuj wykonać taki eksperyment myślowy. Moich książek nie ma we wszystkich księgarniach (ba, teraz nie ma niemal w ogóle, bo zeszły, a nowej nie ma na razie). I nigdy nie było. Ale sprzedawały się przyzwoicie. A teraz eksperyment: którąś z nich publikuję via wydawnictwo internetowe. Powiedzmy, w NR. Jak myślisz, czy sprzeda się ta sama ilość? Bo przecież wszystko inne pozostanie takie samo, poza medium. Stawiam dolary przeciw orzechom, że pojawi się różnica rzędu albo co najmniej połowy ministrów. Patrz moje uwagi wyżej bezpośrednio do przedstawiciela NR. Odpowiedz Link
nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 24.11.09, 12:32 Ja wiem, o co Ci chodzi, tylko wydaje mi się, że jako autorzy, czytelnicy - i chyba też wydawcy - trochę się zapętlamy w tym podejściu do kanałów dystrybucji. Jesteśmy przekonani, że nie można inaczej - i utrwalając taką postawę oraz powodowane nią zachowania - rzeczywiście utrwalamy "stary porządek". A ja jestem przekonana, że ten skostniały i mocno niewydolny ład da się zburzyć - tylko jeszcze szukam idealnego sposobu na dotarcie do odbiorców bez inwestowania kolosalnych kwot, których zwyczajnie na to nie mam i nie dam :). Poza tym - wrócę do nakładów - z niejakim zdumieniem zobaczyłam, że na nagrody księgarniane i szumne promocje składają się nakłady kilkutysięczne (spodziewałam się naprawdę co najmniej jednego zera więcej). Czyli - poza paroma przypadkami - ta cała dystrybucjo-promocja to kolos na glinianych nogach. Odpowiedz Link
ojuciasan Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res cd. 24.11.09, 12:51 Fakt, że na zawiłościach wydawniczych aż tak dobrze się nie znam, jednak zawsze popieram poszukiwanie nowych możliwości i burzenie skostniałych systemów, a co do prestiżu, to szanować będę tego wydawcę, który mnie szanuje (i jako autora i jako czytelnika). Odpowiedz Link
skajstop O dystrybucji 24.11.09, 14:29 Wiem, z czym walczysz i jako autor-marzyciel Cię popieram, bo mnie te skostniałe kanały doprowadzają do pasji - przecież to dlatego starszych moich książek nie ma w księgarniach. Ale jako autor-realista wiem, że żadnej alternatywy na razie nie ma, przynajmniej na skalę ogólnopolską i liczoną w tysiącach sprzedanych egzemplarzy. Nb. co do tych 8 tysięcy - mnie też to dziwi, ale znam przynajmniej jeden przypadek, gdy książka nie znalazła się w raporcie Rzepy, bo wydawca nie przesłał danych. Natomiast 8 tysięcy to dużo więcej niż 800 egz. W tym problem. Odpowiedz Link
sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 cz.1 24.11.09, 16:07 Dziękuję Państwu za miłe słowa, odpowiedzi oraz pytania. Na początku chciałbym wyrazić swoje zdziwienie faktem postrzegania NR jako „wydawnictwa internetowego”. Taka nomenklatura zawsze kojarzyła mi się z wydawnictwami typu Złote Myśli czy Escape Magazine, które to każdą książkę wydają w postaci e-booka, a dla wybranych książek oferują klasyczny druk na żądanie. Być może w przypadku NR nie powinniśmy operować zwrotem print on demand, tylko mówić o druku cyfrowym w niskich nakładach (do 1000) bo od 1000 wzwyż korzystamy już z druku offsetowego. Czyli może od razu zamknijmy e-bookową stronę wydawnictwa, skupmy się tylko na książkach tradycyjnych (jeżeli ktoś miałby ochotę porozmawiać również o e-bookach i innowacjach to zapraszam na jutrzejsze spotkanie o przyszłości rynku wydawniczego, które odbędzie się w Gdańskim Wydawnictwie Psychologicznym, a poprowadzą je właściciele NR, podaję link: gwpuzdrowisko.pl/kalendarium/kalendarium/#55). Nie widzę też uzasadnień dla porównania NR z wydawnictwami typu MyBook – na poparcie moich słów napiszę 3 podstawowe różnice: 1) NR nie publikuje wszystkiego! Nie działa również automatycznie. 2) NR przeprowadza pełen proces edytorski, a nie wysyła stworzonego przez autora PDF-a do drukarni (łącznie z wybraną przez niego szablonową okładką) 3) NR stara się pozyskiwać jak najszersze kanały dystrybucyjne i sprzedawać książki, które wydaje, oczywiście że z różnym skutkiem, ale to jest akurat normalne na rynku wydawniczym i wiele czynników wpływa na to, że jedna książka będzie się sprzedawać, a inna nie. Novae Res jest młodym, niewielkim wydawnictwem, które stara się zaistnieć w społecznej świadomości. Można nas przyrównać do Autora, który wierzy we własne siły i pomysły, ale nie jest pisarzem o ugruntowanej pozycji na rynku, który „może dużo”. Pokrótce postaram się odnieść do uwag Pana skajstopa: 1) Możemy odrzucić kwestie techniczne, ale wówczas pozostanie rozmowa tylko na temat promocji i dystrybucji. Żeby opłacało się coś promować i dystrybuować, trzeba mieć produkt, którym można zainteresować klienta. Żeby mieć taki produkt (w tym wypadku książkę) trzeba ją dobrze przygotować od strony edytorskiej i marketingowej – w przypadku książki niezwykle ważną rzeczą jest okładka, jako opakowanie produktu estetycznego , jakim jest książka. Ważna jest również estetyka typograficzna itd. Bo książka drukowana to nie tylko treść, ale również (a ostatnio niestety przede wszystkim) forma. Podkreśliłem w ostatnim poście po prostu dbałość NR o te elementy. Jako dla autora pierwszorzędne znaczenie dla mnie miałaby estetyka książki. 2) Dobrze – już ustaliliśmy, że rozmawiamy tylko o książkach drukowanych. 3) W całej rozciągłości się z Panem zgadzam. Na czym budować prestiż? Na publikowaniu wartościowych książek ciekawych Autorów. Takie jest moje zdanie. Badania wskazują, że czytelnik nie sugeruje się marką wydawnictwa, tylko nazwiskiem Autora. Prestiżowe jest jakie wydawnictwo? W którym ciężko coś opublikować? Które jest znane, bo wydaje i sprzedaje dużo? A może takie, które wydaje niewiele, ale za to w pięknej formie i wybrane utwory? Na to pytanie chyba każdy Autor sam sobie musi sobie odpowiedzieć. Wydaje mi się, że rozumiem Pana intencję – wydawnictwo ma być instytucją weryfikującą, co jest dobrą literaturą, a co nie, tak? Jak uda się w takim wydawnictwie wydać, to jest to prestiż dla Autora? To proszę zobaczyć, co jest na pierwszych miejscach list bestsellerów. Pytanie, czy kierujemy się przesłankami jakościowymi czy ilościowymi. Niech przykładem będą książki Stephanie Mayer – 5 książek na liście bestsellerów (których wartość literacką pozostawiam do indywidualnej oceny, zdaniem większości literackich opiniodawców dno – odsyłam np. do komentarzy w Angorze czy a Magazynu literackiego Książki), które wydało Wydawnictwo Dolnośląskie. Czy to wydawnictwo jest prestiżowe? Jeżeli elementem wartościującym jest sprzedaż – na pewno tak. Tylko że ja bym użył innego słowa – nie prestiżowe, a dochodowe. Po prostu znane na rynku. Pytanie tylko, czemu na tych listach, a przede wszystkim na księgarskich półkach jest tak mało polskich nazwisk (beletrystyka), a zalew zagranicznych? Jak takiemu NR uda się wypromować jakiegoś polskiego autora, to wówczas możecie być Państwo pewni, że zaraz jakieś duże wydawnictwo się po niego zgłosi z otwartymi ramionami I tutaj pojawia się różnica – te „prestiżowe-dochodowe” wydawnictwa wydają to, co w ich opinii będzie się sprzedawać, a wcale nie musi być dobre gatunkowo- stąd tyle badziewnej powieści zagranicznej na półkach. Czemu te świetne wydawnictwa nie zainteresują się polskimi autorami? Czemu nie stworzą miejsca dla polskiej twórczości, skoro mają takie zasoby finansowe? Wreszcie czemu w Empiku 90% beletrystyki to zagraniczni autorzy? Czy Polacy nie umieją pisać? A może Polacy nie chcą czytać polskich autorów? Nie wiem, ale jest to problem, nad którym warto się pochylić. Staramy się to robić. 4) Reklama – bardzo fajnie napisała tutaj Pani nomina. Proszę sobie przeliczyć koszty tradycyjnej reklamy, a ewentualne zyski z książki. Proszę też zauważyć, że wyłożenie dużych pieniędzy na reklamę i tak nie musi dać gwarancji sukcesu wydawnictwa i odwrotnie – książki na które początkowo nie było żadnych nakładów reklamowych potrafią stać się bestsellerami – polecam casus Paulo Coehlo. W Polsce ukazuje się ok. 12000 nowych tytułów rocznie. Przyjmijmy, że niech tylko połowa to beletrystyka. To 500 nowych książek miesięcznie – uważa Pan, że wszystkie one otrzymują promocję? Napiszę więcej, czy uważa Pan, że wszystkie książki znanych wydawców otrzymują widoczną promocję? Nie zawsze liczą się tylko i wyłącznie pieniądze, czasami liczy się pomysł, innowacyjne formy marketingowe, np. marketing szeptany w Internecie może okazać się o wiele bardziej skuteczny niż drogie kampanie tradycyjne, bo w przypadku książki najważniejsze, żeby ludzie zaczęli o niej mówić, żeby stała się w jakiś sposób wydarzeniem kulturowym, wtedy szybko zainteresują się nią media i pojawia się darmowa reklama. A zainteresowanie czytelników zmusi księgarzy do postawienia książki na półce. 1/8 strony w Angorze to koszt 15.000. Czy uważa Pan, że jak zamieszczę w 10 takich magazynach reklamę to sprzedam 20000 egzemplarzy książki i wyjdę na zero? (kalkulacja dla standardowej książki kosztującej 30złotych).Rzeczą podstawową w promocji jest jeszcze co innego – Autor wymaga, ale co autor daje? Jeżeli dostarczy świetny produkt, w który warto zainwestować środki, z pewnością wydawnictwo to uczyni i będzie się starało na wszystkie sposoby dać rozgłos książce. Jeżeli dostarcza produkt przeciętny, otrzyma przeciętną, standardową promocję, cudów nie ma i uczciwie o tym mówimy Autorowi. Wydawnictwo nie da rady promować wszystkich książek. A dodam chyba najważniejszą kwestię, o której zapominamy – podstawowym zadaniem wydawnictwa jest stworzenie książki, a nie jej promocja. Czemu nikt nie ma pretensji do dystrybutorów, którzy zabierają połowę ceny książki, że książka się nie sprzedaje i nie jest silnie promowana? Odpowiedz Link
sarsembaj odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 cz.2 24.11.09, 16:08 5) „Sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest inaczej, mnie dziwi” – z całym szacunkiem, nie ma to żadnego uzasadnienia. Oznaczałoby to, że jeżeli wydrukuję 10 tys. książek i wprowadzę je do dystrybucji tradycyjnej, to je sprzedam. Skąd taka pewność? Gdyby tak było, nie byłoby kiermaszy taniej książki Wszyscy by drukowali w wielkich ilościach, bo jest taniej przecież, i cieszyli się z zysków. Powiem więcej i może rozwieję pewne mity odnośnie dystrybucji tradycyjnej – to nie wydawnictwo decyduje, ile sobie wprowadzi do sprzedaży, a dystrybutor, a konkretniej księgarz. Do dystrybutorów wysyłane są książki, które znajdują się w magazynach. Taki dystrybutor przygotowuje ofertę książek, które posiada na stanie i rozsyła propozycję ich zakupu do swoich kontrahentów, którymi są księgarnie, hipermarkety, Empik itd. I przykład takiego Empiku. To nie jest tak, że jak jest Empików w Polsce 150, to ja sobie zażyczę, że chciałbym mieć po 5 egzemplarzy książki w każdym salonie, bo fajnie będą wyglądać na półce obok siebie, i wyślę im 750 egzemplarzy, tylko to Empik, po zapoznaniu się z propozycją dystrybutora, szacuje sobie, ile chce zamówić książek i weźmie powiedzmy 100, 200, 300 takiego debiutanta. Ja sobie mogę wydrukować, ile chcę, tylko że jak te książki nie zostaną zamówione, to one leżą w magazynie u dystrybutora i się kurzą, a nie stoją na półkach w księgarniach, jakby się mogło wydawać. To jaki jest sens w drukowaniu wielkiej ilości (za wyjątkiem tego, że taniej wychodzi druk egzemplarza), skoro zamrażany jest kapitał, a jak jest popyt, to w każdej chwili książkę można wydrukować. W takiej opcji nie ma czegoś takiego, jak nakład wyczerpany. Wówczas popyt kreuje podaż i to jest logiczne. Odnośnie sprzedaży książek w Internecie, to bardzo ciekawe, co Pan pisze, ponieważ książka, zgodnie z wynikami badań, to najchętniej kupowany przedmiot w Sieci. Z analiz wynika (Rynek książki w Polsce, Biblioteka Analiz), że około 30% zakupów książek odbywa się przez Internet (piszę tu o wersjach papierowych). 6) Prosiłbym o wskazanie źródła tych badań, bo to ciekawe, co Pan pisze. Rozumiem, że chodzi tylko o beletrystykę czy o wszystkie książki? 7) Nigdzie nie napisałem, że największym sukcesem Novae Res jest opublikowanie „Skutków ubocznych”. Raczej wskazywałem na to, że wydajemy książki w różnych nakładach. Oczywiście, że dwie wersje książek to obecnie żadne novum, 2 lata temu jednak tak nie było, obecnie również duże wydawnictwa typu „Znak” dostrzegają potencjał w e-bookach, skoro zgadzają się na publikowanie swoich tytułów (również nowości) w takiej formie. Wynika z tego, że rynek e-booków dynamicznie się rozwija – chyba taki można wysnuć wniosek. Pani nomino – zaczytani.pl to autorski projekt Novae Res. Panie skajstopie – w jakich latach sprzedawała się przyzwoicie Pańska książka i jakie były związane z nią kampanie promocyjne? Ja jednak podtrzymuję zdanie (zgadzając się z p. nominą), że skuteczność dystrybucji tradycyjnej w miejscach takich, jak Empik, jest mocno stereotypowe – sprzedają się książki, które są silnie promowane w miejscu sprzedaży, dobrze widoczne itd. A to z kolei znowu kosztuje. A żeby móc zapłacić, to trzeba dużo sprzedać, a sprzedać wiele książek debiutanta to… baaaardzo cieżkie. Ale przynajmniej pomagamy mu zaistnieć. Pozdrawiam serdecznie Sebastian Czekalski, menedżer projektu, Wydawnictwo Novae Res Odpowiedz Link
