Dodaj do ulubionych

zrobił, nie zarobił

27.04.12, 16:58
Szanowni Forumowicze,
piszę, będąc wzburzonym, więc wybaczcie, jeżeli będzie chaotycznie, ale bardzo liczę na Waszą radę.
Pokrótce opiszę sytuację: szukałem pracy, ew. zleceń. Odezwało się do mnie wydawnictwo, mailowo redaktor zaproponował mi przygotowanie próbki (redakcja) tekstu. Po ocenie próbki pracy (nieodpłatnej) redaktor miał dać znać, jak ocenia moją pracę oraz określić szansę na współpracę z wydawnictwem.
Próbkę wykonałem w terminie. Mija tydzień, dzwonię do owego redaktora, czy ocenił. Słyszę w odpowiedzi, że jeszcze nie, ale na pewno się odezwie, nawet jeżeli nie będą zadowoleni.
Minął miesiąc bez odzewu.
Dziś wchodzę na stronę wydawnictwa i widzę, że książka, nad której fragmentem pracowałem, właśnie się ukazała. Czytam załączone 4 strony i, na oko, w 95 proc. jest to tekst po mojej redakcji. Nie widziałem jeszcze większego fragmentu (sądzę, że wykonałem 8 stron ostatecznego wydruku), więc nie wiem, czy w dalszej części również wydrukowano moją pracę, która była wykorzystana w procesie rekrutacyjnym.
Co jeśli tak będzie?
Iść do szefa owego redaktora? sądu (jakiego?)?
Obserwuj wątek
    • misia1245 Re: zrobił, nie zarobił 27.04.12, 17:51
      Zdradź nam, jakie do wydawnictwo. Podobne przypadki bywały kiedyś dość częste, ale żeby teraz?
      • jagapie Re: zrobił, nie zarobił 29.04.12, 09:01
        nazwy wydawnictwa na razie nie zdradzę, ale uczynię to, jeżeli upewnię się co do swych domysłów.
        dodam, że pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją. piszecie, że takie historie się zdarzały. co robić?
        na razie powinienem się zapoznać z ustawą o prawie autorskim...
    • znana.jako.ggigus miałam to samo z Pondsem 28.04.12, 10:53
      ten duży, dwutomowy słownik niemieckiego.

      Dostałam 10 stron z literką s do redakcji próbnej, dużo idiomów, naprawdę ciekawa praca.

      Po trzech miesiącach czekania napisałam maila. Pani odpowiada, że mają dużo zgłoszeń, potem przestała się odzywać.

      Po roku czytam, że Ponds wydał słownik. Ogłaszali się na wielu stronach, że szukają do redakcji.
      Jeśli powysyłali to wielu osobom, jak i mnie, a potem to wszystko posprawdzał jakiś redaktor, to zaoszczędzili dużo pieniędzy.
      A tego Pondsa dostałam w dodatku jako przezent:))
      • znana.jako.ggigus przepraszam. slownik to PONS 28.04.12, 10:53
        od lat nazywam go nieprawidłowo i nie mogę się tej maniery pozbyć
      • donatta PONS 28.04.12, 14:33
        Masz podstawy, żeby twierdzić, że wydawnictwo wykorzystało Twoją pracę bezprawnie? Tak się składa, że współtworzyłam kilka słowników dla tego wydawcy (inny język) i wiem, że zgłoszeń mieli dziesiątki. Wszyscy chętni otrzymali próbki do wykonania (te same), ale tylko nielicznym zaproponowano dalszą współpracę. Jeśli nie jesteś pewna, czy Twoja próbka została wykorzystana, to nie pisz proszę bzdur. Jestem przeczulona zarówno na punkcie oszukiwania tłumaczy/autorów/redaktorów przez wydawnictwa, jak i bezpodstawnych oskrażeń pod adresem wydawców.
        Nie obraź się, ale jeśli nie potrafisz nawet napisać poprawnie czteroliterowej nazwy słownika - ba, nie wiesz, że PONS to nie jest nazwa wydawnictwa, więc PONS niczego nie może wydać ;) - to może jednak Twoja próbka nie była taka doskonała ;).

        Chociaż przyznaję, praca nad słownikami jest ciekawa.
        • znana.jako.ggigus Re: PONS 28.04.12, 15:45
          nie wszyscy dostali tę samą próbkę. Zgadałam się z koleżanką, która też się zgłosiła.
          A co do Ponsa - zaraz się poprawiłam. Od lat wymawiam nieprawidłowo tę nazwę i od lat z tym walczę.
          Nie napisałam, że mnie oszukano, po prostu sama procedura była dziwna.
          Jeśli wydawnictwo ogłasza, że szuka chętnych do naboru, wysyła próbki, a potem milczy, można się wkurzyć. Jeśli odpowiedzieli wielu osobom, musieli liczyć się z tym, że te wiele osąb będzie ich dręczyło w wielu, b. wielu mailach, telefonach, wizytach.
          Nie wiem, czy moja próbka była doskonała, obawiam się, że nie ma, nie było i nie będzie doskonałych próbek. Każdy uczestnik wysłał próbki tłumaczeń i każdy miał i lepsze i gorsze propozycje. Może proporcje ilościowe były różne.
          Poza tym nie pisałam, że wykorzystano moje tłumaczenia, bo nie pamiętam, co tłumaczyłam, nie zachowałam sobie tego.
          O tym wszystkim, bez spekulacji, pisałam.
          • donatta Re: PONS 28.04.12, 16:15
            Obawiam się, że napisałaś. Chociażby w tytule. Jeżeli założyciel wątku pisze o oszustwie, jakie go spotkało, a Ty tytułujesz post "miałam tak samo", no to niestety, ale własnie oskarżasz o oszustwo.

            Ja osobiście także lubię, kiedy redaktorzy mi odpowiadają, najlepiej natychmiast, ale niestety, współpracuję z rozmaitymi wydawnictwami od lat i zdołałam się przekonać jak to wygląda: osoba rozsyłąjąca próbki (czy to fragmenty słownika, czy książki) ma często na głowie tyle pracy, że nie ma czasu, żeby odpisać wszystkim osobom, z którymi nie będzie współpracować. Ledwo starcza czasu na konktat z tymi, z którymi skontaktować się trzeba. I tak jest chyba w każdym wydawnictwie, niektórzy lojalnie ostrzegają w ogłoszeniach, że odpowiedzą tylko na wybrane propozycje. Przykre, ale lepiej się od razu przyzwyczaić.
            • znana.jako.ggigus Re: PONS 28.04.12, 16:58
              tyle ze jak pisalam, redaktorka miala na poczatku czas na mile, krotkie odpowiedzi.

              Jesli ktos nie ma czasu na pisanie odmow, na cala korespondencje, powinien sobie zazyczyc np. zyciorysy osob, ktore sie zglaszaja i wysylac probki tylko tym, ktorzy maja doswiadczenie, ergo zmniejszyc krag zainteresowanych.
              Przyjeta probka z tlumaczeniami zobowiazuje do reakcji.

              Poza tym skoro rok, poltora po tej dziwacznej sprawie nagle PONS informuje, ze wydaje slownik i kiedy kolezanka dostala inne slowa i zwroty do tlumaczenia, mam prawo przypuszczac, ze zostalam zrobiona w trabe.
              To zreszta wygodny sposob dla wydawnictwa.
              • donatta Re: PONS 28.04.12, 17:09
                1. W tym zawodzie doświadczenie i wykształcenie wcale nie równają się jakości. Niestety, bardzo często przyjęta próbka do niczego nie zobowiązuje - poczytaj sobie ogłoszenia na Wirtualnym Wydawcy.
                2. To, że koleżanka dostała inną próbkę, a Ty nie otrzymałaś odpowiedzi, NIE OZNACZA, że masz prawo przypuszczać, iż zostałaś zrobiona w trąbę. Jedynym powodem dla takich przypuszczeń byłby fakt, że znalazłaś swoją pracę w słowniku. Jeśli nie znalazłaś, nie powinnaś rzucać oskarżeń na prawo i na lewo. Jeśli znalazłaś - napisz do wydawnictwa i zagroź sankcjami prawnymi.
                3. Po raz kolejny udowadniasz, że nie masz nawet pojęcia, kto jest wydawcą. PONS to logo, marka - wydawca nazywa się zupełnie inaczej, więc PONS nie mógł Cię o niczym poinformować, bo to martwy twór - nazwa.

                No nic, koniec jałowych dyskusji, wracam do tłumaczenia.
                • znana.jako.ggigus Re: PONS 28.04.12, 17:28
                  z tego co zauwazyam, w watku nie dyskutujemy o marce i wydawnictwie. Kazda z nas wie dobrze o czym mowa, a i ja chyba sie wlasnie nauczylam prawidlowej nazwy.
                  Rozne probki tlumaczen, wyslane roznym osobom, a takze czas publikacji slownika po calej sprawie pozwalaja mi na przypuszczenie, ze ktos sobie za darmo wykorzystal mase ludzi. Akurat o tym przypadku opowiadalam tlumaczom znajomym i nikt jakos nie okazywal ani oburzenia, ani nie mowil, bez oceny tlumaczen, o ich jakosci.
                  Wyrazono jedynie ubolewanie, bo cala sprawa jest dosyc oczywista.
                  O wiele latwieje jest, majac powiedzmy 10 tlumaczen literki s, wybrac najlepsze propozycje, niz sie samemu pomeczyc.
                  Wyslana probka nie obowiazuje do wspolpracy i nie o tym pisalam, ale wyslana probka obowiazuje do reakcji. Takze odmownej, skoro podjeto decyzje.
                  Tym bardziej ze mila pani redaktor na poczatku owszem odpowiadala, ze jeszcze nie podjeto decyzji, bo dostali duzo probek.
                  Nie pisalam, ze jestem pewna na 100%, ale mam prawo przypuszczac, podajac powyzsze przeslanki, co zrobilo wydawnicto.
                  Oskarzeniami tez nie rzucam na prawo i lewo, to moj pierwszy wpis w tym temacie, a sprawa dotyczy roku bodajze 2003, albo 2004, albo nawet 2005 - nie pamietam.
                  Nie widze powodu, abym tutaj byla przez kogokolwiek odpytywana ze znajomosci wydawnictw i ich marek. Ton pouczacza zachowaj sobie na inne, bardziej odpowiednie okazje.
                  Milego tlumaczenia!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka