mammaja 21.10.08, 23:45 Chodzmy na spacer poszeliscic liscmi, poki jeszcze tak pieknie zloca sie i czerwienia.... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 21.10.08, 23:47 A dodatkowo melduje, ze sunia juz bez fartuszka, szwy zdjete, jest jak nowa, a przy okazji obie zastaly "zaczipowane". Jakby one mogly sie zgubic no ale mloda zadowolona z tego, to niech ma. gdzie sie podziala Ewelina, Lx i inni ???? Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 08:42 I Luiza i Joujou i Jakotakot i Monia i no w ogóle jakoś nas mało pisuje, a z nowymi wątkami to już jest całkiem do bani. Boli mnie kręgosłup, nie mam telewizora i nie wiem kiedy będę miała i ile za naprawę przyjdzie mi zapłacić. Chudnę, wbrew temu co napisała miłosiernie moja Kuzynka, bardzo powoli, czyli nie stymulująco. Humor jak widać, dziesiejszego poranku, mam fatalny. Złota polska za oknem pociesza mnie w znikomym stopniu. Mm, cieszę się ze zdrowia suni Idę ze swoją poszeleścić w liściach, a potem chyba wyłączę się intelektualnie i psychicznie na reszte dnia, bo na dodatek właśnie uruchomiła mi się migrena i łeb zaczyna mi zaiwania serdecznie. Pasjonujący post Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 10:56 Chudniecie jest cudownym uczuciem, daje poczucie panowania nad swiatem Musze wybrac sie do ciebie na konsultacje, a tu ciagle cos przeszkadza. dzisiaj Kurs komputerowy, sprawy w urzedzie, ja juz w ogole nie nadazam za wlasnym ogonem Ale liscmi poszeleszce, wyprowadajac samochod na polanke Odpowiedz Link
joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 12:13 >hmm tą dietą to i ja byłabym bardzo zainteresowana Poprzedni tydzień miałam bardzo pracowity,a przy tym dopadała mnie huśtawka nastroju.Poza tym z doskoku wpadam na działkę,żeby i tam jeszcze ogarnąć przed zimą-nie wiem,czy ze wszystkim zdążę,bo dni coraz krótsze. Tak właściwie to ja się muszę odmeldować na jakiś czas. W nocy z czwartku na piątek wyjeżdżam na dwudniową wycieczkę z pracy,odwiedzę południe Polski-w niektórych miejscach już byłam więc dla mnie to nic ekscytującego(Nysę zaliczę po raz pierwszy),ale lubię jeżdzić więc przewiozę tyłek Po powrocie będzie pakowanie maneli w błyskawicznym tempie i przeprowadzka na czas remontu do mieszkania koleżanki,która na stałe mieszka poza krajem.Jej mieszkanko fajne,ale bez internetu,niestety Majster nas zaskoczył i oświadczył,że chciałby wejść kilka dni wcześniej niż było ustalane. Nie bardzo mi to pasuje,bo na Wszystkich Świętych zjeżdża się rodzina i w ogóle jestem w powijakach,ale wiadomo,jak teraz jest z tymi fachowcami więc nie ma co grymasić. Nie wiem,czy uda mi się jeszcze zajrzeć na forum(może na chwilę z doskoku),ale w grudniu powinnam wrócić do domu,a jednocześnie do Was Pozdrawiam wszystkich cieplutko w ten pochmurny dzień! Odpowiedz Link
jutka1 Powrotnie 22.10.08, 19:46 Przeżyłam. Jakoś. Jestem na nogach od ponad 15 godzin, przede mną jeszcze z 5, dwudziestogodzinny dzień, nieźle. // Nie żałuję, że pojechałam, chociażby (choć nie tylko) dlatego, że pogadałam z szefem. Nadajemy na tej samej fali, mamy te same opinie o sprawach i ludziach, i o następnych krokach i priorytetach, co mnie cieszy, bo już myślałam, że błędnie rozumuję. Ale drugi raz w podróże służbowe ze wstawaniem o czwartej nie dam się wrobić, o nie. Dzień wczesniej i normalny sen w hotelu, sękjuwerymacz. Poza tym... palec, na który wczoraj rzucił się telewizor spuchł jak bania, jest koloru śliwki węgierki, pod paznokciem też. Szef mi kazał zrobić prześwietlenie - zobacze, czy rano bedzie mniej boleć. Bo boli jak jasna cholera. Całe szczęście, że to lewa ręka, i palec serdeczny, i a) mogę pisać długopisem, i b) mogę pisać na klawiaturze. Tyle raportu. Idesenalać rumu z Martyniki, z lodem, sokiem z cytryny i wodą gazowaną. Z reguły unikam mocnych alkoholi, ale dzisiaj robię wyjątek. Należy mi się. Jestem zmęczona, naprawdę zmęczona. Odpowiedz Link
mammaja Re: Powrotnie 22.10.08, 19:59 Jutencjo, zmeczona - ale jakie ciekawe masz zycie! palca nie lekcewaz, telewizory bywaja nosnikami wielu chorob Odpowiedz Link
jutka1 Re: Powrotnie 22.10.08, 20:12 Mammajko, w takie dni, jak dzisiaj - wolę mniej ciekawie i mniej zmęczenie (czy takie słowo istnieje? ) Odpowiedz Link
kierownica285 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 12:49 Na odchudzanie najlepsza operacja )) Ja miałam dwa tygodnie temu i........schudłam 7 kg Efekty rewelacyjne (czarne poczucie humoru) pozdrowionka Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 14:28 Zgadzam sie z toba, ale niestety po trzech latach udalo mi sie nadrobic te kilogramy, a na nowa operacje nie wybieram sie! Odpowiedz Link
dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 21:40 No, nie ma u nas tłoku ostatnio... Cześć Jutku po krótkiej i intensywnej podróży Ja sobie nalać nie mogę z racji diety...(( Mm, cieszę się że psisko już zdrowe Joujou, będziemy czekać, ale swoją drogą to jakiś kataklizm remontowy u ciebie!!! dziś po południu zabraliśmy się z Arturem za walkę z pnączem, zwanym rdestem, które w tym roku osiągnęło już naprawdę nieprzyzwoite rozmiary. Rośnie toto pod płotem od 10 lat i właśnie dotarło do czubka świerku rosnącego w rogu ogrodu, a mającego ok. 30 m, po drodze oplotło się wzdłuż drutów elektrycznych i zwisnęło ze szczytu latarni, tworząc żywą kurtynę... tego co wisi na drutach nie tykamy, chyba trzeba wezwać energetyków, ale ze świerka ściągnęliśmy górę badyli i leży na kupie wysokości człowieka. Mieliśmy to jutro spalić, ale w nocy ma lać Jutro ma przyjechać szklarz i zdjąć do wymiany szyby w sypialni, przez kilka dni będziemy chyba marznąć Poza tym, jak to jesienią nieco podupadły nastrój, więc zaraz wezmę książkę i skoczę pod pierzynkę wygrzać wygłodzone ciało... Pozdrawiam, D. - Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 22.10.08, 23:16 No to ja dodam, ze jutro tez zaczynam remont na poddaszu, musze wyszykowac dwa pokoje niewielkie, jakby tu miala pomieszkiwac mloda rodzina. Mam nadzieje, ze nie na dlugo Ale zawsze to pied-a - terre, a nie bylo malowane od wyprowadzenia corki, juz ladnych pare latek. no i podloga tez wola o cyklinowanie. Ech, zycie... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Odlatuja nie tylko liscie - wieje jak w kieleckiem 23.10.08, 05:22 Od dwoch dni wieje silny zimny wiatr z poludniowego zachodu i jest przerazliwie zimno czyli 15 stopni + wiatr = okolo 6 stopni. Wczoraj w Gorach Blekitnych (80 km od Sydney City) spadl snieg, co nie zdarzylo sie w pazdzierniku od 10 lat. W ogrodzie zaliczylam cal deszczu (przynajmniej na cos sie przydal ten zimny front pogodowy). Kroliki i kury niemal zostaly wywiane przez plot do sasiadow. A bylo juz w tym miesiacu 36 stopni i wszystkie zimowe ciuchy powedrowaly do szaf. Brr. Jutro ma sie ocieplic a od soboty bedzie kilka dni z temperaturami okolo 30 stopni, akurat w sam raz na piknik i zaliczenie corocznej plenerowej wystawy rzezby na plazy Sculpture by the Sea. Siedze na werandzie i patrze jak park tanczy na wietrze. I tak jest lepiej - wczoraj w okna zacinal poziomy deszcz! Luiza-w-Ogrodzie Mówi Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 07:01 Ha, okazuje sie ze wczoraj byl najzimniejszy dzien od 1978 roku a nie od 10 lat. W City dzienne maksimum tylko 14.3 stopni (przecietna dla pazdziernika to 22 stopnie). Poniewaz mieszkamy dalej od wybrzeza, bylo u nas na pewno zimniej, nawet nie liczac wiatru. Za oknem szare chmury, chyba pojde do kuchni zaczac robic obiad zeby sie rozgrzac :o) Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry! .¸¸><(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
mammaja Re: Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 11:20 Witaj Luizo - rankiem w Panoramie obejrzalam anomalia pogodowe w Sidney, nieslychane wyladowania atmosferyczne i snieg przywiany z gor. Myslalam o tobie - no i jestes U nas mokro i pochmurno, nie moge znalezc jednego papiru (zam.) - ale za to znalazlam kilka innych. Musze zmienic organizacje swoich wciaz naplywajacych papierzysk. Podoba mi sie sygnaturka Luizy - narazie chcialabym wybrac te pierwsza altrnatywe Milego dnia! Odpowiedz Link
verbena1 Re: Nadal zimno i wieje jak w kieleckiem... 23.10.08, 16:42 Nie poszlam dzis do pracy. Lekkie przeziebienie, bol gardla, zazwyczaj w takich przypadkach biore aspiryne i ide do pracy ale dzis zbuntowalam sie i rozzloscilam na siebie. Czy musze zawsze byc taka "przodownica pracy",ktora nigdy nie choruje i nie opuszcza pracy bo jest potrzebna ludziom i bez niej ani rusz? Nie musze. Czas na zaopiekowanie sie soba a nie tylko innymi. No tak ,dobrze mowic, kiedy malzonek tez chory a on choruje bardzo teatralnie i glosno. Slania sie i telepie z zimna, jeczy i wzdycha. Jak tu chorowac w takiej sytuacji. Poczekam na lepszy moment Witam odkopana z ogrodu Luize. Milo Cie znow czytac Mammajko, powiekszenie sie liczby domownikow nie przyniesie Ci chyba upragnionego spokoju, chyba ,ze zabarykadujesz sie w piwnicy Odpowiedz Link
fedorczyk4 Znowu chciało mnie zabić 23.10.08, 18:21 Przez pół dnia jeździłam i obwoziłam. I co najmniej trzy razy chciało mnie zabić. To jest coś niesamowitego jak człowieka w jego małym autku, większe auto próbuje bez widomego powodu zabić. A Dziecinka wróciła do domu spłakana, bo zapomniała podpisać bilet miesięczny i zaliczyła mandat i kupę obraźliwych uwag. Pouczyłam Dziecinkę że: robi sie wdech, wydech(razy trzy, li cztery), potem przeprowadza sie spokojne uswiadomienie swiadosci. Spokojnie wydycha razem ze złą karmą brzydkie słowa i łagodnym głosem tłumaczy kanarowi że jest wyjatkowo źle wyedukowana jednostką pozbawiną wszelakich wskaźników inteligencji i emocji. Odpowiedz Link
mammaja Re: Znowu chciało mnie zabić 23.10.08, 20:47 To straszne Fed! Polowali na ciebie! Ja zaliczylam klaustrofobiczny powrot do domu w kolumnie nacierajacych na siebie aut, coraz gorzej to znosze! Verbeno - to ma byc na krotko! Dom, w ktorym syn sie zdecydowal kupic mieszkanie ma byc niedlugo gotowy. Ale kto to wie??? Przezciez nie odmowie mu dachu nad glowa, kiedy dwoje starych egoistow rozpycha sie na znanej ci powierzchni. Taki los nas, matek. (swoja droga moglby nadal mieszkac w 53 m, jakie dotychczas zajmowal.) Ale to zbyt skomlikowane, zeby tlumaczyc. Tamto mieszkanko narazie wynajme i przynajmniej bedzie oplacony czynsz itp. Ale wszytko to rzeczywiscie oddala mnie od swietego spokoju, przybliza za to posiadanie w domu dzidiusia Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Znowu chciało mnie zabić 24.10.08, 00:18 Fed, czas kupic jakas pancerna terenowke albo ciezarowke, wg mnie tylko tak mozna sie w miare bezpiecznie poruszac po Warszawie. Ja bym tam nawet nie jezdzila niczym, chyba ze czolgiem :o) Przyzwyczailam sie ze jezdze po czteromilionowym Sydney malym autkiem od kilkunastu lat i nikt nawet nie probowal mnie zepchnac na sasiedni pas a co dopiero zabic... Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry! .¸¸><(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 23.10.08, 21:36 Witaj powrócona na F-łon, Luizo)) Cieszę się, że znów coś słychać ze świata "do góry nogami"! Popodziwiałam bujną roślinność, do tego stopnia nieznaną, że ino po kolorach w opisie co nieco zaczaiłam Fed, kuzynko droga, nie daj się szalonym stołecznym kierowcom! Moje dziecię też wraca po trzytygodniowej wyprowadzce i muszę przyznać, że przywykam coraz bardziej do spokojnego życia we dwoje... to zdecydowanie dobry pomysł, by młode pokolenie w pewnym momencie poszło na tzw. "swoje", a my po trudach wyprowadzania ich na ludzi, żebyśmy mogli pobyć dla siebie no i na tyle się znudzić, żeby znaleźć frajdę we wnukach! Szklarz nie przyszedł, ale ma być jutro, to może i dobrze, bo w nocy ma być 0 stopni, brrr.... Ja natomiast, przed corocznym spotkaniem całorodzinnym na barszczyku, idę sobie jutro odświeżyć coafiurę, co niestety pochłonie 3 godziny z cennego dziennego światła... Trzeba pamiętać, że z soboty na niedzielę zmieniamy czas na zimowy. Pozdrawiam i idę pogapić się w tv. Kiszki mi marsza grają, ale się trzymam Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 23.10.08, 22:18 Moja przyjaciolka mieszkajaca "pod Krakowem", gdzie spedzam najmilsze chwile, pisuje do mnie maile, ktore czytajac umieram ze smiechu. Ostatnio opisala wydarzenia jednego dnia. Moze troche zacytuje, zmieniajac imiona, zeby was rozbawic: " potem pan Sławek nie mógł sobie poradzić z Pasatem (kon), który mu zjadał obrane jabłka ze skrzynek, potem udało się nam coś zjeść i S. pojechał do P. a do nas przyszła córka Sanków na lekcje i jak sobie ćwiczyła to zaczął po obejściu szaleć Pasat, a przed bramą stał człowiek z zamku i powiedział, że na ich parkingu stoi siwy koń. Już było słychać, że p. Marysia porzuciwszy gotowanie obiadu wyłapuje tego konia czyli Prerię, która już niejednokrotnie do nas przychodziła po ucieczce ze swojej stajni, ale zawsze w towarzystwie Deserata, tym razem była sama i bardzo zdenerwowana, ale dała się przepchnąć przez furtkę i połączyć z Pasatem, S.wziął dziewczynkę po lekcji fortepianu i pojechał na próbę chóru . Wówczas przyszedł do nas p. właściciel Prerii i powiedział, że koń, którego schwytaliśmy pod zamkiem to ,nie jest jego i on nie ma pojęcia czyj. Więc zawiadomiłam policję a p. Marysia z pomocnikami osadziła oba konie w naszej stajni i miał być spokój. Wtedy zadzwoniła Alka z pytaniem, czy jej córeczka jeszcze u nas ćwiczy, bo nie ma jej w domu a była to już 19-ta. I że ktoś jednak chyba był w domu, bo papier toaletowy jest inaczej usytuowany, ale nie wiadomo gdzie jest Gosia. Kolejny telefon rozwiązał zagadkę konia, czyli zgłosiła się mało mi znana właścicielka, która od niedzieli ma te klacz i przyjdzie po nią jutro rano, a kolejno p. Alka odnalazła w domu córeczkę, która była, ale tak się schowała, że mama jej nie zauważyła." To tylko maly wycinek dnia na wsi, ale uwazam, ze historia o zagarnietym koniu jest piekna! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Piatek i wreszcie cieplej 24.10.08, 01:56 Za oknem wreszcie slonce, choc po niebie snuja sie wysokie biale chmury. Wiatr zelzal. Siedzac na sloncu czuje sie ze grzeje. Caly weekend ma byc goracy i sloneczny. Czy juz mowilam, ze od srody pracuje w domu? Managerstwo sie pochorowalo, potem poszlo na dwudniowy urlop, kolezanka z sasiedniego biurka pojechala na wakacje do Egiptu a drugia kolezanka po serii chorob dzieci sama padla. Tak wiec zamiast siedziec sama jak palec w klimatyzowanym biurze siedze w towarzystwie wrzeszczacych kakadu na wlasnej werandzie. Z kuchni dolatuje ostry zapach tajskiego rosolu (imbir, czosnek, liscie kaffir, sproszkowany korzen kolendry, pasta z chili, kilka posiekanych lodyg trawy cytrynowej, kilka udek kurczaka, mleko kokosowe) i marynaty do miesa (znowu imbir i czosnek, slodka sherry, sos sojowy, miod i majeranek). Sa tego duze ilosci, bo znowu zaprosilam kilkoro przyjaciol na kolacje po pracy. Ostatnio co tydzien robimy sobie wlasnie takie piatkowe kolacje albo sobotnie lunche, w zestawie 4-5 rodzin. Jest wiosna, wiec mozemy siedziec na dworze, dopoki komary nie zaczynaja ciac. Gadamy o zyciu duchowym, seksie, jedzeniu, sztuce (wsrod nas jest dwoje malarzy i jeden muzyk), ogrodach, wychowaniu dzieci oraz remontach (dwa lata temu wszyscy kupilismy domy w odstepie kilku miesiecy, nic o tym nawzajem nie wiedzac). Jest wiosna. Jest dobrze. Czego i Wam zycze, kryjac sie w szeleszczącym gąszczu uroczynu Luiza Odpowiedz Link
jutka1 Re: Piatek i zimno 24.10.08, 10:59 Chyba nam podeslalas swoje zimno, Luizo. Juz czuc jesien. Pachnie opadlymi liscmi i dymem (chyba zaczeli palic w kominkach?), powietrze jest krystaliczne, zimno. Na tarasach wlaczaja juz ogrzewanie. W mieszkaniu strasznie goraco, spokojnie mozna lazic w tiszercie i na boso. Spie przy otwartym oknie, zeby sie nie uduscic. )) W porze lunchu rozpoczynam week-end, bo po poludniu biore pol dnia urlopu. Jippi. )) Milego dnia Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Odchudzacie sie dietami??? 24.10.08, 03:16 Mialam troche czasu na czytanie forum i wlasnie zobaczylam, ze kilka z Was sie odchudza przy pomocy diet. Jestem zbulwersowana. Diety nie odchudzaja na stale, wiecie to, prawda? Odchudza zmiana sposobu zywienia i sposobu zycia _na stale_ nie na jakis czas. Mniej TV, wiecej ruchu. Mam nadzieje ze cos takiego robicie? Moja ponad 70-letnia Mama zrezygnowala z pieczonych mies i wydziela sobie slodycze (tylko po poludniu do kawy) a przy tym w sezonie pracuje w ogrodzie. Schudla 7 kg i mniej bola ja stawy. Zima bedzie chodzic na gimnastyke zamiast do ogrodu. Polecalam Jej Uniwersytet Trzeciego Wieku, ale jakos nie byla zainteresowana. Zima w Polsce jest bardzo niezdrowym okresem... Luiza-w-Ogrodzie Mówi Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Odchudzacie sie dietami??? 24.10.08, 07:40 Ta "dieta" właśnie na definitywnej zmianie sposobu żywienia polega. Nie wiem czemu Dado kiszki grają. Musze się zapytać, ja jestem non stop przejedzona, pomimo że jestem w fazie 3 tygodniowej restrykcyjnej. To jest przepisane lekarzem, po licznych analizach i badaniach łącznie z elektrokardiogramem. I źre się 5 razy dziennie! Odpowiedz Link
mammaja Piatek 24.10.08, 11:00 Znowu ladny dzien, co nie znaczy nie klopotliwy Ale lepiej, kiedy przy niebieskim niebie, chociaz nie tak bezkresnym jak w Australii ledwo przez chmury kawalek blekitu przebija. Ale to juz cos. pozdrawiam i znikam do wieczora Odpowiedz Link
lablenka_x Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 24.10.08, 12:35 Kalendarzowo od środy. W środę lało u nas jak diabli.W czwartek wiało...jak diabli. Dziś pierwsze białe dachy i skrobane samochody ukazały się mym ooczom zaraz po przebudzeniu. Teraz niebo błękitne i czyste, mrozik czuć w powietrzu,mimo,że 5+ no i słońce świeci, a i nadal złoci się, czerwieni i szeleści. Oby jak najdłużej. Dziś byłam u lekarki, z wynikami.O dziwo są lepsze od ubiegłorocznych, fatalnych.Piszę, o dziwo,bo żadnych specjalnych leków nie brałam oprócz antybólowych. I chyba się polubiłyśmy z panią dochtór,ja dziś jej porad udzielałam hahaha. Witaj Luizo. Jestem pod wrazeniem tej fotki z wałem burzowych chmur. Niesamowita,aż ciarki po skórze przechodzą. Mammajko, my tez po tym 27 letnim domem jak tramwajem , robimy sie samolubnymi sobkami jesli chodzi o mieszkanie. Widac organizmy musza odreagować. Dziewczynom spadku wagi zazdraszczam ,bo i ja min 5 kg zrzucić powinnam, ale jakoś tak mnie polubiły,że nie chcą mnie opuścić. Dziś oglądałam stroiki na groby, cholerra jakie ceny, chyba kwiaciarze pogłupieli. Nadal przepisuję pamiętnik - wujek jest już w Haynau (dzisiejszy Chojnów), dojechali i spotykają się z pierwszymi pruskimi metodami wychowawczymi w armii, 37 Pułk Fizylierów Krotoszyńskich.Każde,drobne, przewinienie - kara śmierci.Dla mięsa armatniego.Przewinien było na tyle dużo,że podczas wyczytywania ich całe 1000 chłopa, jak w litanii,powtarzało za oficerem "Kara śmierci". Oby słońca i pogodnej jesieni starczyło nam na jeszcze kilka dni.Pozdrawiam szeleszcząco, zółtawo ,złociście. Werbeno, co to znaczy chorować o tej porze roku? Zostaw to świństwo na szary deszczowy listopad.Wówczas łózeczko, książeczka, syropiki itp.Faceci tak mają,że chorują teatralnie. Odpowiedz Link
verbena1 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 24.10.08, 19:21 Chorujemy sobie dalej, tzn, ja chodzaca, gotujaca obiad ale malzonek narobil mi wczoraj strachu. Lezal pod dwiema koldrami i telepal sie z zimna. Zmierzylam mu temperature i az oslupialam - 39,7 ! Zadzwonilam do lekarza dyzurnego w szpitalu, ten kazal podac lek przeciwgoraczkowy i gdyby nie zadzialal przywiezc delikwenta do szpitala. Na szczescie goraczka zaczela spadac, dzis jest na tyle lepiej ,ze maz zasiadl przed komputerem. W kwestii odchudzania powiem tylko ,ze schudlam ostatnio znienacka i bez zadnej diety Pije duzo miegazowanej wody mineralnej i nie jem slodyczy, bo nie mam na nie ochoty. Nie bede dalej sie madrzyc ,zeby nie draznic niektorych, wiem jak opornie idzie jesli sie czlowiek na cos nastawi. Np,na rzucanie palenia, do czego nastawiam sie juz od dawna i nic. Trzymam kciuki nieustajaco Widzialam wyczyny forumowych Warszawianek za kolkiem, podziwiam je za odwage i determinacje. Trzeba miec stalowe nerwy aby wytrzymac w tej dzungli pelnej lampartow, hien i sepow Odpowiedz Link
mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 12:08 Sobota zachmurzona. Dwa rodzaje obiadkow juz zrobione - jedyny sposob, zeby miec jutro swiety spokoj! Verbeno - zycze zdrowia - chorujacy facet w domu to trudny pacjent Lx - robisz wspaniala rzecz - juz dawno powinnam sie przepisywanie niektorych listow, niezmiernia ciekawych, z przelomu wiekow. Jest w nich, oprocz spraw rodzinnych, ocena sytuacji na Ukrainie na poczatku XXw, zupelnie nie przystajaca do pozniejszych wydarzen i wiele ogromnie ciekawych opinii. Obym jeszcze zdarzyla tym sie zajac! Strasznie duzo mam dzisiaj w planie, wiec narazie znikam Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 13:40 Kot dzisiaj się ze mną wykąpał. U niego przerost ego wyraża się tym, ze z byle naczynka nie pija. Miednice, umywalki, kryształowe kiliszki, a dzisiaj, w końcu czemu nie, z wanny w której się wylegiwałam. I zjechał do wody, wbrew pozorom nie stało się dla niego podstawowym problemem jak sie z wanny wydostać, ale jak zachować godność. Odpowiedz Link
foxie777 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 17:27 Co do diety, to ja tez uwazam, po prostu staram sie jesc mniejsze porcje.Na szczescie nie mam "sklonnosci" do slodyczy i to mnie ratuje. Fed, nawet boje sie skomentowac twoja ostatnia przygode. U mnie pogoda sliczna,i tak juz bedzie do maja. Po 2o latach moj materac wreszcie zrobil klape i na razie jezdzimy po sklepach i probujemy.Mam juz dwa ktore wchodza w rachube. Droga to przyjemnosc. pozdrowienia dla wszystkich Odpowiedz Link
mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 25.10.08, 23:42 bardzo wypelniony dzionek mialam, malowanie trwa, bylam u dziewczyny, ktora prowadzi zarsztaty decupage'u, robi przepiekne przedmiociki - bardzo efektowne na prezenty grudniowe. tez sie podszkole, planuje takie warsztaty dla naszych sluchaczek. No i jeszcze z poswiecenim pomalowalam mlodej wlosy, dobrze ,ze jutro wstajemy godzine pozniej, chociaz osobiscie nie lubie tej zmainy czasu i wczesnego zmierzchu! Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 07:41 Kto wstaje później, ten wstaje później. Mojej zwierzynie nikt nie zmienił godziny na zimową. Osobiście te zmiany uważam za kretyńskie, ale ani mnie grzębią, ani mnie zieją. Decoupage, piękna rzecz A włosy postanowilam pomalować sobie sama! Zobaczymy co z tego będzie. W razie czego zawsze mogę zgolić, szybko mi rosną. Bywałam już cimno fioletowa z blikiem który mi szedł ode łba jak w komiksie, platynowo blond, czarna, ruda, w wersji tak płomiennej że to cud że mnie woda nie oblali, bo istny ogień miałam na głowie. Niczego się moje kłaki nie boją. Ułożyć sie ich nie da, uczesać też nie, kolorek taki jakiś niedookreślony mają z natury i od zarania życia wyglądam jak miotłą zwieńczona, ale mają jedną zaletę. Czego bym im nie zafundowała, tlenienie,(raz udało mi się zrobić to 3 razy w ciagu 10 dni) farbowanie, peerelowskie trwałe i inne doświadczenia, a one uparcie przy mnie trwają i nie wyłażą. Ja bym wylazła, przy takim traktowaniu. Za oknem niebo łagodnie przechodzi z szarości w szroniebieskość. Ma być chłodno. Szkoda. Moja róża chyba zrezygnuje z rozkwitania nabrzmiałymi pąkami które się na niej puszą w liczbie 6. Foxie, to nie ja miałam przygodę, tylko Pan Kot. Ja byłam tak jak zawsze w jego przypadku, jedynie zachwyconą wszystkim co robi, publiką. Mniej jestem zachwycona tym co robi Dziecinka. Została na noc u swojego chłopaka. No i nie podoba mi się, acz chyba nieracjonalnie. 18 lat ma? Ma. Zabezpieczona jest? Jest, sama o to zadbałam. Uczciwie mnie pyta o pozwolenie, zamiast twierdzić że pójdzie na noc do Czarnej Julki? Uczciwie pyta. Niby wszystko jest w jakiejś normie. Czyżbym była wrazliwa na: Nie uchodzi, nie wypada, co Maćma powie i reszta świata powie? Ciekawostka przyrodnicza. W przeciwieństwie do Dado chudnę w żółwim tempie i jakoś tak wybiórczo. Co nie znaczy że np. chudnie mi lewe udo, a prawe nie. Inna sprawa że takie coś mogłoby być spektakularne. Maćma dziwi się że szykuję sobie wymyślne posiłki. A ja nie chcę znudzić sie dieta, tylko wprowadzić takie jadło na zawsze, jak to słusznie sugeruje Luiza (Tyyyy nie znikaj znowu). Wczoraj łosoś en papilliote, czyli z piekarnika, zawinięty w folię alu, polany odrobiną oliwy, z plasterkami cytryny, koprem, posmarowany grubą solą i pieprzem cytrynowym, a do tego cukinia pieczona na ostrym ogniu z czosnkiem, za surowiznę robiły ogórki małosolne. No niby chudnę, ale przy tej szybkości, mam przed sobą minimum pół roku zabawy nim dojdę do "siebie", zakopanej pod grubymi złogami tłuszczu. Może dzięki temu uniknę za to efektu jo-jo. Coś za coś. Tylko jak ja przezyję wieczór sushi? Kocham sushi, a nie wolno mi nawet ptrzeć na ryż przez kilka tygodni jeszcze. I nie mogę po prostu nie pójść, ani nijak sie wymigać, bo ten wieczór jest u mnie, a sushi robimy z córką przyjaciółki której są urodziny!! Choć jakby pomyśleć to raz udało mi się opuścić przyjęcie które odbywało się u mniePodobno, nawet z godnością obeszłam wszystkich gości żegnając się, zaczem zamknełam za soba drzwi sypialni. Ale w moim wieku to już nie uchodzi. Suka skuczy, idę nad Wisłę, miłej niedzieli Wam zyczę. Odpowiedz Link
mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 13:37 Droga Fed, w praktyce nic nie jest proste!!!! Piszesz "zabezpieczona jest". Rozumiem, ze przed niepozadanym macierzynstwem. Ale czy to wszystko przed czym chcialoby sie zabezpieczyc nasze corki? Wiem, ze nie ma madrych na zabezpieczenie przed zranieniem uczuc, calym bagazem psychicznym zwiazanym z pozyciem seksualnym. Wcale mnie nie dziwi twoj wewnetrzny niepokoj. Ma 18 lat, jest "dorosla". Ale czy dojrzala? Nic nie poradzisz, dobrze ze mowi szczerze dokad idzie. Ale serce jest niespokojne - mamy bagaz doswiadczen - dobrych i zlych, niestety nic z tego nie mozemy przekazac naszym dzieciom. Musza same "doswiadczyc", a chcialoby sie im pomoc. To taka refleksja matki do matki Z czym bedzie suszi??? nie jesz , to chociaz opisz! Dzisiaj mzonek mnie wkurzyl, wnoszac mi do domu kwiaty tarasowe bez uzgodnienia. Niektore wcale nie potrzebnie, mam zamiar je troche przesadzic lub zlikwidowc. I jeszcze dumny z siebie, a niech sobie stoja teraz na stole, mam inne plany! Jest slonecznie i moze pstrykne jakies foty. Odpowiedz Link
jan.kran Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 16:32 Fed zamiast sushi zrób sobie sashimi Odpowiedz Link
foxie777 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 20:37 JanKran, nigdy mi nie napisalas czy zrobilas lososia moim sposobem no i czy sie udal?Mam nadzieje ze tak. Fed doskonale zrozumialam, ze chodzilo o kota, ale jakos mi sie wydaje ze koci temat nie jest tu popularny.Moze rzeczywiscie za duzo zdjec wklejalam, ale to byly moje proby fotograficzne a temat memu sercu mily, choc nie tylko. Kupilismy przed chwila nowy materac.Przywioza w srode, i zabiora stary.Juz sie nie moge doczekac, bo mam klopoty z kregoslupem a ten ponoc ma byc super.Zobaczymy. Ja pewno jestem starodawna, ale u mnie zasada byla ,ze jestes dorosly jesli placisz rachunki i potrafisz sie utrzymac. Moj syn, ktory juz oczywiscie jest samodzielny, musial mieszkajac z nami przestrzegac pewnych regul,miedzy innymi nie bylo mowy o przyprowadzaniu na noc tzw girlfriends.Nawet nie mial z tym problemu, bo chyba sie troche krepowal.Czy chlopak Twojej corki ma wlasne mieszkanie?. Pozdrawiam deszczowo Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 22:09 Foxie, chłopak Dziecinki ma własne mieszkanie, pracuje i studiuje. Nie są, Bogu dzięki zaręczeni i mam nadzieję że jej się jeszcze dziesięć razy zmieni. A nie wyobrażam sobie nocowania u "teściów" bez jakiegoś stałego związku. Odpowiedz Link
mammaja Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 23:14 Nawet byla juz kiedys na ten temat dyskusja i ja takze nocowalam wielokrotnie chlopaka corki w goscinnym pokoju, nie wyobrazam sobie mojego malzonka tolerujacego inny wariant we jego domu. takie juz zwyczaje poniewaz jakos malo fotek w tym odcinku zlaczam jesienne widoczki z dzisiejszego dnia - az dziw, ze jeszcze tak kwitna - dopoki mroz nie zwazy Odpowiedz Link
dado11 Re: Koniec Babiego Lata, koniec Złotej Jesieni 26.10.08, 23:43 Ale u ciebie jeszcze kwietnie i kolorowo, Mammaju Odpowiedz Link
jan.kran Re: Foxie :) 27.10.08, 02:31 Dobrze że mo przypomniałas o tym łososiu , wrzucę do ulubionych i zrobię niebawem. Córcia mnie ostatnio wizytowała przez kilka tygodni a Ona ryb nie jada więc nie bylo okazji ... Dziś był pstrąg morski ze szpinakiem i do Twojego przepisu też wezmę pstrąga bo ma smak podoby do łososia tylo delikatniejszy. Pozdrawiam. Kran Odpowiedz Link
dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 26.10.08, 23:29 Właśnie wróciliśmy z kina, z najnowszego filmu braci Coen. Opiszę w stosownym wątku. Niedzielę, dłuższą o godzinę, ciepłą i pogodną, spędziłam na grabieniu, wycinaniu uschniętych i zasuszonych, i znowu grabieniu. Mam chyba szok tlenowy, bo japa mi się drze, jak stare prześcieradło... Dziś też pożegnałam trzeci kilogram nadmiaru ciała, więc nie jest to jakieś zabójcze tempo, po 2 tygodniach nie jedzenia??? Ale dzisiejsze "niejedzenie" było pyszne, zrobiłam sobie w woku kruche warzywa w sosie chili i sojowym Jutku, jak tam barszcz, udał się? Odpowiedz Link
joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 00:48 Wczoraj póżnym wieczorem wróciłam z wycieczki,zmęczona,ale bardzo zadowolona Wstawię kilka jesiennych fot z wyjazdu: Odpowiedz Link
joujou Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 27.10.08, 01:09 >Dzisiaj mam jeszcze luzik więc skorzystałam z zaproszenia i wybrałam się na spektakl"Złamane paznokcie.Rzecz o Marlenie Dietrich"-monodram z lalką w wykonaniu Anny Skubik(aktorki na co dzień grywającej w Atenach)-przyznam,że jeszcze jestem pod wrażeniem.Potem wieczorny spacer jako uwieńczenie mile spędzonego dnia. Mój mżonek też przychorował,na razie sam się leczy polegując w łóżku,ale chyba pogonię go do lekarza,bo to mi zaczyna wyglądać na zapalenie oskrzeli.Jedno muszę przyznać,on nie jest upierdliwy w chorobie,wręcz odwrotnie,chce mieć święty spokój. Mammaju podziwiam kwiaty w Twoim ogrodzie Ja jeszcze kilka dni temu zerwałam u siebie garść świeżutkich truskawek,one cały czas kwitły i owocowały,ale pewnie ostatnie przymrozki już je dobiły. Pozdrawiam wszystkich,a chorym życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Odpowiedz Link
joujou Re: Dzisiejki 278 - uzupełnienie informacji do fot 27.10.08, 12:09 Powinnam zrobić to od razu,ale tak się spieszyłam,że zapomniałam >fotka druga i trzecia-Góra Św. Anny(Opolszczyzna)-muszę tam jeszcze wrócić,gdyż mieliśmy mało czasu,a i te urocze kapliczki(na całym terenie wokół Katedry jest ich ok.40) o tej porze roku są pozamykane. >zachód słońca nad Jez. Nyskim zwanym Nyską Riwierą(zbiornik retencyjny o pow. 22km kw) >pozostałe fotografie to okolice Ośrodka Rehabilitacyjno- Wypoczynkowego "Skowronek" w Głuchołazach Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 00:46 Tydzien temu w czasie wyscigu w basenie lekko naciagnelam sobie miesien z boku uda. Zdarza sie, nic nadzwyczajnego. Troche pobolewal przy siadaniu i wstawaniu. Zimne kompresy potem cieple kompresy, wstrzymanie sie od plywania. W czwartek bylo juz niemal dobrze. Az nagle w piatek w czasie proszonej kolacji zaczelo mnie mocniej bolec a w sobote bolalo tak mocno, jak zapalenie nerwu kulszowego (tylko w innym miejscu); nie bylam juz zdolna siadac, prowadzic samochodu a chodzic moglam tylko ciagnac noge za soba. Dwa dni na aspirynie i silnym srodku przeciwbolowym, zamiast pjechac na plaze i podziwiac rzezby. Dzis rano Buszmen zawiozl mnie do lekarza, siedzaca w samochodzie w jakiejs dziwnej pozycji. Lekarz dal mi trzy dni zwolnienia z pracy. Mowi, ze mam nadwerezony miesien w ktorym rozwinal sie stan zapalny, nie wiadomo dlaczego, bo przeciez noge oszczedzalam. Teraz wisze na krzesle na jednym pold... policzku i tworze najpilniejszy raport do pracy a potem pojde spac. Rwie mnie jak pijany marynarz. A za oknem kolejny dzien upalu i slonca, powinnam siedziec w ogrodzie, na plazy albo w basenie, a nie jeczec w lozku :o) Poloze sie w zapasowej sypialni z ktorej mam widok na ogrod i chociaz sobie na niego popatrze... Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
foxie777 Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 02:46 JanKran, dzieki za tak szybka odpowiedz,Na pewno bedziesz zadowolona. Fed, Twoje dziecko ma 18 lat, to moze jej sie zmienic, ale jesli nie to czy Ty akceptujesz tego faceta? Zdjecia sliczne, musze sie zmobilizowac i troszke popstrykac u siebie na lonie natury. Luizo, wspolczuje bo to jest taaakie uciazliwe jak czlowieka boli. Wiem z doswiadczenia bo mialam pare podobnych sytuacji.Teraz moj Maz powoli dochodzi do siebie po operacji ramienia. Intensywna terapia w domu i szpitalu. Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 09:07 Biednaś Luizo, biedna. Mięśnie używane (w znaczeniu ćwiczeń, a nie że z drugiej ręki) tak miewają, że z niezrozumiałych przyczyn nagle się zapalają. Mój Tata, namiętny i prawie zawodowy biegacz maratończyk, wie o tym najlepiej. Co i raz coś mu płonie boleśnie. U mnie krzyż zdaje się przeszedł do jawnej opozycji. Boli juz na stałe. Trudno, lekarze mnie uprzedzali że kiedyś do tego sie doczołga. Mam przed sobą jeszcze dwa etapy. W następnym będę musiała brać duże dwki leków przeciw, a w ostatnim operować, ale z tym to poczekam sobie jeszcze kilka lat. Poniedziałek zapowiedział sie różowym wschodem słońca, światło było niezwykłe, ale niestety długo w nim nie wytrwał. Teraz jest może nie aż szaro, ale siwo. Włosy pomalowałam,o dziwo skutecznie. Ku mojemu zaskoczeniu i chyba podświadomemu zawodowi, wyszedł bardzo przyzwoity, naturalny kolor, który ukrył siwizny i zniwelował roznice pomiędzy wersją letnią i jesiennymi odrostami. Oszczędność duża, zamiast najmarniej 70 zetów w osiedlowym "zakładzie", koszt operacji= 19 PLN. A strzyc będę sie za 15 kilo. I wtedy zmienię kompletnie imidż Na dzisiejszy dzień mam bardzo ambitne plany. Musze odgruzować mieszkanie przed powrotem le Męża. Prasowania też zebrało mi się na kilka godzin. Panią sprzątającą odstawiłam na bok na czas nieobecności pana domu i pieniądze które zapłaciłabym jej, wydałam radośnie na Allegro, na siebie. Kurtka jesienna od Marelli, hiszpańskie buty w kratkę, dwa swetry, fioletowy odlotowy kapelusz z USA i szlik pod kolor, wieczorowy żakiet od Diora. A jakoś tak mam z gustem i rozmiarem, że tego co mi sie podoba, nikt inny nie licytuje i dzięki temu bardzo tanio mi sie kupuje Odpowiedz Link
mammaja Re: Bolesny poniedzialek po obolalym wekendzie 27.10.08, 10:36 Bardzo wspolczuje, Luizo, mam nadzieje, ze powrocisz do wspanialej formy lada dzien! Joujou, czy mozesz napisac osobno miejsca uwiecznione na pieknych fotkach? Fed, musze cie zobaczyc !!!! Wszystkim milego tygodnia, teraz wychodzi troche slonka, pan malarz juz dziala od rana, mzonek przestawil sobie zegarek w odwrotna strone, a poniewaz byl umowiony na przeglad samochodu na godz. 8 wstal o jakiejs upiornej nocnej porze! W sumie dwie godziny za wczesnie! Mial wstac o 6 tej, wstal o 4 tej! dziwil sie tylko ze tak ciemno! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 09:36 Nadal zle spie, bo bol mnie budzi gdy tylko rusze noga, ale juz moge siedziec. Mala rzecz a cieszy. Popracowalam rano, pospalam 3 godziny w poludnie i lepiej sie czuje. Zaladowalam dzisiaj program podatkowy (termin skladania zeznan podatkowych dla osob fizycznych to 31 pazdziernika), wypelnilam niemal caly arkusz, jeszcze tylko rozlicze domowe biuro i bedzie z glowy. Czy wiecie, ze Swieta sa juz za 9 tygodni? Mam liste zakupow, pewnie sie na nie wybiore w sobote (po zwiedzeniu zaleglej wystawy rzezby na plazach i klifach miedzy Tamarama i Bondi). Buszmenowi trzeba kupic osprzetowanie do roweru, bo uparcie sklada je z roznych gratow i jezdzi bez swiatel i dzwonka :o( Kurki podrosy, ogrod pieknie kwitnie, kalistemony sa obwieszone kwiatami i papugami. Pozdrawiam - Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
mammaja Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 11:40 Milo moc siedziec, nieprawdaz? Przearazajaca wizja myslenia o swietach, jeszcze nie chce! Po zmianie czasu wczsnie robi sie ciemno, moze to nie dokucza mieszkajacym w srodmiesciu - ale u mnie paskudnie czarno! Prace domowe trwaja wczoraj odbyla sie dodatkowo rzez winorosli. Beda jeszcze mocniejsze na wiosne, ale zawsze zaluje tych obcietych galezi! Milego dnia! Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 14:20 Etam Święta, to jeszcze kawał czasu. Zresztą jak dobrze pójdzie i po mojej myśli, to pojade sobie i wrócę dokładnie na Wigilię. Spędziłam uroczy poranek w szpitalu praskim. Ojciec znajomego Francuza, bardzo leciwy i bardzo cięzko chory, był tam operowany. Znajomy nie mówi po Polsku i za nic nie może się niczego dowiedzieć. Został przez personel potraktowany per nogam. Ojciec jest podwójny PL/FR, ale w stanie w jakim jest przerzuca się z jednego języka na drugi cztery razy w jednym zdaniu. Niezła jazda była, bo mnie tez chcieli spławić, ale nie ze mną takie numery Bruner. Jak pitbull z trismusem wpiłam się w gardziel ciała medycznego i nie popuściłam nim się nie dowiedziałam absolutnie wszystkiego. Po rozmowie ze mną chirurg który operował i lekarz prowadzący byli spoceni jak myszy i lekko trzęsły im sie ręce. Potem odwaliłam świąteczne zakupy roślinne z Maćmą. Wróciłyśmy samochodem do którego nie dało by się nawet szpilki dołożyć. Mrozy, bratki, chryzantemy, ostróżki, w ilościach paletowych + nowy karmnik na jakieś 200 wróbli. Ojciec wezwany do garażu celem pomocy w noszeniu, dostał ataku śmiechu i powiedział że jeśli obsłużymy już całe Powązki, resztę możemy zawsze zawieźć na Brudno. Wcale mu się nie dziwię. Mamy 1, słownie jeden, własny grób i to mały, mojego Dziadka, na komunalnych (czyt. wojskowych). Babcia leży w kapliczce rodzinnej mojej ukochanej Kuzynki, do której Maćma zgubiła swój kluczyk już tyle razy, że nieprzechodzi jej przez gardło prośba o kolejną kopię, tak więc jedynie przez kratę kładziemy róże i zapalamy świeczki. A z grobu rodziny Taty, pozostała rodzina zawsze usuwa nasze naręcza, jako że zawsze byliśmy dla nich "kontrowersyjni". A kwiatów Maćma nakupiła tyle że można sporą nekropolię obsłużyć. Luizo siedź spokojnie i nie kręć się! Mammajko odwagi, to jest tylko moment który trzeba przetrwać Odpowiedz Link
foxie777 Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 20:13 Jak tak czytam o Powazkach, to mam straszna ochote tam byc. Uwielbiam ten cmentarz.Mama z Bratem oczywiscie wybieraja sie na Wszystkich Swietych.To taki uroczysto smutny dzien. Co do Swiat to tez nie chce mi sie wierzyc ze tak blisko. Chyba juz zaczne organizowac prezenty.To znaczy mam taki zamiar, bo przewaznie robie to w ostatniej chwili. Choinke na pewno kupie ok 10 grudnia. U mnie nareszcie chlodno, tzn ok 57F.Teraz tu jest na prawde cudownie. pozdr Odpowiedz Link
fedorczyk4 A ile za to daje Celsjusz? 28.10.08, 20:32 Czuję w sobie wyraźne zbiesienie. Owszem odpracuję czyszczenie grobu Dziadka, ale od tylu lat słyszę że trzeba wreszcie zrobić porzadną płyte, od tylu lat podejmuję w temacie własciwe działania, że nie, w tym roku nie dam się wrobić w czyszczenie szczoteczka do zębów i sadzenie roślin na komendę. Uwielbiam Święto Zmarłych. To jest chyba jedyne świeto pradawne, pra nie tylko słowiańskie, ale od pradziejów ludziom bliskie i naturalne. Kościół Katolicki je usankcjonował, ale nie zawłaszczył. Ale jakoś w tym roku nie widzę magii dusz, życzliwości przodków, wiary w wieczność. Widzę tylko pańskie skórki, baby walczace do ostatniej krwi o lepsze miejsca przy bramach, ceny na stroikach i kwiatach, zakazy wjazdu i parkowania. Widzę życie w całej jego trywialnej wersji które wdarło się w misterium ciszy i pogodzenia. Pójdę na cmentarz później, znacznie później, albo jeszcze później. Abo nigdzie nie pójdę. Odpowiedz Link
mammaja Re: Wtorek juz na siedzaco 28.10.08, 22:19 Zawsze mam problemy z przeliczaniem tego F na C. A pamietam, ze u mojego dziadka jeszcze termometr pokazywal w skali Remir 'a! ( tylko pisze sie jakos inaczej zawalilam dzien, zapiekanka sie przypalilam, nie poszlam na rozwiazywanie jolki. Chyba pojde spac, zeby z tym kiepskim dniem skonczyc Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Celsjusz daje za to 14 stopni :o) 28.10.08, 23:39 Mammaju, formula przeliczania jest zupelnie niezapamietywalna: °C = 5/9(°F-32) W skali F pamietam tylko kilka istotnych temperatur dzieki Buszmenowi, ktory dekade zycia spedzil w Stanach i czasem rzuca milami albo Fahrenheitami, ze o galonach nie wspomne. Tak wiec poczatki goraczki to 100F (=37.7C), punkt zamarzania to 32F, punkt wrzenia wody to 212F a mila cialu temperatura powietrza 25C (ktora Buszmen nazywa "temperatura idealna") to 77F. Do wszystkich innych temperatur uzywam internetowych przelicznikow, np www.wbuf.noaa.gov/tempfc.htm Nikt juz nie uzywa skali Réaumura, w ktorej zero jest takie jak u Celsjusza, ale wrzenie wody to 80 stopni. A w jakiej temperaturze przypalila sie Twoja zapiekanka? :o) Pozdrawiam Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Siapiaca sroda 29.10.08, 00:12 Obudzilam sie prawie jak nowa, moge chodzic bez kustykania i siedziec (chociaz wstawanie nadal jest bolesne). Od wczorajszego wieczora caly czas mzy drobna, gesta mzawka, ktora wiatr uklada w locie w malownicze welony i faldy. Niby nic, w rynnach slychac tylko kapanie, ale wg wodomierza napadalo juz 8 mm. Fantastyczny deszcz, najlepszy rodzaj deszczu dla ogrodu, bo powoli wsiaka w ziemie, zamiast splywac po powierzchni. Kurki zostawilam zamkniete w kurniku, zeby nie przemokly i sie nie przeziebily - sa jeszcze mlode i nie maja porzadnych pior i puchu. Krolikow tez nie wypuszczalam, spia teraz w zagrodzie w roznych pozycjach z bezwladnymi lapkami zwisajacymi z polek i stolikow. Za oknem szaro i sennie, ale ta szarosc zdobia plamy fioletu zaczynajacych kwitnac jacarand. Jutro ma byc ok. 30 stopni i troche deszczu zas w piatek 35 i burze. Ogrod bedzie rosl jak szalony. Nie moge sie doczekac kiedy wroce do ogrodu popracowac. Wlasnie dzwonilam na gielde i okazalo sie ze wylicytowalam metalowy luk do pnacych roslin i dwie piramidy, ktore mozna rowniez uzyc do pnaczy albo jako zwienczajace ozdoby. Buszmen wyskoczy z pracy w czasie lunchu i przywiezie te zdobycze do domu. Projektowanie i meblowanie ogrodu to dla mnie taka zabawa jak z wnetrzem domu, albo i wieksza, bo rosliny zyja i wszystko sie zmienia wraz z pogoda i porami roku. Pozdrawiam i oddalam sie w odmety pracy Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
dado11 Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 00:53 Luizo, cieszę się że zdrowiejesz, wyobrażam sobie twoje wkurzenie, że jesteś tak bezradna... Ale tak na zaś, to może się troszku oszczędzaj, co??? życzę zdrowia, kochana antypodo))) Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 08:14 Cieszę się że wydobrzałaś Ogrodniczko Naczelna. Obejrzałam sobie raz jeszcze zdjęcia Twoich włości na forum ogrodniczym. Matko, toż to prawdziwe gospodarstwo prawie samowystarczalne. Kurki śliczne, suchołuski kolorowe, a robota którą odwaliłaś od przejęcia tej ziemi, gigantyczna. Ten ogród chyba musi Cię kochać. A w stolicy pogodnie, więc lece z Krowisią na dłuuugi spacer. Miłego dnia życzę wszystkim P.S. Problem moralno-obyczajowy związany z Dziecinką, rozwiązał mi się sam. Dziecinka zerwała z młodym człowiekiem. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Re: Siapiaca sroda 29.10.08, 09:05 Oszczedzac sie? W ogrodzie? Tez cos. Ogrod to nie zadna "gigantyczna robota", to radosc zycia i ukochane miejsce. I faktycznie odwdziecza sie: wszystko co zywe stara sie jak moze: kwiaty kwitna, drzewa rosna, kurki grzebia, kompost grzeje, mszyce i slimaki zra... oj, te ostatnie za bardzo sie staraja. Za oknem caly dzien bylo szaro (chyba za patrzec na kwitnaca strelicje i bougainvilee wiszace od sasiada). Od poprzedniego postu napadalo jeszcze 10 mm deszczu. Zrobilam kilka mzawkowych zdjec i chcialam je dodac do ogrodowego watku na FotoForum, ale FF sie zbiesilo, wiec nie dodalam tam, ale zaraz polece wetknac je do Albumu. Moze pozniej uda mi sie wstawic je na FotoForum Ogrody, teraz trzeba pousuwac meble z werandy, bo jutro przychodza magicy od zakladania okiennic a za godzine -uwaga!- JADE po corke samochodem, po raz pierwszy od sobotniego poranka, kiedy z bolu niemal nie dojechalam do domu. PS.Fed, MM, Dado, uwaznie sledze Wasze perypetie z corkami; moja juz jest prawie mojego wzrostu i cierpne na mysl co bedzie wyrabiac... Odpowiedz Link
dado11 Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 00:48 Dziś większość dnia spędziłam na Powązkach, i w korkach do i od.... szczęśliwie nie padało, zrobiłam porządki, przetuptałam Mamę tam gdzie trzeba, dobiegłam do kapliczki, zapaliłam światełka i wywiązałam się z obietnicy złożonej 27 lat tamu, jak co roku zresztą... Powązki, jak zwykle w tym czasie, obdarowały mnie cichutką atmosferą, poczuciem ciągłości i nostalgią, ubraną w szelest liści, zapach gasnących zniczy i świeżo przyniesionych chryzantem. Naprawdę nie wiem, dlaczego ten klimat jest mi bliski... Może dlatego, że od czasu, gdy byłam słodkim pulpetem, o złotych loczkach, pamiętam ścieżki i opowieści mojej Babci, o przodkach, o Ciotkach i Wujach, o niewinnych pacholęciach widniejących jeno nazwiskami na płytach kamiennych... i chodzę, i towarzyszę, nawet czasem wbrew woli i zdrowemu rozsądkowi, tak mi już wgrali... Na dodatek przeciągnęłam moją coraz słabszą mamę po ścieżkach i nie będę musiała taszczyć jej w tłumie świątecznym, to dla niej coraz większy stress. Ok. pogoda była szara i ciepła, taka akurat... Pozdrawiam, D. Odpowiedz Link
mammaja Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 00:59 Tak sie chyba przekazuje tradycje, Dado, ze mamy w pamieci te wszystkie wizyty cmentarne, pamietam jazdy tramwajem z tloku, biale chryzantemy (innych raczej nie bylo), no i oczywiscie przysmaki przedcmentarne, na ktore rodzice nieco sie wzdragali, ale w koncu ulehgali i z papierka odlepialo sie rozowa "panska skorke" czy krakowskie rachatlukum, cos w rodzju bloku z bakaliami. Luzio, kiedy przeczytalam, ze Buszmen "wyjdzie z pracy" barzo sie zdziwilam, jakos podswiadomie lokowalam go w buszu na spedzniu czsasu przy bardziej malowniczych zajeciach niz praca Zapiekanka padla w banalnej temperature 170 C, poprostu byla a dlugo! Odpowiedz Link
dado11 Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 01:16 Wyobraź sobie, Mammaju, że nigdy nie spróboawałam nawet "pańskiej skórki", bo Babcia powiedziała mi, że robią ją ludzie o niedomytych rękach... cholender, nawet do dziś w to wierzę, mimo, że nie ma to już żadnego znaczenia... na dodatek, nie jestem w stanie zjeść jakiejkolwiek słodkości, zawierającej marcepan... dziecięce psyche jest niezmierzonym oceanem sprzeczności... Odpowiedz Link
dado11 Re: Cmentarze w odlatujacych liściach.... 29.10.08, 01:22 a tak a'propos przysmaków... dla mnie najważniejsze wtedy były sznury obwarz(ż?)anek, kiedyś nawet jakiegoś mleczaka w nich zostawiłam... no i zapalanie świeczek, z namaszczeniem, cierpliwie, bo gasły, z przesłaniem i z wiarą, że niechcący nieobecni usłyszą... Odpowiedz Link
jutka1 Środa. 29.10.08, 08:07 Wczoraj namiętnie pracowałam z domu, wprawdzie połączona z biurem linią wirtualną, ale fizycznie tutaj. Miałam do napisania dość ważną rzecz, która mi nagle wpadła na monitor (a raczej: została mi wrzucona przez szefa, bo osoby normalnie się tym zajmujące albo wyjechały, albo się pochorowały). Obłożyłam się wiec w domu papierami i pilnie pracowałam. Dziś wracam do moich normalnych zajęć - już teraz "zaległości", bo wczorajszy dzień "straciłam". Nic to, dam radę. Za oknem szaro. Jesień. A propos Zaduszek, spędzę je z kumplem z Kanady na Pere Lachaise, myśląc o "moich" grobach tam hen daleko. Miłego dnia. Odpowiedz Link
verbena1 Re: Środa. 29.10.08, 10:19 Pieknie piszecie o pamieci dla zmarlych, odwiedzaniu grobow bliskich osob i ciaglosci pokolen. Dziwne, ze dopiero tutaj w oddaleniu zaczynam to widziec, cenic i byc dumna, ze Polacy sa tak tradycyjni. Niewazne ,ze tak masowo akurat 1 listopada, niewazne ,ze czesto na pokaz i przesadnie, wazne ,ze ciagle sie pamieta. Jesli bede sie lepiej czula pojde na tutejszy cmentarz poszukac grobow Polakow,ktorzy wyzwalali nasze miasto. Ciagle jeszcze choruje, przyplatalo sie zapalenie oskrzeli, kaszle, z pluc wydobywaja sie jakies piszczace dzwieki nie dajace w nocy spac, oj,oj, niedobrze koteczku) Podjelam wiec probe niepalenia, za pomoca tabletek przepisanych przez lekarza. Wczoraj pierwsza tabletka i tylko 3 papierosy ,dzis ....okaze sie wieczorem. Trzymajcie za mnie kciuki Odpowiedz Link
fedorczyk4 Verbeno, 29.10.08, 12:40 Trzymam za Ciebie wszystkie cztery kciuki! Mnie mijają już trzy i pół miesiąca od dnia w którym obudziłam się i stwierdziłam że przestałam palić. Kuruj się i nie wychodź za wcześnie z domu. Odpowiedz Link
foxie777 Re: Verbeno, 29.10.08, 17:20 Dado, wprowadzilas mnie tym slicznym zdjeciem jeszcze bardziej w atmosfere Powazek,ktore kocham.Tradycje te pamietam od zawsze i ile razy jestem w Kraju bywam tam kilkakrotnie odwiedzajac coraz liczniejszych niestety czlonkow mojej rodziny.Zreszta tam tez bedzie moje miejsce.Pamietam nawet zapach jaki tam zawsze jest. Za celsjusza przepraszam, ale nie chcialam pisac na oko. Luizo,ciesze sie, ze z noga lepiej i gratuluje silnego krzyza, bo ja choc tak nie pracuje w ogrodzie jak Ty, to po kilku godzinach grabienia, sadzenia i roznych innych ogrodniczych czynnosci czuje moj krzyz i to bardzo. Fed, czyli znasz swoje dziecko doskonale, gratuluje. pozdr slonecznie i chlodno 17C,18C Odpowiedz Link
mammaja Zajeta sroda 29.10.08, 18:58 Dzisiaj mialam dzien w pelni satysfakcjonujacy - rano pojechalam na Zamek Królewski na wyklad z historii - poczet krolow polskich - w pieknej sali kinowej bardzo ciekawie. A sama bytnosc na Zamku nobilituje Potem biegiem na Politechnike, na kurs komputerowy - ale fajnie bylo. Moge z domu laczyc sie z serwerem Politechniki! potem mila wizyta naszej lekarki domowej, czyli mojej pasierbicy, recepty dla calej rodziny wypisane na dlugi czas. No i tak dobrnelam do wieczora, a juz corka siedzi i czeka na wejscie do mojego internetu. Bo ma "drogo" w laptopie! Jeszcze tu wroce!!!! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Czwartek, ale nie na werandzie 29.10.08, 22:26 Siedze z laptopem w najmniejszej sypialni gdyz werande trzeba bylo oproznic - dzis beda tam zakladane okiennice. Na biurku i podlodze lezy pelno niechlujnie splatanych kabli, ale pocieszam sie ze to tylko na jeden dzien, dzis wieczorem ustawimy wszystko z powrotem na werandzie. Majster przed chwila przyjechal a teraz lata w te i z powrotem po zewnetrznych schodach wnoszac panele okiennic. Dom jest pelen mebli i sprzetu z werandy poutykanych gdzie sie da. To ostatnie planowane w tym roku przerobki we wnetrzu domu, wiec gdy zawisna okiennice, zrobie porzadek i wreszcie wszystko trafi na swoje miejsce. Jeszcze tylko odnowie stary kredensik i moze uda mi sie ustrzelic druga cedrowa szafke biblioteczna i kwestia meblowa rowniez bedzie rozwiazana, przynajmniej dopoki dopoty nie bede miala nowych pomyslow :o) Za oknem bez zmian, szaro i mokro, chociaz nie pada. Prognoza mowi o popoludniowym przejasnieniu i ociepleniu dzieki polnocnym wiatrom. Kroliki wymyslily nowy sposob wydostawania sie z klatki skaczac ze stolika do gory tak zeby spasc miedzy plastikowy panel sciany i siatke przeciw komarom. Jednego stamtad wydostalam, nieco sprasowanego, dwa siedzialy w klatce a czwarty, buszujacy w krzakach, grzecznie przyszedl gdy przynioslam jedzenie. Prowizorycznie zablokowalam te droge ucieczki, trzeba bedzie zrobic nowa sciane gdy zbudujemy chodnik wzdluz klatki. Przede mna dlugi dzien: praca i sprzatanie werandy, wieczor tez mam zajety: o osmej odbieram corke z jej nowej pracy (rzucila McDonald's i znalazla prace w ksiegarni) a o dziesiatej mam poltoragodzinna konferencje ze swiatowym zespolem analitykow, konczaca sie przed polnoca. A jutro rano trzeba wstac do pracy, bleee. Koncze blogowac i ide poslizgac sie na watkach - ta szara pogoda nie zacheca do pracy :o) Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 04:52 Rzemieslnik od okiennic skonczyl prace i poszedl a ja przesiedzialam na podlodze werandy cale 45 minut konwersacji z szefowa jednej z moich szefowych ;o) podziwiajac jego dzielo. Jestem zachwycona ze mialam taki pomysl, bo wykonanie wyglada lepiej niz sie spodziewalam, zarowno z zewnatrz jak i z wewnatrz domu. Czuje sie jak na wczasach gdzies w krajach tropikalnych, gdzie w dzien Slonce a w nocy Ksiezyc klada na lsniacych deskach podlogi pasy przecedzonego przez zaluzje swiatla... Podniecona planami domowo/ogrodowymi przed chwila dostalam telefon od faceta, ktory dal nam wycene na instalacje do zbierania deszczowki i chyba zdecyduje sie na niego. Prace zaczelyby sie na poczatku grudnia. Ach, w ogrodzie bedzie pieknie na Swieta... A poza tym patrzac na balagan w domu wywiedzialam sie o uslugi sprzatajacych i zalatwie sobie dochodzaca pomoc. U znajomej, ktora mi rekomenduje swoich sprzataczy, para Koreanczykow nie tylko odkurza i myje wszystkie podlogi i schody w trzykondygnacyjnym domu, ale odkurza i poleruje wszystkie antyczne meble oraz myje okna za jakies smieszne pieniadze. Kurde, forum jest pelne pochwal POD i Krasnoludek, mnie sie tez nalezy, a co! Teraz czas zabrac sie do roboty, skoro tak strasznie mnie rozpiera chec czynu; problem w tym, ze platna robota jaka mam na dzisiaj jest znacznie nudniejsza niz ogladanie okiennic... Luiza-w-Ogrodzie - zielonym do góry! .¸¸><(((º>¸¸.·´¯`·.¸¸><(((º>¸¸. Australia-uzyteczne linki Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 08:29 Luizo, zdjęcie okiennic plizzz. W Warszawie ciepło, pomimo zapowiadanego na Wszystkich Świętych mrozu i śniegu, na razie jest 14 stopni, a ma być prawoie 19. Róża, ostróżka, lobelie kwitną jak szlone. Zupełnie nie przyjmując prognoz do wiadomości. Jadę rano spotkać się z profesorką Dziecinki od skrzepci. Dziecinka już od prawie 4 lat, czyli ukończenia muzycznej szkoły podstawowej, instrumentu nie ruszyła, ale profesorka została w rodzinie. Nizwykły człowiek. Pomieszanie z poplątaniem wzrostu 150 cm i jakieś 35 kilo wagi, po zmoczeniu. Gada, jakby oszalały GI walił z karabinu maszynowego, sama sobie przerywa szatańskimi chichotami, cały czas gestykulując jak mim. Bardzo ją lubię, a uczniowie po prostu ją kochają. Świetny pedagog. Potem już sam banał, muszę zrobić jakieś zakupy, bo w lodówce nic nie ma poza żarówką. Wywlokłam wczoraj z szfy, całe naręcza tkanin. Nie wiem jeszcze co zrobię, ale chodzi po mnie potrzeba wyrażenia się ręcznie. Może uszyję sobie torbę, albo co? A ponad to nic na działkch się nie dzieje. No niezupełnie, zrobiłam sobie świetny dowcip. Nie wiem czy juz o tym pisałam, ale w ramach odchudzania i dawania sobie poczucia że robie to aktywnie i luksusowo, ziajam codziennie przez godzinę. Czyli wcieram w człowieka krem redukujący celulitis marki Ziaja (14.85)owijam się szczelnie folią spożywczą marki Jan Niezbędny(3,50 rolka 30m)od kolan po szyję, zakładam na to pas Wibroaction, co to niby ćwiczy człowiekowi mięśnie nie przerywając snu i padam na godzinę z książką w dłoni. Ale uznałam że rezultaty nie są dość widoczne i idąc za radą siostry w odchudzaniu, niejakiej Agi od żębów, kupiłam serum aktywne Eveline (14.90)i nie czytając instrukcji obsługi, zrobiłam to samo co z kremem Ziaji. No i jak zległam na kanapie, przy szumie ćwiczącego mną pasa, wczytałam się opis działania. Otóż serum uzywa sie bardzo mało i ostrożnie jako że wywołuje "uczucie przyjemnego ciepła" To było wszystko tylko nie miłe uczucie. Miałam wrażenie że jestem pomidorem wrzuconym do wrzątku. Zdarłam z siebie folię, popędziłam do łazienki i wskoczyłam do wanny. Pomimo starannego spłukania kremu, przed dłuższy czas jeszcze mogłam utożsamiać się z płonącą żagwią. Dać małpie lusterko)) Odpowiedz Link
mammaja Re: Czwartek z widokiem na werande 30.10.08, 20:11 Przed poludniem, serwer gazetowy nie dzialal, zaluje ze nie przeczytalam wczesniej przygod Fed. Mialabym lepszy humor! Rano zerwal mnie zrozpaczony telefon od mlodej, ze zlapala gume, naszczescie w okolicy i nie umie sobie poradzic z nowym - starym samochodem, dajac do zrozumienia, ze ja - doswiadczony kierowca napewno pomoge. No i ja doswiadczona kobieta pomoglam, posylajac jej w sukurs czlowieka - od - malowania - scian. Oczywiscie pomogl, a 1/2 l Soplicy juz na niego czeka Potem mloda wziela moj samochod do miasta, odwozac nim swoje kolo do wulkanizatora, a mi zostawila swoje auto z tzm watpliwzm zapasem, potem ja jezdzilam do wulkanizatora zalozyc zwulkanizowana opone i juz jej pojazdem do miasta i tak dzien radosnie minal czego i wam zycze . Nie perturbacji, tylko radosnego miniecia!!! Odpowiedz Link
verbena1 Fedorczyk 30.10.08, 21:01 Moj siostrzeniec jako male dziecko byl bardzo psotny, nie mogl usiedziec na miejscu. Tlumaczyl to tak - ja chce byc grzeczny tylko COS mnie zmusza zebym robil odwrotnie. Fed, Tobie rowniez wszystko wydarza sie bezwiednie, bez twojej zgody i checi. COS naprowadza na Ciebie rozne dziwne sytuacje. Jestes cudna, pisz tak dalej)) Dzis odnioslam sukces, nie zapalilam ani jednego papierosa ! Nic to jeszcze nie oznacza ale poczatek zrobiony. Nie ciesze sie zbytnio poniewaz wrocil mi dziki apetyt na tluste, kaloryczne rzeczy i kilogramy ,ktore stracilam niedawno zaraz usadowia sie na moich biodrach i brzuchu, buu.... Mammajko ,nie wiem co lepsze dla Ciebie - corcia z samochodem czy bez? Wazne jest, ze moze zawsze na Ciebie liczyc Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 02:22 Fed, jak pisala Verbena, takie rzeczy same sie Tobie zdarzaja :oP Wizja zafoliowanej Fed namaszczonej serum w dzikim galopie do lazienki wzbudzila nieklamana ucieche moja (i tej czesci biura, ktore ja slyszalo). Czy to nie jest Chmielewska w czystej postaci? Swoja droga, czego to kobiety nie zrobia zeby sie upiekszyc. Slyszalam rozne horror historie, te z wibrujacymi pasami i z folia tez; nie wiem, dlaczego foliowanie jest tak popularne. Wplyw ogrodnictwa - wizja jedrnych skorek pomidorow spod folii? Nie wiem, ale jest to przesmieszne. W przypadku Fed skonczylo sie pomidorem we wrzatku. Kobieto, tylko nie zacznij sie pryskac srodkiem przeciwko mszycom, bo to sie moze zle skonczyc! Oddalam sie w strone firmowego barku, bo mnie ssie. PS Zrobie zdjecia okiennicom gdy znajde aparat ktory Buszmen gdzies zachomikowal pomagajac mi oprozniac werande. Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
mammaja Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 11:18 Dzisiaj czeka mnie ostateczne podpisanie aktu notarialnego sprzedaży dzilki, wiec jestem cala w nerwach. meska czesc rodziny zdaje sie na mnie, nie wiele moge juz zmienic - a obawy ze postepuje nieslusznie nie opuszcza mnie pewnie nigdy. czytanie waszych postow dziala na mnie kojaco, gdzies normalne zycie toczy sie a ja ciagle na wulkanie. Moze kiedys przejdzie! Verbeno kochana, ty tez nie opuszczasz potrzebujacych pomocy! Szkoda, ze gdzies przepadly nasze kolezanki Co z Monią i Ewelina! Odezwijcie sie!!! Odpowiedz Link
ewelina10 Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 15:01 Sympatyczna Mmko, i najdłużej znajoma forumowiczko, jestem i po tylu latach zażyłości chyba nie uda się tak na zawsze stąd zniknąć, i mimo, że nie mieszczę się już w granicach 40+, wciąż zaglądam tutaj z sentymentem. Od ponad miesiąca dokucza mi zapalenie krtani, ale nie będę biadolić nad sobą, bo nie lubię. Może stąd ta cała moja apatia. Rano komputerowiec podłączył mi większy monitor, ale ja i tak na razie wezmę na wstrzymanie od klikania. Rozumiem twoje uczucia związane ze sprzedażą działki. Mną raczej targały sprzeczności, wynikające bardziej ze wspomnień z przeszłości, mojego zaangażowania do ziemi, w którą trochę swojego potu wlałam na uprawę tzw. "Zdrowej żywności", która, po wyprowadzce z Warszawy, stanowiła przez jakiś czas panaceum na wszelkie bolączki życia miastowego. Później trochę bolało, kiedy obcy ludzie zamieszkali w domu, budowanym przez nas dla syna i jego rodziny. No i nic się nie zawaliło, nic nie ucierpiało. Okazało się, że przez płot mamy fajnych sąsiadów, z którymi jest zawsze o czym pogadać, syn znowuż nie tak daleko się wyprowadził, bo parę płotków dalej w tej samej wsi, a młodszy syn, dzięki kasie uzyskanej ze sprzadaży, cieszy się z mieszkanka w Warszawie. I tyle pisania, pozdr i troszkę jeszcze nie całkiem obecna Ew Odpowiedz Link
mammaja Re: "świetny dowcip" czyli ofiara upiekszania 31.10.08, 20:29 Wiataj, Ew. - pamietaj ze 40+ posiada tylko dolna granice! Inaczej mnie tez nie powinno tu byc, pocieszam sie, ze nie jestem sama Wspolczuje zapalenia krtani - rzeczywiscie bywa uciazliwe. jezeli chodzi o tamten kawalek ziemi, to nic na nim nigdy nie posialismy ani nie postawilismy, poprostu sobie byl, na pociche zostawilismy tam dla dzieci jeszcze spory kawlek nad jeziorem, uwazam ze potrzeby tutejsze sa wazniejsze. A rolnikami juz nie zostaniemy jednak dzien byl bardzo meczacy, nim sie wszystko uladzilo. Jutro wyjazdy na dwa cmentarze, to i odpoczac pora! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie BARDZO goracy piatek 31.10.08, 00:19 Wieje silny wiatr od rownika, dajacy uczucie ze stoi sie przed otwartym paleniskiem lokomotywy. W cieniu bedzie 36 stopni, troche martwie sie o zwierzaki w ogrodzie, o siebie mniej, bo w biurze siedze w klimatyzacji i na boso. Ale kroliki i kury maja ocienione miejsca i duzo wody do picia zas wieczorem ma przyjsc nagle ochlodzenie i deszcze wiec noc bedzie chlodna. Na jutro zapowiadaja 14 stopni mniej. Podpieram sie nosem za biurkiem po wczorajszej konferencji, ktora aczkolwiek interesujaca i plodna skonczyla sie o polnocy a ja bylam tak nabuzowana, ze nie moglam potem zasnac. Trzyma mnie w pionie jedna mysl: zostalo tylko niecale 6 godzin do weekendu. Kupie po drodze do domu jakies sushi i walne sie do lozka na kilka godzin, a potem zobacze co da sie zrobic z piatkowym wieczorem ;o) Pozdrawiam goraco :oP Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
dado11 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 31.10.08, 22:38 Witam, Verbeno, trzymam kciuki za twoje zdrówko i niepalenie!!! 6 października minęła 5 rocznica mojego niepalenia jest super bez tych paskudnych śmierdzieli! Ewelino, nie odchodź z tak błachego powodu jak wiek... mnie pewnie też już nie powinno tu być, ale będę! no Piątek był piękny, słoneczny, choć już nie tak ciepły jak dzień poprzedni... niemniej, z okazji braku zajęcia postanowiłam udać się do manicurzystki na piechotę, czyli 3 km w te i 3 spowrotem. Może się to wydać całkiem nic specjalnego, ale przy moim trybie życia - komputer/samochód, to niezła odmiana wróciłam do domu mokra jak mysz, z rumieńcami na policzkach i głodna jak wilk... ale i tak wytrwałam, tylko ciut duszonych na oliwie warzyw... paznokcie mam prześliczne, tyle, że do domu nie doniosłam ich w całości, bo grzebałam w torebce, żeby zapłacić za cukierki dla dzieciaków (ech... ta nowa tradycja, Halloween...) zresztą już nam się pod furtką przewaliła cała gromada wielbicieli słodyczy, i prawie nic nie zostało... mam nadzieję, że nie podpalą śmietnika, ani nie pomażą bramy... poza tym, spokój. Jutro barszczyk rodzinny, zrobię eksperymentalną sałatkę z krewetek, gruszek i sera, uściskam Ciocie i Wujki, a potem pobiorę moją drogą Kuzynkę i będziemy snuć słodkie opowieści o czasach minionych w świetle świec, w chłodnej ciszy przysypiającego jesiennie ogrodu... albo w cieple buzującego wesoło kominka... moje chudnięcie nie wykazuje żadnych, spektakularnych postępów, więc nie ma się czym pochwalić... chyba, że cierpliwością... ktora do tej pory mi się nie zdarzała... Ok. koniec zamęczania was głupotami... buziaki, D. Odpowiedz Link
mammaja Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 01.11.08, 01:17 U nas tez narobilo sie halloweenowcow, niektorzy przynajmniej pofatygowali sie i mieli smieszne przebrania - naszczescie kupilam mieszanke wedlowska, wiec polasowali. Ale to jednak nie ta tradycja Odpowiedz Link
foxie777 Re: Dzisiejki 278 - w odlatujacych lisciach.... 01.11.08, 02:20 Moja Mama na to Swieto narzeka i nie znosi twierdzac, ze to amerykanskie wymysly.Zawsze jej tlumacze, ze po prostu jedno nie ma zadnego zwiazku z drugim.Ja lubie sie przebierac ,a zawsze jak juz pisalam uwielbialam Dzien Wszystkich Swietych w Polsce.U nas tego nie ma. Tu juz sie czuje atmosfere troche swiateczna.Moze troche za szybko, ale ja lubie i tak.W tym roku kupimy choinke 10 grudnia. Juz mam zaplanowane.Mam nadzieje, ze Dado, a moze i ktos inny wkleji kilka snieznych zdjec,To bede miala radoche na Swieta. Dzisiaj zaliczylam glosowanie i teraz zostaje czekanie na wyniki. Zostalo kilka dni. pozdr i zycze powrotu do zdrowia Ewelinie i Verbenie. Odpowiedz Link
jutka1 Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 09:37 ... i do domu daleko. Spędzam dzień z kumplem wizytującym z Kanady. Pojedziemy na Pere Lachaise na ersatz Zaduszek, a poza tym będziemy spożywać po różnych tarasach, i gadać, gadać, gadać. Nie widzieliśmy się ponad dwa lata, choć wydaje się, jakby to było wczoraj. No, przedwczoraj, bośmy się widzieli u mnie na Dolnym Śląsku. Miałam dość intensywny i trudny tydzień w pracy, pod wieloma względami, ale zdążyłam, załatwiłam, zaklepałam. Jest OK. Jutro tylko muszę z godzinę popisać, spoko. Dziewczyny, kurujcie się, dbajcie o siebie, pora roku teraz paskudna... Dado i Fed: podziwiam samozaparcie i cierpliwość, wytrwałości życzę. Wszystkim życzę miłego week-endu, nawet jeśli jest z natury swej refleksyjny... Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 10:13 Zależy gdzie. W stolicy pogoda bardzo przyjemna. Ciepło i sucho. Dzień przede mną leniwy i przyjemny. Coś do upieczenia, coś do posprzątanie. A resztę opisała Dado. Dzecinka strasznie przejęta, bo wprawdzie nie urządza "domówki", jednak w taki dzień to byłaby przesada, ale po raz pierwszy w zyciu ma wolną chatę i pewnie przesiedzą z Czarną Julką i Wiewióreczką, do białego dnia na plotkach i wyzwierzeniach. Dzięki Jutko za życzenia. Ew, Lx, Moniu, brakuje Was. Odpowiedz Link
mammaja Re: Sobota, szaro, mokro... 01.11.08, 21:51 Nikt nie pamieta takiej pieknej, cieplej pogody na Wszystkich Swietych. Przedpoludniem nawet ubralam sie troche za cieplo. na naszym lokalnym cmemtarzu spotkalam oczywiscie wiele zaprzyjaznionych osob, dawno nie widzianych. Popoludniu na Powazkach Wojskowych tlumy, ale nie straszne. Zrobilam nawet troche fotek. Zynek zawiozl nas znana sobie trasa pod sam cmentarz. Wystarczylo przejsc przez ulice. Jutro jeszcze drugie Powazki. Kolano niestety nie najlepiej, a tam przestrzenie - od konca do konca. Moze dzieki sloncu oswietlajacemu zlote jeszcze liscie nastroj byl pogodny, tak jaki powinien byc przy odwiedzaniu bliskich. I to niezmierzone bogactwo pieknych kwiatow. Ale na pisanie to juz sil nie staje Odpowiedz Link
verbena1 Listopadowa niedziela 02.11.08, 11:45 Wyszlam wreszcie na swiat, dosyc juz tego chorowania. Slonce przeswieca przez liscie ,piekny listopadowy nastroj, Szkoda ,ze nie mozna utrwalic na fotografii tej delikatnej mgieki i zapachow jesieni. Odpowiedz Link
dado11 Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 17:32 Ślicznie tam, u ciebie, Verbeno... wracaj szybko do zdrowia! ale u nas też baaardzo pięknie, wczoraj chyba był rekordowy 1 listopada, w ciągu dnia na termometrze było ponad 20 stopni! w cieniu! Dziś też pięknie i słonecznie, ciut chłodniej, ale tylko ciut Wczorajszy wieczór w licznym gronie rodzinnym (stawili się prawie wszyscy, ponad 30 osób) był przemiły, kolejne pokolenie już wyłazi spod stołu i zaczyna pokazywać różki, my z Fed ograniczyłyśmy się do napojów, ale jedzonko wabiło, oj wabiło... Ale, dziś na wadze pożegnałam kolejny, już czwarty kilogram nadmiaru Nie nagadałyśmy się zbyt wiele, bo po imprezie rodzinnej potuptaliśmy razem do przyjaciół, a tam nasze wygłodzone organizmy szybko padły ofiarą "drugiego" kieliszka wina... Swoją drogą, człowiek na diecie jest niezwykle ekonomicznym gościem...))) Dziś udało mi się przyłapać aparatem mojego kanarka na wolności, wprawdzie codziennie sobie lata, ale jest dosyć płochliwy, więc nie było to łatwe (może też miał kaca???) Pozdrawiam, D. Odpowiedz Link
foxie777 Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 20:10 Verbeno i Dado, zdjecia takie fajne.Kanarek sliczny.To on sobie przylatuje i odlatuje kiedy mu sie chce? Ja sobie swietnie przypominam zapachy jesieni i nastroj patrzac na zdjecia.Tego mi tu bardzo brakuje, ze juz nie wspomne o sniezku. Podziwiam wasze diety.Ja tez powinnam zwalic 5 kg ale ciezko bo pokus tyle.Moze sie wezme za to po Swietach, bo teraz nie warto nawet sie starac. pozdr Odpowiedz Link
mammaja Re: Listopadowa niedziela 02.11.08, 23:16 Drugi dzien cemntarnych wedrowek, nadal w ladnym sloncu, przyjechal brat i spozylismy rodzinny obiad w formie ogromnych pizz z okolicznej knajpki. Byly pyszne i nie narobilam sie przynajmniej Potem byla "atrakcja" w postaci braku pradu, cala okolica pograzyla sie w totalnych ciemnosciach! A ja nawet baterii nie mialam, zeby chociaz radio puscic! No ale romantycznie, przy swiecach, z woda gotowana na herbate w garnuszku, nawet czajnik blaszany gdzies wyniesiony do garazu. Ech, ta elektrycznosc - dopiero jak jej nie ma widac jak nas uzaleznila! Jutro nowy tydzien, aby byl udany! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Poznowiosenny poniedzialek 03.11.08, 01:16 W nocy spadl rzesisty deszcz (2 mm) a od rana jest cieplo, wieje lekka bryza, po niebie wedruja malownicze biale chmury. Ma byc 28 stopni, mam nadzieje ze na basenie po pracy nie bedzie zbyt wielu plywakow... Weekend byl pochmurny i chlodny, ale nie padalo. W sobote pracowalam w ogrodzie od 8-mej do 19-tej, z jedna przerwa na jedzenie. Mialam duzo drobnych prac, ktore nie mogly czekac. Obralam stara pomarancze z duzych pluskwiakow, bylo ich okolo setki. Maja 2cm dlugosci i 1.2 cm szerokosci, sa jaskrawopomaranczowe i pryskaja zracym, smierdzacym plynem, wiec trzeba je zbierac w rekawiczkach, dlugich rekawach i okularach. Zaluje ze sie zagapilam i pozwolilam im sie rozmnozyc, bo siedzialy glownie na lodyzkach nowych lisci i zawiazanych owocow (na razie wielkosci groszku). Mam nadzieje ze nie dokonaly za duzo zniszczen i bedziemy miec owoce przyszlej zimy. Poza tym przygotowalam wielkie donice do wsadzenia krzewow pomidorow koktajlowych, zasadzilam stokrotki wyhodowane z cietych galazek, zebralam reszte sciolki pozostawiona w kacie, spryskalam sadzonki datury srodkiem na gasienice, zasadzilam na ocienionym tarasie kilka paproci, ktore wysialy mi sie do doniczek (nie wiem, czy to nie sa przypadkiem paprocie drzewiaste, ale co tam) i ta drobna przyjemna ogrodowa krzatanina zajela mi cala sobote. A w niedziele rano poszlismy na plenerowa wystawe "Sculpture by the Sea", gdzie kilkadziesiat rzezb jest wystawionych wprost na plazy Tamarama i na klifach wzdluz chodnika prowadzacego do slynnej plazy Bondi. Bardzo mi sie podobalo, zrobilam duzo zdjec, ale jeszcze ich nie zladowalam. Zabieram sie do platnej pracy, przede mna tydzien miesiecznych raportow, a Wam zycze spokojnego poczatku tygodnia. Luiza-w-Ogrodzie Mówił Kon Fu Tse: Chcesz być szczęśliwy kilka chwil? Upij się. Kilka lat? Ożeń się. Całe życie? Załóż ogród... Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Poznowiosenny poniedzialek 03.11.08, 08:48 Śliczne te pluskwiakiRzeźby wyglądaja niezwykle. Verbeno, Twoje zdjęcia pachną jesienią. Mm, ja nawet boję sie myslec co by się działo gdyby elektryczności zabrakło na dłuższy czas. A ponoć wisi nam to u nosa, jako że stan sieci jest dramatyczny. Niedzielę głownie przespałam i przeczytałam, teraz lecę na pocztę, potem z Maćmą do lekarza. Resztę dnia poświęcę na doprowadzanie domu do stanu powrotnego. Le Mąż jutro zawita po trzech tygodniach nieobecności. No i będę musiała przeprowadzić z nim pertraktacje w sprawie mojego wyjazdu. Delikatna sprawa, tym bardziej że chciałabym wybyć ok. 25 listopada i wrócić najwcześniej 24 grudnia, jeśli w ogóle w tym roku, bo jesli Synuś Środkowy z jakiegoś powodu miałby nie przyjachać na Święta do dom, to ja się bieszę i wracam po. Rodzina już uprzedzona ze wyjątkowo trzeba bedzie samemu zająć się gotowaniem i urządzaniem. A mi się aż w głowie kręci na samą myśl że miałabym spdzić tyle czasu na wolności Odpowiedz Link
lablenka_x Pierwszy poniedziałek listopada 03.11.08, 10:30 Cudowny koniec października i początek listopada spędziłam na cmentarzach, jak większość z nas.Melancholijne ciepło , zapach palących sie zniczy zmieszany z zapachem umierających liści,tworzyły nastrój jedyny i szczególny własnie dla tych dni.Zresztą co ja będę opisywać, byliscie też.Jednak to niesamowite,że nad grobami zmarłych spotykają się, raz do roku członkowie rodzin, a w alejkach rozpoznajemy twarze z dziciństwa, z młodości i wszysy się cieszą,że w tym roku znów...,że jeszcze....W blasku morza światła, gdzieniegdzie tylko ciemne plamy zapomnienia - groby ciche i samotne. Przewiozłam rodzinę tam i z powrotem w całości, a to sukces nie lada.Tyle znów osób zginęło i tylu rannych. Miałam pełnaa satysfakcję, gdy pędzace auto, na terenie ograniczonym do 40 km, wyprzedzało mnie na podwójnej ciagłej i cudem nie walnęło w wysepkę dla pieszych, a potem natychmiast wpadło w ręce policjantów. Tak trzymać. Niedziela natomiast spowita mgłą. Po raz drugi mąż z synem podchodzili do zmainy kół na zimowe. Pierwszy raz w środe, ale tak lało,że zakazałam im, a w niedzielę gdy juz wszystko mieli przygotowane, okazało sie,że zniknęła najważniejsza z ważnych nakrętka do odkręcania śrub chroniących koła przed kradzieżą.No i klops.Nadal mam letnie koła.Muszę dzwonić do servisu czy mają jakieś możliwości odkręcenia tych śrubek. Luizo - uaktywniła sie La Ninia, niezbyt to chyba dobra wiadomość między innymi dla Australii.Te pluskiwaki ohyyydne takie, fuj. Fedorczyku, wyrywaj się ku tej wolności, całom piersiom i ciałem całem i nie daj się zatrzymać, wszak dzieci dorosłe. Cieszę się Verbeno,że już czujesz się lepiej.Fotki ekstra. Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Co lepsze: La Nina czy El Nino? 03.11.08, 23:39 lablenka_x napisała: > Luizo - uaktywniła sie La Ninia, niezbyt to chyba dobra wiadomość > między innymi dla Australii.Te pluskiwaki ohyyydne takie, fuj. La Nina uaktywnila sie w zeszlym roku i na razie jest lepsza niz El Nino, ktory zdziesiatkowal nasze rolnictwo czteroletnia susza! W Sydney La Nina przynosi wiecej opadow i chlodniejsze lato. Niestety w glebi ladu fermy wciaz nie moga stanac na nogi zas glowne rzeki Murray & Darling zaopatrujace systemy irygacyjne ferm w stanach Nowa Poludniowa Walia i Wiktoria wciaz nie plyna tak jak powinny. Rzad federalny przejal zarzad nad tym systemem rzecznym, bo sytuacja byla tragiczna i scieraly sie ze soba miasta (potrzebujace wody pitnej i wody dla przemyslu), rolnictwo i biologowie (nadmierne czerpanie wody z rzeki grozi zanikiem wielkich sezonowych zalewisk, na ktorych zyja miliony ptakow). Jestem za La Nina, oby trwala jeszcze co najmniej z pol roku, bo na poczatku grudnia w naszym ogrodzie stana zbiorniki na wode i bedzie zamontowana instalacja czerpiaca wode z dachu, wiec jakies pol roku czestego deszczu bedzie potrzebne zeby napelnic zbiorniki... Pozdrawiam z szarego, zakrytego mzawka Sydney Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
malpa-w-czerwonym1 W odlatujacych lisciach i ODLATUJĄCYCH MAŁPACH 03.11.08, 13:28 No! To słowo stało się ciałem i letę w niedzielę z wizytą do Raula i Fidela! Mam nadzieję,że zdążę przed amerykańskim plastikiem i zobaczę prawdziwą Kubę. Myślę jednak,że taka przaśna to ona jest interesująca tylko dla nas, Kubańczycy chyba jednak woleliby egzotykę innego rodzaju! Odpowiedz Link
mammaja Re: W odlatujacych lisciach i ODLATUJĄCYCH MAŁPAC 03.11.08, 14:00 Milo, ze tye do czytania od poniedzialku! Malpo, czeka cie wspaniala podroz, mam nadzieje, ze chociaz fotkami w albumie i relacja ucieszysz nasze oczy i serca! Labla, tez mysle o zmianie opon, ale poki nie lada to.... Fed, to juz wraca? Planowany wyjazd nalezt ci sie jak psu buda No i jeszcze zdjecia Luizy, super, wole rzezby od pluskwiakow!!!! Pochmurno i ponuro, wyszorowalam lodowke na blysk, bo zmienily mi sie plany wychodzenia z domu. Strasznie ciemny dzien, pogoda prawie barowa! W domu balagan, jutro konic prac malarskich, jeszcze cyklinowanie podlogi, mimo ze ta na gorze to jakos balagan rozchodzi sie po domu w postaci 'wyniesionych" z poki rzeczy. Kompletny chaos. Minie, mam nadzieje! Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Znowu sie zrobil ruch na forum 03.11.08, 23:21 Wrocila dawno nie widziana LX i Malpa (ta znowu na wylocie, mam nadzieje ze pokazesz nam zdjecia?). Fed, zmykaj na urlop, miesiac wolnego sie Tobie nalezy! Jutka siedzi cicho, pewnie sie spracowala. Inne nieobecne moze wroca gdy dokucza im ciemne jesienne wieczory. O nieobecnych panach nawet nie pisze, kompletnie ich wymiotlo i poza konkretnymi tematami finansowymi nie odzywaja sie wcale. Mam nadzieje ze forum sie nie zahibernuje na zime. Pozdrawiam Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
jutka1 Re: Znowu sie zrobil ruch na forum 03.11.08, 23:50 Waśnie miałam to wkleić. Owszem, spracowanam. Pogoda była dziś jak drut, i co mi z tego, jak miałam Sajgon z Kongiem. Tyle, że w drodze do domu pozachwycałam się złotym światłem, prześlizgującym się między bladozielonymi żółcieniami liści i odbijającym się od fasad budynków. Złoto, złocistość o mandarynkowym odcieniu. Ciepło. Dopiero poniedziałek, a już jestem zmęczona. Kurdebalans. Poza tym cóż. Za trzy tygodnie jadę na Wschód, potem po kilku tygodniach do domu na Święta i Nowy Rok. Jak ten czas leci. Za kilka dni minie 5 miesięcy od mojego przyjazdu tutaj. Matkobosko. I tyle na dziś. Od jutra to samo. Dobranoc Odpowiedz Link
luiza-w-ogrodzie Wietrzny wtorek 04.11.08, 03:08 Rano mzylo z szarego nieba, potem zaczal wiac zimny poludniowy wiatr i powoli wychodzi slonce. Pracuje z domu, dziubiac rutynowe miesieczne raporty. Corka lezy w lozku zasmarkana po uszy i oczy. Dzieje sie nic. W perspektywie popoludnia mam skonczenie zeznania podatkowego (pare dni temu zawiesil sie serwer urzedu podatkowego, wiec nie moglam wyslac moich rozliczen) i moze jakies prasowanko? A wieczorem pojedziemy na grupe medytacyjna, z ktora wybieramy sie na ten weekend znowu do Pearl Beach. Pozdrawiam, zyczac Wam spokojnego wtorku Luiza-w-szeleszczącym gąszczu uroczynu Odpowiedz Link
fedorczyk4 Re: Wietrzny wtorek 04.11.08, 07:32 Za oknem mżawka. Wraca le Mąż i telewizor, obaj mniej więcej o tej samej porze, czyli koło południa. Jedzeniolożka nie mogła uwierzyć w rezultaty które pokazywał centymetr na Maćmie. Straciła 15 cm w talii!!!! ja skromniej trochę ponad 8 i 10 cm miejscami. Mama na chmurce Ja się nie podniecam bo mój plan jest bardzo długoplanowy. Kiedyś (jeszcze 4/5 lat temu) byłam po prostu chuda i taka była od wyjścia z dzieciństwa moja natura. Dziwne leki na dziwne sprawy, zmieniły to radykalnie i nie czuję sie z tym dobrze, oj nie. Niemniej nie przemienię się z ruchomej kopy siana w sztyl od szczotki w dwa miesiące. Mam cichutką nadzieję odzyskać siebie koło lutego. Na razie jedynie nieśmiało wysuwam zza zwałów tłuszczu oko na szypułce. Letę z Krowisią. Po drodze muszę wziąć gotówkę żeby zapłacić za reperację telewizora. Nienawidzę tej landary żywiołowo!! Ona to wie i nie odwazyła sie na powrót przed powrotem swojego pańcia. Życzę miłego dnia Odpowiedz Link
mammaja Re: zachmurzony wtorek 04.11.08, 12:07 Przez okno widac szare niebo, prawdziwie posepne. Zwleke sie zaraz do urzedu i banku, ale z najwieksa niechcecia. neistety atrakcji nie przewiduje, zisiaj przychodzi pan malarz na zakonczeniowe poprawki, w srode cykliniarz. i takie zycie, psia kostka. Zycze wam ciekawszego dni niz moje dzisiejszy! Odpowiedz Link
mammaja Re: zachmurzony wtorek 04.11.08, 12:08 A na wszelki wypadek otworze nowe dzisiejki ! Odpowiedz Link