ignorant11
14.10.06, 03:23
Sława!
www.wprost.pl/ar/?O=95637
Gazpol kontra Gazprom
Tygodnik "Wprost", Nr 1243 (08 października 2006)
Okazuje się, że w Polsce możemy mieć gazu nawet na 50 lat!
Andrzej Hołdys
Zamiast czekać, aż Rosjanie w środku zimy odetną dostawy strategicznego
paliwa, weźmy się do intensywnych poszukiwań gazu ziemnego u siebie. W Polsce
jest go jeszcze mnóstwo - oceniają geolodzy. Krajowe zasoby mogłyby zaspokoić
nawet 40-50 proc. zwiększonego popytu na ten surowiec. Byłaby to dla nas
świetna polisa ubezpieczeniowa - w razie kłopotów z importem moglibyśmy po
nie sięgnąć.
W zeszłym roku zużyliśmy 13,6 mld m3 gazu, z tego 4,3 mld m3 , a więc mniej
więcej jedna trzecia, pochodziło z polskich zasobów. Krajowe wydobycie
zwiększa się systematycznie od połowy lat 90. Polskie Górnictwo Naftowe i
Gazownictwo chce zwiększyć wydobycie gazu do 5,5 mld m3 rocznie w ciągu dwóch
lat. - Uruchamiamy 18 nowych złóż na Podkarpaciu i w zachodniej Polsce -
informuje Stanisław Radecki, dyrektor Departamentu Poszukiwań Złóż PGNiG. A
naukowcy ciągle odkrywają nowe złoża.
Górny pułap prognoz
Przez ostatnie 10 lat znajdowali przeciętnie 4-5 mld m3 tego surowca
rocznie. - Mogłoby go być dużo więcej. W Polsce jest jeszcze mnóstwo gazu
ukrytego pod ziemią - uważa prof. Wojciech Górecki, geolog z Akademii
Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Ile dokładnie? W złożach już odkrytych i
udokumentowanych mamy około 110-120 mld m3 surowca (stan na koniec 2005 r.).
To niewiele. Gdybyśmy polegali tylko na tych zasobach, spalilibyśmy wszystko
w siedem, osiem lat. W takiej sytuacji są na przykład Brytyjczycy, najwięksi
producenci gazu w Europie. Ich złoża pod dnem Morza Północnego wyczerpią się
za parę lat. Także Amerykanom grozi, że za 10-15 lat zostaną bez własnego
gazu.
Tymczasem w Polsce, jak twierdzą badacze, mamy pod ziemią jeszcze dużo złóż
gazu, których dotychczas nie udało nam się odnaleźć. Może dlatego że do
niedawna szukano mało intensywnie, polegając na tanim imporcie z Rosji.
Uczeni określają takie złoża jako zasoby prognostyczne. Ile ich jest?
Ostrożne oceny mówią o bilionie metrów sześciennych. Prof. Górecki uważa
jednak te szacunki za zaniżone. - Trzy biliony metrów sześciennych to górny
pułap naszych prognoz. Surowca może być więc mniej, ale jestem pewien, że
czeka nas wiele dużych odkryć - mówi uczony.
Prof. Górecki buduje swój optymizm na podstawie wyników najnowszych badań
geofizycznych, dzięki którym zidentyfikowano pod powierzchnią ziemi wiele
nowych pułapek złożowych. Tak geolodzy nazywają miejsca, w których gaz może
się łatwo zbierać w skałach. - Dzięki nowoczesnej technice i doświadczonej
kadrze będziemy wykrywali coraz więcej takich obiecujących struktur
geologicznych - uważa prof. Górecki. - Nie wiadomo, czy gaz znajdziemy
wszędzie. Prognozy, nawet najlepsze, nie zawsze się sprawdzają. Dopiero
próbny odwiert pokazuje, ile naprawdę jest surowca - podkreśla. To normalne
ryzyko związane z prowadzeniem poszukiwań ropy i gazu - węglowodorów
energetycznych. - Takiego pecha mieliśmy w zeszłym roku w okolicach Pionek na
południowym Mazowszu. Wierciliśmy otwór próbny o głębokości około 5 km.
Niestety, znaleźliśmy znikome ilości ropy i gazu. Za mało, by opłacało się
wydobywać - opowiada Radecki.
Basen czerwonego spągowca
Największych odkryć gazu uczeni spodziewają się w Polsce zachodniej. Znajduje
się tu obszar geologiczny zwany basenem czerwonego spągowca. Jego przybliżony
zasięg wyznacza linia łącząca Szczecin, Wrocław, Łódź i Toruń. Ciągnie się na
zachód aż do Wielkiej Brytanii. Jest zbudowany z porowatego piaskowca o
grubości kilku kilometrów. Skały te są w wielu miejscach nasączone gazem. W
Holandii w okolicy Gröningen odkryto złoże ponad 1,7 bln m3 gazu. W naszej
części basenu znaleziono do tej pory kilkadziesiąt złóż, z których największe
mają tylko po 25-30 mld m3 gazu. - W porównaniu z tym, co znajdowaliśmy
wcześniej, to i tak dużo. Na początku lat 90. francuscy eksperci na zlecenie
Banku Światowego oszacowali nasze zasoby. Stwierdzili, że w Polsce jest
najwyżej 20 mld m3 gazu, a w ciągu dziesięciu lat znaleźliśmy go pięć razy
tyle - mówi Radecki.
Prof. Jakub Siemek, również z AGH, odnosi się z rezerwą do szacunków prof.
Górec-kiego. Jego zdaniem, istotniejsze jest to, jaka część naszych zasobów
prognostycznych będzie się nadawała do eksploatacji i czy jej wydobycie
będzie uzasadnione ekonomicznie. Prof. Siemek zgadza się jednak, że gazu w
Polsce jest prawdopodobnie wystarczająco dużo, by razem z węglem zapewnił
Polsce bezpieczeństwo energetyczne na kilka dekad. - Bilion metrów
sześciennych to też bardzo dużo - mówi prof. Siemek.
Tandem gazu i węgla da nam jednak światło i ciepło wtedy, gdy poszukiwania
tego pierwszego ruszą z kopyta. Z eksplatowanych złóż nie da się już wiele
uzyskać.
Gazowa polisa bezpieczeństwa
Na intensywne poszukiwania potrzebne są jednak duże pieniądze. - W latach
2006-2008 zamierzamy przeznaczać na ten cel 540 mln zł rocznie - deklaruje
Radecki. Zdaniem naukowców, ta kwota jest zbyt skromna. Tym bardziej że
trzeba u nas szukać na głębokości poniżej trzech, a nawet pięciu kilometrów.
A odwiert na 5 km to wydatek 40-50 mln zł.
Nie ma co się łudzić, że kiedykolwiek staniemy się samowystarczalni pod
względem zaopatrzenia w gaz ziemny. Prof. Górecki ocenia, że gdyby się ostro
wziąć do poszukiwań, już w 2012 r. moglibyśmy wydobywać 7--8 mld m3 rocznie.
To około 40-50 proc. prognozowanego zużycia tego surowca w Polsce. Własne
złoża byłyby jednak dla nas świetną polisą ubezpieczeniową. W razie kłopotów
z importem zawsze moglibyśmy do nich sięgnąć. - Aby stało się to realne,
PGNiG powinno w większym stopniu współpracować z partnerami zagranicznymi.
Konsorcja z udziałem kilku firm dzielą się ryzykiem i ewentualnymi zyskami -
mówi prof. Górecki.
Przez najbliższe dekady gaz ziemny będzie najważniejszym surowcem
energetycznym. Tak jak w XX wieku ropa rządziła światem, tak w pierwszej
połowie obecnego wieku będzie rządził gaz. Dla nas najwłaściwszą strategią
byłoby szybkie odkrycie i udokumentowanie posiadanych zasobów tego surowca
przy jednoczesnej dywersyfikacji jego importu. Jako posiadacz względnie
dużych złóż gazu, a także kraj tranzytowy mamy szansę stać się ważnym graczem
w polityce energetycznej. Najpierw trzeba jednak odrobić lekcję: zbudować
nowe podziemne magazyny gazu, zainwestować w budowę gazoportu i zacząć
rozmowy o dostawach gazu z Norwegii. Powinniśmy też rozważyć inwestycje w
energetykę jądrową oraz czyste dla środowiska technologie pozyskiwania węgla.
Energia jest podstawowym warunkiem naszego bezpieczeństwa. Trzeba o tym
myśleć w perspektywie co najmniej pokolenia. Znając mechanizmy naszej
polityki, można się obawiać, że bogate złoża gazu zaczniemy szybko przejadać,
zamiast inwestować w rzeczywistą niezależność energetyczną kraju. To dopiero
byłoby nieszczęście.
SKAŁY NIE CHCĄ ODDAĆ GAZU
Znaczne ilości gazu ziemnego mogą być uwięzione w mało przepuszczalnych
skałach. "Jest go tam sporo, lecz do niedawna nie było wiadomo, jak się do
niego dobrać" - mówi prof. Nafi Toksöz z Massachusetts Institute of
Technology. Zespół z MIT testuje udoskonaloną technikę poszukiwania gazu za
pomocą badań sejsmicznych. Badacze nawiercają otwory w ziemi i mierzą w nich
za pomocą specjalnej aparatury odbite od skał fale akustyczne.
Surowiec, o którym mówi amerykański badacz, to tzw. tight gas, czyli gaz
ściśnięty w skałach o małej porowatości. Wcześniej kompletnie go ignorowano,
sądząc, że jego zasoby są niewielkie. Nowe pomiary pokazują jednak, że tych
resztek wartych skonsumowania może być dużo, więc zainteresowanie nimi
rośnie. Toksöz to jeden z wielu uczonych na świecie próbujących zbadać, jak
się dobrać do trudno dostępnych zasobów gazu. Można je uwolnić różnymi
sposobam