Dodaj do ulubionych

Na ratunek

15.01.05, 13:29
Siedzi w człowieku taki odruch spieszenia innemu na ratunek. Ratowanie
- gdy skuteczne - daje wielką satysfakcję, zwiększa samoocenę, daje
poczucie przynależności do tej lepszej części społeczeństwa.
Problem zaczyna się, gdy uratowany od śmierci/utraty czegośtam człowiek
wymaga poświęcenia mu czasu/wysiłku/a nierzadko zmiany czy rezygnacji z
jakichś osobistych planów.
Najczęściej "ratownik" wolałby, aby zajął się tym ktoś inny.
Najczęściej "ratownik" nie zastanawia się, czy faktycznie ratuje kogoś,
oranicza się do akcji w odpowiedzi na wołanie o pomoc(albo swoje wyobrażenie,
wołania na pomoc) . Najczęściej nie przyjmuje do wiadomości, że takie
ratowanie jest w gruncie rzeczy czymś zgoła odwrotnym.
O pomoc może bowiem wołać nie tylko ofiara ale często kat. Albo w ogóle
może nie być ani ofiary, ani kata - wtedy "ratownik" sam przydziela
atrybuty kata i ofiary i według tego podziału "ratuje". Ratowanie jest
medialne, ratowanie może zapewnić sukces bycia znanym człowiekiem!

Wiem, wiem - kolejna niestworzona historia wymyślona przez bepeef wink

Miłego popołudnia!
Obserwuj wątek
    • jutka1 Re: Na ratunek 15.01.05, 14:49
      jak mawiaja angole..
      there's nothing worse than gratitude..

      nie ma wiekszej nienawisci, niz ta zrodzona u kogos, kto poczuwa sie do wdziecznosci..

      ale jak mawial Maly Ksiaze, oswoic kogos, to wielki obowiazek, bo wtedy juz sie tego kogos ma..

      tym optymistycznym akcentem, dla sympatycznej panny Krysi z turnusu trzeciego, od
      niewatpliwie przesympatycznego pana Waldka... pucio, pucio..
      smile)))))))))))

      ps. mam nadzieje, ze nie zrozumiesz zle mojego wpisu.. temat ciekawy, ale tak mi sie
      poskojarzalo..
      pps. czy mam rozumiec, ze kamfora i bepeef to jedno?

      Jutka smile)))
    • kanoka Re: Na ratunek 15.01.05, 15:43
      Poruszyłaś wiele spraw, Kamforo smile
      > Siedzi w człowieku taki odruch spieszenia innemu na ratunek. Ratowanie
      > - gdy skuteczne - daje wielką satysfakcję, zwiększa samoocenę, daje
      > poczucie przynależności do tej lepszej części społeczeństwa.
      > Problem zaczyna się, gdy uratowany od śmierci/utraty czegośtam człowiek
      > wymaga poświęcenia mu czasu/wysiłku/a nierzadko zmiany czy rezygnacji z
      > jakichś osobistych planów.
      > Najczęściej "ratownik" wolałby, aby zajął się tym ktoś inny.
      > Najczęściej "ratownik" nie zastanawia się, czy faktycznie ratuje kogoś,
      > oranicza się do akcji w odpowiedzi na wołanie o pomoc(albo swoje wyobrażenie,
      > wołania na pomoc) .
      Jest takie cyniczne powiedzenie - "Każdy dobry uczynek, zostanie słusznie
      ukarany"....i często to się sprawdzasad(, ale oczywiście nie oznacza to, że nie
      należy śpieszyć z pomocą. A to, że często ten "uratowany" kamieniem młyńskim
      zawisa nam na szyi - też prawda, ale znowu - czy ratując, prowadzimy takie
      kalkulacje,(czy to ratowanie nam sie opłaca, czy nie utrudni dalszego życia?),
      czy też, działamy impulsywnie, jak i sama o tym piszesz?

      > O pomoc może bowiem wołać nie tylko ofiara ale często kat. Albo w ogóle
      > może nie być ani ofiary, ani kata - wtedy "ratownik" sam przydziela
      > atrybuty kata i ofiary i według tego podziału "ratuje".
      A czy o pomoc woła ofiara, czy kat? Ratujemy tego, kto nam "wygląda" na
      ofiarę(np napaści, strone pokrzywdzoną), czyli .....chyba sami te atrybuty
      przydzielamy, o ile nie mamy rzeczowych informacji i wglądu w sprawę.

      Ratowanie jest
      > medialne, ratowanie może zapewnić sukces bycia znanym człowiekiem!
      Tu masz 100% racji smile), ale obawiam się, że w naszej cywilizacji, równie,
      jeżeli nie bardziej medialne jest napadanie, niszczenie, rabowanie, katowanie i
      ....też zostaje się znanym człowiekiem sad(
      pozdrawiam
      knk
    • tom_tam Re: Na ratunek Kamforo! 15.01.05, 18:36
      ZAZALENIE
      na postepowanie Ratownika(czki) smile

      Dzialo sie przed 2-ma laty na przystani jachtowej w Mikolajkach nad jeziorem
      Mikolajskim w godzinach wczesno-wieczornych w portowej "knajpie".
      Wymeczony ostatnim odcinkiem rejsu (Talty od kanalow) przy silnym porywistym
      wiatrze od strony Sniardw, po zacumowaniu przy pomoscie, wszedlem do knajpy by
      posilic sie "goraca kolacja".
      Na tarasie knajpy, przy stoliku zauwazylem.... (wow!) samotnie siedzace "blond
      zjawisko" (ca.:90/55/85) plci odmiennej ok lat 20-tu, skapo ubrane (mozna
      rzec "mniej niz skapo" bo mini-bikini) z narzucona na ramiona gora od dresu z
      wielkim napisem :"Ratownik WOPR".
      Z glodu, zmeczenia i widoku tak wielkiej "gotowosci ratowniczej" zrobilo mnie
      sie "mieko w kolanach" i ciemno przed oczyma.
      Resztka swiadomosci zaproponowalem p.Ratowniczce by udzielila mnie
      natychmiastowej pomocy w postaci (najlepiej) sztucznego oddychania metoda "usta-
      usta".
      Ku mojemu rozczarowaniu i ze szkoda (zapewne) dla mojego zdrowia spotkalem sie
      ze zdecydowana odmowa, wsparta "argumentami" fizycznej presji obrzydliwego typa
      (ca.40 lat, 100 kg i 190 cm wzrostu) ktory niespodziewanie pojawil sie
      wychodzac z rzeczonej knajpy.
      Okazalo sie (po dluzszej i mozolnej szamotaninie) iz kurtka od dresu okrywajaca
      ramiona "blond-pieknosci" nalezala do Niego sad.
      Jako ofiara tego zajscia w pelni solidaryzuje sie z Twoja teza Kamforo ze:
      "..."ratownik" sam przydziela atrybuty kata i ofiary i według tego
      podziału "ratuje"."

      Bylas moze swiadkiem tego zdarzenia?
      Jezeli tak - prosze o wiadomosc na priv.

      pozdrawiam,-

      tom
      (samotny zeglarz).
    • josarna Re: Na ratunek 17.01.05, 17:37
      Temat piekielnie trudny...
      Wiem, że ja sama czuję się skrępowana w obecności osoby, która kiedyś mi
      pomogła; rozumiem zatem, co czuje ambitny człowiek, który musi pomoc przyjąć.
      Odruchowo bronię się obdarowując kogoś np. porządnym ubraniem (przepraszam,
      ale "wyrosłam"), lub jedzeniem (zostało po gościach, a nie mam sumienia
      wyrzucić takich pyszności). W ostateczności obracam w żart, że robię to dla
      swojego dobrego samopoczucia.

      Problem zaczyna się, gdy uratowany od śmierci/utraty czegośtam człowiek
      > wymaga poświęcenia mu czasu/wysiłku/a nierzadko zmiany czy rezygnacji z
      > jakichś osobistych planów.
      Ratowanie jest
      > medialne, ratowanie może zapewnić sukces bycia znanym człowiekiem!

      Właśnie... 90% ludzi uspokaja swoje sumienie wrzucając grosz do szkatułki, a
      tylko nieliczni decydują się podjąć mało widowiskowe wyrzeczenie dla drugiego
      człowieka. Mój, znany w pewnych kręgach sąsiad - zakonnik, na kazaniach
      odmienia słowo miłość przez wszystkie przypadki, "ratuje" młodzież katolicką
      przed złem itp. Zapewniło mu to sporą sławę, ale to właśnie do niego przytyka
      się tutaj "przykazanie miłości": "Miłuj bliźniego swego, aż skóra zlezie z
      niego"... Gdy już ta skóra zlezie, to moi miłosierni sąsiedzi z trudem znajdują
      20 minut w roku na odwiedzenie obdartego ze skóry.

      I jeszcze coś: trzeba oswoić się z myślą, że (szczególnie w przypadku osób
      starych) absolutnie nie można liczyć na jakąkolwiek wdzięczność! Wprost
      przeciwnie: prawie zawsze najgorszy jest ten, który autentycznie coś poświęcił
      dla staruszka, a ideałem taki, który nigdy nie ma czasu, ani pieniędzy.
      Rozmawiałam na ten temat z wieloma osobami i praktycznie wszyscy to
      potwierdzają. Przykre...
      • kamfora Re: Na ratunek 17.01.05, 20:13
        Przepraszam, że trochę skręcę, ale chciałabym nawiązać do tych już kilka razy
        wspominanych przez Ciebie niezbyt lubianych sąsiadów smile

        Trudno będąc na jakimś wspaniałym raucie powiedzieć, że wino wybrane przez
        Wielki_Autorytet i nalane z BUTELKI_Z_ETYKIETKĄ_POWALAJĄCĄ_ NA_KOLANA jest
        zwykłym sikaczem (gdy takie jest). Co wcale nie znaczy, że należy z pogardą
        odrzucać każdą butelkę z podobną etykietkąsmile

        A co do nie-wdzięczności...to temat jak Dniepr wink
        Zawsze w poczuciu krzywdy bije się tego, kto najbliżej...
        • mammaja Re: Na ratunek 17.01.05, 20:49
          Czy naprawde nie ma ludzi, ktorzy pomagaja innym z odruchu serca? Poprostu,
          nie spekuluja myslowo, nie licza na jakiekolwiek poklaski? Bo ja naprawde znam
          takie osoby. Ani nie traktuja tego jako pola do slawy - po cichu robia swoje.
          Oczywiscie, bardzo latwo jest przyczepic komus "motywacje" - ale czy zawsze
          ona jest niska?
          • josarna Re: Na ratunek 17.01.05, 21:20
            > Czy naprawde nie ma ludzi, ktorzy pomagaja innym z odruchu serca?

            Ależ są i nie jest ich wcale mało, ale widzi się tych, którzy głośno się
            chwalą. Nie mam tu absolutnie na myśli Owsiaka! Niektórzy są głośni, bo
            rzeczywiście tak trzeba; chodzi raczej o proporcje między hałasem, a efektami i
            o to, by przy tym pomaganiu nie krzywdzić innych.
            A może Owsiaka oceniałabym krytycznie, gdybym go znała? Nie wiem.
    • tom_tam Re: Evita - zona satrapy 18.01.05, 19:44
      Sadam Husein byl.... beee to jasne!
      Peron - nic "lepszy" ale mial zone! Sadam - kilka, ale nie ...Evite,
      prekursorke i wzorzec wszelkich Charity-Lady wspolczesnych czasow smile.
      Tysiace szarych myszy obierajacych kartofle "z potrzeby serca" - (MM) w
      garkuchniach dla biedujacych, rozentuzjazmowana mlodziez kwestujaca dla
      szczytnych celow akcji Owsiaka i 99% Samarytanek w habitach nie maja takich
      mozliwosci jak ... zony "satrapow" smile.
      Evita - zrobila poczatek.
      Otulona w norkowe futro, ubrana w suknie z najnowszej kolekcji Dior-a
      i podrozujac najnowszym modelem Cadilac-a cabrio hmmm... zupelnie przyjemnie
      rozdawala potrzebujacym masom "dobro".
      Piwnice "do przesluchan" mezusiowych szwadronow smierci omijajac szerokim
      lukiem - naturalnie.
      Evita byla - perfect!, nawet umrzec umiala mlodo by legenda o Niej zyla prawie
      50 lat po Jej smierci.
      Spece od politycznego PR wykorzystuja casus Evity do perfekcji.
      Nasz pan Prezydent z przeszloscia hmmm... "wszystkim znana" ma szczescie
      posiadania odpowiedniej w typie zony.
      Kto (z tych co "maja") odmowi urokowi pieknej Joli i nie wspomoze fundacji
      Porozumienie bez Barier? i... jak wspomoze to od razu setka tysiecy (albo
      wiecej!). Kwestujace uczennice zbierajace do puszek "owsiakowych"
      po 100-200 zl, moga tylko "pomarzyc".
      Per saldo - "wygrani sa" przeciez potrzebujacy - w obydwu (zreszta)przypadkach.
      Niesprawiedliwie byloby podejrzewac iz jednym z glownych "potrzebujacych" jest
      p.Malzonek first-damy, a nawet nie On sam tylko jego "image" smile).
      Kim bylby Prezydent Kennedy bez Jacqueline czy Clinton bez Hillary ?.
      Manniak seksu i autor dziesiatkow blednych decyzji politycznych polerowal swoj
      image atrakcyjna malzonka i zdjeciami w "Life" gdzie jego male (wtedy) dzieci
      zabawialy sie pod biurkiem gabinetu w Bialym Domu.
      Dzieki Hillary nawet... sexy Monica nie zaszkodzila karierze przystojnego
      Billasmile.
      Wszystkie te Damy zasluguja na miano prawdziwych "Ratowniczek" smile
      Z.. potrzeby serca i wspolczucia dla skrzywdzonych tego Swiata - oczywiscie! smile
      • josarna Re: Evita - zona satrapy 18.01.05, 19:59
        To dopiero problem! TEORETYCZNIE uważam, że liczy się przede wszystkim
        efektywność pomocy, czyli np. liczba chorych dzieci, którym można uratować
        życie. Według tego kryterium praca "pięknej Joli" jest cenniejsza niż stanie
        zmarzniętej uczennicy z puszką. Wtedy jednak coś w środku buntuje
        się: "przecież znacznie trudniej jest myć ropiejące rany umierającemu!".
        I KTÓRA POMOC JEST CENNIEJSZA?...
        • tom_tam Josarno,- 18.01.05, 20:09
        • tom_tam Josarna 18.01.05, 20:28
          Josarno,-
          kiedy ja... nie polemizuje z Toba.
          Nie jestem tylko pewny czy wylacznie kryteria bezinteresownosci i morale sa
          motorem wszystkich "ratowniczych" przedsiewziec.
          To raczej "niestosownosc" mojego pierwszego wpisu na ten temat i proba (jak
          wszystkie inne - bo moje - wiec nieudolne) powazniejszej (subiektywnej)
          analizy powaznego pytania postawionego przez bepef podyktowala mnie taki wpis.
          Widac, co i nawet ja rozumiem, hmm... nie wszysto mozna obrocic w "zart".
          Moj szacunek dla bezinteresownych ale nieatrakcyjnych "medialnie" kucharek
          kartoflanej zupy i zmarznietych kwestujacych uczennic jest (subiektywnie)
          wiekszy.
          Faktu skutecznosci oraz mozliwosci dzialan "pieknych Jolant" nie zmieni jednak
          nic a na "insynuacje" iz nie robia tego WYLACZNIE z wewnetrznej potrzeby serca
          - nigdy bym sobie nie pozwolil.
          Tym bardziej iz "znam" pp. Prezydentowe ktore takiej dzialalnosci nie
          prowadzily a w ich "morale" oraz watpienie w brak aktywnosci uczestnictwa w
          Mszach sw. u "Brygidy" nie mam podstaw.

          Z szacunkiem,-
          tom

          • josarna Re: Josarna 18.01.05, 21:34
            tom_tam napisał:

            > Josarno,-
            > kiedy ja... nie polemizuje z Toba.

            Ależ ja nie potraktowałam tego jak polemikę! Po prostu sama, po przeczytaniu
            Twojego tekstu, zadałam sobie takie pytanie i nie bardzo potrafię na nie
            odpowiedzieć. Przecież jeszcze niedawno dowodziłam, że w przypadku opieki nad
            ludźmi starymi liczy się efekt, a nie włożony wysiłek, a w tym przypadku jednak
            mam poważne wątpliwości, co jest ważniejsze.

            > Nie jestem tylko pewny czy wylacznie kryteria bezinteresownosci i morale sa
            > motorem wszystkich "ratowniczych" przedsiewziec.

            Ja też nie jestem pewna (a raczej pewna, że nie) i pisałam o tym wcześniej.

        • kamfora efektywność pomocy 18.01.05, 23:32
          Przeczytałam artykuły na temat szkoły z linku podanego przez Wędrowca.
          Tak sugestywnie napisane, że trudno się połapać, kogo należy ratować: uczniów,
          nauczycieli a może rodziców? W jednym artykule autor grzmi na temat bezkarności
          uczniów-chuliganów i porównuje do jabłek zgnitych,
          które dopiero po odseparowaniu od zdrowych mają szansę na "ocalenie".
          W innym grzmoty dotyczą dyrektora szkoły, który samowolnie pozwolił sobie
          na posegregowanie uczniów. Jest też i tęsknota za wychowaniem seksualnym jako
          leku na wszelkie zło (a przynajmniej to najgorsze) i jest też o wychowaniu
          seksualnym jako źródle zła. (Siedmioletnia dziewczynka poinformowała swoją
          matkę: „mamo, nie możesz mnie przytulać i mówić, że mnie kochasz”. )

          Wypadałoby stworzyć wspólny front, a na razie jest okopywanie się na własnych
          pozycjach, oskarżanie i obśmiewanie wzajemne. W obecności młodzieży, o której
          wychowaniu mowa, a jakże by inaczej...

          Iii - jak tak dalej pójdzie, to "Zapiski sumaszedszego grafomana" wydam
          drukiem wink
          • mammaja Re: efektywność pomocy 18.01.05, 23:42
            Przyznam,ze z dotykaniem zrobila sie tez paranoja - znakomita i bardzo lubiana
            nauczycielka klas mlodszych, powiedziala mi ze ma z tym problemy,bo miala w
            zwyczaju przygarnac ucznia czy uczennice, pocieszyc, a teraz sie boi,juz
            uslyszala ze za bardzo "dotyka" dzieci! Artykulu przed snem nie czytam - jutro
            ranosmile
    • terem Re: Na ratunek 18.01.05, 21:02
      Oj, ale się rozwinął ten wątek! A ja naiwna, sądziłam, że to będzie o ratowaniu
      omdlałych nastolatek, padniętych na chodniku. I dodatkowo zadławionych gumą do
      żucia.
      Bo ja bym mogła tylko o takich, dorażnych sytuacjach, z mego życia wziętych
      napisać.Plus, zajmowanie się omdlałymi (z tych, czy innych powodów osobami, gdy
      gapie twierdzą, że to na pewno z powodu narkotyków, co okazuje się g...uzik
      prawdą, najczęściej), gdy zwarty tłumek wokół tylko zabiera powietrze, a nikt
      nie kwapi się z jakąkolwiek pomocą. Czy o to tu chodzi??? Bo może za szybko
      czytałam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka