vindue
19.06.03, 21:33
No jestesm, pani. Ja i moj pies. Pakujemy sie z
brudnymi nogami do pani domu i siadamy przy piecu,
bosmy zmarzli.
Zakladamy watek weselszy, niech bedzie to z dnia
sprawozdanie. Tak sie sklada iz daleko daleko mam
Babcie. Swoja rodzona, ktora dzis konczy lat 88.
Dzwonie tam zatem ze swej oddali, slysze w sluchawce
dzwiek jedzonego tortu, pisk dziececy (w odmianie
'goniaca sie horda'), prawie zapach kawy czuje, resztki
zapachu sosu do klusek wydaja sie tym swiatlowodem
przechodzic, gdzies w zoladku jakis skurcz, chce mi sie
krupniokow.
Wiec sie przedstawiam, od Huberta syn, mimo zem jednym
z wnukow 14 - poznaje mnie, z prawnukami ma juz klopot,
bo chyba juz ich bedzie kolo trzydziestu. I tocze
rozmowe taka:
- No, to wszystkiego dobrego zycze.
-A dziekuje, a nosisz tym sie tam cieplo? Nie
przeziebiasz sie. Jaka tam u was pogoda? (Babcia z
geografii niezbyt uczona, jak jechala do Bytomia to
byla wielka wyprawa, no a juz do Czestochowy, a i
teraz w tym jakims Russelsheim tez za bardzo nie
szaleje, chociaz jeszcze jej sie zadrza wsiac na rower).
-W porzadku. A JAK SIE BABCIA CZUJE?
_NO, JAK SIE MOZNA CZUC, JAK SIE MA 88 LAT
-NIE WIEM. TYLE NIE MAM.
-TO, SYNEK, JAK BEDZIESZ MIOL - TO PRZYJDZ POGODOMY.
Jakby mi sie nagle slonce w glowie zapalilo :-)