Dodaj do ulubionych

osobno i RAZEM

22.09.05, 14:38
Gdy mieszkaliśmy osobno:
-czułe słówka, pieszczoty, pocałunki bezinteresowne
-komplementy (bez przesady ale się zdarzały)
-usmiech na twarzy
-sex codziennie albo co drugi dzień (zawsze gdy się widzieliśmy)
-wspólne przygotowania kolacji
-wspólne wypady do znajomych

Gdy mieszkamy razem:
-ciągle krytyka
-nie chce mi się uśmiechać jak wracam po pracy do domu
-sex "zdarza się" raz w tygodniu
-sama przygotowuję kolacje (on w tym czasie leży)
-on idzie na spotkania z kumplami

*czy tylko ja tak mam czy to normalne
*dodam że mieszkamy razem 3tydzień
*wczoraj się pokłóciliśmy
*powiedziałam że wpada tylko na obiadki i żeby sie przespać
*no i sie obraził
CZY JA JESTEM NIENORMALNA?
CZY WYMAGAM ZBYT WIELE?
pomóżcie
Obserwuj wątek
    • magdzie Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 14:51
      ja nie mieszkam ze swoim facetem za czesto, mieszkamy osobno ale kupilismy juz
      mieszkanie. i na razie nie mam takich problemow. tzn. ja juz od razu
      zastrzeglam: "Kotku, jak bedziesz sie o mnie malo staral i zmienisz swoje
      zachowanie, to moze byc problem a ja tego nie wytrzymam" i wypunktowalam mu
      czego sie boje: nadmiernej rutyny, codziennego prasowania stosow koszul,
      przygotowywanie obiadkow podczas gdy on bedzie mial w reku pilota. sa zmywarki,
      pralki, jest ciepla woda, prad i to sa wystarczajace ulawienia, ktore powinny
      sprawic, ze mezczyzna sam zacznie zabierac sie do np.porzadkowania. jesli
      przywykl do tego ze wszystko robila za niego mamusia to ja albo podziekuje za
      wspolprace albo naucze wspolpracy.
      nie mam nic przeciwko sprzataniu, prasowaniu, pichceniu ale wszystko w
      rozsadnych ilosciach i kooperujac ze soba.

      tylko teraz pytanie: czy ty tez sie zmienilas od momentu gdy mieszkacie razem?
      czy rownie czesto ko przytulasz, szeptasz czule slowka, podrywasz, flirtujesz,
      masz ochote na seks, nie zrobilas sie leniwa?
      ja sobie obiecalam, ze moje checi, motywacja, energia nie beda malec wraz ze
      stazem w zwiazku diametralnie. a nawet gdyby mialyby byc mniejsze to zostana
      zastapione przez inne dowody tego, ze go kocham.

      trzeba walczyc z rutyna, brakiem checi, znudzeniem...
      trzeba odnalezc energie nastolatki, ktora nie narzeka, nie marudzi i zaraza
      swoim optymizmem i zaangazowaniem swojego partnera.
      powodzenia!;)
      • magdzie Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 14:56
        dodam tylko, ze troche boje sie wspolnego mieszkania przez 24h na dobe i 7 dni w
        tygodniu. ale stawie temu czolo...
    • mydlanka Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 14:58
      ja juz jestem mezatka w prawdzie dopiero 1,5 tygodnia ale mieszkalismy razem
      ponad 6 m-cy (niby malo a jednak wystarczylo zeby sie przekonac). my tez
      mielismy takie sytuacje jak u ciebie: on siedzial caly czas przy komputerze a
      ja nie moglam patrzec na balagan i sprzatalam gadajac przy tym bo mnie
      denerwowalo ze wszystko robie sama, mowilam do niego gdzie ten facet ktory tak
      o mnie zabiegal, ktory tak sie staral jak mieszkalismy osobno i chos
      spedzalismy duzo czasu razem przed wspolnym zamieszkaniem to jednak okazalo sie
      ze wielu rzeczy o sobie nie wiemy, bylo wiele sytuacji takich ze sie
      spieralismy, obrazalismy na siebie wzajemie czasem zdarzylo sie ze powiedzialam
      glosno ze "po co nam ten slub skoro teraz tak sie spieramy to co bedzie po
      slubie?"ale przetrwalismy ten czas dotarlismy sie i jest wspaniale. tobie radze
      zebys poczekala , dala twojemu partnerowi troche czasu do przyzwyczajenia sie
      do calej sytuacji ale jednoczesnie (nie poprzez klotnie)starala mu sie
      wytlumaczyc ze nie chcesz wszystkich obowiazkow domowych wykonywac sama i ze ci
      potrzebna jest jego pomoc. zycze powodzenia w wychowywaniu mezczyzny :)
    • amwaw Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 15:01
      To dopiero 3 tygodnie. Po trzech tygodniach mieszkania razem dopiero ustalacie
      zasady tego mieszkania i się docieracie. To czas dużych zmian, dość
      stresujących dla Was obojga. Nie traktuj tego jako stan permanentny. Zobaczysz-
      wszystko się ustabilizuje i będzie OK( a jak OK nie będzie to będziesz
      wiedziała że to nie ten). Jak sytuacja jest stresująca to nic dziwnego, że
      facet nie wpada do domu i nie zrywa w przedpokoju z Ciebie ciuchów:) Zamiast
      się kłócić na tak wczesnym etapie sprubójcie ustalić zasady- np porozmawiajcie
      nt powrotu do mieszkania, kto gotuje objad itp Moja rada- lepiej od razu
      przydzielić zakres obowiązków, potem ciężko to zmienić.
      Pozdr
      • amwaw Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 15:01
        spróbujcie...sorry na orto
      • gracuuja Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 15:22
        ja mam za sobą trzy pierwsze miesiące.. i małzęnstwa i wspólnego mieszkania...

        i nie mogę poweidzieć, zebym piała z zachwytu nad wszystkim co się dzieje...
        nie narzekam też na brak jego zaangażowania w różne sprawy...
        chociaz denerwuje mnie jak się ze mną "kłoci" kto wywiesi pranie... wielkie
        halo...

        jestem w tej dobrej sytuacji, ze on trochę przed mieszkał sam... więc wie... że
        droga skarpetek od momentu wrzucenia ich do bródów jest trochę bardziej złożona
        niż tylko wrzuć - wyjmij z szuflady czyste... :)

        co nie zmienia faktu, ze faceci (zreszta chyba my wszyscy...) łatwo
        przyzwyczajamy się do wygody...

        także... radzę od poczatku mówić o tym co ci się nie podoba... docieranie..
        owszem... ale im wcześniej zaczniemy mówić o tym co nam się nie podoba, tym
        łatwiej będzie nam to zmienić... przynajmniej mi się tak wydaje...
        nie ma co czekać aż się ułoży... trzeba zacząć układać... :)

        ale nie marw się ... ja po ochłonięciu z emocji i całego tego zamieszania po
        ślubnego w tej chwili przeżywam okres kompletnej nudy i marazmu... praca -
        sklep - dom - obiad - łóżko - praca - sklep.........
        wkurza mnie to troszkę... ale staram się z tym walczyć... :)

        USZY DO GÓRY!!
        • wielorak Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 15:48
          dzięki dziewczyny za posty
          zasady wspólnego życia mozna powiedzieć że ustaliliśmy wcześniej i wcześniej
          dużo o tym rozmawialiśmy
          ale jak napisałam- wszystko działo się wcześniej
          -w tym co jedna z was napisala jest może trochę prawdy- może się rozleniwiłam
          tzn dbam o siebie ale juz go tak nie uwodzę
          no ale czy jest sens się starać i zaplanować romantyczny albo szalony wieczór
          kiedy on mi powie że wychodzi oglądać mecz z kolegami i czy chcę z nim iść?
          ok, czasem chodzę
          ale codziennie oglądać mecze to jakiś koszmar- przynajmniej dla mnie

          cóż, postaram się
          a miało byc tak pięknie....
          tylko dlaczego tak długo trwa to czekanie uhm
          • wielorak Re: osobno i RAZEM 22.09.05, 15:55
            co nas nie zabije to nas wzmocni
            uhm
    • pepperann Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 00:30
      Matko, dziewczyny, jak czytam wasze posty to nie mogę uwierzyć jak dobrze
      trafiłam. Bo my mieszkamy razem ponad 2 lata, a mąż przynosi mi kwiaty, mówi
      komplementy, zaprasza na randki (kino-kawiarnia-spacer; niespodzianki), pracami
      domowymi dzielimy się po równo i oboje się bardzo bardzo staramy i dużo
      uśmiechamy (chociaż się czasem kłócimy, jasne)

      Moim zdaniem nie wymagasz wcale za dużo. Tak nie musi być i nie jesteś
      niemnormlana. Przecież nie po to zamieszkaliście razem, żebys zmieniała się w
      zgorzkniałą, zarobioną babę. I bardzo dobrze robisz, moim zdaniem, pokazując mu
      od razu, że to nie tak. Może się zreflektuje chłopak.
      • magdzie Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 07:15
        nikt nie negowal przynoszenia kwiatow, a poruszal kwestie obowiazkow.
        i ja dostaje od mojego Skarba bukiety, czekoladki, zabiera mnie w nieznane,
        organizuje fajne eskapady. ale jak to w jednym kabarecie bylo: "no no no no no,
        no no no no no...ale nie o to tutaj chodzi:))"
        nie narzekam na brak spontanicznosci z jego strony, na brak kreatywnosci...
        absolutnie... ale ja osobiscie martwie sie o to co bedzie jak bedziemy sie
        wiecej widzieli niz nie widzieli...
        pzdr:)
        • gracuuja Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 08:40
          no tylko pozazdroscic.... :P
          co sie martwisz na przyszłość... korzystaj z tego co masz teraz... :)))

          bardzo mi się spodobało zdanie...
          spiesz się kochać ludzi... tak szybko odchodzą...

          to samo jest z życiem... czasem...
          wszystko tak szybko ucieka... ze nie ma sensu martwić się na zapas... trzeba
          brać to co jest!! :)
          • wielorak Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 09:56
            Wczoraj znowu rozmawialiśmy, tzn on mi zakomunikował, że się nie zmieni "na 100%
            się nie zmieni"
            mówił to tak stanowczo że aż go nie poznaję
            zastanawiam się czy szukać sobie już innego mieszkania
            czy jeszcze troche poczekać
            • gracuuja Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 10:27
              czy to możliwe ze to jednak prawda, ze po slubie sie wszystko zmienia...?? :(((

              bo na prawde zaczne twierdzić, ze ślub bez mieszkania wcześniej razem to
              idiotyczny pomysł...

              przez swoje trzy miesiące małzeństwa i mieszkania razem... też już niestety co
              najmniej raz żałowałam, ze nie sprawdziłam tego wcześniej... :(((
              nie wiem co by to zmieniło (i czy dużo...) ale moze jednak... czułabym się
              swobodniej... ze jeszcze coś ode mnie zależy... (bo mogę się rozstać i tyle...)
              a teraz... dużo mniej już ode mnie zależy...
            • pepperann Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 13:26
              Wieloraczku, no to chyba wszystko jasne. On z Tobą zamieszkał, żeby mieć obsługę
              w domu i nie zamierza nic z tym zrobić. Jak to się stało, że razem
              zamieszkaliście? To był Wasz wspólny pomysł? A może on wcale tego nie chciał i
              teraz chce Ci pokazać, że miała kiepski pomysł?

              Wiesz, mam takie proste powiedzonko: "Jak jest dobrze, to jest dobrze". A jak
              nie, to nie i nawet jeśli na forum ktoś Ci napisze , że to normalne - Tobie
              będzie źle.
              Oczywiście, że przy wspólnym mieszkaniu jest nieco mniej romantyzmu, ludzie
              czasem mają gorszy nastrój i wychodzą z nich wady, których nie zauważa się na
              randkach. Ale jest też masa plusów mieszkania razem. Jeśli Ty się czujesz źle w
              ym układzie, a on nic z tym nie chce zrobić - to znaczy, że jest źle i koniec.

              Czy wyprowadzisz się teraz, czy za miesiąc - wszystko jedno. Warto to zrobić. Bo
              przyzwyczaić się do takiego stanu można, ale znaleźć w tym szczęście - nie
              można na pewno. Dobrze, że nie czekaliście na ślub ze wspólnym zamieszkaniem.
      • chiara76 Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 10:08
        po sześciu latach małżeństwa też jest OK...może to naprawdę jakiś rodzaj
        loterii? Aż się boję pisać, żeby nie zapeszyć...mam jak widzę wielkiego farta.
    • martabg Tu się chyba mogę wyżalić... 23.09.05, 10:41
      Od ślubu minęło 5 miesiecy. Wyprowadzilam sie do nowego domu oddalonego o 800km
      od mojego domku rodzinnego. Zamieszkaliśmy w Niemczech. Mój mąż pracuje od rana
      do późnego popołudnia. A ja w tym czasie siedzę w domu. Siedzę to źle napisane.
      Ja leżę na kanapie. Wciągam wszystkie możliwe seriale a godzinę przed jego
      powrotem robię coś na obiad.
      Jest tutaj jedyną osobą z którą rozmawiam.
      Wyjechałam z miejsca, w którym ciągle coś robiłam. Miałam pracę, znajomych z
      którymi spotkania zawsze poprawiały mi humor, miałam sąsiadów, z którymi
      plotkowałam o pogodzie. Rodzina, której tu tak bardzo mi brakuje...
      Jak ja nienawidzę mojego obecnego życia!!!!!!!!!!
      Mąż wraca z pracy i pyta się co słychać. A co ja mam mu k$%^*wa opowiedzieć
      wszystkie seriale szczegółowo? Bo nic innego przecież nie słychać.
      Jestem zrezygnowana. Nie mam szans na pracę przez względy formalne. Chodzę raz
      w tygodniu na <pucki> czyli sprzątam. Wyższe wykształcenie nie przydaje mi się
      tutaj zbytnio.
      A w domu wyżywam się na mężu, że mnie tak załatwił. Nie mówię mu tego wprost,
      bo z drugiej strony doceniam, jakie mamy szczęćie. Praca jest, śliczne
      mieszkanie też. Jedzenia nie brakuje.
      Ale ja mam już dosyć.
      Wczoraj powiedziałam, żeby się nie zdziwił, jak znajdzie mnie martwą na
      kanapie, bo tyle czasu na niej spędzam że i umrzeć mi pewnie też na niej
      przyjdzie.

      Ja chcę do domu!!! Ale to dopiero za 5 lat będzie możliwe...

      Dziękuję za przeczytanie mojego posta.
      • chiara76 Re: Tu się chyba mogę wyżalić... 23.09.05, 10:44
        Marta, a nie chcesz zapisać się na jakiś intensywny kurs języka? A chociażby
        podszlifować niemiecki? Wychodź z domu.
        MOże poszukaj na forach gazety (Kobieca Polonia) dziewczyn z Niemiec, nie Ty
        jedna Jesteś tam przecież...postaraj się może znaleźć nowych znajomych,
        niekoniecznie od razu przyjaciół, ale kogoś z kim można wyjść, czy się spotkać.
        To oczywiście takie luźne sugestie, bo widze, że rzeczywiście Jesteś w
        kiepskiej formie.
        POzdrawiam.
        • gracuuja Re: Tu się chyba mogę wyżalić... 23.09.05, 10:51
          DOKŁADNIE!!!
          spróbuj zawalczyć o swoje życie... o lepsze samopoczucie...
          jak nie kurs języka, to chociaż fitness...
          pies... z którym można wyjść na spacer...

          wim, ze to żadne pocieszenie, ale siedzenie w domu, czy leżenie na kanapie
          (wiem cholernie dołujące... ja się wyprowadziłam do innej dzielnicy i czuję się
          jak na wygnaniu... :() można na coś zamienić... można przerwać... na pewno
          poznasz jakiś milych ludzi... i nie umrzesz na tej kanapie... :D
          • martabg Dziewczyny... 23.09.05, 11:10
            Dzieki za dobre rady. Jezyk znam. Seriale wciagam po niemiecku. O piesku marze.
            Zostawilam jednego w Polsce. Sunie kochana, za ktora tez tesknie. Tylko ze tu
            musisz miec zgode wynajmujacego mieszkanie, a ten pierdyk stary tej dac nie
            chce.
            O fitnesie myslalam, ale za duzy wydatek, zadaja tu sobie za raz w tygodniu
            ponad 60E miesiecznie. Kasa jest na biezace wydatki,ale na takie extra nas nie
            stac.
            Nie chce zebyscie myslaly, ze w zyciu nie potrafie nic innego niz narzekac. Ja
            bylam inna. Pogodna, usmiechnieta. Optymistka w kazdym calu. Ale to sie
            ulotnilo. Teraz do 18 biegam po domu w szlafroku. O kosmetykach do malowania
            zapomnialam, bo i po co w domu tak wygladac? Jak wychodzimy gdzies z mezem
            wieczorem to sie musze go zapytac jaka jest pogoda, bo na balkon wychodze
            jedynie pranie wywieszac.
            Kurde, nawet nie wiedzialam, ze moze czlowiekowi brakowac rozmowy. Ot tak, z
            kims na miescie albo w sklepie.
            Ale tu sie czuje OBCO.
            A co najgorsze moj maz sie czuje jak ryba w wodzie.
            I za te 5 lat bedzie problem. On bedzie chcial zostac, a ja z pewnoscia bede
            chciala wracac.
            Mowia mi ludzie ze to wszystko przejdzie. Ze jeszcze zachlysne sie tym
            niemieckim zyciem.
            Ale jak mam zapomniec o rodzinie? Przestane tesknic czy co?...
            Moj maz jest kochany. To nie jest jakis nieczuly typ. On widzi co sie ze mna
            dzieje. I wie, ze na razie nie moze nic poradzic. Zalozyl mi dwa dni temu neta.
            To juz jest cos. Normalnie o tej godzinie powinnam ogladac King of Quins na
            Kabel1.
            Wmawiam sobie ze przejdzie. Ten placz w nocy jak on juz spi. Te snucie sie po
            mieszkaniu. W pewnym momencie mam ochote zapukac do sasiadow i zapytac sie czy
            immieszkanie posprzatac bo u mnie juz nie wiem co mam robic...
            A z ta aktywnoscia pozadomowa to tez nie bedzie latwo. Ja tu jestem
            nielegalnie. Ot i tyle.
            • chiara76 Marta 23.09.05, 11:14

              zaglądnęłam do Twojej galerii Ślubnej, taka fajna ładna i sympatyczna
              dziewczyna nie może się poddać. A widzę, że wpadasz w depresję.
              Jak chcesz, to pisz do mnie na priv (adres gazetowy).

              Ale ja ciągle uważam, że powinnaś zajrzeć na forum:
              forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=16726
              jeśli go nie znasz do tej pory.

              A niemiecki podejrzewałam, że znasz, ale myśle, że nauki nigdy nie dość;)
              • gracuuja Re: Marta 23.09.05, 11:45
                no właśnie... też podejrzałam sobie Ciebie na zdjęciach... :)))
                aż miło popatrzeć (i miałaś piękny bukiet :P)

                a z tym sprzątaniem u sąsiadów...
                mi by się przydala taka sąsiadka.. :D
                sprzątać akurat zupełnie nie lubię... :(

                wiesz.. przez 5 lat dużo się może jeszcze zmienić, także tym bym się zupełnie
                nie przjmowała...
                no i fajnie że masz czata... :))
            • gocha221 Re: Dziewczyny... 23.09.05, 15:19
              Jak to jestes nielegalnie??
              Przeciez jesteśmy w UE, jest wolnośc osiedlania sie.
              co innego pozwolenie na prace, bo Niemcy nie otworzyli swojego rynku.
              Twój mąz jest Polakiem, czy Niemcem?

              I czy jest jakaś sznasa ze dostaniesz pozwolenie na pracę? Bo przeciez nie
              bedziesz kolejnych 5 lat siedziała w domu...
              Jesłi mąz jest Polakiem a tam pracuje to znaczy ze pozwolenie mozna jakos
              dostac, wiec może Ty tez sie tym zainteresuj..

              a co do fitnessu:
              Ja nie bardzo mam czas chodzic na zajecia, dojezdzac itp, wiec mam własne płyty
              z cwiczeniami, a częśc sciagnełam sobie z netu.
              jesli u was nie ma tanich płytek z ćwiczeniami, to popros rodzine z Polski by
              kupowali gazety z "gratisowymi" płytkami (np. Shape, Vita itp).
              Nie chce wam zagladac do portfela, bo to nie moja sprawa,ale jaki jest sens
              siedzenia tam, jeśli:
              -Ty jestes w depresji
              -nie masz chyba szans na prace, więc musicie zyc z 1 pensji
              -stac Was tylko na podstawowe rzeczy (mieszkanie, opłaty, jedzienie)

              Przeciez pracujaca para w Polsce może zyc o wiele wygodniej:-)

              Oczywiscie powody przeprowadzki moga być rózne, także pozamaterialne, ale jesli
              Ty tak to przeżywasz i masz taką sytuację, to....

              aha! dla zabicia czasu polecam robienie na drutach lub szydełku:-) bardzo miłe
              zajecie a i cos ładnego można sobie zrobić:-)

            • myszka785 Re: Dziewczyny... 23.09.05, 16:12
              sorry, że zapytam?...
              a czy planujecie w najbliższym czasie dziecko???...
              ja jestem w podobnej sytuacji: jesteśmy w UK, mój mąż pracuje, ja siedzę w
              domu, tyle, że jak wyjeżdżałam z Polski to byłam w 5 miesiącu ciąży i teraz mam
              już 9-miesięczną córeczkę... jak byłam w ciąży dostawałam świra z nudów i z
              tęsknoty!!!, jak tylko urodziła się mała wszystko zaczęło się zmieniać i choć
              było mi ciężko samej na obczyżnie po porodzie z małym dzieckiem (brak
              doświadczenia), to teraz myślę, że moja maleńka uratowała mnie przed depresja!!!
              mam z nią tyle zajęć i tyle radości, że nie mam czasu nawet zatęsknić...
              ale to czy chcecie dziecko teraz czy za 5 lat to oczywiście Wasza sprawa!!!
              pozdrawiam! 3-maj się ciepło! głowa do góry!
              bogusia
            • daimona sekunda, jak to nielegalnie? 23.09.05, 16:17
              rozumiem, że poślubiłam obywatela Niemiec, tak? To z tego co wiem, małżonkowie
              nie są "nielegalni"???
              • daimona errata ;) 23.09.05, 16:19
                poślubiłaŚ :)
      • kinga38 Re: Tu się chyba mogę wyżalić... 23.09.05, 15:38
        proponuje zajrzec na forum dla mam z DE(i nie tylko mam,sa tu po prostu babeczki
        z Niemiec,rowniez w takiej sytuacji jak ty)
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33515
      • martabg Z tym nielegalnie to jest tak... 23.09.05, 18:07
        to jest tak, ze on tu ma firmę, placi podatki, jest prywatnie ubezpieczony,
        zameldowany w naszym mieszkaniu.
        A ja jestem przy nim, mieszkam tu i tyle. Nie ubezpieczę się <jestem
        studentką,eksternistycznie, więc podstawowe ubezpieczenie w Polsce mam>. A
        skoro się nie ubezpieczę to i dziecko musi poczekać,bo po 1. poród bez
        ubezpieczenia to ok. 3000E w zależności od szpitala a po 2. nawet jak bym sie
        chciała ubezpieczyć prywatnie to nas na to nie stać, koszt dla kobiety w moim
        wieku to ok. 250E miesięcznie.
        Pozwolenia na pracę nie dostanę,musiałabym być specjalistą w jakimś tam
        określonym zawodzie i pod warunkiem, że nie ma na dane miejsce Niemca.
        Z tym nielegalnie to i może przesadziłam,ale sens był podobny, tak mi się
        wydaje.

        A założenie własnej firmy na razie odpada, podatki są bardzo wysokie a i
        przepisy stały się dla Polaków o wiele mniej korzystne.
        • martabg A mąż jest.. 23.09.05, 18:14
          z krwi i kości Polakiem.
          Tyle że z własną jednoosobową firmą.

          I jeszcze coś... Ja naprawdę się wszystkimi możliwościami interesowałam. To nie
          tak, że siedzę na łasce męża lub coś w tym rodzaju.
          Tylko że poprostu już nie widzę żadnych możliwości na to, by było tak jak
          kiedyś... W moim miasteczku, gdzie co chwilę można z kimś porozmawiać bez
          obawy, że ktoś pomyśli otobie <głupi Polaczek>
          • kinga38 Re: A mąż jest.. 23.09.05, 20:29
            naprawde dołącz do nas na to forum forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=33515
    • inezz_a Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 12:18
      wielorak, ja mieszkam z moim mężczyzną kilka dni krócej niż ty. U nas chyba się
      udało, choć może każdy spojrzy na to inaczej. Ja wracam z pracy wcześniej i
      uwielbiam gotować, więc robię obiad. A jak bardzo mi sie nie chce gotowac to
      idziemy na latwizne i wychodzimy na jedzenie. Po obiedzie odstawiamy naczynka i
      jak się uzbiera odpowiednia ilość to mój mężczyzna wrzuca je do zmywarki ;)a
      potem wyjmuje. Nazywamy to górnolotnie "zmywaniem po obiedzie". Kwestia
      sprzątania: oczywiście codzienne sprzątanie - każdy po sobie, tygodniowe:
      oststnio ja srzątałam bo on byl na delegacji, w tym tygodniu zmiana, ja
      wyjezdzam, on sprzata. Jestesmy tez na etapie urzadzania mieszkania - razem
      wybieramy, kupujemy, a moje kochanie sklada meble, montuje pralke itd. Kwestia
      prania jeszcze nie roztrzygnięta, bo pralka w trakcie instalacji ;). Ja sciele
      loko wieczorem, on rano, bo wychodzi pozniej, itd. Jakos sobie to
      poukladalismy. Wypady i wyjścia: - do wspolnych znajomych razem, na pogaduchy z
      kolezanka ja sama, na mecz tudziez szlajanie sie po knajpach z najlepszym
      przyjacielem jak nie ma jego zony - moj chlop sam. w tym wzgledzie nic sie nie
      zmienlo w porownaniu ze stanem sprzed wspolnego mieszkania. Nie wiem tylko co z
      tym seksem... my tez mamy 1-2 razy w tygodniu a myslalam ze jak zamieszkamy
      razem to bedzie czesciej. ALe wytlumaczenie jest chyba takie przyziemne: ja
      wstaje codziennie o 6 rano, wiec o 22-22:30 padam z nog. Moj mezczyzna wstaje
      dwie godziny pozniej. Jak on kladzie sie spac, to ja jestem tak zaspana, ze
      ledwo czuje ze mnie przytula. Rano tez troche nie pasuje, M. otwiera oczy tylko
      po to zeby widziec czy caluje mnie gdzies w okolicach nosa i spi dalej. A ja
      biegiem zmykam do pracy. Ozywiscie mozna by jeszcze np. po naszym poznym
      obiedzie, ale na razie ciagle cos mamy do zrobienia, to wypad do sklepu,
      montowanie mebli, pralka, znajomi. Spróbuje to wprowadzic w czyn w przyszlym
      tygodniu. Staramy sie nadrabiac w weekendy, niestety ostatnio ciagle w
      wyjazdach. No ale chyba nie jest najgorzej. Zobaczymy sie dopiero w niedziele,
      bo dzis wyjezdzam, juz tesknie ;)
      • wielorak Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 13:53
        Inezz_a
        To co piszesz nie różni się niczym od mojego związku z drobnymi szczegółami:
        -nie mamy zmywarki więc albo on albo ja (częściej on) zmywa po moim obiadku
        który tez uwielbiam robić
        -nie jest to "nasze" mieszkanie tylko wynajmowany 1 pokój w 3pokojowym (w dwóch
        innych pokojach mieszka 3facetów)
        -jego wypady do kumpli (którzy nie mają dziewczyn- albo mają to ja też idę)
        zdarzają się codziennie!
        dzień wygląda tak:
        -on wstaje, idzie do piekarni po świeże bułeczki
        -on wychodzi do pracy (buziak)
        -ja wstaję
        -ja idę do pracy
        -on wraca z pracy
        -ja wracam z pracy
        -ja robię obiad
        -on zmywa po obiedzie
        -czasem basen albo tv
        -on (lub żadko my) wychodzi do kumpla
        -ja zostaję w mieszkaniu- oglądam tv, czytam książkę, spotykam się ze znajomą
        albo idę na basen
        -ja idę spać
        -on idzie spać
        -koniec dnia
        i tak w koło macieja
        brakuje mi go, mam wrażenie że się mijamy, że się jeszcze mniej widzimy niż
        wcześniej
        • inezz_a Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 14:44
          wieloraku, fajnie ze mozemy sobie pogadac o podobnym wspolnym zyciu. Ja mysle,
          ze to nieuniknione takie mijanie sie. Jak nie mieszkalismy razem (w jego
          mieszkaniu, ale jak mówimy o miaszkanku to noboje nazywamy je "naszym") to
          wyglądało inaczej, bo spotkania były planowane i wyczekiwane. W tym czasie nie
          było nic innego do zrobienia poza byciem razem. A teraz jak zaczęło sie
          normalne życie to jesteśmy zdziwieni, że czas który spędzamy razem razem tak
          naprawdę przecieka przez palce. ALe przeciez po to wlasnie decydowalysmy sie na
          mieszkanie z naszymi facetami, zeby zobaczyc jak poradzimy sobie w takich
          zwyczajnych warunkach i tak zwanej szarej codzienności. Co do tych wypadów
          codziennych, czy wcześniej też tak miał, że zawsze gdzieś wychodził? U nas pod
          tym wzgledem się niewiele zmieniło, ja z reguły spędzałam wieczory sama, on
          też - mieszkał spory kawałek ode mnie, a jeśli gdzieś wychodziliśy to wspólnie
          i w weekendy. Pomijając spotkania z jego przyjacielem, ale oni nie mogą żyć jak
          nie widzą się przez tydzien ;) Dla mnie jednym z bardziej przyjemnych momentów
          w ciągu dnia jest wspólny obiadek, który ugotowałam z wielką przyjemnością, i
          wspólne zasypianie, o ile ja jeszcze nie śpię, bo wtedy juz nie za wiele czuje
          i pamietam ;) Wiesz, jak ja mam takie myśli, że za mało się widujemy, że się
          mijamy to wtedy sobie powtarzam, że przecież to dopiero 3 tygodnie, a przed
          nami jeszcze całe długaśne życie i pewnie kiedyś jeszcze będę narzekać, że
          codzień jem obiad z tym samym facetem i koło tego samego zasypiam. Ta myśl każe
          mi się cieszyć z tego co mam i czekać na więcej! Pozdrawiam i mam nadzieję że
          powymieniamy się jeszcze kłopocikami i sukcesami.
          • wielorak Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 16:15
            wcześniej widywaliśmy się co 2-3 dzień i czasem razem wychodziliśmy do znajomych
            (ale był tam też ktoś płci żeńskiej) a on sobie raz w tygodniu chodził z kumplem
            na piwko. warto dodać że mieszkał wtedy 15km od większego miasta w którym
            jesteśmy obecnie więc wiadomo że wtedy piwka sobie nie wypił.
            siedział z rodzicami w domu
            Ja naprawdę nie mam nic przeciwko jego spotkaniom z kumplami ale choć 2 dni
            mógłby poświęcić tylko mnie.
            przez 3 lata min. dwa dni w tygodniu spędzaliśmy razem, sami, byliśmy w kinie
            albo coś fajnego sobie wpożyczyliśmy albo gdzieś wyskoczyliśmy na weekend poza
            miasto
            a od 3 tyg. jeszcze takiego dnia nie bylo
            i w dodatu on twierdzi że się nie zmieni
            że związek to sztuka kompromisów
            tylko dlaczego ja mam chodzić na te kompromisy a on co?
            potrzebuje bliskości drugiej osoby, jestem pieszczuchem
            i jest mi coraz bardziej przykro
            aż mi się nie chce wracać do domu
            bo po co
            jak o 20 znowu gdzies pójdzie
            do kogo mam wracać?
            • wielorak Re: osobno i RAZEM 23.09.05, 16:32
              i czym mam się cieszyć?
              samotnością?
              • inezz_a Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 08:57
                wieloraku, ciesz sie wspolnym obiadem, swiezymi buleczkami z piekarni i
                buziakiem na dzien dobry. A co do jego wyjsc na te mecze, mowilas mu, ze
                chcialabys, zeby czesciej zostawal z toba? Moze on po prostu sobe naie zdaje
                sprawy, ze jest ci ciezko pogodzic sie z tym ze siedzisz sama w domu?
    • femme-marie Re: osobno i RAZEM 24.09.05, 00:37
      1.Nie wymagasz zbyt wiele i już
      2.sex raz na tydzień? hmm nie pozwalaj owoc niedostepny dla niedojrzałych
      bardziej kuszący jest, może doceni....
      3.wychodź do znajomych też, nie masz ochoty sie uśmiechać ? moze jestes smutna
      z natury, a może uznałaś że facet to klaun, a wbrew pozorom oni tez reaguja na
      ludzkie odruchy usmiechnij sie a on odpowie tym samym( chyba,ze to bardziej
      zmutowana wersja) :-)))to tylko trzy tygodnie jeszcze sie musicie pościerać a
      jak nie wyjdzie dotacie ....to już sama postanowisz co z tym zrobić albo sie
      bedziesz męczyć albo go porzucisz z nienacka
      • wielorak Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 11:16
        Wychodzę raz w tygodniu do znajomych ale fakt taki że po skończonych studiach
        nie mam już tak wielu znajomych jak on, wszyscy się porozjeżdżali :-(
        Mówiłam mu oczywiście, że chciałabym żeby mi więcej czasu poświęcał itd.
        Zobaczymy.
        Mam po prostu wrażenie że strasznie się zmienił- a przeciez nie jesteśmy po
        ślubie tylko dopiero razem zaczęliśmy mieszkać.
        Moja taktyka jaką obrałam to "żyj chwilą i korzystaj z życia"
        Nie warto się zamartwiać i tracić czas na płacz i smutki.
        Od wczoraj szczerzę do niego zęby :-))))
        • gracuuja Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 11:25
          i tak trzymać... :)
          daj znać jaki będzie efekt tego "szczerzenia"... :)
    • dziewczynka_bez_zapalek Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 14:04

      widzę, że nie jestem sama. miałam i w sumie mam jeszcze podobne odczucia.
      okres "narzeczeństwa" i nie mieszkania razem to była sielanka. spotkania co
      kilka dni, czasem codziennie, trzymanie się za ręce, częste buziaki, wypady za
      miasto i do baru ... zamieszkaliśmy razem, gdy pojawiło się dziecko ... i nie
      dość, że miałam Kubunia na głowie to jeszcze moim M trzeba się było zajmować a
      dokłądnie mu usługiwać.

      zrób śniadanie, zrób kolacje, przynieś kawe, posprzątaj i jeszcze zajmij się
      dzieckiem! a M w tym czasie sobie siedział przed komputerem albo TV i nic mu
      się nie chciało.

      proszenie nieustanne nic nie dało. wreszcie wkurzyłam się, kłótnie były co
      miesiąc, dwa razy już go spakowałam (przestraszył się wtedy - chyba nie był
      świadomy, że do tego jestem zdolna), poszłam na sposób, że gdy go o coś proszę
      np o kolację a ten nic więc idę sobie sama robić, a on jak chce to lodówka stoi
      w kuchni. a jak ci się nie chce to głoduj!

      szło to wszytsko opornie, ale małe kroczki do przodu są i wreszcie facet jest
      do życia i nie muszę być jeszcze jego służącą. trzeba być konsekwentnym i
      walczyc o swoje. nie wiem czemu, ale faceci po ślubie stają się strasznie
      wygodni !!!

      Asia i Kubuś
      • loorien Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 14:16
        Bardzo się boję że moje życie po slubie będzie wyglądalo tak jak niektórych z
        was. Mój narzeczony jest przyzwyczajony do wygodnego życia kawalerskiego, od
        dawna zdany na siebie. Nie rozumie że ja sie np. martwie jak długo nie wraca,
        nie rozumie że wszystkie decyzje w związku trzeba podejmować razem, bo zawsze
        podejmowal je sam. Czasem sie przełamuje i jest słodki widać że mnie potrzebuje
        (zwłaszcza jak się nieświadomie przytula w nocy) ale zbyt czesto mam wrażenie
        że jest jak nieoswojony dziki zwierzak - typ twardego faceta. Nie potrzebuje
        oczywiście codziennych rozmów o niczym, nie opoawiada mi szczegółów z pracy,
        czy spotkań ze znajomymi. Boję się że ja sie też po pewnym czasie zamknę w
        sobie, ale bedę z tym bardzo nieszczęśliwa. Po jakiejś sprzeczce on zamyka się
        w sobie widać że mu źle ale nie wyciąga nigdy pierwszy ręki, nie umie
        załagodzić. Jest jakiś taki "dumny" w tej kwestii. Nie umie rozmawiać o
        problemach swoich uczuciach. Cały czas mam nadzieję że pod moim kochającym i
        wspierajacym wpływem się zmieni i otworzy, ale czy przypadkiem nie jestem
        kolejną naiwnie łudzącą się że po ślubie się zmieni?
        • inezz_a Re: osobno i RAZEM 26.09.05, 14:43
          loorien, mój mężczyzna mieszkał sam przez ponad 10 lat. Przyzwyczajamy sie
          teraz oboje do wspólnego mieszkania i całkiem nieźle nam idzie. Są zalety tego,
          że facet długo mieszkał sam - wie jak zrobić obiad, umie posprzątać, zrobić
          zakupy, wyprasować koszule i uprać sobie skarpetki. Grunt to nie odzwyczajać go
          od tego a będzie dobrze. Co do wyrażania emocji - nie wiem, ale oni chyba już
          tak mają. Ja jak przychodze z pracy to buzia mi sie nie zamyka dopóki nie
          opowiem całego dnia a szczególnie wydarzeń które mną jakoś poruszyły. On
          słucha, dopytuje sie o szczegóły, komentuje. Ale nie opowiada o swojej pracy,
          chyba że ja zaczynam go wypytywać to odpowiada półsłówkami. Dla niego po prostu
          temat jego pracy kończy sie o godzinie 18 jak wychodzi z firmy. A co do spotkań
          ze znajomymi:
          ja: co tam słychć u Kasi i Tomka?
          on: nie wiem
          ja: no przecież wczoraj cały wieczór spędziłeś u tomka,
          on: no ale nie gadaliśmy co u nich słychać,
          ja: no to robiliście tyle godzin?
          on: piliśmy piwo, obejrzeliśmy TVN Turbo a potem Tomek włączył "Misia"

          I takie są ich spotkania, więc nie ma co opowiadać. Tak naprawdę to niewielu
          jest mężczyzn którzy tak szczegółowo jak przecietna kobieta analizują każdą
          sytuacje. Nie sądzę żeby po ślubie miało się coś zmienić. Po to jest okres
          chodzenia ze sobą, narzeczenstwa i wspólnego mieszkania żeby to poznac i
          stwierdzić czy jest ok. Ja też nie jestem osobą wylewną, nie lubię mówić o
          uczuciach, jestem raczej samotnikiem więc z moim mężczyzną się dopasowaliśmy.
          • wielorak Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 11:19
            Cześć dziewczyny
            Nie pisałam wcześniej bo nie chciałam zapeszać :-))
            odkąd się usmiecham, odkąd się zmieniłam (czyli nie chodzę z mrówkami w nosie)
            jest jak kiedyś, jest fajnie, spędzamy znowu dużo czasu razem, razem się
            śmiejemy i wogóle jest extra.
            To byla w dużej mierze (jeżeli nie całkowita) moja wina.
            Byc może sama byłam zestresowana całą sytuacją i zamieszaniem z powodu jego
            przeprowadzki do mnie.
            Teraz jest fajnie.
            Uśmiech jednak czyni cuda
            dziekuję za rady
            życzę wszystkim powodzenia
            i dużo usmiechu
            takiego od ucha do ucha :-DDDD
            • inezz_a Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 11:56
              cieszę i trzymam kciuki, żeby nic się nie zmieniło, a jeżeli juz to tylko na
              lepsze. U nasz tez jest suuper. Wczoraj objadalismy sie goferkami wlasnorecznie
              zrobionymi, pyyyszka ;) życzę uśmiecu, uśmiechu, uśmiechu...
            • gracuuja Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 12:30
              :D

              ja na dzisiaj planuje kolację w łóżku... :)
              tak na lenia... moze ze wspólnym karmieniem... :P

              nie wiem tylko jeszcze co zapodać...:P
              spaghetti..????? :P
              hihihiiiiiiii
              • inezz_a Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 12:34
                po spaghetti się ciężko plamy z pościeli mogą spierać, ale z drugiej strony
                makaron z sosem na brzuhu hihihi może być fajnie. Życze dobrej zabawy. Ja robie
                jakąś chińszczyznę. Tylko muszę sos sojowy i jakieś warzywko zakupić.
                • gracuuja Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 12:38
                  no właśnie.. o plamach nie pomyślałm... :D

                  ale chyba tylko po sucharach ich nie bedzie... :)
                  zobaczymy... :)

                  mam w lodówce kulki mozzarelli... moze pójdę w tą stronę... :)
                  albo w skepie jeszcze na cos wpadnę... :)

                  SMACZNEGO!
    • nannika Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 13:25
      Wg mnie jestes normalna i nie wymagasz za wiele, ale moze powiedz to jemu, bez
      krzykow? Podzielcie sie... No ty obiad dzis, ale on kolacje.. Musisz cos
      wymyslic. Albo nie gotuj, udawaj straszny bol glowy i niech on sie jeden dzien
      toba zajmuje. Placz, zal sie, ze ci zle. A seks? No to moim zdaniem mozesz chyba
      cos zainicjowac. W koncu masz rece i najlepszy atut - siebie!
      • inezz_a Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 13:35
        odpowiedz juz spozniona i w dodatku nietrafiona. Myslisz ze jak dziewczyna
        zacznie plakac i zalic sie ze jej zle to facet bedzie chcial spedzac z nia
        wieczory. wielorak juz sobie poradzila, ale wygrala dzieki usmiechowi i dobremu
        humorowi a nie przez pokazywanie fochów.
        • wielorak Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 13:42
          inezz_a ma rację- odpowiedź poprzedniczki nietrafiona zupełnie.
          Nie tylko z płaczem ale i z sexem- przecież wiem że sama też mogę zainicjować-
          ot nowina!
          Przez to tylko bym wszystko pogorszyła
          a teraz jest fajnie
          i nawet usłyszałam komplement (może średni dla niektórych ale dla mnie bardzo
          wiele znaczył i dał do myślenia a właściwie do dzialania)
          powiedział ze uwielbia gdy się uśmiecham :-)
    • kora_m Re: osobno i RAZEM 29.09.05, 20:29
      Początki mieszkania razem często są trudne.. to czas kompromisów, ale
      kompromisów obustronnych, ty robisz jedno on drugie, jednego dnia ty robisz
      śniadania innego on. Mówisz, że wcześniej ustaliliście zasady - może czas je
      odświeżyć, dostosować do doświadczeń ostatnich 3 tygodni.. pogadać.. Mieszkanie
      razem jest trudniejsze od spotykania się, bo mamy kontakt z drugą osobą ciągle,
      bez względu na to czy mamy na to ochotę, czy boli nas głowa, mamy doła itp. ,bo
      jak się umawiasz na randke to najwyżej ją odwołasz, a przyjścia do domu nie
      odwołasz. Żyć razem trzeba się nauczyć, ale pamietaj, że to nie tylko ty się
      masz tego uczyć, a także twój mężczyzna.
      I dla pocieszenia, jednak wielu parom się udaje :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka