Dodaj do ulubionych

odwołany ślub...

07.10.05, 15:36
czy ktoś wie, jak pogodzić się po odwołaniu ślubu, czy macie jakąś receptę, w
domu wisi suknia ślubna i za każdym razem gdy na nią patrzę - wspominam,
płaczę, tęsknie, co mam zrobić ???
Obserwuj wątek
    • kontik_71 Re: odwołany ślub... 07.10.05, 15:44
      Pozostaje Ci chyba tylko zapomniec o calej historii i postarac sie zbudowac
      inne zycie i w efekcie z innym facetem. :(
      • lexyniunia Re: odwołany ślub... 07.10.05, 15:50
        chciałam zapomnieć, ale on co jakiś czas się odzywa, błaga, żebym wróciła mówi,
        że wszystko się zmieni, że będzie dobrze, ale niezbyt dużo robi w tym kierunku,
        a wiem, że ja kocham tylko raz do końca życia i nigdy już tak nikogo nie
        pokocham, nie wiem jak się z tym pogodzić.
        • mydlanka Re: odwołany ślub... 07.10.05, 15:52
          a mozesz pokrotce strescic co sie takiego stalo... kto odwolala z jakiego
          powodu i co a to goscie i rodzina??
          • lexyniunia Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:01
            jak wyszliśmy od księdza, to byliśmy tacy szczęśliwi, że mamy już datę ślubu,
            że nareszcze będziemy wspaniałą rodziną, cieszyłam się, że stowrzę mu takie
            ognisko domowe, jakiego nie miał, nawet tego samego wieczora zamówiliśmy
            obrączki, ale byłam ślepa, byłam za dobra, on już wiele razy miał wątpliwości,
            rozstawaliśmy się i schodziliśmy, bo zawsze mu wybaczałam. to ja w sumie
            wszystko organizowałam, on nie miał czasu, ale wszystko potwierdzał.niestety na
            pierwsze nauki małżeńskie nie dojechał, bo pracował i tak się zaczęło, więc się
            pokłóciliśmy i powiedział, że ma dość kłótni i ślubu nie będzie. wyprowadziłam
            się, rodzina się załamała. po miesiącu mu wybaczyłam, wróciliśmy do siebie, po
            kolejnym miesiącu rozstaliśmy się na amen i nie mieszkamy już razem...a teraz
            nie wiem, czy w ogóle robić sobie nadzieję, nie ufam mu, nie wierzę, że będzie
            dobrze, choć w głęgi serca mam iskierkę nadzieji, ale on jest niezdecydowany
            • kontik_71 Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:11
              No nie... przez kretynskie nauki sie rozstac?? Tragedia.. "oczekiwalem"
              przyjamniej powaznej zdrady a nie niebycia na "naukach"... A jakiej natury sa
              te jego watpliwosci?? To w sumie jest klucz do calej historii...
            • mydlanka Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:18
              wiesz ja na twoim miejscu raczej dala bym sobie z nim spokoj moze on nie dorosl
              do roli meza, daj sobie troche czasu, pocZej i obserwuj z boku co sie bedzie
              dzialo, nie daj sie tak latwo przekonac ze bedzie wszystko dobrze bo z tego co
              piszesz nie jest i nie zanosi sie (niestety)na to zeby bylo :( zaslugujesz na
              kogos lepszego i z tego co piszesz to wielokrotnie cie ranil, skoro robil to
              teraz to po slubie raczej sie nic nie zmieni,a nawet moze byc jeszcze gorzej bo
              kto wie czy po slubie nie uznal by ze jestes jego i juz wtedy mu wszystko
              wolno, a jak nie jest pewien czy chce byc z toba to jak sobie troche poteskni
              to moze nawet na dobre mu wyjdzie jak mowi stare polskie przyslowie: " POLAK
              MADRY PO SZKODZIE "
              • lexyniunia Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:22
                dziękuję za wszystkie słowa pocieszenia, wiem, że kierując się rozumem powinnam
                zapomnieć o nim i ułożyć sobie życie, ale serce tęskni i boli, niestety trzeba
                jakoś żyć :(
            • justysg Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:31
              Bierz życie takim jakie jest i uszy do góry;) Jeśli macie być razem, to i tak
              będziecie. Jeśli nie, to już los pokieruje was w inne strony. Co komu pisane,
              to go nie ominie.
              Mężczyźni do pewnego wieku boją brać na siebie odpowiedzialność. Skoro to ty
              wszystko załatwiałaś i organizowałaś, to widać, że on należy do takich mężczyzn.
              Odczekaj, daj sobie trochę oddechu. Skoro byłaś zawsze taka dobra i wybaczałaś,
              to teraz pozwól sobie na odrobinę zdrowego egoizmu. Zajmij się sobą, pospotykaj
              z ludźmi, zrób, coś na co zawsze miałaś ochotę. Miej odwagę odmówić rozmowy,
              czy spotkania z byłym narzeczonym, trzymaj go na dystans. Nie pozwól się
              ponownie zmanipulować i udobruchać. Niech dostrzeże ile stracił, i że nie tak
              łatwo ciebie odzyskać. Niech zobaczy cię jako silną i twardo stąpającą po ziemi
              kobietę.
              Rozmawiaj z innymi o swoich uczuciach, które ci towarzyszą (to bardzo pomaga i
              jest konieczne), ale nigdy z nim. Gdybyby bardzo nalegał, powiedz mu, że miał
              już swoje pięć minut i wykorzystał je, jak je wykorzystał. Jak będzie się
              bardzo starał możesz mu powiedzieć, że zastanowisz się, czy nie dać mu
              kolejnych pięciu minut.
              Głowa do góry i nie daj się;)
              • rene8 Re: odwołany ślub... 07.10.05, 16:41
                judtysg!
                Czasmi nie wiem jak mam koleżankom wytłumaczyc kulturalnie ,że nie tędy
                droga.Teraz już wiem!
                Słowo! Wydrukuje i naucze sie na pamieć!
                Mądre słowa!
                Bardzo mądre!

                uczcie się!
              • lexyniunia Re: odwołany ślub... 07.10.05, 17:51
                dziękuję za te słowa, kierując sie rozumem myślę, że nic z tego nie będzie, bo
                nie wiem, co by się musialo stać, by on naprawdę się zmienił,dla niego
                najwazniejsza jest pracaa, choć czasem myślałam, że ja, kiedyś myślałam, że
                jestem w ciąży, a on - to myslałam, że oszaleje z radości, ale co z tego jak
                teraz już NAS nie ma, choć pisze i mówi, że zawsze będzie mnie kochał.Ale chyba
                nie robi się tak komuś kogo się kocha, prawda ?
                • justysg Re: odwołany ślub... 07.10.05, 18:07
                  Zgadza się. W moim związku na początku nie raz musiałam przypominać: najpierw
                  mam być ja, potem długo, długo nic, a na końcu może być reszta świata.
                  Poskutkowało.
                  Pozdrawiam serdecznie.
    • tomcat5 Re: odwołany ślub... 07.10.05, 21:36
      Dziękuj Bogu, że nie popełniłaś szaleństwa i nie wyszłaś za niego. Ja mam
      odwrotną sytuację - wyszłam za mąż i żałuję:((((((
      • tchiopentalik Re: odwołany ślub... 08.10.05, 14:31
        Ja byłam w takiej sytuacji i uwierz mi ze nie żałuje.Odwołałam wszystko sama i
        nie ja zawiniłam tylko on. Po roztaniu nie chciałam nikogo więcej ale w szybkim
        czasie pojawil sie mężczyzna na mojej drodze i wyobraż sobie że jest moim mężem,
        teraz dziękuję bogu że tak się stało.Naprawdę mam szczęśliwe życie!
        • lexyniunia Re: odwołany ślub... 08.10.05, 15:02
          dziekuję za wszystkie odpowiedzi, ale nie mam po prostu siły i chyba po prostu
          nie będę się z nim pierwsza kontaktować, będę milczała, nie mam już na nic
          siły, czasem nawet żyć mi się nie chce
    • atkaatka Re: odwołany ślub... 08.10.05, 12:26
      ja miałam podobną sytuację, przeczytaj w wątku czy powroty mają sens i dobrze
      się kończą. ja po prostu nie wiedziałam,co ze sobą zrobić. Jeżeli możesz dać
      szanse i zależy Ci , to próbuj .....
    • karolina784 Re: odwołany ślub... 08.10.05, 22:13
      Ja mogłam odwołać ślub na trzy dni przed. Narzeczony postawił mi ultimatum:
      albo podpisujesz intercyzę albo ślubu nie ma. Podpisałam. Stwierdziłam,że przez
      papierek nie rozstanę się z kimś, kogo kocham ponad życie. I źle zrobiłam. To
      był pierwszy sygnał,że tak naprawdę mu na mnie nie zależy. Tak jak u Ciebie,
      mój narzeczony był wiecznie zajęty, wszystko załatwiałam sama. Teraz się
      rozwodzimy. Dobrze się zastanów. Bo może to rzeczywiście jakiś znak?
      • lexyniunia Re: odwołany ślub... 08.10.05, 22:22
        przykro mi, w moim przypadku może to i znak,ale nie ma dnia, żebym nie płakała
        za tym wszystkim co nas łączyło, tak bardzo za nim tęsknie, że trudno to opisać
        i nie wyobrażam sobie jego z inną kobietą ani mnie z kimś innym, minęły
        miesiące i mimo, że próbowałam kogoś poznać, to zawsze wracam myślami do niego
        i nie chcę nikogo innego. poza tym chyba mam jakąś depresję związaną z moim
        wiekiem, mam 25 lat i wydaje mi się, że jestem już taka stara, że nie chce juz
        nic zaczynać od nowa.
        • karolina784 Re: odwołany ślub... 08.10.05, 22:28
          25 lat to naprawdę nie tragedia. Ja mam 27 i rozwód na głowie. a do tego jest
          jeszcze maleńka 6-miesięczna dziewczynka. I wiem że dla niej było warto troche
          się z nim pomęczyć. Ty na razie nie masz takich obciążen. Pomyśl, czy chcesz
          mieć z nim dziecko, czy wolisz, aby urodziło sie ono w szczęśliwym związku.
          Mnie też nie było łatwo odejść, w dodatku z maleńkim dzieckiem. i też nie
          wyobrażam sobie siebie z kimś innym. ale czasami trzeba podjąć trudną decyzję.
          Powodzenia.
          • moni976 Re: odwołany ślub... 11.10.05, 07:43
            No i dobrze się stało, że do ślubu nie doszło. Mój obecny mąż też miał rózne
            jazdy przed ślubem, bo to jego drugie podejście. Raz sie cieszył, że
            organizujemy ślub tak jak chcemy, bo jego poprzedni ślub to tzw. konieczność, a
            potem się wycofywał, bo zrobiłam coś nie po jego myśli...
            Rozstawaliśmy się i schodziliśmy. On wydzwaniał, a potem wychodziło na to, że
            to z mojej inicjatywy się godziliśmy.
            Do ślubu doszło. Rodzice go zaakceptowali mimi, że kiedyś mieli wątpliwości,
            czy facet "po przejściach" jest dla mnie odpowiednim kandydatem na męża.
            Był mile widzianym gościem w naszym domu.
            Mieszkamy w mieszkaniu po jego matce-spadek. Jesteśmy 2 mies. po ślubie, a ja
            mam dosyć. Ten człowiek wogóle nie potrafi się wyluzować. Wszystko dla niego
            jest sprawą życia i śmierci! Każdy mój błąd to powód do wytrząsania się nade
            mną. No i oczywiście jest Panem w swoim domu co coraz częściej mi podkreśla.
            Żałuję, że do ślubu doszło. Pewnie byłabym w szoku, gdyby się wycofał w dniu
            ślubu, ale tak... nastawiam się na rozwód, bo to jakaś porażka.
            Na chwilę obecną nawet dzieci nie planuję, chociaż bardzo bym chciała mieć
            dziecko... W styczniu skończę 30-tkę...
    • niunia1981 Re: odwołany ślub... 11.10.05, 08:03
      Jak czytam co poniektore wypowiedzi, to nie wiem czy smiac sie czy plakac.
      Tragedia, 25 lat!!! A tu jeszcze wieksza, bo 27!!! M.in. z tego tez powodu
      wyjechalam z naszego pieknego kraju, zeby nie wysluchiwac na kazdym kroku, jaka
      to jestem stara panna i ze sobie zmarnowalam zycie, albo ze siedze z facetem na
      kocia lape - grzech, grzech! Dobijam 30-tki, obecnie jestem singlem i ani mi
      prze glowe nie przejdzie myslec, ze jestem za stara. Za stara - na co? Mam
      super wyksztalcenie, swietna prace, wlasne mieszkanie i niezaleznosc finansowa.
      Wygladam kilka lat mlodziej niz mam. Cenie sobie wolnosc i niezaleznosc, to, ze
      nikt mi nad glowa nie zrzedzi, nie onanizuje sie w kuchni nad zdjeciem
      kolezanki, nie stroi fochow, nie bije i nie pije (chociaz takiego dziada od
      razu bym rzucila). Moge przebierac w facetach jak w ulegalkach - do 35 na pewno
      kogos znajde. Nie jestem w tym osamotniona, kilku moim przyjaciolkom takze sie
      nie spieszy. A w Polsce dziewczyny ulegaja presji rodziny, ze po 25 to juz
      tylko za maz albo do klasztoru, czepiaja sie roznych dziadow z parszywym
      charakterem i pozniej sa tragedie i rozwod dwa tygodnie po slubie. Jedzcie raz
      na Zachod, zobaczcie jak szczesliwi moga byc wolni ludzie po 30-tce i zmiencie
      te chora mentalnosc. jezeli nie dla siebie, to chociaz dla naszych dzieci :)
      Pozdrawiam wszystkie normalnie myslace, wierze ze sa jeszcze tu takie.
      • monikar26 Re: odwołany ślub... 11.10.05, 13:07
        mysle, ze jak juz jest tak zle, to bez sensu brać ślub. A co do tego, że sobie nie wyobrażasz kogoś innego ? Ja dopiero 5 lat po rozstaniu znalazłam tego właściwego. I choć wcześniej zdarzało mi się żałować, że zostawiłam pierwszą miłość (ktoś powiedział mi o jego zdradzie),że już nikogo nie znajdę, to warto było czekać. I cieszę się, że szybko wtedy podjęłam decyzję o odejściu. Cierpiałam długo, ale teraz jestem szczęśliwa. I Ty na pewno też znajdziesz swoje szczęście
        • tchiopentalik Re: odwołany ślub... 11.10.05, 19:10
          Ja mialam 27 lat jak sie roztalam,jakos nie wydawało mi się że jestem za stara.
          A wyszłam za mąż mając 30 lat.Oczywiście całkiem za inną osobę.
        • lexyniunia Re: odwołany ślub... 12.10.05, 14:28
          dzięki, pewnie tak kiedyś się stanie
      • lexyniunia Re: odwołany ślub... 12.10.05, 14:31
        no to gratuluję, że na tym wspaniałym Zachodzie tak Ci się udało i tacy
        wspaniali ludzie tam są, nie to co w Polsce, prawda ? jeśli chcemy to będziemy
        się nad sobą użalać.
        • mb800 Re: odwołany ślub... 07.11.05, 12:50
          Witam
          Miałam bardzo podobny problem. Byłam z mężczyną 9 lat. Też bywało różnie
          (rostawaliśmy się i schodziliśmy), ale jednego byłam pewna kocham go na zabój.
          Robiłam dla niego prawie wszytko, znosiłam bardzo dużo , czasami ranił mnie
          okropnie ale wiedziałam że nie chciał bo przecież napewno mnie kocha skoro 1
          października bierzemy ślub. Byłam pewna że się zmienił bo zaręczyny były z jego
          inicjatywy, kiedyś nie chciał zawet myślec o ślubie. Przygotowania sprawiały mi
          tyle przyjemności, też kupiłam już suknię ślubną. A tu nagle , bach wszytko
          przepadło jednego wieczoru. Podczas kłótni podniósł na mnie rękę i to przy
          swojej własnej matce. Już na drugi dzień wszytko odwołałam. Jego rodzice
          jeszcze prosili bym to przemyślała, a on nic. Nawet nie widziałam go po tym
          wydarzeniu.Napisał mi tylko smsa że jesli odwołam to jest to tylko moja decyzja
          i żebym nie obwianiała go kiedyś że to wszystko skończył on.Stwierdził że go
          sprowokowałam do tego ciosu bo na niego krzyczałam, jak ja mogłam!!!
          I zaczęło się płacz, lament, wstyd- bo co ludzie powiedzą...
          On po miesiącu rozłąki znalazł sobie inną dziewczynę, a ja dalej płakałam,
          byłam nawet u psychologa, bez tabletek nie usnęłam i tak 3 miesiące, wtedy
          byłam jeszcze na 100% pewna że to ten jedyny i że już nigdy nikogo tak nie
          pokocham. Aż 4 miesiące po tym wszytkim poznałam miłego chłopaka, który mnie
          szanuje,traktuje poważnie, liczy się z mim zdaniem - co wcześniej było dla mnie
          abstrakcją i mogę przyznac że chyba go pokochałam a tamta miłość była ślepa i
          chora.Teraz jednak patrzę dośc obiektywnie na obecnego chłopaka, staram się
          widziec jego wady i zalety i jestem pewna że mi na nim baardzo zależy.
          Czas leczy rany (czasami druga"miłość"). Teraz wiem, że wychodząc za mąż za
          tego pierwszego mężczyznę byłoby największym błędem w moim życiu. Jednak ktoś
          tam "na górze" nade mną czuwa ;)) Napewno coś jeszcze do niego czuję ale nie
          jest to już tak silne!!
          Także głowa do góry!! Nie ma co podejmować pochopnie decyzje odnośnie ślubu!!-
          NA TO ZAWSZE JEST CZAS.
    • alfika Re: podaj mi jeden sensowny powód... 07.11.05, 14:46
      ...dla którego nie zapewnisz sobie spokoju na jakiś czas,
      żeby wsłuchać sie w to, czego chcesz Ty, choćby wbrew planom albo wbrew
      rozsądkowi,
      żeby podjąć decyzję zgodną z sercem i tym, czego NAPRAWDĘ chcesz,
      bez zmieniania drugiego człowieka -

      - a piszesz o swoim problemie tu i oczekujesz porad obcych ludzi,
      którzy w Twojej skórze i na Twoim miejscu nie są i nigdy nie będą - i nawet nie
      wiesz, co same przeżyły, jak myślą i czy lubiłabyś nas, gdybyś nas poznała???

      daj sobie czas na pewność, poczekaj na nią cierpliwie, żebyś umiała posłuchać
      swojego serca
      tylko tyle
      po czymś takim poradzisz sobie ze wszystkim, co cię spotka w życiu

      bardzo Ci tego życzę
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka