Dodaj do ulubionych

bezrobotni po 40-stce

28.01.05, 10:56
Czy kogos z Was dotknela utrata pracy ?
Czy po 40-stce jest sie atrakcyjnym na rynku pracy?
Obserwuj wątek
    • josarna Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 16:27
      Nie, nie dotknęła mnie utrata pracy, bo sama sobie ją stworzyłam (własna
      firma). A może w Twoim zawodzie jest to również możliwe? To nie jest łatwy
      kawałek chleba, ale daje ogromną satysfakcję, gdy coś się uda.
      Kobiety po 40 są bardzo dobrymi pracownikami, choć może czasem nie wytrzymują
      tempa - ale przecież nie wszędzie obowiązuje "wyścig szczurów"! W urzędzie, czy
      sklepie zdecydowanie wolę rozmawiać z doświadczoną kobietą.
      • instant Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 16:57
        Rowniez i mnie nie dotknela utrata pracy. Sama zrezygnowalam z calkiem niezlego
        etatu i poszlam na swoje. Tyle, ze to bylo prawie 11 lat temu, gdy jeszcze
        bezrobocie nie bylo tak dotkliwe. Dzis tez czasami bywam bezrobotna, bo rynek
        uslug, jakie swiadcze jest trudny i bardzo zmienny, dlatego bardzo uwaznie
        musze planowac "polityke finansowa" firmy, zeby pewnego dnia nie obudzic sie z
        przyslowiowa reka w nocniku i nie miec z czego zaplacic np. ogromnego haraczu
        ZUSowi. Moge nie miec na czynsz, prad, czy jedzenie, ale na ZUS miec musze -
        tak przewiduja przepisy dla wszystkich prowadzacych tzw. dzialalnosc
        gospodarcza. Ale i tak wole to, niz bycie pracownikiem najemnym. Juz sobie nie
        wyobrazam, ze moglabym pracowac inaczej. Zreszta kto by mnie chcial, skoro
        rynek pracy dla 40+ latkow jest praktycznie zamkniety. Wielu moich rowiesnikow
        stracilo prace i poszukuje jej od lat - bezskutecznie, chociaz sa to w
        wiekszosci dobrze wyksztalceni specjalisci z duzym doswiadczeniem. Moj osobisty
        mezczyzna od prawie roku nie moze ze mna zamieszkac, gdyz nie jest w stanie
        znalezc pracy w Warszawie. Ma skonczone 3 fakultety + rozne kursy
        specjalistyczne, w swoim miescie wyklada na wyzszej uczelni. O znalezieniu
        pracy normalna droga nie ma mowy. Ogloszenia okazuja sie zwykle juz
        nieaktualne, firmy i instytucje, w ktorych skladal oferty "oddzwonia",
        albo "beda w kontakcie", konkursy jakos dziwnie rozstrzygane sa przed terminem,
        albo "tajnie". Jedyne, co moze pomoc to znajomosci i na to liczymy.
        Tak wiec, nic pocieszajacego nie moge Ci powiedziec, beznadziejna. Jest
        beznadziejnie.
    • wedrowiec2 Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 17:20
      Za cztery lata kończy się mój kontrakt. Ciekawe, czy założę wtedy wątek
      nt. "bezrobotni po pięćdziesiątce", czy będę szczęśliwie dalej pracować. O tym
      dowiem się za trzy miesiące. Bardzo długie miesiącesad
      • ada296 Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 17:31
        Wędrowiec
        nie masz się czym denerwować
        wiem, że to przeczuwasz
        ale chcesz oficjalnie usłyszeć smile)

        jestem "na swoim"
        po ostatniej kontroli na trzy lata mam spokój i w miarę pewność, że nadal będę
        pracować
        ale kiedyś wyrzucili mnie z pracy
        zdałam egzamin
        zapowiadałam się nieżle...
        ale rodził się kapitalizm więc narybek zbierał po głowie
        trzy lata albo i dłużej czekałam na swoje miejsce w życiu i buzinesie smile)

        nie wyobrażam sobie zmiany pracy
        nie to wykształcenie i za mała wola przebicia się przez układy
    • josarna Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 17:28
      A zatem może my (40+) powinniśmy trzymać się razem? Może pomagać sobie w
      poszukiwaniu pracy? A może założyć internetowe biuro pracy "40+"? Taka już
      jestem, że od razu szukam rozwiązań. Nie chodzi o to, by biuro rekomendowało
      daną osobę, a tylko i wyłącznie kojarzyło dwie strony.
      • maryna04 Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 18:42
        Wlasciwie nie powinnam zabierac glosu, bo nie mieszkam w Polsce. Jednak te
        nascie juz lat temu wyjechalam z kraju bez zalu bo w moim olbrzymim zakladzie
        pracy zaczynaly sie zwolnienia grupowe, przejscia na wczesniejsza emeryture,
        wiadomo -bez jakichkolwiek peryspektyw dla zwolnionych. Teraz czytam, ze
        najwieksza inicjatywe w zakladaniu malych firm maja kobiety i one sa
        wlascicielkami w przewazajacej wiekszosci. Chwala im za to. Ale sa ludzie,
        ktorzy potrafia byc przede wszystkim pracownikiem najemnym, zwlaszcza w Polsce,
        gdzie przepisy, podatki, uklady niwecza wiele dobrych checi. Znajac strach juz
        od kilku lat mojej obecnie 48-letniej szwagierki, ktora pracuje od wielu lat w
        banku PKO gdzie co jakis czas maja zebranie z przedstawicielem z "Centrali" z
        Warszawy - zawsze trzydziestolatek, ktory zawsze straszy, ze musza odmlodzic
        kadre, bo obecna np. mysli za malo kreatywnie lub tez sprzedaje za malo
        produktow - rozumiem co czuja 40+ w Polsce. Moja szwagierka jest dobrym,
        solidnym pracownikiem, jedyna jej wada sa te wiosny zycia. Nawiasem mowiac w
        Ameryce, o ktorej zawsze nas uswiadamiano, ze jest tu kult mlodosci zaden
        zwierzchnik nie odwazylby sie powiedziec, ze ktos jest za stary, tu nawet
        stewardesy nie musza miec odpowiedniego wieku i zwiazanej z tym aparycji.
        Czasami, zwlaszcza w sezonie letnim mysle, ze sa to nieraz panie, ktore
        dorabiaja do emerytury. I co z tego, ze pomarszczone, albo siwe, zawsze
        sympatyczniejsze od polskich, ktore za kazdym razem gdy lece Lotem sa pod maska
        makijazu zniecierpliwione i pogardliwe. Mysle, ze rowniez media sa winne
        takiemu kultowi mlodosci. Te zyciorysy wspanialych karier do 30-tki,
        wspanialych biznesow. Nikt nie ma odwagi powiedziec, ze kobieta 40+ jest
        najlepszym pracownikiem, ma doswiadczenie zawodowe, obowiazki domowe zmalaly i
        nie pisz Josarno, ze sa wolniejsze. W tym co robia od lat? Jak tak sobie
        poczytuje wywiady z dzielnymi szefowymi z Human Resources - za moich czasow
        nazywal sie to Dzial Kadr, a jej stanowisko Personalna to mysle, ze one tez sa
        winne nastawieniu do ludzi, ktorzy przekroczyli nie 40, ale 30 lat.
        • josarna Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 20:02
          Masz oczywiście rację, że pracownice po 40 są dobre. Mają wychowane dzieci, nie
          są już tak obciążone pracami domowymi, a do tego po latach pracy na dwu etatach
          są zdyscyplinowane i pracowite. Jak powiedziałam ja wolę w usługach, czy handlu
          widzieć starsze kobiety, bo dają mi większą pewność, że znają się na tym, co
          robią. Taka osoba np. pomoże mi w dokonaniu zakupu, doradzi życzliwie. Czasem
          tylko pojawia się problem, gdy praca wymaga bardzo dużego tempa, ciągłego
          uczenia się. Nie mieszkasz w Polsce, więc może nie wiesz, że kilkanaście lat
          temu było nieco inaczej. Właśnie w bankach obowiązuje często nieludzki
          wręcz "wyścig szczurów". Akurat moja siostra też pracuje w banku. Nie grozi jej
          zwolnienie, ale swoją pozycję okupiła w pewnym okresie nadludzkim wręcz
          wysiłkiem. Osobie młodszej chyba łatwiej byłoby to udźwignąć, chociaż... jej
          znacznie młodszy współpracownik poważnie się rozchorował. Krótko mówiąc: bałam
          się o jej życie! A gdyby nie wytrzymała? Tam też wciąż przychodzą zarozumiałe
          młokosy i to samo powtarzają.
          Muszę jednak powiedzieć też coś na niekorzyść starszych pracowników: więcej
          jest wśród nich rutyny i czasem w skomplikowanych sytuacjach ci młodsi są
          bardziej kreatywni. Mi też w trudnej "bankowej" sytuacji siostra nie umiała
          pomóc, a pomogły młodsze, pomysłowe osoby i wyszłam z kryzysu. Przyznaje to też
          moja sąsiadka (świetna dyrektorka oddziału banku). Ona kieruje, a wkuwać
          przepisy i szukać pomysłów mają jej młode pracownice, (które ją uwielbiają).
          Myślę, że każdy dobry pracownik ma inne, cenne cechy, które należy
          wykorzystać.
          • mammaja Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 20:45
            Cale zycie musialam sobie "zalatwiac prace". Oprocz epizodu pracy na
            etacie,ktora trwala chyba 3 lata, zawsze bylam zdana na siebie - no i meza,bo
            czesto pracowalismy razem. Teraz jest chyba jeszcze trudniej w tym zawodzie.
            Ale przez kilka lat prowadzilam np. Mini - Studio Artystyczne dla dzieci i
            mlodziezy i bylam "instruktorem", ksiegowa, kierownikiem i sprzataczka w jednej
            osobie.Jeszcze zatrudnialam 2 osoby. A taki Klub Kultury musi conajmniej 7
            etatow i jeszcze malo.I pieniadze "na dzialalnosc".Potem mi sie poprostu
            znudzilo. Zawsze lubie zmiany smileJak milo nie miec szefow i pracowac czasem
            np.dwa miesiace bez przerwy,a potem odpoczywacsmile Moze to nie na temat,ale tak
            sie napisalo - to co bede kasowac ! PS.No i "zaopatrzenie emerytalne tworcow"
            trzeba bylo placic - czy praca byla czy nie - tak jak Instant ten ZUS.
    • terem Re: bezrobotni po 40-stce 28.01.05, 21:11
      Zdecydowanie nie jest się atrakcyjnym.I zdecydowanie wtedy należy liczyć
      głównie na siebie.Własna firma to jest to.I nie jest to tak trudne, jak mogłoby
      się wydawać. smile
    • jes3 Re: bezrobotni po 40-stce 29.01.05, 00:06
      Od dwóch lat nie mam pracy, ani perspektyw. Wiele rzeczy umiem, pracy sie nie
      boję, ale nie mam pomysłu na prywatny biznes .
      Może nie jest beznadzejnie, ale jest baaardzo ciężko.
      • edeka5 Re: bezrobotni po 40-stce 29.01.05, 00:21
        Prez ostatnie 1,5 roku byłam bez pracy, a wcześniej też przez 1,5 roku
        pracowałam na 1/2 etatu. To, że teraz mam pracę uważam niemalże za cud.
        Może to głupio brzmi, ale naprawdę wiem jak teraz trudno 40+ znaleźć pracę.
        Wcześniej szukałam pracy jak miałam 36 lat i szybciej mi to poszło.
        Nie każdy zawód i nie każda osoba nadaje się do założenia własnego biznesu.
      • ewelina10 Re: bezrobotni po 40-stce 29.01.05, 09:09
        Tylko przez 11 lat pracowałam w ministerstwie. Pensja była, ale cały dzień na
        kawkach i gazetkach bąki się zbijało. Pozorowanie pracy mnie najbardziej
        męczyło. Oj, było tam sporo takich, co trzymało się kurczowo góry drabiny
        społecznej i snobów cała masa smile Byłam wtedy jeszcze zbyt młoda, aby mnie
        udało się tam wspiąć.

        Od 20 lat jestem w Spółce, prawie na swoim. Wprawdzie brak jest mi czasami tego
        poczucia luksusu perspektywicznego bezpieczeństwa o pracę, to nie zamieniłabym
        się na pracownika najemnego.
        Konkurencja i własna inicjatywa dają człowiekowi Taki napęd do działania. Jeśli
        zdarzy się, że zabraknie pieniędzy na życie to jeszcze jest to pół biedy wink,
        ale na prowadzenie firmy finanse muszą być zawsze !!!


        -----------
        Ew. (eeffa)
    • beznadziejna2 Re: bezrobotni po 40-stce 29.01.05, 09:52
      Dziekuje za wszystkie odpowiedzi i slowa otuchy.
      Ja tez czarno to widze,szukam naturalnie pracy.
      Ale macie racje to sa czasy dla cwaniakow,ktorzy te sytuacje wykozystuja.
      Pracowalam ostatnio caly miesiac jak sie okazalo za darmo.Zwlekala z
      podpisaniem umowy o prace.I teraz wiem czemu.
      Rozpoczecie dzialalnosci,tak? Ten haracz za ZUS- !? Naturalnie nie trzeba sie
      zalamywac.Ale trzeba przyznac ze coraz wieksza bezsilnosc czlowieka ogarnia.
      • bodzio49 Re: bezrobotni po 40-stce 29.01.05, 11:57
        Byłem kiedyś bez pracy przez dosyć długi czas. Bardzo to było stresujące choć
        nieźle sobie radziłem. Ale dorywcze zajęcia to nie to samo. Teraz też nie
        jestem w pełni zadowolony z pracy, tak jak jeszcze 3-4 lata temu. Aktualni
        właściciele firmy - belgowie strasznie naciskają na dochód i wymyślają
        nierealne a wręcz całkiem odlotowe plany.
        Też myślę o rozpoczęciu własnej działalności. Tylko oczekiwania (potrzeby) mam
        chyba za duże i zbyt dobrze wiem jak by to mnie "wciągnęło", ile kosztowało i
        za dobrze znam ryzyko z tym związane. Dlatego tak trudno mi podjąć decyzję.
        Ale w sytuacji przymusowej to zupełnie co innego.
    • beznadziejna2 Witam 31.01.05, 09:57
      co sadzicie o akwizycji kosmetykow,rozmawialam z trzema Firmami
      I kazdy naturalnie chce aby rozprowadzac jego produkty.
      Ale posluguja sie tak oklepanym argumentami ,ze wzbudzaja tylko niechec.
      Powiedzcie co sadzicie o domokrazcach. Cza znajomi chetnie zaopatruja sie ta
      droga?
      Czy raczej dac sobie spokoj?

      pozdrawiam
      • lablafox Re: Witam 31.01.05, 11:09
        Sprzedaję kosmetyki , jako dodatkowy dochód ,ale nie jestem domokrążcą.
        Gdyby tak ta sprzedaż miała wyglądać to w życiu bym się za to nie zabrała.
        Nie wstydzę się tego , choć niektórzy próbowali mnie z tego powodu ośmieszyć i
        deprecjonować. Mam to jednak gdzieś.
        Jest to dodatkowy dochód , dla mnie bardzo ważny.
        Podrzucam link do mojego saloniku.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19026
        • beznadziejna2 Re: Witam 31.01.05, 12:35
          najwazniejsze ze jestes zadowolona.I ze sobie radzisz.To nie takie znowu
          proste umiec cos sprzedac.
          pozdrawiam
          • josarna Re: Witam 02.02.05, 20:38
            Czy zlikwidowałaś konto? Nie mogę wysłać listu, gdyż jest odrzucany.
            • beznadziejna2 Re: Witam 02.02.05, 21:40
              josarna napisała:

              > Czy zlikwidowałaś konto? Nie mogę wysłać listu, gdyż jest odrzucany.


              nie. Ale z ta skrzynka to zawsze cos nie tak.
              ale mozesz pisac na ..alada@op.pl
      • gosiakz Re: Witam 04.02.05, 20:13
        Domokrążcom przeważnie drzwi się zamyka przed nosem albo co najwyżej odmownie
        dziękuje...Mieszkam w bloku 60-lokalowym i znam sąsiadów. To nie jest najlepszy
        sposób zarobkowania, ludzie się chyba zniechęcili do takiej formy sprzedaży-
        kupowania.
        Witam ! Mam 48 lat, jestem z zawodu plastyczką i też nie wiem co ze sobą zrobić
        Zdołowana psychicznie coraz częściej żałuję, że wybrałam taki zawód.Niby
        kreatywny, ale.....szkoda gadać !
        Pozdrawiam
        • maari_etta Re: Witam 05.02.05, 20:30
          Ja tez jestem nowa i też po 40-tce. Mam nadzieję że będę tu mogła czasami sie
          odzywac.Do tej pory tylko czytała.Byłam bezrobotna.
          Teraz zajmuję się sprzedażą kosmetyków Mary Kay i nie ma to nic wspólnego z
          domokrążstwem.
          Zawsze myslałam że plastycy nigdy nie maja problemu ze znalezieniem sobie
          zajęcia.
          Gosia,moze musiałabys inaczej spojrzec na swoje możliwosci .Pod kątem
          wykorzystania ich do robienia pieniędzy?
          Moze jakies lekcje rysuknu, no nie wiem co, bo ja w tej dziedzinie talentow nie
          mam zadnych.
          • bodzio49 Re: Witam 05.02.05, 21:06
            Teraz w prywatnych szkołach można poszukać pracy. Może praca z dziećmi. Sam
            jeszcze 3 lata temu podobnie dorabiałem na specjalne wydatki. Wszystko zależy
            od tego do czego masz predyspozycje i ile odwagi. To ważne.
        • beznadziejna2 Re: Witam 06.02.05, 12:24
          ja sama zamykam te drzwi ,kiedy przychodza. Z kosmetykami moze tak byc ze
          rozprowadzasz je tylko po znajomych.
          Plastyk to piekny zawod.Moze cos z wystrojem wnetrz,bylo by dla Ciebie szansa?
          • em_em Re: Witam 06.02.05, 12:33
            > ...Moze cos z wystrojem wnetrz,bylo by dla Ciebie szansa?

            to niezła myśl....
            wiem, że teraz z roku na rok jest "ciaśniej" - ale tak właśnie zaczęłam pracę
            na "swoim" -
            chodziłam po sklepach z meblami, tkaninami, lampami, itp i w każdym przy okazji
            zapoznawania się z ofertą opowiadałam "historię życia" wink -
            w nieomal setnym wink okazało się że akurat mają niecierpliwego klienta, a ich
            etatowy projektant jest na urlopie - zaryzykowali, ja się "sprężyłam" - i
            powoli się zaczęło (na marginesie - dla tego pierwszego klienta projektuję do
            dziś - a pomysłów na nowe inwestycje ma że hoho wink
            • mammaja Re: Witam 06.02.05, 13:27
              Z pracą w szkole dla plastykow jest coraz gorzej, ze wzgledu na drastyczne
              zmniejszenie godzin na zajecia (albo muzyka, albo plastyka i to w sladowej
              ilosci). Corka moich przyjaciol ktora niedawno skonczyla i malarswto i wydzial
              pedagogiczny w Toruniu, swietna dziewczyna z doskonalym kontaktem z dziecmi i
              mlodzieza musiala wziac prace w dwu szkolach, zeby zarobic na minimum
              egzystencji, a przeciez dyrektorzy uwazaja za oczywiste, ze ona przygotuje
              plastycznie wszystkie uroczysosci,gazetki, dekoracje szkoly.Dziewczyna ledwo
              zyje a zarabia na utrzymanie mieszkania i nie wiele jej zostaje.Reszte nadal
              zapewniaja rodzice! Wiec nie jest to najlepsze wyjscie sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka