naise
12.04.05, 14:37
Dziewczynki mam pytanie, co robić, jak rozmawiać kiedy facet nie zgadza się na
wynajęcie mieszkania?? Chcielibyśmy zmaieszkać razem, jednak ON stanowczo
sprzeciwia się wynajmowaniu mieszkania, jednocześnie nie mamy pieniędzy (ani
zdolności kredytowej) by zakupić własne. U moich rodziców mieszkanie raczej
odpada (jest b. mało miejsca, poza tym on nie chce), u jego rodziców też
odpada (po pierwsze on nawet tego nie zaproponował, po drugie ja bym nie
chciała - chodzi o moje kontakty z jego rodziną). Ja już zaczynam się
zastanawiać czy ON wogóle wiąże ze mną swoją przyszłość, czy naprawdę chce ze
mną zamieszkać (tak mówi, oraz mówi że chce wziąć ślub i mieć dzieci - w co
też wątpie, bo na słowach się kończy). Nie mogę go przekonać ani do wynajęcia
mieszkania, ani do wzięcia kredytu - on stwierdził że nie będzie nigdy żył na
kredyt-więc pomijając brak zdolności kredytowych jest jeszcze opór z jego
strony "BO TAK". Jesteśmy razem dwa lata, a facet dużo mówi i niewiele robi, a
moje rozmowy z nim na ten temat kończą się tym, że im więcej o tym mówię to
tym dłużej to potrwa (choć nawet jak nie mówię, to jego postawa się nie
zmienia). Nie mam pojęcia jaki On ma plan na życie, jak go pytam, odpowiada że
wszystko jest uzależnione od pieniędzy, jak będzie dużo zarabiał to zacznie
działać (dodam że nie dowiedziałam się ile to jest 'dużo'), nie wiem tylko co
zrobi jak (tfu tfu) coś się nie powiedzie i nie będzie zarabiał tyle ile sobie
wymarzył, nie kupi mieszkania, nie będziemy mogli się utrzymać - co wtedy ??
Nie chcę żeby za kilka lat czekania okazało się że go jednak nie stać żeby
mieć rodzinę (bo takie stwierdzenie też padło - że musi być go stać). Nie wiem
jak z nim rozmawiać, chciałabym zrobić wszystko żeby jakoś dojść do
porozumienia z Nim, tylko brak mi już argumentów bo On zawsze wie lepiej. Wiem
że to co On robi jest odpowiedzialne, że niestety w dzisiejszych czasach żeby
utrzymać rodzinę i dziecko trzeba dobrze zarabiać, ale przykro mi że On chce
dojść do tego sam i dopiero potem włączy mnie do swojego planu, że nie mamy
wspólnego planu, że ja jestem skazana na czekanie, i zamiast dorabiać się
razem i powoli On zdecydował się załatwić wszystko sam i jeszcze ja muszę
dostosować swoje plany i marzenia do jego. Wkurza mnie że działa tak
asekuracyjnie, że chce wszystko idealnie zaplanować, że wszystko uzależnia od
posiadania pieniędzy (co jednak jest wytłumaczalne) i że ze wszystkimi
decyzjami musismy czekać, a dodatkowo najbardziej drażni mnie że tak wszystko
ma poukładane ale nie ma planu awaryjnego, w razie gdyby....
Jak mam z nim rozmawiać, czy wogóle jest sens??