nomina Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 24.11.09, 20:56 Panie Sebastianie, dziękuję za odpowiedź i piszę maila. Jest jeszcze jedna rzecz. Wszyscy mówimy o książce papierowej vs. e-book. A audiobook? Jaka jest jego rola? Nie ukrywam, że u mnie brak audiobooków to kwestia kosztów, no i trochę też oklapłam, kiedy się okazało, że Sapkowski mnie ubiegł (miałam wizję takiego rozbudowanego audiobooka, ale teraz wyszłabym chyba na epigona). Odpowiedz Link
sarsembaj Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 25.11.09, 15:17 Pani nomino, rynek audiobooków z tego, co wiem, bardzo dynamicznie się rozwija. Coraz więcej osób zainteresowanych jest słuchaniem książek. Swoją drogą klasyk teorii literatury, Roman Ingarden, uważał, że pełny odbiór dzieła następuje tylko i wyłącznie przy odczycie tekstu:) Problemy są jednak takie, że - dużo osób czytać chce, ale niewielu uśmiecha się płacić za coś, co może mieć za darmo. Audiobook to nie e-book - nie ma znaczenia, czy słuchamy legalnej czy pirackiej mp3. W przypadku e-książki mamy jak na razie kolosalną różnicę pomiędzy komfortem czytania wersji drukowanej a elektronicznej książki. Praktycznie każdy audiobook można bez większego problemu znaleźć w sieci w wersji pirackiej i to jest kłopot. Jest wzrost zainteresowania audiobookami, ale nie przekłada się to na realne zyski. A koszt stworzenia audiobooka jest dość wysoki. W jednym z największych sklepów sprzedających audiobooki w Internecie w momencie, kiedy sprzeda się 200 egzemplarzy zaczyna miec taki utwór status bestsellera. Sam jestem ciekawy, jak ten rynek się rozwinie. Pozdrawiam Odpowiedz Link
skajstop Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 24.11.09, 22:37 <„Sprzedaż jednak zależy od wysokości nakładu, twierdzenie, że jest > inaczej, mnie dziwi” – z całym szacunkiem, nie ma to żadnego uzasad > nienia. > Oznaczałoby to, że jeżeli wydrukuję 10 tys. książek i wprowadzę je > do dystrybucji tradycyjnej, to je sprzedam. Skąd taka pewność? No cóż, porusza się pan pomiędzy skrajnościami, a gdzie środek? A ja nigdzie nie napisałem, że cały wydrukowany nakład zostanie sprzedany, stwierdziłem jedynie, iż da się uchwycić zależność pomiędzy wysokością nakładu a wysokością sprzedaży. I prosiłbym o precyzję. Zależność istnieje i prosto ją wykazać: jeśli sprzedaje pan książki tylko ze strony swojego wydawnictwa, sprzeda pan ich _prawdopodobnie_ mniej, niż kiedy będzie pan je sprzedawał także ze stron Merlina, Empiku oraz innych internetowych stron. Jeśli dorzuci pan kilka tradycyjnych księgarni, to prawdodpodobieństwo znów trochę wzrośnie. Zwiększy się szansa, że ktos na pana ofertę trafi. Oczywiście, należy umieć potem tym nakładem rządzić, dzielić pomiędzy dystrybutorów, umawiać się z nimi, etc. Niemniej, jeśli wydrukuje pan nakład dobrą książkę w np. 3000 egz., to szansa, że pan sprzeda 1500, jest znacznie większa, niż gdy wydrukuje pan asekurancko 300 egz. Tym bardziej, że w Polsce słabo, bardzo słabo na razie funkcjonuje system dodruków, on działa tylko przy ewidentnych hitach, a nie o nich mówimy. Zwykle sprzedaje się jakis procent pierwszego wydania. Czynię rzecz jasna założenie, że książka jest dobra, wydawca nie popełnił błędów edytorskich, a hurtownicy będą zainteresowani. Ale wtedy właśnie pojawia się kwestia prawidłowego rozdysponowania nakładu – i on jednak nie może być rzędu 200 egz. Zgoda, nie musi sięgać 3000, ale jeśli książka ma być zauważalna w wielu miejscach, choćby miał tam stać jeden egz, to jednak określa to pewien nakład podstawowy. Powiedzmy, określa rozsądne minimum. Nawiasem, piszę to, dość dobrze (w liczbach) znając sposób funkcjonowania swojego wydawcy, który wydaje sporo debiutów, trudno więc powiedzieć, że idzie na pewniaka Nie, on zakłada, że książki rozrzuci, jak umie, a potem się zobaczy, tj. czytelnicy biorąc je do reki, zadecydują. Bo do wielu potencjalnych czytelników nie dotrze pan inaczej z informacją o książce, jak poprzez pokazanie im jej w ksiegarni. Naprawdę, nie jest to moja fanaberia, tylko wiedza o mechanizmie funkcjonowania wydawnictwa, które rocznie wypuszcza kilkadziesiąt tytułów, częstokroć obarczonych sporym ryzykiem. Niestety, źródeł tych danych nie mogę podać bardziej precyzyjnie, bowiem wydawca by mnie zabił. Są to jednak czasem wyniki badań robionych na zamówienie. Badania profilowane, na okreslonych grupach, dosyć dużych, reprezentatywnych próbach. Co gorsza, przeciez pan dobrze wie, że dopiero powyżej pewnej ilości sprzedanych egz. Pojawia się zysk. A koszty zredagowania książki są takie same bez względu na to, czy jej się sprzeda 100 egzemplarzy, czy 2000. Choćby z tego powodu trzeba starać się sprzedać jak najwięcej. Porównanie z MyBookiem pana ubodło, ale ono wcale nie jest chybione w tym sensie, że to wydawnictwo zarabia na autorach. Proszę, niech pan kilkoma tytułami wprowadzonymi na rynek dowiedzie, że autorzy są w porządku (właśnie owa kwestia prestiżu, czyli selekcji), książki się sprzedają – nie, nie trzeba od razu oszałamiających wyników, wystarczy, że nie będzie to 100 egz, tylko 1000. Dorobi się pan dobrej opinii, a ja obiecuję, że wtedy odszczekam swoje wątpliwości, a nawet zacznę NR wspierać – bo to nie jest tak, że programowo mam coś przeciwko takim wydawnitwom. Mam, jeśli oferują miraże. Natomiast potrzebę mocnego wydawnictwa w typie NR na polskim rynku dostrzegam. Uprzedzę pana jeden argument, który zresztą wraca jak echo. Otóż na działalność wydawniczą pieniądze są potrzebne tak samo, jak na handlowanie warzywami. Odpowiedz Link
sarsembaj Re: odpowiedź menedżera projektu Novae Res nr 2 c 25.11.09, 15:31 Panie Skystopie, ja wszystko rozumiem, ale Pana myślenie jest bardzo stereotypowe - wrzucę więcej na rynek, jest większa szansa na sprzedaż. No oczywiście, że statystycznie jest. Ale czy przekłada się to na realną sprzedaż? Zapewne tak, ale czy na tyle, aby na tym zarobić? Gdyby to wszystko było takie proste, to nie upadałoby tyle nowo powstałych wydawnictw. A czy nie lepiej wydrukować mniej, a za zaoszczędzone pieniądze zrobić kampanię reklamową? Wbrew temu, co Pan pisze, dodruki to obecnie w Polsce najmniejszy problem. W ogóle najmniejszym problemem jest coś wydrukować. Coraz większym jednak z racji coraz mniejszej liczby czytelników, a większej liczby książek problemem jest sprzedać to, co się wydrukowało. To, co Pan proponuje, można przyrównać do każdego innego produktu - im więcej wprowadzę na rynek, tym większą mam szansę na sprzedaż, ale to jest tylko statystyka. Zamieńmy książki na kefiry. Pisze Pan, że mam większą szansę, że sprzedam książkę, jak ona będzie w wielu miejscach i że dla debiutanta jednak głównym sposobem zaistnienia jest to, że ktoś nim się zainteresuje w księgarni. Otóż, powracając do przykładu kefiru, szansa na to jest taka, jakby wszedł Pan do sklepu spożywczego, stanął przed półką, na której stoi 300 podobnych kefirów i zainteresował się akurat moim. Jaka jest szansa? Nie za wielka prawda? A odwróćmy sytuację - spróbujmy tak zainteresować czytelnika książką, żeby on wszedł do sklepu i zapytał, czy może kupić taką a taką pozycję - proszę mi zaufać, że dobry księgarz za 2 dni będzie miał tę książkę na półce. Zaczynamy poruszać się na takim rynku książki, że zauważenie książki w księgarni i szansa na jej sukces przy zalewie beletrystyki jest iluzoryczna. Taka jest niestety smutna prawda. Odpowiedz Link
skajstop Pas 25.11.09, 16:24 > Wbrew temu, co Pan pisze, dodruki to obecnie w Polsce najmniejszy > problem. Myślę, że bardzo nieuważnie czyta pan to, co w stanowczo zbyt długich postach piszę :) A jeśli czyta, to, pardon, nie rozumie. Problemem, który podnoszę, wcale nie jest zrobienie dodruku przez wydawcę, tylko fakt, iż najczęściej księgarnie czy Empiki, etc - biorą RAZ. Wiem, są wyjątki, ale ja pisałem o regule. Potem biorą nowe książki, zamiast wracać do starych. Podobnie, nigdzie nie piszę, iż należy pieniądze z promocji przesunąć na druk, tylko stawiam tezę, że niezbędny jest i rozsądny nakład podstawowy, jak i promocja, co sobie pozwoliłem wcześniej cierpko skomentować. Wobec tego myślę, że pozostaniemy przy swoich ocenach, a życie je za rok czy dwa zweryfikuje. Na razie pasuję, bo dalsza rozmowa w takim kształcie nie ma sensu. Życzę powodzenia, pozostaję z szacunkiem - Skajstop Odpowiedz Link
sarsembaj Re: Pas 26.11.09, 00:40 Panie skystopie, oczywiscie, ze z pelnym zaangazowaniem i uwaznie czytam Pańskie posty. Jak juz ktos wcześniej wspomniał w toku tej całej dyskusji nikt nie zjadł wszystkich rozumów, a wymiana zdań moze okazac się owocna. Mozliwe, ze niektore wypowiedzi interpretuję niezgodnie z Panska intencją, ale temat jest po prostu tak szeroki, ze forum rzeczywiscie moze nie byc najlepsza forma do dyskusji na tak rozleglym polu, jakim jest wspolczesny rynek wydawniczy. Potwierdza to również dzisiejsza, zresztą niezwykle ciekawa, dyskusja w GWP na spotkaniu prowadzonym przez właścicieli NR z przybyłymi goścmi - opinie były podzielone, polemika zażarta, ale konstruktywna i skłaniająca do refleksji. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby spotkanie i osobista rozmowa - wówczas mielibyśmy większe szanse wzajemnego przekonywania się o swoich racjach :) Być może taka możliwość nastąpi, tymczasem ja również dziękuję za dotychczasową polemikę i pozostaję z szacunkiem. Oczywiście w dalszym ciągu zachęcam każdego, kto miałby jakieś pytania na temat wydawnictwa Novae Res do kontaktu. Będę się również co jakiś czas starał odwiedzać to forum i w miarę możliwości czasowych odpowiadać na wszystkie poruszane kwestie. Pozdrawiam serdecznie Sebastian Czekalski, Wydawnictwo Novae Res, sebastian.czekalski@novaeres.pl Odpowiedz Link