Dodaj do ulubionych

Ukraina - co nowego ?

06.06.04, 01:17

Sporządzono spis ponadstuletnich Ukraińców

PAP 05-06-2004, ostatnia aktualizacja 05-06-2004 17:31

Na Ukrainie sporządzono spis obywateli, którzy ukończyli 100. rok życia. W
rejestrze znalazło się 1.715 osób - poinformowała w Kijowie administracja
prezydencka

Najwięcej długowiecznych, bo 146, żyje w obwodzie donieckim na wschodzie
kraju, kolejne miejsca zajmują obwody: dnieptropietrowski (wschód) - 115,
lwowski - 113 i charkowski (północny wschód) - 107 osób powyżej setki.

Najmniej długowiecznych mają obwody czerniowiecki (południowy zachód) - 34 i
nikołajewski (południe) - 38.

Przedstawiciel ukraińskich władz Wasyl Baziw powiedział, że spis sporządzono
po to, by "dotrzeć do tych osób i sprawić, by mimo podeszłego wieku czuły się
komfortowo w swoim państwie".

Przedstawiciel administracji prezydenta nie wyjaśnił, na czym mają polegać
działania w celu zapewnienia starcom dobrego samopoczucia.

Obserwuj wątek
    • clickkey Ukraina - Turcja. Szmugiel broni na szczyt NATO? 06.06.04, 01:21
      lula 03-06-2004, ostatnia aktualizacja 03-06-2004 18:25



      Służby celne Stambułu zatrzymały płynący z Ukrainy statek, w którego ładowniach
      szmuglowano dwa kontenery z bronią. "Niewykluczone, że granatniki, amunicja i
      głowice rakiet przeciwlotniczych, które celnicy znaleźli w kontenerach, były
      przeznaczone dla terrorystów planujących zamachy podczas szczytu NATO
      zapowiedzianego na koniec czerwca w Stambule" - przypuszczają tureckie media.
      Kapitan jednostki pływającej pod flagą Malty twierdzi, że nic nie wiedział o
      zawartości kontenerów, które zostały w czasie rejsu przeładowane na pokład z
      innego statku.

      Markijan Łubkiwskij, rzecznik prasowy MSZ Ukrainy, oświadczył, że statek, choć
      płynął pod flagą Malty, należy do armatora ukraińskiego. Jego zdaniem wszystkie
      dokumenty dotyczące ładunku "są w porządku" i cała rzecz wyjaśni się w ciągu
      dwóch dni.

      • clickkey Krym. Zniszczono pomnik deportowanych Tatarów 06.06.04, 01:23
        ricz 31-05-2004, ostatnia aktualizacja 31-05-2004 18:16

        Na Krymie w miasteczku Zuja został zniszczony pomnik deportowanych Tatarów.
        Między ludnością rosyjską a tatarską nabrzmiewa konflikt o ziemię na brzegu
        Morza Czarnego. Mówi się o oddaniu półwyspu pod protektorat Moskwy

        Pomnik deportowanych stanął w Zui 18 maja - w 60. rocznicę zarządzonego przez
        Stalina wysiedlenia z Krymu prawie 200 tys. miejscowych Tatarów. W nocy z
        niedzieli na poniedziałek nieznani wandale zwalili go na ziemię i rozbili na
        kawałki.

        W poniedziałek obok zniszczonego pomnika zebrało się ok. 100 miejscowych
        Tatarów, którzy domagali się od władz ukarania winnych.

        Incydent w Zui to tylko epizod konfliktu dzielącego rosyjskojęzyczną ludność
        Krymu i Tatarów, którym dziesięć lat temu pozwolono wrócić do ojczyzny.

        Repatrianci domagają się zwrotu odebranych ich przodkom działek na południowym
        wybrzeżu półwyspu. Władze oddają im ziemię, ale nie tę nad morzem, tylko
        bezwartościową - w szczerym stepie.

        Działki przy plażach dostają się firmom moskiewskim, np. Łukoilowi. Tatarzy
        oskarżają władze półwyspu o to, że dają ziemię Rosjanom za łapówki.

        Wśród rosyjskojęcznej ludności Krymu podnoszą się głosy, że obronić się przed
        Tatarami można tylko, oddając południe należącego do Ukrainy półwyspu pod
        protektorat Moskwy. Kilka dni temu Aleksandr Tarianik, minister turystyki i
        kurortów Autonomicznej Republiki Krym, publicznie zaproponował, by
        czarnomorskie wybrzeże półwyspu "na 99 lat wydzierżawić Rosji".

        • clickkey Kardynał Lubomyr Huzar 06.06.04, 01:25
          ricz 30-05-2004, ostatnia aktualizacja 30-05-2004 19:41



          Kardynał Lubomyr Huzar, zwierzchnik ukraińskich grekokatolików, jest gorącym
          zwolennikiem pojednania polsko-ukraińskiego. Szczególnie wiele robi dla
          zakończenia konfliktu wokół lwowskiego Cmentarza Orląt.

          Odwiedziwszy w niedzielę naszą redakcję, przypominał, że do prawdziwego
          pojednania Polaków i Ukraińców dojdzie wtedy, kiedy zwykli przedstawiciele obu
          narodów będą gotowi "przyjmować się nawzajem". By zbliżyć się do tego celu, on
          i prymas Józef Glemp wspólnie starają się, by Polacy i Ukraińcy jak najczęściej
          modlili się wspólnie.

          Kardynał urodził się 71 lat temu we Lwowie w rodzinie związanej z ukraińskim
          ruchem patriotycznym. W swoim rodzinnym mieście zdążył skończyć tylko pierwszą
          klasę gimnazjum, ale świetnie mówi po polsku.

          Kiedy miał 11 lat, rodzice, uciekając przed Armią Czerwoną, zabrali go do
          Niemiec, a potem dalej - do USA. Tam Huzar skończył seminarium duchowne w
          Stamford i Uniwersytet Katolicki w Waszyngtonie. W 1958 r. przyjął święcenia
          kapłańskie, 19 lat później został biskupem. W początkach lat 90. wrócił na
          Ukrainę i szybko stał się prawą ręką kardynała Myrosława Lubacziwskiego,
          przełożonego odradzającego się po prześladowaniach ze strony Stalina i jego
          następców Kościoła greckokatolickiego. W styczniu 2001 r. po śmierci
          Lubacziwskiego sam stanął na czele ukraińskich grekokatolików.

          • clickkey Rozmowa z kardynałem Huzarem 07.06.04, 19:02
            Rozmowę spisali Jan Turnau i Paweł Smoleński 04-06-2004, ostatnia aktualizacja
            04-06-2004 20:27

            Rozmowa z greckokatolickim metropolitą lwowskim kardynałem Lubomyrem Huzarem o
            pojednaniu polsko-ukraińskim i o perspektywach powstania patriarchatu w Kijowie

            Czy możliwe jest pojednanie między narodami polskim i ukraińskim?

            - Jeśli chcemy iść, a co najmniej patrzeć w przyszłość, musimy znaleźć wspólną
            drogę. Za dużo czasu straciliśmy na kłótnie, wzajemne ogrywanie się. To była
            bardzo głupia polityka. Musimy pojąć, że tylko razem możemy żyć tu, we
            wschodniej części naszego kontynentu. Tylko działając razem, damy właściwy znak
            całej Europie. Jeśli będziemy walczyć, a nawet tylko nie tolerować się, nie
            mamy przyszłości. Na Zachodzie jest kilkanaście krajów, które myślą, że tylko
            one są Europą, i do tej wspólnoty dopuszczają innych. Tymczasem my wszyscy
            przez 1000 lat dokładaliśmy się do europejskiego dziedzictwa, więc wszyscy mamy
            prawo nazywać się Europejczykami i być w Europie. Ale tego prawa trzeba bronić.
            Jeśli chcemy, by nasz głos był słyszalny, musimy działać razem, znaleźć w sobie
            tyle duchowej siły, ażeby przezwyciężyć wszystko złe, co działo się w
            przeszłości. Nie widzę innej drogi w przyszłość, tak dla życia państwowego, jak
            i kościelnego. W tym kierunku zmierza współpraca między Episkopatem polskim a
            Synodem ukraińskim.

            W ubiegłym roku, w 60. rocznicę rzezi polskiej ludności na Wołyniu, prezydenci
            Polski i Ukrainy odsłonili pomnik w Pawliwce, doszło do symbolicznego gestu
            pojednania. Jednak ze strony prezydenta Kuczmy nie padło słowo "przepraszam".
            Czy Ksiądz Kardynał uważa, że to słowo jest potrzebne?

            - Tak. W naszej historii krzywdy są po obu stronach. Słyszałem orędzia polskie
            i ukraińskie, w których mówiono o kainowej zbrodni. Niesłusznie. Kain jest
            winien, bo zabił, Abel jest niewinny. To bardzo złe porównanie, bo historycznie
            nieprawdziwe. Nikt nie jest z tego powodu szczęśliwy, lecz żeby być w zgodzie z
            prawdą, musimy przyznać, że obie strony krzywdziły sąsiadów, powiem więcej -
            braci. Powinniśmy to wyznać. Dlatego musimy być gotowi przebaczyć i prosić o
            przebaczenie. Obie strony muszą jasno powiedzieć: zgrzeszyliśmy, prosimy o
            wybaczenie i przebaczamy. Nie można iść naprzód bez zrozumienia, że
            przebaczenie musi iść z obu stron, bo krzywdy były obustronne. Nikomu nie wolno
            udawać, że Ukraińcy są bez grzechu albo że Polacy są bez grzechu.

            Porozumienie łatwiej przychodzi na poziomie rządowym, politykom łatwiej o
            jakieś gesty. Lecz często brakuje im szczerości, ich działanie jest politycznie
            i dyplomatycznie bardzo wyrachowane.

            A na poziomie zwykłych ludzi jest mniej zrozumienia dla faktów, za to o wiele
            więcej emocji. Dlatego musimy intensywnie pracować, by Polacy i Ukraińcy byli
            gotowi przyjąć siebie nawzajem. Razem z kardynałem Glempem postanowiliśmy
            psychologicznie i religijnie przygotowywać wiernych, by byli do takiego aktu
            gotowi. W ubiegłym roku była seria kościelnych dokumentów na ten temat. W tym
            roku będzie to wymiana pielgrzymek. Dwa tygodnie temu na Ukrainie była grupa
            polskich studentów z lubelskich uczelni, którzy brali udział w pielgrzymce
            akademickiej do klasztoru ojców Studytów w Uniowie [przeorem klasztoru był
            przed wojną i w latach wojny ojciec Klemens Szeptycki, brat metropolity Andrija
            Szeptyckiego. W czasie okupacji w klasztorze ukrywano żydowskie dzieci. Po
            wojnie zamieniony na szpital psychiatryczny i kino, dziś jest miejscem
            odrodzenia duchowego Ukrainy zachodniej - przyp. red.]. Jestem w Warszawie,
            gdyż poprzedniego dnia byłem nad Jeziorem Lednickim razem z grupą młodych
            pielgrzymów ukraińskich. Może stanowiliśmy tylko jedną tysięczną tam obecnych,
            ale byliśmy razem, tuż obok siebie. W sierpniu planowana jest wielka
            pielgrzymka na Ukrainę - do Zarwanicy [przed wojną znane sanktuarium maryjne,
            zniszczone buldożerami za czasów sowieckich, odbudowywane od połowy lat 90. -
            przyp. red.]. Szykuje się wielu pielgrzymów z Polski, wśród nich kardynał
            Glemp. A ja z rewizytą przyjadę 26 sierpnia na uroczystości do Częstochowy.

            Zastanawialiśmy się z kardynałem Glempem, co zrobić, by nasze narody zbliżyć do
            siebie. To bardzo trudne, Polacy i Ukraińcy byli przesiedlani, krzywdzeni przez
            obcych, ale też krzywdzili się wzajemnie. Wymiana pielgrzymek ma służyć temu,
            by Polacy i Ukraińcy razem spotykali się na modlitwie. Jeśli ludzie razem się
            modlą, jest im łatwiej przyjąć się nawzajem.

            Nie róbmy sobie iluzji, że pojednanie między naszymi społecznościami pójdzie
            bardzo szybko. Lecz przecież musimy coś robić. Może za trzy lata, a może za
            pięć, będziemy gotowi, by dokonać oficjalnego aktu przymierza naszych narodów.
            Jesteśmy przekonani, że samo porozumienie polityczne, porozumienie
            międzyrządowe nie przyniesie oczekiwanych skutków. Nasze Kościoły mogą wiele
            pomóc w pracy dla rzeczywistego pojednania między zwykłymi ludźmi.

            Musimy przede wszystkim zadbać, by nasza wspólna, trudna historia nie zatruwała
            młodego pokolenia. Tak zwykle bywa, że nienawiść przechodzi od dziadów i ojców.
            Chcemy dać młodzieży jakąś alternatywę, pokazać, że nie trzeba przedłużać stanu
            wojny, lecz powiedzieć "dość", by żyć i działać razem.

            Jaka jest sytuacja Kościoła greckokatolickiego w Polsce po wejściu do UE i
            uszczelnieniu granicy?

            - Ten Kościół ma swoją strukturę: metropolię, dwie diecezje, swoje seminarium,
            czasopisma, a więc wszystko, co potrzebne do normalnego życia. Utrzymujemy żywy
            kontakt, nie tylko biskupi, ale również wierni, choć nowe porządki na granicy
            powodują pewne uciążliwości. Ale przecież do Lednicy przyjechało sześć
            autobusów naszej młodzieży, Polacy jeżdżą na Ukrainę. Granica międzypaństwowa,
            która jest również granicą między Ukrainą a Unią Europejską, jest niewygodna,
            coś trzeba by było z nią zrobić, lecz to sprawa władz administracyjnych.

            Na Ukrainie zbliżają się wybory prezydenckie. Wielu Ukraińców, a także
            zagranica, w zmianie przywództwa upatruje nadziei dla kraju. Czy nowy prezydent
            to szansa dla Ukrainy?

            - Zawsze jest nadzieja na lepsze. Lecz z drugiej strony nie możemy żyć
            iluzjami. Nasza trudność polega na tym samym, z czym biedziły się i biedzą
            wszystkie kraje postkomunistyczne: nie kierujemy się zasadami moralnymi w
            powszednim życiu. A od tego zależy, jaki będzie dalszy rozwój naszego państwa.

            To nie jest tylko problem polityczny, problem wyboru tego czy innego polityka.
            Musimy być bardzo świadomi, że na Ukrainie żyje już trzecia generacja wychowana
            w komunizmie. Komunizm to nie była tylko filozofia, lecz rzeczywistość, to była
            próba stworzenia nowego człowieka - homo sovieticus. Ten proces, Bogu dzięki,
            się nie udał. Lecz sięgnął bardzo głęboko w ludzkie dusze. Dlatego naszym
            zadaniem na Ukrainie, prócz zmian politycznych czy gospodarczych, jest
            uzdrowienie mentalności. To zadanie absolutnie najważniejsze.

            Komunizm nie mógł zmienić stworzenia Bożego, lecz zranił je bardzo głęboko.
            Obywatele Ukrainy są po prostu zranieni. Proces zdrowienia jest długi. Gdy
            Mojżesz wyprowadzał lud Izraela z niewoli egipskiej, sprzeciwiano mu się.
            Ludzie mówili: prawda, byliśmy niewolnikami, ale było co jeść, było lżej,
            lepiej. Lud Izraela potrzebował wymiany całego pokolenia, by zapomnieć egipską
            niewolę, by iść w kierunku Ziemi Obiecanej. Kiedyś myślałem, że to samo musi
            się stać na Ukrainie, ale dziś widzę, że wymiana jednego pokolenia może nie
            wystarczyć.

            Dlatego nie sądzę, by wybory prezydenckie lub parlamentarne wiele zmieniły.
            Sytuację może zmienić dopiero uzdrowienie myślenia całego społeczeństwa. Wybory
            mogą temu dopomóc, i dlatego trzeba działać tak, by przyspieszyć transformację.
            Lecz to nie jest ostateczne rozwiązanie, lecz jeden z elementów, które mogą nam
            pomóc w tworzeniu lepszej przyszłości.

            Jeśli w społeczeństwie rozpocznie się rzeczywisty proces zmiany świadomości,
            równolegle normalizacji ulegnie
            • clickkey Re: Rozmowa z kardynałem Huzarem - c.d. 2 07.06.04, 19:12
              Jeśli w społeczeństwie rozpocznie się rzeczywisty proces zmiany świadomości,
              równolegle normalizacji ulegnie system polityczny i ekonomiczny, kulturalny i
              naukowy. Rząd musi ten proces stymulować i przyspieszać.

              Lecz nie należy liczyć na cud. Bo skąd mamy wziąć lepszą elitę polityczną? Z
              nieba nam nie spadnie. Doświadczamy zepsucia przez komunizm, Cerkiew też to
              odczuwa. Tak jak władza i społeczeństwo, biskupi i księża też są dotknięci
              trucizną bolszewizmu. Czeka nas więc mozolna praca. Dlatego każdy element,
              który przyspieszy ten proces leczenia mentalności społecznej, jest bardzo
              potrzebny.

              Na czym ma polegać proces uzdrawiania ukraińskiego społeczeństwa?

              - My w świecie postkomunistycznym jesteśmy ofiarami sowietyzacji. Ale prawda
              jest taka, że cały świat również przeżywa kryzys, w innych krajach wielu ludzi
              pada ofiarą skrajności systemu kapitalistycznego. Gdzie w zachodnim świecie
              panuje sprawiedliwość? Nigdzie.
              Choroby społeczne bywają różne, różnie można je definiować. Ale ich podstawą
              jest brak moralnych zasad w codziennym, praktycznym życiu. Gdy mówię o
              wyleczeniu społeczeństwa, nie myślę w kategoriach psychiatrii czy psychologii,
              lecz o duchowości. Ludzie w końcu winni przekonać się, że tylko tam, gdzie
              działają sprawiedliwe relacje, możliwy jest pokój i właściwy porządek.

              Na Ukrainie nie możemy marzyć o idealnej władzy, o idealnym prezydencie, gdy
              samo społeczeństwo będzie się godzić na korupcję. Nawet najlepszy prezydent,
              nawet anioł, jeśli zwróci się do ludzi, którzy chcą być zniewoleni, nic nie
              zdziała. Powinniśmy żyć wedle zasad ogólnoludzkich, winniśmy pragnąć
              sprawiedliwości, respektować prawo. Nauka z tego taka, że trzeba włożyć dużo
              wysiłku, w tym również intelektualnego, by nie dopuścić do lekceważenia
              fundamentalnych praw ludzkich. Wszyscy jesteśmy słabi, lecz jeśli to pojmiemy,
              możemy próbować żyć - powiem to religijnym językiem - po Bożemu. My,
              chrześcijanie, wedle moralnych zasad chrześcijańskich, muzułmanie wedle
              muzułmańskich. Żydzi wedle żydowskich. W nich wszystkich są prawdziwe
              podstawowe zasady moralne.

              Ojciec Święty już dwa razy zwoływał spotkania przedstawicieli wszystkich
              religii w Asyżu, gdyż w sposób profetyczny, patrząc duchem daleko naprzód,
              rozumie, że pokój na świecie będzie możliwy wtedy, gdy nastanie sprawiedliwość,
              ludzie przestaną być wykorzystywani przez swoich, przez obcych, przez sąsiadów.
              To praca dla wszystkich społeczeństw, dla wszystkich kultur. To nie jest żadna
              terapia, lecz prosty wymóg moralny.

              Demokracja to najtrudniejszy sposób rządzenia, lecz zarazem najlepszy - właśnie
              dlatego, że najbardziej moralny. Lecz wszystkie bardzo piękne reguły
              demokracji, cała gospodarka rynkowa, nic nie są warte, gdy zabraknie
              moralności. Proszę pójść na jakikolwiek bazar we Lwowie. Tam jest rynkowa
              gospodarka, ale tworzą ją ludzie bez moralnego kręgosłupa, każdy stara się
              naciągnąć, okpić bliźniego. Ludziom zawsze się wydaje, że krótsza droga do
              wygodnego życia, do wzbogacenia się, musi zawierać trochę kłamstwa, przemocy.
              Dyktatorzy zawsze myślą, że zaprowadzą porządek siłą, a nie sprawiedliwością.
              Nic z tego nie wynika, nic dobrego się nie dzieje.

              Na Ukrainie chcemy zaprowadzić demokratyczne porządki. Lecz póki nie zaczniemy
              respektować praw jednostki, póki nie będziemy patriotami we właściwym
              chrześcijańskim znaczeniu tego słowa, nie zaczniemy respektować prawa, nic nie
              osiągniemy. Wybór takiego czy innego prezydenta nic nie przyniesie, gdy nie
              będzie zdrowej społecznej bazy, a w ludziach zabraknie woli, by żyć moralnie.

              Jak na Ukrainie wygląda współpraca prawosławnych z grekokatolikami?

              - Mamy trzy Cerkwie prawosławne, które różnią się tylko z powodów politycznych.
              Staramy się z nimi współpracować, zwłaszcza w kwestiach społecznych. Lecz jeśli
              któraś z opcji prawosławnych kieruje się przede wszystkim celami politycznymi,
              wtedy współpraca jest bardzo trudna. Ale mimo trudności w ostatnich kilku
              miesiącach zawiązała się współpraca zwierzchników różnych Kościołów
              chrześcijańskich: greckokatolickiego, łacińskiego, prawosławnego i
              protestanckiego. Staramy się wypracowywać wspólne stanowisko, by władzom
              państwowym i parlamentowi pokazać, co o pewnych kwestiach społecznych myślą
              chrześcijanie. Wydaliśmy trzy dokumenty, pod koniec czerwca wydamy deklarację w
              sprawie rodziny. Nie będzie w niej nic, co wcześniej nie byłoby mówione. Ważne
              jest, że podpisaliśmy ją razem, to jest jej siła i nowość. W relacjach między
              wyznaniami zjawiła się nowa jakość, choć doktrynalnie jesteśmy jeszcze daleko
              od siebie. Lecz zrozumieliśmy, że musimy działać razem. To bardzo pocieszające.

              Jeżeli chodzi o współpracę między grekokatolikami a łacinnikami, to trzeba
              sięgnąć trochę do historii. Do 1939 r. łacinnikami na Ukrainie byli Polacy,
              Niemcy, Słowacy, Węgrzy. Dziś jest inaczej. W Galicji w dalszym ciągu jest
              sporo Polaków, charakter katedry we Lwowie jest bardzo polski. Lecz na
              wschodzie, w centralnej Ukrainie łacinnicy to głównie Ukraińcy, mówią po
              ukraińsku, msze odprawia się po ukraińsku. Do Lednicy przyjechał autokar
              młodzieży z łacińskiej parafii z Kijowa pod flagą ukraińską.

              Kłopot Kościoła łacińskiego polega na tym, że niektórzy uważają go za sprawę
              tylko polską. Ale są i tacy, którzy mówią, że to sprawa właśnie ukraińska.
              Potrzeba jednoznacznego rozstrzygnięcia, czy jest to polski Kościół na
              Ukrainie, czy ukraiński Kościół łaciński. Chcielibyśmy mieć jasność tej
              sytuacji, gdyż z niej biorą się pewne trudności. Jest to jednak balast z
              przeszłości. Potrzeba czasu i dobrej woli, żeby sobie z nim poradzić. Byłoby
              bardzo śmiesznie, gdybyśmy starali się rozwiązywać problemy z prawosławnymi, a
              nie umieli rozstrzygać trudności między sobą. Potrzebny jest wewnętrzny
              ekumenizm, musimy znaleźć wspólną drogę dla dwóch lokalnych Kościołów
              katolickich.

              Z czego wynika podział ukraińskiej Cerkwi prawosławnej?

              - Z uwarunkowań politycznych i trudności personalnych. Cerkwie współistnieją ze
              sobą, lecz brak im woli, by przeskoczyć podziały polityczne i personalne
              animozje. Brakuje im odwagi, by zdobyć się na radykalny krok. To jest bagaż
              ostatnich 15 lat, powstały w wyniku przemian politycznych i ideologicznych na
              Ukrainie. Między Cerkwiami prawosławnymi nie ma różnic dogmatycznych, dzielą je
              tylko kwestie drugorzędne, jurysdykcyjne. Mówię o tym z żalem, boli mnie, że są
              podzieleni. Odczuwalny jest też brak dobrze wykształconego duchowo i
              intelektualnie kleru. Lecz najważniejszym elementem jest uwolnienie się od
              zależności politycznej.

              Ostatnie miesiące pokazują, że Ukraina odwraca się na Wschód. Z polskiego
              punktu widzenia to niebezpieczne.

              - To jest dużo niebezpieczniejsze dla nas niż dla was. Lecz wydaje mi się, że
              sygnały z Zachodu są bardzo niejednoznaczne. Bruksela powinna kompetentniej
              myśleć i mądrzej mówić. Powinna powiedzieć jasno, że miejsce Ukrainy jest w
              Unii. Kiedy i na jakich warunkach Ukraina tam wejdzie, to rzecz osobna. Lecz
              jeśli dziś nie wiadomo, jaki jest status Ukrainy, ci, którzy chcą iść na
              Wschód, mają bardzo silne argumenty: nie chcą nas w Europie Zachodniej, a
              przecież z kimś musimy współpracować.

              UE powinna precyzyjniej definiować swoją politykę. Wówczas wszystkim nam byłoby
              łatwiej działać, a niebezpiecznym politykom o orientacji euroazjatyckiej
              zabrakłoby argumentów.

              Idea podniesienia rangi dotychczasowej metropolii greckokatolickiej we Lwowie,
              przekształcenie jej w patriarchat, powoduje opory w Watykanie i wśród
              prawosławnych.

              - Patriarchat to nie jest cel sam w sobie. Przypomina raczej kupno dobrego
              auta, by można było sprawniej podróżować. Nie można oczekiwać, że jeśli będzie
              uznany patriarchat, wszystko automatycznie się rozwiąże. Ja tak nie myślę.
              Patriarchat to ważny i potrzebny instrument do rozstrzygania kwestii życia
              wewnątrzkościelnego i do zewnętrznej komunii z innymi Kośc
              • clickkey Re: Rozmowa z kardynałem Huzarem - c.d. 3 07.06.04, 19:15
                Patriarchat to ważny i potrzebny instrument do rozstrzygania kwestii życia
                wewnątrzkościelnego i do zewnętrznej komunii z innymi Kościołami. Patriarchat
                nie musi powstać do końca roku ani w najbliższych latach. Po prostu jest
                niezbędny. Ale my też musimy zrozumieć, jak on ma funkcjonować, by wierni i
                duchowieństwo lepiej zrozumieli, czego można się po nim spodziewać.

                Trudności w powołaniu patriarchatu są liczne. W Rzymie panują dwa lęki. Po
                pierwsze - niektórzy obawiają się, że gdy staniemy się patriarchatem,
                odejdziemy od wspólnoty z następcą św. Piotra. Po drugie - że nasza Cerkiew
                stanie się narodowa. Musimy wyjaśnić, że tak nie jest. Te obawy są bezzasadne.
                Ojciec Święty to rozumie także dlatego, że ma dobre rozeznanie w historii
                Europy Wschodniej. Lecz Papież nie jest sam, ma współpracowników. Musimy
                rozwiać te poważne wątpliwości, gdyż nie mamy żadnej ochoty oddzielać się od
                Rzymu. Więcej - chcemy, by nasz związek był silniejszy. Gdybyśmy chcieli, już
                dawno moglibyśmy to zrobić. Lecz nam na tym nie zależy. Przeciwnie - chcemy
                podkreślić jedność w Kościele powszechnym i dlatego staramy się iść krok za
                krokiem, zgodnie z prawem. Separacja z Rzymem to nie jest rozwiązanie.

                Głosy sprzeciwu wobec ukraińskiego patriarchatu greckokatolickiego słychać we
                wszystkich Cerkwiach prawosławnych. Od polskich biskupów prawosławnych, przez
                rosyjskich i ukraińskich, po greckich, a nawet skłonnego do rozmów z Rzymem
                patriarcha Konstantynopola.

                - Chcemy nawiązać bezpośredni kontakt z Cerkwiami prawosławnymi i chcemy mówić
                sami, bez pośredników. Oni nie mają informacji z pierwszej ręki, nie wiedzą,
                jakie są nasze oczekiwania, jak tak naprawdę wygląda nasza sytuacja. Spotkałem
                się kiedyś z sekretarzem jednego z prawosławnych synodów. Powiedział mi: jestem
                szczęśliwy, że mogę ciebie zobaczyć. Odpowiedziałem mu: może myślałeś, że mam
                rogi?

                Ale to było ważne spotkanie. Starałem się wytłumaczyć, że to, do czego dążymy,
                będzie bardzo ważne również dla prawosławnych. Między prawosławnymi są ludzie
                na wysokich stanowiskach, którzy marzą o jedności Kościoła, więc bardzo
                dokładnie patrzą, co się dzieje wewnątrz Kościoła katolickiego. Powiedziałem:
                co zrobimy dla siebie, będzie korzystne dla was. A on: nigdy o tym tak nie
                myślałem.

                Wielki krzyk wokół patriarchatu jest bardzo korzystny, gdyż daje nam możliwość
                wyjaśniania naszego stanowiska i wzajemnych kontaktów. Gdybym dwa lata temu
                napisał list do jakiegoś patriarchy prawosławnego, nie zwróciłby na to uwagi.
                Ale dziś mogę napisać: powiedziałeś, bracie, że jesteś przeciwny naszemu
                patriarchatowi. Dlatego tłumaczę ci, kim jesteśmy i do czego dążymy. Jestem
                pewien, że ludzie, którzy organizowali i synchronizowali protesty
                prawosławnych, takich kontaktów nie chcą. Ale my będziemy spokojnie to robić.
                Palec Boży pokierował tymi sprawami przeciwnie do intencji różnych ludzi na
                świecie.

                Ksiądz Kardynał mówił o jednym patriarchacie na Ukrainie. Czy to jest realne?

                - Tak perspektywicznie widzimy sytuację na Ukrainie. Nie chcemy patriarchatu,
                który oddali nas od naszych prawosławnych współbraci. Chcemy zbudować parytet,
                byśmy mogli rozmawiać jak równi z równymi. Mówiłem prawosławnym, że idea
                jednego patriarchatu nie jest skierowana przeciwko nim, lecz jest wspólną drogą
                do celu. Jej realizacja zależy od woli wiernych, Kościołów, ale też od rządu,
                od sytuacji w Kijowie. Dziś w Kijowie stawiamy greckokatolicki sobór, lecz nie
                ma to być najważniejsze miejsce ukraińskiego chrześcijaństwa. Najważniejszym
                pozostaje sobór św. Sofii, gdzie będzie jeden patriarcha całej Ukrainy.
                Prawosławni przyjmują to pozytywnie, choć realizacja będzie trudna.

                Co polskie władze powinny zrobić dla Ukrainy? Historia uczy, że dla nas sprawa
                ukraińska to kwestia życia i śmierci, najlepiej pojęta racja stanu.

                - Ukraina, z wielu powodów, nie może dziś wejść do UE. Lecz powinno być jasno i
                jednoznacznie określone, jakie warunki Unia stawia Ukrainie. Te ugrupowania,
                które orientują się na Wschód, korzystają z niejasności. To jest dla nas bardzo
                niebezpieczne. Ukraina jest w Europie, nie ma dla niej innej, lepszej drogi.
                Rozumiemy, że Europa boi się nas. Ale strach nie pomoże, trzeba go
                przezwyciężyć. Zobaczymy, jaką politykę będzie prowadzić następny ukraiński
                prezydent. Lecz UE musi sformułować jasne stanowisko, gdyż wpychanie Ukrainy do
                Eurazji zagraża nam wszystkim.

                Polska jest adwokatem Ukrainy i robi to bardzo dobrze, bo dobrze nas rozumie,
                jest naszym największym zachodnim sąsiadem. Głos Polski jest dobrze słyszalny.
                Tego głosu Ukraina oczekuje. Lecz z drugiej strony decyzji europejskich nie
                podejmuje tylko Polska. A nie będzie dobrze dla Europy, jeśli Ukraina zostanie
                za jej granicami, jeśli nie znajdzie się jakiegoś modus vivendi z Białorusią i
                Rosją. Europie zagraża Wschód, bliższy i dalszy, świat bardzo radykalnego
                fundamentalizmu. u
                Konferencję prasową kardynała Lubomyra Huzara, która odbyła się 30 maja w
                redakcji "Gazety Wyborczej", opracowali Paweł Smoleński i Jan Turnau


                Rozmowę spisali Jan Turnau i Paweł Smoleński
                • clickkey Kijów żąda jeszcze 300 mln dol.na Czarnobyl 14.06.04, 02:54
                  Ukraina. Kijów żąda jeszcze 300 mln dol. na Czarnobyl

                  ricz, korespondent 13-06-2004, ostatnia aktualizacja 13-06-2004 17:54

                  Władze Ukrainy proszą Europę i kraje G8 o "niezwłoczne" przekazanie im
                  dodatkowych 300 mln dol. na budowę sarkofagu nad czwartym blokiem elektrowni
                  atomowej w Czarnobylu. Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju wcześniej obiecał, że
                  przeznaczy na sarkofag nad reaktorem zniszczonym w 1986 roku 700 mln euro.
                  Teraz Kijów, jak poinformowała kancelaria Leonida Kuczmy, wyliczył, że na
                  inwestycję potrzebuje jeszcze, i to "niezwłocznie", 300 mln dol. Wasyl Bazyw
                  zastępca szefa kancelarii prezydenta Ukrainy twierdzi, że jeśli pieniędzy nie
                  będzie, "sytuacja na obiekcie może się rozwijać w sposób niekorzystny".
                  • clickkey Noworodek za 500 dolarów 16.06.04, 06:44
                    Noworodek za 500 dolarów
                    PAP 19:35

                    500 dolarów otrzymała trójka lekarzy z porodówki w ukraińskim mieście
                    Makiejewka za noworodka od kobiety, która go zamówiła. Matce dziecka lekarze
                    powiedzieli, że urodziło się ono martwe. Transakcja wyszła na jaw, a lekarzy
                    aresztowano.

                    Prokuratura obwodu donieckiego, w którym leży Makiejewka, wszczęła dochodzenie
                    przeciwko ordynator oddziału położnictwa szpitala miejskiego, przeciwko
                    zastępcy głównego lekarza i szefowi oddziału noworodków. Nazwisk lekarzy nie
                    podano. Pozostająca w zmowie trójka, jak podała prokuratura, zataiła przed
                    jedną z kobiet, że urodziła żywe dziecko.

                    Wkrótce potem nowo narodzone dziecko przypisano innej kobiecie, która znalazła
                    się w szpitalu wykorzystując w tym celu fałszywe dokumenty. To właśnie ta
                    kobieta zapłaciła lekarzom 500 dolarów. (ck
                    • clickkey Ukrainki z fałszywymi polskimi paszportami 16.06.04, 06:47
                      Ukrainki z fałszywymi polskimi paszportami
                      IAR 19:50

                      Funkcjonariusze Straży Granicznej zatrzymali na przejściu w Pietrowicach
                      Głubczyckich w opolskiem pięć obywatelek Ukrainy, które próbowały przekroczyć
                      granicę na podstawie sfałszowanych polskich paszportów.

                      Ukrainki jechały w dwóch rejsowych autobusach ze Słupska i Opola.
                      Funkcjonariusze zwrócili na nie uwagę, gdyż zachowywały się bardzo nerwowo. Ich
                      paszporty początkowo nie wzbudziły zastrzeżeń, jednak zachowanie kobiet
                      spowodowało ich wnikliwą kontrolę. Okazało się, że nie są to Polki - chociaż
                      posługiwały się językiem bardzo dobrze, a obywatelki Ukrainy jadące do pracy we
                      Włoszech.

                      Polskie paszporty kupiły we Lwowie i w Warszawie. Zapłaciły za nie od 100 do
                      300 euro. Sprzedawcy paszportów wymienili w nich fotografie.

                      Wszystkie kobiety zostaną wydalone z Polski. Sprawa będzie miała także swój
                      finał w sądzie, gdzie zapadnie wyrok za próbę nielegalnego przekroczenia
                      granicy na podstawie cudzych dokumentów. Grozi za to kara grzywny lub
                      pozbawienia wolności do lat trzech.
                      • clickkey Komisja: Kuczma zamieszany w porwanie dziennikarza 17.06.04, 04:44
                        Środa, 16 czerwca 2004

                        Komisja: Kuczma zamieszany w porwanie dziennikarza Gongadze
                        PAP 16:45

                        Prezydent Ukrainy Leonid Kuczma, obecny szef parlamentu Wołodymyr Łytwyn, były
                        minister spraw wewnętrznych Jurij Krawczenko, a także były szef służb
                        specjalnych Leonid Derkacz są zamieszani w sprawę porwania opozycyjnego
                        dziennikarza Georgija Gongadzego - do takich wniosków doszła specjalna
                        tymczasowa parlamentarna komisja śledcza kierowana przez Hryhorija Omelczenkę.

                        Wskazanie winnych

                        W wypowiedzi zamieszczonej na stronie internetowej Instytutu Masowej Informacji
                        (reprezentuje w Kijowie międzynarodową organizację Reporterzy bez Granic)
                        Omelczenko oświadczył, że komisja doszła do takich wniosków na podstawie
                        analizy relacji świadków i zgromadzonych dowodów rzeczowych, przeprowadzonych
                        ekspertyz i innych informacji.

                        Zdaniem deputowanego, komisja jednomyślnie orzekła, że "w działaniach
                        prezydenta Kuczmy, byłego szefa jego administracji, a obecnie przewodniczącego
                        parlamentu Łytwyna, byłego ministra spraw wewnętrznych Krawczenki i byłego
                        szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, który jest dziś deputowanym do parlamentu
                        Derkacza, są oznaki przestępstwa przewidzianego artykułami 27 i 146 kodeksu
                        karnego Ukrainy: współudział w działaniach skierowanych na zorganizowanie
                        porwania Gongadzego, co doprowadziło do ciężkich następstw".

                        Porwanie

                        Gongadze został porwany w centrum Kijowa we wrześniu 2000 roku, a następnie
                        zamordowany. Sprawców zbrodni dotychczas nie wykryto.

                        Omelczenko podkreślił, że komisja nie posiada dowodów na to, że prezydent
                        Kuczma jest zleceniodawcą zabójstwa Gongadzego. "Udało się znaleźć dowody na
                        to, że Kuczma i wskazane trzy inne osoby byli organizatorami porwania
                        dziennikarza".

                        Deputowany dodał, że wątpi, aby sprawozdanie komisji śledczej zostało
                        zaprezentowane w sali obrad parlamentu przed zapowiedzianymi na październik
                        wyborami prezydenckimi. Według niego sprzeciwia się temu przede wszystkim
                        Łytwyn.

                        Szef internetowego wydania "Ukraińska Prawda" Georgij Gongadze został
                        uprowadzony w Kijowie 16 września 2000 r. Wkrótce jego pozbawione głowy ciało
                        odkryto w lesie koło Taraszczy - miejscowości, położonej 80 km od stolicy
                        Ukrainy. Z powodu fatalnego stanu zwłok, sprzecznych wersji prokuratury, a
                        także z powodu późniejszych ekspertyz, które potwierdzały lub zaprzeczały, że
                        są to szczątki Gongadzego, jego matka do dziś nie wyraziła zgody na pogrzeb.

                        Dowody

                        W listopadzie 2000 roku lider opozycyjnej partii socjalistycznej Ołeksandr
                        Moroz ujawnił na posiedzeniu parlamentu fragment nagrania magnetofonowego, na
                        którym prezydent Kuczma zdenerwowanym głosem w obecności ówczesnego szefa MSW
                        Krawczenki proponuje, aby zastraszyć dziennikarza. Kilka dni wcześniej z
                        Ukrainy wyjechał pracownik służby ochrony administracji prezydenta Kuczmy major
                        Mykoła Melnyczenko. Przyznał, że nagrywał z podsłuchu Kuczmę i zdecydował się
                        ujawnić taśmy po tym, gdy zrozumiał, że prezydent jest przestępcą.

                        W grudniu ubiegłego roku prokurator generalny Ukrainy Hennadij Wasyliew
                        powiedział, że śledztwo w sprawie zabójstwa Gongadzego jest dalekie od
                        zakończenia. W tej sprawie nie mamy nawet podejrzanych - poinformował Wasyliew.
                        Tym samym zaprzeczył twierdzeniom swego poprzednika Swiatosława Piskuna, który
                        kilka miesięcy wcześniej przekonywał, że sprawa jest bliska zakończenia.

                        W październiku 2003 roku dużym echem odbiło się na Ukrainie zatrzymanie przez
                        prokuraturę szefa departamentu wywiadu kryminalnego MSW generała Ołeksija
                        Pukacza.

                        Według doniesień prasy Pukacz miał kierować grupą milicjantów, zajmujących się
                        bezpośrednim śledzeniem dziennikarza. Ta sama grupa 16 września 2000 r. miała
                        dokonać zatrzymania dziennikarza na ulicy. Potem Gongadze miał być przekazany
                        tzw. grupie Kysila (Wołodymyra Kysila, znanego gangstera), czyli bandytom
                        współpracującym wówczas z MSW. W opinii prasy Pukacz jest tą osobą, która
                        najprawdopodobniej zna bezpośrednich zleceniodawców zabójstwa Gongadzego.

                        29 października prezydent Kuczma odwołał Piskuna ze stanowiska prokuratora
                        generalnego, a kilka dni później z aresztu śledczego wypuszczono generała
                        Pukacza. 5 listopada w centrum Kijowa w samochodzie Kysila eksplodował ładunek
                        wybuchowy. Zginął kierowca, ciężko ranny został ochroniarz, ale sam Kysil
                        przeżył. Według opozycji była to próba zastraszenia ważnego świadka w sprawie
                        Gongadze, lub też nieudana operacja zabicia go. "Chodziło o to, aby całą
                        odpowiedzialnością za śmierć Gongadzego obarczyć Kysila i na tym sprawę
                        zakończyć", powiedział wówczas Jurij Łucenko z parlamentarnej komisji,
                        badającej kulisy zabójstwa dziennikarza.

                        Wasyliew jest trzecim prokuratorem generalnym, który zajmuje się sprawą
                        dziennikarza Gongadzego. Pierwszym był Mychajło Potebeńko. W prasie zyskał on
                        opinię człowieka, który zrobił wszystko, co było w jego mocy, aby kulisy
                        śmierci dziennikarza nigdy nie ujrzały światła dziennego.

                        Roman Kryk (mdz)
                        • clickkey Sprawa Gongadze - milicjanci zakatowali oficera 21.06.04, 15:56

                          Sprawa Gongadze - milicjanci zakatowali oficera
                          PAP 15:30

                          Nie jest prawdą, jakoby w ubiegłym roku oficer milicji Ihor Honczarow zmarł w
                          areszcie śledczym na skutek wstrzyknięcia mu dawki środka usypiającego.
                          Przyczyną jego śmierci były obrażenia, których doznał podczas przesłuchań -
                          przyznał w Kijowie rzecznik prasowy ukraińskiej Prokuratury Generalnej Serhij
                          Rudenko. Honczarow był oficerem Zarządu do Zwalczania Przestępczości
                          Zorganizowanej.

                          Tym samym Rudenko sprostował doniesienia brytyjskiej gazety "The Independent".
                          Gazeta, powołując się na materiały, który przedostały się do prasy z
                          ukraińskiej prokuratury, poinformowała w sobotę, że Honczarow zmarł w wyniku
                          wstrzyknięcia mu w areszcie śledczym dawki środka usypiającego. Ludzie mogą
                          mówić, co chcą, ale przed faktami nie uciekniesz - dodał Rudenko. Powiedział,
                          że w stosunku do milicjantów, którzy torturowali Honczarowa, prowadzone jest
                          śledztwo.

                          Honczarow umarł pierwszego sierpnia ub.r. Był oficerem Zarządu do Zwalczania
                          Przestępczości Zorganizowanej. Prokuratura wydała nakaz aresztowania Honczarowa
                          wiosną 2002 r. Podejrzewano, że stał na czele grupy przestępczej, zajmującej
                          się porywaniem ludzi dla okupu. Jedną z jej ofiar mógł być - sugerowała
                          prokuratura - porwany i zamordowany pod koniec 2000 r. opozycyjny dziennikarz
                          Georgij Gongadze.

                          Prokuratura - jak pisała wówczas opozycyjna prasa - liczyła, że w trakcie
                          śledztwa uda się uzyskać zeznania Honczarowa, potwierdzające, że to jego
                          ugrupowanie stoi za mordem na dziennikarzu. Honczarow stanowczo odrzucał
                          podobne oskarżenia. W sumie aresztowano trzynaście osób, które, jak utrzymuje
                          prokuratura, wchodziły w skład grupy Honczarowa. Sześć z nich, to
                          funkcjonariusze milicji.

                          Po raz pierwszy informacje o tym, że za zabójstwem Gongadzego może stać milicja
                          pojawiły się po ujawnieniu pod koniec 2000 r. tzw. taśm majora Mykoły
                          Melnyczenki - byłego ochroniarza prezydenta Leonida Kuczmy. Na jednym z nagrań
                          ówczesny minister spraw wewnętrznych Jurij Krawczenko omawiając z Kuczmą
                          problem opozycyjnej działalności Gongadzego powiedział, że dysponuje w
                          MSW "grupą orłów", którzy zdolni są do wszelkich czynów.

                          W sobotę "Independent" opublikował artykuł oparty na materiałach, wyniesionych
                          z Prokuratury Generalnej w Kijowie. Zamieszczono w nim m.in. zeznania
                          milicjantów (podano ich nazwiska), którzy, jak twierdzą, należeli do oddziału
                          specjalnego, który zajmował się śledzeniem Gongadzego do ostatnich chwil życia.
                          Po zniknięciu Gongadzego otrzymali stanowczy rozkaz, aby zapomnieli, że
                          kiedykolwiek zajmowali się śledzeniem dziennikarza.

                          W artykule tym powtórzono znaną już z taśm Melnyczenki wersję, że rozkaz
                          zabicia dziennikarza - za wiedzą prezydenta Kuczmy - miał wydać ówczesny
                          minister spraw wewnętrznych Krawczenko. Nadzór nad operacją miał sprawować na
                          krótko zatrzymany w ubiegłym roku generał Ołeksij Pukacz, a nadzór nad
                          wykonaniem wyroku na dziennikarzu współpracownik milicji Ołeksandr Muzyka.

                          Roman Kryk (mdz)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka