Dodaj do ulubionych

No i co z tym powolaniem

12.10.05, 15:39
Od zawsze mowi sie o zawodach do wykonywania ktorych jest niezbedne
powolanie. Lekarz, pielegniarka, ksiadz, nauczyciel, adwokat, sedzia. A jak
sie to ma do obecnej rzeczywistosci Waszym zdaniem. W obliczu politycznych
przypadkow i wpadek, handlu skurami, tych dwoch babiszonow bawiacych sie
dzieckiem i innych historii ktore znamy, a na ktorych wymienianie szkoda mi
miejsca. Moze nalezaloby zweryfikowac slepe zaufanie spoleczne i zaczac ostra
kontrole?
Obserwuj wątek
    • skiela1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 16:27
      Czlowiek chory czy malenkie dziecko to istoty bardzo bezbronne w takiej
      instytucji jaka jest szpital.Jakie mozna miec zaufanie do personelu
      medycznego,ktory opiekuje sie naszymi najblizszymi?Powiedzialabym,ze zerowe.Ja
      nie mam.Nawet wsrod personelu chodza psychicznie chorzy.Przypuszczam,ze te
      pielegniarki nawet nie zdawaly sobie sprawy,ze robia cos zlego a co
      dopiero....cos bezdusznego.Ot zabawe se zrobily,nudno w nocy bylo.....ehh...
      • jutka1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 16:31
        Te panie tlumaczyly sie, ze robily zdjecia, zeby swoim dzieciom pokazac, z
        jakimi malenstwami pracuja (sic!)
        Gdzies w TV zobaczylam.
        sad
        • fedorczyk4 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 16:50
          Jutka, te panie mnie specjalnie nie interesuja jako takie. Swietnie wiedzialy
          ze nie maja prawa wysiagac golymi rekami wczesniakow z inkubatora, ze nie maja
          prawa ich fotografowac. Ale chodzi mi o cos wiecej, o dewaluacje dumy
          zawodowej. O takie szalenie gornolotne pojecie jak zhanbienie zawodu i powtazam
          raz jeszcze nie chodzi mi szczegulnie o nie, ale w dzisiejszej gazecia jest tez
          np. artykul o zatrzymanej pani sedzi.
          • jutka1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 17:12
            Moze te grupy sa odzwierciedleniem spoleczenstwa?
            Moze kiedys mniej bylo usmiercajacych lekarzy, przekupnych sedziow i
            nielojalnych prawnikow?
            Moze kiedys dzieci i mlodziez wiecej uczono o odpowiedzialnosci, uczciwosci,
            honorze?
            (nie wiem)
    • jutka1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 16:27
      Mysle, ze az tak nie zmienilo sie w porownaniu do "dawnych lat": czesc ma
      powolanie (jak zwal tak zwal wink, czesc to traktuje po prostu jako zawod.
      I jak w kazdym zawodzie, sa lepsi, dobrzy i fuszerzy.

      smile
      • fedorczyk4 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 16:45
        No niby tak, ale wlasnie chodzi o to ze sa zawody w przypadku
        ktorych "normalne" podejscie jest podszyte jakims dziedzicznym szacunkiem.
        Niezaleznie od tego jak traktuja zawod ludzie ktorzy go wykonuja. N.P. jak ide
        do adwokata to szokuje mnie jego nielojalnosc, bo w koncu ona powinna byc
        pierwszym przykazaniem tego zawodu. Tak jak w przypadku lekarzy i zawodow
        medycznych: pierwszym zasada: nie szkodzic. A ksiadz zlodziej, albo i gorzej? W
        koncu nie mozna ciagle powtarzac sobie ze jestesmy tylko ludzmi. Dla kazdego w
        zyciu nadchodzi taki moment ze nie ma wyboru i musi zaufac lekarzowi, sedziemu,
        lub psychologowi. I co sie dzieje jezeli hieraria w tych zawodach zamiast
        oczyszczac je z czarnych owiec chroni je, albo udaje ze nic o nich nie wie i
        traktuje je jak pojedyncze przypadki. Czy to polega na tym ze teraz mamy
        wiekszy dostep do informacji, czy moze jdnak cos sie zmienilo?
        • felinecaline Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 18:00
          Na moj rozum "powolanie" za bardzo traci romantyzmem , zwlaszcza w czasach,
          ktore romantyczne nie sa.
          Bardziej mi odpowiada pojecie deontologii zawodowej, etyki czy po prostu
          solidnosci w pracy. Szanowac zwyklam zas ludzi nie dzielac ich ze wzgledu na
          wykonywany zawod, ile na jakosc pracy jaka w swoim zawodzie reprezentuja.
          Jesli chodzi o poziom zawodowy pracownikow systemu OCHRONY ZDROWIA (prosze was
          bardzo natychmiast zapomniec okreslenie "sluzba zdrowia" - sluzba jak wiadomo
          nie druzba, wiec wykonywana czesto "z braku laku" traci cala swoja
          szlachetnosc) -w tej dziedzinie wspolczesnie po stokroc wazniejsze od
          romantyzmu jest doskonale opanowanie "warsztatu", powazne i solidne wykonywanie
          swojej funkcji ze szczegolnym akcentem na swiadomosci konsekwencji, jaka moze
          za soba pociagnac kazde niedociagniecie, zaniedbanie czy jakiekolwiek
          nieuzasadnione ryzykowne dzialanie w postepowaniu z pacjentem.Rowniez i to, co
          pokrotce okreslilabym jako zdolnosc do traktowania pacjenta jako
          czlowieka, "blizniego swojego" niezaleznie od jego wieku zasobnosci portfela
          czy statusu spolecznego.
          W moich medycznych "cielecych latach" - pierwszych latach studiow na AM w Perlu
          i przy okazji obowiazkowych praktyk napatrzylam sie na wiele przypadkow
          traktowania pacjenta na pograniczu gwaltu: odrywanie sila dzieci od matek na
          pediatrycznej izbie przyjec, szorstkie, zeby nie rzec brutalne ich traktowanie
          na oddzialach, wymuszanie "grzecznosci" niemal terrorem a na drugim "biegunie"
          na oddzialach geriatrii (wtedy zreszta "raczkujacych) powszechna tendencje do
          debilizowania pacjenta, poczawszy od nazywania go nie "Panem czy Pania xy" ale
          dziadkiem/babcia.
          eraz powszechnie, nie tylko w "zabolandii" ale i w Polsce i innych
          wysokocywilizowanych krajach teoretycznie istnieja tzw "karty praw pacjenta"
          (oparte na uniwersalnym wzorcu "karty praw czlowieka" z dostosowaniem do
          wymogow sytuacyjnych.
          Gdyby prawa te byly w 100% realizowane w praktyce chorowanie i hospitalizacja
          to bylby "sam mniod". Tylko CO przeszkadza ich skrupulatnemu respektowaniu?
          owszem, brak srodkow materialnych (niski poziom wyposazenia NIEKTORYCH
          oddzialow), braki w obsadzie pielegniarskiej, stad pospiech, brak czasu,
          zniecierpliwienie, frustracja. To wszystko moze tlumaczyc, ALE NIE ROZGRZESZAC.
          A co moze takim sytuacjom zapobiedz? wlasciwy system szkolenia oparty na
          doskonalej kadrze i to nie wylacznie pod wzgledem technicznym, ale rowniez
          moralnym, bo przeciez to nie nowosc, ze "przyklad idzie z gory".

          • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 19:51
            Eksjuzmi, ale ja w zadne "powolania" nie wierze, no moze poza przypadkami
            mlodych dziewczat, dobrowolnie zamykajacych sie w klasztorze (bo juz ksiezy
            niekoniecznie), chociaz trudno w tym przypadku mowic o powolaniu zawodowym.
            Owszem, mozna uwielbiac swoj zawod, miec do niego szczegolne predyspozycje, czy
            talenty, ale predzej powiem, ze z "powolania" wykonuje swoj zawod sleczacy
            calymi dniami w laboratorium naukowiec, czy podliczajacy swoje "slupki"
            matematyk, niz lekarz, nauczyciel, czy adwokat, swiadczacy w pewnym sensie
            "uslugi dla ludnosci", bowiem tak juz jestesmy stworzeni, ze tylko bardzo
            nieliczni przedkladaja czynienie dobra innym ponad czynienie dobra sobie samym.
            Na tej zasadzie moglibysmy powiedziec, ze "powolanie" ma piekarz, bo udalo mu
            sie upiec dobry chleb, a nie gniota. Nie, on ma po prostu do tego umiejetnosci,
            warunki i ewentualnie odpowiednia motywacje finansowa.
            • mammaja Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:10
              Mozna tego nie nazywac powolaniem, tylko szczegolnemi predyspozycjami, ale nie
              watpliwie to jest. Oczywiscie, ze kazdy powinien jak najlepiej wykonywac swoj
              zawod, kiedy go juz wykonuje, ale na prostym przykladzie nauczycieli mozna
              spotkac "wyjatkowych" ktorzy wierza w swoja misje wychowawczo - nauczycielska i
              zwyklych wyrobnikow. Poniewaz zyjemy w czasach dosc cynicznych, kiedy coraz
              mniej sie mowi o rozmaitych "etosach" moze tez i dlatego jest ich
              mniej.Zwlaszcza w zawodach, przy ktorych kontakt z drugim czlowiekiem jest
              podstawa wydaje mi sie konieczny.
              Coz wiemy o etosie naukowca, ktory spedza dnie w laboratorium i zmudnie
              wykonywuje doswiadczenia. Ja pozostane przy przekonaniu, ze jedni maja pewien
              dar, ktory pomaga im pokonywac trudnosci bez ich odczuwania. Mialam kolezanke
              wspaniala lekarz - poloznik, dla ktorej kazde odebrane dziecko bylo wielka
              radoscia. A dla innych to poprostu zarabiania na chlebek. Zycze kazdemu
              odnalezienie swojego powolania. Bo moze akurat robi nie to co powinien?
          • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 18:05
            felinecaline napisała:

            > A co moze takim sytuacjom zapobiedz? wlasciwy system szkolenia oparty na
            > doskonalej kadrze i to nie wylacznie pod wzgledem technicznym, ale rowniez
            > moralnym, bo przeciez to nie nowosc, ze "przyklad idzie z gory".

            Przepraszam, Feline, że się Ciebie "czepiłam", ale to co w tym miejscu
            powiedziałaś...Czy masz na myśli powrót do tzw. "świadectw moralności"
            przy doborze kadry? Czy ...jak to sobie technicznie wyobrażasz?
            • felinecaline Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 18:27
              Nie bardzo wiem, jaki w tej chwili jest w Poksce system ksztakcenia
              pielegniarek, za moich czasow byl to tryb 5-letniego Liceum Pielegniarskiego. I
              chyba to na 2 roku byla uroczystosc symbolicznego "czepkowania" uczennic. Odtad
              kazda nosila dumnie swoje "powolanie" a wlasciwie jego wizualny symbol i
              starala sie jak mogla zasluzyc na kolejny na nim pasek bedacy udokumentowaniem
              czynionych w nauce postepow.
              Czasami owo powolanie nie wytrzymywalo ciezkiej proby tych 5 lat, slabsze sie
              wykruszaly po drodze, srednio odporne trwaly krocej lub dluzej w zawodzie,
              zdarzaly sie oczywiscie sporadyczne przypadki sprzeniewierzenia etyce zawodowej
              (pamietam pielegniarke, ktora "ugotowala" wczesniaka w inkubatorze nazbyt
              obficie uraczywszy sie na dyzurze najpopularniejszym srodkiem odkazajacym.
              Skandal byl na miare Himalajow i NIKT sie nie dziwil, ze pani musiala nie
              tyylko pozegnac sie z zawodem dozywotnio ale i z wolnoscia na lat pare.
              przyklad jak mowie oczywiscie idzie z gory. Tu, w moim ukochanym przez mnie a
              znienawidzonym przez forumowiczow za zbyt czeste przytaczanie jako "swietlany
              przyklad" CHUjku system opiera sie na zasadzie "senioratu": do 3-letnich
              pomaturalnych szkol pielegniarskich przyjmuje sie mlodziez zakwalifikowana
              systemem testow psychologicznych, nauka odbywa sie niejako dwutorowo, na
              zasadzie normalnych "szkolnych" wykladow teoretycznych i PRACY przy lozku
              chorego pod kierunkiem odpowiednio przeszkolonej dydaktycznie dyplomowanej
              pielegniarki z dlugim stazem i nienagannej w specjalnym wewnatrzszpitalnym
              systemie klasyfikacji personelu pielegniarki - "seniorki". Ta swoje podwladne
              poczatkowo prowadzi za raczke, uczy b-a-ba techniki podstawowych "gestow" i
              zasad etyki. Oczywiscie uczy wlasnym przykladem.
              Oczywiscie - NIKT z personelu nie ma obowiazku kochania pacjentow, ale wszyscy
              od pomocy pielegniarskiej do szefa oddzialu maja obowiazek godnego, pelnego
              szacunku odnoszenia sie do pacjenta z naciskiem do maksymalnego umniejszania mu
              cierpienia tak fizycznego jak i psychicznego.
              Ja tu sobie nic nie "wyobrazam", ja tym zyje na codzien. Taki sam bowiem jest
              system ksztalcenia lekarzy, na zasadzie "senioratu".
              • felinecaline Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 18:30
                Ach, jeszcze w odniesieniu do tego, co napisalas, ze "kochac kogos to lubiec
                przebywac w jego towarzystwie, cieszyc sie z jego sukcesow" - my szczerze
                cieszymy sie z kazdorazowej, chocby najdrobniejszej poprawy stanu naszych
                pacjentow, nawet, jesli z tej okazji nie odtancowujemy tancow rytualnych, ale
                bardzo nam "slodko na duszy" kiedy wychodza z "akwarium", z oddzialu czy w
                ogole "z chorobska" - wiec chyba jednak jakos ich kochamy?
                • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 18:58
                  Więc twierdzisz, że w tym Twoim "świetlanym CHU " nie mogłoby się zdarzyć nic
                  podobnego?
                  • felinecaline Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:37
                    Wiesz, po dlugim i dokladnym przemysleniu uwazam, ze prawdopodobienstwo, ze cos
                    podobnego wydarzy sie w "moim swietlanym CHUjku" rzeczywiscie istnieje, w
                    przerazajaco wysokim ulamku promila, zalozywszy, ze akurat dwie pielegnierki
                    symultanicznie "zumazejda" a w dodatku, ze w momencie tego zejscia beda
                    mialy...czas na igraszki i swawole, niestety, jest ich bowiem za malo jak na
                    chujkowe potrzeby. Ale mimo tego niedostatku personelu, GDYBY juz cos takiego
                    sie wydarzylo to z praca pozegnalyby sie juz natychmiast, bez czekania na
                    koniec dyzuru i nieodwolalnie na tego typu stanowisku a nawet tam, gdzie jedyny
                    pacjent, z ktorym mialyby potencjalnie do czynienia bylby juz niezywy - bo i
                    wtedy nalezy sie szacunek (czego akurat mnie nauczono na zajeciach z anatomii
                    na I roku i w czasie pracy w anatomicznym kole naukowym). Nie wierze tez, ze
                    te dwie kobiety pracowaly "w prozni", ze NIKT nie widzial ich postepowania i ze
                    byl to jednorazowy "wyskok". I tu niestety za wspolodpowiedzialny uwazam
                    wszechpanujacy "permissywizm" srodowiskowy, slawetna zle pojeta "solidarnosc
                    zawodowa" - patrzenie przez palce na rozne wybryki w nadziei, ze NIGDY i NIJAK
                    nie wyjda one na swiatlo dzienne. Moja dezaprobata nie ogranicza sie tylko do
                    personelu pielegniarskiego, tak samo potepialabym fakt nieetycznego
                    postepowania lekarza i to nawet, gdyby byl moim przelozonym. W jakims stopniu
                    winien jest tu i system i szkola i otoczenie i przelozeni i koledzy i...moze
                    nawet ksiadz z parafii tych "pielegniarek" (bola mnie palce, kiedy uzywam tego
                    slowa w odniesieniu do tych 2 osob) - kazdy, gdzies po trochu uchybil w swojej
                    roli "seniora".
              • witekjs Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:07
                W zawodach, w których od pracowników zależy życie, zdrowie, wiedza, ocena dobra
                i zła, kształtowanie postaw wobec ludzi oraz zwierząt, wg mnie musi istnieć
                rodzaj "senioratu".
                Również w obecnych czasach.

                Jedynie przełożeni, którzy swoim postępowaniem, kulturą i stosunkiem do innych,
                są w stanie przekazać właściwe wzorce.
                Bez tego, młodzi ludzie nie są w stanie we właściwy sposób poznawać i wdrażać
                zasad etosu zawodowego.

                Bardzo wielu zdolnych, wrażliwych uczniów i studentów dopiero w szkole i
                pierwszych latach pracy, poznaje jej wagę oraz znaczenie dla innych i siebie.
                Nie sposób nauczyć się tego jedynie z książek i nie wszystko można wynieść z
                domu.
                Pamiętam, że w pracy spotykałem również, zaskakujaco złe wzorce.
                Na szczęście, nie były to częste sytuacje i być może byłem już na tyle
                dojrzały, że byłem w stanie ocenić to prawidłowo.

                Zrozumiałe, że nie zawsze tak bywa i może się zdarzyć, że młody człowiek
                znajdzie się pod wpływem niewłaściwego pryncypała.
                Choćby takiego, który nie interesuje się zaachowaniem i rozwojem młodszego
                kolegi...

                Chcę przez to powiedzieć, że gdy spotykamy karygodne zachowania pracownika,
                musimy myśleć również o ich przełożonych.

                Niełatwo o tym pisać i martwię się, że chyba lepiej mógłbym wyrazić to, co
                teraz czuję rozmawiając z Wami.

                Pozdrawiam. Witek
        • no_no Re: No i co z tym powolaniem? 14.10.05, 21:52
          fedorczyk4 napisała:
          > I co sie dzieje jezeli hieraria w tych zawodach zamiast oczyszczac je
          > z czarnych owiec chroni je, albo udaje ze nic o nich nie wie i traktuje je
          > jak pojedyncze przypadki.
          -----
          I co się dzieje gdy hierarchia tuszuje przestępstwa i ukrywa zwyrodnialców?
          Sprawcy pozostają bezkarni, a ich szef awansuje na świętego...
          Nie brzydźcie się czytać...Poznawajcie prawdę, ona Was wyzwoli...

          www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=6375&zaznacz=Piotr%20Zawodny
    • skrzydlate Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 17:30
      a tam kontrola, kiedy mialam 16 lat i tak robilam, co chcialam niezaleznie od
      kontroli... niechby prawo było skuteczne i mądre, to tyle
    • terem Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 21:49
      Jakie tam powołanie, w tym kontekście raczej należałoby mówić o osobach
      kompletnie niepowołanych, czyt. nieodpowiednich do pełnienia opieki nad
      kimkolwiek. Pytanie tylko, jakim sposobem takie osobniczki otrzymały tę pracę.
      Ja jestem w szoku, po obejrzeniu tych zdjęć.
      Pracuję w zawodzie medycznym, do niedawna zatrudniałam panią z tzw. personelu
      średniego. Już nie zatrudniam, ale nie z powodu braku etyki zawodowej u w.w.
      Zresztą, ja tutaj widzę nie brak etyki zawodowej, to za wysokie progi dla tych
      pielęgniarek, bo o niej nie maja zielonego pojęcia. To jest jakieś
      wynaturzenie, brak humanitaryzmu, podstawowych , ludzkich uczuć.
      Horror. i tyle.
      Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co zobaczyłam sad(
    • terem Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:19
      Mammajako, ależ ja miałam coś bardzo podobnego na myśli: powołanie, to wyższy
      stopien predyspozycji do zawodu, jakikolwiek by on nie był. Ale podstawą ,
      której , w przypadku tu przytaczanym, ewidentnie zabrakło, jest zwykła, prosta,
      ludzka PRZYZWOITOŚĆ.
      Że już nie wspomnę o rzetelności zawodowej,która nie zawsze jest wynikiem
      powołania, ale dobrze, jeśli jest. I być powinna.
      • skir.dhu Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:38
        Moze tylko czesciowo a propos ale przypomnial mi sie Znaczy Kapitan i Jego
        komentarz o tym, ze Burchardt jednak potrafil narysowac tabelke PORZADNIE. To
        sa moze te slowa klucze - PRZYZWOITOSC i PORZADNIE smile I wtedy to juz moze nawet
        byc bez powolania wink
        Skir Dhu
        • mammaja Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:50
          Ja tej historii z pielegniarkami w ogole nie komentuje - to poprostu
          obrzydliwe, co zrobily i uwazam,ze nie powinny juz ngdy wykonywac tego zawodu.
          Moi blizniacy tez byli wczesniakami (choc nie tak malymi) i pamietam niebywala
          pieczowlowitosc z jaka lekarz prowadzacy nie wyjmujac z inkubatora podlaczal
          krolowke do zylek na glowie. Chlopy wyrosly ogromne, ale gdyby nie ta dbalaosc w
          pierwszych dwu tygodniach moglo byc kiepsko. Wiec ja poprostu dostaje piany jak
          mysle, ze zostawia sie dziecko pod opieka medyczna, a te je poprostu morduja dla
          zabawy!
        • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:52
          Dokladnie tak. Niech piekarz porzadnie piecze chleb, lekarz porzadnie leczy, a
          sedzia przyzwoicie feruje wyroki. A jesli dotatkowo sprawia im to frajde - tym
          lepiej. Wszelkie misje i powolania zostawmy misjonarzom.
    • terem Re: No i co z tym powolaniem 12.10.05, 22:51
      No więc , mniej więcej o to mi chodziło: przyzwoicie i porządnie.A i jeszcze:
      rzetelnie , choć zdaje się, że to już chyba nieco zapomniane słowa... (I
      treści).
      A powołanie dotyczy wybrańców. Tak się tylko zastanawiam, czy jest im z nim
      łatwiej, czy wręcz przeciwnie... Ale to temat chyba na inną dyskusję. I w innym
      kontekście...
    • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 07:34
      Myślę, że o czymś takim jak powołanie mówić można dopiero jak ktoś "się
      sprawdzi" - wtedy słyszymy/mówimy: to lekarz/ksiądz/nauczyciel/pielgniarka "z
      powołania". Nie jestem pewna, czy ktoś wybierając jakikolwiek zawód "czuje
      powołanie".
      A co do tych pań pielęgniarek...Jakoś nie jestem przekonana, czy zasługują na
      aż takie słowa potępienia. One temu dziecku nie zrobiły krzywdy.
      Wręcz przeciwnie - zdaje się, że nie zmieniły się zalecenia, żeby wcześniaki
      były jak najwięcej noszone? Mój syn gdy się urodził miał niewiele ponad
      kilogram. Takie małe dziecko inaczej się nosi, niż 3-4 kilogramowe.

      A w ogóle to dzień dobry smile

      (Zdaje się, że ja akurat zostałam "powołana" żeby Was jeszcze
      trochę pomęczyć wink
      • mammaja Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 09:41
        Witaj Kamforo, ciesze sie ze wrocilas, chetnie dam sie pomeczyc! Jednak w
        ocenie postepowania pielegniarek mnie nie przekonasz, te dzieci o wadze
        urodzeniowej 500 g w ogole nie powinny byc wyjmowane z inkubatora. Co tu mowic o
        noszeniu...
        • felinecaline Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 12:47
          ...one temu dziecku nie zrobily krzywdy"? SKAD to wiesz, Kamforko? Jezeli
          nawet fakt wyjecia go z inkubatora i narazenie na wyziebienie nie wywolal
          natychmiastowych negatywnych skutkow to juz sam fakt, ze owe beztroskie i pelne
          fantazji panie manipuluja PACJENTEM tak, jakby byl pluszowa maskotka czy
          plastikowa lalka (jest mnostwo takich wiernie odtwarzajacych dorodne i zdrowe
          noworodki, nie widzialam jeszcze lalek - wczesniakow) jest godzien najwyzszgo
          potepienia, bo dowodzi braku najbardziej elementarnego szacunku do tegoz
          pacjenta - najbardziej bezbronnego, jakiego mozna sobie wyobrazic.
          Nigdy nie mialam dzieci, ale pare pieknych lat przepracowalam na roznych
          oddzialach pediatrycznych, w tym i neonatologii i moge cie zapewnic, ze mozna
          a nawet trzeba wczesniaczka dotykac, piescic bez wyjmowania go z tej namiastki
          macicy, ktora wciaz jest dla niego inkubator.
          • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 13:27
            "Panie pielegniarki", contra "dziadki" i "babcie" z oddzialow geriatrycznych i
            hospicjow...
            Ja tylko tak...
            Jako wielbicielka Umberto Eco (profesora, a nie powiesciopisarza) i filolog z
            zawodu zawsze interesowalam sie socjo- i psychosemantyka.
          • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 17:42
            felinecaline napisała:

            > ...one temu dziecku nie zrobily krzywdy"? SKAD to wiesz, Kamforko? Jezeli
            > nawet fakt wyjecia go z inkubatora i narazenie na wyziebienie nie wywolal
            > natychmiastowych negatywnych skutkow to juz sam fakt, ze owe beztroskie
            > i pelne fantazji panie manipuluja PACJENTEM tak, jakby byl pluszowa maskotka
            /.../

            No właśnie...co tak naprawdę oburza w zachowaniu pielęgniarek? O tym, że nie
            zrobiły dziecku krzywdy dowiedziałam się (tak jak i o "zabawie") z artykułu w
            GW. Z faktu, że szpital należy do czołówki można wywnioskować, że zatrudniane
            tam pielęgniarki wiedzą jak należy nosić dziecko i które, czy i na jak długo
            można w ogóle ruszyć z inkubatora. Pozostaje więc "jedynie" kwestia etyczna
            całej sprawy. Chcielibyśmy widzieć w przedstawicielach niektórych zawodów
            "profesjonalistów od kochania" "specjalistów od miłości". Oczywiście nie chodzi
            o seks - ten już dawno został od miłości oddzielony, sprowadzony do roli towaru
            i "wyceniony". Chodzi o tę miłość, w której "kochać kogoś" definiuje się jako
            "lubić przebywać w jego towarzystwie, cieszyć z jego sukcesów,
            martwić porażkami, wspierać w trudach, dodawać otuchy, podziwiać, nie opuszczać
            w biedzie, nie okłamywać, pomagać w chorobie, trzymać za rękę w chwili
            śmierci"...i tego typu.
            Na razie(?) jednak ta miłość zdaje się być nie do kupienia ani nie do
            nakazania. Jak i gdzie jej szukać?

            Piszecie : przyzwoitość - ona jest tym, co powinno wystarczyć. Jednak samo
            rozumienie przyzwoitości nastręcza pewne trudności. "Zachowywać się tak,
            żeby nie krzywdzić". I kogo ustawimy sędzią? "Najważniejsze jest niewidoczne dla
            oczu". Gdyby nie te zdjęcia - czy ktokolwiek poczułby się skrzywdzony?
            • nokata Re: Kamforo 13.10.05, 18:54
              kamfora napisała:

              > A co do tych pań pielęgniarek...Jakoś nie jestem przekonana, czy zasługują na
              > aż takie słowa potępienia. One temu dziecku nie zrobiły krzywdy.
              > Wręcz przeciwnie - zdaje się, że nie zmieniły się zalecenia, żeby wcześniaki
              > były jak najwięcej noszone?

              Wiesz, Kamforo, wprawdzie ostatnio baaardzo rzadko tu pisze, ale czytam i mam do tego prawo. I na razie z niego korzystam.

              Bo kilka refleksji mi sie nasunelo, nie tylko po Twoim ostatnim poscie,
              ale i po przejrzeniu caloksztaltu Twojej dzialalnosci forumowej.

              Twoja cytowana wypowiedz swiadczyc moze tylko o jednym,
              ze to Ciebie jakas pielegniarka upuscila.
              A co Twoim zdaniem byloby krzywda dla dzieci?
              Gdyby noworodki sluzyly tym dwom, konkretnym pielegniarkom
              jako splawiki do wedek (bo podobno niemowleta powinne plywac)?
              Czy jako pionki w szachach (bo podobno niemowleta powinny rozwijac sie intelektualnie)?
              A co bys powiedziala, gdyby Twoj syn, zamiast lezec w inkubatorze
              byl noszony w kieszeni uzywanego fartucha,
              razem z resztkami papierosow i okruchami po sniadaniu,
              wychlodzony?
              Albo lezal w tornbie na zakupy, marynowany we wlasnym moczu i kale??
              Aaaa, zle by bylo...?
              Jak z wypowiedzi wnioskuje, tylko dlatego, ze to Twoj syn?

              Wracajac do pierwotnej tezy, o spadaniu w mlodosci na glowke,
              zastanow sie powaznie, czy nie powinnas przejsc zajec intensywnych w grupie terapeutyczno-przystosowawczej do zycia wsrod ludzi.
              Bo wszystko sprowadzasz
              albo do Biblii,
              (chociaz ani nie masz pojecia o zasadach moralnych w niej zapisanych,
              ani ich jako calosc nie rozumiesz, ani nie potrafisz zinterpretowac)
              albo do seksu
              co by swiadczylo o nieuregulowanym stosunku do stosunku.

              Przeanalizuj swoje wyglaszane tu teorie.
              Sa nie tylko infantylne, ale i bezdennie prymitywne.
              No, ale czegoz oczekiwac od osobym ktora wychowanie dzieci kojarzy wylacznie z lekcjami katechizmu w szkole, a milosc oddziela od seksu, uwazajac ten ostatni za towar?
              Oczywiscie, zaraz (co mozna zalozyc z 99% prawdopodobienstwem, po przeanalizowaniu tego co popelniasz)podniesies wrzask:
              "A kto to jest"
              "A dlaczego tu pisze"
              "A kto mu pozwolil"
              "A dlaczego mnie akurat sie czepiles?"
              itp histerie.

              No to Ci odpowiem:
              ad 1: Nokata. zarejestrowany uzytkownik forum Gazety Wyborczej,
              ad 2: bo mam wszelkie prawa pisania na otwartych forach, jako (patrz pkt 1)
              ad 3: (patrz pkt 1 i 2)
              ad 4: bo przekroczylas wszelkie granice przyzowoitosci i zaprezentowalas tu poglady, ktore mozna zakwalifikowac jako patologiczne.
              • kamfora Nokato 13.10.05, 19:07
                Zadałeś mi kilka pytań, a ponieważ sam na nie sobie odpowiedziałeś
                więc już nie będzę się trudzić. Ja do Ciebie żadnych nie mam.
            • terem Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 19:51
              Kamforo, pytasz, jak należy się zachowywać, aby nie krzywdzić. Odpowiedż na
              pozór prosta, ale niełatwa do wykonania, jak się okazuje.Ja myślę, ze należy
              być człowiekiem i w innych osobach widzieć człowieka i to wystarczyłoby tym
              paniom, aby nie robiły sobie "zabawnych " zdjęć z bezbronną istotą Nie wiem,
              czemu tak bronisz te pielęgniarki, przecież one wykazały się kompletnym
              brakiem predyspozycji do wykonywanego zawodu. Żarty z pacjenta? Kimkolwiek by
              on nie był i jakkolwiek nie wydawałby się nam śmieszny, żałosny, bezbronny, nie
              wolno nam sobie robić z niego igraszek. Że nie skrzywdziły?? A skąd wiesz?
              To może się okazać po pewnym czasie. Tak na marginesie, to mam pytanie, czy
              takie zdjęcia,np. Twojego dziecka, narażanego jednak na utratę życia (te
              odłączone, dyndające obok płaczącego dziecka przewody), te manipulacje
              podczas "pozowania" - też wywołałyby w tobie taką falę wsółczucia dla biednych
              pielęgniarek?
              Nooo, ja tego nie rozumiem, ale pewnie głupia jestem i niedzisiejsza. Niemniej
              jednak, ja , mając świadomość, że ktoś w tak podły, bezmyślny sposób skrzywdził
              moje dziecko, nie darowałabym. Nie!
              • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:09
                terem napisała:

                > Nie wiem,
                > czemu tak bronisz te pielęgniarki, przecież one wykazały się kompletnym
                > brakiem predyspozycji do wykonywanego zawodu.

                Terem, napisałam, że nie jestem pewna, czy zasługują na aż takie słowa
                potępienia. Czy to jest "aż taka" obrona? Wydaje się, że "jedynie słuszne"
                jest w tej chwili jednogłośne potępienie tych pielęgniarek. I...co dalej?
                • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:15
                  kamfora napisała:

                  Wydaje się, że "jedynie słuszne"
                  > jest w tej chwili jednogłośne potępienie tych pielęgniarek. I...co dalej?
                  ****
                  Tak, jedynie sluszne jest w tej chwili jednoglosne ich potepianie i maksymalne
                  naglasnianie tej sprawy. Ku przestrodze dla innych, im podobnych, bezmyslnych
                  bab. A dalej? Dalej zgodnie z KK. Sprawiedliwie i przykladnie.
                  • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:35
                    mantra1 napisała:

                    > Tak, jedynie sluszne jest w tej chwili jednoglosne ich potepianie i maksymalne
                    > naglasnianie tej sprawy. Ku przestrodze dla innych, im podobnych, bezmyslnych
                    > bab. A dalej? Dalej zgodnie z KK. Sprawiedliwie i przykladnie.

                    Czy uważasz, że tylko one ponoszą odpowiedzialność?
                    • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:51
                      A kto? Kogo mozna za to winic? System? Szpital? Ich nauczycieli w szkole?
                      Przelozonych? Czy w przypadku, gdyby chodzilo o "zwyczajne" przestepstwo
                      (pobicie, kradziez, gwalt, rozboj) tez zadalabys takie pytanie?
                      • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:56
                        mantra1 napisała:

                        > A kto? Kogo mozna za to winic? System? Szpital? Ich nauczycieli w szkole?
                        > Przelozonych? Czy w przypadku, gdyby chodzilo o "zwyczajne" przestepstwo
                        > (pobicie, kradziez, gwalt, rozboj) tez zadalabys takie pytanie?

                        Jeśli popełnione zostałoby na dyżurze w szpitalu - to dokładnie takie samo
                        pytanie bym zadała.
                        • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:06
                          Czy to znaczy, ze w jakis sposob dzielisz przestepcow na bezmyslnych i
                          myslacych? A moze oceniasz szkodliwosc czynu w zaleznosci od zawodu sprawcy i
                          miejsca jego popelnienia?
                          Bo nie rozumiem Twojego stwierdzenia: "Jeśli popełnione zostałoby na dyżurze w
                          szpitalu - to dokładnie takie samo pytanie bym zadała."
                          • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:26
                            mantra1 napisała:

                            > Czy to znaczy, ze w jakis sposob dzielisz przestepcow na bezmyslnych i
                            > myslacych?

                            Nie wiem, do czego zmierzasz, ale odpowiadam, że oczywiście tak. Uważam, że
                            przestępcy dzielą się na bezmyślnych/bez wyobraźni, którzy popełniają
                            przestępstwo nazywane nieumyślnym i takich, którzy popełniają przestępstwo
                            z rozmysłem (czyli myślących)

                            > A moze oceniasz szkodliwosc czynu w zaleznosci od zawodu sprawcy i
                            > miejsca jego popelnienia?
                            > Bo nie rozumiem Twojego stwierdzenia: "Jeśli popełnione zostałoby na dyżurze w
                            > szpitalu - to dokładnie takie samo pytanie bym zadała."

                            Chodzi mi o to, że ktoś na jakiejś podstawie te pielęgniarki zatrudnił i
                            powierzył im tak odpowiedzialne zadanie, jak dyżurowanie przy noworodkach
                            nocą.
                            • skynews Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:29

                              Dokladnie,
                              napisalem juz ponizej - wywalic dyrektora.
                            • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:37
                              Do niczego nie zmierzam. Przeciez tylko dyskutujemy. OK, zrobmy taka symulacje
                              (nie taka znowu abstrakcyjna), jesli pozwolisz: Przypadek pierwszy: wyprowadzony
                              z rownowagi nauczyciel ciezko pobil ucznia, powodujac u niego trwale uszkodzenie
                              ciala. Drugi przypadek: Inny chlopak zostal napadniety przez "dresiarza", ktory
                              rowniez ciezko go pobil, powodujac trwale kalectwo i na dodatek obrabowal go z
                              pieniedzy, markowych butow, komorki itp.
                              Ktory z tych czynow jest wedlug Ciebie przestepstwem, a ktory nie, a jesli oba
                              sa, to ktory podlegalby surowszej karze. Kogo, oprocz samych sprawcow nalezaloby
                              za to winic?
                              P.S. do Sky'a : Zgadzam sie z Toba. Te baby wlasnie odwalily najwieksza tandete
                              w swoim zyciu. I powinny za to zaplacic tak, jak to przewiduje kodeks karny. A
                              przewiduje, bowiem taki czyn jest w nim sklasyfikowany.
                              • skynews Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:43

                                Przestepstwo jest pezestepstwem - wymiar kary moze byc tylko inny.
                                Twoj przyklad Mantra: wyprowadzony z rownowagi nauczyciel nie mial nigdy
                                zostac nauczycielem, nie byl perfekcjonista.
                                Dresiarz to wiadomo, nie podlega dyskusji - najwyzszy wymiar kary.
                              • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:44
                                Mantro,
                                mówiliśmy zdaje się o odpowiedzialności, a nie o wymiarze kary?
                                W przypadku nauczyciela odpowiedzialność ponosi oczywiście również dyrektor
                                szkoły. W przypadku dresiarza...a ile lat miał ten dresiarz?
                                • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:54
                                  Wlasnie o odpowiedzialnosci mowimy. I o sumieniu, o ktorym wspomniala Terem.
                                  Czy dyrektor, przyjmujac tego nauczyciela do szkoly byl w stanie na tyle go
                                  "przeswietlic", zeby przypuszczac, ze kiedys "wyjdzie z nerw" i dopusci sie
                                  takiego czynu? Czy dyrektor-administrator szpitala ma taka moc, ze moze
                                  przewidziec, ze akurat te dwie pielegniarki w ten sposob sie kiedys "zabawia"?
                                  Przeciez, gdyby tak bylo zadna z tych osob nigdzie i nigdy nie znalazlaby pracy.
                                  A dresiarz? Mial 20 lat, a wiec byl pelnoletni. Kto wiec ponosi za niego
                                  wspolodpowiedzialnosc? Rodzice? Nauczyciele? Jesli tak, to ktorzy - pani
                                  wychowawczyni, czy moze pan od Wuefu?
                                  • skynews Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 22:01

                                    Po to gosc jest dyrektorem zeby posiadal mial umieletnosc zatrudniania
                                    odpowiedniego personelu lub calkowita odpowiedzialnosc ponosi jego
                                    szef personalny - oboje maja odpowiednie do odpowiedzialnosci jaka ponosza,
                                    wynagrodzenie.

                                    A dlaczego dresiarz jest dresiarzem - dajcie spokoj bo zaraz skrzypce
                                    wyciagne i zaczne grac, tak sie rozczulilemsmile))
                                    • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 22:12
                                      Jaki piekny bylby swiat wedlug Sky'a smile)
                                      Ale na razie, w naszej rzeczywistosci sa to tylko "wishfull thinkings", czyli,
                                      mowiac po naszemu pobozne zyczenia.
                                      A dopoki sie to nie zmieni pobazuje jeszcze na starym ludowym przyslowiu:
                                      kazdy jest kowalem swego losu...
                                      ...i dobrowolnym wiezniem wlasnego sumienia (o ile takowe posiada).
                                      Mozna by jeszcze podyskutowac o roznicach miedzy czynem bezmyslnym (zabawa
                                      wczesniakami), a nieumyslnym (np. rozjechanie czlowieka, ktory znienacka
                                      wyskoczyl na szose), ale nie wiem, czy ktokolwiek mialby na ochote. Dla mnie to
                                      jednak kolosalna roznica.
                                      • skynews Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 22:31

                                        Swiat jest piekny - trzeba to tylko dostrzecsmile

                                        Zeby cos ustalic trzeba w ktoryms momencie zajac sie analiza podobna
                                        do matematycznej, rozstrzygnac o winie, karze, ewentualnie o okolicznosciach
                                        lagodzacych ujac to wszystko w jakis wymiar, ktory daje sie zdefiniowac.
                                        Jakas precyzja jest zalecana bo w przeciwnym razie przestaniemy ufac samym
                                        sobie.
                                  • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 22:08
                                    mantra1 napisała:

                                    > Wlasnie o odpowiedzialnosci mowimy. I o sumieniu, o ktorym wspomniala Terem.
                                    > Czy dyrektor, przyjmujac tego nauczyciela do szkoly byl w stanie na tyle go
                                    > "przeswietlic", zeby przypuszczac, ze kiedys "wyjdzie z nerw" i dopusci sie
                                    > takiego czynu?

                                    Zatrudniając - nie. Ale później chyba mógł zareagować na to, co się dzieje
                                    na lekcjach tego nauczyciela.

                                    > Czy dyrektor-administrator szpitala ma taka moc, ze moze
                                    > przewidziec, ze akurat te dwie pielegniarki w ten sposob sie kiedys "zabawia"?
                                    > Przeciez, gdyby tak bylo zadna z tych osob nigdzie i nigdy nie znalazlaby
                                    > pracy.

                                    Dyrektor-administrator: nie. Ale Oddziałowa? Ordynator? Lekarz dyżurny?

                                    > A dresiarz? Mial 20 lat, a wiec byl pelnoletni. Kto wiec ponosi za niego
                                    > wspolodpowiedzialnosc? Rodzice? Nauczyciele? Jesli tak, to ktorzy - pani
                                    > wychowawczyni, czy moze pan od Wuefu?

                                    Wszyscy po kolei, Mantro. Nawet, jeśli nie będzie to przewidziana KK
                                    odpowiedzialność karna.
                                    • mantra1 Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 22:26
                                      kamfora napisała:
                                      > Wszyscy po kolei, Mantro. Nawet, jeśli nie będzie to przewidziana KK
                                      > odpowiedzialność karna.
                                      ****
                                      No dobrze, to zejdzmy na chwilke z oblokow idealizmu i powiedz mi prosze, jak to
                                      sobie w praktyce wyobrazasz? Ze rodzice ofiary wystapia z powodztwa cywilnego
                                      przeciwko temu przyslowiowemu panu od wuefu, czy nawet dyrektorowi szkoly, w
                                      ktorej ow dresiarz pobieral nauki iles tam lat temu? Przeciwko ksiedzu, ktory
                                      dawal mu pierwsza komunie? W jaki sposob mozna "obudzic" odpowiedzialnosc tych,
                                      wg Ciebie wspolodpowiedzialnych osob? W jaki praktyczny sposob przekazac im
                                      chociazby jakis sygnal, ze w swym zawodzie dopuscily sie takiego uchybienia?
                                      • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 23:02
                                        mantra1 napisała:

                                        > W jaki sposob mozna "obudzic" odpowiedzialnosc tych,
                                        > wg Ciebie wspolodpowiedzialnych osob? W jaki praktyczny sposob przekazac im
                                        > chociazby jakis sygnal, ze w swym zawodzie dopuscily sie takiego uchybienia?

                                        I to jest właśnie pytanie, Mantro, które zadaję (sobie i innym) zawsze przy tego
                                        typu dyskusjach. I jeszcze jedno: w jaki sposób "obudzić" tę odpowiedzialność
                                        ZANIM dojdzie do uchybienia? Jak wyciągać na przyszłość dobre wnioski z takich
                                        doświadczeń? Czy wystarczy "przykładnie" ukarać bezpośredniego sprawcę?
            • terem Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 19:59
              A kto miałby być sędzią?
              Ależ to proste : ten sam, który towarzyszy nam na codzień.
              Nazywa się sumienie...
              I tyle na ten temat.
    • witekjs Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 16:09
      Ze smutkiem, niepokojem i gniewem czytam, od dłuższego czasu o skrajnie
      nieetycznych zachowaniach ludzi o zawodach szczególnego zaufania.

      Nareszcie przestanie się mówić o powołaniu, tylko dlatego, że ktoś pokazuje się
      w białym kitlu, koloratce, todze z łańcuchem czy akselbantach i lampasach.

      Obecnie dopiero, dzięki wolnym mediom, prowokacjom policyjnym i trochę większej
      śmiałości ludzi, nie można już ukryć niekompetencji, głupoty i niegodziwości.

      To czego dowiadujemy się o ludziach z zamkniętych środowisk "omnipotentnych"
      polityków, profesorów, lekarzy, kapłanów, sędziów i wychowawców jest czasami
      porażające.
      Do niektórych z nich może przemówić jedynie strach, przed karą i odarciem z
      niezasłużonych splendorów, ludzi z "powołaniem".

      Tylko o nielicznych i to po latach uczciwej, kompetentnej pracy.
      Dopiero po całym życiu przyzwoitych postaw, można powiedzieć, że pracowali w
      zawodzie z powołaniem.

      "Kiedy nie wiesz jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie". Dr med. Stanisław
      Słonimski /1853 - 1916/, lekarz warszawski, ojciec Antoniego.

      Pozdrawiam. Witek
      • skir.dhu Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 18:54
        A tu kolejny brak przywoitosci i porzadnosci:
        gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,52981,2964573.html
        Nie sadze zeby urzednik panstwowy pracujacy dla fiskusa musial odznaczac sie
        powolaniem smile Dobrze by jednak bylo gdyby byl przyzwoitym czlowiekem, porzadnym
        fachowcem a takze by jego wlasni przelozeni byli odpowiedzialni i rzetelni w
        tym, co robia.
        O tych pielegniarkach to mysle, ze przede wszystkim zawiodly pokladane w Nich
        zaufanie. To, ze nie wyrzadzily konkretnej krzywdy nie jest moim zdaniem az tak
        istotne, bo miara naszych poczynan zawodowych nie moze byc wylacznie "primum
        non nocere" - to jest wylacznie punkt wyjscia.
        Skir Dhu
      • fedorczyk4 Re: No i co z tym powolaniem 15.10.05, 12:05
        witekjs napisał:

        > Ze smutkiem, niepokojem i gniewem czytam, od dłuższego czasu o skrajnie
        > nieetycznych zachowaniach ludzi o zawodach szczególnego zaufania.
        >
        > Nareszcie przestanie się mówić o powołaniu, tylko dlatego, że ktoś pokazuje
        się
        >
        > w białym kitlu, koloratce, todze z łańcuchem czy akselbantach i lampasach.
        >
        > Obecnie dopiero, dzięki wolnym mediom, prowokacjom policyjnym i trochę
        większej
        >
        > śmiałości ludzi, nie można już ukryć niekompetencji, głupoty i niegodziwości.
        >
        > To czego dowiadujemy się o ludziach z zamkniętych środowisk "omnipotentnych"
        > polityków, profesorów, lekarzy, kapłanów, sędziów i wychowawców jest czasami
        > porażające.
        > Do niektórych z nich może przemówić jedynie strach, przed karą i odarciem z
        > niezasłużonych splendorów, ludzi z "powołaniem".
        >
        > Tylko o nielicznych i to po latach uczciwej, kompetentnej pracy.
        > Dopiero po całym życiu przyzwoitych postaw, można powiedzieć, że pracowali w
        > zawodzie z powołaniem.
        >
        > "Kiedy nie wiesz jak się zachować, zachowuj się przyzwoicie". Dr med.
        Stanisław
        >
        > Słonimski /1853 - 1916/, lekarz warszawski, ojciec Antoniego.
        >
        > Pozdrawiam. Witek
        >
        > Wtrace sie dopiero teraz, bo bardzo bylo instruktywne i interesujace czytanie
        Waszej dyskusji. Pozwolilam sobie zacytowac na wstepie wpis Witka jako ,z
        mojego punktu widzenia, najbardziej trafiajacy w sedno moich watpliwosci. Od
        powrotu do Polski, czyli od 5 lat rosnie we mnie niepokoj dotyczacy zaufania do
        ludzi pracujacych w wymienionych przez Witka zawodach i systemow ktore powinny
        chronic nas przed konsekwencjami ich niedociagniec. Mam takie wrazenie jakby
        jakas forma obrony zanikla, a nie powstala nowa.
    • terem Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:20
      Kamforo! Ja potępiam nie tylko te pielęgniarki, które zrobiły coś
      nieprawdopodobnego, nie mieszczącego się w mojej wrażliwości i w moim oglądzie
      świata. Możesz się ze mnie śmiać, ale tak to właśnie odczuwam: ktoś zniszczył
      mi część mojego świata, w którym człowiek jest istotą pozytywną.
      A te panie? Cóż... skoro dostały taki margines bezkarności, to skorzystały z
      niego na swój, prymitymny sposób...
      I chroń nas,Boże przed następnymi, tego typu, bezmyślnymi i szkodliwymi
      istotami!
      • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 20:51
        terem napisała:

        > I chroń nas,Boże przed następnymi, tego typu, bezmyślnymi i szkodliwymi
        > istotami!

        Wiesz, jakoś nie mogę uwierzyć, że to pierwszy tego typu przypadek. Nie mogę
        uwierzyć, że te dwie pielęgniarki są uosobieniem bezmyślności.
        Z różnych względów próbuję do tego podchodzić mniej emocjonalnie. No, ale pewnie
        nie powinnam się wychylać - mimo że to forum dyskusyjne a nie sala wykładowa.
        • skynews Re: No i co z tym powolaniem 13.10.05, 21:18

          Jakie tam zaraz przestepstwo.
          Takie przypadki byly, sa i beda - dobrze ze nic powazniejszego sie
          nie stalo.

          To taka "rutyna zawodowa", ktora w branzy medycznej jest szczegolnie zauwazalna
          i wywoluje wiecej kontrowersji niz gdziekolwiek indziej.

          Prokurator to wielka przesada w tym przypadku.
          Kary dyscyplinarne lub ostrzezenia pisemne i pouczenia oraz przeszkolenia
          wystarcza w zupelnosci.
          Jezeli ktos ma byc wywalony to tylko dyrektor placowki za niedbanie o odpowiednio wyszkolony personel - nie znosze tandety, albo cos robie perfekt,
          albo nic nie robie.
          • skir.dhu Re: No i co z tym powolaniem 14.10.05, 02:17
            Wiecie co, nie odpowiada mi wizja swiata nakreslona przez Kamfore. Nie podoba
            mi sie koncepcja totalnej odpowiedzialnosci kazdego za wszystko i wszystkich.
            Bowiem doswiadczenie wskazuje, ze jak cos dotyczy wszystkich to w praktyce nie
            dotyczy nikogo. Dlatego jestem zdania, ze tu nie ma co kombinowac w dochodzeniu
            kto, kiedy i w jakim zakresie wplynal na te 2 pielegniarki, ze postapily jak
            postapily. Istotne jest, ze mowimy o 2 doroslych kobietach wykonujacych
            okreslony zawod i majacych okreslone obowiazki. W zakresie tego zawodu i tych
            obowiazkow i w kontekscie Ich niekwestionowanej doroslosci nalezy rozliczyc Ich
            postepowanie z wczesniakiem. Wszystkie inne pomysly i dopisywanie
            kolejnych "odpowiedzialnych" to, moim zdaniem, rozmydlanie sprawy i szukanie
            usprawiedliwienia dla nagannego zachowania.
            Przeciez wiemy, ze ZA WSZYSTKO odpowiedzialna jest Ewa, ktora wmanipulowala
            Adama w konsumpcje jablka. Wszystko, czemu indywidualnie mogliby byc winni Ich
            nastepcy a wsrod nich i my sami, jest juz tylko prosta konsekwencja winy Ewy smile
            Chociaz w sumie to by bylo bardzo wygodne zyc ze swiadomoscia, ze nawet jak cos
            sie spieprzy w pracy to odpowiadal bedzie szef - alez to by bylo motywujace wink
            Skri Dhu
            • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 14.10.05, 09:10
              skir.dhu napisała:

              > Wiecie co, nie odpowiada mi wizja swiata nakreslona przez Kamfore.

              Nie przypominam sobie, żebym jakowąś "wizję świata" tu kreśliła,
              ale oczywiście może Ci nie odpowiadać. Tyle tylko, że moim zdaniem to, co Ci
              nie odpowiada jest Twoją wizją świata jaką sobie nakreśliłaś na podstawie moich
              wypowiedzi.

              Przeciwstawiając się ten niby mojej wizji piszesz, że "wszystkie pomysły i
              dopisywanie kolejnych odpowiedzialnych to rozmydlanie sprawy i szukanie
              usprawiedliwienia dla nagannego zachowania".
              Twoim zdaniem "W zakresie tego zawodu i tych obowiazkow i w kontekscie Ich
              niekwestionowanej doroslosci nalezy rozliczyc Ich postepowanie z
              wczesniakiem." A ja pytam: co dalej? Czy uznać, że to przypadek, coś w rodzaju
              mutacji, że wystarczy rzeczywiście ukarać przykładnie tylko te dwie
              pielęgniarki i problem zniknie?

              W perwszym poście tego wątku Fedorczyk zastanawia się : "Moze nalezaloby
              zweryfikowac slepe zaufanie spoleczne i zaczac ostra kontrole?"

              Feline pisze o systemie szkolenia w swoim CHU, praktycznie wykluczającym takie
              przypadki. Ale...pisze też, że nie bardzo wierzy, aby te pielęgniarki pracowały
              w próżni. Zdarzenie miało podobno miejsce w sierpniu. Mamy połowę października.
    • terem Re: No i co z tym powolaniem 14.10.05, 18:47
      To nie jest pierwszy tego typu przypadek, o nie.
      Ale jakże dobitny.
      Mnie cały czas chodzi o to, że ktoś potraktowal człowieka w sposób niegodny.
      Takie zdjęcia i zabawy, to można sobie zrobić z pieskiem lub kotkiem, ale nie,
      na litość boską( czy inną} z człowiekiem
      To jeśli mały i nie do końca rozwinięty, to ma służyć jako maskotka?
      • jan.kran Re: No i co z tym powolaniem 14.10.05, 19:55
        Ja za zwierzętami nie przepadam ale uważam że porównanie jest nietrafione.
        Trzeba mieć szacunek dla każdego życia czy ludzkiego czy zwierzęcego.
        Kran.
      • kamfora Re: No i co z tym powolaniem 15.10.05, 08:55
        Terem,
        powiedziałaś najważniejsze: "ktoś zniszczył mi część mojego świata"

        Tak jest zawsze przy przekraczaniu granic, które my respektujemy a które
        ktoś uznaje za mniej ważne. Oburza ten, który te granice przekroczył i oburza
        również brak oburzenia na tego kogoś u innych.
        Potem...przywykamy? sad
        Kierowcy przekraczający dopuszczalną prędkość nie budzą takiego oburzenia. Nie
        budzą oburzenia filmy reklamowe z udziałem dzieci.
        A bywa i tak, że czyjeś oburzenie traktujemy jako zacofanie...że oburza nas
        czyjeś oburzenie...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka