Siedzi w człowieku taki odruch spieszenia innemu na ratunek. Ratowanie
- gdy skuteczne - daje wielką satysfakcję, zwiększa samoocenę, daje
poczucie przynależności do tej lepszej części społeczeństwa.
Problem zaczyna się, gdy uratowany od śmierci/utraty czegośtam człowiek
wymaga poświęcenia mu czasu/wysiłku/a nierzadko zmiany czy rezygnacji z
jakichś osobistych planów.
Najczęściej "ratownik" wolałby, aby zajął się tym ktoś inny.
Najczęściej "ratownik" nie zastanawia się, czy faktycznie ratuje kogoś,
oranicza się do akcji w odpowiedzi na wołanie o pomoc(albo swoje wyobrażenie,
wołania na pomoc) . Najczęściej nie przyjmuje do wiadomości, że takie
ratowanie jest w gruncie rzeczy czymś zgoła odwrotnym.
O pomoc może bowiem wołać nie tylko ofiara ale często kat. Albo w ogóle
może nie być ani ofiary, ani kata - wtedy "ratownik" sam przydziela
atrybuty kata i ofiary i według tego podziału "ratuje". Ratowanie jest
medialne, ratowanie może zapewnić sukces bycia znanym człowiekiem!
Wiem, wiem - kolejna niestworzona historia wymyślona przez bepeef
Miłego popołudnia!