18lipiec
16.05.04, 00:17
Chciałam pożalić się na teściową.Mam straszną teściową.
To znaczy to jest przyszła teściowa o ile ona dopuści do ślubu swego syna.
Jestem z M. 5 lat. Nie mieszkamy razem, oboje studiujemy,mieszkamy z
rodzicami.
Ja mam pracę, on pracuje dorywczo.
W grudniu mamy mieć własne mieszkanie.
Tyle o sytuacji.
Teraz o niej. Ogólnie kobieta nie jest zła.Ja sama pierwsza bym na nią nic
złego nie powiedziała.Ale.........
Ale nie wiem czemu co jakiś czas, potrafi się do mnie dziwnie,
bezczelnie,odezwać. Jakby robiła mi na złość, jakby chciała powiedzieć "to ja
jestem dla M najważniejsza bo ja jestem jego matką". Tym bardziej że tak nie
było zawsze, tylko zaczęło sie odkąd zaczęłam pracować i pojawiły sie
pierwsze wzmianki o usamodzielnieniu się przez nas.
Nie rozumiem jej zachowania.
Ogólnie to typ nadopiekuńczej mamusi, kwoki gdakającej nad gniazdem, obiadki,
śniadanka, kapciuszki. Ja z kolei nigdy jej nie pyskowałam, byłam zawsze
miła,często rozmawiałam z nią, grzecznie, chwaliłam jak gotuje, oglądałam
seriale, chodziłam na zakupy.
Ale nie zmienia to faktu że potrafiła czasem wbić mi szpilę.Jakoś to znosiłam
ale wczoraj mnie rozwalila na łopatki.
M nie jest jedynakiem, ma siostrę, z tym że siostra samodzielna, mieszka
daleko daleko.
Również jest teść ale jego przez wiosnę i lato nie ma bo wyjeżdża.
No i została kochana mamusia z syneczkiem.
Mamusia nadskakuje synkowi na każdym kroku, najczęściej przy mnie.
Tak jakby chciała mi zrobić na złość, zranić. A poza nimi jest miła, dba o
mnie,tylko ma jakieś takie napada raz na jakiś czas.
Jej teksty :
"Wiesz gdzie jest M? Pojechał na plażę,dziewczyny oglądać!!!!"
"Syneczku dokąd wychodzisz,mamusia będzie tęskniła, płakała" - tu następuje
głaskanie synka po głowce.
"Nałożyłam Marcie sałatki oddzielnie bo Marta jest dla nas obca" - przy
obiedzie
"Pokłóciliście się, Marta co TY znowu narobiłaś!"
"Syneczku? Czy mogę zrobić Ci kolację,ja bym bardzo chciała zrobić Ci kolację"
W sklepie jesteśmy ( ja, ona, siostra M)
Siostra M mierzy bluzkę. Mama krzyczy "Pośpiesz sie, trzeba lecieć do domu,
bo M z głodu umrze!" A sprzedawca na to "A co ? Lodówka na kłódkę zamknięta?"
A ja "No przecież sam sobie coś zrobi" A ona " ALE ON WOLI jak mamusia mu
poda!!!!"
O wtrącaniu się,komentowaniu nie wspomnę. O tym że ona ciagle mówi że ja go
zostawię też.O tym że planuje nam kiedy mamy mieć dzieci też.
Ostatnie dwa teksty mnie zabiły :
Pierwszy, jakis miesiąc temu , siedzimy SAME przy kawie, ja mówię że nie mogę
doczekać sie aż dostanę mieszkanie, ona w rozmowie ze mną pyta się zawsze jak
sobie poradzisz? dasz radę? zamiast pytac:poradzicie, dacie radę ? Nie
dopuszcza do siebie myśli że synek miałby sie wyprowadzić.
No i chwila ciszy i stało się :" Ja nie chcę żeby M się wyprowadzał, BO MI
BĘDZIE SMUTNO, co ja tu sama zrobię w domu????????"
Tekst mnie rozwalił po całości.
Miałam ochotę powiedzieć jej "komuś musi, taka kolej rzeczy/ to niech pani
kupi sobie psa/ niech sie pani nie martwi będziemy codziennie przychodzić na
obiad/"
Ale nie powiedziałam nic.
Kocham M i nie chce byc zrodlem zatargow w jego rodzinie.
I wczoraj, aż sie popłakałam. Wychodzimy z M dokądś.
Ubieramy się.
Ona :"M kiedy mi zrobisz (coś tam) na działce, już miesiąc Cię proszę a Ty
nic.
Ja : "Ja też go proszę od miesiąca by mi naprawił rower i też nie mogę się
doczekać, wiec niech się pani nie martwi, on taki jest"
A ona na to : Ale TY sie NIE LICZYSZ, ja się liczę!!!!!!!!!!!!"
Po tym tekście poszłam do domu i normalnie sie popłakałam.
Dodam że M w każdej sytuacji mnie broni, ochrzania ją. Stopuje ja na kazdym
kroku no ale co baba zdazy powiedziec to zdazy.Ponoć po tym wczoraj tak ja
ochrzanił że okna w domu latały. Trzyma moją stronę,chce ze mną się
wyprowadzić, nie słucha sie matki.
Mówi że ważne jest to co on myśli i czuje. Wiec jego mam za sobą.
Ale nie potrafię zrozumieć tej kobiety, co nią kieruje?
Moja mama cieszy sie że brat ma dziewczynę,broni jej na każdym kroku.
A ona,,, co jej to da? Syn tylko sie od niej odwróci...Co kieruje tą kobietą.
Przecież ja go jej nie zabiorę, kocham go, jest ze mna szczęśliwy...Czemu ona
tego nie rozumie.
I powiem Wam jeszcze że zawsze wydawało mi sie że będę miała teściową gdzieś.
Fakt, staram sie mieć gdzieś, ale uwierzcie takie słowa bolą...bolą i pamięta
się je dłuuugo.
Akt II.
Jak wyszłam od nich wczoraj wiedziałam tylko że ją ochrzanił.
Dziś wiem że wyglądało to tak.
Drzwi się za mną zamknęły.
M :"Jak Ty możesz mówić tak do mojej dziewczyny???Co Ty sobie wyobrażasz????"
Ona : " Dziewczyn możesz mieć wiele, a mama powinna być dla Ciebie
NAJWAŻNIEJSZA!!!!!!!!!"
M :" Nie,teraz Marta jest dla mnie najważniejsza"
Ona w ryk, do dziś sie nie odzywa.
Wiecie co... pomijając ten fakt całej tej sytuacji. Widać teraz o co jej
chodzi. O bycie najważniejszą. Tylko że ja nawet nie dawałam jej nigdy do
zrozumienia, że ja chcę, że ja próbuję, że ja dążę by być ważniejsza niż ona.
Więc wyszło co ją bolało, ale w głupi, ohydny sposób. Co ma w ogóle bycie
najważniejszą od zrobienia czegos na działce lub zrobienia roweru bo o to się
zaczęło.....
Poza tym "dziewczyn możesz mieć wiele" ......... Sorry ale ja nie jestem
pierwszą lepszą panienką żeby tak o mnie mówiła........
Wiecie co? Zapomniałam ale przez nią ostatnio nawet miałam senny koszmar, bo
śniło mi się że mamy nowe M3 a on przychodzi codziennie, jak ja już wracam z
pracy to ona siedzi u nas, i potem śpi z nami w łóżku. To chore, ale ja mam
takie sny i znikąd się one nie biorą..........
CO JA MAM ROBIĆ?????????Przeciez ja nie moge tego tak zostawic!!!!!!
Do tej pory sie nie odzywałam ,nie broniłam.
Może powinnam zacząć???????? Tylko jak delikatnie, grzecznie ale
stanowczo?????