Dodaj do ulubionych

Jak byście to odebrały?

19.05.05, 13:15
kiedy po kolejnej próbie zejścia się, co i się stało, nie specjalnie możecie
się dogadać z własnym facetem, ale do kłótni nie dochodzi. Jakoś tam żyjecie
razem choć specjalnie szczęśliwe nie jesteście.I w końcu dzień jak codzień
niespecjalnie różny od innych, facet wraca do domu z pracy o 22.30 z
pretensjami czemu śpicie tak wcześnie. W końcu wychodzi po chwili z domu z
piwem rzucajac w przelocie - idę sie przewietrzyć!!!

Wraca o 4 rano i dziwi się czemu jeszcze nie spicie, z ironią w głosie,
kładzie się tyłkiem do Was. A rano pyta sie czemu jesteście złe.

Miałam wczoraj taka sytuację, z tym że u nas jest naprawde źle. Więc mysle że
położył krzyżyk nan nas. A jak wam sie wydaje??? Dodam ze jestesmy zaręczeni
i miało być dobrze.

Pozdrawiam
Jak mnie wysmiejecie albo zjecie przeżyję

Obserwuj wątek
    • astana1 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 13:21
      przemysl slub, tak ja mysle, zawsze warto to zrobic bo najgorzej podjac w tej
      sprawie nieodpowiedzialna decyzje. Nie oznacza to oczywiscie ze radze ci odejsc
      lub cos takiego, nie znam tak dokladnie Twojej sprawy, zeby radzic Ci cos
      wiecej niz zastanowienie sie. Niemniej slub bierz tylko jezeli bedziesz pewna
      ze to ten jedyny. Tak czy siak zycze powodzenia i milosci! trzymaj sie i nie
      lam sie!
    • pauluchna Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:28
      wyrwij się z tego związku jak najszybciej możesz. Bo to już nie miłość a
      przyzwyczajenie każe Wam się godzić i wracać do siebie.Uwierz mi, wiem co
      mówię. Byłam z facetem pięc lat, kłociliśmy się, odchodziliśmy, potem
      wracaliśmy ale po każdym takim rozstaniu byłam mniej szczęśliwa, niby
      pogodzeni, wszystko powinno być ok a jednak czegoś brakowało. 3 miesiące przed
      ślubem pokłóciliśmy się po raz kolejny, odeszłam, ślub odwołany, sala,
      orkiestra itp. Po miesiącu znów wróciłam, przecież tak bardzo zapewniał, że
      mnie kocha, że nigdy nie skrzywdzi już... wróciłam i po 6 miesiącach odbył się
      nasz ślub. Wytrzymałam półtora roku, odeszłam. Dziś jestem już 3 lata po
      rozwodzie, a od roku w najwspanialszym związku na świecie. Teraz dopiero wiem,
      że jestem szczęśliwa tak naprawdę, że tamto co było to tylko przyzwyczajenie,
      lęk przed samotnością.
      Martunia nie marnuj czasu na to, żeby nie być szczęśliwą. Bo szczęście Ci się
      należy - tego Ci życzę
      Pozdrawiam
      Paula
      • astana1 Re: Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:36
        No chyba sie troszke zagalopowalas, facet z piwkiem wyszedl z domu i wrocil o 4
        rano a ty juz wiesz ze nie pasuja? Nikt nie zna tej sprawy tak dobrze jak oni
        sami, ja doradzam spokojna rozmowe - moze Jej mezczyzna nie wie jak sie
        naprawde czuje i nie wie ze pewne rzeczy sa dla Niej nie do wytrzymania. Marta
        pogadaj z nim, no chyba ze go nie kochasz i to czujesz, to juz inna bajka. W
        kazdym razie wydaje mi sie ze rzucac takie rozwiazania typu rozejdzcie sie jest
        nieodpowiedzialne. Trzymajcie sie i pozdrowienia.
        • martunia90 Re: Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:41
          Astana, rozmów było wiele i on dokładnie wie jak zrobic żeby bolało, dlatego
          wyszedł. To niebyło normalne wyjście na piwo, zrobił to z premedytacją, bo
          wiedział że mnie to zaboli.
          Fakt nie zacie szczegółów, ale już nie ma co ratować i to jest przykre, ze po 4
          latach bycia ze sobą nie ma szans na normalne rozwiazanie sprawy.
          • astana1 Re: Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:59
            Rzeczywiscie nie znam sprawy dlatego ciezko mi cokolwiek radzic, wszystko co
            piszesz jest niestety czy tego chcesz czy nie chcesz twoim subiektywnym
            odczuciem (oczywiscie poza faktami), trudno jest mi wiec nazwac Twojego
            mezczyzne swinia czy cos, po prostu z kilku zdan nie mozna orzec kto jest
            winny. Oczywiscie jezeli czujesz ze go nie kochasz to nie ma co kombinowac, byc
            razem z przyzwyczajenia to bzdura. Pozdro i zycze wsz naj.
        • pauluchna Re: Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:50
          Przecież napisała, że nie są szczęśliwi razem, więc dlaczego mają to dalej
          ciągnąć? najważniejsze w związku to być szczęśliwym :)
          Pozdrawiam
      • martunia90 Re: Będę brutalna ale powiem : 19.05.05, 13:37
        Wiesz Paula ja jetsem z 4 lata i dokładnie taka sama sytuacja jak u Ciebie.
        Powroty, rozstania i tak w kółko i też coraz mniej jestem szczęśliwa.
        Przypuszałam że takie będą opinie, chciałam sie upewnić. Podjęłam juz decyzję o
        odejściu, bo u nas nie ma nawet już szacunku, szczególnie z jego strony. To ja
        ciągle wracałam bo tak jak piszesz bałam sie samotności.

        Przyzwyczaił sie że i teraz tak bedzie, ze zapomnę i jakos to będzie. Mam
        dopiero 23 lata i chcem poczuć trochę szczęścia.
        Dzięki wielkie
    • martynka301 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 13:51
      Ja już jestem żoną od dobrych kilku lat i nie wyobrażam sobie , żeby mój mąż tak
      sobie wyszedł gdzies nie mówiąc dokąd. Albo , żebym ja zrobiła tak samo.
      • martunia90 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 13:56
        No własnie ja też nie, bardzo mnie to boli i on o tym doskonale wie. Noc
        nieprzespałam , trzęsłam sie z nerwów, komórki nieodbierał wogóle.
        Niewiedziałam o co mu chodzi. Ale teraz to jasne. Rano wstał jak gdyby nigdy
        nic, zadowolony jakby było wszystko wporzadku.

        A mi się serce rwało bo chciałam mu wykrzyczeć jak mogłes mi to zrobic,
        dlaczego. Ale zachowałam spokój, juz niewarto mówic mu jak bardzo mnie to boli.
        • astana1 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 14:00
          Mysle ze wlasnie warto powiedziec mu jak Cie to boli, oczywiscie jezeli go
          kochasz.
        • g0sik Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 14:12
          T mu nie mówisz, on Ci nie mówi to jak Wy chcecie się dogadać?
    • zolza73 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 14:20
      Szanuj siebie..rwij chocby w kapciach gdzie sie da a jak nie to:
      Rok 2010, Wigilia, stol nakryty czekasz na karpia tylko (on poszedl kupic), Ty
      narobiona po pachy, dziecko czeka na zabawke, przychodzi malzonek bez karpia, ty
      pretensja gdzie karp a malzonek : bierze browara, sru kapote "ide sie
      przewietrzyc..." i wraca po Nowym Roku ( bo mial juz gdzie przebalowac-u kochanki)
      I jakby nigdy nic, pyta gdzie sniadanie.....
      Dobry byl, wiedzial jak cie zranic i wykorzystal...
      Troche przejskrawilam, ale.... pomysl chwile i zastanow sie "co ten balwan sobie
      wyobraza????" i wiej, chocby w kapciach.
      • martunia90 Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 14:28
        Słuchajcie mówiłam że rozmów było bardzo duzo, i o tym wychodzeniu też bo to
        nie pierwszy raz. Pierwszy natomiast jesli chodzi że wcześniej nie było kłótni,
        jakiś niedomówień. Poprostu bez słowa i powodu wyszedł.

        Pewnie wina lezy po obu stronach, ale od tego teraz zejścia miało być dobrze,
        starałam się zmieniać on niespecjalnie jak widać. Naprawdę nie miał powodu aby
        tak sie zachować. Nie weim na co liczył że jak przyjdzie to rzuce mu sie na
        szyję.
        • agnieszka_z-d Re: Jak byście to odebrały? 19.05.05, 19:40
          Cóż... moim zdaniem takie wychodzenie jest najgorszym rozwiązaniem. Ja ze swoim
          Mężem ani po ślubie, ani przed ślubem - czyli w sumie już 6,5 roku ani razu nie
          pokłóciliśmy się tak, żeby cała sytuacja miała finał taki, że jedno z nas sobie
          po prostu wyszło. Choć na gorąco roztrząsanie emocji też nie jest dobre, to
          można po prostu pójść do osobnych pokoi, ale nie gdzieś w świat "się
          przewietrzyć" nie mówiąc nawet gdzie ani za ile się wróci. Ja choć byłam
          szczęsliwa i zadowolona 500 razy zastanowiłam się przed ślubem. A w Twojej
          sytuacji cóż.... nie widzi mi się to zbyt różowo...
          Pozdrawiam i życzę słusznych decyzji
    • bejoy Re: Jak byście to odebrały? 20.05.05, 11:03
      Olej gościa

      I w końcu dzień jak codzień
      > niespecjalnie różny od innych, facet wraca do domu z pracy o 22.30 z
      > pretensjami czemu śpicie tak wcześnie. W końcu wychodzi po chwili z domu z
      > piwem rzucajac w przelocie - idę sie przewietrzyć!!!
      >
      > Wraca o 4 rano i dziwi się czemu jeszcze nie spicie, z ironią w głosie,
      > kładzie się tyłkiem do Was. A rano pyta sie czemu jesteście złe.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka