moje statyczne psy...

26.08.03, 11:15
jeden śpi w wannie, a drugi przemieszcza się za plammi słońca.
kot też nieruchawy.
nawet jak ktoś dzwoni do drzwi to mają w d...
czas posprzątać w szafie.
    • amidala Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 11:24
      Te, co to za trele-morele. Wymigujesz się waćpanna od opowiadania soczystych
      historyjek? Apetytu narobiła, my tu czekamy z zapartym tchem (i pewnie dlatego
      tu taka cisza - większość padła...) a ty co?

      Do dzieła.
      • daffne Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 11:36
        amidala napisała:

        > Apetytu narobiła, my tu czekamy z zapartym tchem (i pewnie dlatego
        > tu taka cisza - większość padła...) a ty co?
        >
        > Do dzieła.

        No wlasnie ja siedze cicho bo czekam na te historyjke :))
      • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 11:48
        amidala napisała:

        > Te, co to za trele-morele. Wymigujesz się waćpanna od opowiadania soczystych
        > historyjek? Apetytu narobiła, my tu czekamy z zapartym tchem (i pewnie
        dlatego
        > tu taka cisza - większość padła...) a ty co?
        > Do dzieła.

        nagle nabrałam podejrzeń, że jednak bohater kiedyś tu trafi, i kombinuję, jak
        to obejść.
        historyjka wcale nie jest taka soczysta, jak moglibyśmy przypuszczać ;-) ale
        bardziej smutna. jeden z tego morał - powinam robić w reklamie.
        rozwiązania mam dwa, ale zawsze ktoś będzie poszkodowany: albo napisać i usunąć
        (zobaczą tylko admini) albo umieścić na Pajdokracji (wtedy na pewno nie zobaczy
        niepowołany).
        zastanwiam się. i mam już połowę opisaną, ciężko mi idzie.

        socz

        ps. pies na parapecie. rozłożony metodą "zimnych łokci", czyli jak maczoidalny
        kierowca w maluchu
        • amidala Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 11:52
          Pisz, pisz. Teraz by było ostatnim świństwem nie opowiedzieć. Padniemy z
          ciekawości.

          Albo zrób z tego kompletnie fikcyjne opowiadanie. Może się główny bohater nie
          połapie (hłe, hłe...)

          • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 11:58
            amidala napisała:

            > Pisz, pisz. Teraz by było ostatnim świństwem nie opowiedzieć. Padniemy z
            > ciekawości.
            >
            > Albo zrób z tego kompletnie fikcyjne opowiadanie. Może się główny bohater nie
            > połapie (hłe, hłe...)
            >
            się połapie na pewno jak amę w pacierzu, jeśli tylko przeczyta. w dodatku zna
            mój adres soczewica@...
            zaraz skonczę, umieszczę i usunę.
            • daffne Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:00
              îoj to bede musiala szybko czytac ;)))
    • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:21
      ujmijmy to tak.
      po raz pierwszy od niepamiętnych czasów zapragnęłam bliżej poznać człwieka.
      czasem mi się zdarza, i nie ma to nic wspólnego ani z miłością, ani z
      pożądaniem (Ezaw czuwa...) tylko z zainteresowaniem osobą. cholera wie, może to
      nieseksualna chemia, może zadarty nos, a może wzrost albo tembr głosu.
      dość, że się zdarzyło.
      i bardzo miło nam się rozmawiało, wspólnie jadło, paliło fajki, edytowało
      gazetę i takie tam.
      pewnego wieczora zaczęłam mieć podejrzenia, że facet coś tam tego. sytuacja
      wygląda tak: 32 lata, sam, zaciekle broniący się rpzed tym, co posiadają jego
      znajomi czyli np dwojka-trojka dzieci. nie i koniec, wolny ptaszek, nie zeby
      casanova i podrywacz, ale po rpostu: zadne tam udupianie. praca jak jest to się
      pracuje, się zarobi to pieniądze wyda, ale nie ma gonitwy za jakimś
      spektakularnym sukcesem.
      i wieczorem, znietrzezwiony, nagle zapałał checia calowania. w policzki. bo ja
      to lubie, bo jestes fajna. a caluj sobie, pomyslalam, nie rpzeszkadza mi to.
      potem: duzo milych gestow, zaspanie na spotkanie i przyjazd taksowka -
      przejmowal sie strasznie a przynajmniej ja to tak odebralam; byla robota do
      zrobienia, ale wlasciwie nie bardzo pilna, a facet kajal sie jakby deadline
      minal tydzien temu.
      potem: otwarty kredyt na fajki, porozumienie ponad podzialmi i mile rozmowy
      potem: ide z jakims interesem i sie pytam: lubisz mnie? majac na celu jakies
      wykorzystanie typu trzeba wstac i pojsc a nikomu sie nie chce. wiec plaszczu-
      plaszczu: lubisz mnie? kocham cie, oswiadcza facet i biegnie zaltwiac za mnie
      costam. wiadomo, takie kocham cię nie jest miarą uczucia hehe not at all, ale
      ziemię spulchnia bardziej fakt, że zgodził się opdjąć uciążliwej misji.
      dzień przed wyjazdem zadzwoniłam do mojego ojca, a on mi rzecze: jestem na wsi
      od dwóch dni, kot siedzi zamknięty w łazience z jedzeniem piciem i kuwetą. poza
      tym córko miła, zostawiłem ci 100 złotych na stole, bo nie umiałem wpłacić do
      banku. akurat nie umiał, nie chciało mu się, no ale panowie jesteśmy w dupie,
      bo ja w Warszawie, a pieniądze na stole w Krakowie. przyszedł główny bohater
      tej historii i wyniuchał moją rzadką minę. najpierw zaoferował mi pożyczkę, a
      potem na moje mędzenie, że nie chcę wracać do domu zapytał: a musisz wracać?
      możesz zostać przecież do września. nie mogę, ja na to, bo przecież kot sam w
      domu i nie wiadomo,. kiedy matka wróci.
      w ostatnim dniu bohater podłapał niżowe nastroje, uciekł z pożegnalnego
      bankietu. przyszła do mnie znajoma, która też była w wawie i mówi: martwię się
      o niego. ja też się martwię, mówię, po czym ona wyznała mi sekretnie: on chyba
      coś do mnie tego.
      trzeba było widzieć mój szczękoopad. jak to do niej, jak do mnie. no ale
      załózmy, że miała rację; zaznaczam, że obie pozostajemy w związkach bez chęci
      na zakończenie, ale chyba nas coś lekko obie opętało.
      ona pojechała do niego na noc, przed czym ją przestrzegałam (jeśli ma rację że
      on coś ten i tego, to nie powinna, bo miałby za dużo mostów do spalenia za
      sobą... hipokryzja stosowana, bo sama pojechałabym bez kłopotu nie oglądając
      się na własne mosty. w końcu jednak odpuściłam, ale za to nie mogłam całą noc
      spać, bo się denerwowałam, co się tam się dzieje i oczami wyobraźni już
      widziałam rozpad tamtego związku, plus nieznośna myśl: jak to do niej jak do
      mnie ;D)
      rano dopadlam dziewczyne i pytam się: o co chodziło? o ciebie?
      nie, mówi mi ona. nie o mnie.
      bohater nasz podłapał doła na tle ogólnym, przez dwa tygodnie zżyłyśmy się z
      nim wszystkie, porwało go festiwalowe życie, a teraz zostaje z tym co miał
      wcześniej, czyli sam, ze starą pracą, bez jakiejś duszy miłej u boku, i wydaje
      mi się, że również bez głębszych przyjaźni, które jak wysnułam skończyły się w
      momencie kiedy jego znajomi wpadli w pieluszki, kupki i nocniczki.
      wyjście: ogólnie pozazdrościł nam udanego życia (chodzi o parzystość, ale bez
      udupiania) i lekko zanietrzeźwił się naszymi osobowościami, nagle zechciał tego
      samego - nie chodzi mu o nas konkretnie ale o ogólną tęsknotę za czymś czego
      nie ma - rozumiecie, takie desperackie chwytanie się w poszukiwaniu, nazwijmy
      to górnolotnie, miłości tudzież bratniej duszy.
      wszystko wina marsa bez wątpienia.
      dwa razy dostałam ostrzeżenie od losu: raz spałam u niego, ale na szczęście w
      hotelu była impreza i zapiwszy został tam, a drugi raz - kiedy proponował mi
      żebym została (gdzie miałabym spać??? u niego właśnie, no bo gdzie indziej?)
      stwierdziłam, że muszę wracać do kota który sam siedzi w domu bo rodzice
      wyjechali. przyjechałam do domu, i matka wróciła dwie godziny po mnie. coś mnie
      chroni przed występkiem :)
      no i to by było na tyle. nie oczekuję żadnych rad, nie mam niespokojnego serca,
      rewolucji uczuciowej. tylko chciałam opowiedzieć.

      soczewica

      ps. czytać, bo za 15 minut zniknie
      • daffne Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:37
        wow... przeczytalam :)
        • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:39
          i jak wrażenia? :)
          • mha1 Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:41
            > i jak wrażenia? :)
            rozumiem Cię w niektórych momentach bardzo dobrze ;)
          • daffne Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 12:55
            soczewica napisała:

            > i jak wrażenia? :)
            >

            Ciebie rozumiem doskonale .. ale tego pana nie za bardzo.Niewiem czy dobrze zrozumialam ale ow pan broni sie przed zalozeniem rodziny itp.itd.a w podswiadomosci pragnie tego niemilosiernie. W kazdym badz razie rozsmieszylo mnie te Jego policzkowe mniamuszenie :)
            Gdyby byl z innego miasta pomyslalabym , ze Go znam , ale to nie ten :))
            • betty-bt Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 13:20
              daffne napisała:

              W kazdym badz razie rozsmieszylo mnie te Jego p
              > oliczkowe mniamuszenie :)

              z kolezanka tez policzkowal?
              "ciekawy" gosc...
              • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 15:24
                betty-bt napisała:


                > z kolezanka tez policzkowal?
                > "ciekawy" gosc...

                z koleżanką nie.
    • amidala Też przeczytałam :-) 26.08.03, 13:17
      Uch, cholera... historia pełna skrywanych pasji, połechtanych ambicji i
      niespełnienia...

      A na poważnie, to niestety, znam paru takich. A raczej znałam. Też czasami w
      kontekście osobistych zaangażowań - oni by coś bardzo chcieli, ale właściwie to
      się bali, bo jeszcze jakieś tam zobowiązania by z tego wyszły. Albo
      dotychczasowe zobowiązania by były zagrożone (w jednym wypadku żona i piątka
      dzieci, ha, ha...) A ja mam taki głupi charakter, że lubię jasne sytuacje -
      zawsze żądam jednoznacznych rozwiązań - szczególnie gdy z kimś pracuję, cholera
      jasna. No i się zaczynały - nagłe depresje, akcje odwetowe, wielkie obrażanie
      się na cały świat ze mną na czele... Po trzech takich akcjach wyrobiłam sobie
      system wczesnego ostrzegania - radar mi się włącza, jak wyczuję takie
      emocjonalne hopki.

      Mogę zrozumieć, że niektórzy są po prostu zagubieni. Szkoda tylko, że
      koniecznie wciągają postronne jednostki do poszukiwań metodą prób i błędów.
      Ech...
      • betty-bt Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 13:28
        amidala napisała:

        >
        > Mogę zrozumieć, że niektórzy są po prostu zagubieni. Szkoda tylko, że
        > koniecznie wciągają postronne jednostki do poszukiwań metodą prób i błędów.
        > Ech...

        moze nieswiadomie? nie kazdy postepuje tak z rozmyslem. czasem ludzie nie zdaja
        sobie z tego sprawy, ze krzywdza.
        "krzywda" nie jest odnosnie soczewicy, bo jesli dobrze zrozumialam nie czuje
        sie skrzywdzona.
        • amidala Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 13:49
          WIesz, niektórzy nawet niekoniecznie krzywdzą, ale wciągają w wir swoich
          przeżyć i z siłą wodospadu wmawiają, że to wina otoczenia, a nie nich, że tak
          cierpią. Poczucie winy generują za swoje emocjonalne pokopanie.

          A poza tym dam ci przykład - facet żonaty i dzieciaty prowadzi dodatkowe
          zajęcia dla młodzieży. Z dużym zacięciem i wie co robi. Młodzież taka raczej
          dorosła, więc robi się taka bajka: pan sobie wynajduje co bardziej uduchowione
          panienki, z którymi się zaprzyjaźnia, bierze pod skrzydła, obdarza
          odpowiedzialnością i przy okazji zaczyna się zwierzać. Jak to on nie czuje się
          spełniony... jak to zbyt młodo się wbił w życie rodzinne, jak to wiele go
          ominęło, jak strasznie zawiódł się na poziomie umysłowym i duchowym swojej
          żony, która tak go nie rozumie i ogranicza. No i taka jedna z drugą panienka
          maślanymi oczami wpatrzona w swojego bohatera pragnie go tylko utulić na swem
          łonie. A potem gdy już pan się czuje wystarczająco utulony, zaczyna inną
          panienkę uświadamiać jaki jest nieszczęśliwy i niezrozumiany, ba, tyle błędów w
          życiu popełnił, ale szuka, nadal szuka spełnienia...

          No i co takiemu zrobić? Panienki są pełnoletnie, ale chyba niedorozwinięte
          umysłowo. Nie czują się przesadnie pokrzywdzone, a często nawet nie zdają sobie
          sprawy, że są częścią haremu. Facet krzywdzi potwornie tylko i wyłącznie żonę i
          dzieci, tak naprawdę - dużo czasu poświęca na zwierzenia...
          Sama byłam przez chwilę celem - wyglądam na o wiele mniej lat, niż myślał.
          Najpierw się śmiałam, potem niedowierzałam. Na koniec się wkurzyłam i zrugałam.
          Wyszło na to, że jestem podła, nieczuła i nie nadaję się do dalszej współpracy.

          Dlatego nie lubię takich emocjonalnych pijawek, bo czuję w nich fałsz. Chcą
          sobie zmienić widzenie świata poprzez czyjeś inne oczy, ale gówno ich obchodzi
          jak mogą wpłynąć na wykorzystywanego człowieka. Takie zabawy mnie już dawno nie
          bawią - znudziło mnie trochę życie, zobaczymy, jak to będzie zmienić sobie
          klimat, a potem wrócić na utarte tory. Albo się angażujemy szczerze, albo dajmy
          sobie spokój od razu. jasne, że można się pomylić i wycofać, ale to już
          zupełnie inna bajka.
          • betty-bt Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 16:26
            no to jest przyklad perfidnej i swiadomej manipulacji. widac facet byl mistrzem
            w tej dziedzinie! tez kiedys padlabym ofiara takiego cwanego goscia. postepowal
            identycznie jak ten z twojego opowiadania i rowniez byl nauczycielem. a
            dokladnie uczyl spiewu. i tak podstepnie wyciagal uczennice na prywatne
            korepetycje... dalej jak u ciebie.
            najwazniejsze to w pore sie spostrzec.
            jest wiele osob, ktore posiadaja taka wiedze. maja sztuke manipulacji drugim
            czlowiekiem w malym paluszku. sama mnie to interesuje.
          • anahella Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 16:36
            amidala napisała:

            > Albo się angażujemy szczerze, albo dajmy
            > sobie spokój od razu. jasne, że można się pomylić i
            > wycofać, ale to już
            > zupełnie inna bajka.

            Bardzo mi sie podoba to co napisalas Amidalo.
        • soczewica Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 15:28
          betty-bt napisała:

          > moze nieswiadomie? nie kazdy postepuje tak z rozmyslem. czasem ludzie nie
          zdaja
          >
          > sobie z tego sprawy, ze krzywdza.
          > "krzywda" nie jest odnosnie soczewicy, bo jesli dobrze zrozumialam nie czuje
          > sie skrzywdzona.

          dobrze zrozumiałaś :)
          • betty-bt Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 16:28
            soczewica napisała:
            >
            > dobrze zrozumiałaś :)

            uuff.. potrafie czytac ;)
            moze przykasuj tez te posty ponizej opowiesci, bo troche podejrzanie to wyglada
      • summa Re: Też przeczytałam :-) 26.08.03, 17:52
        Ja bym jeszcze dodała tak (na podstawie lektury i obserwacji własnych):
        to nie jest tak, że jak mamy partnera i zobowiązania jesteśmy impregnowani na
        innych (nie mówię o idealnych parach, co to całe zycie w siebie wpatrzeni,
        takie pomijam bo nie wiem czy istnieją). Zawsze się zdarzy, że spotkamy osobę,
        która nas czymś tam zafascynuje. Ale tu właśnie jest ważne, żeby zachować
        świadomość od samego początku - po pierwsze świadomość, że druga strona może
        sie łatwo zaangażować ( a wszelkie gadanie o przyjaźni to tylko bajki), po
        drugie - co ryzykujemy i co możemy stracić kontynuując na pewnych falach.
        Rozważyć odpowiednio wcześniej za i przeciw. Czyli, powtarzajac po Amidali,
        jasność przede wszystkim.
        Jeżeli zabrzmiało jak zrzędzenie, to sorry :)
    • soczewica Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 18:49
      no a teraz mamy większy problem, urodził się przed godziną.
      dostałam smsa od mojego lubego, który jakiś czas temu pojechał do holand
      zarabiać na życie.
      okazało się, że zarobił tyle, ile na życie tam, i wraca. a w polsce czeka
      zapłacenie za uczelnię, 1500zł, i drugi tysiąc na poczet mieszkania.
      właściwie to nie są moje studia ani moje mieszkanie, więc powinno mi to latać.
      i w pewnym sensie lata, bo nie czuję moralnego obowiązku.
      czuję też złość.
      zamiast się cieszyć, że wraca, mam w głowie jedną myśl: wydał dureń pieniądze w
      coffee-shopach.
      dureń
      dureń
      dureń
      DUREŃ!!!!!!!!!!!!!!!
      NO KURWA NO.
      mam ochotę na jakąś reowlucję. na początek kierunek Warszawa... mówcie co
      chcecie.
      • summa Re: moje statyczne psy... 26.08.03, 20:26
        soczewica napisała:

        > mam ochotę na jakąś reowlucję. na początek kierunek Warszawa... mówcie co
        > chcecie.

        No cóż... rewolucje też czasem mają swoje dobre strony :))
      • amidala Re: moje statyczne psy... 27.08.03, 10:59
        Jeżuuuu... kolczasty... ci faceci to jednak jak dzieci. I czasami nimi zostają
        na całe życie. Niektóre egzemplarze przynajmniej.

        A pewnie, że zrób rewolucję. My ci potem zrobimy najazd warszawski na Kraków,
        chcesz? Ja się w każdym razie piszę.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja