Co byście zrobiły?

16.11.04, 21:53
Ostatnio mój mąż wyszedł wieczorem na basen w towarzystwie dyrektorów swojej
firmy, miał być 2-3 h, a wrócił o 6 rano. Nie usłyszałam żadnego słowa
wyjaśnienia,, a juz w ogóle "przepraszam". Nie odzywam się do niego bo już
nie mam siły, i nawet nie wiem co powiedzieć. On i tak pewnie tego nie
żałuje.Przecież nie mogę przejść nad tym do porządku dziennego, wie że takie
coś mi nie odpowiada i wie że dlatego z nim nie rozmawiam.Co byście zrobiły
na moim miejscu.
    • aniapriv1 Re: Co byście zrobiły? 16.11.04, 22:02
      cześć pierwszy raz na tym forum się wypowiadam :) jest tylko jedna rada ..
      następnym razem po prostu Ty wyjdź na dwie trzy godziny i wróć rano ... wydaje
      mi się, że tylko cośtakiego jest w stanie pozwolić mu zrozumieć co się wtedy
      czuje ... i oczywiście żadnego tłumaczenia ... rano zapytaj kochanie zrobić ci
      kawki ?
      • anula36 Re: Co byście zrobiły? 16.11.04, 22:46
        jasne potem on na 2 dni ona na 3..az sie rozejda.
        Jedyna metoda to rozmowa z mezem-powiedz ze sie o niego balas,nie spalas cala
        noc, ze cie wkurzyli czekasz na pokajanie i przyzeczenie,ze jak sie ma spoznic
        to zadzwoni.
        Jesli po tym sie nei pokaja i nie obieca- ja bym takiemu spakowala walizeczke.
        • chrisb004 Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 16:21
          Z tym martwieniem sie i nie spaniem to nie przesadzaj.
          Nie zrozumie, nie zadziała.

          Ustal poprostu ze jesli macie sie spoznic to ZAWSZE powiadamiacie sie o tym
          a jezeli to mozliwe uzgadniacie to wczesniej. Aha i sama tez z tego skorzystaj,
          daj mu poczuć jak to jest czekać na kogoś.

          Faceci (takze ja) maja slabosc to opuszczenia towarzystwa przed koncem zabawy,
          albo przed powiadomieniem o spoznieniu żonki - ale idzie ich tego nauczyć.
      • emila_tomek Re: Co byście zrobiły? 16.11.04, 22:48
        czesc aniu! gdybys ty tak zrobila to pewnie by byl koniec zwiazku,a przeciez
        nie o to chodzi . Ja stwierdzilam ze zlem za zlem nic sie nie wskura ale nie
        jest to prawda w kazdym przypadku. moj maz jest zdania ze kobieta wtedy jest
        porzadna i dobra gdy nie wraca po nocach do domu,zycze ci powodzenia i radze
        abys usiadla z nim moze przy kolacji i powiedziala co czulas i ze sie martwilas
        gdy on sie dobrze bawil moze winko doda wam obojgu odwagi . przedweszystkim
        rozmowa . trzymam kciuki!:)
    • sol_bianca Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 10:46
      ankad2 napisała:

      > Ostatnio mój mąż wyszedł wieczorem na basen w towarzystwie dyrektorów swojej
      > firmy, miał być 2-3 h, a wrócił o 6 rano. Nie usłyszałam żadnego słowa
      > wyjaśnienia,, a juz w ogóle "przepraszam". Nie odzywam się do niego bo już
      > nie mam siły, i nawet nie wiem co powiedzieć

      Nie odzywanie się jest równe wyrażeniu zgody na takie "akcje". Trzeba reagować
      natychmiast. O tej szóstej rano jak wrócił trzeba było zapytać od razu co się
      stało że tak późno. Awantura (jesli to był pierwszy raz) nie jest wskazana, ale
      wyrażenie niezadowolenia - jak najbardziej. A poza tym, czy on nie ma komórki?
      Powiedz mu, że następnym razem ma chociaż zadzwonić.
      Im szybciej z nim porozmawiasz, tym lepiej. Ale obrażanie się albo zemsta nie ma
      sensu, to go może przekonać że jesteś zołza i nie warto z tobą gadać. Spokojna
      rozmowa, opisz jak się czułaś i dlaczego. Reszta zalezy od jego reakcji.
      • bejoy Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 11:20
        Zgadzam się z przedmówczynią. Mój mąż również często jeździł na takie zloty i
        rozmowa pomagała. Weź pod uwagę tylko jedno - jakimi ludźmi sa ci "towarzysze"?
        Być może brak kontaktu wynika z podśmiewania się o pantoflarzu?
        Magda
    • hajdis Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 20:46
      Hej.
      Na pewno nic nie da kiedy się nie będziesz odzywała do niego. Normalnie zacznij
      z nim rozmawiać o zwykłych rzeczach i nic nie wspominaj o tym co się stało.
      Kiedy wasze relacje będą już takie jak zawsze, czyli normalne, po prostu
      powiedz mu spokojnie, jak gdyby nigdy nic, że nie podoba ci się to co zrobił i
      następnym razem niech zadzwoni albo po prostu wruci o umówionej porze.
      Na pewno nic nie da nieodzywanie się, zlość, gorzkie żale, krzyk, płacz.
      Najlepsze jest zachowanie spokoju i zimnej krwi. Faceci raczej nie lubią
      awantur i cichych dni. To tylko piętnuje problem, który przecież nie jest aż
      tak wielki.
      Powodzenia
      • ankad2 Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 22:29
        No tak nie napisałam jednego, że o 1 w nocy dostaam smsa że wróci później, o 3
        gdy jeszcze go nie było zadzwoniłam do niego. Powiedziałam że chce żeby wracał
        bo chyba nie wie która godzina. Powiedział że nie wie o co mi chodzi i wróci
        tak jak wszyscy. Kilka razy zdarzyły się podobne sytuacje i ja już nie wiem jak
        dalej postepować.
        • hajdis Re: Co byście zrobiły? 17.11.04, 22:58
          Pogubiłam się. Nie za bardzo wiem w czym problem w takim razie. Napisał sms ze
          wruci później, czyli tak jak wszyscy, tak? Rozumiem że jesteś zła bo nie zrobil
          tak jak byś sobie życzyła i nie wrucił w chwili w której chciałaś zeby juz
          wracał? Nie lezał pijany pod blokiem, koledzy nie wtoczyli go po schodach do
          domu, nie odebrałaś go z komisariatu, nie porwał ubrania w jakiejś rozrubie,
          nie stał pod osiedlowym sklepem z menelami..... bo niektórzy mają takie
          problemy uwierz.
          Jezeli by poszedł gdzieś i po prostu nie wrucił bez żadnego znaku ze sie spóźni
          to byłabym zła i na pewno jakoś bym próbowała spokojnie porozmawiać drugiego
          dnia żeby następnym razem dał znać. a jezeli poinformowałby mnie ze wruci
          później to chyba nie ma za co sie gniewać, chyba ze wogóle nie chciałabyś zeby
          gdziekolwiek wychodził z przyjaciółmi. Tak czasami zdarza sie ze jest fajnie i
          chce się jeszcze trochę zostać i myślę ze to trochę smieszne by było żebyś
          kazala mu wracać w tej chwili bo tak ci się podoba, a on za 15 minut juz stałby
          poslusznie w dżwiach.
          Tu chyba tylko rozmowa pomoże. Poinformuj go że ma cie słuchać i o godzinie
          umówionej stać na baczność w domu, bo chyba o to chodzi?
          • ankad2 Re: Co byście zrobiły? 18.11.04, 08:23
            Nie hajdis, nie o to chodzi żeby stał pod drzwiami jak ja mu każę. Ale teraz to
            ja już naprawdę zaczynam myśleć że to ja powinnam go przeprosić- tylko za co?
            Głownie chodzi mi o to że w ogóle nie podobają mi się spotkania do 6 rano. Nie
            mam nic przeciwko spotkaniu z kolegami, ale czemu nie może to trwać 3- 5 godz.
            tylko od razu do rana? Poza tym ja w ogóle nie wiem gdzie on był, na pewno nie
            na basenie. Jak partnera nie ma na noc w domu to człowiek wyobraża sobie różne
            rzeczy i niestety mi też przychodzi do głowy że może mnie zdradza. Poza tym
            naprawdę myśle że kawalerskie czasy minęły i mając żonę i 2 małych dzieci można
            się ograniczyć do krótszych spotkań.Dla mnie w każdym razie to nie jest
            normalne. I ciekawa jestem ile osób ma podobne zdanie jak hajdis. pozdrawiam.
            • sol_bianca Re: Co byście zrobiły? 18.11.04, 09:37
              ankad2 napisała:

              > Nie hajdis, nie o to chodzi żeby stał pod drzwiami jak ja mu każę. Ale teraz to
              >
              > ja już naprawdę zaczynam myśleć że to ja powinnam go przeprosić- tylko za co?
              > Głownie chodzi mi o to że w ogóle nie podobają mi się spotkania do 6 rano. Nie
              >
              > mam nic przeciwko spotkaniu z kolegami, ale czemu nie może to trwać 3- 5 godz.
              > tylko od razu do rana? Poza tym ja w ogóle nie wiem gdzie on był, na pewno nie
              > na basenie. Jak partnera nie ma na noc w domu to człowiek wyobraża sobie różne
              > rzeczy i niestety mi też przychodzi do głowy że może mnie zdradza. Poza tym
              > naprawdę myśle że kawalerskie czasy minęły i mając żonę i 2 małych dzieci można
              >
              > się ograniczyć do krótszych spotkań.Dla mnie w każdym razie to nie jest
              > normalne. I ciekawa jestem ile osób ma podobne zdanie jak hajdis. pozdrawiam.

              No to powiedz mu dokładnie to, co wyżej napisałaś.
            • hajdis Re: Co byście zrobiły? 18.11.04, 10:20
              W żadnym wypadku nie powinnaś go przepraszać. ale nie wiem też czy on ciebie
              powinien. Pomyśl o tym ze moze on po prostu nie wie czego ty tak naprawde od
              niego chcesz? Może twemu męzowi się wydaje ze jezeli nie widzisz problemu w tym
              żeby wracał o 3-5 to jezeli przyjdzie o 6 to tez nic się nie stanie.
              Myślę że to że wrucił o 6 a nie 3-5 to nie jest az takie straszne w porównaniu
              z tym że nie wiedzialaś wogole gdzie sie podziewa.
              A najdziwniejsze jest dla mnie to ze pozwalasz na to żeby twój mąz mając dwójke
              małych dzieci wogóle chodzil sam po imprezach z kolegami. Ja jestem za tym ze
              małzeństwo powinno chodzić albo razem albo wcale. Oczywiscie czasem moze sie
              zdazyć że wyjdzie gdzieś sam z kolegami na góra 3-4 godziny, ale tu kwestia
              gdzie i na ile czasu powinna być dokladnie wcześniej ustalona i jeżeli
              zawiódłby moje zaufanie, następnym razem wcale nie wyrazilabym zgody na jakieś
              wyjśćie z kumplami.
              Jesteś w końcu jego żoną, macie dzieci, i tak jak mówisz - kawalerskie czasy
              sie skończyły i onn musi być tego świadom. Porozmawiaj z nim o tym, ustalcie
              jakieś zasady w kwesti jego spotkań z kolegami. Gdy sa jasno ustalone zasady
              wtedy latwiej sie ich przestrzega.
              Pozdrawiam

    • wilma_flinstone Re: Co byście zrobiły? 18.11.04, 10:09
      kurcze, pytanie : co zrobilybyscie na moim miejscu? jak na to odpowiedziec nie
      znajac ani ciebie ani jego ani tego jak wygladal do tej pory wasz zwiazek ?
      moj maz by mi powiedzial ... a jak nie to maltretowalabym go psychicznie ...
      wzbudzanie poczucia winy ... ja nie przyjmuje "cichych dni" ja musze wszystko
      obgadac i drazylabym az by powiedzial ... a jakby nie powiedzial to poczulabym
      sie skrzywdzona(prawdopodobnie placz) ... i wtedy musi powiedziec... ja
      zeschizowalabym straszniei niemialby zycia ...
      a tak w ogole to u mnie nie zaistnialaby taka sytuacja bo moj maz wie co by sie
      dzialo :)))))))))
      • ankad2 Re: Co byście zrobiły? 18.11.04, 13:25
        Oj, to wszystko jest takie trudne, że ja już naprawdę nie wiem co robić.
        Małżeństwem jesteśmy 8 lat i on doskonale wie co ja myślę o takich wypadach.
        Nie mam nic przeciwko wyjściu z kolegami w określone miejsce na 3,4 nawet 5
        godzin ( nie do 3-5 godziny w nocy)ale to raz na jakiś czas. Można przecież
        wyjśc, pogadać i o 24 być w domu. W tej chwili jest tak ciężko zacząć rozmowę
        na ten temat. A ja cały czas myślę że to on powinien. Najbardziej wkurza mnie
        to że właściwie jestem bezsilna. No bo co ja mogę? Nie ugotować obiadu?
        Pokrzyczeć? i tyle. Do tej pory małzeństwem byliśmy fajnym, dużo się zmieniło
        jak mąż zmienił pracę, lepsze stanowisko lepsze, kontakty( półtora roku temu)
        Myślę że jednak musze z nim poważnie porozmawiać, nie wiem tylko czy to coś da.
        Dziękuję za wypowiedzi.
        • mysterious Re: Co byście zrobiły? 26.11.04, 13:46
          wiesz , ja nie jestem jeszcze mezatką ale mieszkamy razem i raz sie zdarzylo ze
          wrocil 3 godz pozniej i nie mozesz sie nie odzywac !najpierw zrob mu awanture
          i powiedz co czujesz szczerze a pozniej dopiero sie nie odzywaj. Oczywsicie eby
          nie popsuc wszystkiego rozmawiaj z nim o tym co konieczne ale powiedz mu zeby
          na nic wiecej nie liczyl bo zaufania do niego nie mozesz juz miec a to jest
          chyba najwazniejsze w zwiazku. A poza tym ja jeszcze sobie wychodzilam gdzie
          chcialam i przestalam sie liczyc z jego zdaniem, zrobilam z jego zycia pieklo i
          wiesz co , od tamtej pory nie wyszedl z kolegą a jak gdzies pojedzie to dostaje
          3 smsy i tel gdzie jest i o ktorej wroci, nawet jak sie spozni 10 min to
          dzwoni., bylo mi naprawde ciezko postawic zwiazek na takie ryzyko ale
          wiedzialam ze jak kocha to ie podstosuje do moich wymogow czyli prawdy i
          zaufania, gdyby nie kochal i nie chcial nic naprawic po prostu by wyszedl jak
          ja wyszlam zeby mi zrobic nazlosc , ale on czekal na mnie bo zrozumial ze zle
          zrobil i chcial naprawic wszystko , ale pamietaj najpierw uswiadom facetowi co
          zlego zrobil i jak sie czulas bo sam sie nie domysli
        • xapur Pytanie skierowane do kobiet, ale też coś dorzucę. 27.11.04, 09:17
          "on doskonale wie co ja myślę o takich wypadach"
          Wie? Powiedziałaś mu, czy tylko sądzisz, że wie?

          "Można przecież wyjśc, pogadać i o 24 być w domu"
          Można. Można też się świetnie bawić i wrócić po 24. Jest chyba dorosły, nie?

          "A ja cały czas myślę że to on powinien"
          No tak. On powinien, on doskonale wie - najwyraźniej ty świetnie wiesz, czego
          od niego oczekujesz, ale coś mi się zdaje, że on niekoniecznie.

          "Najbardziej wkurza mnie to że właściwie jestem bezsilna"
          A co, chciałabyś zakuć go w kajdany?

          "Do tej pory małzeństwem byliśmy fajnym"
          Znaczy, że się słuchał i odgadywał twoje pragnienia?

          "Myślę że jednak musze z nim poważnie porozmawiać, nie wiem tylko czy to coś
          da."
          Jak nie porozmawiasz to na pewno nie da. I na sto procent facet się nie domyśl
          o co ci chodzi. Mówię tak, bo ja nigdy nie mogę się domyśleć o co chodzi lubej
          gdy się gniewa. Dopiero po dłuższym nagabywaniu jest zdolna wykrztusić w czym
          rzecz. Zwykle moja reakcja jest taka sama: - AHAAA, TO O TO CHODZIŁO...
          Bo my mężczyźni nie potrafimy ogdadywać zawiłych kobiecych myśli. :)
          • wilma_flinstone Re: Pytanie skierowane do kobiet, ale też coś dor 27.11.04, 13:15
            kurde, to troche prawda ze faceci sa strasznie niedomyslni ...czasami palna cos
            albo zrobia , kobiety sie gniewaja a facet nie wie o co chodzi ... dla mnie to
            nie do pojecia , szczegolnie dla facetow ktorzy sa ze swoimi kobitami dluzej(no
            powyzej 5 lat) ... jak jest sie z kims dlugo to sie wie czego nie robic , co
            moze urazic ... czemu kobieta moze poznac swojego faceta a facet swojej kobity
            nie zna ??? tylko zawsze zdziwienie ze czyms tam ja urazil ... ??? czy my
            jestesmy az tak skomplikowane ???
            • xapur Owszem, jesteście skomplikowane. Poza tym ... 27.11.04, 16:47
              tylko krowa nie zmienia zdania (za to świnia zawsze), więc względne poznanie
              przekonań kobiety wcale nie gwarantuje jej zrozumienia za każdym razem. I
              najważniejsze - jak można rozumieć kogoś, kto uwielbia by czytać mu w
              myślach??? Nie każdy to potrafi...
              • wilma_flinstone Re: Owszem, jesteście skomplikowane. Poza tym ... 28.11.04, 16:32
                >więc względne poznanie
                > przekonań kobiety wcale nie gwarantuje jej zrozumienia za każdym razem.

                to lepiej w ogole nie zadawac sobie trudu w poznawaniu jej ...

                :)
                oczywiscie latwiej powiedziec "jestescie skomplikowane" (albo <jak można
                rozumieć kogoś, kto uwielbia by czytać mu w
                > myślach??) niz postarac sie kogos zrozumiec...



                • xapur Widzę, że okopy już gotowe i szykuje się wojna ... 29.11.04, 14:35
                  pozycyjna. :)
                  wilma napisała
                  "oczywiscie latwiej powiedziec "jestescie skomplikowane" (albo <jak można
                  rozumieć kogoś, kto uwielbia by czytać mu w myślach??) niz postarac sie kogos
                  zrozumiec..."
                  Jasne - bo jak się człowiek nie domyśli to znaczy, że nawet "nie próbuje
                  zrozumieć". Może wydać się to dziwne ale ja NIGDY nie oczekuję od partnerki, że
                  się DOMYŚLI o co mi chodzi. Bo po co, skoro można powiedzieć! Jak mam problem
                  to mówię w czym rzecz. Czyż to nie prostsze?
                  Podam przykład. Zdarzało się kiedyś, że luba ni z tego ni z owego milkła,
                  błyskawicznie ubierała się z naburmuszoną miną i uciekała do siebie. Oczywiście
                  o odwożeniu czy jakiejkolwiek asyście nie było mowy. Pytałem, przepraszałem -
                  zero odzewu - jedyne czego można się było domyślać to to, że czymś ją uraziłem.
                  Dodam, że nie uważam się za człowieka nerwowego (luba twierdzi, iż jestem wręcz
                  bardzo spokojny - polemizowałbym, ale to na marginesie). Niemniej jak mi
                  wycięła taki numer któryś raz z rzędu (na szczęście zdarzało się to rzadko) i w
                  ciągu następnych dni milczała jak zaklęta (studiowaliśmy ten sam kierunek więc
                  okazja do rozmowy była), ja po wstępnym zmartwieniu powiedziałem:
                  VETO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dosyć przepraszania i kombinowania
                  co ją ugryzło. Jak jej zależy to się odezwie. A jak nie - good bye -
                  najwidoczniej nie pasujemy do siebie.
                  Jak się domyślacie - kuracja zadziałała. Jesteśmy razem i nawet jak czasem
                  (rzadko) coś nie gra to podobne sytuacje już się nie zdarzają. Owszem, jest
                  chwila naburmuszenia, ale rozwiązanie następuje jeszcze przed pójściem na
                  spoczynek. Nie mógłbym spokojnie zasnąć widząc obok tylko plecy i słysząc
                  gniewne pomruki.
                  Dlatego na wszelkie problemy zalecam rozmowę.
                  • wilma_flinstone Re: Widzę, że okopy już gotowe i szykuje się wojn 02.12.04, 10:50
                    masz racje - najlepsza rozmowa.
                    ale powiem ci cos. jak facet (np. moj maz) robi po raz kolejny cos co mi nie
                    odpowiada(a juz wczesniej mnie za podobne rzeczy przepraszal(oczywiscie jak
                    zwrocilam mu na to uwage)) to myslisz ze to jest przyjemne po raz kolejny
                    walkowac(rozmawiac) ten temat?? poruszac go i mowic "zraniles mnie tym". wiem ze
                    wielu facetow nie lubi w swoich zonach tego ze sa marudne i non stop sie
                    czepiajom. ja nie chce byc taka. i jesli moj maz po raz kolejny robi cos
                    glupiego to nie mam ochoty mu zrzedzic bo on juz to slyszal.

                    > Jasne - bo jak się człowiek nie domyśli to znaczy, że nawet "nie próbuje
                    > zrozumieć".
                    nie powiedzialam ze nie probuje. ale jak cos zdaza sie kolejny raz to znaczy ze
                    nie przyklada do tego wystarczajacej uwagi.

                    > Może wydać się to dziwne ale ja NIGDY nie oczekuję od partnerki, że
                    > się DOMYŚLI o co mi chodzi.

                    ale na pewno jest ci milo kiedy twoja kobieta"czyta w twoich myslach" (mam tu na
                    mysli to ze zna cie na tyle dobrze ze wie dokladnie czego potrzebujesz w tej
                    sytuacji(oczywiscie to jest w odniesieniu do pojedynczych sytuacji bo tak na
                    prawde nie da sie czytac w myslach)

                    moj maz bardzo sobie to u mnie ceni. jak zrobie cos na co ma w tej chwili
                    ochote(np.cos do zarcia czego dawno nie bylo a on lubi) a nie zdazy mi
                    powiedziec albo nie chce mnie trudzic.

                    • xapur Do wilmy_flinstone 02.12.04, 23:22
                      "jak facet (np. moj maz) robi po raz kolejny cos co mi nie
                      odpowiada(a juz wczesniej mnie za podobne rzeczy przepraszal(oczywiscie jak
                      zwrocilam mu na to uwage)) to myslisz ze to jest przyjemne po raz kolejny
                      walkowac(rozmawiac) ten temat?? poruszac go i mowic "zraniles mnie tym". "

                      To prawda, ale być może ma słabą wolę. U mnie też z nią nie tęgo i czasem wstyd
                      mi przed lubą, że czegoś tam nie zrobiłem. Potem muszę nadrabiać. Cóż, ludzie
                      bywają słabi.

                      "ale jak cos zdaza sie kolejny raz to znaczy ze
                      nie przyklada do tego wystarczajacej uwagi."

                      Trochę racji w tym jest. Ale - jak już wspomniałem wyżej - silna wola to rzadki
                      dar, a lenistwo - częsty grzech.

                      "ale na pewno jest ci milo kiedy twoja kobieta"czyta w twoich myslach"
                      No ta pewno!!!!!!!!!! Niemniej nie oczekuję, że się domyśli jak mi coś nie
                      pasuje w jej zachowaniu tylko jej to mówię. Wiem, że czasem ciężko powiedzieć
                      co nam leży na sercu, bo nie chcemy urazić drugiej strony. Ale próbować trzeba.
                      Tak myślę.
                      Wygląda na to, że z dużej chmury mały deszcz. Zamiast wielkiej wojny, krótka
                      potyczka zakończona kompromisem. :) A już się szykowałem na długotrwałe
                      oblężenie...
                      • wilma_flinstone Re: Do wilmy_flinstone 03.12.04, 08:20
                        >Zamiast wielkiej wojny, krótka
                        > potyczka zakończona kompromisem. :) A już się szykowałem na długotrwałe
                        > oblężenie...

                        :)))))
                        niepotrzebnie ... ale na pewno jeszcze sie spotkamy ... moze na innym forum ...
                        moze przy innym temacie ... i sprobuj sie wtedy ze mna nie zgodzic :P :))))))))

                        pozdroofka
                        wilma
    • iwosia NADSZARPNIĘTE ZAUFANIE 27.11.04, 18:02
      Gdy facet robi coś, co dla każdego okazałoby się chociaż małym przewinieniem,
      on często nie wie o co się rozchodzi!! Dlaczego sie obraziła, czemu szuka znowu
      dziury w całym, czy nie większych problemów - zastanawiają się faceci... Tak,
      jakby cos takiego nie było problemem. Jeśli facet mówi, że przyjdzie o jakiejś
      tam godzinie do domu, a przychodzi 5 godzin później, to po pierwsze: nie
      dotrzymał słowa, czyli jest niesłowny, (nie mówiąc już że niepunktualny,
      nadszarpnął zaufanie swojej żony, a chyba oczekuje od niej zaufania, (sam sobie
      będzie winien, gdy kiedys usłyszy, że żona mu nie ufa), poza tym lekceważy
      słowo dane ważnej przecież osobie, jaką jest żona, czyli ją po prostu olewa, co
      raczej nie porawia relacji w związku. Oprócz tego, jeśli nie zadzwonił, nie
      powiadomił, gdzie jest i kiedy będzie, to spowodował, że żona może się
      martwić, bo przecież mogło się mu coś stać!! Ale co z tego, że jest tyle
      argumentów, skoro dla niego i tak nic sie nie stało. Oni myślą, że my się
      gniewamy i obrażamy, bo oni przyszli 5 godzin za późno. Nie wnikają jakie są
      jeszcze powody, a wymieniłam ich kilka przed chwilą.
      Nie ważne, że sie spóźnił, tylko że nadszarpnął zaufanie, olał dane słowo
      zonie, zachował się nieodpowiedzialnie. Czy to takie trudne??!!
      • ankad2 Re: NADSZARPNIĘTE ZAUFANIE 30.11.04, 23:23
        Witam ponownie. Rozmawiałam. A wlaściwie wygłaszałam monolog. Spokojnie
        powiedziałam że przegina,że sam doprowadza do tego że przestaje mu ufać, że nie
        mam nic przeciwko wyjściu od czasu do czasu ale niekoniecznie do rana, że nie
        bedę tolerowala takich wyjśc- do rana i jak ma być między nami dobrze to
        obydwoje musimy coś w tym kierunku robić. Poprosiłam żeby to przemyślał bo
        inaczej bedzie miedzy nami źle. Wiecie co? nie usłyszałam od niego ani słowa na
        ten temat.Myślałam że przemyśli i coś postanowi, minęło trochę czasu a on nic.
        Ręce mi opadają.
        • iwosia Re: NADSZARPNIĘTE ZAUFANIE 30.11.04, 23:53
          Żadnej skruchy, nie czuje się winny i tyle. Może nic nie powiedział,
          alezrozumiał, nie wiem, nie znam go. Zobaczysz, jak będzie dalej. Może
          postanowił, ze już taki nie zrobi... Okaże się w praniu, czy rzeczywiście. Czas
          pokaże. Jeśli znów coś takiego zbroi... cóż...wtedy pomyślimy nad surowszym
          postępowaniem. Trzymam kciuki.
          • ankad2 Re: NADSZARPNIĘTE ZAUFANIE 01.12.04, 09:39
            Dzięki za wsparcie, w sprawie pracy magisterskiej- jasne że pomożemy
        • mlecyk1 Re: NADSZARPNIĘTE ZAUFANIE 09.12.04, 02:04
          a jaki był wcześniej?Bo jeśli też "uprawiałaś monologi" na jakieś tematy to nie
          wiem czy się zmieni :(
          Ja też prowadzę monologi juz od 1,5 roku,wprawdzie na inne tematy,ale chyba nie
          ma różnicy na jakie,wspólne jest to,że nic nie dają!
          Rozmowa to nie monolog,musisz z niego wydusić co on o tym wszystkim sądzi,jak
          towarzystwo w którym się teraz obraca zmieniło jego poglądy.Nawet jeśli to
          miałoby być wiercenie w brzuchu,musisz sobie postawić za cel dowiedzenie się
          tego i do niego dążyć.Inaczej nic nie da!
          U nas w małżeństwie takie rzeczy są niedopomyślenia!I wcale Ci się nie
          dziwię,też bym miała dziwne myśli i moje zaufanie jakoś nie miałoby prawa
          głosu.Natomiast nie wiem czy ciche dni są sposobem,zależy od faceta i jego
          uczucia do Ciebie,Bo być może,że mu to wcale aż tak bardzo nie przeszkadza -
          nie wiem jak jest u was z uczuciem po tych 8 latach,ale skoro tak się
          zachowuje,skoro swoim zachowaniem lekeważy Cię,okazuje Ci brak szacunku no to
          nie wiem jak jest z tymi uczuciami tak ogólnie.
          <Głownie chodzi mi o to że w ogóle nie podobają mi się spotkania do 6 rano. Nie
          mam nic przeciwko spotkaniu z kolegami, ale czemu nie może to trwać 3- 5 godz.
          tylko od razu do rana? Poza tym ja w ogóle nie wiem gdzie on był, na pewno nie
          na basenie.>
          <Poza tym naprawdę myśle że kawalerskie czasy minęły i mając żonę i 2 małych
          dzieci można się ograniczyć do krótszych spotkań.>
          W pełni się z tobą zgadzam!!!!
          Pozdrawiam i życzę szybkiego wyjaśnienia :)
          Może trochę namąciłam ale sens chyba jest do zrozumienia :)
          Sylwia
    • mandaryneczka2 Re: Co byście zrobiły? 01.12.04, 11:31
      nie wiem co bym zrobila, bo moj maz za kazdym razem kiedy wychodzi to mowi
      gdzie i o ktorej bedzie, szybko go tego nauczylam. zawsze reagowalam od razu,
      nie wolno sie spozniac bo ja moge sie zamartwiac i trzeba to szanowac. zawsze
      mozna zadzwonic.
    • abi28 Re: Co byście zrobiły? 09.12.04, 15:41
      Zapytałabym wprost. Żądałabym wyjaśnień. Pozdrawiam.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja