martttyna
28.06.06, 14:52
Potrzebuje szczerą ocenne nie mam na myśli tematu, jakiego dotyczy poniższy
fragment. Lecz uwag i pokazanie błędów, które robię. Zamieszczam dość spory
kawałek.. Chyba cześć jego już dawałam do oceny, ale ktoś stwierdził, że jest
to za mały ferment (wybity z kontekstu).
Wiec teraz daje obszerny. Już więcej nie będę zawracać głowy byście oceniali
moją prace. (tekst)
Pozdrawiam
Martyna
FRAGMENT:
Siedziała spokojnie w autobusie i patrzyła w okno. Była wielkim samotnikiem,
więc bardzo często sama gdzieś jechała. Miała około szesnastu lat, długie
brązowe włosy, oczy dziwne, bo pomieszała się w nich zieleń z niebieskim.
Wyglądała na zdrową, silną dziewczynę, ale miła takie jakieś smutne
spojrzenie. Życie jej nie rozpieszczało, nie mogła poznać miłości rodziców,
nie miał, kto ją przytulić i pocieszyć. Po prostu jechała gdzieś bez celu,
głęboko zamyślona. Z tej teraźniejszości wybiło ją nagłe zatrzymanie się
autobusu. Ciężka makieta, która przewoził mężczyzna przewróciła się na nią i
uderzyła mocno w głowę. Straciła przytomność. Obudziła się dopiero po
kwadransie.
Jednak obudziła się już jako ktoś inny, po uderzeniu w głowę przypomniała
sobie parę rzeczy z okresu dzieciństwa. To, że mieszkała w innym świecie,
gdzie była magia, głębokie, niepokojące sny i nie było ubogich, brudnych
ludzi. Każdy tam się śmiał. Ale tak jak wszędzie, nawet w najlepszym świecie,
i tam były ciemne krainy, w których zagościł Czarny Pan. Człowiek zły,
potężny, który od wielu lat przynosił śmierć i strach. W świecie tym były
dwie strony: dobro i zło. Po złej stronie był Czarny Pan
( syn poprzedniego Czarnego Pana z Białą Panią), a po dobrej – Biała Pani,
osoba wybrana przez Feniksa, najpotężniejsza, o krystalicznym sercu. Na ogół
była to córka poprzedniej Białej Pani, lecz nie z Czarnym Panem. Wiem, może
to trochę pomieszane, ale to potem będzie ważne.
Dziewczyna powoli wstała. Posiadała wiedzę, której wcześniej nie pamiętała,
lub, którą ktoś jej odebrał. Postanowiła być dobra i walczyć ze złem.
Przypomniała sobie, jak się nazywa, a nazywała się Sara Rotter. Wyszła z
autobusu i ruszyła w swój świat, ten magiczny inny świat.
*
Spacerowała powoli po mieście, w którym wszystko się zaczęło. Tu rozpoczęła
nowy etap w życiu i skończyła okres dziecięcy. Czuła się jednak strasznie
samotna i opuszczona, nawet jej dawna miłość i stare metody zawiodły. Na
ulicy czekała jakaś kobieta, podeszła do Sary.
- Saro Rotter musimy pogadać!- Krzyknęła lodowatym głosem.
- Libia nic się nie zmieniłaś– odpowiedziała.
- Masz trzy miesiące! Jak nie przyniesiesz to wiesz…- powiedziała i pokazała
ruch podcięcia gardła.
Sara wtedy dostrzegła, że za Libią stoi jej dawna miłość Posąg. Wpatrywał się
w Libię tak jak kiedyś w Sare, co bardzo zabolało dziewczynę, ale nie uległa.
- Odchodzę! Nie chce mieć z wami nic wspólnego, a następczyni Białej Pani
zlikwiduje MN. – Zdenerwowana ruszyła dalej.
- od nas nie można odejść! – Krzyczała Libia- Walcz!
Libia wyjęła swój płomienny bicz i trafiła Sare w plecy Dziewczyna zawyła z
bólu i szybko się odwróciła.
- Libia widać, że się niczego nie nauczyłaś!
Libia agresywnie nakierowała bicz na Sare. Lekko zakołysała biodrami
i spojrzała łakomie na Posąga, a potem skierowała wzrok na dziewczynie
- WALCZ! – Rozkazała Libia
- Nie! Libio nie zmuszaj mnie do obrony! – Krzyknęła Sara
Libia oplatała biczem prawy nadgarstek Sary i zacisnęła. Krew popłynęła i
przyszedł olbrzymi ból. Posąg zrobił krok w kierunku Libii.
- Dobrze nie walcz szybciej cię zabije! – Powiedziała i miała zrobić kolejny
ruch, kiedy Sara rzuciła zaklęcia i dziewczyna upadła, potem wyczarowała
strzale i rzekła:
- Ja jestem strażniczka Strzały sprawiedliwości. Przeto zniszczyłaś
obowiązujące prawa i poniesiesz karę. Strzało, co zło tępisz. Czysta prawdo
serc…..Zniszcz serce złe i przeklnij je na zawsze..
Strzała zawirowała w powietrzu i zanurkowała w sercu Libii. Sara
odeszła w mrok, a Posąg wyjął z kieszeni Libii list.
Ukochany
Wszystko mnie przytłacza. Strach mrozi mi krew w żyłach. Kocham Cię…proszę
poczekaj na mnie. Nie odchodzę od Ciebie tylko od spraw, które mnie
przytłaczają. Nie jestem tu bezpieczna…muszę. Libia to zła kobita do szpiku
kości. Kocham Cię i dopóki mogę żyć pełnią życia i oddychać to przy Twoim
boku będę szczęśliwa. Jeśli chcesz wyruszyć ze mną czekam na Ciebie tam gdzie
spotkałam pierwszy raz Ciebie. Bądź o północy. Proszę Cię nigdy mnie nie rań.
Za dużo ran posiada moje serca. Nie wybaczyłabym Ci tego.
Sara Rotter
P.s., jeśli nie przyjdziesz to znaczy, ze nasze plany rozsypią się!
- Sara! Kochanie ja o niczym nie wiedziałem. WRÓĆ! KOCHAM CIĘ!- Krzyczał
Posąg
Jednak Sara nie zawróciła, poszła dalej, a jej serce pękało z żalu i bólu.
Następnego dnia udała się do jednego z najlepszych ludzi w rzucaniu
czarów i szybkości na najwyższym poziomie. Zapukała do drzwi i otworzyła jej
jakaś kobieta.
- Jest pan Raviner Wiktor Rozet? – Zapytała Sara
- Nie ma! Czy wy myślicie, ze on będzie na wasze skinienie?! – Rzekła kobieta
Sara szybkim ruchem wepchała się do domu i rzuciła zalecie:
- Ybis ( przeniosła ją w inne miejsce)
Agresywnie pchnęła drzwi jadalni. Rzuciła płaszcz chaotycznie na
krzesło. W jadalni siedziała grupa ludzi spożywających cynamonowe piwo i
Tatar.
- Witam państwa- rzekła Sara
Przerwali rozmowy i spojrzeli na nowo przybyłą dziewczynę. Sara rozejrzała
się.
- Oj widzę tu samych wybitnych panów i mądre kobiety oraz rodziców z listy
Czarnego Pana- powiedziała Sara. Na twarzach ludzi pojawiło się oburzenie i
zdenerwowani. Jeden z mężczyzn szeptał przekleństwa, a kobieta wzrokiem
przebijała ciało dziewczyny.
- Jak pani śmie! Tylko Czarny Pan ją zna! – Krzyczała otyła kobieta.
- Pani Ecie Mivcoll, proszę się nie martwić pani syn Alas i córka Nosa są na
9 miejscu od końca. Znam sporą część listy!- Krzyknęła Sara. Kobieta speszona
usiadła na swoje miejsce i pochyliła głowę. Sara krążyła wokół stołu.
- Państwo mnie nie znają. Niektórzy poznali mnie jako wybitną pisarkę,
dyrektorkę szkoły w Libizt. Nie poznali mnie państwo osobiście i nie w
prawdziwej postaci. Przychodzę tu, bo chce odzyskać to, co straciłam. To, co
stracili ludzie z Listy Czarnego Pana – powiedziała Sara.
- Pani jest na tej liście? – Zapytał prof. Jams Jonden
- Pan znał mnie jako małe dziecko. Dziecko, które pan zabrał matce, ale nie
po to tu przyszłam – rzekła dziewczyna, podeszła do okna, rzuciła kilka
wyrazów w obcym języku i wyjęła nóż. Nacięła prawą rękę … trysnęła krew.
Przetarła nią ścianę, z której wyłonił się pergamin.
- Lista Czarnego Pana była na wyciągniecie waszego ulubienica prof. Raviner
Rozeta. Wiedział gdzie jest, ale nie znał szyfru, który ja wymyśliłam. Ja
Sara Rotter – powiedziała Sara. Na twarzy prof. Jondena pojawiło się
zdziwienie i zawstydzenie. Dziewczynę zaczęła ogarniać złość.
- Nie musi się pan martwić! Jasno zrozumiałam, że mam go zostawić. Nie
potrzebuje kogoś takiego jak ja! – Powiedziała z żalem Sara. Mężczyzna
położył rękę na swoim zaczerwienionym policzku, speszył się.
-Ale ja to zrobiłem dla Ciebie.- Rzekł prof. Jonden.
Sara przełknęła ślinę i spróbowała zmienić temat, Jednak po kilku
próbach, zapatrzyła się w okno. Za oknem panował półmrok, jakiś mężczyzna
biegał, całą głowę miał opatuloną rosą, zamarzły mu koperki potu na czole.
Przystanął koło domu, skinął z gracją głowę i delikatnie wykonał ukłon, a
następnie znów zaczął biegać. Sara wróciła do rzeczywistości, czyli do
jadalni, w której była taka cisza, że można było usłyszeć stabilne, głębokie
oddechy dziewczyny. Po jej policzku płynęła łza, a potem było ich coraz
więcej.
- Widzę, ze to nie ma sensu. Trudno… - powiedziała Sara. Otarła raptownie
policzki i obróciła się. Jej twarz sm