Dodaj do ulubionych

Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach....

21.10.08, 23:45
Chodzmy na spacer poszeliscic liscmi, poki jeszcze tak pieknie
zloca sie i czerwienia....
Obserwuj wątek
    • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 21.10.08, 23:47
      A dodatkowo melduje, ze sunia juz bez fartuszka, szwy zdjete, jest
      jak nowa, a przy okazji obie zastaly "zaczipowane". Jakby one mogly
      sie zgubic smile no ale mloda zadowolona z tego, to niech ma.
      gdzie sie podziala Ewelina, Lx i inni ????
      • fedorczyk4 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 08:42
        I Luiza i Joujou i Jakotakot i Monia i no w ogóle jakoś nas mało
        pisuje, a z nowymi wątkami to już jest całkiem do bani.
        Boli mnie kręgosłup, nie mam telewizora i nie wiem kiedy będę miała
        i ile za naprawę przyjdzie mi zapłacić. Chudnę, wbrew temu co
        napisała miłosiernie moja Kuzynka, bardzo powoli, czyli nie
        stymulująco. Humor jak widać, dziesiejszego poranku, mam fatalny.
        Złota polska za oknem pociesza mnie w znikomym stopniu. Mm, cieszę
        się ze zdrowia sunismile
        Idę ze swoją poszeleścić w liściach, a potem chyba wyłączę się
        intelektualnie i psychicznie na reszte dnia, bo na dodatek właśnie
        uruchomiła mi się migrena i łeb zaczyna mi zaiwania serdecznie.
        Pasjonujący postsad
        • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 10:56
          Chudniecie jest cudownym uczuciem, daje poczucie panowania nad
          swiatem smile Musze wybrac sie do ciebie na konsultacje, a tu ciagle
          cos przeszkadza. dzisiaj Kurs komputerowy, sprawy w urzedzie, ja juz
          w ogole nie nadazam za wlasnym ogonem smile Ale liscmi poszeleszce,
          wyprowadajac samochod na polanke smile
          • joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 12:13
            >hmm tą dietą to i ja byłabym bardzo zainteresowana smile

            Poprzedni tydzień miałam bardzo pracowity,a przy tym dopadała
            mnie huśtawka nastroju.Poza tym z doskoku wpadam na działkę,żeby
            i tam jeszcze ogarnąć przed zimą-nie wiem,czy ze wszystkim
            zdążę,bo dni coraz krótsze.
            Tak właściwie to ja się muszę odmeldować na jakiś czas.
            W nocy z czwartku na piątek wyjeżdżam na dwudniową wycieczkę
            z pracy,odwiedzę południe Polski-w niektórych miejscach już
            byłam więc dla mnie to nic ekscytującego(Nysę zaliczę po raz
            pierwszy),ale lubię jeżdzić więc przewiozę tyłek smile
            Po powrocie będzie pakowanie maneli w błyskawicznym tempie i
            przeprowadzka na czas remontu do mieszkania koleżanki,która
            na stałe mieszka poza krajem.Jej mieszkanko fajne,ale bez
            internetu,niestety sad Majster nas zaskoczył i oświadczył,że
            chciałby wejść kilka dni wcześniej niż było ustalane.
            Nie bardzo mi to pasuje,bo na Wszystkich Świętych zjeżdża się
            rodzina i w ogóle jestem w powijakach,ale wiadomo,jak teraz
            jest z tymi fachowcami więc nie ma co grymasić.
            Nie wiem,czy uda mi się jeszcze zajrzeć na forum(może na chwilę
            z doskoku),ale w grudniu powinnam wrócić do domu,a jednocześnie
            do Was smile
            Pozdrawiam wszystkich cieplutko w ten pochmurny dzień!
            • jutka1 Powrotnie 22.10.08, 19:46
              Przeżyłam. Jakoś. Jestem na nogach od ponad 15 godzin, przede mną jeszcze z 5,
              dwudziestogodzinny dzień, nieźle. uncertain//
              Nie żałuję, że pojechałam, chociażby (choć nie tylko) dlatego, że pogadałam z
              szefem. Nadajemy na tej samej fali, mamy te same opinie o sprawach i ludziach, i
              o następnych krokach i priorytetach, co mnie cieszy, bo już myślałam, że błędnie
              rozumuję.
              Ale drugi raz w podróże służbowe ze wstawaniem o czwartej nie dam się wrobić, o
              nie. Dzień wczesniej i normalny sen w hotelu, sękjuwerymacz.

              Poza tym... palec, na który wczoraj rzucił się telewizor spuchł jak bania, jest
              koloru śliwki węgierki, pod paznokciem też. sad Szef mi kazał zrobić
              prześwietlenie - zobacze, czy rano bedzie mniej boleć. Bo boli jak jasna
              cholera. Całe szczęście, że to lewa ręka, i palec serdeczny, i a) mogę pisać
              długopisem, i b) mogę pisać na klawiaturze.

              Tyle raportu. Idesenalać rumu z Martyniki, z lodem, sokiem z cytryny i wodą
              gazowaną. Z reguły unikam mocnych alkoholi, ale dzisiaj robię wyjątek. Należy mi
              się. Jestem zmęczona, naprawdę zmęczona.
              • mammaja Re: Powrotnie 22.10.08, 19:59
                Jutencjo, zmeczona - ale jakie ciekawe masz zycie! palca nie
                lekcewaz, telewizory bywaja nosnikami wielu chorob smile
                • jutka1 Re: Powrotnie 22.10.08, 20:12
                  Mammajko, w takie dni, jak dzisiaj - wolę mniej ciekawie i mniej zmęczenie (czy
                  takie słowo istnieje? big_grin)
        • kierownica285 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 12:49
          Na odchudzanie najlepsza operacja wink)) Ja miałam dwa tygodnie temu
          i........schudłam 7 kg smile Efekty rewelacyjne smile
          (czarne poczucie humoru)

          pozdrowionka smile
          • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 14:28
            Zgadzam sie z toba, ale niestety po trzech latach udalo mi sie
            nadrobic te kilogramy, a na nowa operacje nie wybieram sie!
    • dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 21:40
      No, nie ma u nas tłoku ostatnio...
      Cześć Jutku po krótkiej i intensywnej podróżysmile
      Ja sobie nalać nie mogę z racji diety...sad((
      Mm, cieszę się że psisko już zdrowesmile
      Joujou, będziemy czekać, ale swoją drogą to jakiś kataklizm
      remontowy u ciebie!!!
      dziś po południu zabraliśmy się z Arturem za walkę z pnączem, zwanym
      rdestem, które w tym roku osiągnęło już naprawdę nieprzyzwoite
      rozmiary. Rośnie toto pod płotem od 10 lat i właśnie dotarło do
      czubka świerku rosnącego w rogu ogrodu, a mającego ok. 30 m, po
      drodze oplotło się wzdłuż drutów elektrycznych i zwisnęło ze szczytu
      latarni, tworząc żywą kurtynę... tego co wisi na drutach nie tykamy,
      chyba trzeba wezwać energetyków, ale ze świerka ściągnęliśmy górę
      badyli i leży na kupie wysokości człowieka. Mieliśmy to jutro
      spalić, ale w nocy ma laćsad Jutro ma przyjechać szklarz i zdjąć do
      wymiany szyby w sypialni, przez kilka dni będziemy chyba marznąćsad
      Poza tym, jak to jesienią nieco podupadły nastrój, więc zaraz wezmę
      książkę i skoczę pod pierzynkę wygrzać wygłodzone ciało...
      Pozdrawiam, D.
      -
      • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 23:16
        No to ja dodam, ze jutro tez zaczynam remont na poddaszu, musze
        wyszykowac dwa pokoje niewielkie, jakby tu miala pomieszkiwac mloda
        rodzina. Mam nadzieje, ze nie na dlugo smile Ale zawsze to pied-a -
        terre, a nie bylo malowane od wyprowadzenia corki, juz ladnych pare
        latek. no i podloga tez wola o cyklinowanie. Ech, zycie...
    • luiza-w-ogrodzie Odlatuja nie tylko liscie - wieje jak w kieleckiem 23.10.08, 05:22
      Od dwoch dni wieje silny zimny wiatr z poludniowego zachodu i jest
      przerazliwie zimno czyli 15 stopni + wiatr = okolo 6 stopni. Wczoraj
      w Gorach Blekitnych (80 km od Sydney City) spadl snieg, co nie
      zdarzylo sie w pazdzierniku od 10 lat. W ogrodzie zaliczylam cal
      deszczu (przynajmniej na cos sie przydal ten zimny front pogodowy).
      Kroliki i kury niemal zostaly wywiane przez plot do sasiadow. A bylo
      juz w tym miesiacu 36 stopni i wszystkie zimowe ciuchy powedrowaly
      do szaf. Brr. Jutro ma sie ocieplic a od soboty bedzie kilka dni z
      temperaturami okolo 30 stopni, akurat w sam raz na piknik i
      zaliczenie corocznej plenerowej wystawy rzezby na plazy Sculpture by the Sea.

      Siedze na werandzie i patrze jak park tanczy na wietrze. I tak jest
      lepiej - wczoraj w okna zacinal poziomy deszcz!
      http://fotoforum.gazeta.pl/3,0,1525975,2,6.html
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówi Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • luiza-w-ogrodzie Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 07:01
        Ha, okazuje sie ze wczoraj byl najzimniejszy dzien od 1978 roku a
        nie od 10 lat. W City dzienne maksimum tylko 14.3 stopni (przecietna
        dla pazdziernika to 22 stopnie). Poniewaz mieszkamy dalej od
        wybrzeza, bylo u nas na pewno zimniej, nawet nie liczac wiatru. Za
        oknem szare chmury, chyba pojde do kuchni zaczac robic obiad zeby
        sie rozgrzac :o)

        Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
        .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
        Australia-uzyteczne linki
        • mammaja Re: Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 11:20
          Witaj Luizo - rankiem w Panoramie obejrzalam anomalia pogodowe w
          Sidney, nieslychane wyladowania atmosferyczne i snieg przywiany z
          gor. Myslalam o tobie - no i jestes smile
          U nas mokro i pochmurno, nie moge znalezc jednego papiru (zam.) -
          ale za to znalazlam kilka innych. Musze zmienic organizacje swoich
          wciaz naplywajacych papierzysk. Podoba mi sie sygnaturka Luizy -
          narazie chcialabym wybrac te pierwsza altrnatywe smile Milego dnia!
          • verbena1 Re: Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 16:42
            Nie poszlam dzis do pracy. Lekkie przeziebienie, bol gardla,
            zazwyczaj w takich przypadkach biore aspiryne i ide do pracy ale
            dzis zbuntowalam sie i rozzloscilam na siebie.
            Czy musze zawsze byc taka "przodownica pracy",ktora nigdy nie
            choruje i nie opuszcza pracy bo jest potrzebna ludziom i bez niej
            ani rusz? Nie musze. Czas na zaopiekowanie sie soba a nie tylko
            innymi.
            No tak ,dobrze mowic, kiedy malzonek tez chory a on choruje bardzo
            teatralnie i glosno. Slania sie i telepie z zimna, jeczy i wzdycha.
            Jak tu chorowac w takiej sytuacji.
            Poczekam na lepszy momentsmile

            Witam odkopana z ogrodu Luize. Milo Cie znow czytacsmile
            Mammajko, powiekszenie sie liczby domownikow nie przyniesie Ci chyba
            upragnionego spokoju, chyba ,ze zabarykadujesz sie w piwnicysmile
            • fedorczyk4 Znowu chciało mnie zabić 23.10.08, 18:21
              Przez pół dnia jeździłam i obwoziłam. I co najmniej trzy razy
              chciało mnie zabić. To jest coś niesamowitego jak człowieka w jego
              małym autku, większe auto próbuje bez widomego powodu zabić. A
              Dziecinka wróciła do domu spłakana, bo zapomniała podpisać bilet
              miesięczny i zaliczyła mandat i kupę obraźliwych uwag. Pouczyłam
              Dziecinkę że: robi sie wdech, wydech(razy trzy, li cztery), potem
              przeprowadza sie spokojne uswiadomienie swiadosci. Spokojnie wydycha
              razem ze złą karmą brzydkie słowa i łagodnym głosem tłumaczy
              kanarowi że jest wyjatkowo źle wyedukowana jednostką pozbawiną
              wszelakich wskaźników inteligencji i emocji.
              • mammaja Re: Znowu chciało mnie zabić 23.10.08, 20:47
                To straszne Fed! Polowali na ciebie! Ja zaliczylam klaustrofobiczny
                powrot do domu w kolumnie nacierajacych na siebie aut, coraz gorzej
                to znosze!
                Verbeno - to ma byc na krotko! Dom, w ktorym syn sie zdecydowal
                kupic mieszkanie ma byc niedlugo gotowy. Ale kto to wie???
                Przezciez nie odmowie mu dachu nad glowa, kiedy dwoje starych
                egoistow rozpycha sie na znanej ci powierzchni. Taki los nas, matek.
                (swoja droga moglby nadal mieszkac w 53 m, jakie dotychczas
                zajmowal.) Ale to zbyt skomlikowane, zeby tlumaczyc. Tamto
                mieszkanko narazie wynajme i przynajmniej bedzie oplacony czynsz
                itp. Ale wszytko to rzeczywiscie oddala mnie od swietego spokoju,
                przybliza za to posiadanie w domu dzidiusia smile
              • luiza-w-ogrodzie Re: Znowu chciało mnie zabić 24.10.08, 00:18
                Fed, czas kupic jakas pancerna terenowke albo ciezarowke, wg mnie
                tylko tak mozna sie w miare bezpiecznie poruszac po Warszawie. Ja
                bym tam nawet nie jezdzila niczym, chyba ze czolgiem :o)
                Przyzwyczailam sie ze jezdze po czteromilionowym Sydney malym
                autkiem od kilkunastu lat i nikt nawet nie probowal mnie zepchnac na
                sasiedni pas a co dopiero zabic...

                Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
                .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
                Australia-uzyteczne linki
    • dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 23.10.08, 21:36
      Witaj powrócona na F-łon, Luizosmile))
      Cieszę się, że znów coś słychać ze świata "do góry nogami"!
      Popodziwiałam bujną roślinność, do tego stopnia nieznaną, że ino po
      kolorach w opisie co nieco zaczaiłamwink
      Fed, kuzynko droga, nie daj się szalonym stołecznym kierowcom! 
      Moje dziecię też wraca po trzytygodniowej wyprowadzce i muszę
      przyznać, że przywykam coraz bardziej do spokojnego życia we
      dwoje... to zdecydowanie dobry pomysł, by młode pokolenie w pewnym
      momencie poszło na tzw. "swoje", a my po trudach wyprowadzania ich
      na ludzi, żebyśmy mogli pobyć dla siebiesmile no i na tyle się
      znudzić, żeby znaleźć frajdę we wnukach!
      Szklarz nie przyszedł, ale ma być jutro, to może i dobrze, bo w nocy
      ma być 0 stopni, brrr....
      Ja natomiast, przed corocznym spotkaniem całorodzinnym na
      barszczyku, idę sobie jutro odświeżyć coafiurę, co niestety
      pochłonie 3 godziny z cennego dziennego światła...
      Trzeba pamiętać, że z soboty na niedzielę zmieniamy czas na zimowy.
      Pozdrawiam i idę pogapić się w tv. Kiszki mi marsza grają, ale
      się trzymamsmile
      • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 23.10.08, 22:18
        Moja przyjaciolka mieszkajaca "pod Krakowem", gdzie spedzam
        najmilsze chwile, pisuje do mnie maile, ktore czytajac umieram ze
        smiechu. Ostatnio opisala wydarzenia jednego dnia. Moze troche
        zacytuje, zmieniajac imiona, zeby was rozbawic:
        " potem pan Sławek nie mógł sobie poradzić z Pasatem (kon), który
        mu zjadał obrane jabłka ze skrzynek, potem udało się nam coś
        zjeść i S. pojechał do P. a do nas przyszła córka Sanków na lekcje i
        jak sobie ćwiczyła to zaczął po obejściu szaleć Pasat, a przed bramą
        stał człowiek z zamku i powiedział, że na ich parkingu stoi siwy
        koń. Już było słychać, że p. Marysia porzuciwszy gotowanie obiadu
        wyłapuje tego konia czyli Prerię, która już niejednokrotnie do nas
        przychodziła po ucieczce ze swojej stajni, ale zawsze w
        towarzystwie Deserata, tym razem była sama i bardzo zdenerwowana,
        ale dała się przepchnąć przez furtkę i połączyć z Pasatem, S.wziął
        dziewczynkę po lekcji fortepianu i pojechał na próbę chóru .
        Wówczas przyszedł do nas p. właściciel Prerii i powiedział, że koń,
        którego schwytaliśmy pod zamkiem to ,nie jest jego i on nie ma
        pojęcia czyj. Więc zawiadomiłam policję a p. Marysia z pomocnikami
        osadziła oba konie w naszej stajni i miał być spokój. Wtedy
        zadzwoniła Alka z pytaniem, czy jej córeczka jeszcze u nas ćwiczy,
        bo nie ma jej w domu a była to już 19-ta. I że ktoś jednak chyba był
        w domu, bo papier toaletowy jest inaczej usytuowany, ale nie wiadomo
        gdzie jest Gosia. Kolejny telefon rozwiązał zagadkę konia, czyli
        zgłosiła się mało mi znana właścicielka, która od niedzieli ma te
        klacz i przyjdzie po nią jutro rano, a kolejno p. Alka odnalazła w
        domu córeczkę, która była, ale tak się schowała, że mama jej nie
        zauważyła."
        To tylko maly wycinek dnia na wsi, ale uwazam, ze historia o
        zagarnietym koniu jest piekna!

    • luiza-w-ogrodzie Piatek i wreszcie cieplej 24.10.08, 01:56
      Za oknem wreszcie slonce, choc po niebie snuja sie wysokie biale
      chmury. Wiatr zelzal. Siedzac na sloncu czuje sie ze grzeje. Caly
      weekend ma byc goracy i sloneczny.

      Czy juz mowilam, ze od srody pracuje w domu? Managerstwo sie
      pochorowalo, potem poszlo na dwudniowy urlop, kolezanka z
      sasiedniego biurka pojechala na wakacje do Egiptu a drugia kolezanka
      po serii chorob dzieci sama padla. Tak wiec zamiast siedziec sama
      jak palec w klimatyzowanym biurze siedze w towarzystwie
      wrzeszczacych kakadu na wlasnej werandzie.

      Z kuchni dolatuje ostry zapach tajskiego rosolu (imbir, czosnek,
      liscie kaffir, sproszkowany korzen kolendry, pasta z chili, kilka
      posiekanych lodyg trawy cytrynowej, kilka udek kurczaka, mleko
      kokosowe) i marynaty do miesa (znowu imbir i czosnek, slodka sherry,
      sos sojowy, miod i majeranek). Sa tego duze ilosci, bo znowu
      zaprosilam kilkoro przyjaciol na kolacje po pracy.

      Ostatnio co tydzien robimy sobie wlasnie takie piatkowe kolacje albo
      sobotnie lunche, w zestawie 4-5 rodzin. Jest wiosna, wiec mozemy
      siedziec na dworze, dopoki komary nie zaczynaja ciac. Gadamy o zyciu
      duchowym, seksie, jedzeniu, sztuce (wsrod nas jest dwoje malarzy i
      jeden muzyk), ogrodach, wychowaniu dzieci oraz remontach (dwa lata
      temu wszyscy kupilismy domy w odstepie kilku miesiecy, nic o tym
      nawzajem nie wiedzac). Jest wiosna. Jest dobrze. Czego i Wam zycze,
      kryjac sie w
      szeleszczącym gąszczu uroczynu

      Luiza
      • jutka1 Re: Piatek i zimno 24.10.08, 10:59
        Chyba nam podeslalas swoje zimno, Luizo. smile
        Juz czuc jesien. Pachnie opadlymi liscmi i dymem (chyba zaczeli palic w
        kominkach?), powietrze jest krystaliczne, zimno. Na tarasach wlaczaja juz
        ogrzewanie.
        W mieszkaniu strasznie goraco, spokojnie mozna lazic w tiszercie i na boso. Spie
        przy otwartym oknie, zeby sie nie uduscic. wink))

        W porze lunchu rozpoczynam week-end, bo po poludniu biore pol dnia urlopu.
        Jippi. smile))

        Milego dnia smile
    • luiza-w-ogrodzie Odchudzacie sie dietami??? 24.10.08, 03:16
      Mialam troche czasu na czytanie forum i wlasnie zobaczylam, ze kilka
      z Was sie odchudza przy pomocy diet. Jestem zbulwersowana. Diety nie
      odchudzaja na stale, wiecie to, prawda? Odchudza zmiana sposobu
      zywienia i sposobu zycia _na stale_ nie na jakis czas. Mniej TV,
      wiecej ruchu. Mam nadzieje ze cos takiego robicie?

      Moja ponad 70-letnia Mama zrezygnowala z pieczonych mies i wydziela
      sobie slodycze (tylko po poludniu do kawy) a przy tym w sezonie
      pracuje w ogrodzie. Schudla 7 kg i mniej bola ja stawy. Zima bedzie
      chodzic na gimnastyke zamiast do ogrodu. Polecalam Jej Uniwersytet
      Trzeciego Wieku, ale jakos nie byla zainteresowana. Zima w Polsce
      jest bardzo niezdrowym okresem...

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówi Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • fedorczyk4 Re: Odchudzacie sie dietami??? 24.10.08, 07:40
        Ta "dieta" właśnie na definitywnej zmianie sposobu żywienia polega.
        Nie wiem czemu Dado kiszki grają. Musze się zapytać, ja jestem non
        stop przejedzona, pomimo że jestem w fazie 3 tygodniowej
        restrykcyjnej. To jest przepisane lekarzem, po licznych analizach i
        badaniach łącznie z elektrokardiogramem. I źre się 5 razy dziennie!
        • mammaja Piatek 24.10.08, 11:00
          Znowu ladny dzien, co nie znaczy nie klopotliwy smile Ale lepiej, kiedy
          przy niebieskim niebie, chociaz nie tak bezkresnym jak w Australiismile
          ledwo przez chmury kawalek blekitu przebija. Ale to juz cos.
          pozdrawiam i znikam do wieczora smile
          • lablenka_x Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 24.10.08, 12:35
            Kalendarzowo od środy.
            W środę lało u nas jak diabli.W czwartek wiało...jak diabli. Dziś
            pierwsze białe dachy i skrobane samochody ukazały się mym ooczom
            zaraz po przebudzeniu.
            Teraz niebo błękitne i czyste, mrozik czuć w powietrzu,mimo,że 5+ no
            i słońce świeci, a i nadal złoci się, czerwieni i szeleści.
            Oby jak najdłużej.
            Dziś byłam u lekarki, z wynikami.O dziwo są lepsze od
            ubiegłorocznych, fatalnych.Piszę, o dziwo,bo żadnych specjalnych
            leków nie brałam oprócz antybólowych.
            I chyba się polubiłyśmy z panią dochtór,ja dziś jej porad udzielałam
            hahaha.
            Witaj Luizo. Jestem pod wrazeniem tej fotki z wałem burzowych chmur.
            Niesamowita,aż ciarki po skórze przechodzą.
            Mammajko, my tez po tym 27 letnim domem jak tramwajem , robimy sie
            samolubnymi sobkami jesli chodzi o mieszkanie. Widac organizmy musza
            odreagować.
            Dziewczynom spadku wagi zazdraszczam ,bo i ja min 5 kg zrzucić
            powinnam, ale jakoś tak mnie polubiły,że nie chcą mnie opuścić.
            Dziś oglądałam stroiki na groby, cholerra jakie ceny, chyba
            kwiaciarze pogłupieli.
            Nadal przepisuję pamiętnik - wujek jest już w Haynau (dzisiejszy
            Chojnów), dojechali i spotykają się z pierwszymi pruskimi metodami
            wychowawczymi w armii, 37 Pułk Fizylierów
            Krotoszyńskich.Każde,drobne, przewinienie - kara śmierci.Dla mięsa
            armatniego.Przewinien było na tyle dużo,że podczas wyczytywania ich
            całe 1000 chłopa, jak w litanii,powtarzało za oficerem "Kara
            śmierci".

            Oby słońca i pogodnej jesieni starczyło nam na jeszcze kilka
            dni.Pozdrawiam szeleszcząco, zółtawo ,złociście.

            Werbeno, co to znaczy chorować o tej porze roku? Zostaw to świństwo
            na szary deszczowy listopad.Wówczas łózeczko, książeczka, syropiki
            itp.Faceci tak mają,że chorują teatralnie.
            • verbena1 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 24.10.08, 19:21
              Chorujemy sobie dalej, tzn, ja chodzaca, gotujaca obiad ale
              malzonek narobil mi wczoraj strachu.
              Lezal pod dwiema koldrami i telepal sie z zimna. Zmierzylam mu
              temperature i az oslupialam - 39,7 ! Zadzwonilam do lekarza
              dyzurnego w szpitalu, ten kazal podac lek przeciwgoraczkowy i gdyby
              nie zadzialal przywiezc delikwenta do szpitala. Na szczescie
              goraczka zaczela spadac, dzis jest na tyle lepiej ,ze maz zasiadl
              przed komputerem.

              W kwestii odchudzania powiem tylko ,ze schudlam ostatnio znienacka i
              bez zadnej dietysmile Pije duzo miegazowanej wody mineralnej i nie jem
              slodyczy, bo nie mam na nie ochoty.
              Nie bede dalej sie madrzyc ,zeby nie draznic niektorych, wiem jak
              opornie idzie jesli sie czlowiek na cos nastawi. Np,na rzucanie
              palenia, do czego nastawiam sie juz od dawna i nic.
              Trzymam kciuki nieustajacosmile

              Widzialam wyczyny forumowych Warszawianek za kolkiem, podziwiam je
              za odwage i determinacje. Trzeba miec stalowe nerwy aby wytrzymac w
              tej dzungli pelnej lampartow, hien i sepowsmile
              • mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 12:08
                Sobota zachmurzona. Dwa rodzaje obiadkow juz zrobione - jedyny
                sposob, zeby miec jutro swiety spokoj!
                Verbeno - zycze zdrowia - chorujacy facet w domu to trudny
                pacjent smile
                Lx - robisz wspaniala rzecz - juz dawno powinnam sie przepisywanie
                niektorych listow, niezmiernia ciekawych, z przelomu wiekow. Jest w
                nich, oprocz spraw rodzinnych, ocena sytuacji na Ukrainie na
                poczatku XXw, zupelnie nie przystajaca do pozniejszych wydarzen i
                wiele ogromnie ciekawych opinii. Obym jeszcze zdarzyla tym sie zajac!
                Strasznie duzo mam dzisiaj w planie, wiec narazie znikam smile
                • fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 13:40
                  Kot dzisiaj się ze mną wykąpał. U niego przerost ego wyraża się tym,
                  ze z byle naczynka nie pija. Miednice, umywalki, kryształowe
                  kiliszki, a dzisiaj, w końcu czemu nie, z wanny w której się
                  wylegiwałam. I zjechał do wody, wbrew pozorom nie stało się dla
                  niego podstawowym problemem jak sie z wanny wydostać, ale jak
                  zachować godność.
                  • foxie777 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 17:27
                    Co do diety, to ja tez uwazam, po prostu staram sie jesc
                    mniejsze porcje.Na szczescie nie mam "sklonnosci" do slodyczy i
                    to mnie ratuje.
                    Fed, nawet boje sie skomentowac twoja ostatnia przygode.
                    U mnie pogoda sliczna,i tak juz bedzie do maja.
                    Po 2o latach moj materac wreszcie zrobil klape i na razie jezdzimy
                    po sklepach i probujemy.Mam juz dwa ktore wchodza w rachube.
                    Droga to przyjemnosc.
                    pozdrowienia dla wszystkich
                    • mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 23:42
                      bardzo wypelniony dzionek mialam, malowanie trwa, bylam u
                      dziewczyny, ktora prowadzi zarsztaty decupage'u, robi przepiekne
                      przedmiociki - bardzo efektowne na prezenty grudniowe. tez sie
                      podszkole, planuje takie warsztaty dla naszych sluchaczek. No i
                      jeszcze z poswiecenim pomalowalam mlodej wlosy, dobrze ,ze jutro
                      wstajemy godzine pozniej, chociaz osobiscie nie lubie tej zmainy
                      czasu i wczesnego zmierzchu!
                      • fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 07:41
                        Kto wstaje później, ten wstaje później. Mojej zwierzynie nikt nie
                        zmienił godziny na zimową. Osobiście te zmiany uważam za kretyńskie,
                        ale ani mnie grzębią, ani mnie zieją. Decoupage, piękna rzeczsmile A
                        włosy postanowilam pomalować sobie sama! Zobaczymy co z tego będzie.
                        W razie czego zawsze mogę zgolić, szybko mi rosnąwink. Bywałam już
                        cimno fioletowa z blikiem który mi szedł ode łba jak w komiksie,
                        platynowo blond, czarna, ruda, w wersji tak płomiennej że to cud że
                        mnie woda nie oblali, bo istny ogień miałam na głowie. Niczego się
                        moje kłaki nie boją. Ułożyć sie ich nie da, uczesać też nie, kolorek
                        taki jakiś niedookreślony mają z natury i od zarania życia wyglądam
                        jak miotłą zwieńczona, ale mają jedną zaletę. Czego bym im nie
                        zafundowała, tlenienie,(raz udało mi się zrobić to 3 razy w ciagu 10
                        dni) farbowanie, peerelowskie trwałe i inne doświadczenia, a one
                        uparcie przy mnie trwają i nie wyłażą. Ja bym wylazła, przy takim
                        traktowaniu.
                        Za oknem niebo łagodnie przechodzi z szarości w szroniebieskość. Ma
                        być chłodno. Szkoda. Moja róża chyba zrezygnuje z rozkwitania
                        nabrzmiałymi pąkami które się na niej puszą w liczbie 6.
                        Foxie, to nie ja miałam przygodę, tylko Pan Kot. Ja byłam tak jak
                        zawsze w jego przypadku, jedynie zachwyconą wszystkim co robi,
                        publiką.

                        Mniej jestem zachwycona tym co robi Dziecinka. Została na noc u
                        swojego chłopaka. No i nie podoba mi się, acz chyba nieracjonalnie.
                        18 lat ma? Ma. Zabezpieczona jest? Jest, sama o to zadbałam.
                        Uczciwie mnie pyta o pozwolenie, zamiast twierdzić że pójdzie na noc
                        do Czarnej Julki? Uczciwie pyta. Niby wszystko jest w jakiejś
                        normie. Czyżbym była wrazliwa na: Nie uchodzi, nie wypada, co Maćma
                        powie i reszta świata powie? Ciekawostka przyrodnicza.

                        W przeciwieństwie do Dado chudnę w żółwim tempie i jakoś tak
                        wybiórczo. Co nie znaczy że np. chudnie mi lewe udo, a prawe nie.
                        Inna sprawa że takie coś mogłoby być spektakularne.
                        Maćma dziwi się że szykuję sobie wymyślne posiłki. A ja nie chcę
                        znudzić sie dieta, tylko wprowadzić takie jadło na zawsze, jak to
                        słusznie sugeruje Luiza (Tyyyy nie znikaj znowu). Wczoraj łosoś en
                        papilliote, czyli z piekarnika, zawinięty w folię alu, polany
                        odrobiną oliwy, z plasterkami cytryny, koprem, posmarowany grubą
                        solą i pieprzem cytrynowym, a do tego cukinia pieczona na ostrym
                        ogniu z czosnkiem, za surowiznę robiły ogórki małosolne.
                        No niby chudnę, ale przy tej szybkości, mam przed sobą minimum pół
                        roku zabawy nim dojdę do "siebie", zakopanej pod grubymi złogami
                        tłuszczu. Może dzięki temu uniknę za to efektu jo-jo. Coś za coś.
                        Tylko jak ja przezyję wieczór sushi? Kocham sushi, a nie wolno mi
                        nawet ptrzeć na ryż przez kilka tygodni jeszcze. I nie mogę po
                        prostu nie pójść, ani nijak sie wymigać, bo ten wieczór jest u mnie,
                        a sushi robimy z córką przyjaciółki której są urodziny!!
                        Choć jakby pomyśleć to raz udało mi się opuścić przyjęcie które
                        odbywało się u mniewinkPodobno, nawet z godnością obeszłam wszystkich
                        gości żegnając się, zaczem zamknełam za soba drzwi sypialni.
                        Ale w moim wieku to już nie uchodzi.
                        Suka skuczy, idę nad Wisłę, miłej niedzieli Wam zyczę.
                        • mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 13:37
                          Droga Fed, w praktyce nic nie jest proste!!!!
                          Piszesz "zabezpieczona jest". Rozumiem, ze przed niepozadanym
                          macierzynstwem. Ale czy to wszystko przed czym chcialoby sie
                          zabezpieczyc nasze corki? Wiem, ze nie ma madrych na zabezpieczenie
                          przed zranieniem uczuc, calym bagazem psychicznym zwiazanym z
                          pozyciem seksualnym. Wcale mnie nie dziwi twoj wewnetrzny niepokoj.
                          Ma 18 lat, jest "dorosla". Ale czy dojrzala? Nic nie poradzisz,
                          dobrze ze mowi szczerze dokad idzie. Ale serce jest niespokojne -
                          mamy bagaz doswiadczen - dobrych i zlych, niestety nic z tego nie
                          mozemy przekazac naszym dzieciom. Musza same "doswiadczyc", a
                          chcialoby sie im pomoc. To taka refleksja matki do matki smile
                          Z czym bedzie suszi??? nie jesz , to chociaz opisz!
                          Dzisiaj mzonek mnie wkurzyl, wnoszac mi do domu kwiaty tarasowe bez
                          uzgodnienia. Niektore wcale nie potrzebnie, mam zamiar je troche
                          przesadzic lub zlikwidowc. I jeszcze dumny z siebie, a niech sobie
                          stoja teraz na stole, mam inne plany! Jest slonecznie i moze
                          pstrykne jakies foty.
                          • jan.kran Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 16:32
                            Fed zamiast sushi zrób sobie sashimi smile
                            • foxie777 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 20:37
                              JanKran, nigdy mi nie napisalas czy zrobilas lososia
                              moim sposobem no i czy sie udal?Mam nadzieje ze tak.
                              Fed doskonale zrozumialam, ze chodzilo o kota, ale jakos mi sie
                              wydaje ze koci temat nie jest tu popularny.Moze rzeczywiscie za duzo
                              zdjec wklejalam, ale to byly moje proby fotograficzne a temat
                              memu sercu mily, choc nie tylko.
                              Kupilismy przed chwila nowy materac.Przywioza w srode, i zabiora
                              stary.Juz sie nie moge doczekac, bo mam klopoty z kregoslupem
                              a ten ponoc ma byc super.Zobaczymy.
                              Ja pewno jestem starodawna, ale u mnie zasada byla ,ze jestes
                              dorosly jesli placisz rachunki i potrafisz sie utrzymac.
                              Moj syn, ktory juz oczywiscie jest samodzielny, musial mieszkajac
                              z nami przestrzegac pewnych regul,miedzy innymi nie bylo
                              mowy o przyprowadzaniu na noc tzw girlfriends.Nawet nie mial z tym
                              problemu, bo chyba sie troche krepowal.Czy chlopak Twojej corki
                              ma wlasne mieszkanie?.
                              Pozdrawiam deszczowo

                              • fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 22:09
                                Foxie, chłopak Dziecinki ma własne mieszkanie, pracuje i studiuje.
                                Nie są, Bogu dzięki zaręczeni i mam nadzieję że jej się jeszcze
                                dziesięć razy zmieni. A nie wyobrażam sobie nocowania u "teściów"
                                bez jakiegoś stałego związku.
                                • mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 23:14
                                  Nawet byla juz kiedys na ten temat dyskusja i ja takze nocowalam
                                  wielokrotnie chlopaka corki w goscinnym pokoju, nie wyobrazam sobie
                                  mojego malzonka tolerujacego inny wariant we jego domu. takie juz
                                  zwyczaje smile
                                  poniewaz jakos malo fotek w tym odcinku zlaczam jesienne widoczki z
                                  dzisiejszego dnia - az dziw, ze jeszcze tak kwitna - dopoki mroz nie
                                  zwazy sad

                                  http://images34.fotosik.pl/388/b180e5b61269be83.jpg
                                  http://images50.fotosik.pl/24/756ff72df4d241bc.jpg
                                  http://images28.fotosik.pl/288/79c20722fde7a796.jpg
                                  • dado11 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 23:43
                                    Ale u ciebie jeszcze kwietnie i kolorowo, Mammajusmile
                              • jan.kran Re: Foxie :) 27.10.08, 02:31
                                Dobrze że mo przypomniałas o tym łososiu , wrzucę do ulubionych i zrobię niebawem.
                                Córcia mnie ostatnio wizytowała przez kilka tygodni a Ona ryb nie jada więc
                                nie bylo okazji ...
                                Dziś był pstrąg morski ze szpinakiem i do Twojego przepisu też wezmę pstrąga bo
                                ma smak podoby do łososia tylo delikatniejszy.
                                Pozdrawiam.
                                Kran
    • dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 26.10.08, 23:29
      Właśnie wróciliśmy z kina, z najnowszego filmu braci Coen. Opiszę w
      stosownym wątku. Niedzielę, dłuższą o godzinę, ciepłą i pogodną,
      spędziłam na grabieniu, wycinaniu uschniętych i zasuszonych, i znowu
      grabieniu. Mam chyba szok tlenowy, bo japa mi się drze, jak stare
      prześcieradło...
      Dziś też pożegnałam trzeci kilogram nadmiaru ciała, więc nie jest to
      jakieś zabójcze tempo, po 2 tygodniach nie jedzenia???
      Ale dzisiejsze "niejedzenie" było pyszne, zrobiłam sobie w woku
      kruche warzywa w sosie chili i sojowymsmile
      Jutku, jak tam barszcz, udał się?
      • joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 00:48
        Wczoraj póżnym wieczorem wróciłam z wycieczki,zmęczona,ale
        bardzo zadowolona smile
        Wstawię kilka jesiennych fot z wyjazdu:

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/j3NGaNoIkqxoqtcA3B.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/Nu0zYwu8QpFpoiKe2B.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/xdcslueTwTtPdNiUvB.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/95r5IAcsqbU8ptMtWB.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/B2IMzeimL8zOpklpwB.jpg

        https://fotoforum.gazeta.pl/photo/6/hi/hi/kwza/xVnFHEbYyb1TKCsuNB.jpg
        • joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 01:09
          >Dzisiaj mam jeszcze luzik więc skorzystałam z zaproszenia i
          wybrałam się na spektakl"Złamane paznokcie.Rzecz o Marlenie Dietrich"-monodram z lalką w wykonaniu Anny Skubik(aktorki na
          co dzień grywającej w Atenach)-przyznam,że jeszcze jestem pod
          wrażeniem.Potem wieczorny spacer jako uwieńczenie mile spędzonego
          dnia.
          Mój mżonek też przychorował,na razie sam się leczy polegując
          w łóżku,ale chyba pogonię go do lekarza,bo to mi zaczyna
          wyglądać na zapalenie oskrzeli.Jedno muszę przyznać,on nie
          jest upierdliwy w chorobie,wręcz odwrotnie,chce mieć święty
          spokój.

          Mammaju podziwiam kwiaty w Twoim ogrodzie smile Ja jeszcze kilka
          dni temu zerwałam u siebie garść świeżutkich truskawek,one
          cały czas kwitły i owocowały,ale pewnie ostatnie przymrozki już
          je dobiły.
          Pozdrawiam wszystkich,a chorym życzę szybkiego powrotu do
          zdrowia!
        • joujou Re: Dzisiejki 278 - uzupełnienie informacji do fot 27.10.08, 12:09
          Powinnam zrobić to od razu,ale tak się spieszyłam,że zapomniałam wink

          >fotka druga i trzecia-Góra Św. Anny(Opolszczyzna)-muszę tam jeszcze
          wrócić,gdyż mieliśmy mało czasu,a i te urocze kapliczki(na całym
          terenie wokół Katedry jest ich ok.40) o tej porze roku są pozamykane.

          >zachód słońca nad Jez. Nyskim zwanym Nyską Riwierą(zbiornik
          retencyjny o pow. 22km kw)

          >pozostałe fotografie to okolice Ośrodka Rehabilitacyjno-
          Wypoczynkowego "Skowronek" w Głuchołazach
    • luiza-w-ogrodzie Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 00:46
      Tydzien temu w czasie wyscigu w basenie lekko naciagnelam sobie
      miesien z boku uda. Zdarza sie, nic nadzwyczajnego. Troche pobolewal
      przy siadaniu i wstawaniu. Zimne kompresy potem cieple kompresy,
      wstrzymanie sie od plywania. W czwartek bylo juz niemal dobrze. Az
      nagle w piatek w czasie proszonej kolacji zaczelo mnie mocniej bolec
      a w sobote bolalo tak mocno, jak zapalenie nerwu kulszowego (tylko w
      innym miejscu); nie bylam juz zdolna siadac, prowadzic samochodu a
      chodzic moglam tylko ciagnac noge za soba. Dwa dni na aspirynie i
      silnym srodku przeciwbolowym, zamiast pjechac na plaze i podziwiac
      rzezby. Dzis rano Buszmen zawiozl mnie do lekarza, siedzaca w
      samochodzie w jakiejs dziwnej pozycji. Lekarz dal mi trzy dni
      zwolnienia z pracy. Mowi, ze mam nadwerezony miesien w ktorym
      rozwinal sie stan zapalny, nie wiadomo dlaczego, bo przeciez noge
      oszczedzalam.

      Teraz wisze na krzesle na jednym pold... policzku i tworze
      najpilniejszy raport do pracy a potem pojde spac. Rwie mnie jak
      pijany marynarz. A za oknem kolejny dzien upalu i slonca, powinnam
      siedziec w ogrodzie, na plazy albo w basenie, a nie jeczec w
      lozku :o) Poloze sie w zapasowej sypialni z ktorej mam widok na
      ogrod i chociaz sobie na niego popatrze...

      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • foxie777 Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 02:46
        JanKran, dzieki za tak szybka odpowiedz,Na pewno bedziesz zadowolona.
        Fed, Twoje dziecko ma 18 lat, to moze jej sie zmienic, ale jesli
        nie to czy Ty akceptujesz tego faceta?
        Zdjecia sliczne, musze sie zmobilizowac i troszke popstrykac
        u siebie na lonie natury.
        Luizo, wspolczuje bo to jest taaakie uciazliwe jak czlowieka boli.
        Wiem z doswiadczenia bo mialam pare podobnych sytuacji.Teraz moj
        Maz powoli dochodzi do siebie po operacji ramienia.
        Intensywna terapia w domu i szpitalu.

        http://images46.fotosik.pl/21/6b6a8d19dd692ef8med.jpg
      • fedorczyk4 Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 09:07
        Biednaś Luizo, biedna. Mięśnie używane (w znaczeniu ćwiczeń, a nie
        że z drugiej ręki) tak miewają, że z niezrozumiałych przyczyn nagle
        się zapalają. Mój Tata, namiętny i prawie zawodowy biegacz
        maratończyk, wie o tym najlepiej. Co i raz coś mu płonie boleśnie.
        U mnie krzyż zdaje się przeszedł do jawnej opozycji. Boli juz na
        stałe. Trudno, lekarze mnie uprzedzali że kiedyś do tego sie
        doczołga. Mam przed sobą jeszcze dwa etapy. W następnym będę musiała
        brać duże dwki leków przeciw, a w ostatnim operować, ale z tym to
        poczekam sobie jeszcze kilka lat.
        Poniedziałek zapowiedział sie różowym wschodem słońca, światło było
        niezwykłe, ale niestety długo w nim nie wytrwał. Teraz jest może nie
        aż szaro, ale siwo.
        Włosy pomalowałam,o dziwo skutecznie. Ku mojemu zaskoczeniu i chyba
        podświadomemu zawodowi, wyszedł bardzo przyzwoity, naturalny kolor,
        który ukrył siwizny i zniwelował roznice pomiędzy wersją letnią i
        jesiennymi odrostami. Oszczędność duża, zamiast najmarniej 70 zetów
        w osiedlowym "zakładzie", koszt operacji= 19 PLN. A strzyc będę sie
        za 15 kilo. I wtedy zmienię kompletnie imidżwink
        Na dzisiejszy dzień mam bardzo ambitne plany. Musze odgruzować
        mieszkanie przed powrotem le Męża. Prasowania też zebrało mi się na
        kilka godzin. Panią sprzątającą odstawiłam na bok na czas
        nieobecności pana domu i pieniądze które zapłaciłabym jej, wydałam
        radośnie na Allegro, na siebie. Kurtka jesienna od Marelli,
        hiszpańskie buty w kratkę, dwa swetry, fioletowy odlotowy kapelusz z
        USA i szlik pod kolor, wieczorowy żakiet od Diora. A jakoś tak mam z
        gustem i rozmiarem, że tego co mi sie podoba, nikt inny nie licytuje
        i dzięki temu bardzo tanio mi sie kupujewink
        • mammaja Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 10:36
          Bardzo wspolczuje, Luizo, mam nadzieje, ze powrocisz do wspanialej
          formy lada dzien!
          Joujou, czy mozesz napisac osobno miejsca uwiecznione na pieknych
          fotkach? Fed, musze cie zobaczyc !!!! Wszystkim milego tygodnia,
          teraz wychodzi troche slonka, pan malarz juz dziala od rana, mzonek
          przestawil sobie zegarek w odwrotna strone, a poniewaz byl umowiony
          na przeglad samochodu na godz. 8 wstal o jakiejs upiornej nocnej
          porze! W sumie dwie godziny za wczesnie! Mial wstac o 6 tej, wstal o
          4 tej! dziwil sie tylko ze tak ciemno!
    • luiza-w-ogrodzie Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 09:36
      Nadal zle spie, bo bol mnie budzi gdy tylko rusze noga, ale juz moge siedziec.
      Mala rzecz a cieszy. Popracowalam rano, pospalam 3 godziny w poludnie i lepiej
      sie czuje. Zaladowalam dzisiaj program podatkowy (termin skladania zeznan
      podatkowych dla osob fizycznych to 31 pazdziernika), wypelnilam niemal caly
      arkusz, jeszcze tylko rozlicze domowe biuro i bedzie z glowy.

      Czy wiecie, ze Swieta sa juz za 9 tygodni? Mam liste zakupow, pewnie sie na nie
      wybiore w sobote (po zwiedzeniu zaleglej wystawy rzezby na plazach i klifach
      miedzy Tamarama i Bondi). Buszmenowi trzeba kupic osprzetowanie do roweru, bo
      uparcie sklada je z roznych gratow i jezdzi bez swiatel i dzwonka :o(

      Kurki podrosy, ogrod pieknie kwitnie, kalistemony sa obwieszone kwiatami i
      papugami. Pozdrawiam -
      Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
      • mammaja Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 11:40
        Milo moc siedziec, nieprawdaz? Przearazajaca wizja myslenia o
        swietach, jeszcze nie chce! Po zmianie czasu wczsnie robi sie
        ciemno, moze to nie dokucza mieszkajacym w srodmiesciu - ale u mnie
        paskudnie czarno! Prace domowe trwaja wczoraj odbyla sie dodatkowo
        rzez winorosli. Beda jeszcze mocniejsze na wiosne, ale zawsze zaluje
        tych obcietych galezi! Milego dnia!
        • fedorczyk4 Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 14:20
          Etam Święta, to jeszcze kawał czasu. Zresztą jak dobrze pójdzie i po
          mojej myśli, to pojade sobie i wrócę dokładnie na Wigilię.
          Spędziłam uroczy poranek w szpitalu praskim. Ojciec znajomego
          Francuza, bardzo leciwy i bardzo cięzko chory, był tam operowany.
          Znajomy nie mówi po Polsku i za nic nie może się niczego dowiedzieć.
          Został przez personel potraktowany per nogam. Ojciec jest podwójny
          PL/FR, ale w stanie w jakim jest przerzuca się z jednego języka na
          drugi cztery razy w jednym zdaniu. Niezła jazda była, bo mnie tez
          chcieli spławić, ale nie ze mną takie numery Bruner. Jak pitbull z
          trismusem wpiłam się w gardziel ciała medycznego i nie popuściłam
          nim się nie dowiedziałam absolutnie wszystkiego. Po rozmowie ze mną
          chirurg który operował i lekarz prowadzący byli spoceni jak myszy i
          lekko trzęsły im sie ręce.
          Potem odwaliłam świąteczne zakupy roślinne z Maćmą. Wróciłyśmy
          samochodem do którego nie dało by się nawet szpilki dołożyć. Mrozy,
          bratki, chryzantemy, ostróżki, w ilościach paletowych + nowy karmnik
          na jakieś 200 wróbli. Ojciec wezwany do garażu celem pomocy w
          noszeniu, dostał ataku śmiechu i powiedział że jeśli obsłużymy już
          całe Powązki, resztę możemy zawsze zawieźć na Brudno.
          Wcale mu się nie dziwię. Mamy 1, słownie jeden, własny grób i to
          mały, mojego Dziadka, na komunalnych (czyt. wojskowych). Babcia leży
          w kapliczce rodzinnej mojej ukochanej Kuzynki, do której Maćma
          zgubiła swój kluczyk już tyle razy, że nieprzechodzi jej przez
          gardło prośba o kolejną kopię, tak więc jedynie przez kratę
          kładziemy róże i zapalamy świeczki. A z grobu rodziny Taty,
          pozostała rodzina zawsze usuwa nasze naręcza, jako że zawsze byliśmy
          dla nich "kontrowersyjni". A kwiatów Maćma nakupiła tyle że można
          sporą nekropolię obsłużyć.
          Luizo siedź spokojnie i nie kręć się!
          Mammajko odwagi, to jest tylko moment który trzeba przetrwaćwink
          • foxie777 Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 20:13
            Jak tak czytam o Powazkach, to mam straszna ochote tam byc.
            Uwielbiam ten cmentarz.Mama z Bratem oczywiscie wybieraja sie
            na Wszystkich Swietych.To taki uroczysto smutny dzien.
            Co do Swiat to tez nie chce mi sie wierzyc ze tak blisko.
            Chyba juz zaczne organizowac prezenty.To znaczy mam taki zamiar,
            bo przewaznie robie to w ostatniej chwili.
            Choinke na pewno kupie ok 10 grudnia.
            U mnie nareszcie chlodno, tzn ok 57F.Teraz tu jest na prawde
            cudownie.
            pozdr
            • fedorczyk4 A ile za to daje Celsjusz? 28.10.08, 20:32
              Czuję w sobie wyraźne zbiesienie. Owszem odpracuję czyszczenie grobu
              Dziadka, ale od tylu lat słyszę że trzeba wreszcie zrobić porzadną
              płyte, od tylu lat podejmuję w temacie własciwe działania, że nie, w
              tym roku nie dam się wrobić w czyszczenie szczoteczka do zębów i
              sadzenie roślin na komendę. Uwielbiam Święto Zmarłych. To jest chyba
              jedyne świeto pradawne, pra nie tylko słowiańskie, ale od pradziejów
              ludziom bliskie i naturalne. Kościół Katolicki je usankcjonował, ale
              nie zawłaszczył.
              Ale jakoś w tym roku nie widzę magii dusz, życzliwości przodków,
              wiary w wieczność. Widzę tylko pańskie skórki, baby walczace do
              ostatniej krwi o lepsze miejsca przy bramach, ceny na stroikach i
              kwiatach, zakazy wjazdu i parkowania. Widzę życie w całej jego
              trywialnej wersji które wdarło się w misterium ciszy i pogodzenia.
              Pójdę na cmentarz później, znacznie później, albo jeszcze później.
              Abo nigdzie nie pójdę.
            • mammaja Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 22:19
              Zawsze mam problemy z przeliczaniem tego F na C. A pamietam, ze u mojego
              dziadka jeszcze termometr pokazywal w skali Remir 'a! ( tylko pisze sie jakos
              inaczejsmile zawalilam dzien, zapiekanka sie przypalilam, nie poszlam na
              rozwiazywanie jolki. Chyba pojde spac, zeby z tym kiepskim dniem skonczyc smile
              • luiza-w-ogrodzie Celsjusz daje za to 14 stopni :o) 28.10.08, 23:39
                Mammaju, formula przeliczania jest zupelnie niezapamietywalna: °C =
                5/9(°F-32) W skali F pamietam tylko kilka istotnych temperatur
                dzieki Buszmenowi, ktory dekade zycia spedzil w Stanach i czasem
                rzuca milami albo Fahrenheitami, ze o galonach nie wspomne. Tak wiec
                poczatki goraczki to 100F (=37.7C), punkt zamarzania to 32F, punkt
                wrzenia wody to 212F a mila cialu temperatura powietrza 25C (ktora
                Buszmen nazywa "temperatura idealna") to 77F. Do wszystkich innych
                temperatur uzywam internetowych przelicznikow, np
                www.wbuf.noaa.gov/tempfc.htm Nikt juz nie uzywa skali
                Réaumura, w ktorej zero jest takie jak u Celsjusza, ale wrzenie wody
                to 80 stopni. A w jakiej temperaturze przypalila sie Twoja
                zapiekanka? :o)

                Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie
                Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
                lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
    • luiza-w-ogrodzie Siapiaca sroda 29.10.08, 00:12
      Obudzilam sie prawie jak nowa, moge chodzic bez kustykania i
      siedziec (chociaz wstawanie nadal jest bolesne). Od wczorajszego
      wieczora caly czas mzy drobna, gesta mzawka, ktora wiatr uklada w
      locie w malownicze welony i faldy. Niby nic, w rynnach slychac tylko
      kapanie, ale wg wodomierza napadalo juz 8 mm. Fantastyczny deszcz,
      najlepszy rodzaj deszczu dla ogrodu, bo powoli wsiaka w ziemie,
      zamiast splywac po powierzchni.

      Kurki zostawilam zamkniete w kurniku, zeby nie przemokly i sie nie
      przeziebily - sa jeszcze mlode i nie maja porzadnych pior i puchu.
      Krolikow tez nie wypuszczalam, spia teraz w zagrodzie w roznych
      pozycjach z bezwladnymi lapkami zwisajacymi z polek i stolikow. Za
      oknem szaro i sennie, ale ta szarosc zdobia plamy fioletu
      zaczynajacych kwitnac jacarand. Jutro ma byc ok. 30 stopni i troche
      deszczu zas w piatek 35 i burze. Ogrod bedzie rosl jak szalony.

      Nie moge sie doczekac kiedy wroce do ogrodu popracowac. Wlasnie
      dzwonilam na gielde i okazalo sie ze wylicytowalam metalowy luk do
      pnacych roslin i dwie piramidy, ktore mozna rowniez uzyc do pnaczy
      albo jako zwienczajace ozdoby. Buszmen wyskoczy z pracy w czasie
      lunchu i przywiezie te zdobycze do domu. Projektowanie i meblowanie
      ogrodu to dla mnie taka zabawa jak z wnetrzem domu, albo i wieksza,
      bo rosliny zyja i wszystko sie zmienia wraz z pogoda i porami roku.

      Pozdrawiam i oddalam sie w odmety pracy
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • dado11 Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 00:53
        Luizo, cieszę się że zdrowiejesz, wyobrażam sobie twoje wkurzenie, że
        jesteś tak bezradna... Ale tak na zaś, to może się troszku oszczędzaj,
        co??? życzę zdrowia, kochana antypodosmile)))
      • fedorczyk4 Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 08:14
        Cieszę się że wydobrzałaś Ogrodniczko Naczelna. Obejrzałam sobie raz
        jeszcze zdjęcia Twoich włości na forum ogrodniczym. Matko, toż to
        prawdziwe gospodarstwo prawie samowystarczalne. Kurki śliczne,
        suchołuski kolorowe, a robota którą odwaliłaś od przejęcia tej
        ziemi, gigantyczna. Ten ogród chyba musi Cię kochać.
        A w stolicy pogodnie, więc lece z Krowisią na dłuuugi spacer.
        Miłego dnia życzę wszystkimsmile
        P.S. Problem moralno-obyczajowy związany z Dziecinką, rozwiązał mi
        się sam. Dziecinka zerwała z młodym człowiekiem.
        • luiza-w-ogrodzie Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 09:05
          Oszczedzac sie? W ogrodzie? Tez cos. Ogrod to nie zadna "gigantyczna
          robota", to radosc zycia i ukochane miejsce. I faktycznie odwdziecza
          sie: wszystko co zywe stara sie jak moze: kwiaty kwitna, drzewa
          rosna, kurki grzebia, kompost grzeje, mszyce i slimaki zra... oj, te
          ostatnie za bardzo sie staraja.

          Za oknem caly dzien bylo szaro (chyba za patrzec na kwitnaca
          strelicje i bougainvilee wiszace od sasiada). Od poprzedniego postu
          napadalo jeszcze 10 mm deszczu. Zrobilam kilka mzawkowych zdjec i
          chcialam je dodac do ogrodowego watku na FotoForum, ale FF sie
          zbiesilo, wiec nie dodalam tam, ale zaraz polece wetknac je do
          Albumu. Moze pozniej uda mi sie wstawic je na FotoForum Ogrody,
          teraz trzeba pousuwac meble z werandy, bo jutro przychodza magicy od
          zakladania okiennic a za godzine -uwaga!- JADE po corke samochodem,
          po raz pierwszy od sobotniego poranka, kiedy z bolu niemal nie
          dojechalam do domu.

          PS.Fed, MM, Dado, uwaznie sledze Wasze perypetie z corkami; moja juz
          jest prawie mojego wzrostu i cierpne na mysl co bedzie wyrabiac...
    • dado11 Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 00:48
      Dziś większość dnia spędziłam na Powązkach, i w korkach do i od....
      szczęśliwie nie padało, zrobiłam porządki, przetuptałam Mamę tam
      gdzie trzeba, dobiegłam do kapliczki, zapaliłam światełka i
      wywiązałam się z obietnicy złożonej 27 lat tamu, jak co roku
      zresztą...
      Powązki, jak zwykle w tym czasie, obdarowały mnie cichutką
      atmosferą, poczuciem ciągłości i nostalgią, ubraną w szelest liści,
      zapach gasnących zniczy i świeżo przyniesionych chryzantem. Naprawdę
      nie wiem, dlaczego ten klimat jest mi bliski...
      Może dlatego, że od czasu, gdy byłam słodkim pulpetem, o złotych
      loczkach, pamiętam ścieżki i opowieści mojej Babci, o przodkach, o
      Ciotkach i Wujach, o niewinnych pacholęciach widniejących jeno
      nazwiskami na płytach kamiennych... i chodzę, i towarzyszę, nawet
      czasem wbrew woli i zdrowemu rozsądkowi, tak mi już wgrali...
      Na dodatek przeciągnęłam moją coraz słabszą mamę po ścieżkach i nie
      będę musiała taszczyć jej w tłumie świątecznym, to dla niej coraz
      większy stress.
      Ok. pogoda była szara i ciepła, taka akurat...
      http://images35.fotosik.pl/24/70496045fe05bb9f.jpg
      Pozdrawiam, D.
      • mammaja Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 00:59
        Tak sie chyba przekazuje tradycje, Dado, ze mamy w pamieci te
        wszystkie wizyty cmentarne, pamietam jazdy tramwajem z tloku, biale
        chryzantemy (innych raczej nie bylo), no i oczywiscie przysmaki
        przedcmentarne, na ktore rodzice nieco sie wzdragali, ale w koncu
        ulehgali i z papierka odlepialo sie rozowa "panska skorke" czy
        krakowskie rachatlukum, cos w rodzju bloku z bakaliami.
        Luzio, kiedy przeczytalam, ze Buszmen "wyjdzie z pracy" barzo sie
        zdziwilam, jakos podswiadomie lokowalam go w buszu na spedzniu
        czsasu przy bardziej malowniczych zajeciach niz praca smile
        Zapiekanka padla w banalnej temperature 170 C, poprostu byla a
        dlugo!
        • dado11 Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 01:16
          Wyobraź sobie, Mammaju, że nigdy nie spróboawałam nawet "pańskiej
          skórki", bo Babcia powiedziała mi, że robią ją ludzie o niedomytych
          rękach... cholender, nawet do dziś w to wierzę, mimo, że nie ma to
          już żadnego znaczenia... na dodatek, nie jestem w stanie zjeść
          jakiejkolwiek słodkości, zawierającej marcepan... dziecięce psyche
          jest niezmierzonym oceanem sprzeczności...
          • dado11 Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 01:22
            a tak a'propos przysmaków... dla mnie najważniejsze wtedy były sznury
            obwarz(ż?)anek, kiedyś nawet jakiegoś mleczaka w nich zostawiłam... no
            i zapalanie świeczek, z namaszczeniem, cierpliwie, bo gasły, z
            przesłaniem i z wiarą, że niechcący nieobecni usłyszą...
    • jutka1 Środa. 29.10.08, 08:07
      Wczoraj namiętnie pracowałam z domu, wprawdzie połączona z biurem linią
      wirtualną, ale fizycznie tutaj. Miałam do napisania dość ważną rzecz, która mi
      nagle wpadła na monitor (a raczej: została mi wrzucona przez szefa, bo osoby
      normalnie się tym zajmujące albo wyjechały, albo się pochorowały). Obłożyłam się
      wiec w domu papierami i pilnie pracowałam.

      Dziś wracam do moich normalnych zajęć - już teraz "zaległości", bo wczorajszy
      dzień "straciłam". Nic to, dam radę.

      Za oknem szaro. Jesień. A propos Zaduszek, spędzę je z kumplem z Kanady na Pere
      Lachaise, myśląc o "moich" grobach tam hen daleko.

      Miłego dnia. smile
      • verbena1 Re: Środa. 29.10.08, 10:19
        Pieknie piszecie o pamieci dla zmarlych, odwiedzaniu grobow bliskich
        osob i ciaglosci pokolen.
        Dziwne, ze dopiero tutaj w oddaleniu zaczynam to widziec, cenic i
        byc dumna, ze Polacy sa tak tradycyjni. Niewazne ,ze tak masowo
        akurat 1 listopada, niewazne ,ze czesto na pokaz i przesadnie,
        wazne ,ze ciagle sie pamieta.
        Jesli bede sie lepiej czula pojde na tutejszy cmentarz poszukac
        grobow Polakow,ktorzy wyzwalali nasze miasto.

        Ciagle jeszcze choruje, przyplatalo sie zapalenie oskrzeli, kaszle,
        z pluc wydobywaja sie jakies piszczace dzwieki nie dajace w nocy
        spac, oj,oj, niedobrze koteczkusmile)
        Podjelam wiec probe niepalenia, za pomoca tabletek przepisanych
        przez lekarza. Wczoraj pierwsza tabletka i tylko 3
        papierosy ,dzis ....okaze sie wieczorem.
        Trzymajcie za mnie kciukismile
        • fedorczyk4 Verbeno, 29.10.08, 12:40
          Trzymam za Ciebie wszystkie cztery kciuki! Mnie mijają już trzy i
          pół miesiąca od dnia w którym obudziłam się i stwierdziłam że
          przestałam palić.
          Kuruj się i nie wychodź za wcześnie z domu.
          • foxie777 Re: Verbeno, 29.10.08, 17:20
            Dado, wprowadzilas mnie tym slicznym zdjeciem jeszcze bardziej
            w atmosfere Powazek,ktore kocham.Tradycje te pamietam od zawsze i
            ile razy jestem w Kraju bywam tam kilkakrotnie odwiedzajac
            coraz liczniejszych niestety czlonkow mojej rodziny.Zreszta
            tam tez bedzie moje miejsce.Pamietam nawet zapach jaki tam zawsze
            jest.
            Za celsjusza przepraszam, ale nie chcialam pisac na oko.
            Luizo,ciesze sie, ze z noga lepiej i gratuluje silnego
            krzyza, bo ja choc tak nie pracuje w ogrodzie jak Ty, to
            po kilku godzinach grabienia, sadzenia i roznych innych
            ogrodniczych czynnosci czuje moj krzyz i to bardzo.
            Fed, czyli znasz swoje dziecko doskonale, gratuluje.
            pozdr slonecznie i chlodno 17C,18C
            • mammaja Zajeta sroda 29.10.08, 18:58
              Dzisiaj mialam dzien w pelni satysfakcjonujacy - rano pojechalam na Zamek
              Królewski na wyklad z historii - poczet krolow polskich - w pieknej sali kinowej
              bardzo ciekawie. A sama bytnosc na Zamku nobilituje smile Potem biegiem na
              Politechnike, na kurs komputerowy - ale fajnie bylo. Moge z domu laczyc sie z
              serwerem Politechniki! potem mila wizyta naszej lekarki domowej, czyli mojej
              pasierbicy, recepty dla calej rodziny wypisane na dlugi czas. No i tak dobrnelam
              do wieczora, a juz corka siedzi i czeka na wejscie do mojego internetu.
              Bo ma "drogo" w laptopie! Jeszcze tu wroce!!!!
    • luiza-w-ogrodzie Czwartek, ale nie na werandzie 29.10.08, 22:26
      Siedze z laptopem w najmniejszej sypialni gdyz werande trzeba bylo
      oproznic - dzis beda tam zakladane okiennice. Na biurku i podlodze
      lezy pelno niechlujnie splatanych kabli, ale pocieszam sie ze to
      tylko na jeden dzien, dzis wieczorem ustawimy wszystko z powrotem na
      werandzie. Majster przed chwila przyjechal a teraz lata w te i z
      powrotem po zewnetrznych schodach wnoszac panele okiennic. Dom jest
      pelen mebli i sprzetu z werandy poutykanych gdzie sie da. To
      ostatnie planowane w tym roku przerobki we wnetrzu domu, wiec gdy
      zawisna okiennice, zrobie porzadek i wreszcie wszystko trafi na
      swoje miejsce. Jeszcze tylko odnowie stary kredensik i moze uda mi
      sie ustrzelic druga cedrowa szafke biblioteczna i kwestia meblowa
      rowniez bedzie rozwiazana, przynajmniej dopoki dopoty nie bede miala
      nowych pomyslow :o)

      Za oknem bez zmian, szaro i mokro, chociaz nie pada. Prognoza mowi o
      popoludniowym przejasnieniu i ociepleniu dzieki polnocnym wiatrom.
      Kroliki wymyslily nowy sposob wydostawania sie z klatki skaczac ze
      stolika do gory tak zeby spasc miedzy plastikowy panel sciany i
      siatke przeciw komarom. Jednego stamtad wydostalam, nieco
      sprasowanego, dwa siedzialy w klatce a czwarty, buszujacy w
      krzakach, grzecznie przyszedl gdy przynioslam jedzenie.
      Prowizorycznie zablokowalam te droge ucieczki, trzeba bedzie zrobic
      nowa sciane gdy zbudujemy chodnik wzdluz klatki.

      Przede mna dlugi dzien: praca i sprzatanie werandy, wieczor tez mam
      zajety: o osmej odbieram corke z jej nowej pracy (rzucila McDonald's
      i znalazla prace w ksiegarni) a o dziesiatej mam poltoragodzinna
      konferencje ze swiatowym zespolem analitykow, konczaca sie przed
      polnoca. A jutro rano trzeba wstac do pracy, bleee. Koncze blogowac
      i ide poslizgac sie na watkach - ta szara pogoda nie zacheca do
      pracy :o)

      Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
      • luiza-w-ogrodzie Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 04:52
        Rzemieslnik od okiennic skonczyl prace i poszedl a ja przesiedzialam
        na podlodze werandy cale 45 minut konwersacji z szefowa jednej z
        moich szefowych ;o) podziwiajac jego dzielo. Jestem zachwycona ze
        mialam taki pomysl, bo wykonanie wyglada lepiej niz sie
        spodziewalam, zarowno z zewnatrz jak i z wewnatrz domu. Czuje sie
        jak na wczasach gdzies w krajach tropikalnych, gdzie w dzien Slonce
        a w nocy Ksiezyc klada na lsniacych deskach podlogi pasy
        przecedzonego przez zaluzje swiatla...

        Podniecona planami domowo/ogrodowymi przed chwila dostalam telefon
        od faceta, ktory dal nam wycene na instalacje do zbierania
        deszczowki i chyba zdecyduje sie na niego. Prace zaczelyby sie na
        poczatku grudnia. Ach, w ogrodzie bedzie pieknie na Swieta...

        A poza tym patrzac na balagan w domu wywiedzialam sie o uslugi
        sprzatajacych i zalatwie sobie dochodzaca pomoc. U znajomej, ktora
        mi rekomenduje swoich sprzataczy, para Koreanczykow nie tylko
        odkurza i myje wszystkie podlogi i schody w trzykondygnacyjnym domu,
        ale odkurza i poleruje wszystkie antyczne meble oraz myje okna za
        jakies smieszne pieniadze. Kurde, forum jest pelne pochwal POD i
        Krasnoludek, mnie sie tez nalezy, a co!

        Teraz czas zabrac sie do roboty, skoro tak strasznie mnie rozpiera
        chec czynu; problem w tym, ze platna robota jaka mam na dzisiaj jest
        znacznie nudniejsza niz ogladanie okiennic...
        Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry!
        .¸¸><crying(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><crying(((º>¸¸.
        Australia-uzyteczne linki
        • fedorczyk4 Re: Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 08:29
          Luizo, zdjęcie okiennic plizzz.
          W Warszawie ciepło, pomimo zapowiadanego na Wszystkich Świętych
          mrozu i śniegu, na razie jest 14 stopni, a ma być prawoie 19. Róża,
          ostróżka, lobelie kwitną jak szlone. Zupełnie nie przyjmując prognoz
          do wiadomości.
          Jadę rano spotkać się z profesorką Dziecinki od skrzepci. Dziecinka
          już od prawie 4 lat, czyli ukończenia muzycznej szkoły podstawowej,
          instrumentu nie ruszyła, ale profesorka została w rodzinie. Nizwykły
          człowiek. Pomieszanie z poplątaniem wzrostu 150 cm i jakieś 35 kilo
          wagi, po zmoczeniu. Gada, jakby oszalały GI walił z karabinu
          maszynowego, sama sobie przerywa szatańskimi chichotami, cały czas
          gestykulując jak mim. Bardzo ją lubię, a uczniowie po prostu ją
          kochają. Świetny pedagog.
          Potem już sam banał, muszę zrobić jakieś zakupy, bo w lodówce nic
          nie ma poza żarówką.
          Wywlokłam wczoraj z szfy, całe naręcza tkanin. Nie wiem jeszcze co
          zrobię, ale chodzi po mnie potrzeba wyrażenia się ręcznie. Może
          uszyję sobie torbę, albo co?
          A ponad to nic na działkch się nie dzieje.
          No niezupełnie, zrobiłam sobie świetny dowcip.
          Nie wiem czy juz o tym pisałam, ale w ramach odchudzania i dawania
          sobie poczucia że robie to aktywnie i luksusowo, ziajam codziennie
          przez godzinę. Czyli wcieram w człowieka krem redukujący celulitis
          marki Ziaja (14.85)owijam się szczelnie folią spożywczą marki Jan
          Niezbędny(3,50 rolka 30m)od kolan po szyję, zakładam na to pas
          Wibroaction, co to niby ćwiczy człowiekowi mięśnie nie przerywając
          snu i padam na godzinę z książką w dłoni. Ale uznałam że rezultaty
          nie są dość widoczne i idąc za radą siostry w odchudzaniu, niejakiej
          Agi od żębów, kupiłam serum aktywne Eveline (14.90)i nie czytając
          instrukcji obsługi, zrobiłam to samo co z kremem Ziaji. No i jak
          zległam na kanapie, przy szumie ćwiczącego mną pasa, wczytałam się
          opis działania. Otóż serum uzywa sie bardzo mało i ostrożnie jako że
          wywołuje "uczucie przyjemnego ciepła"
          To było wszystko tylko nie miłe uczucie. Miałam wrażenie że jestem
          pomidorem wrzuconym do wrzątku. Zdarłam z siebie folię, popędziłam
          do łazienki i wskoczyłam do wanny. Pomimo starannego spłukania
          kremu, przed dłuższy czas jeszcze mogłam utożsamiać się z płonącą
          żagwią.
          Dać małpie lusterkosmile))
          • mammaja Re: Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 20:11
            Przed poludniem, serwer gazetowy nie dzialal, zaluje ze nie
            przeczytalam wczesniej przygod Fed. Mialabym lepszy humor!
            Rano zerwal mnie zrozpaczony telefon od mlodej, ze zlapala gume,
            naszczescie w okolicy i nie umie sobie poradzic z nowym - starym
            samochodem, dajac do zrozumienia, ze ja - doswiadczony kierowca
            napewno pomoge. No i ja doswiadczona kobieta pomoglam, posylajac jej
            w sukurs czlowieka - od - malowania - scian. Oczywiscie pomogl, a
            1/2 l Soplicy juz na niego czeka smile Potem mloda wziela moj samochod
            do miasta, odwozac nim swoje kolo do wulkanizatora, a mi zostawila
            swoje auto z tzm watpliwzm zapasem, potem ja jezdzilam do
            wulkanizatora zalozyc zwulkanizowana opone i juz jej pojazdem do
            miasta i tak dzien radosnie minal czego i wam zycze . Nie
            perturbacji, tylko radosnego miniecia!!!
            • verbena1 Fedorczyk 30.10.08, 21:01
              Moj siostrzeniec jako male dziecko byl bardzo psotny, nie mogl
              usiedziec na miejscu. Tlumaczyl to tak - ja chce byc grzeczny tylko
              COS mnie zmusza zebym robil odwrotnie.
              Fed, Tobie rowniez wszystko wydarza sie bezwiednie, bez twojej zgody
              i checi. COS naprowadza na Ciebie rozne dziwne sytuacje.
              Jestes cudna, pisz tak dalejsmile))

              Dzis odnioslam sukces, nie zapalilam ani jednego papierosa ! Nic to
              jeszcze nie oznacza ale poczatek zrobiony. Nie ciesze sie zbytnio
              poniewaz wrocil mi dziki apetyt na tluste, kaloryczne rzeczy i
              kilogramy ,ktore stracilam niedawno zaraz usadowia sie na moich
              biodrach i brzuchu, buu....

              Mammajko ,nie wiem co lepsze dla Ciebie - corcia z samochodem czy
              bez? Wazne jest, ze moze zawsze na Ciebie liczycsmile
          • luiza-w-ogrodzie "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 02:22
            Fed, jak pisala Verbena, takie rzeczy same sie Tobie zdarzaja :oP
            Wizja zafoliowanej Fed namaszczonej serum w dzikim galopie do
            lazienki wzbudzila nieklamana ucieche moja (i tej czesci biura,
            ktore ja slyszalo). Czy to nie jest Chmielewska w czystej postaci?
            Swoja droga, czego to kobiety nie zrobia zeby sie upiekszyc.
            Slyszalam rozne horror historie, te z wibrujacymi pasami i z folia
            tez; nie wiem, dlaczego foliowanie jest tak popularne. Wplyw
            ogrodnictwa - wizja jedrnych skorek pomidorow spod folii? Nie wiem,
            ale jest to przesmieszne. W przypadku Fed skonczylo sie pomidorem we
            wrzatku. Kobieto, tylko nie zacznij sie pryskac srodkiem przeciwko
            mszycom, bo to sie moze zle skonczyc!
            Oddalam sie w strone firmowego barku, bo mnie ssie.

            PS Zrobie zdjecia okiennicom gdy znajde aparat ktory Buszmen gdzies
            zachomikowal pomagajac mi oprozniac werande.
            Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
            • mammaja Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 11:18
              Dzisiaj czeka mnie ostateczne podpisanie aktu notarialnego
              sprzedaży dzilki, wiec jestem cala w nerwach. meska czesc rodziny
              zdaje sie na mnie, nie wiele moge juz zmienic - a obawy ze postepuje
              nieslusznie nie opuszcza mnie pewnie nigdy. czytanie waszych postow
              dziala na mnie kojaco, gdzies normalne zycie toczy sie a ja ciagle
              na wulkanie. Moze kiedys przejdzie! Verbeno kochana, ty tez nie
              opuszczasz potrzebujacych pomocy! Szkoda, ze gdzies przepadly nasze
              kolezanki sad Co z Monią i Ewelina! Odezwijcie sie!!!
              • ewelina10 Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 15:01
                Sympatyczna Mmko, i najdłużej znajoma forumowiczko, jestem i po
                tylu latach zażyłości chyba nie uda się tak na zawsze stąd zniknąć,
                i mimo, że nie mieszczę się już w granicach 40+, wciąż zaglądam
                tutaj z sentymentem. Od ponad miesiąca dokucza mi zapalenie
                krtani, ale nie będę biadolić nad sobą, bo nie lubię. Może stąd ta
                cała moja apatia.

                Rano komputerowiec podłączył mi większy monitor, ale ja i tak na
                razie wezmę na wstrzymanie od klikania.

                Rozumiem twoje uczucia związane ze sprzedażą działki. Mną raczej
                targały sprzeczności, wynikające bardziej ze wspomnień z
                przeszłości, mojego zaangażowania do ziemi, w którą trochę swojego
                potu wlałam na uprawę tzw. "Zdrowej żywności", która, po
                wyprowadzce z Warszawy, stanowiła przez jakiś czas panaceum na
                wszelkie bolączki życia miastowego. Później trochę bolało, kiedy
                obcy ludzie zamieszkali w domu, budowanym przez nas dla syna i jego
                rodziny. No i nic się nie zawaliło, nic nie ucierpiało. Okazało
                się, że przez płot mamy fajnych sąsiadów, z którymi jest zawsze o
                czym pogadać, syn znowuż nie tak daleko się wyprowadził, bo parę
                płotków dalej w tej samej wsi, a młodszy syn, dzięki kasie
                uzyskanej ze sprzadaży, cieszy się z mieszkanka w Warszawie. I tyle
                pisania, pozdr i troszkę jeszcze nie całkiem obecna Ew
                • mammaja Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 20:29
                  Wiataj, Ew. - pamietaj ze 40+ posiada tylko dolna granice! Inaczej
                  mnie tez nie powinno tu byc, pocieszam sie, ze nie jestem sama smile
                  Wspolczuje zapalenia krtani - rzeczywiscie bywa uciazliwe.
                  jezeli chodzi o tamten kawalek ziemi, to nic na nim nigdy nie
                  posialismy ani nie postawilismy, poprostu sobie byl, na pociche
                  zostawilismy tam dla dzieci jeszcze spory kawlek nad jeziorem,
                  uwazam ze potrzeby tutejsze sa wazniejsze. A rolnikami juz nie
                  zostaniemy smile jednak dzien byl bardzo meczacy, nim sie wszystko
                  uladzilo. Jutro wyjazdy na dwa cmentarze, to i odpoczac pora!
    • luiza-w-ogrodzie BARDZO goracy piatek 31.10.08, 00:19
      Wieje silny wiatr od rownika, dajacy uczucie ze stoi sie przed
      otwartym paleniskiem lokomotywy. W cieniu bedzie 36 stopni, troche
      martwie sie o zwierzaki w ogrodzie, o siebie mniej, bo w biurze
      siedze w klimatyzacji i na boso. Ale kroliki i kury maja ocienione
      miejsca i duzo wody do picia zas wieczorem ma przyjsc nagle
      ochlodzenie i deszcze wiec noc bedzie chlodna. Na jutro zapowiadaja
      14 stopni mniej.

      Podpieram sie nosem za biurkiem po wczorajszej konferencji, ktora
      aczkolwiek interesujaca i plodna skonczyla sie o polnocy a ja bylam
      tak nabuzowana, ze nie moglam potem zasnac. Trzyma mnie w pionie
      jedna mysl: zostalo tylko niecale 6 godzin do weekendu. Kupie po
      drodze do domu jakies sushi i walne sie do lozka na kilka godzin, a
      potem zobacze co da sie zrobic z piatkowym wieczorem ;o)

      Pozdrawiam goraco :oP
      Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
    • dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 31.10.08, 22:38
      Witam,
      Verbeno, trzymam kciuki za twoje zdrówko i niepalenie!!!
      6 października minęła 5 rocznica mojego niepaleniasmile jest super bez
      tych paskudnych śmierdzieli!
      Ewelino, nie odchodź z tak błachego powodu jak wiek...smile mnie
      pewnie też już nie powinno tu być, ale będę! nosmile
      Piątek był piękny, słoneczny, choć już nie tak ciepły jak dzień
      poprzedni... niemniej, z okazji braku zajęcia postanowiłam udać
      się do manicurzystki na piechotę, czyli 3 km w te i 3 spowrotem.
      Może się to wydać całkiem nic specjalnego, ale przy moim trybie
      życia - komputer/samochód, to niezła odmianasmile wróciłam do domu
      mokra jak mysz, z rumieńcami na policzkach i głodna jak wilk...
      ale i tak wytrwałam, tylko ciut duszonych na oliwie warzyw...
      paznokcie mam prześliczne, tyle, że do domu nie doniosłam ich w
      całości, bo grzebałam w torebce, żeby zapłacić za cukierki dla
      dzieciaków (ech... ta nowa tradycja, Halloween...) zresztą już nam
      się pod furtką przewaliła cała gromada wielbicieli słodyczy, i
      prawie nic nie zostało... mam nadzieję, że nie podpalą śmietnika,
      ani nie pomażą bramy...
      poza tym, spokój. Jutro barszczyk rodzinny, zrobię eksperymentalną
      sałatkę z krewetek, gruszek i sera, uściskam Ciocie i Wujki,
      a potem pobiorę moją drogą Kuzynkę i będziemy snuć słodkie opowieści
      o czasach minionych w świetle świec, w chłodnej ciszy
      przysypiającego jesiennie ogrodu... albo w cieple buzującego wesoło
      kominka...
      moje chudnięcie nie wykazuje żadnych, spektakularnych postępów, więc
      nie ma się czym pochwalić... chyba, że cierpliwością... ktora do tej
      pory mi się nie zdarzała...
      Ok. koniec zamęczania was głupotami... buziaki, D.
      • mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 01.11.08, 01:17
        U nas tez narobilo sie halloweenowcow, niektorzy przynajmniej
        pofatygowali sie i mieli smieszne przebrania - naszczescie kupilam
        mieszanke wedlowska, wiec polasowali. Ale to jednak nie ta
        tradycja smile
        • foxie777 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 01.11.08, 02:20
          Moja Mama na to Swieto narzeka i nie znosi twierdzac, ze to
          amerykanskie wymysly.Zawsze jej tlumacze, ze po prostu jedno nie ma
          zadnego zwiazku z drugim.Ja lubie sie przebierac ,a zawsze jak juz
          pisalam uwielbialam Dzien Wszystkich Swietych w Polsce.U nas tego
          nie ma.
          Tu juz sie czuje atmosfere troche swiateczna.Moze troche za szybko,
          ale ja lubie i tak.W tym roku kupimy choinke 10 grudnia.
          Juz mam zaplanowane.Mam nadzieje, ze Dado, a moze i ktos inny
          wkleji kilka snieznych zdjec,To bede miala radoche na Swieta.
          Dzisiaj zaliczylam glosowanie i teraz zostaje czekanie na wyniki.
          Zostalo kilka dni.
          pozdr i zycze powrotu do zdrowia Ewelinie i Verbenie.
          • jutka1 Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 09:37
            ... i do domu daleko.
            Spędzam dzień z kumplem wizytującym z Kanady. Pojedziemy na Pere Lachaise na
            ersatz Zaduszek, a poza tym będziemy spożywać po różnych tarasach, i gadać,
            gadać, gadać. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, choć wydaje się, jakby to było
            wczoraj. No, przedwczoraj, bośmy się widzieli u mnie na Dolnym Śląsku. wink

            Miałam dość intensywny i trudny tydzień w pracy, pod wieloma względami, ale
            zdążyłam, załatwiłam, zaklepałam. Jest OK. Jutro tylko muszę z godzinę popisać,
            spoko.

            Dziewczyny, kurujcie się, dbajcie o siebie, pora roku teraz paskudna...
            Dado i Fed: podziwiam samozaparcie i cierpliwość, wytrwałości życzę.
            Wszystkim życzę miłego week-endu, nawet jeśli jest z natury swej refleksyjny...
            • fedorczyk4 Re: Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 10:13
              Zależy gdzie. W stolicy pogoda bardzo przyjemna. Ciepło i sucho.
              Dzień przede mną leniwy i przyjemny. Coś do upieczenia, coś do
              posprzątanie. A resztę opisała Dado. Dzecinka strasznie przejęta, bo
              wprawdzie nie urządza "domówki", jednak w taki dzień to byłaby
              przesada, ale po raz pierwszy w zyciu ma wolną chatę i pewnie
              przesiedzą z Czarną Julką i Wiewióreczką, do białego dnia na
              plotkach i wyzwierzeniach.
              Dzięki Jutko za życzenia. Ew, Lx, Moniu, brakuje Was.
              • mammaja Re: Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 21:51
                Nikt nie pamieta takiej pieknej, cieplej pogody na Wszystkich
                Swietych. Przedpoludniem nawet ubralam sie troche za cieplo. na
                naszym lokalnym cmemtarzu spotkalam oczywiscie wiele
                zaprzyjaznionych osob, dawno nie widzianych. Popoludniu na Powazkach
                Wojskowych tlumy, ale nie straszne. Zrobilam nawet troche fotek.
                Zynek zawiozl nas znana sobie trasa pod sam cmentarz. Wystarczylo
                przejsc przez ulice. Jutro jeszcze drugie Powazki. Kolano niestety
                nie najlepiej, a tam przestrzenie - od konca do konca.
                Moze dzieki sloncu oswietlajacemu zlote jeszcze liscie nastroj byl
                pogodny, tak jaki powinien byc przy odwiedzaniu bliskich. I to
                niezmierzone bogactwo pieknych kwiatow. Ale na pisanie to juz sil
                nie staje smile
                • verbena1 Listopadowa niedziela 02.11.08, 11:45
                  Wyszlam wreszcie na swiat, dosyc juz tego chorowania. Slonce
                  przeswieca przez liscie ,piekny listopadowy nastroj,

                  http://images30.fotosik.pl/290/2a5be16a8b5dd02a.jpg
                  http://images46.fotosik.pl/26/a5dc36d8bfd5c441.jpg
                  Szkoda ,ze nie mozna utrwalic na fotografii tej delikatnej mgieki i
                  zapachow jesieni.

                  • dado11 Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 17:32
                    Ślicznie tam, u ciebie, Verbeno... wracaj szybko do zdrowia!
                    ale u nas też baaardzo pięknie, wczoraj chyba był rekordowy 1
                    listopada, w ciągu dnia na termometrze było ponad 20 stopni! w
                    cieniu!
                    Dziś też pięknie i słonecznie, ciut chłodniej, ale tylko ciutsmile
                    Wczorajszy wieczór w licznym gronie rodzinnym (stawili się prawie
                    wszyscy, ponad 30 osób) był przemiły, kolejne pokolenie już wyłazi
                    spod stołu i zaczyna pokazywać różki, my z Fed ograniczyłyśmy się do
                    napojów, ale jedzonko wabiło, oj wabiło...
                    Ale, dziś na wadze pożegnałam kolejny, już czwarty kilogram
                    nadmiarusmile
                    Nie nagadałyśmy się zbyt wiele, bo po imprezie rodzinnej
                    potuptaliśmy razem do przyjaciół, a tam nasze wygłodzone organizmy
                    szybko padły ofiarą "drugiego" kieliszka wina...
                    Swoją drogą, człowiek na diecie jest niezwykle ekonomicznym
                    gościem...wink)))
                    Dziś udało mi się przyłapać aparatem mojego kanarka na wolności,
                    wprawdzie codziennie sobie lata, ale jest dosyć płochliwy, więc nie
                    było to łatwe (może też miał kaca???)
                    http://images31.fotosik.pl/393/acb7ae668cf813d4.jpg
                    Pozdrawiam, D.
                    • foxie777 Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 20:10
                      Verbeno i Dado, zdjecia takie fajne.Kanarek sliczny.To on sobie
                      przylatuje i odlatuje kiedy mu sie chce?
                      Ja sobie swietnie przypominam zapachy jesieni i nastroj patrzac na
                      zdjecia.Tego mi tu bardzo brakuje, ze juz nie wspomne o sniezku.
                      Podziwiam wasze diety.Ja tez powinnam zwalic 5 kg ale ciezko bo
                      pokus tyle.Moze sie wezme za to po Swietach, bo teraz nie warto
                      nawet sie starac.
                      pozdr
                      • mammaja Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 23:16
                        Drugi dzien cemntarnych wedrowek, nadal w ladnym sloncu, przyjechal brat i
                        spozylismy rodzinny obiad w formie ogromnych pizz z okolicznej knajpki. Byly
                        pyszne i nie narobilam sie przynajmniej smile Potem byla "atrakcja" w postaci braku
                        pradu, cala okolica pograzyla sie w totalnych ciemnosciach! A ja nawet baterii
                        nie mialam, zeby chociaz radio puscic! No ale romantycznie, przy swiecach, z
                        woda gotowana na herbate w garnuszku, nawet czajnik blaszany gdzies wyniesiony
                        do garazu. Ech, ta elektrycznosc - dopiero jak jej nie ma widac jak nas
                        uzaleznila! Jutro nowy tydzien, aby byl udany!
    • luiza-w-ogrodzie Poznowiosenny poniedzialek 03.11.08, 01:16
      W nocy spadl rzesisty deszcz (2 mm) a od rana jest cieplo, wieje
      lekka bryza, po niebie wedruja malownicze biale chmury. Ma byc 28
      stopni, mam nadzieje ze na basenie po pracy nie bedzie zbyt wielu
      plywakow...

      Weekend byl pochmurny i chlodny, ale nie padalo. W sobote pracowalam
      w ogrodzie od 8-mej do 19-tej, z jedna przerwa na jedzenie. Mialam
      duzo drobnych prac, ktore nie mogly czekac. Obralam stara pomarancze
      z duzych pluskwiakow, bylo ich okolo setki. Maja 2cm dlugosci i 1.2
      cm szerokosci, sa jaskrawopomaranczowe i pryskaja zracym,
      smierdzacym plynem, wiec trzeba je zbierac w rekawiczkach, dlugich
      rekawach i okularach. https://cache.virtualtourist.com/1/1689736-
Travel_Picture-Bronze_Orange_Bug.jpg Zaluje ze sie zagapilam i
      pozwolilam im sie rozmnozyc, bo siedzialy glownie na lodyzkach
      nowych lisci i zawiazanych owocow (na razie wielkosci groszku). Mam
      nadzieje ze nie dokonaly za duzo zniszczen i bedziemy miec owoce
      przyszlej zimy.

      Poza tym przygotowalam wielkie donice do wsadzenia krzewow pomidorow
      koktajlowych, zasadzilam stokrotki wyhodowane z cietych galazek,
      zebralam reszte sciolki pozostawiona w kacie, spryskalam sadzonki
      datury srodkiem na gasienice, zasadzilam na ocienionym tarasie kilka
      paproci, ktore wysialy mi sie do doniczek (nie wiem, czy to nie sa
      przypadkiem paprocie drzewiaste, ale co tam) i ta drobna przyjemna
      ogrodowa krzatanina zajela mi cala sobote.

      A w niedziele rano poszlismy na plenerowa wystawe "Sculpture by the
      Sea", gdzie kilkadziesiat rzezb jest wystawionych wprost na plazy
      Tamarama i na klifach wzdluz chodnika prowadzacego do slynnej plazy
      Bondi. Bardzo mi sie podobalo, zrobilam duzo zdjec, ale jeszcze ich
      nie zladowalam.
      https://cache.daylife.com/imageserve/0do73gNcQrbH0/610x.jpg

      Zabieram sie do platnej pracy, przede mna tydzien miesiecznych
      raportow, a Wam zycze spokojnego poczatku tygodnia.
      Luiza-w-Ogrodzie
      Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka
      lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród...
      • fedorczyk4 Re: Poznowiosenny poniedzialek 03.11.08, 08:48
        Śliczne te pluskwiakiwinkRzeźby wyglądaja niezwykle.
        Verbeno, Twoje zdjęcia pachną jesienią.
        Mm, ja nawet boję sie myslec co by się działo gdyby elektryczności
        zabrakło na dłuższy czas. A ponoć wisi nam to u nosa, jako że stan
        sieci jest dramatyczny.
        Niedzielę głownie przespałam i przeczytałam, teraz lecę na pocztę,
        potem z Maćmą do lekarza. Resztę dnia poświęcę na doprowadzanie domu
        do stanu powrotnego. Le Mąż jutro zawita po trzech tygodniach
        nieobecności. No i będę musiała przeprowadzić z nim pertraktacje w
        sprawie mojego wyjazdu. Delikatna sprawa, tym bardziej że chciałabym
        wybyć ok. 25 listopada i wrócić najwcześniej 24 grudnia, jeśli w
        ogóle w tym roku, bo jesli Synuś Środkowy z jakiegoś powodu miałby
        nie przyjachać na Święta do dom, to ja się bieszę i wracam po.
        Rodzina już uprzedzona ze wyjątkowo trzeba bedzie samemu zająć się
        gotowaniem i urządzaniem. A mi się aż w głowie kręci na samą myśl że
        miałabym spdzić tyle czasu na wolnościwink
        • lablenka_x Pierwszy poniedziałek listopada 03.11.08, 10:30
          Cudowny koniec października i początek listopada spędziłam na
          cmentarzach, jak większość z nas.Melancholijne ciepło , zapach
          palących sie zniczy zmieszany z zapachem umierających liści,tworzyły
          nastrój jedyny i szczególny własnie dla tych dni.Zresztą co ja będę
          opisywać, byliscie też.Jednak to niesamowite,że nad grobami zmarłych
          spotykają się, raz do roku członkowie rodzin, a w alejkach
          rozpoznajemy twarze z dziciństwa, z młodości i wszysy się cieszą,że
          w tym roku znów...,że jeszcze....W blasku morza światła,
          gdzieniegdzie tylko ciemne plamy zapomnienia - groby ciche i
          samotne.
          Przewiozłam rodzinę tam i z powrotem w całości, a to sukces nie
          lada.Tyle znów osób zginęło i tylu rannych.
          Miałam pełnaa satysfakcję, gdy pędzace auto, na terenie ograniczonym
          do 40 km, wyprzedzało mnie na podwójnej ciagłej i cudem nie walnęło
          w wysepkę dla pieszych, a potem natychmiast wpadło w ręce
          policjantów.
          Tak trzymać.
          Niedziela natomiast spowita mgłą. Po raz drugi mąż z synem
          podchodzili do zmainy kół na zimowe. Pierwszy raz w środe, ale tak
          lało,że zakazałam im, a w niedzielę gdy juz wszystko mieli
          przygotowane, okazało sie,że zniknęła najważniejsza z ważnych
          nakrętka do odkręcania śrub chroniących koła przed kradzieżą.No i
          klops.Nadal mam letnie koła.Muszę dzwonić do servisu czy mają jakieś
          możliwości odkręcenia tych śrubek.

          Luizo - uaktywniła sie La Ninia, niezbyt to chyba dobra wiadomość
          między innymi dla Australii.Te pluskiwaki ohyyydne takie, fuj.

          Fedorczyku, wyrywaj się ku tej wolności, całom piersiom i ciałem
          całemwink i nie daj się zatrzymać, wszak dzieci dorosłe.

          Cieszę się Verbeno,że już czujesz się lepiej.Fotki ekstra.
          • luiza-w-ogrodzie Co lepsze: La Nina czy El Nino? 03.11.08, 23:39
            lablenka_x napisała:

            > Luizo - uaktywniła sie La Ninia, niezbyt to chyba dobra wiadomość
            > między innymi dla Australii.Te pluskiwaki ohyyydne takie, fuj.

            La Nina uaktywnila sie w zeszlym roku i na razie jest lepsza niz El
            Nino, ktory zdziesiatkowal nasze rolnictwo czteroletnia susza! W
            Sydney La Nina przynosi wiecej opadow i chlodniejsze lato. Niestety
            w glebi ladu fermy wciaz nie moga stanac na nogi zas glowne rzeki
            Murray & Darling zaopatrujace systemy irygacyjne ferm w stanach Nowa
            Poludniowa Walia i Wiktoria wciaz nie plyna tak jak powinny. Rzad
            federalny przejal zarzad nad tym systemem rzecznym, bo sytuacja byla
            tragiczna i scieraly sie ze soba miasta (potrzebujace wody pitnej i
            wody dla przemyslu), rolnictwo i biologowie (nadmierne czerpanie
            wody z rzeki grozi zanikiem wielkich sezonowych zalewisk, na ktorych
            zyja miliony ptakow).

            Jestem za La Nina, oby trwala jeszcze co najmniej z pol roku, bo na
            poczatku grudnia w naszym ogrodzie stana zbiorniki na wode i bedzie
            zamontowana instalacja czerpiaca wode z dachu, wiec jakies pol roku
            czestego deszczu bedzie potrzebne zeby napelnic zbiorniki...

            Pozdrawiam z szarego, zakrytego mzawka Sydney
            Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
    • malpa-w-czerwonym1 W odlatujacych lisciach i ODLATUJĄCYCH MAŁPACH 03.11.08, 13:28
      No! To słowo stało się ciałem i letę w niedzielę z wizytą do Raula i Fidela! Mam
      nadzieję,że zdążę przed amerykańskim plastikiem i zobaczę prawdziwą Kubę. Myślę
      jednak,że taka przaśna to ona jest interesująca tylko dla nas, Kubańczycy chyba
      jednak woleliby egzotykę innego rodzaju!
      • mammaja Re: W odlatujacych lisciach i ODLATUJĄCYCH MAŁPAC 03.11.08, 14:00
        Milo, ze tye do czytania od poniedzialku! Malpo, czeka cie
        wspaniala podroz, mam nadzieje, ze chociaz fotkami w albumie i
        relacja ucieszysz nasze oczy i serca! Labla, tez mysle o zmianie
        opon, ale poki nie lada to.... Fed, to juz wraca? Planowany wyjazd
        nalezt ci sie jak psu buda smile No i jeszcze zdjecia Luizy, super,
        wole rzezby od pluskwiakow!!!!
        Pochmurno i ponuro, wyszorowalam lodowke na blysk, bo zmienily mi
        sie plany wychodzenia z domu. Strasznie ciemny dzien, pogoda prawie
        barowa! W domu balagan, jutro konic prac malarskich, jeszcze
        cyklinowanie podlogi, mimo ze ta na gorze to jakos balagan rozchodzi
        sie po domu w postaci 'wyniesionych" z poki rzeczy. Kompletny chaos.
        Minie, mam nadzieje!
    • luiza-w-ogrodzie Znowu sie zrobil ruch na forum 03.11.08, 23:21
      Wrocila dawno nie widziana LX i Malpa (ta znowu na wylocie, mam
      nadzieje ze pokazesz nam zdjecia?). Fed, zmykaj na urlop, miesiac
      wolnego sie Tobie nalezy! Jutka siedzi cicho, pewnie sie spracowala.
      Inne nieobecne moze wroca gdy dokucza im ciemne jesienne wieczory. O
      nieobecnych panach nawet nie pisze, kompletnie ich wymiotlo i poza
      konkretnymi tematami finansowymi nie odzywaja sie wcale. Mam
      nadzieje ze forum sie nie zahibernuje na zime.
      Pozdrawiam
      Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
      • jutka1 Re: Znowu sie zrobil ruch na forum 03.11.08, 23:50
        Waśnie miałam to wkleić. Owszem, spracowanam.

        Pogoda była dziś jak drut, i co mi z tego, jak miałam Sajgon z Kongiem. Tyle, że
        w drodze do domu pozachwycałam się złotym światłem, prześlizgującym się między
        bladozielonymi żółcieniami liści i odbijającym się od fasad budynków.
        Złoto, złocistość o mandarynkowym odcieniu.
        Ciepło.
        Dopiero poniedziałek, a już jestem zmęczona. Kurdebalans.

        Poza tym cóż. Za trzy tygodnie jadę na Wschód, potem po kilku tygodniach do domu
        na Święta i Nowy Rok. Jak ten czas leci.
        Za kilka dni minie 5 miesięcy od mojego przyjazdu tutaj. Matkobosko.

        I tyle na dziś. Od jutra to samo.
        Dobranoc
    • luiza-w-ogrodzie Wietrzny wtorek 04.11.08, 03:08
      Rano mzylo z szarego nieba, potem zaczal wiac zimny poludniowy wiatr
      i powoli wychodzi slonce. Pracuje z domu, dziubiac rutynowe
      miesieczne raporty. Corka lezy w lozku zasmarkana po uszy i oczy.
      Dzieje sie nic.

      W perspektywie popoludnia mam skonczenie zeznania podatkowego (pare
      dni temu zawiesil sie serwer urzedu podatkowego, wiec nie moglam
      wyslac moich rozliczen) i moze jakies prasowanko? A wieczorem
      pojedziemy na grupe medytacyjna, z ktora wybieramy sie na ten
      weekend znowu do Pearl Beach.

      Pozdrawiam, zyczac Wam spokojnego wtorku
      Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu
      • fedorczyk4 Re: Wietrzny wtorek 04.11.08, 07:32
        Za oknem mżawka. Wraca le Mąż i telewizor, obaj mniej więcej o tej
        samej porze, czyli koło południa.
        Jedzeniolożka nie mogła uwierzyć w rezultaty które pokazywał
        centymetr na Maćmie. Straciła 15 cm w talii!!!! ja skromniej trochę
        ponad 8 i 10 cm miejscami. Mama na chmurcesmile Ja się nie podniecam
        bo mój plan jest bardzo długoplanowy. Kiedyś (jeszcze 4/5 lat temu)
        byłam po prostu chuda i taka była od wyjścia z dzieciństwa moja
        natura. Dziwne leki na dziwne sprawy, zmieniły to radykalnie i nie
        czuję sie z tym dobrze, oj nie. Niemniej nie przemienię się z
        ruchomej kopy siana w sztyl od szczotki w dwa miesiące. Mam cichutką
        nadzieję odzyskać siebie koło lutego. Na razie jedynie nieśmiało
        wysuwam zza zwałów tłuszczu oko na szypułce.
        Letę z Krowisią. Po drodze muszę wziąć gotówkę żeby zapłacić za
        reperację telewizora. Nienawidzę tej landary żywiołowo!! Ona to wie
        i nie odwazyła sie na powrót przed powrotem swojego pańcia.
        Życzę miłego dniasmile
        • mammaja Re: zachmurzony wtorek 04.11.08, 12:07
          Przez okno widac szare niebo, prawdziwie posepne. Zwleke sie zaraz
          do urzedu i banku, ale z najwieksa niechcecia. neistety atrakcji nie
          przewiduje, zisiaj przychodzi pan malarz na zakonczeniowe poprawki,
          w srode cykliniarz. i takie zycie, psia kostka. Zycze wam
          ciekawszego dni niz moje dzisiejszy!
          • mammaja Re: zachmurzony wtorek 04.11.08, 12:08
            A na wszelki wypadek otworze nowe dzisiejki !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka