olga55
13.10.03, 11:14
Niw wiem wlasciwie po co pisze,chyba tylko aby podzielic sie z kimś
swoim...no i nie wiem jak to nazwać.Od wczoraj wieczorem mam po 1,5 rocznym
niemieszkaniu juz z nami moją córkę i ..psa.Rozstała sie z męzczyzną z którym
byli od 3 lat a mieszkali od 1,5 roku.W tym czasie my w jej pokoju,zrobilismy
nieco "bałaganiku"-wstawilismy komputer, stoją nasze 3 rowery.No i pies-
strasznie to to serdeczne i przyjacielskie (nie ma jeszcze roku), ale
gabaryty ma znaczne,jest mieszańcem wyżła z jakimś wielkoludem.Wzięty jako
szczeniak ze schroniska.Łazi wszędzie-wiadomo, nowe miejsce, ogon ma jak
bicz,a macha nim w kółko,jak pije wodę, to strefa "ochlapu" ma około metra.W
dodatku na razie ma na sobie kołnierz pooperacyjny, którym wszędzie biedak
zahacza.Córka w dołku, płacze, ze musi oddac psa(moj mąż alergik i dlatego w
domu nie było zwierząt, a ona o tym marzyła).Doszlismy do wniosku, ze psa nie
bedziemy oddawać(mąż stwierdził-albo sie przyzwyczaję,albo uduszę).Syn na
razie na wyjeździe -o niczym jeszcze nie wie.No i ta moja spłakana córcia,nie
bardzo wiem jak mam jej pomóc, moje życiowe doświadczenia są w tej materii są
żadne, z moim mężem jakeśmy sie zeszli, tak już bez żadnych burz jesteśmy
prawie pół wieku...Nooo chyba dosyć tego stękania.
Pozdrawiam, mocno skołowana Olga