Dodaj do ulubionych

...Potrzebuje szczerą ocenne ...

28.06.06, 14:52
Potrzebuje szczerą ocenne nie mam na myśli tematu, jakiego dotyczy poniższy
fragment. Lecz uwag i pokazanie błędów, które robię. Zamieszczam dość spory
kawałek.. Chyba cześć jego już dawałam do oceny, ale ktoś stwierdził, że jest
to za mały ferment (wybity z kontekstu).
Wiec teraz daje obszerny. Już więcej nie będę zawracać głowy byście oceniali
moją prace. (tekst)
Pozdrawiam
Martyna

FRAGMENT:

Siedziała spokojnie w autobusie i patrzyła w okno. Była wielkim samotnikiem,
więc bardzo często sama gdzieś jechała. Miała około szesnastu lat, długie
brązowe włosy, oczy dziwne, bo pomieszała się w nich zieleń z niebieskim.
Wyglądała na zdrową, silną dziewczynę, ale miła takie jakieś smutne
spojrzenie. Życie jej nie rozpieszczało, nie mogła poznać miłości rodziców,
nie miał, kto ją przytulić i pocieszyć. Po prostu jechała gdzieś bez celu,
głęboko zamyślona. Z tej teraźniejszości wybiło ją nagłe zatrzymanie się
autobusu. Ciężka makieta, która przewoził mężczyzna przewróciła się na nią i
uderzyła mocno w głowę. Straciła przytomność. Obudziła się dopiero po
kwadransie.
Jednak obudziła się już jako ktoś inny, po uderzeniu w głowę przypomniała
sobie parę rzeczy z okresu dzieciństwa. To, że mieszkała w innym świecie,
gdzie była magia, głębokie, niepokojące sny i nie było ubogich, brudnych
ludzi. Każdy tam się śmiał. Ale tak jak wszędzie, nawet w najlepszym świecie,
i tam były ciemne krainy, w których zagościł Czarny Pan. Człowiek zły,
potężny, który od wielu lat przynosił śmierć i strach. W świecie tym były
dwie strony: dobro i zło. Po złej stronie był Czarny Pan
( syn poprzedniego Czarnego Pana z Białą Panią), a po dobrej – Biała Pani,
osoba wybrana przez Feniksa, najpotężniejsza, o krystalicznym sercu. Na ogół
była to córka poprzedniej Białej Pani, lecz nie z Czarnym Panem. Wiem, może
to trochę pomieszane, ale to potem będzie ważne.
Dziewczyna powoli wstała. Posiadała wiedzę, której wcześniej nie pamiętała,
lub, którą ktoś jej odebrał. Postanowiła być dobra i walczyć ze złem.
Przypomniała sobie, jak się nazywa, a nazywała się Sara Rotter. Wyszła z
autobusu i ruszyła w swój świat, ten magiczny inny świat.

*

Spacerowała powoli po mieście, w którym wszystko się zaczęło. Tu rozpoczęła
nowy etap w życiu i skończyła okres dziecięcy. Czuła się jednak strasznie
samotna i opuszczona, nawet jej dawna miłość i stare metody zawiodły. Na
ulicy czekała jakaś kobieta, podeszła do Sary.
- Saro Rotter musimy pogadać!- Krzyknęła lodowatym głosem.
- Libia nic się nie zmieniłaś– odpowiedziała.
- Masz trzy miesiące! Jak nie przyniesiesz to wiesz…- powiedziała i pokazała
ruch podcięcia gardła.
Sara wtedy dostrzegła, że za Libią stoi jej dawna miłość Posąg. Wpatrywał się
w Libię tak jak kiedyś w Sare, co bardzo zabolało dziewczynę, ale nie uległa.
- Odchodzę! Nie chce mieć z wami nic wspólnego, a następczyni Białej Pani
zlikwiduje MN. – Zdenerwowana ruszyła dalej.
- od nas nie można odejść! – Krzyczała Libia- Walcz!
Libia wyjęła swój płomienny bicz i trafiła Sare w plecy Dziewczyna zawyła z
bólu i szybko się odwróciła.
- Libia widać, że się niczego nie nauczyłaś!
Libia agresywnie nakierowała bicz na Sare. Lekko zakołysała biodrami
i spojrzała łakomie na Posąga, a potem skierowała wzrok na dziewczynie
- WALCZ! – Rozkazała Libia
- Nie! Libio nie zmuszaj mnie do obrony! – Krzyknęła Sara
Libia oplatała biczem prawy nadgarstek Sary i zacisnęła. Krew popłynęła i
przyszedł olbrzymi ból. Posąg zrobił krok w kierunku Libii.
- Dobrze nie walcz szybciej cię zabije! – Powiedziała i miała zrobić kolejny
ruch, kiedy Sara rzuciła zaklęcia i dziewczyna upadła, potem wyczarowała
strzale i rzekła:
- Ja jestem strażniczka Strzały sprawiedliwości. Przeto zniszczyłaś
obowiązujące prawa i poniesiesz karę. Strzało, co zło tępisz. Czysta prawdo
serc…..Zniszcz serce złe i przeklnij je na zawsze..
Strzała zawirowała w powietrzu i zanurkowała w sercu Libii. Sara
odeszła w mrok, a Posąg wyjął z kieszeni Libii list.

Ukochany
Wszystko mnie przytłacza. Strach mrozi mi krew w żyłach. Kocham Cię…proszę
poczekaj na mnie. Nie odchodzę od Ciebie tylko od spraw, które mnie
przytłaczają. Nie jestem tu bezpieczna…muszę. Libia to zła kobita do szpiku
kości. Kocham Cię i dopóki mogę żyć pełnią życia i oddychać to przy Twoim
boku będę szczęśliwa. Jeśli chcesz wyruszyć ze mną czekam na Ciebie tam gdzie
spotkałam pierwszy raz Ciebie. Bądź o północy. Proszę Cię nigdy mnie nie rań.
Za dużo ran posiada moje serca. Nie wybaczyłabym Ci tego.
Sara Rotter
P.s., jeśli nie przyjdziesz to znaczy, ze nasze plany rozsypią się!

- Sara! Kochanie ja o niczym nie wiedziałem. WRÓĆ! KOCHAM CIĘ!- Krzyczał
Posąg
Jednak Sara nie zawróciła, poszła dalej, a jej serce pękało z żalu i bólu.

Następnego dnia udała się do jednego z najlepszych ludzi w rzucaniu
czarów i szybkości na najwyższym poziomie. Zapukała do drzwi i otworzyła jej
jakaś kobieta.
- Jest pan Raviner Wiktor Rozet? – Zapytała Sara
- Nie ma! Czy wy myślicie, ze on będzie na wasze skinienie?! – Rzekła kobieta
Sara szybkim ruchem wepchała się do domu i rzuciła zalecie:
- Ybis ( przeniosła ją w inne miejsce)
Agresywnie pchnęła drzwi jadalni. Rzuciła płaszcz chaotycznie na
krzesło. W jadalni siedziała grupa ludzi spożywających cynamonowe piwo i
Tatar.
- Witam państwa- rzekła Sara
Przerwali rozmowy i spojrzeli na nowo przybyłą dziewczynę. Sara rozejrzała
się.
- Oj widzę tu samych wybitnych panów i mądre kobiety oraz rodziców z listy
Czarnego Pana- powiedziała Sara. Na twarzach ludzi pojawiło się oburzenie i
zdenerwowani. Jeden z mężczyzn szeptał przekleństwa, a kobieta wzrokiem
przebijała ciało dziewczyny.
- Jak pani śmie! Tylko Czarny Pan ją zna! – Krzyczała otyła kobieta.
- Pani Ecie Mivcoll, proszę się nie martwić pani syn Alas i córka Nosa są na
9 miejscu od końca. Znam sporą część listy!- Krzyknęła Sara. Kobieta speszona
usiadła na swoje miejsce i pochyliła głowę. Sara krążyła wokół stołu.
- Państwo mnie nie znają. Niektórzy poznali mnie jako wybitną pisarkę,
dyrektorkę szkoły w Libizt. Nie poznali mnie państwo osobiście i nie w
prawdziwej postaci. Przychodzę tu, bo chce odzyskać to, co straciłam. To, co
stracili ludzie z Listy Czarnego Pana – powiedziała Sara.
- Pani jest na tej liście? – Zapytał prof. Jams Jonden
- Pan znał mnie jako małe dziecko. Dziecko, które pan zabrał matce, ale nie
po to tu przyszłam – rzekła dziewczyna, podeszła do okna, rzuciła kilka
wyrazów w obcym języku i wyjęła nóż. Nacięła prawą rękę … trysnęła krew.
Przetarła nią ścianę, z której wyłonił się pergamin.
- Lista Czarnego Pana była na wyciągniecie waszego ulubienica prof. Raviner
Rozeta. Wiedział gdzie jest, ale nie znał szyfru, który ja wymyśliłam. Ja
Sara Rotter – powiedziała Sara. Na twarzy prof. Jondena pojawiło się
zdziwienie i zawstydzenie. Dziewczynę zaczęła ogarniać złość.
- Nie musi się pan martwić! Jasno zrozumiałam, że mam go zostawić. Nie
potrzebuje kogoś takiego jak ja! – Powiedziała z żalem Sara. Mężczyzna
położył rękę na swoim zaczerwienionym policzku, speszył się.
-Ale ja to zrobiłem dla Ciebie.- Rzekł prof. Jonden.
Sara przełknęła ślinę i spróbowała zmienić temat, Jednak po kilku
próbach, zapatrzyła się w okno. Za oknem panował półmrok, jakiś mężczyzna
biegał, całą głowę miał opatuloną rosą, zamarzły mu koperki potu na czole.
Przystanął koło domu, skinął z gracją głowę i delikatnie wykonał ukłon, a
następnie znów zaczął biegać. Sara wróciła do rzeczywistości, czyli do
jadalni, w której była taka cisza, że można było usłyszeć stabilne, głębokie
oddechy dziewczyny. Po jej policzku płynęła łza, a potem było ich coraz
więcej.
- Widzę, ze to nie ma sensu. Trudno… - powiedziała Sara. Otarła raptownie
policzki i obróciła się. Jej twarz sm
Obserwuj wątek
    • martttyna FRAGMENT 2 28.06.06, 14:57
      . Jej twarz smutna, mokra od łez goryczy, była ledwo widoczna. Podeszłą kilka
      kroków, stanęła na progu jadalni z wystawnym salonem, tyłem do ludzi.
      Zatrzymała się, lekko obróciła głowę, a wraz z nią agresywnie wykonała obrót
      ciała. Spojrzała na zdziwionych ludzi, po czym wybiegła z domu i wpadła na
      człowieka. Mężczyzna wyglądał na zmartwionego. Miał zapadnięte policzki, lecz
      wglądał na zmęczonego. Kiedy zobaczył ją w jego oczach ustąpił smutek, a
      pojawił się błysk, który zapeszył szczęście doznane w chwili spotkania
      panienki. Milczał gdyż pragnął by taka chwila trwała wiecznie. Ten bezczynność
      zniszczyła Sara, spojrzała w jego oczy i wyjęła z kieszeni gruby pamiętnik.
      - To dziennik Białej Pani – powiedziała i podła mu.- Cenny dar, który wiele dla
      mnie znaczył.
      Za Sarą wybiegł prof. Jonden i wołał:
      - Ravinerze zatrzymaj ją!
      -Ale to jeszcze dziecko…. Ona coś zrobiła? – Powiedział prof. Rozeta budząc się
      i wracając powoli do rzeczywistości.
      - To twoja… - zaczął prof. Jonden. Przerwał gdyż nagle poczuł nóż na swoim
      gardle. Sara pojawiła się za nim. Była zdenerwowana, bała się, ale w głębi
      duszy wolała mieć to już za sobą. Panicznie bała się odtrącenia, ostatecznie
      pragnęła miłości i pomocy. Chciała być kochana i doceniana.
      - Dokończysz, a zginiesz. Trzeba było obudzić tą prawdę kilka lat temu, kiedy
      potrzebna była mi pomoc- rzekła Sara.
      z nad chmur odsłonił się księżyc w pełni. Sara poczuła się gorzej. Zaczęła
      przeraźliwie kaszleć. Puściła nóż odsuwając się od prof. Jamsa i powiedziała:
      - Najlepiej będzie jak się pan odsunie. To pana dzieło!
      - Moje? – Zdziwił się prof. Jonden
      - Przymierz, które okazało się zagładą:
      I czuć będziesz, co ona, żyć będziesz tak by uwolnić świat. Dziecię przyszłości
      dostaje największy dar. – Przytoczyła Sara. Każde słowo sprawiało jej
      trudności. Wiedziała, ze obwiniać każdy potrafi, ale przyznać się do potknięcia
      nie każdy jest gotowy.
      - To skutek uboczny- rzekł prof. Jams, próbował się usprawiedliwić i spojrzał z
      sercem na dziewczynę.
      - Tak, jest ich wiele. Biała Pani jest chora, zostało jej jakieś pół roku życia
      ma Alkrwice. Jeśli Czarny Pan zdobędzie jej serce to moja dusza będzie się
      błąkać śladami jej życia podczas nowiu. - Oznajmiła dziewczyna.
      - Ja…Ja…ja … nic nie rozumiem – Stwierdził prof. Raviner, lecz pojawiła się w
      jego głowię obraz żony. Bladej, mizernej kobiety o smutnym spojrzeniu. W jego
      sercu obudziły się żal i wyrzuty sumienia, że nie potrafi jej pomóc.
      - Gdyby prof. Zrozumiał, to byłoby już za późno. Jakieś kilka lat wcześniej to
      było potrzebne. Znam pana wady i zalety. Nie jest pan ideałem, a traktują pana
      jak bóstwo. Dzięki panu Jams’owi nie będzie prof. – urwała wypowiedz i po
      chwili dodała- …. Może nigdy nie usłyszy pan słowa tato. Nigdy nie będzie pan
      wiedział, co czuje pana córka. Nawet, jeśli pan Jonden powie panu prawdę, to
      mnie już tu nie będzie- powiedziała Sara
      Podeszła do prof. Rozety. Zbierało się jej na łzy, wzięła głęboki oddech.
      Niektóre słowa przychodzi jej z oporem.
      - Przegrałam swoje życie, a Biała Pani żyła w kłamstwie. Nie umaiła żyć prawdą,
      nie jest pan godzien by … - po tych słowach zawahała się, przełknęła ślinę i
      przypomniały się jej słowa matki:
      - I spojrzysz a jego oczy, zobaczysz tylko dobro i smutek, jeśli będziesz miała
      odwagę. Powiedz jak bardzo cierpiałaś, co Cię boli. Szepnij jak było Ci bez
      niego. Powiedz, ze go kochasz. Nie liczą się słowa wypowiedziane, lecz gesty i
      czyny. On jest jednym z nielicznych, których można zaliczyć do ideałów.
      Przeciwstawiając się jemu, przeciwstawiasz się miłości i rodzinie.
      Sara uklęknęła na zimne podłoże pokryte śniegiem. Zakryła oczy i
      zobaczyła wspomnienie. Jej własne wspomnienie: Kobieta szła ulicą, biedna
      uboga, nikt się zatrzymał, ale podszedł do niej prof. Raviner.
      - NIE!!! – Krzyczała Sara – Nie!!
      Usiadła na śniegu i pochyliła głowę. Wstała z bólem, po chwili chmur zaczęły
      się kończyć.
      -Nie! Nie ma reguł, nie ma słów, nie mam czynów. Jest ból, starach, niepewność.
      Nigdy nie było miłości, to po co ma być teraz – Powiedziała Sara- wyjęła z
      kieszeni medalion, na którym wyryto Ukochanej Lilii, jednej z trzech-
      najsłabszej – Minister Magii
      - Niech pan go da jej ojcu. Tyle mogę zrobić! To była ambitna dziewczyna,
      krucha, ale moja Peddnia. Dziś wiem, czemu u niej pisze Minister Magii, a na
      moim pisze: najlepszej z najlepszych, najstarszej z mych dzieci. By odwagą i
      miłością zbudować mosty – MÓJ MĄŻ. Myśmy się dowiedziały, czemu tak pisze. Lily
      jest córką Ministra Magii, Natasza dzieckiem napaści i córką Ality Natasz, a ja
      mam być następczynią Białej Pani i – Sara lekko zawahała się i szepnęła do
      siebie- i tak nic to nie zmieni
      - … córką prof. Rozetera. O, której on istnieniu nie wiedział.
      Sara zaczęła się dusić, pluć krwią i w blasku słabej latarni widać było ślady
      bicia na jej twarzy. Poczuła olbrzymie osłabienie i ból. Osunęła się na ziemię,
      zemdlała w odpowiednim momencie. Unikając poniżenia, ból wygrał.
      Dziewczyna obudziła się następnego dnia próżnym popołudniem. Była nadal
      poraniona, ale ból ustąpił w nocy. Poruszyła się leniwie po łóżku.
      - musze wstać, musze …- wirował w jej głowie myśli.- Nie chce mi się –
      przychodziła następna. Z niezadowoleniem przeciągnęła się. Kiedy już się
      obudziła i była gotowa wstać, zaczęło ją gryźć sumienie.
      - Tyle słów powiedziałam, tyle mostów zniszczyłam tak bardzo potrzebuje
      miłości, a nie krzyków, ale to ja jej wytwarzam. Ja wszystko niszczę -
      powiedziała Sara czuła ja napływa smutek do jej czułego i spragnionego serca.
      Jej słowa usłyszał czuwając cała noc prof. Rozeta. Podszedł do niej i przytulił
      ją.
      - ja nic nie słyszałem- powiedział to po czym napłynął na jego twarz łagodny
      uśmiech.
      -nic? A jak będę milczeć? – Zapytała Sara i przy tym jeszcze bardziej była
      bliżej ojca, wtuliła się w niego.
      - milczenie jest złotem, a mowa srebrem – opowiedział profesor i pogłaskał Sare
      po głowie.
      Do pokoju wszedł prof. Jams z uśmiechniętą buzią na widok zaistniałej
      sytuacji.
      - Pana Morta poszła do domu, wiec …cóż mogę zaproponować jajecznicę. – Rzekł
      wuj.
      - jajecznica? Chętnie – opowiedziała Sara bez namysłu, lecz nadal mocno była
      wtulona w ojca. Prof. Jonden wyszedł, a dziewczyna szepnęła:
      - tak chce się budzić codziennie z uśmiechem na twarzy i cieplutką lewą stroną
      klatki piersiowej.
      Po zjedzeniu jajecznicy w miłym towarzystwie. Sara nie dała się do
      końca ponieść szczęściu, bo jest one lotne i często je zatracamy pędzać przez
      życie. Dziewczyna dobrze o tym wiedziała, postanowiła kupić sobie trochę rzeczy
      i rozpocząć życie na nowo żyć, bo gdy zaczyna się żyć, niczego się nie jest w
      pełni pewnym.

      *

      Na rynku w Plezat ( czyt. Plisat) jednym z największych miast czarodzieji
      odbywał się pokaz umiejętności tanecznych ludzi z całego świata. Sara
      odziedziczyła talent do tańca po matce. Dzięki swojej fascynacji do niego,
      pozbyła się zbędnych kilogramów i zakończyła naukę w najdroższej i najlepszej
      Szkole MOTiT (Międzynarodowej Organizacji Tancerzy i Tancerek). Zdobyła
      najwyższą rangę, czyli Mitoza Woltera, która pozwalała uczyć, kształcić,
      nagradzać i karać ludzi za taniec oraz tańczyć publicznie i zawodowo. Osób,
      które posiadły tą rangę było mało. Większość nauczycieli Sary już nie żyła, bo
      byli zarówno uczonymi, jaki i nauczycielami tańca, których wymordowali ludzie
      Czarnego Pana.
      Sara dowiedziała się o konkursie w ulotkach, które ozdabiało całe miasto. Zanim
      udała się na turniej postanowiła odwiedzić swych znajomych, którzy prowadzili
      sklep z latającymi przedmiotami.Unela i Monzer byli małżeństwem od dwóch lat,
      ale ich miłość pokonała wiele utrudnień. Już od dzieciństwa byli w sobie
      zakochani i musieli uciekać przed walczącymi rodami. Wipezo sta
      • martttyna FRAGMENT 3 28.06.06, 14:58
        Wipezo stanowił symbol czystości i dobra od pokoleń, a Unela Jakgo pochodziła z
        typowego siedliska zła i obłudy.
        Na szczęście udało się im przetrwać. Sara zawsze, mówiła, że jeśli na świecie
        jest taka miłość jak ich, to ona jest gotowa walczyć za każdą, duszyczkę. Gdyż
        uczucie zmienia ludzi i świat.
        Kiedy weszła do ich sklepu skamieniała. Miała warzenia, ze pomyliła adresy.
        Zobaczyła upadający sklep, porysowany, wyblakły parkiet, puste półki i
        zniszczoną ladę . Najgorszy widok zwalił Sare z nóg i upadła na kolana.
        Zobaczyła Unele, kobieta stała za ladą. Była chodzącym szkieletem z zapadniętym
        policzkami, jej ciało wyglądało jak by toczyło walkę ze śmiercią. Po chwili
        Sara dostrzegła wysokiego mężczyzna ze smutnymi oczami, które chowały jakiś
        sekret. Jego barki, które obciążono wielkim krzyż.
        - czy cos się pani stało? – Zapytał, a w jego głosi wyczuwało się żal.
        - o boże. Co wy zrobiliście ze swoim życiem? – Zapytała Sara i podniosła się z
        podłogi.
        - nie rozumiem – powiedział mężczyzna i spojrzał na młodą kobietę o ślicznej
        twarz, była zadbana, a w jej brązowych oczach dostrzegł złość.- My się chyba
        nie znamy- dodał po chwili
        -Jeśli ty mnie nie znasz, to nie patrz na słońce i chmury. Jeśli nie
        pamiętasz mnie nie szeptaj imię drogiego ci skarbu. Och głupiś ty, który dał
        się złu, lecz ja zdejmie opaskę obłudy z twych oczu. Nakarmię twa wygłodzoną
        dusze miłością i dam coś jeszcze szczyptę ciszy…-Sara przytoczyła słowa Hewala
        (skandynawski pisarz, którego dzieła znała Sara na pamięć)
        -…, bowiem ja bogiem jestem twym, upragniona wodą na pustyni, ale tylko dla
        takich ludzi jak ty, których serce otwarte jest. Jam Ciebie stworzył, człowieku
        słabej wiary.- Zacytowała dalej Unela i rzuciła się w ramiona Sary.
        – Jak ja się za tobą stęskniłam, myłam, że te hieny Ciebie dopadły, ach jak ty
        piękna i silna – na twarzy dziewczyny po raz pierwszy od chwili dowiedzenia się
        o chorobie pojawił się uśmiech.
        - och głupie tyś dzicze myśląc, że ja Ciebie zostawiłem na pastwę losu, dziś
        jednak musze ruszać do walki, bo serce me krzycz: WALCZ ZA TO, CO KOCHASZ!
        WALCZ MIŁY! I po raz drugi przytoczyła Sara.
        -jeśli przeszłaś, żebyśmy ci pomógł walczyć, to mówi nie. Nie zostawi żony. –
        Odezwał się na Monzer
        - nie każe Ci jej zostawiać Boś wasze serca miłosną wstęgą zawiązane-
        odpowiedziała Sara
        - ja chce walczyć- powiedziała Unela
        -Dlaczego? – Zwrócił się maż do żony.
        - Walczyłam przed laty o miłość, walczyłam o serce mi drogę, a teraz zawalczę
        po raz ostatni o honor i w słusznej sprawie – zacytowała Unela słowa Ferny NSDAP
        -a choroba i śmierć? – Pytał dalej Monzer Unely
        - Ze śmiercią nikt nie wygrał, walczyć już nie mam sił, oj głupiś, jeśli chcesz
        wygrać z nią i oszukać los Rozumiem Unelo i zgadzam się, ale będziesz musiała
        się oszczędzać – przerwał dialog męża z żoną. I dodała po chwili półgłosem-
        utworzymy organizacje, ale nie wiem jak ją nazwać. Znam jej cel, plany i
        zasady. Opowiem wam o nich, ale nie tutaj. Chodźmy na kawę do Paula.
        - Paulo nie żyje. Zamordowali go, a wcześniej jego rodzinę, bo nie chciał
        walczyć po stronie zła – rzekła z żąłem Unela.
        Na Sare wstąpiło uczucie dziwne, bo pomieszany żal, smutek ze złością i
        chęcią zemsty. Poprawiła płaszcz i bez słowa wyjaśnienia wyszła z budynku i
        ruszyła w Aleje Nożymroczk. Zła z olbrzymią złością i goryczą wypisaną na
        policzkach. Zmierzała wprost do najbardziej zatrutej złem części miasta.
        Zatrzymała się w połowie drogi nałożyła kaptur na głowę i wyczarowała maskę,
        którą nałożył. Maska zaś przyległa do jej ciała tak dokładnie i solidnie jak
        skóra. Przeszła na drugą stronę i stanęła na wprost karczmy krwawego Bill’a. O
        tej gospodzie istniał przesąd, że gdy będzie zbliżało się zagrożenie pojawią
        się łuna nad karczmą i bardziej niż zwykle widoczna stanie się krew Bill’a oraz
        innych nieszczęśników. Tego dnia, gdy Sara wpatrywała się w gospodę widać było
        przebijające się płomyki przez mroźne chmury, które torowały drogę ciepłu.
        Właśnie tego dni zima zaczynała powoli podawać się przychodzącej wiośnie.
        Sara weszła do Karczmy, U krwawego, Bill’a zawsze panowała tłok i
        chamideł. Nikt nie zwracał uwagi na nowoprzybyłych ludzi chyba, że się kogoś
        spodziewał. Taki właśnie wzrok napotkała postać Sary. Młody mężczyzna wpatrzony
        wcześniej a zniszczone drzwi,a obecnie patrzył się, na Sare. Gdy obejrzał
        dokładnie dziewczynę szturchnął kolegę, który przez niego zachłysnął się piwem
        korzennym. Dziewczyna wpatrzona była w jeden punkt. Na końcu sali stała długa
        ława, a dokoła niej kilka osób z elity zła. Sara powoli, bez pośpiech szła w
        stronę stołu. Zatrzymała się ponad metr od stolika spojrzał ze złością na
        siedzące towarzystwo. Jednak pohamowała chęć wyżycia się, bo widziała, że jest
        zbyt duża przewaga i była świadoma, że nie walczyliby uwicie. Nie mogła stłumić
        ochoty tam podejścia i pozwiedzania kilku słowo. Dlatego gdy doszła do stołu
        zatrzymała się i chrząknęła. Kilku, męzczyn odwróciło się w jej stronę, ale nie
        przewalali rozmowy. W tym momencie podniosło się mocno ciśnie w żyłach Sary.
        Wyjęła z kieszeni bicz, po czym uderzała nim z kartki, które zostały
        postrzępione. Raptownie wstało trzech mężczyzn, ale widząc ruch ręki w dół,
        młodego mężczyznę usiedli z powrotem.
        - Czego? – Zapytał grubiańsko jeden z trzech mężczyzn, którzy wstali.
        Sara chodź widziała, co miała powiedzieć. Milczała.
        -Czego- powtórzył po chwili mężczyzna.
        Sara wyjęła mały naszyjnik, który należał do Lily i położyła na ławę. Poczym
        oblizała suche usta.
        - Proszę to przekazać pewnemu człowiekowi i powiedzieć, że dziecko, które
        widziała jak mordowano w lesie dziewczynę żyje. Zaś Czarnemu Panu oznajmić, iż
        zabito nie właściwą duszę, bo prawdziwe dobro żyje nadal i chodź przez pewien
        czas ukrywać się będzie przez złem, to, kiedy znów zaatakuje – po tych słowach
        Sara zrobiła przerwę i oblizała znów usta i kontynuowała-, kiedy przeleje krew
        to ja wrócę i nie będę już taka miła.
        Po tych słowach dziewczyna odwróciła się tyłem do stołu i właśnie miała
        zrobić krok do przodu, gdy jedna z kobiet rzuciła nóż w Sarę. Dziewczyna
        raptownie skoczyła w górę, zrobiła salto w tył w powietrzu i stanęła na stole.
        Wyjęła Haltte( czyt. Holte. Haltter jest z budowany z drewnianej rączki, na
        której umocowano bicze. Na końcu niektórych z bicza znajduje się ciemieniowa
        wkładka.) i miała zamachnąć się, kiedy poczuła szarpnięcie za rękę i obróciła
        się.
        - ona jeszcze głupia, mało wyćwiczona dziewka- Rzekł do Sary młody mężczyzna.
        - ktoś Ciebie pytał o zdanie – Burknęła na niego Sara
        - Jak ty się odzywasz do Sylwiusza TY ZDZIRO! – Krzyknęła blondynka o
        czerwonych pasemkach.
        - Gabrielo siadaj! – Rozkazał młody mężczyzna.
        Sara nie odezwała się patrzyła złowrogo z pod maski i miała ochotę
        rzucić się na brata Czarnego Pana i rozszarpać mu serce. To Sylwiusz był tym
        mężczyzną, o którym wcześniej mówiła dziewczyna. Sara wzięła głęboki oddech i
        zeszła ze stołu, oparła się o blat ławy i patrzała prosto w oczy Sylwiusza.
        Widziała w jego oczach lód, zimne jakby martw oczy, które na pewno nie były by
        drogą do dobroci. Młody mężczyzna też nie był dłużny i uważnie przyglądał się
        dziewczęcym oczęta. Wyczytać z nich można było złość, pod którą kryła się
        schowana delikatności i ukryty ból. Miał wrażanie, że bardzo skrzywdził tą
        dziewczynę, ale imitowała z niej tyle ciepłości, iż nie był by wstanie
        skrzywdzić tego cudnego kwiatuszka.
        Sara odwróciła się od niego wzięła ze stołu naszyjnik i ścisnęła mocno.
        Ugodziły ją ostre części wisiorka i z powstałych ran wydobyła się krew.
        Czerwony płyn zabarwił naszyjnik, a potem obfite krople krwi zaczęły padać na
        podłogę. Sara podeszła to Sylwiusza i zdrową ręką otworzyła jego dłoń.
        Przytrzymała ją mocną by nie wyrwał się i dała mu naszyjn
        • martttyna FRAGMENT 4 28.06.06, 15:01
          Przytrzymała ją mocną by nie wyrwał się i dała mu naszyjnik. Otarła swoją
          zakrwawioną ręką o jego i szepnęła.
          - Jeśli nie brzydzisz się zabijać, to nie będziesz brzydzić się mojej ofiary.
          Jeśli przelewasz krew to nie bój się przelewanej krwi swojej. Jeśli szukasz
          serca, które cię ochroni to najpierw oczyść swoje by ktoś mógł zdobyć twoje. I
          jeśli sądzisz, że posiądziesz serce kobiety, która do śmierci będzie cię kochać
          to licz się z tym, że ty musisz kochać ją i zapewnić jej bezpieczeństwo. Jeśli
          spotkasz mnie w ciemnej uliczce, nie myśl, jaka bardzo jestem delikatna, tylko
          jak naprawić zadany mi ból.- Dziewczyna po tych słowach wyjęła strzałę
          sprawiedliwości i krzyknęła:
          - Za Paula.
          Strzała ugodziła Gabriele w serce. Dziewczyna przechyliła się do przodu, a Sara
          bez żadnego oporu odcięła jej blond włosy i kilka czerwonych pasemek. Oczy Sary
          napotkała przerażone oczy dziewczyny. W tym samy momencie jej ciało raptownie
          odchyliło się w bok i gdyby nie szybkość Sylwiusza upadła by na kamienistą
          podłogę i rozbiła głowę. Sylwiusz zniósł zwłoki dziewczyny na ręce i
          spojrzawszy na Sare rzekł:
          - Zabiłaś…zabiłaś moją …Gabrysia odeszła
          - tyś zabił wiele, męzów, których żony czekały na nich i żyły z nadzieją, że
          wrócą aż nie upadła ostania iskierka. Tyś widział jak zabijano córkę na oczach
          matki i nic żeś nie uczynił. Obiecać Tobie mogę, ze nie raz zobaczysz jak będą
          mnie bili, nie raz będziesz miał okazje by zadać mi ból, a ja…ja młoda kobieta
          nie pozwolę. SŁYSZYSZ? NIE POZWOLE by świat napełnił się złem i zalał krwią nie
          winnych. Prędzej umrę z nożem w sercu przy innych walczących z Czarnym Panem. A
          nas będzie wielu. Żegnam – po tych słowach dziewczyna wyjęła złoty pręcik na,
          którego końcu była złotobiała wstążka. Sprawiła, ze wiązka zawirowała w
          powietrzu i Sara znikła, a na miejscu gdzie stałą Sara pozostała róża, czerwona…
          Nikt nie odważył się jej podnieść oprócz Sylwiusza, która stwierdził, że kwiat
          jest nasączony ludzką krwią.
          - Krwawa róża…- szepnoł Sylwiusz tak jakby wołał Sare.
          • bosastopka Martynko.... 28.06.06, 16:27
            Ten tekst nie zawiera już tak dużo błędów, typowych dla dyslektyków,dysgrafów
            i dysortografów, jak Twoje poprzednie teksty. Ale wymaga jednak solidnej
            korekty. Jeśli w przyszłości chcesz napisać książkę, to obecne swoje pisanie
            potraktuj jako ćwiczenia. Martynko, masz dopiero 16 lat. Jeszcze wiele tekstów
            przed Tobą. Najważniejsze,że chcesz pisać...
            • martttyna Re: Martynko.... 29.06.06, 10:21
              wiem...pewnie stylistyka szwankuje:(
              pozdrawiam
              Martyna
              • mayacze Re: Martynko.... 02.07.06, 17:04
                Jedna uwaga generalna, która może Ci pomoże- opisuj ludzi, zdarzenia. fakty- to
                co chcesz o tworzonym przez siebie świecie powiedzieć- opisuj to w dzianiu się,
                w akcji, w zdarzeniach- nie pisz: "X zdenerwował się na Y", raczej napisz: "X
                zacisnął wargi. Y nie zauważył i kontynuował wywód na temat wyższości świat
                wielkiej nocy nad bożym narodzeniem. X powoli pąsowiał. Y nie pytał X o opinię,
                ale zadowolony w siebie pogrążył się w swoim monologu. Zęby X zgrzytnęły. Y
                uśmiechał się od ucha do ucha. X złapał wielkanocnego zająca i zaczął okładać
                nim Y z całej siły po głowie". Oczywiście- banalizuję. Ale chodzi o przykład a
                nic innego nie przyszło mi w tej chwili do głowy. Interpretację i wyciąganie
                wniosków pozostaw czytelnikowi- sama najlepieej buduj swój świat z konkretów.
                Oczywiście- polska literatura słynie na świecie ze swojej "oniryczności" i to
                też jest jakieś rozwiązanie, ale to chyba już jest nudne... Powodzenia. Pisz,
                pisz, pisz!
                • martttyna dialogi 03.07.06, 11:53
                  szczerze powiedziawszy nie lubię za bardzo tworzyć dialogów. bo jak zauważyłaś
                  nie wychodzą mi to nalepiej np:

                  - kochanie- zawołała męża czule
                  - już idę- odpowiedził muzyczna
                  do dialogów używam słów: powiedziała, odpowiedziała, szepneła, dała do
                  zrozumienie by.. itd. itp.
                  hmm... i co robić?
                  Pozdrawiam
                  Martyna
                  • biedronka10 Re: dialogi 03.07.06, 12:03
                    Odrzekł, odparł, żachnął się, stwierdził, oświadczył, oznajmił, zażądał,
                    szepnął, wyszeptał, westchnął, poniósł głos...itd.
                    Ale jeśli prowadzisz dialog tylko na dwie osoby, to nie musisz za każdym razem
                    stosować dookreśleń.(Bo tak to się nazywa).
                    A poza tym, czytaj jak najwięcej książek w których prowadzone są dialogi, i
                    podpatruj :P
                  • skajstop Re: dialogi 03.07.06, 12:59
                    Dialogi są bardzo ważne. Trzeba się nauczyć je pisać :) najlepszą metodą jest
                    napisanie sceny z dialogami, a potem głośne czytanie ich. Sporo błędów przy tym
                    wyłowisz, bo niektóre słowa dadzą się zapisać, ale będzie problem z
                    wypowiedzeniem ich w sposob naturalny :)
    • martttyna ??? 03.07.06, 17:42

      Chciałbym się zapytać, a raczej powtórzyć pytanie. Jakie błędy prowadzę w
      pisaniu tekstu, czy teks jest spójny? Czy może zainteresować czytelnika? (W tym
      wypadku młodych ludzi..) Chociaż zaczynam mięć chętkę na inny typ książki..;)
      Pozdrwaiam
      Martyna

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka