Sława!
www.bialorus.pl/index.php?Rozdzial=Wiadomosci&&wiecej=12124
Giedroyc – Janowicz
Niwa, 2006-07-27
"Aby przekonać świat i samych siebie, że należymy do Europy, musimy mieć
jasną politykę wschodnią, powinniśmy zrozumieć, że powinniśmy być zwornikiem
tych dwóch światów, gdyż nasza pozycji na Zachodzie będzie mierzona naszą
rolą na Wschodzie. [...] Zagadnieniem czołowym jest problem Białorusi. Musimy
przede wszystkim naprawić wszystkie błędy przeszłości".
Tak pisał w tekście podziękowania w 1998 r. Jerzy Giedroyc z okazji
przyznania mu doktoratu honoris causa Uniwersytetu w Białymstoku. 27 lipca
mija setna rocznica urodzin (przyszedł na świat w białoruskim Mińsku) tego
zmarłego 14 września 2000 r. księcia - redaktora paryskiej "Kultury"
osiadłego po wojnie w Maissons-Laffitte i pod tą miejscowością pochowanego.
Dla księcia z Maisons-Laffitte szczególnie leżały na sercu sprawy relacji
Polski z jej sąsiadami: Litwą, Rosją, Białorusią i Ukrainą. O sprawach
białoruskich: „tutejszych” i „tamtejszych” korespondował on z pisarzem z
Krynek Sokratem Janowiczem. Redaktor „Kultury” za jego namową zamierzał
spopularyzować twórczość Wasila Bykawa, zabiegać o przyznanie mu literackiej
nagrody Nobla. W jednym z listów Jerzy Giedroyc pisał: „Pana pomysł jest,
rzeczywiście, znakomity. Gdyby udało się go zrealizować, to - ma Pan rację -
w sposób bardzo poważny wpłynęłoby na sytuację na Białorusi. Szanse są dosyć
małe, ale w każdym razie trzeba spróbować”. Interesowały go: biografia i
przekłady, zwłaszcza na rosyjski i informacje: jakie liberalne koła rosyjskie
popierały Wasila Bykawa. Sokrat Janowicz w liście do Maisons-Laffitte
donosił: „Nobel dla Bykawa, pisarza serdecznie znienawidzonego przez reżim
miński, stał by się jakimś trzęsieniem ziemi w tamtych, zaszczurzonych
stronach! Najgorszy dyktator musi w najgorszym razie krygować się co
najmniej, jeśli nie zmienić to i owo... . Zwłaszcza taki jak Łukaszenka,
który podoba się Kremlowi, ale jednocześnie, zupełnie nie wyobrażany jest na
takim Kremlu. Po prostu frajer międzynarodowy. Facet do wykorzystania i
porzucenia. Kolonialny kacyk. Pisząc o twórczości i sytuacji Wasila Bykawa,
Sokrat Janowicz wspomina o wydaniu na Białorusi jego „Ściany”, książki o
takim samym tytule jaki nosiło jedno ze sztandarowych dzieł kandydata na
kandydata do Nobla: „Do dziś czuję niesmak tej „cienkiej afery”. „«Ściana»
Janowicza miała osłabić oddziaływanie «Ściany» Bykawa”. W innym listów Sokrat
Janowicz dzieli się przemyśleniami: „Gdyby zdarzył się taki cud, że Bykau
zostałby laureatem Nobla, byłaby to bomba dla Białorusi! Oczywiście w sferze
świadomości, oraz zapoczątkowanie procesu jej odkolonialnienia. Pojawienie
się dumy z własnego kraju! Z własnej nacji i jej mowy”.
Jerzy Giedroyc nie zdążył „zająć” się promocją do nagrody Nobla Wasila
Bykawa. Jednak sprawami białoruskimi interesował się niemal do końca. Jeszcze
na kilka miesięcy przed śmiercią interesowały go odpowiedzi z Krynek: „Jak
Pan komentuje odmowę przyjęcia nagrody prezydenta Białegostoku przez
Tarasewicza? Dalej nawiązując do wypowiedzi ówczesnego konsula Białorusi w
Białymstoku: „Jedna rzecz, która mnie zaskoczyła do pozytywny stosunek do
radiostacji „Racja”. Niewiele wiem o jej działalności, ale nadal mam bardzo
negatywny do niej stosunek”. Sokrat Janowicz próbował tłumaczyć: „Stosunek
konsula do „Racji” wygląda mi podejrzliwie. Jest to ruch raczej zmierzający
ku matowi: ta otwarta sympatia dla „Racji” może zniechęcać jej sponsorów... O
rzeczywistych zamiarach, o których wie u nas każde dziecko”. Wyjaśniając
decyzję odmowy przez cenionego na świecie malarza z Walił Leona Tarasewicza
przyjęcia nagrody prezydenta Białegostoku do Maisons-Laffitte Sokrat Janowicz
pisał: „Jeśli nadarzy się i dla mnie okazja zachowania się podobnie jak Leon-
Lonik, niewątpliwie zrobię to. Ponieważ porozumienia polsko-białoruskiego na
gruncie białostockim nie ma żadnego, pozostają nam tylko takie gesty. Władze
są zdecydowane przylikwidować mniejszość białoruską, nie tyle z zastarzałej
nienawiści do „kacapów” , co najzupełniej instrumentalnie: nie mogąc podołać
problemom gospodarczym, zwłaszcza w przezwyciężeniu nędzy miasteczek i wsi,
gra się elektoralnie na kompleksie antyruskim społeczności Polaków”. I
wspomniał wtedy też o swojej ocenie sytuacji w szerszym kontekście: „ W
stosunkach polsko-białoruskich można mówić nie tyle o jakimś uspokojeniu, co
raczej o poniechaniu poważnego traktowania Łukaszenki, co trudno uznać za
politycznie rozsądne. Ale wynika to w ogóle z braku koncepcji polityki
wschodniej, uprawianej doraźnie, bez dalekosiężnych celów. Świat się kończy -
zdaniem warszawki - na Bugu, ino trzeba uważać, by jakiś barbarzyńca nie
zaczął robić nam koło dupy... . Niepotrzebnie akcentuje się konieczność nie
drażnienia Łukaszenki, potrafiącego wszak ukrzywdzić białoruskich Polaków u
siebie, z których czyni się w ten sposób zakładników polityki międzypaństwowej
[...]. Na takim opiekuństwie nigdy i żadna mniejszość narodowa nie wychodziła
dobrze, jeśli sama nie ułożyła się z rządem państwa zamieszkania. Gra
interesów bowiem jest zawsze brutalna i jak najdalsza od jakiejkolwiek
filantropii”.
Jerzy Giedroyc jeszcze w 1998 r. wydał białoruski numer paryskiej „Kultury”.
Sokrat Janowicz później w jednym z tekstów wspomniał: „«Kultura»” Jerzego
Giedroycia najsilniej ujęła mnie docenieniem problematyki białoruskiej, w
owym czasie ostentacyjnie lekceważonej. Jeśli zwierzam się czasami, że proces
dojrzewania mojej białoruskiej świadomości narodowej w znacznym stopniu
zawdzięczam Polakom, to stale mam na myśli krąg czytelniczy
paryskiej „Kultury”, który na dobre zaczął się wyłaniać przede mną zaledwie u
schyłku PRL-u”.
Jerzy Giedroyc był - jak go określano - sumieniem narodu. Sejm RP poprzedniej
kadencji ogłosił obecny rok Rokiem Jerzego Giedroycia. Także na Białorusi w
setną urodzin redaktora paryskiej „Kultury” o nim się pamięta. A w
Białymstoku? Jak informuje ostatni numer „Czasopisu” , z którym związany jest
Sokrat Janowicz i którego publikacje wywoływały zainteresowanie Jerzego
Giedroycia, dwie wystawy jemu poświęcone („Jerzy Giedroyc i
dziupla «Kultury»” oraz „Jerzy Giedroyc i Zagubieni romantycy...”

objeżdżają
ponad czterdzieści miast w Polsce. Na trasie nie ma przystanku w Białymstoku.
Raina Stefańczuk
Forum Słowiańskie
gg 1728585