Czy zdarza wam sie toczyc "male wojny domowe", polegajace na kladzeniu
uparcie czegos w wymyslone miejsce, podczas kiedy kto inny znowu ukradnkiem
przeklada?
Ja od czasu do czasu tocze takie ciche podjazdy: np. mzonek uwielbia
wieszanie szmatki do podlogi na brzegu wanny. Zaznaczam, ze kupil specjalnie
pod kolor, jest czysciutka, ale ja stale ja przewieszam w kacik kolo
grzejnika, poczym nazajutrz "znowu jest"

Czasami tlumaczy, ze zapomina, ale
uparcie cos przeklada czy przewiesza. Obiektem glownym jest miseczka psa (na
specjalnym taborecie z wycieta dziura) ktora zima wnosi mi z sieni do
przedpokoju, ja twierdze, ze poki nie ma mrozow moze spokojnie stac w sieni,
po czym znowu spotykam miseczke pod wieszakiem. Poniewaz nie przywiazuje "az
takiej" wagi do przedmiotow, traktuje to troche jako "gry i zabawy wojenne"

Czy tylko ja tak mam ?