Dodaj do ulubionych

chory współmałżonek

16.02.04, 08:29
Czy małżeństwo obliguje do opieki nad chorym (nieuleczalnie na przykład)
współmałżonkiem, czy też choroba jest dobrym powodem do wystąpienia o
rozwód?
Jaka jest Wasza opinia?
Czy stanowisko zależy dzisiaj tylko od "punktu siedzenia"?
Czy doradzilibyście synowi/córce, żeby ratował się ucieczką w takim przypadku?
Czy to samo powiedzielibyście zięciowi/synowej - gdyby los trafił
w Wasze dziecko?

Wiem - temat paskudny sad
Ale chciałabym wiedzieć...

B.
Obserwuj wątek
    • rudakitka1 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 08:36
      bepeef napisała:

      > Czy małżeństwo obliguje do opieki nad chorym (nieuleczalnie na przykład)
      > współmałżonkiem,

      Przepraszam ale nie rozumiem pytania?Przeciez to jest nasza "druga połowa",tu chyba nie ma miejsca na pytania.Ja w każdym razie nie widze innej alternatywy.
      Pisałam juz jednak w watku o zazdrości,ludzie łącza sie tylko na chwile dobre,takie dziwne nastały czasy.Ja tego zupełnie nie rozumiem,albo coś PRZYŻEKAM ,albo jestem bydle.
    • rudakitka1 przyrzekam,przyrzekam!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 16.02.04, 08:42
    • ewelina10 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 09:03
      Bepeef..... lubisz czasami prowokować wink
      To pytanie, wbrew pozorom, jest jednym z tych tak zwanych trudnych
      i "szarpiących" nasze sumienie pytań crying
      Ale o tym po tym. Muszę chwilkę czasu wygospodarować. Na razie ruszam w teren.
      Pozdrawiam.
      • mysza63 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 09:19
        Zależy jaka to choroba … osobiście zostawiłam swoją połówkę w stanie
        chorobowym, bo wszak alkoholizm to ponoć też choroba. Zapewne też odeszłabym od
        osoby chorej psychicznie, o ile działałby ona na moją szkodę i nie podejmowała
        leczenia.
        Natomiast inne przypadłości są dla mnie naturalnym stanem rzeczy i absolutnie
        nie stanowią powodu rozstania (łącznie z utratą męskości).
        • rudakitka1 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 09:22
          mysza63 napisała:

          > Zależy jaka to choroba ? osobiście zostawiłam swoją połówkę w stanie
          > chorobowym, bo wszak alkoholizm to ponoć też choroba. Zapewne też odeszłabym od
          >
          > osoby chorej psychicznie, o ile działałby ona na moją szkodę i nie podejmowała
          > leczenia.
          > Natomiast inne przypadłości są dla mnie naturalnym stanem rzeczy i absolutnie
          > nie stanowią powodu rozstania (łącznie z utratą męskości).
          >
          No masz racje,nie myślałam o alkoholiżmie,a to też choroba.Gdyby nie chciał sie leczyć ....chyba bym wywaliła na zbity......
          • dan8 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 12:03
            Dopoki nie znajdziemy sie w takiej sytuacji,dopoty nie ma jednoznacznej
            odpowiedzi.
            Jedne osoby znajda niespodziewanie w sobie duzo sily i beda najlepszymi
            opiekunami,inne zalamia sie, a jeszcze inne wszystko oleja.

            Niedawno temu moja znajoma pojechala na pogrzeb swego wujka.
            Jego zona,drobniutka blisko 80-letnia osoba przez rok opiekowala sie mezem
            chorym na Parkinsona.
            Nie wyobrazala sobie,ze moglby przebywac w domu opieki.
            Skad ta drobna kobieta znajdowala w sobie tyle sily.
            Karmila,ubierala,przewijala,myla,sadzala na wozek inwalidzki.
            Zonie pozwalal robic przy sobie wszystko,gdy byly dnie,ze potrzebowala pomocy
            pielegniarza,maz byl bardzo niezadowolony.
            Na pytanie znajomej jak przez ten dlugi rok dawala sobie rade,jej ciocia
            odpowiedziala,ze tak naprawde nie wie,ale w trudnych momentach,myslala o
            mlodych latach,o tym jak bardzo kochala meza i ze chyba to dodawalo jej sil.
            • marialudwika Re: chory współmałżonek 16.02.04, 13:11
              To powazne pytanie,nad ktorym nikt sie nie zastanawia "za mlodu".Znam rozne
              typy zachowan w tej sytuacji poczawszy od heroicznego zajmowania sie
              wspolmalzonkiem do wlasnie olewania...
              ml
              • mysza63 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 15:22
                Myślę, że to się w sobie ma i już. Nie wiem, może to sposób wychowania, który
                od najmłodszych lat wpływa na nasz stosunek do ludzi wogóle. Bo jeśli stać nas
                na opiekowanie się starą babcią 9choć nie koniecznie sprawia nam to
                przyjemność), jeśli nie wyrzucimy na poniewierkę schorowanego zwierzaka to
                kiedyś w przyszłości nie zostawimy w potrzebie męża, żony czy dzieci.
                To po prostu albo się w sobie ma albo nie. Dla mnie to normalne i nie podlega
                dyskusji, że opiekuje się swoimi bliskimi w czasie choroby.

                Fakt, że czasem łatwiej jest wynając pielęgniarkę czy inną fachową pomoc albo
                umieścić chorego w odpowiedniej placówce. I tego też nie potępiam. Czasami tak
                jest lepiej bo lepsza jest fachowa pomoc niż mordowanie się nawzajem udając, że
                wszystko jest o.k.

                Pamiętam, kiedy miał przyjść na świat mój pierwszy syn i wiedziałam już, że
                będzie kaleką długo zastanawiałam się nad tym czy dam radę, czy będę w stanie
                przyjąć go takim jaki jesti wychowywać czy raczej powinnam go oddać do jakiegoś
                specjalnego zakładu. Na szczęście w nieszczęściu Bóg wyręczył mnie w podejęciu
                tak trudnej decyzji. Jednak do dziś podziwiam wszystkie te kobiety, które do
                końca swoich dni wzięły na siebie ten trud.
                • lablafox Re: chory współmałżonek 16.02.04, 16:12
                  Wiemy o sobie tyle ile nas sprawdzono - te mądre słowa nie są moimi ,
                  powiedziała to któraś z poetek , chyba Kulmowa , może Szymborska . Nie
                  pamiętam .Przeczytałam je bardzo dawno temu i zapadły mi one głęboko w serce.
                  Możemy gdybać na teamt naszych postaw dopóty , dopóki nam się nie przydarzy -
                  wówczas możemy powiedzieć ,że zrobiliśmy tak lub tak . Motywy też bywają różne.
                  Zgadzam się z wszystkimi moimi przedmówczyniami - współmałżonek chory , tym
                  różni się od zdrowego ,że jest chory. Niczym innym .Chory wymaga pomocy , a czy
                  ją niesiemy z poczucia obowiązku , czy miłości to juz inna sprawa (nie jest
                  ważne dla chorego, tak mi się wydaje).Sądzę ,że robiąc cokolwiek z miłości ,nie
                  cierpimy, stać nas na różne zaskakujące nas samych reakcje i zachowania i
                  robimy to z radością.
                  Wiem ,że nie zostałabym z mężem alkoholikiem , mimo ,iż jest to choroba , ale
                  raczej na własne życzenie.Odeszłabym dla ratowania siebie i dzieci.
                  Na koniec przyznam się do mojej , zupełnie niespodziewanej reakcji, gdy okazało
                  się ,że mąż "uratowany i będzie żyć"- miałam taki ogromny żal do niego ,że
                  chciał mnie opuścić ,że miałam ochotę go uderzyć.
                  Koleżanka psycholog , stwierdziła ,że to było typowe odreagowanie strachu i
                  stresu.
                  Drugi raz tak zareagowałam niedawno , gdy okazało się ,że wyręczając
                  dzieci ,dorosłe baby , anie dzieci, spowodował skok ciśnienia i krwotok z nosa -
                  pokłóciłam się z nim na całego , właśnie o postawę i o to "nie rozumiem o co
                  ci chodzi" przecież to tylko krwotok.
                  Oj rozgadałm się.
                  Lx
                  • mysza63 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 16:25
                    Lx chyba jednak osobie chorej nie jest takie obojętne czy jesteśmy z nią z
                    litości czy z miłości. Nie mówię tu o takich wypadkach, gdy osobie chorej jest
                    już wszystko jedno.

                    Jestem w związku z osobą chorą i wiem, że nie chciałby widzieć w moich oczach
                    litości a jeśli brak miłości to gwarantuję, że osoba zainteresowana odrazu
                    wyczuje co jest grane. Dla odmiany ja jestem od niego sporo starsza i kiedy
                    przyjdzie na mnie niemoc (a pewnie przyjdzie szybciej niż na niego) to chyba
                    też wolałabym żeby odszedł, niż opiekował się mną z obrzydzeniem albo był ze
                    mną z litości czy poczucia obowiązku.
                  • bepeef Re: chory współmałżonek 16.02.04, 22:10
                    lablafox napisała:

                    > Możemy gdybać na teamt naszych postaw dopóty , dopóki nam się nie przydarzy -
                    > wówczas możemy powiedzieć ,że zrobiliśmy tak lub tak .

                    Nie tyle chodzi mi o to, jak się kto zachowa, tylko jak sądzi,
                    że się zachować powinien. A wię o rozróżnienie dobra i zła.

                    Wydaje się, że coraz powszechniejsze staje się podejście relatywistyczne.

                    Ech - chyba wpadam w jakiś dziwny nastrój. Pójdę lepiej spać.
                    Dobranoc.

                    B.
                    • lablafox Re: chory współmałżonek 16.02.04, 22:21
                      bepeef napisała:

                      >
                      > Nie tyle chodzi mi o to, jak się kto zachowa, tylko jak sądzi,
                      > że się zachować powinien. A wię o rozróżnienie dobra i zła.
                      >
                      > Wydaje się, że coraz powszechniejsze staje się podejście relatywistyczne.
                      >
                      > Ech - chyba wpadam w jakiś dziwny nastrój. Pójdę lepiej spać.
                      > Dobranoc.
                      >
                      > B.

                      Uważam ,że deklaracje słowne są niewiele warte. Między sądzeniem ,że się
                      zachowam , a zachowaniem bywa czasami ogromna rozbieżność. Robi się je ,
                      deklaracje, często pod oczekiwania innych, dla przypodobania się innym i.... z
                      różnych innych powodów. Zadeklarowałam ,że uciekłabym od alkoholika , bo takie
                      są moje odczucia tu i teraz i osobiście mnie nie dotyczą . Jak bym się
                      zachowała w rzeczywistości ? Nie wiem. Może stałabym się uzaleznioną żoną ,
                      może nie umiałabym odejść , może miałabym nadzieję na cud? Nie wiem.
                      Więc nie gdybam.
                      Lx
                      Ps.
                      W zyciu kieruję się też drugą maksymą
                      "Nie kwiat , lecz owoc są wartością rośliny.
                      Chcesz poznać człowieka
                      patrz na jego czyny".
                      Dlatego potrafię każdego wysłuchać , ale pilnie się przyglądam .
                  • bepeef Re: chory współmałżonek 18.02.04, 20:16
                    lablafox napisała:
                    .
                    > Na koniec przyznam się do mojej , zupełnie niespodziewanej reakcji, gdy okazało
                    > się ,że mąż "uratowany i będzie żyć"- miałam taki ogromny żal do niego ,że
                    > chciał mnie opuścić ,że miałam ochotę go uderzyć.
                    > Koleżanka psycholog , stwierdziła ,że to było typowe odreagowanie strachu i
                    > stresu.

                    Moja znajoma rok temu miała operację, dosyć poważną. Przed pójściem do szpitala
                    wielkim wsparciem był dla niej kilkunastoletni syn (jest rozwiedziona, mieszkają
                    tylko we dwójkę). Gdy wróciła ze szpitala - okazało się, że syn ją nienawidzi!
                    Płakała mi, że on chyba jest zawiedziony, że operacja się udała, że wychowała
                    okropnego człowieka sad A wytłumaczenie było takie proste...

                    Niełatwo jest być synem samotnej matki z problemami sad

                    B.
      • bepeef Re: chory współmałżonek 16.02.04, 21:10
        ewelina10 napisała:

        > Bepeef..... lubisz czasami prowokować wink

        No, przyznaję - wyszło nieco prowokacyjnie...Chociaż właściwie,
        tak na dobrą sprawę - gdzie ta prowokacja?
        Czasem najtrudniejsze bywają odpowiedzi na oczywiste pytania.

        B.
    • omeri Re: chory współmałżonek 16.02.04, 16:39
      Cóż przeżylam to na swojj skórze jako córka i płacę za to do dziś. Uważam,że
      jest to bardziej obowiązek współmałzonka niż dziecka. Czasem żałuję,że nie
      byłam egoistyczna.
      • marialudwika Re: chory współmałżonek 16.02.04, 18:02
        Moi Dziadziusiowie dlugo chorowali,jak bardzo starzy ludzie i cala rodzina ich
        pielegnowala,nawet byly wyznaczone dyzury.Dozyli sedziwego wieku i zachorowali
        razem/demencja/.Pozdrawiam
        ml
      • ewelina10 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 18:23
        omeri napisała:
        >(.....)Czasem żałuję,że nie byłam egoistyczna (....)
        Doświadczenia są czasami tak przykre, iż nie mamy ochoty wspominać o nich.

        W pytaniu Bepeef dostrzegam w słowach "rozwód" i "obliguje" prowokację.
        Przeprowadzenie rozwodu z powodu choroby współmałżonka byłoby raczej działaniem
        uznanym za niemoralne. Natomiast słowo "obliguje" małżeństwo do opieki użyte
        jest prawidłowo, ale brzmienie jego jest urzędnicze.
        Zakładam, że Bepeef miała na myśli chorobę nieuleczalną, długotrwałą ?
        Na szczęście nigdy nie musiałam rozpatrywać takiej możliwości. To jest bardzo
        trudna sprawa. Rozwód wykluczam. Nie mieści się to w moich kategoriach
        moralnych.
        Natomiast nie jestem w stanie, nawet teoretycznie w tym momencie odpowiedzieć
        - czy podołałabym takim obowiązkom ?
        Będąc z drugą osobą czujemy bliski do niej stosunek, mamy z nią kontakt
        emocjonalny, czujemy z nią więź. W przypadku ciężkiej i nieuleczalnej choroby
        ten kontakt zostaje zakłócony. Osoba dotknięta dementi, która nie reaguje na
        otoczenie, z którą brak jest porozumienia, może wydać się w pewnym momencie
        obca. Jeśli choroba trwa kilka lat, może stanowić to obowiązek, który
        przygniata. Biorąc pod uwagę fakt, że chory taki wymaga całodobowej opieki,
        wymagana jest pomoc osób trzecich. Nawet jeśli wolontariusze pomogą lub jakieś
        inne czynniki społeczne, sprawowanie opieki nad chorym stanowi dla rodziny
        ciężki wysiłek.
        Zdecydowanie nikomu nie doradzałabym ratowanie się ucieczką w takim przypadku.

        PS' Nigdy bym nie chciała stać się dla drugiej osoby ciężarem. Ale, czy to jest
        nasz wolny wybór ? Pomijam kwestię eutanazji. Jest to inny temat.
    • ewelina10 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 18:23
      Z moja mamą przebywała w szpitalu kobieta w naszym wieku, która zwierzyła się
      ze swojego zmartwienia. Niepokoił ją fakt, czy po swojej mastektomii, podoła
      trudom opiekowania się swoim sparaliżowanym od 10 lat mężem. W trakcie
      dłuższego pobytu szczegółowiej opowiedziała o swoim życiu.
      Było jej ciężko. Mąż wymagał całkowitej opieki. Nie było wiadomo, czy on ma
      kontakt z otoczeniem. Pogodziła się z tym. Otoczenie twierdziło, że zmarnowała
      sobie życie. Ona zaś nie dopuszczała myśli, że mogłaby go oddać do jakiegoś
      hospicjum. Miała również przyjaciela, którego przyprowadzała sobie raz na jakiś
      czas do domu. Zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby jej się to przytrafiło, mąż
      z pewnością nie "poświęciłby" się tak dla niej.
      Osoby, które mają takie doświadczenie mogą się chyba w pełni wypowiedzieć na
      ten temat.
      • bodzio49 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 18:47
        LX ma rację. To trzeba przeżyć. Ludzie zachowują się bardzo różnie mimo, że
        wcześniej deklarują mniej więcej to samo.
    • rudakitka1 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 19:51
      Myślę,że współmałżonek ma jednak obowiazek.zająć się chorym partnerem.Co wcale nie oznacza,ze musi sam ,ponad swoje możliwości być pielegniarką.Ale musi być obok i pomagac w miare swoich mozliwosci.Kiedyś,16 lat temu byłam bardzo chora,miałam część ciała sparaliżowaną.Twarz moja była jak u maszkarona(tak powiedział mi lekarz)i miałam chwile załamania czy mozna bedzie jej przywrócić normalny wygląd.Wiecie co to znaczy dla młodej kobiety!I chociaż rodzice moi brdzo kochani,w pełni wtedy jeszcze sił pocieszali mnie,to właśnie mąż był stale przy mnie i leczył uczuciem.A wcale nie było mu łatwo,bo i praca i małe dzieci,nigdy sie nie skarzył i był pełen optymizmu.Ja sobie nie wyobrażam,ze gdyby przyszła na niego choroba,to ja bym mogła go zostawić.Oczywiscie ludzie sa różni i juz nie chce pisać,że uważaja iz zycie powinno być lekkie...... .
      małzeństwo to zobowiazanie i juz.
    • foxal Re: chory współmałżonek 16.02.04, 21:16
      Chyba we wszystkich krajach i religiach podstawowa formula zawierania zwiazku
      malzenskiego jest, ze "az do smierci" jednego z nas. Z tego nie dwuznacznie
      wynika, ze opieka nad chorym wspolmalzonkien jest nie jako statutowo
      obowiazkwa, wynikajaca z zalozenia prawnego, moralnego i religijnego. Religia
      dodaje jeszcze kogo Pan Bog zlaczyl (chyba z upowaznienia zawodowego) tego
      czlowiek nie moze rozlaczyc - tym samym nie ma mowy o pozostawieniu, poniewaz
      wspolmalzonek jest chory.

      Mnie sie wydaje, ze nalezy rozpatrzyc jeszcze warunki w jakich malzenstwo
      zostalo zawarte, bo sa przypadki, ze w okresie "chodzenia ze soba" jeden z
      partnerow zachorowal na cos nie przewidzianego np po wypadku samochodowym i
      zostal nieuleczane okaleczony - wowczas mamy problem podjecia tej trudnej
      decyzji, czy kontynuowac zamiary wiazania sie na zawsze czy przerwac ze wzgledu
      na nabyta chorobe. Jesli w takich warunkach ktos decyduje sie na malzenstwo, to
      pozniejsze wycofanie sie jest prawie moralnym przestepstwem. Jesli zdecyduje
      sie przerwac proces prowadzacy do malzenstwa, to napewno znajdzie moralne
      usprawiedliwienie nie tylko w swoim sercu ale takze w oczach srodwiska.
      • lablafox Dokładka do tematu 16.02.04, 23:14
        Altruizm dobry na psyche
        2003-11-09 11:29


        • Sportowcy lubią palić?
        • Ptasia grypa nie przenosi się z człowieka na człowieka
        • Komputer na roztocza i alergie
        • Francja mniej pali
        • Filtr do krwi

        Ludzie obdarzający bliźnich miłością, skłonni do pomocy i zrozumienia
        problemów innego człowieka są zdrowsi psychicznie - donoszą naukowcy na
        łamach "Psychosomatic Medicine". Uczeni z University of Massachusetts Medical
        School realizowali swoje badania w oparciu ankiety przeprowadzone wśród ponad
        dwóch tysięcy wiernych w Kościele Prezbiteriańskim.

        Każda osoba musiała odpowiedzieć na pytania: "Jak często sprawiasz, że inny
        człowiek czuje się kochany?", "Jak często wysłuchujesz cudzych zwierzeń?", "Jak
        często okazujesz drugiej osobie troskę?", a także - "Jak często ludzie
        odwdzięczają ci się za okazaną im dobroć?" Dodatkowy kwestionariusz zawierał
        pytania o fizyczną i psychiczną kondycję ankietowanego.

        "Wynik eksperymentu przyniósł odpowiedź: pomagając innym, pomagasz sobie" -
        powiedziała nadzorująca badanie dr Carolyn Schwartz. Okazało się bowiem, że
        udzielanie pomocy innym wpłynęło na stan zdrowia psychicznego ankietowanych
        korzystniej niż otrzymywanie pomocy.

        Wśród osób najchętniej służących pomocą bliźnim znaleźli się głównie duchowni,
        ludzie starsi, kobiety oraz osoby czerpiące satysfakcję z modlitwy.Jednak
        przesadne spełnianie cudzych próśb i żądań, dawanie "aż do bólu" - jak
        określili to naukowcy - może mieć negatywny wpływ na psychikę człowieka.

        "Jeśli człowiek udziela pomocy drugiemu ponad swoje siły, jego zdrowie
        psychiczne niestety się pogarsza" - przyznała Schwartz.Ostatecznie uczeni
        doszli do wniosku: pomaganie innym - pod warunkiem, że nie następuje w jego
        efekcie przytłoczenie cudzymi potrzebami - utrzymuje człowieka w dobrej
        kondycji psychicznej.

        Altruiści rzadziej zamykają się w sobie, rzadziej też popadają w stany lękowe i
        depresję. Potrafią także widzieć swoje problemy we właściwej perspektywie.
        Wszystko to sprawia, że są oni zdrowsi psychicznie niż osoby mniej skłonne do
        pomagania i okazywania pozytywnych uczuć innym.


        Lx
      • ada296 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 23:20
        mam duże zrozumienie dla Omeri
        bo mam świadomość, że gdyby stało się coś z moim ojcem na mnie spadnie
        obowiązek opiekowania się nim
        jego żona się tego nie podejmie
        nie będę pisała dlaczego bo to temat rzeka
        nie mam wsród swoich znajonych nikogo z podobnym problemem
        a mi trudno jest się wypowiadać
        teoretycznie małżeństwo powinno być na dobre i na złe
        praktycznie - wiele małżeństw nie sprawdza się w mniej istotnych sytuacjach
        losowych
        • ada296 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 23:25
          ale takich trudnych tematów jest więcej
          Ew wspomniała o eutanazji
          dodam oddawanie organów od osób bliskich (np. w śpiączce)
          można wiele teoretyzować ale trudno przewidzieć jak bym się zachowała
          dodam kremację - chociaż na ten temat mam swoje zdanie
          • wedrowiec2 Re: chory współmałżonek 16.02.04, 23:31
            Tak, tematy ciekawe, niedawno w Salonie S. były rozmowy na ten temat. Można by
            i u nas. Tylko czasu brak na zakładanie nowych wątków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka