Dodaj do ulubionych

ślub kościelny? nie bardzo...

28.11.10, 14:35
Witam. Piszę, ponieważ mam problem i niestety nie wiem jak sobie z nim poradzić, może ktoś mi pomoże...
Mam 21 lat, mój narzeczony 19, oboje studiujemy, on jest na 2, ja na 3 roku (różnica dlatego, ze poszedł wcześniej do szkoły). Jesteśmy razem już niecałe 6 lat, w wakacje poprosił mnie o rękę. Jestem przeszczęśliwa, bo marzyłam o tym i nie mogłam się doczekać :) Mieszkamy razem, ja pracuję (daje korepetycje, więc nie jest to duża kasa, ale na swoje wydatki mam), ale i tak utrzymują nas rodzice. To tyle, jeśli chodzi o naszą sytuację.
Teraz problem : zaręczyliśmy się, więc przydałoby się pomyśleć o ślubie. I tu zaczynają się schody : ja nie chcę ślubu kościelnego, bo nie czuję się na tyle katoliczką, żebym mogła brać ślub kościelny, nie chcę być po prostu obłudna. Nie chodzę do kościoła (nawet na święta), nie przestrzegamy czystości przedmałżeńskiej, stosujemy prezerwatywy - więc nie chcę być oszustką i brać ślubu kościelnego, nie chcę obrażać tych, którzy robią to z wiary i przekonania. Uprzedzam komentarze "wszyscy tak robią" - nie obchodzi mnie zakłamanie innych, ślub "bo co rodzina powie" tez mam gdzieś. Ślub jest dla mnie, nie dla innych, skoro nie żyję wg przykazań kościelnych, to jak mogę brać ślub? Poczułabym się jak ostatnia oszustka.
Mój narzeczony jest za ślubem kościelnym, chociaż stosunek do wiary ma taki sam jak ja. On po prostu nie wyobraża sobie, żeby było inaczej. Jego rodzina jest religijna (chociaż strasznie obłudna), więc podejrzewam, że to tez ma jakiś wpływ na postrzeganie przez niego tej sprawy.
Nie wiem co robić, z jednej strony nie chcę naciskać na niego i przeforsowywać mojego zdania, a z drugiej strony przecież nie zrezygnuję z własnych przekonań. Nie wiem, czy w ogóle można w tej kwestii wypracować jakiś kompromis. Wiem, że dopiero się zaręczyliśmy, jeszcze nie jesteśmy samodzielni finansowo, więc ta sprawa może poczekać, ale nie mogę przecież tak żyć i czekać co będzie.
I mam prośbę : osoby wierzące i praktykujące, proszę nie komentować mojego podejścia do wiary, człowieka powinno się szanować za to, kim jest, a nie za to,w co wierzy.
Z góry dziękuję za pomoc.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 28.11.10, 20:33
      Może tak: jako osoba wierząca uważam, że masz zdrowe podejście do sprawy i tyle, za to narzeczony z tych "co ludzie powiedzą". A taka postawa to dla mnie szyderstwo ze ślubu kościelnego o tyle, o wiele bardziej podoba mi się twoje podejście. Co ty możesz zrobić? Możesz np. wziąć ślub w kościele, jeśli narzeczony czułby potrzebę takiej farsy, ale jako świadek ślubu, to znaczy, że sakramentem taki ślub byłby tylko dla niego, dla ciebie byłaby to tylko formalność, z tym, że jeśli piszesz o obłudzie jego rodziny, to raczej to nie przejdzie.
      • tetlian 19 i 21 lat? Przecież Wy jeszcze dzieci! 07.01.11, 11:49
        19 i 21 lat? Przecież Wy jeszcze dzieci! I na dodatek od 6 lat razem? Czyli gdy mieliście 13 i 15 lat odpowiednio? I teraz myślicie o ślubie? Wydaje mi się to trochę nie odpowiedzialne. Jesteście w tak młodym wieku, że jeszcze wszystko może się Wam pozmieniać. Ja bym poczekał na Waszym miejscu aż skończycie studia i będziecie sami się utrzymywać. Wtedy można podejmować takie decyzje. Teraz skupcie się na nauce.
        • kretynofil Pogratulowac! 07.01.11, 12:11
          Bardzo podoba mi sie podejscie do sprawy autorki watku i fajnie ze sa ludzie ktorzy nie chca isc za tlumem, powielac schematow na ktorych de facto opiera sie polska "religijnosc".

          Uwazam ze powinnas porozmawiac uczciwie z facetem - jesli chce po katolicku to od jutra szlaban na seks az do slubu ;)

          A tak powaznie - piszesz ze jestes szczesliwa, ze go kochasz, itd. Fajnie. Problem w tym ze zamierzasz (w mlodym wieku!) zwiazac sie na cale zycie z pierwszym facetem i do tego hipokryta "genetycznym". Musisz sie dobrze zastanowic nad tym pomyslem - bo sorry, ale ten slub to dopiero poczatek zabawy. Cala rodzinka bedzie Ci nudzic (bo pobierzesz sie nie tylko z nim, ale i z jego rodzicami, takie sa realia) az staniesz sie taka sama hipokrytka i wychowasz Wasze dzieci na hipokrytow.

          To raz.

          A dwa: facet musi umiec sie postawic rodzicom. Jesli to, za przeproszeniem, cwana cipa ktora rodzicom slodzi o religijnym slubie ale ze "szturchania" nie rezygnuje to mozesz sie spodziewac, przykro to pisac, ze rownie "konsekwentnie" bedzie podchodzil do lojalnosci wobec Ciebie.

          No bo przeciez skoro "wszyscy" zdradzaja - to czemu mialby sobie odmawiac przyjemnosci na firmowych imprezach integracyjnych? Skoro "wszyscy" kradna to czemu mialby czegos nie podprowadzic?

          Dlatego zgadzam sie z tetlianem - z tym slubem zaczekajcie, dzieci, az troche dorosniecie, staniecie na wlasnych nogach i przekonasz sie jak sie zyje z oportunista i hipokryta.

          Bo tak na moje, jesli dzisiaj sie z nim pobierzesz, to przed trzydziestka bedziesz zgorzkniala rozwodka z dwojka wbrew Twojej woli ochrzczonych dzieci...
          • tanczacy.z.myslami Re: Pogratulowac! 07.01.11, 12:33
            kretynofil napisał:

            > Uwazam ze powinnas porozmawiac uczciwie z facetem - jesli chce po katolicku to
            > od jutra szlaban na seks az do slubu ;)

            A po ślubie seks tylko do momentu zajścia w ciążę - bo przecież seks tylko dla przyjemności to grzech. :)

            > A dwa: facet musi umiec sie postawic rodzicom.

            I tu pojawia się kwestia ekonomiczna: wg autorki wątku wsparcie rodziców jest ważną pozycją w budżecie przyszłych państwa młodych. Warto rozważyć co będzie jeśli on / oni "postawią" się rodzicom, zwłaszcza jego rodzicom? Oni mogą stwierdzić np., że "poganki utrzymywać nie będą". No, chyba że "pobożność na pokaz" nakaże im jednak wspieranie "dzieci marnotrawnych". :)

            > z tym slubem zaczekajcie, dzieci, az troche
            > doorosniecie, staniecie na wlasnych nogach

            Popieram, ze względów etycznych oraz ekonomicznych.
            Jednakowoż szczęścia im obojgu życzę, w dobie podwyżek VAT może się przydać. :)
            • kretynofil Tym bardziej... 07.01.11, 12:52
              ...warto sie zastanowic nad przyszloscia takiego zwiazku.

              > A po ślubie seks tylko do momentu zajścia w ciążę

              Jasna sprawa ;)

              > I tu pojawia się kwestia ekonomiczna: wg autorki wątku wsparcie rodziców jest ważną pozycją w budżecie przyszłych państwa młodych.

              Prawdopodobnie mlodzi nawet sie nie zastanawiali nad tym jak gleboko siegaja kupione przez rodzicow wplywy na ich zwiazek - a jesli nie ustali sie tego dzisiaj to bedzie sie to wloklo przez caly ich zwiazek.

              Zwlaszcza ze zawsze moze sie zdarzyc ze mlodym, nawet usamodzielnionym, zabraknie do pierwszego. Warto wiedziec jak bardzo trzeba sie bedzie swiatopogladowo i religijnie "prostytuowac" - i zastanowic sie czy na pewno gra jest warta swieczki...
            • papalaya bredzisz 07.01.11, 13:55
              tanczacy.z.myslami napisał:

              >> A po ślubie seks tylko do momentu zajścia w ciążę - bo przecież seks tylko dla
              > przyjemności to grzech. :)
              >

              nieprawda, wskaż odpowiednie cytat z doktryniy katolickiej, który zabrania wspólżycia małzonkom i czerpania z tego wspólzycia przyjemności
              • rydzyk_fizyk Re: bredzisz 07.01.11, 13:57
                Pomogę ci znaleźć kluczowe słowo.

                >> A po ślubie seks tylko do momentu zajścia w ciążę - bo przecież seks [b]TYLKO[/b] dla
                > przyjemności to grzech. :)
                • tacomabelle ty też bredzisz 07.01.11, 14:16
                  malzonkowie jak najbardziej moga uprawiać seks tylko dla przyjemności
                  • kretynofil Pod jednym warunkiem... 07.01.11, 14:23
                    ...zapomnialas dodac:

                    > moga uprawiać seks tylko dla przyjemności ...

                    ...ale tylko pod warunkiem ze nie zrobia niczego co by moglo zapobiec zajsciu w ciaze*.

                    Co, przynajmniej w moim mniemaniu - i raczej nie jestem sam, wyklucza "przyjemnosc". Seks obciazony ryzykiem ciazy to nie jest "seks tylko dla przyjemnosci". To seks dla prokreacji z elementem udawania przyjemnosci...

                    * - nie, nie mam na mysli "metod" naturalnych - ktore jesli czemus zapobiegaja, to uprawianiu przyjemnego seksu.
                    • tacomabelle Re: Pod jednym warunkiem... 07.01.11, 14:57
                      Nie do końca, kościół nie zabrania naturalnych metod aktykoncepyjnych. I wbrew pozorom, jeśli chodzi o skuteczność, nie jest to "watykańska ruletka".

                      Oczywiście niewskazane do współzycia z przygodnie poderwaną w klubie narabaną panienka, czyli popularnym obecnie sekem a'la lekko łatwo i postępowo.
                      • kretynofil Naucz sie czytac... 07.01.11, 15:08
                        > Nie do końca, kościół nie zabrania naturalnych metod aktykoncepyjnych.

                        Ktore z antykoncepcja maja tyle wspolnego co z astrofizyka.

                        Ktorej czesci mojej wypowiedzi, w ktorej wyraznie napisalem ze nie mam na mysli "metod" naturalnych, nie zrozumialas? "Metody" naturalne sa przez KK zalecane tylko z jednego powodu - nie dzialaja i wywoluja frustracje ktora jest najlepszym paliwem dla religijnego zapalu ;)

                        A skad wyciagnelas seks z narabanymi panienkami i jaki proces "myslowy" do tej dygresji doprowadzil to nie wiem - ale juz dawno znudzilo mi sie szukanie procesow myslowych w mozgach katolikow. Jak po raz kolejny pieknie dowodzisz - taka rzecz nie istnieje...
                        • nikodem_73 Re: Naucz sie czytac... 07.01.11, 15:35
                          > Ktore z antykoncepcja maja tyle wspolnego co z astrofizyka.

                          Eeee tam. Przesadzasz. W końcu szklanka wody też może być metodą antykoncepcyjną ;)

                          Ponoć jest nawet lepsza od kartki papieru włożonej między nogi.
          • rydzyk_fizyk Re: Pogratulowac! 07.01.11, 13:33
            > Bo tak na moje, jesli dzisiaj sie z nim pobierzesz, to przed trzydziestka bedzi
            > esz zgorzkniala rozwodka z dwojka wbrew Twojej woli ochrzczonych dzieci..

            Ja obstawiam, że dwójki nie zdąży zmajstrować :P

            A ślub w takiej konfiguracji to albo trolling albo trzeba autorkę wysłać na terapię.
            • kretynofil Ooooo, wyraznie nie doceniasz... 07.01.11, 13:40
              ...mlodziutkich mezatek ;)

              Pierwsze dziecko sie robi ze szczescia, drugie zeby ratowac rozpadajacy sie zwiazek, ktory nie wytrzymal proby czasu i stresu zwiazanego z opieka nad dzieckiem :)

              I dopiero wtedy, zgodnie z prawem Murphy'ego, ludzie zaczynaja uzywac rozumu - i ku obopolnemu zadowoleniu wreszcie sie rozstaja. A mozna bylo to zrobic wiele lat wczesniej i oszczedzic swiatu kolejnych niechcianych dzieci...
          • sonix24 Re: Pogratulowac! 07.01.11, 14:46
            Kretynofil, ładnie i trafnie ująłeś problem!
        • fajny_pan_mieczyslaw Re: 19 i 21 lat? Przecież Wy jeszcze dzieci! 07.01.11, 16:42
          Może od razu wprowadźmy jakąś ustawę określającą średnią wieku, po przekroczeniu której będzie można zawrzeć związek małżeński... Jeśli mnie pamięć nie myli to prawo pozwala na to po przekroczeniu 18 lat. Oboje mają, nie wiele bo niewiele, ale jednak powyżej tej granicy. Co za paranoja...

          Zresztą sądząc po stylu wypowiedzi autorki wątku jest raczej ogarnięta życiowo i chyba wie co robi decydując się na ślub.

          Sam ożeniłem się cztery miesiące temu, mam 23 lata. Wraz z żoną wzięliśmy ślub kościelny (pomijam powody). Na naukach przedmałżeńskich byliśmy najmłodszą parą, wszędzie dookoła nas siedzieli ludzie po ok. 30 lat wzwyż.

          Wniosek: każdy bierze ślub w takim czasie jaki mu odpowiada. Nie traktujmy młodych ludzi jak debili... Wbrew pozorom oni też czasami wiedzą co robią.

          Teraz bezpośrednio do autorki wątku: na twoim miejscu ograniczył bym się do ślubu cywilnego (jeśli oczywiście uda ci się przekonać do tego pomysłu narzeczonego), rodzina będzie marudzić, ale ona zawsze marudzi więc z założenia możecie mieć to w dupie. A później jeśli wam (w domyśle: tobie) się odwidzi, możecie pokusić się o kościelny.

          Zawsze w takich sytuacjach przypomina mi się cytat z Paktofoniki: "Rób co chcesz, niczego nie żałuj".

          Trzymaj się!
        • murwa.kac Re: 19 i 21 lat? Przecież Wy jeszcze dzieci! 07.01.11, 16:47
          dokładnie!

          jak w takim wieku mozna myslec juz o slubie?
          zwlaszcza, ze zwiazek 'licealny'... takie ZAWSZE koncza sie rozstaniem albo rozwodem (jezeli nie daj boze byl slub)
      • aazz91060 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 13:56
        Sprawa jest prosta. Wiekszosc mlodych malzenstw, jest uzalezniona finansowo od rodzicow. Dlatego zgadzaja sie na takie a nie inne warunki. Druga sprawa, to mlody wiek,przyszlych malzonkow. Pozwalaja, aby rodzice zorganizowali cala ceremonie i nie zastanawiaja sie nad konsekwencjami. Slub, tak jak chrzest jest narzucany, przea rodzine, ktora niestety, tkwi w czsach " Chlopow " Reymonta. Tyle.!
    • agpagp Re: ślub kościelny? nie bardzo... 28.11.10, 21:13
      A może cywilny najpierw a kościelny np za lat 10. Znajomi postawili tak sprawę i wierz mi teraz po latach nikt nie pamięta że drugi ślub miał być 2 lata temu. A inni faktycznie go wzięli bo oboje jeżeli chodzi o kościół mieli podejście takie jak Ty ale potem coś się zmieniło. Pamiętam jak mówili że łatwo się rozwieść po cywilnym i nie chcą sobie zamykać drogi gdyby nie wyszło. A po kilku latach nagle bach :) dostaję zaproszenie na ślub kościelny. Może i to wygląda jakby ten pierwszy był na próbę bo jak się nie uda to to trudno. Kościelny po czasie stał się dopełnieniem.
      a z rodziną nie wiem czy jest sens walczyć. Na szczęście mojego przyszłego rodzina mimo że kościelna to jednak bardzo osadzona w realiach - skoro przyszła teściowa mówi że my to takie grzeszniki ( z przymrużeniem oka) to weźmy chociaż cywilny nie będą nalegać na kościelny.
    • klawiatura_zablokowana Weźcie ślub mieszany 29.11.10, 11:28
      Skoro narzeczonemu tak bardzo zależy na oprawie kościelnej, bierzcie ślub mieszany - ty jako ateistka, on jako wierzący. Oprawa jest identyczna, przysięga prawie taka sama (omijasz tylko kwestię "tak mi dopomóż Panie Boże wszechmogący"), a nie przyjmujesz komunii, w związku z czym nie musisz iść do spowiedzi ani na nauki przedmałżeńskie. Wilk syty i owca cała.
      Ja taki ślub wzięłam i bardzo sobie chwalę, aczkolwiek należy pamiętać, żeby porozmawiać w parafii o tym wcześniej, bo potrzebna jest dyspensa (ale bez obaw, dostaje się ją praktycznie "z automatu").
      Pytanie tylko, czy twój narzeczony w takiej sytuacji będzie na tyle wierzący, by brnąć samemu przez nauki, spowiedzi, pokuty itd.... :D To może być ciekawy test jego wiary :P
      • truskaweczka.s Re: Weźcie ślub mieszany 29.11.10, 12:22
        to w sumie fajna sprawa, tylko tak jak piszesz : on musiałby przez przejść sam przez te wszystkie nauki i spowiedź. Tak jak wcześniej pisałam, jego stosunek do wiary (a raczej do kościoła) jest taki jak mój, z tym że zależy mu na otoczce. Mnie oczywiście też, bo chciałabym mieć piękną suknie i małe dziewczynki sypiące kwiaty, ale nie chcę w to wplątywać religii, a jak wiadomo nie da się... Wiem, że da się zorganizować tak, żeby była suknie i małe dziewuszki, ale po pierwsze : najbardziej klimatycznie jest w kościele, po drugie : jaki ksiądz zgodzi się udostępnić kościół niewierzącym (w sensie my nie wierzymy w kościół i w boską ingerencję, ale nie da się wyzbyć wpojonego w dzieciństwie przekonania, że jest tan na górze coś więcej).
        Ja nie do końca jestem pewna dlaczego on tak bardzo chce tego ślubu. Wydaje mi się, ze tak został po prostu wychowany, że nie wyobraża sobie tego inaczej. U mnie rodzice też nie będą na pewno zadowoleni, ale oni maja zdrowe podejście do wiary i do mojej niechęci do kościoła.
        Masakra, ja już sama powoli zaczynam w tym mieszać :P Może po prostu za dużo napisałam.
        • klawiatura_zablokowana Re: Weźcie ślub mieszany 29.11.10, 15:52
          Skoro mu AŻ tak zależy na otoczce (a tobie nie), niech męczy się z tym sam. Może to go ostateczne zdemotywuje :) Albo jak usłyszy o dyspensie, to machnie ręką i zdecyduje się na cywilny. Bo żeby uzyskać ślub z niewierzącą, musi zadeklarować silną i niezachwianą wiarę. Na miejscu pół-ateisty w tym momencie bym zrezygnowała, ale kto wie, jeśli jest aż tak uparty, może będzie chciał w to brnąć... dla dobra rodzinki i otoczki :D Ale wtedy będzie sam sobie winien, a ty będziesz miała czyste sumienie.
          Nie wychowuj go na siłę. Niech sam się przekona, że wiara to nie jest łatwa sprawa, a jak nie uda mu się ciebie wkręcić w udawanie katolików i robienie szopki, to może się opamięta i oduczy na zawsze robienia teatrzyku pod publiczkę.
        • turzyca Re: Weźcie ślub mieszany 29.11.10, 21:33
          Slub cywilny mozna wziac w dowolnym miejscu, takze zupelnie odswietnym. Warto poszukac.

          Ze slubem jednostronnym jest ten problem, ze zeby go wziac nie mozesz nalezec do Kosciola, wiec musialabys najpierw zalatwic apostazje. Ale da sie.
          Zostawienie nauk przedmalzenskich narzeczonemu bardzo mi sie podoba. :)

          Zastanawiam sie, jak sformulowac to, co mi po lepetynie chodzi, wiec sprobuje jak najprosciej. 1) Nie spieszcie sie ze slubem i tak trudno teraz o terminy, zaplanujcie slub z wyprzedzeniem. 2) Pogadajcie o tym, co dla Was w zyciu wazne. Czy jest sens byc nadal czlonkami tego akurat Kosciola? Moze warto zrezygnowac? A moze jest wyznanie, z ktorym sie bardziej utozsamiacie - w Polsce jest kilkanascie roznych wyznan chrzescijanskich, moze do ktoregos bardziej pasujecie? 3) Przejdzcie sie moze na spotkania dla narzeczonych. Te przy parafiach akademickich sa na wysokim poziomie i pomagaja powaznie podejsc do swojej wiary. No i na sam koniec: 4) Czy wyobrazasz sobie zycie z czlowiekiem, ktory nie ma problemow z publicznym krzywoprzysiestwem?
          • klawiatura_zablokowana Re: Weźcie ślub mieszany 30.11.10, 15:23
            > Ze slubem jednostronnym jest ten problem, ze zeby go wziac nie mozesz nalezec d
            > o Kosciola, wiec musialabys najpierw zalatwic apostazje. Ale da sie.
            > Zostawienie nauk przedmalzenskich narzeczonemu bardzo mi sie podoba. :)

            Kompletna bzdura. Apostazja nie jest wymagana. Wystarczy ustna deklaracja przed księdzem.

            4) Czy wyobrazasz sobie zycie z czlowiekiem, ktory nie ma problemow z publicznym krzywoprzysiestwem?

            To mnie też fascynuje. Skoro dla niego te pozory tak się liczą, co będzie dalej?
          • takisobienik Re: Weźcie ślub mieszany 03.12.10, 10:53
            > Ze slubem jednostronnym jest ten problem, ze zeby go wziac nie mozesz nalezec d
            > o Kosciola, wiec musialabys najpierw zalatwic apostazje. Ale da sie.

            Nie.
            Żeby wziąć jednostronny, wystarczy mieć powód (można też "bo nie", ale lepiej mieć uzasadnienie, gdy ksiądz będzie namawiał i przekonywał, że może jednak;). Potem dostaje się dyspensję i można iść do ołtarza ;)
            Wzięcie ślubu z apostat(k)ą może być trudne.

            • takisobienik Re: Weźcie ślub mieszany 03.12.10, 10:53
              *dyspensę oczywiście
            • turzyca Re: Weźcie ślub mieszany 06.12.10, 01:16
              Dzieki za doinformowanie, ja wszedzie spotykalam sie z informacja, ze nie mozna byc nieaktywna strona slubu jednostronnego, jesli formalnie jest sie czlonkiem KRK. Trzeba bylo porzadnie sprawdzic, okazalo sie, ze faktycznie wystarczy sie tylko zadeklarowac jako niewierzacy.
              • klawiatura_zablokowana Re: Weźcie ślub mieszany 07.12.10, 12:32
                Bo o ślubie mieszanym, jako o występku co najmniej wątpliwym moralnie w porządnym polskokatolickim społeczeństwie, krąży wiele mitów. Koleżanki z pasją uświadamiały mnie, że NIE będę składać... przysięgi małżeńskiej! Kiedy je informowałam, że tak, jak najbardziej będę, odsyłam do prawa kanonicznego, to się obrażały, że się wymądrzam.
                To o apostazji to także jeden z mitów... być może rozpowszechniany po to, aby zniechęcać do tego typu ślubów? Chociaż w moim przypadku przeciwskuteczny: byłam gotowa wystąpić już o apostazję, ale dowiedziałam się, że nie muszę :D
                Swoją drogą przekomiczne jest, że do apostazji musisz mieć papier i 2 świadków, a do ślubu wystarczy deklaracja ustna... czyli raz jesteś niewierząca "na gębę", a za innym razem potrzebujesz świadków i papierków. Debilizm.
                • rock73 Re: Weźcie ślub mieszany 07.01.11, 12:28
                  klawiatura_zablokowana napisała:

                  > w porządnym polskokatolickim społeczeństwie

                  Gdzie Ty masz społeczeństwo polskokatolickie? Chyba że mieszkasz w Chicago.
    • rotkaeppchen1 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 30.11.10, 11:47
      Wszystko zalezy od tego NA ILE sie katoliczka czujesz. Jezeli masz tak jak ja (nie chodze do kosciola, seks przed slubem plus prezerwatywy, itd) ale generalnie myslisz sobie, ze moglabys byc bardziej religijna tylko jakos ci sie "nie chce" nie widze przeciwskazan do slubu koscielnego. Pamietaj, ze slub koscielny (wg naszej wiary) to sakrament i jesli tej wierze wierzyc, ma nie tyko konkretne konsekwencje ale tez pewna "moc". Tak samo jest np z chrztem - rodzice srednio wierzacy zostawiaja decyzje dziecku na "jak dorosnie" zapominajac, ze chcrzest (podkreslam: wg naszej wiary) zdejmuje z dziecka ciezar grzechu pierworodnego. Wiec co innego sam rytual a co innego jego wlasciwosci (o ile w nie wierzymy, bo to wazne w tej sytuacji).
      • klawiatura_zablokowana Re: ślub kościelny? nie bardzo... 30.11.10, 15:27
        Przeciwwskazaniem do ślubu kościelnego w tym wypadku jest spowiedź i wyrażenie "szczerego żalu" oraz "postanowienia poprawy" odnośnie seksu przedmałżeńskiego. W naszym pięknym katolickim kraju niestety narzeczona ma w tym punkcie przechlapane, bo ksiądz będzie ją maglował i pouczał. Nie wyobrażam sobie, jak może to znieść ktoś, kto nie jest szczerze przekonany, że powinien ten żal i skruchę wyrazić.
      • atowlasnieja Re: ślub kościelny? nie bardzo... 02.12.10, 12:24
        Świetne po prostu świetne! Dziewczyna jest uczciwa, widz, że z kościołem jej nie po drodze i zwyczajnie nie chce łgać a ty traktujesz ją jak leniwego przedszkolaka!
    • stofftier Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 11:53
      porozmawiaj z nim spokojnie i tak jak on Ciebie, Ty jego spróbuj przekonać do swojej wersji. Pośpiechu nie ma, jeśli chcecie mieć duże wesele to i tak musicie zacząć planowac min. z rocznym wyprzedzeniem (co mnie osobiście wydaje się rozsądnym okresem czasu, o ile nie macie dobrego powodu bardzo się spieszyć).

      Ja bym widziała problem gdzie indziej. Nie znam Waszych rodziców, ale to oni będą płacić za ten ślub. Żeby się przypadkiem nie okazało, że "damy kasę ale robicie po naszemu" czyli kościelny. Gdyby taka sytuacja (uważam, że strasznie nie fair, ale niektórzy tak robią) miała nastąpić, to koniecznie musicie mieć z narzeczonym określone wspólne stnowisko, co chcecie dalej robić.
      PS. ślub cywilny nie wyklucza pieknej oprawy i dziewczynek z kwiatami. Możecie spróbować zorganizować go poza urzędem
      • judyta50 Nie daj się zmanipulować! 07.01.11, 12:18
        Truskaweczko. U nas sytuacja była identyczna jak u Ciebie. Ja ateistka, do tego wyjątkowo cięta na mafijną organizację zwaną KK, mąż olewający ogół tematu. Oboje oczywiście indoktrynowani od małego. Ja byłam absolutnie przeciwna ślubowi kościelnemu, on nalegał "bo dziadkowie tego nie przeżyją". Zgodziłam się dla Niego, młoda zakochana. Potem urodziły się dzieci i piekło zaczęło się od nowa. Wojna o chrzciny, oczywiście naciska jego rodzina. Powiedziałam, że prędzej się z Nim fikcyjnie rozwiodę niż pozwolę ciągnąć tę maskaradę. Rodzina męża z tych, co to śmieci w pierwszy dzień świąt nie wyrzuci, bo grzech, ale wóda w święta od 9 rano. Kurestwo, rozwody i pijaństwo, ale KATOLICY a ja ladacznica jestem:) Nie daj się, Młoda, bo się przez lata z tego nie wyplączesz!
    • orchidea88 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 12:25
      Poczekaj może z tym ślubem jeszcze... teraz nie widzisz poza nim świata ale za kilka lat wszystko może się zmienić. Oczywiście nie życzę Ci tego! Ale oboje jesteście na studiach, skończcie je najpierw, tak abyście mogli się sami utrzymywać i tym samym odciąć się od rodziców. W między czasie może zdarzyć się tak wiele... jesteście bardzo młodzi i na ślub chyba jeszcze za wcześnie - szczególnie, że te pierwsze "poważne" związki zazwyczaj nie są tymi ostatnimi... czego Wam nie życzę - dużo szczęścia i zrozumienia w związku, słuchajcie siebie nawzajem a nie rodzinki, bo to ze sobą chcecie spędzić życie, które ma się tylko jedno
    • rock73 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 12:36
      Jako katolik popieram. Po co robić fikcję i profanować sakrament? Jest możliwość dyspensy jeśli jedna strona jest katolikiem a druga nie, ale nie ma żadnej możliwości ślubu kościelnego (katolickiego), jeśli obie strony są niekatolickie. Nie możesz sobie poradzić z naciskami rodziny? To idź do księdza, przedstaw jak sprawa wygląda, na pewno cię wykop... to znaczy grzecznie odmówi i wytłumaczy, że ślubu dać nie może, w końcu o to Ci przecież chodzi, prawda? Rodzina jeśli jest religijna, to zdanie księdza powinna przyjąć, chociaż jeśli jest obłudna, to powstanie kolejny mit pod tytułem "ksiądz niedobry nie chciał dać ślubu, bo powiedział, że oni niepraktykujący", ale na to nie mam rady.

      > I mam prośbę : osoby wierzące i praktykujące, proszę nie komentować mojego pode
      > jścia do wiary, człowieka powinno się szanować za to, kim jest, a nie za to,w c
      > o wierzy.

      A jeśli komentarz będzie pozytywny, to też nie można?
      • poppy_pi Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 12:41
        Ja tez jestem zaręczona, absoltnie przeciwna ślubowi kościelnemu. Mój narzeczony chciałby wziąć ślub kościelny ze względu na rodzinę, ja mam to w nosie. Nie widzę tu miejsca na kompromis niestety, któraś ze stron będzie musiała się nagiąć, póki co jest na moje ;) i nie mam zamiaru odpuszczać.
        • sonniva brutalnie ale szczerze 07.01.11, 13:38
          powinniście się rozejść, a nie mysleć o slubie, bo:
          1. Jesteście za młodzi, rozumiem slub w okolicach 30, ale teraz? po co?
          2. Już na starcie w Waszym życiu istnieją za duże rozbieżności w kluczowych kwestiach, za chwilę będzie dzidziuś - chrzcić, nie chrzcic... itd itp
          3. Nie lubisz rodziny narzeczonego (taki wyciągnęłam wniosek) - wiem nie z nią będziesz spać... ale bedziesz z nimi musiała "robic" różne rzeczy
          4. Za długo jesteście razem - w sensie od dziecka do teraz - a gdzie czas na takie prawdziwe poznanie zycia. Narazie to się jeszcze bawicie. Własnie takie odniosłam wrażenie, bez pieniędzy, zawodu, małżeństwo po co? Chyba dlatego że się Wam zaczęło nudzić ze sobą.
          Ale na nudę to się nie bierze slubu, ale robi skarpety na drutach!
          Stanowczo proponuję przewietrzenie związku. Mchem i pajęczynami porośliście.
          Pozdr.
          • jo_ci_przaja_pieronie Szczerze ale głupio... 07.01.11, 15:37
            Tak, szukanie rad na forum internetowym w tego typu sprawach przeważnie zaowocuje uzyskaniem steku wymądrzań oraz mnóstwa rad nadających się jeno by nimi rzyć podetrzeć. Do tego gatunku liczą się rady sonnivy.
            Rzecze wzmiankowana że "za długo jesteście razem" i zaleca "przewietrzyć związek". Cóż może mieć owa bęcwałka na myśli, same pewnie wie najlepiej. Czy ma to oznaczać, że należałoby się rozstać (no bo jak nie to będziecie ze sobą jeszcze dlużej, a wtedy obok "mchu i pajęczyn" pojawią się jeszcze rośliny okrytonasienne oraz gniazda lelków kozodojów i w ogóle źle będzie).
            Ja z moją żoną poznaliśmy się w wieku lat 14-stu. Pobraliśmy w wieku lat 24. W międzyczasie nic nie "wietrzyliśmy". Rodziny mojej żonka moja nie lubiła i nie lubi i nic w tym złego nie widzę. Ja rodzinę żonki toleruję i mamy w miarę dobre relacje. Z moimi rodzicami mamy relacje zdawkowe i starczy. Obie rodziny próbowały nam się za młodu wtrącać w nasze sprawy i trzeba było dawać odpór. Czasem ostry i obcesowy. Nieraz w tej sprawie powstawały także spory między nami, a nawet ciężkie kłótnie, ale wszystko udało się rozwiązać w rozmowie i szczerym przedstawianiu własnych odczuć, więc odwagi. Nie ma takiej rzeczy, w której nie można dojść do kompromisu, jeśli obie strony szczerze się kochają. A rodzice muszą sprawy zaakceptować, bo wy musicie decydować o sobie sami.

            Mchów i pajęczyn nie należy się obawiać - jesteśmy już 16 lat po ślubie i nadal szczęśliwi ze sobą. Na pewno jednak dobrym było to, że ślub wzięliśmy już po studiach, kiedy zaczęliśmy sami się utrzymywać - gdybyśmy byli finansowo zależni od familii to strach pomyśleć w jaki sposób mogliby (gdyby chcieli) bezpośrednio wpływać na nasze decyzje. A tak: w razie czego fora ze dwora (i nieraz tak trzeba było zrobić, łącznie z wypraszaniem z domu). Ślub powinny brać osoby w pełni niezależne i samodzielne. Ale czekać do trzydziestki to bzdura.

            Problemu o którym jest wątek nie mieliśmy bośmy oboje wierzący (i żeby było jasno - do ślubu żyliśmy jak na wierzących chrześcijan przystało). Ale nie myślę że powinnaś sie zmuszać do ślubu kościelnego - wręcz przeciwnie, byłoby to złe i Twój narzeczony powinien dobrze znać Twoje nastawienie i jego przyczyny.

            Powodzenia.
            • sonniva niby się nie zgadzasz ze mną by za chwilę 11.01.11, 11:07
              napisać ze i owszem rację mam. A gdzie? A tu:
              "Na pewno jednak dobrym było to, że ślub wzięliśmy już po s
              > tudiach, kiedy zaczęliśmy sami się utrzymywać - gdybyśmy byli finansowo zależni
              > od familii to strach pomyśleć w jaki sposób mogliby (gdyby chcieli) bezpośredn
              > io wpływać na nasze decyzje. "
              A jednak! Sama wiesz że finansowe uzależnienie od rodziny nikomu na dobre nie wychodzi!
              "Ślub powinny brać osoby w pe łni niezależne i samodzielne" - otóż to! Kolejny raz potwierdzasz to co wyraźnie piszę.
              Rady niestety w kluczowej kwestii nie dajesz, gdyz jak sama stwierdzasz, iż oboje z mężem jesteście wierzący i problemu nie macie. A oni tak! I to w kwestiach podstawowych. A że dziewczę inteligentne więc pyta. Dlatego, jak zapewnie nie zauważyłaś i stąd brak zrozumienia u Ciebie tematu, moja rada: rozejść się jest jak najbardziej słuszna. Małe problemy przed slubem są zawsze dużymi problemami po slubie, więc nie należy ich lekceważyć. Ja dalej uważam, że w tym wieku to się ślub bierze z nudów. Wierzenie wskazane!
              • kasiul2301 Re: niby się nie zgadzasz ze mną by za chwilę 13.01.11, 09:00
                sonniva napisała:
                "Małe problemy przed slubem są zawsze dużymi problemami po slubie, więc nie należy ich lekceważyć. "

                Powinni się rozstać ze względu na "problemy"? A Ty z mężem nigdy nie masz problemów?
                Jestem mało doświadczona, ale wydawało mi się, że problemy i różnice zdań występują w każdym związku i to naturalne. Gdyby ich nie było, to byłby tacy sami... To było by dopiero nudne.

                Poza tym znam dziewczynę, która wzięła ślub na pierwszym roku studiów, facet był bezpośrednio po studiach i teraz żyją szczęśliwie z trójką dzieci. Tylko im na początku pomogli rodzice. Ciężko jest wystartować, tak bez pomocy.

                Dobrze podchodzisz do tego ślubu, ale to są trudne sprawy. Życzę pomyślnego dla Ciebie rozwiązania (:
    • ave.maria Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 13:27
      bardzo miło jest czytać tak dojrzałą wypowiedź tak młodej osóbki:)
      Kilka lat temu z podobnych powodów zdecydowałam się "tylko" na ślub w urzędzie.
      Moi rodzice są wierzący i bardzo serio podchodzą do spraw swojej wiary. Mimo moich obaw jakoś bez wiekszych utyskiwań zaakceptowali decyzję. Woleli bym była uczciwa wobec siebie i Boga niż ze wzgledu na nich popełniła grzech.

      A co do Twojego chłopaka- małolat jeszcze z niego;) Dojrzewanie do samodzielnych decyzji zajmuje sporo czasu. Moze warto ze ślubem poczekac aż do nich dojrzeje?
      pozdrawiam goraco i życzę pwoodzenia.
      • czarny.babou Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 13:40
        Wszystko fajnie, tylko to 13 i 15 - czyli data od której są ''razem'', czego już teraz dzieci nie robią O.o - jest co najmniej dziwne, choć jak widać nie ma rzeczy niemożliwych :D.
        • truskaweczka.s Re: ślub kościelny? nie bardzo... 15.01.11, 23:07
          Związek rozpoczęty w wieku 13 i 15 lat nie oznacza tego samego, co związek w wieku np 18 i 21. Nie wierzę, że autorka nie miała w tym wieku różnych sympatii :P Nam po prostu udało się być dłużej w tym związku, aż zrodziło się coś poważniejszego. "Robiliśmy różne rzeczy", jak dorośliśmy do sprawy, a trochę nam zajęło zanim się zdecydowaliśmy.
          Poza tym mój narzeczony jest ogólnie bardziej dojrzały (tak mi się wydaje), chociaż jedynie z tym ślubem coś wymyśla... To nie jest tak, ze "kościelny, bo mamusia każe i już", tylko wydaje mi się, że jemu też się marzy piękny ślub i ta otoczka cała. Bo kościół też uważa za sektę :P
          A, i jeszcze jedno - nie planujemy ślubu w najbliższych latach, czekamy aż skończymy studia - spoko :)
          A rodzinka jest trochę obłudna, ale babcia - największy guru w rodzinie - sama kiedyś do mnie powiedziała "to co, teraz na studiach zamieszkacie razem, nie? bo tak przecież taniej wam wyjdzie" :D Wydaje mi się, ze to bardziej kwestia tego, ze wiele osób ma tak zakodowane, że tradycja, ze ślub kościelny, ale podejrzewam, że moje babcie również nie byłyby zadowolone z tego pomysłu.
          Moi rodzice wiedzą, ze nie chcę kościelnego - akceptują to i szanują, a jego rodzinka myślę, że też to przełknie jakoś - tym bardziej, że wydaje mi się, ze jeśli powiem im, to samo, co napisałam wam, to zrozumieją.
    • megabartunio Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 13:48
      POD ŻADNYM POZOREM nie zgadzaj się na żaden ślub w kościele, bo:

      1) Będziesz obłudna lub zaakceptujesz obłudę swojego męża - w końcu oboje w istocie nie przestrzegacie nauk Kościoła i nie będziecie żałować uprawiania seksu przed ślubem, prawda? No to spowiedź nie będzie ważna, małżeństwo tym samym też nie...

      2) Jeśli argumentem przyszłego męża jest rodzina, to tym bardziej się nie gódź! Jeśli dla rodziny liczy się tylko pokazówka to albo uciekaj od tej rodziny, albo zacznij ją przyzwyczajać, że dla pokazówy poglądów się nie zmienia. To akurat bardzo dobra okoliczność dla Ciebie. Oczywiście istnieje ryzyko, że przez to będą Cię mniej lubić, ale powiedzmy to szczerze: zależy Ci na tym, żeby ktoś Cię lubił za konformizm?

      3) Jeśli zdecydujecie się na ślub kościelny, obrazicie wielu prawdziwie wierzących ludzi. Oczywiście nie tych, którzy walą czołem w kościelne posadzki, tylko tych, ktorzy naprawdę wierzą... Oni wprawdzie pewnie nie będą o tym wiedzieć, że ich obraziłaś, bo i skąd mają się dowiedzieć, ale Ty - będziesz o tym wiedzieć i będziesz tego kiedyś, moim zdaniem, żałować.

      4) Piękną otoczkę można mieć i poza kościołem! Sami z żoną nie jesteśmy wierzący i na szopkę się nie zdecydowaliśmy: mamy tylko ślub cywilny. Ale taki ślub możesz wziąć w dowolnym "godnym" miejscu: np. urzędnik nie wyrazi zgody na slub na wysypisku śmieci, ale już w jakimś pałacu/zamku itp - jak najbardziej. My braliśmy ślub w Pałacu Szustra, w Warszawie można też np. w Pałacu na Wodzie w Łazienkach (a przynajmniej kiedyś można było). Więc nie jesteś skazana na smutną ceremonię w równie smutnym USC. A na naszym ślubie było bardzo dużo znajomych, w tym głęboko wierzących. Ja zresztą też yłem raz świadkiem kumpla na ślubie kościelnym (wbrew temu co ludzie sądzą, nie trzeba do tego być wierzącym - zupełnie oficlanie po prostu się nie przystępuje do sakramentów i nikomu nic do tego, a wymogiem ważności ślubu nie jest wiara świadka).

      Na Twoim miejscu porozmawiałym poważnie z Twoim facetem i absolutnie się nie zgodził na ślub kościelny jedno- bądź dwustronny z pobudek "żeby się nie czepiała rodzina". Stad już tylko krok do maminsyństwa, toksycznych związków itp. Myślę, że swojego czasu moja mama ze względu na moją babcię też by wolała żebyśmy mieli ślub kościelny (tzn. mamie na pewno nie zależy, ale babci zależało, więc pewnie mama by lubiła żeby babci było miło), ale nawet słowem o tym nie wspomniała, bo rozumie, że to by po prostu było robienie z siebie dupka a jednocześnie z osób wierzących - wielbłądów. Nasze dziecko nei jest ochrzczone i jak podrośnie to jak będzie chciało - proszę bardzo, ale nie będę go chrzcił na zasadzie "bo wszyscy chrzczą"... Konformizmowi mówimy nie! Jeśli Twój narzeczony jest wart bycia Twoim narzeczonym to z pewnością się z tym zgodzi!

      Aha: do tych co to piszą że "za młodzi jesteście" itp.: raliśmy z żoną ślub mając lat 28, znając się od 7 miesięcy, wcześniej zaręczyliśmy się znając się od 3 miesięcy... No i oczywiście wszyscy mówili, że pewnie wpadliśmy, że dziecko w drodze, że to bez sensu i inne tam takie (no, może nie wszyscy, ale byli tacy). Żadnego dziecka w drodze nie było, a my jesteśmy już małżeństwem już dobrych kilka lat (a dokładnie 5) i nic nie zapowiada rozwodu. Z wiekiem jest tak samo - może i najstarsi nie jesteście, ale jak wiecie co robicie, to czemu nie??????? Spece od dobrych rad typu "teraz zajmijcie się nauką" najwyraźniej sami się nią w swoim czasie nie zajęli i teraz mogą sobie przynajmniej popi...lić na publicznym forum, bo to tacy doświadczeni, mądrzy ludzie, prawdaż...

      Powodzenia,
      Bartek
      • sonniva Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 14:02
        " Spece od dobrych rad typu "teraz zajmijcie się nauką" najwyraźniej sami się nią w swoim czasie nie zajęli i teraz mogą sobie przynajmniej popi...lić na publicznym forum, bo to tacy doświadczeni, mądrzy ludzie, prawdaż..."
        Bartku
        w moim wypadku było dokładnie odwrotnie (najpierw, nauka, kariera, praca, stabilizacja finansowa, potem małżeństwo itd), dlatego dając rady: teraz nauka, jesteście za młodzi - daję dobre rady... dobre bo sprawdzone na sobie!
        Ja jestem już 10 lat po slubie i na rozwód się nie zanosi, co tam Twoje 5!

      • marinellla Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 14:05
        Popieram Cię, słusznie prawisz, kobieto :)
        Albo niech będzie po Twojemu, albo niech narzeczony, jak to proponowano przede mną, wystąpi jako wierzący.
        Ale dziewiętnastolatek to naprawdę bardzo młoda istota. Przepraszam, może Twój ukochany jest dojrzały jak na swój wiek, ale tak naprawdę masa fajnych, inteligentnych dwudziestoparolatków to jeszcze dzieciaki, jeśli chodzi o rodzinę, odpowiedzialność itp. Sama sobie poobserwuj. Skoro nie ma dziecka w drodze, to może przynajmniej pobierzcie się po licencjacie? Przecież nie jest powiedziane, że trzeba się pobrać rok od zaręczyn. No i zawsze fajniej nie siedzieć na utrzymaniu rodziny... Nie głupio Wam wyciągać X tysięcy od rodziców na jednodniową fetę? Wesele to jedna impreza, a zazwyczaj kosztuje potworne pieniądze. Jak sami zarobicie ze 20 tys. i odłożycie na konto, to może spojrzycie na to inaczej...
    • annataylor Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 14:11
      zgadzam sie w 100 proc z autorka posta
      ja tez nie chce brac koscielnego, bo nie przestrzegam zasad kosciola i nie czuje sie na tyle dojrzala
      tez nie chce brac slubu tylko dlatego "bo co ludzie powiedza" - slub jest dla mnie, a nie dla innych, dlatego wezme tylko cywilny
      i tez mam problem z rodzina, bo wszyscy mysla, ze ja do kosciola w bialej sukni pojde, a nie chce!!!
    • fnu-lnu Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 14:21
      Miałem podobny problem: otóż jestem osobą niewierzącą zaś moja narzeczona jest praktykującą katoliczką, w życiu której wiara odgrywa bardzo ważną rolę. Pomimo tych różnic jest nam ze sobą bardzo dobrze, stąd też nasza decyzja o ślubie. Początkowo nie dopuszczałem do siebie myśli o normalnym ślubie, w którym będę uczestniczył na takich samych warunkach jak narzeczona, dotyczyło to przygotowań, przystępowania do sakramentów, spowiedzi, nauk przedmałżeńskich i całej tej oprawy. Nie chciałem tak jak Ty ślubu kościelnego - moja narzeczona wręcz przeciwnie - ślub kościelny był jedynym możliwym rozwiązaniem, nic innego nie wchodziło w rachubę. Postanowiłem zorientować się w temacie i poprosiłem o rozmowę proboszcza parafii mojej narzeczonej. Przedstawiłem fakty i uzyskałem następującą odpowiedź: dla osób różniących się poglądami gdzie jedna osoba jest wierząca a druga jest: niewierząca nie mająca sakramentów/niewierząca mająca sakramenty tj. chrzest, komunia, bierzmowanie/wierząca niepraktykująca/innej wiary to jest możliwość zawarcia tzw. ślubu jednostronnego. Taki ślub może odbyć się w kościele, tak jak normalna ceremonia (msza, komunia) do tego jednak potrzebna jest dyspensa biskupa. Na 3 miesiące przed ślubem załatwiając formalności należy udać się do proboszcza parafii. Wtedy proboszcz pisze pismo do biskupa z prośbą o pozwolenie na taki ślub. Biskup może (z reguły daje) dyspense ale z adnotacją, iż ślub może się odbyć w kościele, ale w wersji skróconej (ceremonia, bez mszy). Od tej decyzji można się odwołać, wtedy najlepiej od razu do pierwszego pisma dołączyć list (napisany przez osobę wierzącą), w którym prosi się o ślub z mszą (głównie powinno się napisać dlaczego osobie wierzącej na tym zależy). Po za tym dodatkowo w poszczególnej sytuacji podpisuje się różne deklaracje, ze świadkami (dowolne osoby wierzące, chociaż nie jestem pewien, niekoniecznie świadkowie ślubi) o nieprzeszkadzaniu w wychowaniu dzieci w wierze. Jeśli miałaś chrzest, bierzmowanie to ze swojej parafii będziesz potrzebować zaświadczeń, wymagane sę też zapowiedzi. Jeśli już załatwicie te formalności to będziecie mogli mieć ślub jednostronny. Osoba niewierząca nie musi się spowiadać, nie musi przystąpić do komuni podczas ślubu, nie musi chcdzić na nauki przedmałżeńskie (chociaż polecam bo można dowiedzieć się ciekawych rzeczy o sobie, pod warunkiem, że nauki mają formę pracy w parach a nie kazania). Można też zdecydować o formie przysięgi. Wymagana jest początkowa fraza dotycząca "Ja ... biorę Ciebie ... za żonę/męża i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz, że Cię nie opuszczę aż do śmierci" (ta wersja musi być) można pominąć jeśli przeszkadza "Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci.". Jako osoba niewierząca jestem właśnie po naukach i ta forma ślubu jest kompromisem. Ja mogę pozostać przy swoich poglądach, z kolei moja narzeczona będzie miała ślub kościelny. Jeśli Twojemu partnerowi nie przeszkadza ceremonia bez mszy to polecam, jeśli przeszkadza to czeka Was trochę załatwiania. To rozwiązanie może być kompromisem.
      • klawiatura_zablokowana Re: ślub kościelny? nie bardzo... 10.01.11, 11:29
        Po za tym dodatkowo w poszczególnej sytuacji podpisuje się różne deklaracje, ze świadkami
        > (dowolne osoby wierzące...)

        Od kiedy świadkami muszą być osoby wierzące? Kolejny bzdurny kościółkowy mit.

        Poza tym ceremonia bez mszy jest niezalecana tylko wtedy, gdy narzeczony jest nieochrzczony. U standardowego polskiego apostaty (tzn. ochrzczonego i bierzmowanego) można wziąć jak najbardziej ślub z mszą.
        • fnu-lnu Re: ślub kościelny? nie bardzo... 11.01.11, 16:06
          klawiatura_zablokowana napisała:

          > Po za tym dodatkowo w poszczególnej sytuacji podpisuje się różne deklaracje, ze
          > świadkami
          > > (dowolne osoby wierzące...)
          >
          > Od kiedy świadkami muszą być osoby wierzące? Kolejny bzdurny kościółkowy mit.
          >
          > Poza tym ceremonia bez mszy jest niezalecana tylko wtedy, gdy narzeczony jest n
          > ieochrzczony. U standardowego polskiego apostaty (tzn. ochrzczonego i bierzmowa
          > nego) można wziąć jak najbardziej ślub z mszą.

          Wszystko jest możliwe. Ksiądz, z którym rozmawiałem mówił o "tudnościach" przy śubie jednostronnym tj. dyspensie biskupa wraz z uwagami. Zazwyczaj uwaga dotyczy ślubu bez mszy czyli ceremonii (i nie chodzi tu tylko o osobę niewierzącą lub innej wiary). Co do świadków. Świadkowie ślubi owszem nie muszą być wierzący. Chodziło mi o podpisywanie papierów przed ślubem, gdzie się deklaruje wychowanie dzieci w wierze itp. Tutaj najprawdopodobniej chodzi o dwóch świadków wierzących, ale ręki sobie za to uciąć nie dam - nie jestem pewien.
          • yan.nick Re: ślub kościelny? nie bardzo... 11.01.11, 18:19
            fnu-lnu napisał:

            Co do świadków. Świadkowie ślubi owszem nie muszą być wierzący.
            > Chodziło mi o podpisywanie papierów przed ślubem, gdzie się deklaruje wychowan
            > ie dzieci w wierze itp. Tutaj najprawdopodobniej chodzi o dwóch świadków wierzą
            > cych, ale ręki sobie za to uciąć nie dam - nie jestem pewien.
            >
            Dokładnie tak jak piszesz, świadkowie mają dopilnować wychowania w wierze. Mój syn był natomiast świadkiem na ślubie mimo, że nie był chrzczony (nie jest członkiem KK). Pan młody (jego kolega) stwierdził, że jak nie to nie ma ślubu i nawet bez dodatkowej kasy się obyło.
            Jednym słowem: wszystko w KK jest względne.
            • klawiatura_zablokowana Re: ślub kościelny? nie bardzo... 12.01.11, 23:09
              Nie wprowadzajcie ludzi w błąd. Świadkowie niczego nie dopilnowują, oni są tylko świadkami ceremonii, aby była ważna. Od wychowania w katolicyzmie są 1. rodzice i 2. rodzice chrzestni.

              Niestety ludzie w swej ignorancji mieszają role świadków i rodziców chrzestnych, stąd potem jakieś banialuki o wierzących świadkach itd.

              W KK nic nie jest względne. Są warunki udzielenia sakramentu małżeństwa, czarno na białym. Konia z rzędem temu, kto mi wskaże jakikolwiek zapis o wierze świadków małżeństwa. Po prostu takiego nie ma. A czego nie ma, egzekwować nie można. Niestety państwo młodzi często kiwają główkami i powtarzają potem światu, jak to "nie można", bo im akurat "ksiądz zabronił".

              Piszę to jako osoba, która wzięła ślub mieszany przy dwojgu niewierzących świadkach (to znaczy, przed ołtarzem z naszej 4 wierzący był tylko szanowny małżonek). W glorii i chwale przyzwolenia Kościoła Katolickiego.
    • sonix24 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 14:42
      Jego rodzina jest
      > religijna (chociaż strasznie obłudna),
      I to jest odpowiedź . Z tymi ludźmi nie wygrasz. A w ogóle, czy zastanowiłaś się, że twój przyszły mąż może być nieodrodnym synem, czyli również obłudnikiem, nawet jeżeli teraz jeszcze nie jest? Chcesz się o tym przekonać empirycznie? W tym wypadku rozczarowanie może nadejść szybciej niż myślisz, kiedy okaże się, że król ( twój mąż ) jest nagi.
    • jo-asiunka Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 15:03
      No ja nie wzięłam z takich samych powodów jak Ty. Całą rodzina mojego męża uważa, że to moja wina, ale on też nie chciał - tu nie było problemu. Ja powiedziałam jego mamie, że mogę wziąć ślub kościelny jako strona niewierząca, z tym że u nas nie ma kto wystąpić jako strona wierząca. Ale prawdę mówiąc, ponieważ byłam ochrzczona, nie wiem, czy mogłabym wziąć ślub kościelny w kościele katolickim jako strona niewierząca właśnie - musiałabyś to sprawdzić... Możliwe, że musiałabyś wystąpić z kościoła... I ja się do tego przymierzam:)
      • estorilla Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 15:33
        Dziecko kochane, weź usiądź do książek, i to samo poradź chłopakowi. Skończcie studia, usamodzielnijcie się, wyprowadźcie od rodziców. Popierz jego skarpetki, on niech cię zobaczy w maseczce, pogotujcie obiady, poprasujcie koszule, popłaćcie rachunki. POTEM zacznijcie myśleć o ślubie. Bo dopóki jesteście na utrzymaniu rodziców, to sorry, ale musicie tańczyć jak wam zagrają.
        • truskaweczka.s Re: ślub kościelny? nie bardzo... 15.01.11, 23:20
          Może nie napisałam na początku, ale mieszkamy razem :) I ja piorę jego skarpetki (a raczej mówię mu, że nastawiam pranie, i jak chce mieć czyste skarpetki to niech sobie powybiera i wrzuci do pralki), gotuje mu (choć on robi to lepiej i częściej), koszul mu nie prasuje, w końcu wie gdzie stoi żelazko :P Nie nakładam maseczki, ale widzi mnie w ogólnym wczesnoporannym rozgardiaszu :P I mimo to chce się ze mną ożenić! :)
          My nie podejmujemy jeszcze decyzji o ślubie, napisałam, ponieważ na początku chcieliśmy wziąć cywilny, żeby być oficjalnie mężem i żoną razem, ale wtedy bez wesela (bo nie mamy kasy, a nie chcę ciągnąć od rodziców), no a jak chcę wesele, to wtedy już kościelny trzeba by wziąć. I dlaczego piszę, bo nie wiem co z tym fantem zrobić.
        • truskaweczka.s Re: ślub kościelny? nie bardzo... 15.01.11, 23:25
          I jeszcze jedno - bardzo nie lubię jak ktoś mówi do mnie "dziecko kochane". Wiem, że napisałaś to, ponieważ jesteś pewnie starsza ode mnie, bardziej doświadczona i z twojej perspektywy jestem dzieckiem, ale zawsze z takich sytuacjach mówię : czy ty będąc w wieku 21 lat czułaś się dzieckiem? Bo ja nie :P Pracuję, mieszkam sama, więc coś tam już wiem o życiu, mimo, że rodzice nadal dają mi pieniądze na mieszkanie, rachunki i jedzenie.
          Nie chciałam Cię urazić, po prostu taki zwrot rodzi we mnie przeczucie, że osoba, która go stosuje, nie traktuje mnie serio :)
    • tequil.a Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 16:29
      dziewczyno! szacun, szacun na maksa!
      nie daj się kołtunerii! :*
    • olalala29 ślub jednostronny 07.01.11, 16:48
      Mój brat jest niewierzący ale ma bardzo wierzącą narzeczoną - ona z nim bierze ślub kościelny, on z nią nie - to się nazywa ślub jednostronny - paskudnie się nazywa ale może to dla Was dobre rozwiązanie.
      • yan.nick Re: ślub jednostronny 11.01.11, 18:15
        olalala29 napisała:

        > Mój brat jest niewierzący ale ma bardzo wierzącą narzeczoną - ona z nim bierze
        > ślub kościelny, on z nią nie - to się nazywa ślub jednostronny - paskudnie się
        > nazywa ale może to dla Was dobre rozwiązanie.
        >
        Większej durnoty nie słyszałem. To chyba o hipokryzję chodzi, Kościoła oczywiście, a może tylko o kasę?
    • mili_vanili Re: ślub kościelny? nie bardzo... 07.01.11, 16:57
      Nie chcesz ślubu k - nie bierz,
      chcesz być od kogoś zależna, nie mieć szacunku do swoich zasad - bierz.
    • rachela180 W razie czego... 07.01.11, 17:54
      Jeśli nie chcesz ślubu kościelnego - obstawaj przy swoim. Zgadzam się z Twoim zdaniem: to obłuda brac udział w uroczystości, której sie nie chce.
      A jakby rodzina naciskała... masz w ręku argument czysto religijny. Świętokradztwo. Z punktu widzenia teologicznego nie możecie wziąć ślubu kościelnego. A że praktyka jest inna - cóż...
      "Religijnej" rodzinie argument, że slub kościelny to Sakrament, a przystąpienie do niego bez przekonania, bez wolnej woli, bez czystości, bez łaski uswięcajacej - jest świętokradztwem powinien wystarczyć. Jeśli nie - sami się ośmieszą, bo to by oznaczało, że nie znają zasad swojej wiary.
      Z pozdrowieniami od byłej katoliczki (odeszłam z KK do innego Kościoła nie mogąc dłużej udawać, że jestem kimś, kim nie jestem).
    • marcelka89 Re: ślub kościelny? nie bardzo... 10.01.11, 14:12
      Nawet nie miałam pojęcia, że ktoś tak bardzo może szanować wiarę i przekonania innych. Tylko pogratulować podejścia i życzyć wszystkiego najlepszego w przyszłości!
      • truskaweczka.s Re: ślub kościelny? nie bardzo... 15.01.11, 23:34
        Dziękuję bardzo :) Chociaż powiem ci, ze kiedyś miałam paskudny zwyczaj przekonywanie moich rozmówców, że wiara katolicka jest be i powinni się nawrócić. Aż spotkałam osobę, która NAPRAWDĘ jest wierząca (w przeciwieństwie do osób, które do tej pory spotykałam w moim życiu), jest moją bardzo bliska koleżanką i szanuje ją za to jaka jest - mądra, miła i przede wszystkim dobra. Nie wynika to oczywiście z religii, tylko z niej samej, ale wtedy zrozumiałam, że nie mogę zachowywać się w taki sposób jak zawszę do osób, które są tak bardzo autentyczne w swej wierze, a przy tym tak wyrozumiałe dla innych, niewierzących. Dlatego zmieniłam swoje podejście do wszystkich SZCZERZE wierzących. Zrozumiałam, że nie mogę kpić z czegoś, co dla innych jest prawdziwą wartością, w imię czego są gotowi do poświęceń. Biorąc ślub kościelny zakpiłabym tylko z niej i naprawdę czułabym się z tym źle. Paradoksalnie dzięki osobie wierzącej zdecydowałam się nie brać ślubu kościelnego :P
        A że kościół to sekta, to swoja drogą :P Bo tu o wiarę chodzi :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka